komentarze: 64, w dziale opowiadań: 63, opowiadania: 28
komentarze: 64, w dziale opowiadań: 63, opowiadania: 28
Hej, barniusz
Bardzo dobre opowiadanie! Najbardziej kupił mnie pomysł na Schodzących i sposób przedstawienia Zejścia – labirynt luster i demon będący czymś w rodzaju mechanizmu obronnego Lucana naprawdę dobrze działają. Całość jest też bardzo sprawnie napisana i ma taki przyjemnie wiedźmiński klimat, choć na szczęście nie jest kalką. :) Mam tylko wrażenie, że przy tak mocnym temacie można było jeszcze mocniej docisnąć emocje, bo historia Lucana ma potencjał na naprawdę mocnego kopa. Mimo tego bardzo przyjemna lektura i chętnie przeczytałbym kolejne przygody Corina i Mykela.
Pozdro!
Cześć, Marszawa.
Leżałem pół przykryty szarą kołdrą, której nie zmieniałem od… dobra, pomińmy ten temat.
O, ble. Ale ja nie o tym. Mam pytanie techniczne, zmienia się kołdrę czy raczej pościel? ;)
Przy stylu życia Damiana to i tak cud, że w ogóle używa pościeli, ale masz pełną rację – zmiana pościeli brzmi bardziej życiowo! ;)
Opowieść sama się nie opowie:
A może lepiej historia?
Tak, zdecydowanie lepiej. Zapomniałem chyba czytać sobie na głos aby wyłapać ten niuans.
organizm desperacko próbował wypluć.
A może lepiej “pozbyć się”?
Tu zostaje jak jest :) Damian lubi ubierać swe myśli w pseudo-połezję ;)
– Znowu mam odklejkę… To tylko zjazd. Wytwór przećpanego mózgu, nic więcej – przekonywałem siebie,
próbując racjonalizować odczucia.Niepotrzebne. Czytelnik i bez tego zrozumie.
Prawda. Niepotrzebnie traktuje czytelnika jak dziecko. Chyba opiekuńczy charakter mojej pracy, wszedł za mocno.
Wyglądało to absolutnie groteskowo. Dorosły facet, bez dwóch zębów, w obcisłych, za małych spodniach, klęczy w opuszczonej fabryce i rysuje okultystyczne symbole damskim kosmetykiem.
Uwierz, że nie musisz tego tłumaczyć. Czytelnik widzi ten absurd. :D
Tutaj analogicznie jak wyżej.
oślepiającym, czarnym płomieniem.
Oślepiającym i czarnym? Jak to możliwe.
Ło matko! Ale skucha! Dzięki za wyłapanie. Poniosło mnie troszkę ;) W mojej głowie miał to być magiczny, surrealistyczny paradoks, ale rozumiem, skąd ten wizualny zgrzyt.
Popkultura i Tolkien: Dzięki za szczerość! Wiem, że w tym pościgu mocno pojechałem po krawędzi groteski. Cenna wskazówka na przyszłość, żeby nie przeładować tekstu nawiązaniami.
Niezwykle cieszę się, że głos Damiana i ten cały absurdalny klimat Ci podeszły, a finał nie rozczarował. Sam szczerze nie cierpię motywu „to był tylko sen/zjazd”, więc magia po prostu musiała być prawdziwa!
Jeszcze raz wielkie dzięki za poświęcony czas, cenne uwagi, wsparcie, no i klik. :)
Pozdrawiam Cie serdecznie!
regulatorzy
Ogarnąłem tekst biorąc pod uwagę twoje spostrzeżenia i moje własne pajęcze zmysły. :) Czy jest wyszlifowany na 100%? Z całą pewnością nie, ale na chwilę obecną nie widzę więcej baboli :D
Co do wielkich liter w ti-PESZ…
Owszem, Nomado, wklepałam, ale tłumacz uznał, że to język węgierski, więc niczego się nie dowiedziałam, ale jest to niewiedza, z którą mogę żyć. :)
Ha ha, tak, z całą pewnością obędziesz się bez tej wiedzy :).
Cześć, regluatorzy!
Bardzo dziękuję za tak wnikliwy i wartościowy komentarz!
Nie ukrywam, że możliwość zgłoszenia opowiadania do Biblioteki to dla mnie ogromne wyróżnienie i potężny zastrzyk motywacji do dalszego pisania… choć aktualnie mam dość trudny epizod w życiu i wyjątkowo ciężko mi znaleźć czas na codzienne logowanie się na portalu. Niemniej w weekend zasiądę do opowiadania i poprawię bazgroły, aby nie wypalały gałek ocznych czytelnikowi :)
Niezwykle cieszę się, że to szalone połączenie współczesnej, archetypowej podróży bohatera, mrocznej magii, groteski, sensorycznego chaosu i absurdalnego humoru tak mocno zadziałało na zmysły. Gdzieś w głębi się bałem, że zawiesiłem się na produkcjach Monty Pathona i mojego poczucia humoru nikt nie zrozumie. A jednak komuś się udało!
Ogromny szacunek i wielkie dzięki za poświęcony czas oraz tak szczegółową, profesjonalną korektę! Topornie mi idzie nauka poprawnego pisania, ale w końcu zaskoczy, a docenienie mojej wyobraźni jest dla mnie największym zaszczytem. :)
Co do wielkich liter w ti-PESZ – intencją było oddanie dzikiego krzyku bohaterów, ale jak najbardziej ujednolicę i poprawię ten zapis, żeby nie zgrzytał w czytaniu. Pozatym to zwrot z języka hebrajskiego i jak nie masz co robić w życiu, to możesz sobie wklepać w tłumacza co właściwie te słowa oznaczały :D
Z przyjemnością wprowadzę wszystkie Twoje uwagi i wrzucę na portal doszlifowaną, czystą wersję tekstu. Jeszcze raz serdecznie dziękuję za poświęcony czas, wsparcie i tak dobre słowo! Naprawdę dużo się od was wszystkich nauczyłem(zwłaszcza od ciebie i bruce) i uczć się będę dalej. Pozdrawiam!
regulatorzy
Dziękuję Ci za tak szczegółowy komentarz i za czas, jaki poświęciłaś na lekturę. :) Jak zwykle przeczytałaś tekst z lupą w jednej ręce i słownikiem w drugiej. ;)
Sporo uwag jest jak najbardziej trafnych. Zwłaszcza te dotyczące zapisu dialogów, myśli bohaterów, zbędnych zaimków czy kilku potknięć składniowych – z tym nie zamierzam dyskutować, bo po prostu poprawiają tekst. Niezmiernie opornie wchodzą mi technikalia do głowy.
Co do uwag dotyczących realiów epoki to… faktycznie, można było to zgrabniej napisać. Szczerze mówiąc, podczas pisania zupełnie nie zwróciłem uwagi na takie rzeczy jak sekundy, metry, cale, mile, brezent czy pergamin. Dopiero po przeczytaniu Twojego komentarza uświadomiłem sobie, że takie współczesne określenia rzeczywiście mogą delikatnie wybijać z klimatu. To na pewno zapamiętam przy kolejnych tekstach (Tylko czy uda się skorzystać z tej wiedzy? xD).
Przy kilku punktach pewnie zostałbym przy swoim, bo wynikały z celowo użytych metafor albo współczesnego języka narratora, ale to już bardziej kwestia interpretacji niż jednoznacznego błędu.
Jeszcze raz dziękuję za tak wnikliwą analizę. Każda taka lektura uczy mnie czegoś nowego i naprawdę doceniam, że chciało Ci się poświęcić tyle czasu na rozłożenie tekstu na czynniki pierwsze.
