- Opowiadanie: NomadFromNowhere - Chyżo łapiąc wiatr

Chyżo łapiąc wiatr

Czołem!

 

Skoro mój wczorajszy debiut okazał się barierą nie do przejścia ze względu na swoją objętość, zaraz po przebudzeniu zawziąłem się, żeby napisać szorta. :)

 

Ten tekst powstał z dwóch silnych impulsów: z emocji, jakie towarzyszyły mi po publikacji tamtego „kloca”, oraz z pamięci o moim zmarłym przyjacielu, z którym miałem zaszczyt grać w jednym zespole. Inspiracją był tekst składu hip-hopowego „Fenomen” z utworu „Lustro”.

 

Krótkie formy to dla mnie o wiele większe wyzwanie warsztatowe, dlatego tym bardziej chciałem się z tym zmierzyć. Niemniej, jestem naprawdę zadowolny z efektu i z tego, jak ten szort ostatecznie wybrzmiał.

 

Zapraszam do lektury!

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

AP, MichaelBullfinch

Oceny

Chyżo łapiąc wiatr

Światło w pomieszczeniu było mdłe, przycięte do granic możliwości, ledwo oświetlające sylwetki. Stali naprzeciw siebie i badali własne twarze, jak gdyby widzieli się po raz pierwszy. Jeden z nich milczał od dłuższego czasu, zapatrzony gdzieś w przestrzeń, wydając się trawić gigantyczny ciężar. Drugi zaś uśmiechnął się lekko, gładząc dłonią spoconą brodę. Zaczął mówić – cicho, rytmicznie, jakby recytował tekst, który pisał w głowie przez całe lata:

– O, siemasz! Co tam? Choć mijam cię codziennie, to nie słyszałem od dawna.

Jak twoje sprawy sercowe? Czy już cię kopnęła ta panna?

Tyle na twój temat słyszałem, że nie wiem już, co plotką jest, co prawdą.

Nie martw się. Sam zresztą wiesz, jak ludzie mitami się karmią.

A jak z twoją pracą? Czy odnalazłeś wreszcie siebie w jej szponach?

Czy portfel w końcu napęczniał? Czy raczej znów grosz do grosza?

No, a jeśli nie praca, to jak z tą muzyką? Ostatnio coś o was jest cicho.

Tylko mi nie mów, że wasza ostatnia płyta będzie ostatnią płytą.

Wciąż milczysz? Rozumiem, to przecież ludzkie,

gdy ktoś strzela słowami otwierającymi w nas pustkę.

Milczący mężczyzna z trudem podniósł głowę i spojrzał w oczy nachalnemu rozmówcy. Czuł, jak czaszka pęka od bodźców i pytań, którymi go przed chwilą zarzucono. Niemniej pozbierał się w sobie, odpowiadając cichym, zmęczonym szeptem:

– Co u mnie? Wiesz jak jest, szczęśliwym być próbuję.

Chyba nie za wiele się zmienia, po staremu w sumie.

Przybywa mi lat, a cichy czas zbiera swe żniwo,

wciąż biję się z Bogiem, ścigając wiatr chyżo.

Dobra, czas na mnie i do zobaczenia wkrótce.

Wkrótce, bo jesteś tylko odbiciem w tym lustrze.

Wyciągnął dłoń, by pożegnalnym gestem klepnąć tamtego w ramię. Drugi mężczyzna zrobił dokładnie to samo. Ich palce spotkały się w połowie drogi, ale zamiast ciepła ludzkiej skóry, poczuł lodowaty, gładki i nienaturalnie twardy opór. Iluzja pękła, a ciepły kontur przyjaciela momentalnie rozpłynął się w półmroku, ustępując miejsca własnej, bladej i potwornie zmęczonej twarzy. Dotknął palcami lustra weneckiego. Zrozumienie, ciężkie i bezlitosne jak uderzenie obuchem, wdarło się do głowy, a chwilę później wypłynęło palącymi łzami. Został sam. Zupełnie sam w pustym pokoju.

 

Po drugiej stronie szkła panował inny świat. Sterylny, skąpany w ostrym, bezdusznym świetle jarzeniówek, które bezlitośnie obnażało każdy zaciek na kafelkach. Pachniało tu tanim płynem dezynfekującym i paskudną kawą z automatu. Jedynym dźwiękiem, poza monotonnym buczeniem klimatyzacji, był suchy szelest papieru i przytłumiona rozmowa dwójki ludzi.

– Niewiarygodne, jak precyzyjnie ten rym trzyma jego umysł w ryzach – odezwał się młodszy z nich, nie odrywając wzroku od przyciemnionej szyby. – Słyszał pan? Pytał o płytę. O zespół, który założył jeszcze przed chorobą. On wciąż przeżywa ten sam dzień. Wciąż ucieka od…

Starszy z mężczyzn, poprawił okulary i westchnął ciężko. Z głośnym trzaskiem zamknął grubą plastikową teczkę, przerywając tym samym wypowiedź młodszego.

– To nie jest ucieczka. To system obronny. Ta rymowanka to jedyna rzecz, która chroni go przed całkowitym zapadnięciem się w niebyt. Kiedy milknie, zaczynają się skurcze i autoagresja.

