Czołem 
Zdecydowanie widać, że tekst przeszedł solidny remont i zaliczył potężny krok naprzód. Początek to teraz absolutna petarda – od razu wrzucasz nas w mrok, a skazany, złamany starzec w jaskini błyskawicznie ustawia fajny, poważny klimat i pokazuje, że stawka jest wysoka.
Świetnie też stonowałeś anioła Diomo. Teraz ma w sobie odpowiednią powagę i moc, co kapitalnie pokazuje scena z topieniem miecza gołymi rękami, a jednocześnie nadal potrafi rzucić ironicznym tekstem, co dodaje mu charakteru.
Finał z powrotem do jaskini i zamknięciem jej głazem elegancko spina całą historię klamrą i zostawia bardzo przyjemne, klimatyczne wrażenie.
Jedyna rzecz, nad którą jeszcze bym się pochylił przy kolejnych szlifach, to lekki dysonans w nastroju opowiadania. Z jednej strony mamy naprawdę świetny, ciężki mrok i dylematy o bogach, a w środek wplatasz bardzo luźne, komediowe wstawki, jak dłubanie w nosie, żarty żołnierzy czy ucieczka z więzienia z popisaną cebulą i skokiem do siana. To są bardzo sympatyczne motywy, ale odrobinę gryzą się z tą powagą i wybijają czytelnika z tego super napięcia, które zbudowałeś na początku.
Spróbuj przy okazji ujednolicić ten klimat – warto trochę stonować te najbardziej humorystyczne momenty, żeby utrzymać dramatyzm historii. Odwaliłeś już jednak przy tym tekście kawał naprawdę świetnej, redakcyjnej roboty i z zaciekawieniem patrzy się na to, jak Twój warsztat ewoluuje, więc tak trzymaj! Oczywiście pamiętaj, że to wszystko to tylko moje osobiste odczucia z czytania, więc absolutnie bez urazy.