Pozdrawiam! 5!
Cześć, Tarnina!
Bardzo dziękuję za tak szczegółową analizę i ogrom pracy włożonej w ten komentarz! Naprawdę to doceniam :) Technicznie mam co poprawiać. Odniosę się tylko do paru rzeczy o których wspomniałaś.
Światło w pomieszczeniu było mdłe, przycięte do granic możliwości
Niby rzeczy mdłe można ciąć, ale jak to zrobić ze światłem? I co rozumiesz przez "mdłe światło"?
Tutaj akurat świadomie poszedłem w bardziej poetycki obraz. „Mdłe światło” kojarzy mi się z przytłumionym, niemal chorobliwym oświetleniem – takim szpitalnym albo znanym z filmowych sal przesłuchań. Z kolei „przycięte do granic możliwości” miało jedynie wzmocnić wrażenie, że światła jest ledwie tyle, by zarysować sylwetki. Rozumiem jednak, że ten obraz może nie trafiać do każdego czytelnika i chyba popłynąłem zbytnio.
ledwo oświetlające sylwetki
Światło oświetla – to jednak masło maślane.
Tak :)
wydając się trawić gigantyczny ciężar
Lepiej: wydawał (nie nadużywajmy imiesłowów), ale czy ciężar można trawić?
Hmmm…
Drugi zaś uśmiechnął się lekko
Ale dlaczego rozciągłemu (niedokonanemu) milczeniu tamtego przeciwstawiasz krótki, jednorazowy (więc dokonany) uśmiech tego?
Dobre pytanie. Pomedytuje nad tym :)
Tyle na twój temat słyszałem
A może: Tyle o tobie słyszałem? Jakby bardziej metrycznie, chociaż to tylko moje wrażenie.
Tak, masz racje. Nawet łatwiej by się śpiewało tak zapisany wers.
Czy odnalazłeś wreszcie siebie w jej szponach?
Hmmm? Co próbujesz zasugerować?
Że praca na etacie nigdy nie należała do ulubionych rozrywek pana przed lustrem. :)
strzela słowami otwierającymi w nas pustkę
Metafora odnosi się do… działa nadprzestrzennego wytwarzającego portale? Czy do czego?
Tutaj chodziło mi o obraz słów jako pocisków. Każde kolejne pytanie „strzela”, a kolejne trafienia otwierają w bohaterze coraz większe poczucie pustki. To oczywiście metafora, więc nie próbowałem zachować jej dosłowności, tylko oddać emocję przytłoczenia.
spojrzał w oczy nachalnemu rozmówcy
Tekst byłby chyba czytelniejszy, gdyby dać światło między partie wierszowane i te inne.
Hmmm…
pozbierał się w sobie, odpowiadając cichym, zmęczonym szeptem
Idiom brzmi: zebrał się w sobie. Szept nie może być zmęczony (to szepczący jest zmęczony), a imiesłów nie oznacza związku przyczynowego – ale tutaj miałaby sens i jednoczesność, więc zaznaczam tylko na wszelki wypadek.
„Pozbierał się w sobie” to ewidentnie skrzyżowanie dwóch konstrukcji, a „zmęczony szept” brzmiał lepiej w mojej głowie niż na papierze. Dzięki za wyłapanie.
cichy czas zbiera swe żniwo
Co takiego żnie ten czas? Bo zwykle mówi się o "zbieraniu żniwa", zwłaszcza przez czas, w kontekście śmierci ( https://wsjp.pl/haslo/podglad/8285/cos-zbiera-jakies-zniwo ), ale mówiący chyba nie umarł. Czy umierają mu wszyscy dookoła?
Tutaj miałem na myśli właśnie skutki upływu czasu – starzenie się, przemijanie i wszystkie drobne zmiany, które z biegiem lat odciskają się na człowieku. Nie odnosiłem tego wyłącznie do śmierci, raczej do tego, że czas konsekwentnie zostawia po sobie ślad. Rozumiem jednak, że skojarzenie z frazeologizmem „śmierć zbiera żniwo” mogło poprowadzić interpretację w inną stronę.
wciąż biję się z Bogiem, ścigając wiatr chyżo
Ale o co się bije i co mu zabrał ten wiatr? Bo na razie wypowiedź przypomina raczej uchylanie się od zwierzeń (poprzez udawanie, że się dużo powiedziało).
Tutaj świadomie zostawiłem to w formie metafory. „Bić się z Bogiem” miało oznaczać bunt wobec życia, losu i rzeczywistości, z którą bohater od lat nie potrafi się pogodzić. Z kolei „ścigać wiatr” rozumiałem jako gonienie za czymś nieuchwytnym, być może wręcz niemożliwym do osiągnięcia. Zależało mi bardziej na oddaniu stanu bohatera niż na dopowiedzeniu, z czym konkretnie walczy.
Cześć!
Hmmm… Pomysł, żeby opowiedzieć o powstawaniu Układu Słonecznego jako rozmowie Ziemi z Słońcem, jest kapitalny! I jeszcze udało ci się wpleść sporą dawkę astronomii w naturalny dialog, który ani przez moment nie przypomina wykładu. Nie nudzi. Choć i tak trochę musiałem pogłówkować przy tekście xD. Ale to na plus oczywiście :D
Szczególnie zapamiętam fragment o Proximie i tych ośmiu latach na jedną wymianę zdań. To bardzo prosty obraz, a świetnie pokazuje skalę kosmosu. Trochę film Interstellar mi się przypomniał.
No i zakończenie – „Bo gwiazdy, nawet kiedy milczą, nie są samotne. I my też nie.” – zostało mi w główce, nie powiem.
Bardzo dobra robota. Takie połączenie nauki z literaturą trafia do mnie zdecydowanie bardziej niż suche popularyzowanie astronomii, której zbytnio nie kumam ;D
Pozdrawiam!
Cześć! Ramshiri
Bardzo zgrabnie napisany tekst. :)
Najbardziej kupiły mnie emocje – przez całe opowiadanie czuć smutek, poczucie winy i rozpacz ojca. Wg. mnie, to właśnie one niosły tę historię, a nie sam motyw fantastyczny. Uwielbiam takie depresyjne klimaty. Może za dużo naczytałem się pana Hłasko, albo Bukowskiego?
Podobało mi się też, że narrator nie wybiela się. Najpierw poznajemy go jako człowieka pełnego wad, a dopiero z czasem zaczyna się z nich rozliczać. Szczególnie zapadł mi w pamięć moment, kiedy przyznaje się do wcześniejszego kłamstwa. Dzięki temu stał się dla mnie wiarygodny.
Warsztatowo również bardzo dobrze(pozazdrościć ;)). Tekst czyta się płynnie, dialogi brzmią naturalnie, a narracja jest ciekawa.
Końcówka zostawiła mnie z przyjemnym niedosytem. Nie przez sam motyw drzwi, ale przez emocjonalne domknięcie historii.
Dzięki za dobrą lekturę!
bruce
Lkiebedten – Dobra, ten żart akurat był najniższych lotów. Usuwam go, żeby nikogo nie kłuł w oczy.
opisywanych środków nie znam, może być jakaś wzmianka np. o tym, co one ze sobą niosą, wtedy będzie łatwiej pojąć
Postaram się wpleść w tekst drobne wskazówki dla czytelnika. Muszę to jednak zrobić zmyślnie, bo nie chcę zamieniać opowiadania w encyklopedię dragów :)
Masz rację, zupełnie zapomniałem, że większość ludzi nigdy nie miała styczności z silnymi lekami na zaburzenia lękowe, z tym, jak wygląda ich nadużywanie i czym to się kończy. Taki klonazepam na ten przykład, w dużej dawce i w połączeniu z alkoholem, potrafi doprowadzić do całkowitej amnezji. Nagle budzisz się po dwóch dniach, z których kompletnie nic nie pamiętasz. I to nie jest stan jak po alkoholu, gdzie człowiek ma przynajmniej jakieś przebłyski. Po prostu absolutna, czarna dziura. Właśnie dlatego Damian kompletnie nie pamięta, że spotkał się z wujkiem i wziął udział w rytuale :)
Jeśli humor mimo wszystko się podobał, to bardzo się cieszę! Choć kiedy tak czytam to opowiadanie w trakcie poprawek, dochodzę do wniosku, że mam jednak nieźle zryty łeb :D
Hej. bruce,
lecz najpierw trzeba samodzielnie całe opowiadanie starannie doszlifować pod kątem językowym. :)
Oj tam, oj tam! :) Właśnie się za to zabieram. Przecież nie byłbym sobą, gdybym opublikował coś całkowicie bezbłędnie… Można by rzec, że to mój znak rozpoznawczy ;)
Poza tym na moją obronę: Damian nie kończył filologii polskiej i w swoich kwestiach ma pełne prawo do zaimkozy. Ludzie w codziennych rozmowach „zaimkują” przecież jak szaleni xD Oczywiście żartuję i zdaję sobie sprawę z mojej sromotnej klęski. Ale hej, jeszcze oddycham, a więc naprawię swoje błędy! Bardzo dziękuję za ich wyłapanie. Jak zwykle jesteś niezawodna :) Sięgasz tam, gdzie mój wzrok nie sięga. To znaczy sięga, ale dopiero po opublikowaniu i zebraniu batów xD
Wpatrywałem się w ekran, jakbym był ostro porobiony ciężkim halucynogenem – a dodam, że nigdy za nimi nie przepadałem. – czy tu przypadkiem nie ma być: „jakby”, bo z „-m” całkiem wypacza sens zdania?
Nie wypacza, tak ma być, bo on mówi o sobie – czuje się tak, jakby to on sam zażył halucynogen, patrząc na to całe wariactwo. To dokładnie ta sama zasada co w zdaniu: „Wpatrywałem się w ekran, jakbym nie miał nic innego do roboty”. Jednak skoro faktycznie może to być mylące dla czytelnika, zmienię ten zwrot na coś innego, bardziej jednoznacznego.
Lkiebedten? – nie znam wprawdzie niemieckiego, ale czy tu nie jest czasem błąd rzeczowy, spowodowany literówką?
Tu wcale nie chodzi o język niemiecki! Chciałem humorystycznie pokazać, jak gość zwalczający konkretną ideologię nie potrafi nawet poprawnie wymówić jej nazwy (fonetycznie wyszło mu „Lkiebedten”, a powinno „elgiebete” – LGBT). Nieważne, moje specyficzne poczucie humoru chyba trafia tylko do mojej partnerki i naszych kotów. Też fajnie! :)
Pojawia się wiele nazw leków (np. klonazepam/n – tę nazwę piszesz różnie, co daje dodatkowo błędy rzeczowe, Xanax, mefedron, benzodiazepina) całkiem mi nieznanych, i muszę szukać każdego w necie, aby się dowiedzieć, na co to i po co to, by zrozumieć sens użycia takich dziwacznych nazw w opowiadaniu…
Faktycznie, w nazwie klonazepamu zrobiłem literówkę. Xanax z kolei pisze się wielką literą, bo to nazwa handlowa. Rozumiem, że dla Ciebie mogą to być dziwaczne nazwy. Widocznie nigdy nie miałaś styczności z tym mrocznym światem (i chwała Ci za to!), ale Damian tkwi w nim po uszy. To jego opowieść i jego język, dlatego akurat w tej kwestii nic nie będę zmieniał :) Niemniej bardzo dziękuję za zwrócenie uwagi.
Zdaję sobie sprawę, że mój humor nie trafi do każdego – jest dość specyficzny, ale idealnie oddaje ducha tej postaci. W zasadzie to mój pierwszy raz z opowiadaniem pisanym w pierwszej osobie i odkryłem, jakie to przyjemne. O wiele ciekawsze niż klasyczne opisy trzecioosobowe! Może z tego rozpędu i pisania jednym tchem wpadłem w te powtórzenia, bo przy narracji pierwszoosobowej trzeba na nie podwójnie uważać.
Bardzo dziękuję, Bruce, że mimo wszystko przebrnęłaś przez tekst, który kompletnie nie był w Twoim klimacie. Doceniam to niesamowicie i pozdrawiam z całych sił! :)
regulatorzy,
O Shit! Chyba za poźno opublikowałem ten tekst, bo nawet nie zauważyłem!
Bezsenność mi nie służy, jak widać !!! ;D
Dzięki i przepraszam za wypuszczenie Byka Kreteńskiego!!! Albo kretyńskiego… xD
Cześć! Teo Max
Bardzo dziękuję! Ogromnie się cieszę, że pomysł został doceniony,
Jeszcze bardziej ucieszyło mnie to, co napisałaś o japonizmach. Trochę obawiałem się, czy nie będzie ich za dużo, ale skoro pomogły zbudować klimat, to znaczy, że było warto. Tym bardziej mi miło, że miałaś już wcześniej kontakt z kulturą i literaturą japońską.
Serdecznie dziękuję za lekturę i pozdrawiam!
regulatorzy
Cześć!
Przede wszystkim ogromnie dziękuję za tak dokładną analizę. Tyle wyłapanych potknięć językowych i merytorycznych, to dla mnie uroczy i odświeżający kubeł zimnej wody, wylany na pośpieszną łepetynę – sporo z nich poprawię przy najbliższej korekcie.
Dziękuję też za uwagi dotyczące samej historii. Rozumiem, że fantastyki było dla Ciebie za mało i że wykonanie nie do końca zagrało. Takie opinie również są potrzebne, bo pokazują, gdzie czytelnikowi czegoś zabrakło.
Jeszcze raz dzięki za poświęcony czas i tak szczegółowy komentarz. Bardzo to doceniam.
Pozdrawiam!
PS Następne opowiadanie będzie “bardziej fantasy” I mam nadzieję, że bez tych wszystkich błędów :)
MichaelBullfinch
Cześć!
Bardzo dziękuję za tak uważną lekturę i polecenie do biblioteki – ogromnie mnie to cieszy. :)
Masz też rację, że z samymi głosami scena mogłaby być bardziej tajemnicza. To ciekawa uwaga i na pewno będę o niej pamiętał przy kolejnych tekstach. A może w wolnej chwili przerobię tekst.
No i dziękuję za słowa o przyjacielu. To dla mnie ważne, choć już trochę minęło, to w głowie dalej siedzi.
Pozdrawiam serdecznie!
To zupełnie inne gatunki, więc możesz mieć wrażenie jakbyś po słodkim ciastku zjadł śledzie:)
Haha chyba tak właśnie się poczułem :) A że wyjątkowo nie lubie śledzi, to efekt był wzmocniony ;) Chyba zacznę jednak patrzeć na tagi z większą uwagą.
Pozdrawiam również!
Cześć!
Bardzo dziękuję za tak szczegółowy komentarz i czas poświęcony na przeczytanie mojego(wcale nie krótkiego) opowiadania. Cieszę się, że sam pomysł na zapętlenie oraz dynamika opisów przypadły Ci do gustu.
Masz całkowitą rację co do technicznej strony tekstu. Konstrukcja akapitów i formatowanie dialogów to elementy, nad którymi muszę jeszcze mocniej popracować przy redakcji, żeby nie serwować czytelnikowi „ścian tekstu”. Staram się już podglądać opowiadania innych użytkowników, którzy dobrze wiedzą, jak nad tym panować (między innymi Twoje! :)).
Co do japońskich zwrotów – taki był mój zamysł. Chciałem, żeby w tekście zaistniało autentyczne słownictwo (jak yoroi-dōshi czy hitatare), bo dla mnie to esencja klimatu. Bez tego opowiadanie o ninja/shinobi brzmiałoby jak generyczne fantasy, a tak – od razu czuć zapach starej Japonii. Całkowicie jednak rozumiem, że ktoś, kto nie jara się tymi klimatami, może się trochę męczyć przy czytaniu takich słów.
Zaś jeżeli chodzi o Twoje pytania i spostrzeżenia dotyczące fabuły:
Młodszy brat: Z jego perspektywy sprawa była o tyle skomplikowana, że on sam na początku drogi błądził we mgle (choć czujne oko czytelnika wyłapie przebłyski nadchodzącego przebudzenia już na samym początku). Pierwsze pełne „oświecenie” i zrozumienie, w czym tak naprawdę uczestniczy, zyskuje dopiero na samym końcu, w świątyni. Poza tym wyparcie i mechanizm obronny starszego brata były tak potężne, że nawet gdyby młodszy spróbował mu wszystko wyłożyć od razu, to tamten i tak zablokowałby tę prawdę. Akarui to zrozumiał, mógł uciec z pętli, a mimo to zdecydował się trwać przy bracie do końca, aż ten pojmie swą winę. W tym właśnie kryje się tragizm tej postaci, ale też jej wielka miłość.
Babuleńka: Bardzo mnie cieszy, że zwróciłaś na nią uwagę! W moim zamyśle nie była złośliwym demonem, a raczej kimś na kształt buddyjskiej bodhisatwy lub wysłanniczki bóstw (Kami). Jej rola polegała na doprowadzeniu braci do miejsca, w którym wreszcie skonfrontują się ze swoją hańbą – co w tej pętli ma być ich jedyną drogą do ostatecznego odkupienia.
Jeszcze raz wielkie dzięki za cenne wskazówki warsztatowe i cieszę się, że to była dla Ciebie „niezła przygoda”!
Zabieram się zaraz za akapity. ;(
Pozdrawiam serdecznie!
Cześć, Krzysztof Kapibara
Podobał mi się klimat niepewności na początku. Motyw paraliżu sennego też bardzo fajnie wyszedł, zresztą tak samo jak finał. Ostatnie zdania zostawiają czytelnika z niepokojącą myślą i dobrze domykają historię.
Momentami miałem jednak wrażenie, że fabuła przeskakuje trochę zbyt szybko między kolejnymi etapami przemiany. Sam chciałbym chyba dostać odrobinę więcej wskazówek i czasu, żeby razem z bohaterką odkrywać, co właściwie się z nią dzieje.
Mimo tego uważam, że tekst ma kilka naprawdę udanych scen i widać, że potrafisz budować atmosferę. Chętnie przeczytam kolejne opowiadania!
Dzięki za lekturę!
Koncept może i by dźwignął – w siebie mniej wierzę! :D
Myślę, że ten brak wiary wynika właśnie z takich sabotujących myśli. Trzeba anihilować to robactwo!
Patrząc po tym, co już przeczytałem, uważam, że zdecydowanie bardziej zaniżasz swoje możliwości, niż przeceniasz. ;)
Oczywiście, jak na hipokrytę przystało, sam też toczę z tym robactwem nieustanną walkę. :D
Powodzenia i Ganbare yo!
Hej!
Po opowiadaniu „Nieproszony gość” miałem chyba bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę, więc siłą rzeczy ten tekst zrobił na mnie trochę mniejsze wrażenie. Nadal jednak czytało mi się go bardzo dobrze.
Najbardziej podobał mi się początek. Motyw reklam i ich nachalnego, drwiącego komentarza do życia Filipa wypadł naprawdę super. Kilka tekstów lektora aż zostaje w głowie. Całość dobrze oddaje poczucie osaczenia i samotności.
Jak zwykle imponuje mi też twój warsztat. Krótkie, rytmiczne zdania, bardzo płynna narracja i konkretne obrazy sprawiają, że przez tekst dosłownie się płynie.
Tym razem trochę mniej przekonała mnie sama przemiana. W „Nieproszony gość” miałem poczucie, że potwór wyrasta z emocji bohatera i można go odczytywać na wielu poziomach. Tutaj przemiana w owada wydała mi się bardziej dosłowna i nie do końca potrafiłem uchwycić, co dokładnie symbolizuje. Być może coś mi umknęło.
Mimo tego bardzo lubię Twój styl.
Dzięki za kolejną lekturę! 5!
PS znalazłem jedną literówkę:
– Skukinsyn! – ryknął do ekranu.
Cześć! Bardjaskier
Normalnie zbieram szczękę z podłogi! Genialny, mocny tekst. Najbardziej kupił mnie klimat i sposób budowania napięcia. Nie opiera się ono na tanich straszakach, tylko narasta powoli, niemal niezauważalnie, aż w pewnym momencie człowiek łapie się na tym, że czyta z autentycznym niepokojem. Ah! :)
Moim ulubionym zdaniem jest chyba: „Czy można uśmierzyć nieznośne uczucie drapaniem, gdy swędzenie dotyka serca?”. – no poprostu ciarki. Bardzo obrazowe, a jednocześnie niosące coś więcej niż tylko opis sytuacji. Takie fragmenty zostają w głowie. W zasadzie to już od pierwszego akapitu czuje człowieka, który już przegrał.
.
Naprawdę kawał bardzo dobrego horroru. To póki co najlepsze opowiadanie jakie czytałem na tym portalu (ale jestem tu nowy także dużo ich jeszcze przedemną). Napewno zabiorę się za resztę twoich tekstów.
Dzięki za świetną lekturę! 5!
Hej! Koala75
Spoko pomysł na pokazanie Ziemi oczami kogoś, kto jest jednocześnie "swój" i "obcy". Już sam motyw obserwatorów żyjących incognito wydał mi się ciekawy. Aż chciałoby się dowiedzieć o tym świecie trochę więcej.
Szczególnie uśmiechnąłem się przy zdaniu:
„O pracę nie jest łatwo, gdy już nie jest się świeżo po studiach z dziesięcioletnią praktyką w zawodzie.”
Bardzo celna i niestety aktualna obserwacja. :)
„A ja już wiedziałem, że władza psuje charaktery nie tylko na Ziemi.”
Fajnie domyka całość i pokazuje, że ten problem jest znacznie bardziej uniwersalny.
Jedyne, czego mi zabrakło, to rozwinięcia. Chętnie przeczytałbym dłuższą wersję i bardziej zżył się z bohaterem.
Dzięki za lekturę! 5!
Hej! Robert Raks
Niebywałe jak w stu słowach można zbudować historię, która prowadzi do naprawdę udanej puenty.
Przyznam, że zakończenie mnie kupiło. :)
Najbardziej podoba mi się to, że nie dopowiadasz wszystkiego. Ostatnie zdanie zostawia czytelnika z własnymi przemyśleniami, a to w tak krótkiej formie jest dużą sztuką.
Dzięki za lekturę! 5!
Hej, Hesket
Bardzo podobało mi się tempo tego opowiadania. Czyta się je naprawdę płynnie – krótkie sceny, zwięzłe dialogi i oszczędny styl. Chciałbym tak potrafić. :)
Sam pomysł z księgowym i owadzią przemianą też jest ciekawy. Najbardziej spodobał mi się motyw formaliny, który od początku buduje niepokój i daje poczucie, że coś jest bardzo nie w porządku.
Chyba zabrakło mi jednak mocniejszego uderzenia grozą. Zamiast narastającego lęku częściej miałem wrażenie lekkiej groteski, momentami wręcz czarnego humoru. Nie odbieram tego jako wady samej w sobie, bo taki klimat też ma swój urok, ale nastawiałem się bardziej na horror niż na horror z przymrużeniem oka.
Mimo to uważam, że warsztatowo tekst jest naprawdę solidny. Widać kontrolę nad językiem, rytmem i scenami, a to zawsze robi dobre wrażenie.
Dzięki za lekturę! 5!
hej! SNDWLKR
Spodobał mi się pomysł na dialog z Kaliope. Wyszła z tego nie pompatyczna Muza, tylko ktoś, kto potrafi jednocześnie zgasić autora, zmotywować go i trochę się z nim poprzekomarzać. Czytałem z uśmiechem.
Opowiadanie pokazuje coś, z czym chyba każdy, kto pisze, prędzej czy później się mierzy… To bardzo trafna obserwacja. Choć może nie odkrywcza.
Kolejne pomysły i rozmowy z Kaliope czytałem z przyjemnością, ale chyba zabrakło mi mocniejszego akcentu albo większej zmiany tempa, która jeszcze bardziej podkręciłaby finał.
Mimo tego naprawdę dobrze się bawiłem. Masz lekkie pióro i bardzo swobodne dialogi, a to nie jest łatwa sztuka.
Pozdrawiam! 5!
Bardzo podobał mi się klimat tego opowiadania. Lubię japońską mitologię i folklor, dlatego z przyjemnością śledziłem kolejne spotkania z yōkai. Czuć, że włożyłeś sporo pracy w poznanie tematu i nie jest to tylko powierzchowne wykorzystanie japońskich motywów. Gratki!
Największe wrażenie zrobił na mnie Nūrihyon. Od pierwszego pojawienia się budził we mnie niepokój i ciekawość, a właśnie takie postacie lubię najbardziej.
Mam tylko jeden drobny niedosyt. Świat przedstawiony i jego tajemnice momentami pochłonęły mnie bardziej niż sama historia bohatera. Chyba zabrakło mi czegoś, co po zamknięciu tekstu zostałoby ze mną jeszcze na dłużej – jakiejś mocniejszej emocji albo myśli. To oczywiście bardzo subiektywne odczucie, bo sam klimat i sposób prowadzenia opowieści naprawdę przypadły mi do gustu.
Na pewno zajrzę do Twoich kolejnych tekstów. Dzięki za lekturę! 5!
Bardzo spodobał mi się pomysł z utraconą literą. Przez większość tekstu byłem przekonany, że sowy są głównym motywem, a dopiero końcówka całkowicie zmieniła moją perspektywę. Jak Ci już wcześniej pisałem pod innym tekstem, lubię takie treści, które zmuszają czytelnika do zatrzymania się i złożenia wszystkiego w całość. Musiałem trochę wysilić szare komórki. :)
Największą zaletą jest dla mnie właśnie nieoczywistość. Nie dostałem gotowych odpowiedzi, tylko sam musiałem poszukać znaczeń. Bardzo spoko!
Mam tylko jeden niedosyt – kiedy pomysł naprawdę mnie kupił, tekst już się skończył. Chętnie przeczytałbym rozwinięcie tego motywu w jakimś innym opowiadaniu i zobaczył, jakie jeszcze konsekwencje może mieć utrata jednej litery. Sam koncept wydaje mi się na tyle ciekawy, że spokojnie uniósłby dłuższą formę.
Dzięki za inspirującą lekturę! 5!
@regulatorzy
Hej! Dzięki za ponowne odwiedziny! Jak widzisz, postarałem się zamieścić troszkę mniej znaków, aniżeli w „świecy” :D
Taki komentarz jest mi bardzo miły. Czasami słowa są zbędne. Ale skoro poczułaś smutek, to uważam, że spełniłem swoje zadanie w tym tekście.
Dzięki za wyłapanie byka logicznego w zdaniu. Już naprawione! 5!
hej, SNDWLKR
Cześć! Dzięki za przeczytanie i za szczery komentarz. Rozumiem, że tekst mógł wywołać w Tobie dyskomfort – szanuję to, w końcu spektrum jest ogromne i każdy doświadcza świata inaczej.
Chciałbym jednak doprecyzować jedną rzecz: pan Kacper nie jest reprezentantem samego ASD. U mojego bohatera ASD współwystępuje z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim, a brak wsparcia bliskich tworzy z tego bardzo trudną, wręcz wybuchową mieszankę. Na co dzień od kilku lat pracuję z młodymi dorosłymi w spektrum z różnymi sprzężeniami, więc kreując tę postać, czerpałem z realiów, które dobrze znam.
To opowiadanie miało mieć przede wszystkim potężny ładunek emocjonalny. Chciałem pokazać dramat i trudy pracy terapeutki, która latami maskuje własne demony – i to, do jakiego punktu zwrotnego może to doprowadzić.
A co do motylka… dlaczego zakładasz,(zresztą tak samo jak terapeutka) że on na pewno nie istniał w świecie przedstawionym? ;) Z brzytwą Lema wolę nie zadzierać, samobójcą nie jestem!
Dzięki jeszcze raz za opinię i pozdrawiam!
Genialna satyra!
I jakże niepokojąca, ale kto mieszka w Polsce ten się w cyrku nie śmieje :D
odezwał się automatyczny tłumacz z polskiego na nasze. – Normalnie śmiechłem na ekran resztkami obiadu!
Dzięki za poprawę nastroju!
Hej, uwielbiam Vaesen! Choć z horrorowych klimatów zdecydowanie wolę prowadzić KULT ze względu na czysto(prawie) narracyjną mechanikę systemu.
Co do opowiadania to bardzo sprawnie napisane. Już pierwsze zdanie od razu buduje napięcie i zachęca do dalszej lektury. Motyw Skrzypka też zrobił wrażenie. Nie jest to typowy potwór z folkloru, ale raczej nieuchronna siła, z którą nie da się targować. Spoko.
Najmocniej trafiła rozmowa Bogdana ze Skrzypkiem.
Osobiście lubię teksty, które po zakończeniu zostawiają mnie z jakimś dodatkowym pytaniem lub myślą do przepracowania, więc tutaj zabrakło mi odrobiny takiego drugiego dna. To jednak bardziej kwestia mojego gustu niż samego wykonania, bo warsztatowo opowiadanie jest naprawdę solidne.
Dzięki za ciekawą lekturę!
Jako rodowity Warszawiak, muszę coś napisać :)
Świetnie się to czytało. Najbardziej zachwycił mnie sam pomysł na połączenie polskich legend z mitologią grecką. Zamiast zwykłego opowiedzenia znanej historii stworzyłaś własny mit, który zaskakująco dobrze spaja syrenę, Warsa, Atenę, Amazonki i nawet pochodzenie nazwy Mazowsza :) Urzekła mnie twoja wyobraźnia :)
Bardzo spodobało mi się też przedstawienie syreny. Nie jest baśniową księżniczką, lecz istotą niebezpieczną, walczącą z własną naturą.
Dziękuję za bardzo przyjemną lekturę i gratuluję świetnego pomysłu!
Cześć!
Bardzo dobry tekst. Mam ciary! (ale nie z powodu Arachnofobii ;))
Najbardziej podoba mi się to, że horror jest tu tylko narzędziem, a nie celem samym w sobie. Tak naprawdę czytałem historię o zazdrości, poczuciu bycia gorszym i o tym, jak nienawiść potrafi zatruć nie tylko ofiarę, ale też tego, kto ją pielęgnuje. Bardzo lubię takie postacie jak narratorka, ona naprawdę czerpie satysfakcję z cierpienia Marianny. A jednocześnie potrafię zrozumieć, skąd to się bierze.
Świetnie działało również stopniowanie napięcia. Każdy kolejny sen dokładał coś nowego, zamiast tylko próbować szokować. Dzięki temu finał naprawdę wybrzmiał srogo wg mnie.
No i ogromny plus za to, że nie próbujesz wszystkiego wyjaśnić.
Dzięki za bardzo dobrą lekturę!
@Mahiko,
Dzięki za docenienie! Takie słowa dają mi motywację do dalszej pracy nad tekstami. A z motywacją (jak to przy ADHD) u mnie krucho. Pojawia się i znika jak mag. :) Dysleksja też nie pomaga i często czuję się jak ślepy szermierz, który mimo to toczy pojedynek.
Opowiadanie naprawdę do mnie przemówiło! Obudziłem się dziś w podłym nastroju, a Tobie udało się tym tekstem choć trochę przegnać te chmury. Dzięki!
Ale otworzyłeś we mnie puszkę Pandory, bo już nigdy nie spojrzę na pająka tak jak wcześniej (a to wyczyn, bo mam arachnofobię). Jeszcze wczoraj walczyłem ze sobą, próbując (na szczęście skutecznie) wyrzucić kątnika za balkon. Rano zauważyłem kolejnego(już nie katnik, ale jednak ośmionogi…) nad oknem, ale… zostawię go tam. Niech sobie żyje. :) W końcu ja nie zjadam komarów (nie przepadam za ich mięsem :)), a on z pewnością tak. Uznałem, że spróbuję żyć z nim w symbiozie.
Przyjemnie się czytało.
Pozdrawiam! :)
@bruce
Witaj! :)
Ogromne, przeogromne dzięki za tak szczegółowe i bezbłędne oko! Kiedy pisałem w przedmowie o „ranach kłutych w oczy”, chyba podświadomie wywołałem wilka z lasu – jak widać, sprawdziło się idealnie! ;P
Masz oczywiście stuprocentową rację co do tych wszystkich potworków. Tekst powstawał w mrokach kolejnej, nocnej bezsenności i teraz, kiedy patrzę na twoje uwagi, widzę czarno na białym, w których momentach mój mózg już po prostu odleciał przy korekcie.
„Byłoza”, „zaimkoza”
haha, kiedy to się skończy x(
„Czy te przykładowe aliteracje są celowe?”
Nie. Po prostu są. Niestety. Ale uczynię tak, że ich nie bedzie :)
„inne sprawy:
Zastanawia, czemu bohater z „pana Kacpra” nagle stał się „Kacprem”, choć czasem wtrącasz jeszcze niespodziewanie przy narracji: „pan Kacper”.
Nie chciałem ciagle powtarzać tego rzeczownika. Jak widać się myliłem. Zabawne, bo przed korektą był tylko „pan Kacper” :)
Bardzo dziękuję też za wyłapanie tych wszystkich końcowych literówek.
Ale najważniejsze: Twoje słowa na końcu totalnie mnie uskrzydliły! Taka opinia to dla mnie ogromne wyróżnienie i najlepsza nagroda za tę zarwaną nockę. Błędy, błędami, ale chciałbym aby jednak wyobraźnia działała jak trzeba.
W tej chwili mój wewnętrzny procesor już całkowicie wysiada, oczy mi się zamykają, więc uciekam w końcu odespać swoje. Jak tylko odzyskam pełną przytomność umysłu, siadam do tekstu i zrobię w nim generalne porządki od początku do końca.
Pozdrawiam cię cieplutko! :)
PS Choć bez przesady. Upał straszny i niewytrzyma z niewyróbą ;)
@Mehiko
Hej! Dzięki za ponowne odwiedziny. Starałem się właśnie uchwycić ten specyficzny sposób postrzegania świata przez osoby w spektrum (oczywiście pewne kwestie mocno przerysowałem na potrzeby fabuły). Pracuję z nimi od wielu lat jako terapeuta zajęciowy, więc na pewno było mi łatwiej się w to wgryźć niż przeciętnemu Kowalskiemu. Zresztą sam jestem neuroróżnorodny (mocne spektrum ADHD) i wiem, jak trudno dostosować się do świata, który wiecznie oczekuje płynięcia z prądem.
Oczywiście reakcje psychoterapeutki również są przerysowane, ale starałem się to jakoś uzasadnić w tekście.
Co do technikaliów – dzięki za sokole oko, mojemu jakoś to umknęło przy korekcie.
Dzięki raz jeszcze za komentarz!
Cześć! :)
Przyznam,że czytając tekst od razu przykuł uwagę i skłonił do przemyśleń.
Najbardziej urzekła mnie symbolika. Odczytałem tu sporo motywów kojarzących mi się z gnozą, kabałą czy Jungiem :). Zamiast klasycznej wspinaczki ku światłu mamy zejście w dół, ku korzeniom Drzewa Życia. Twardnienie i kolejne zrzucanie pancerza pięknie pokazują, jak człowiek buduje mechanizmy obronne, które z czasem same stają się więzieniem. Bardzo spodobało mi się też przejście od bezosobowego „byłom” do świadomego „ja” – że sam język dojrzewa razem z bohaterką.
No i największe zaskoczenie. Dopiero pod koniec uświadomiłem sobie, że przez cały czas czytam historię z perspektywy owada ( a może się mylę). Instary, zrzucanie oskórka, skrzydła pod ziemią, wyjście na powierzchnię i finał z muzyką samców. Przynajmniej tak tekst odczułem. Fajnie było doświadczyć takiego efektu podczas lektury.
Bardzo podoba mi się też zakończenie. Po całej tej drodze nie chodzi o zdobycie jakiejś ostatecznej wiedzy czy oświecenia, ale o akceptację świata i odnalezienie bliskości.
Super! Takie opowiadania przypominają mi, że literatura potrafi być nie tylko historią, ale też zaproszeniem do myślenia.
Pozdrawiam!
@Krzysztof Kapibara
Hej, dzięki za uwagi! :)
Mam chorobliwie pośpieszną naturę i nagminnie pomijam ogonki (ą, ę), a do tego cierpię na klasyczną ślepotę autora na własne błędy. W każdym razie – poprawione!
Co do znużenia tekstem, to chyba już kwestia gustu (a przynajmniej mam taką nadzieję, biorąc pod uwagę, że to tylko szort!).
Na kolejny tekst pewnie trochę poczekasz. Obecnie męczę gargantuiczne opowiadanie i końca tej redakcji ani widu, ani słychu. Ale z każdą poprawką uczę się czegoś nowego, więc istnieje cień szansy, że następny tekst okaże się już mniej nużący. ;)
Dzięki za odwiedziny!
Pozdrawiam!
Może byli świadomi swoich błędów i nie czuli żadnej potrzeby, żeby sprzeciwiać się swojemu Stwórcy? Z drugiej strony i tak nie mieli nic innego do roboty, niż właśnie:uprawiać ziemię, zakładać rodzinę i zaludniać świat.
Ciekawa interpretacja. :) Mnie jednak nie do końca przekonuje, że Adam i Ewa od razu zrozumieli swój błąd i świadomie podporządkowali się wyrokowi Boga. Sam tekst biblijny pokazuje raczej, że ich pierwszą reakcją był strach, wstyd i przerzucanie odpowiedzialności, a nie głęboka skrucha czy moralna refleksja.
Bardziej zastanawia mnie coś innego. Po wygnaniu z raju zostają wrzuceni w świat biologii – głodu, bólu, pracy, rozmnażania i walki o przetrwanie. Być może nie tyle "zaakceptowali karę", co po prostu zaczęli funkcjonować zgodnie z nową, bardziej zwierzęcą naturą i silnym instynktem życia. W końcu chęć przetrwania jest jedną z najbardziej podstawowych cech wszystkich organizmów.
Oczywiście to tylko luźna refleksja. Lubię zadawać takie pytania, bo wydaje mi się, że biblijne historie są znacznie ciekawsze, gdy próbujemy spojrzeć na nie z różnych stron, zamiast od razu zakładać jedną oczywistą odpowiedź.
PS: Nie czuj się zmuszony do dyskusji w tym temacie, bo szanuję każdą wiarę i poglądy (prawie). Ot, po prostu taki ze mnie niewyrosły filozof.
Wszystkiego dobrego i pozdrawiam!
Hej.
Przeczytałem bez żadnych zgrzytów i w kwestii technicznej wypowiadać się nie będę, bo jestem chyba ostatnią osobą, która powinna to robić. ;)
Jeśli dobrze odczytałem sens opowiadania, to strażnik nie wpuścił Adama i Ewy do raju ze względu na sam owoc – symbol ich trudu, znoju i wspólnej pracy – lecz dlatego, że Ewa w decydującym momencie potrafiła wyrzec się samej siebie dla męża. To właśnie ta bezinteresowna miłość i gotowość do poświęcenia okazały się prawdziwym „owocem” miłym sercu Pana.
Jeżeli taki był zamysł, to bardzo mi się podoba. Szczególnie dlatego, że wcześniej subtelnie pokazujesz, jak Ewa mimowolnie przywiązuje większą wagę do samego owocu niż do Adama, a w finale całkowicie odwraca tę perspektywę. Urzekło mnie:)
Tak przy okazji naszła mnie jeszcze jedna myśl. Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego Adam i Ewa po wygnaniu z raju postanowili podporządkować się wyrokowi Boga: uprawiać ziemię, zakładać rodzinę i zaludniać świat. Chyba moja przekorna natura podpowiada, że największym buntem byłoby po prostu odmówić udziału w tym planie. To oczywiście luźna refleksja przy lekturze, ale od dawna mnie intryguje.
Pozdrawiam :)
@Robert Raks, cześć!
Czyż obłęd nie ma w sobie czegoś magicznego „nie z tego świata”? ;)
A tak serio, to masz całkowitą rację, może jakoś zaczaruję tekst z czasem, przerabiając w bardziej fanastyczną, czy horrową oprawę. Póki co męczę się nad technikaliami innych swoich tekstów, bo słabo u mnie z nimi.
Dzięki za odwiedziny i miły komentarz!
Pozdrawiam.
@regulatorzy
Rozumiem Twój zamysł, ale zważ, że to portal, na którym oczekuje się opowiadań, nie mikropowieści. Jestem pewna, że w przyszłości zdołasz się zdyscyplinować i długość napisanych przez Ciebie opowiadań nie będzie przerażać innych użytkowników. :)
Haha, obyś miała racje! :D
Dzięki :)
@AP Dzięki za odwiedziny!
Cieszę się, że tekst trafił w serducho i się spodobał.
Co do twoich sugestii, to kolejne dziękuje za twoje „bystre oko”. Mojemu ciągle coś umyka… W każdym razie – poprawione!
Pozdrawiam!
@regulatorzy
Dziękuję za tak drobiazgową analizę! Taka lista poprawek technicznych powaliła mnie na glebę z miejsca. Ale to też dla mnie świetny materiał do pracy nad warsztatem – interpunkcja w dialogach i usuwanie zbędnych zaimków to zdecydowanie coś, co muszę i chcę oszlifować. Skupię się też na zdecydowanie krótszych tekstach, bo póki co, to fraszki lub haiku pisać mi trza ;)
Co do doboru słownictwa (jak pokój, sala czy wykidajło) – świat opowiadania to quasi-średniowieczne fantasy, a nie ścisła rekonstrukcja historyczna. :) Andrzej Sapkowski w Wiedźminie używa słów takich jak „genetyka”, „ekologia”, „striptiz” i nowoczesnych wulgaryzmów. Niemniej jednak pochylę się nad tym, bo wychodzi na to, że faktycznie może to czytelnika odrzucać.
Podobnie sprawa ma się z tempem: zależało mi na powolnym, wręcz dusznym klimacie snujących się tajemnic, zanim akcja gwałtownie przyspieszy, choć w pełni rozumiem, że to kwestia czytelniczych preferencji(system magiczny w moim lore bazuje na śnie, na oniryzmie zwał jak zwał. Tak ma być).
Doceniam czas spędzony nad moim tekstem i merytoryczne uwagi warsztatowe. Na pewno pomogą mi przy poprawkach. Pozdrawiam!
Hej, @Lesnylutek
Ja też fanem hip-hopu nie jestem. Oprócz Paktofoniki, starego Kalibra 44 i właśnie Fenomenu w zasadzie nawet uchem o ten gatunek nie zahaczam. Osobiście z ziomkami gram zupełnie inną muzykę – post-punk/cold wave. Ale akurat tutaj zadziałała potęga nostalgii.
Co do technikaliów, to tak – Bruce jest jedną z najserdeczniejszych osób, jakie poznałem w internecie, a przy tym niezwykle nieustępliwą w kwestii odpowiedniej liryki. ;) Dzięki temu przynajmniej wiem, nad czym pracować.
Dzięki za miły komentarz! Może powoli wyrosną mi skrzydła pisarza, choćby skarlałe i bardziej nietoperze, niż anielskie :D
Pozdrawiam również!
Cześć,@Mehiko
Dziękuje za ten komentarz. „Poruszające” jest właśnie tą emocją, którą miałem w nadziei, aby czytelnik odczuł po przeczytaniu tekstu.
Pozdrawiam :)
@bruce, dziękuje :) Nie mam zamiaru już nic na chwilę obecną publikować (choć mam masę tekstów na dysku i się pewnie domyślasz, w jakim są stanie technicznym :D). To był taki ADHD-owy wystrzał z rana, by się sprawdzić w krótszej formie lirycznej. Na przyszłość, po prostu wezmę parę oddechów więcej zanim coś wrzucę. Pozdrawiam również tak samo serdecznie :)
Cześć, Anonimie!
Bardzo podobał mi się klimat i sam pomysł świata. Historia szybko mnie wciągnęła, a zakończenie z Augustynem było dobrze przygotowane, zaskakujące i mocno wybrzmiało emocjonalnie.
Zawsze wolę skupiać się na (hehe) „mięsie” opowieści niż na technikaliach, które w ostatnich dniach doprowadzały mnie do szaleństwa przy pracy nad własnym tekstem. Jednak brakiem kultury z mojej strony byłoby nie napisać nic merytorycznego. Dosłownie kilka drobnych rzeczy wybiło mnie z lektury. Narrator jako bezcielesny duch mówi: „nogi mi zmiękły”, „usiadłem na nim ciężko”, co trochę kłóci się z wcześniejszym opisem jego stanu. Z jednej strony jest niematerialny, z drugiej siada, chodzi, ma dłonie i odczuwa ciężar. Podobnie miałem wrażenie, że Kowalik wspomina o upływie trzech dni, zanim dostaje tę informację od Piotra.
Są to jednak raczej kosmetyczne uwagi niż poważne problemy. A być może taki był twój zamysł, którego nie ogarnąłem. Błędy, czy nie, je można poprawić. Z wyobraźnią jest znacznie trudniej. A ty ją masz. Ogólnie czytało mi się bardzo dobrze i chętnie przeczytałbym coś więcej z tego świata.
@barniusz Cześć, brawo za percepcję! To jest tekst hip-hopowego składu Fenomen, z piosenki „Lustro”. Mój kumpel uwielbiał ich muzykę, a tekst „Lustro” to był jego ostatni wpis na Facebooku przed zbyt wczesnym odejściem w zaświaty. Zainspirowałem się nim, zmieniając większość słów i ubierając go w odpowiednią narrację.
Co do reszty – To poprawnie to odczytałeś. To jest pętla i sztywny scenariusz, a nie freestyle. Mężczyzna codziennie odtwarza w głowie dokładnie te same rymy. Ta rymowanka działa jak taki gorset, który trzyma w ryzach jego rozsypany umysł. Dopóki trzyma się sztywnego tekstu, nie zapada się w całkowitą pustkę. Lekarze zwracają uwagę na wers o płycie, bo to dla nich punkt odniesienia. Dowód na to, że typ utknął w przeszłości, w dniu sprzed tragedii.
A co do słowa „poczuł” w tekście, to ta liczba pojedyncza była całkowicie zamierzonym zabiegiem. Chciałem, żeby to był ten pierwszy moment, w którym iluzja dwóch osób pęka. Wydaję mi się, że „poczuli” sugerowałoby, że fizycznie jest tam dwóch facetów, tymczasem w tej sekundzie gość zderza się z brutalną rzeczywistością i zimną, wenecką szybą :)
Ogromnie dziękuję za uważne i merytoryczne czytanie tekstu. Ukłony i pozdrawiam ciepło!
Dzięki za komentarz @bruce!
Faktycznie – brak kropek, błędna wielkość liter, zgubiony gdzieś myślnik… Na szczęście im dalej w tekst, tym mniej takich baboli (a przynajmniej mam taką nadzieję :D). Biorę już muszkiet ze ściany i urządzam kolejne polowanie na chochliki.
Co do imienia Kruczycień – ciągle zachodzę w głowę, jak poprawnie je odmieniać. Przez pośpiech i niedopatrzenie przy korekcie w tekście raz używam formy Kruczycienia, a raz Kruczyczeńca… Najwyższa pora zdecydować się na jedną wersję! Jeśli założymy (co w fantasy wydaje się naturalne), że to przydomek powstały ze złożenia słów kruczy + cień, to członem bazowym jest cień. A rzeczownik cień odmienia się w dopełniaczu jako cienia (nie ma cienia, szukam cienia). Głowiąc się nad tym, podjąłem ostateczną decyzję, aby odmieniać to imię tak: Kruczycień – Kruczycienia – Kruczycieniowi – Kruczycieniem.
Technikalia to naprawdę pogromca uśmiechów dzieci i dobrej zabawy :)
@OldGuard – Podziw doprawdy miły, choć zupełnie niezasłużony. Gdybym potrafił w trzydzieści godzin napisać i rozbudować tekst do 150 tysięcy znaków, sam natychmiast zgłosiłbym się do testu Turinga.
W przedmowie pisałem jednak wyłącznie o drobiazgowej, acz mozolnej redakcji gotowego już materiału(tekst się nie wydłużył magicznie). Rozumiem, że w internecie łatwo o pobieżne czytanie, ale zapewniam, że za tymi poprawkami stoi wyłącznie uparta, ludzka biologia, litry kawy, zaryta noc, a nie algorytmy. Dodam jeszcze, o zgrozo, że uwinął bym się jeszcze szybciej, gdyby nie te wredne znajdź/zamień w Wordzie, i ich złośliwa natura. Niemniej dziękuję za ponowne odwiedziny i czujność. Pozdrawiam!
@melendur88 – Hej, Melendurze. Ten kloc, to mikropowieść (moja ulubiona forma słowa pisanego) w moim autorskim lore. Nie zakładałem w ogóle, że to jakiś problem przy debiucie. Szczerze to długość tekstu wynika również z tego, że za cholerę nie potrafię napisać czegoś z sensem w krótszej formie (pomijając poezje, czy teksty piosenek do mojego bandu, ale to inna para kaloszy). Jednakże, mam już fundamenty pod nowe opowiadanie, krótsze o co najmniej połowe. Także jestem świadom, że mam problem i już działam w tym zakresie. Jeśli nikt nie przeczyta to trudno. I tak się cieszę, że podniosłem swojego skilla i pokonałem wewnętrzny opór, jak i lęk przed oceną (więc może i lepiej, że nikt nie spojrzy :D). Co do ADHD to z pewnością rozumiesz, ile się płaci za ten wyskok produktywności. Dodam, że mam urlop i mogłem sobie pozwolić na brak snu. Trzydzieści godzin to szybko? Jakbym poprawiał to jeszczę choć dodatkowe dwie godziny, to chyba bym oszalał. Dla mnie było w sam raz. Niemniej dziękuje za uznanie :) Choć skrywa się gdzieś w cieniu mej świadomości myśl jadowita, że chyba ze mnie szydzisz. Oczywiście biorę poprawkę na to, że to być może tylko moja dysmorfia emocjonalna. Dziękuje za komentarz.
Zabieram się za lekturę wszystkich poradników :) To już nie jest u mnie sama chęć rozwoju a wręcz sprawa honoru. Już pierwszego dnia po dołączeniu do waszego zacnego grona popełniłem mocnego babola i usunałem tekst z intencją poprawy. A cały feedback na który ktoś poświecił czas, zatonął w otchłani mego pośpiechu i głupoty heroicznej. Poradniki są po to aby je czytać(kiedy ja się nauczę) i wdrażać się. Ja oczywiście byłem mądrzejszy. Eh… my wounded heart! PS: Bardzo przydatny post, szkoda, że przeczytałem go po fakcie ;/
Hej. Dzięki za rady Bruce! Faktycznie, jak na ADHD-owca przystało, pośpieszyłem się zbytnio (Jak zwyklę z resztą:)) Więc zabieram się do dłubania przy technikaliach, które wprost ubóstwiam, heh. Ale czuje, że warto. Pisanie scenariuszy do RPG-ów, to jednak prostsza sprawa ;D Mam nadzieję, że uwinę się z tym optymalnie szybko, aby nikt nie tracił czasu na mój tekst w aktualnej formie. Pozdrawiam i dzięki za poświęcony czas pomimo tych kolących oko baboli.
Tekst przeczytałem z dużą ciekawością, a i emocje zmieniały się podczas śledzenia liter. Na początku dałem się zwieść, że czytam cierpiętnicze żale… A tu taka niespodzianka. Literatura to chyba jedyna forma słowa, w której uwielbiam być oszukiwanym. Pozdrawiam cieplutko i czekam na więcej :)