– Zwiększamy dawkę neuroleptyków?

– Nie. – pokręcił głową, patrząc przez szkło na pacjenta, który powoli cofał dłoń od gładkiej tafli i znów zaczynał coś mruczeć pod nosem. – Dopóki rozmawia z lustrem, wiemy, że tam w środku w ogóle ktoś jeszcze jest. Zostawmy go. Za chwilę sam zaśnie.

Koniec

Komentarze

Tylko mi nie mów, że wasza ostatnia płyta będzie ostatnią płytą.

Nie mogę uwolnić się od myśli, że twoja ostatnia płyta będzie ostatnią płytą to tekst z jakiegoś polskiego dissu. Jeżeli faktycznie było inspirowane – przypomnisz proszę, co to za numer, żeby mój adhdowy móżg zaznał ulgi i nie fiksował się na tym przez resztę dnia?

(Cały tekst przypomniał mi o tym utworze).

 

Wyciągnął dłoń, by pożegnalnym gestem klepnąć tamtego w ramię. Jego rozmówca zrobił dokładnie to samo. Ich palce spotkały się w połowie drogi, ale zamiast ciepła ludzkiej skóry, poczuł lodowaty, gładki i nienaturalnie twardy opór.

Liczba pojedyncza w poczuł zatrzymała mnie na dłużej. Spodziewałem się poczuli, bo jednak opisujesz scenę z perspektywy obu mężczyzn. Nie wiem, czy to błąd, więc jedynie dzielę się wrażeniem. 

 

Koncept jest ciekawy, choć mam wrażenie, że nie do końca go zrozumiałem. Czy rozmowa z odbiciem to tekst, który został wcześniej napisany i bohater jest w pętli? Tak rozumiem stwierdzenie, że ten rym trzyma jego umysł w ryzach i pojawiającą się później tę rymowankę w liczbie pojedynczej. Z drugiej strony lekarze zwracają uwagę na jeden wers, więc to chyba jednak freestyle. 

Jeżeli zechcesz wyjaśnić, będę wdzięczny! (Choćby na priv).

 

@barniusz Cześć, brawo za percepcję! To jest tekst hip-hopowego składu Fenomen, z piosenki „Lustro”. Mój kumpel uwielbiał ich muzykę, a tekst „Lustro” to był jego ostatni wpis na Facebooku przed zbyt wczesnym odejściem w zaświaty. Zainspirowałem się nim, zmieniając większość słów i ubierając go w odpowiednią narrację.

 

Co do reszty – To poprawnie to odczytałeś. To jest pętla i sztywny scenariusz, a nie freestyle. Mężczyzna codziennie odtwarza w głowie dokładnie te same rymy. Ta rymowanka działa jak taki gorset, który trzyma w ryzach jego rozsypany umysł. Dopóki trzyma się sztywnego tekstu, nie zapada się w całkowitą pustkę. Lekarze zwracają uwagę na wers o płycie, bo to dla nich punkt odniesienia. Dowód na to, że typ utknął w przeszłości, w dniu sprzed tragedii.

 

A co do słowa „poczuł” w tekście, to ta liczba pojedyncza była całkowicie zamierzonym zabiegiem. Chciałem, żeby to był ten pierwszy moment, w którym iluzja dwóch osób pęka. Wydaję mi się, że „poczuli” sugerowałoby, że fizycznie jest tam dwóch facetów, tymczasem w tej sekundzie gość zderza się z brutalną rzeczywistością i zimną, wenecką szybą :)

 

Ogromnie dziękuję za uważne i merytoryczne czytanie tekstu. Ukłony i pozdrawiam ciepło!

Przykro mi z powodu kumpla.

Dzięki za wyjaśnienie niuansów. :) 

Fenomenu nigdy nie słuchałem na tyle, żeby wyłapać odniesienia. Widocznie natknąłem się na jakiś follow-up. :) 

Witaj. :)

Geneza smutna i gorzka, wymowa całego szorta – także. Oczywiście współczuję straty Przyjaciela. crying

 

Natomiast co do tekstu, raz jeszcze proponuję Ci zajrzeć do Poradnika Drakainy. Tutaj niezbyt chętnie czyta się opowiadania danego Autora dzień za dniem, szczególnie takie, które wymagają wielu poprawek. Wszystkim nam zaleca się, aby odczekać choć kilka dni i dopiero po tym czasie publikować coś nowego, na razie zająć się szlifowaniem starego tekstu. 

Zwłaszcza, że i tu widzę sporą – jak my to nazywamy – zaimkozę. Ilość zaimków czasem wręcz przytłacza. W dodatku nieraz są one identyczne. Sam zobacz, choćby tu – w sąsiednich pięciu zdaniach masz aż czterokrotnie wyraz “jego” (a to nie jest jedyne powtórzenie w tym fragmencie):

“Jego rozmówca zrobił dokładnie to samo. Ich palce spotkały się w połowie drogi, ale zamiast ciepła ludzkiej skóry, poczuł lodowaty, gładki i nienaturalnie twardy opór. Iluzja pękła, a ciepły kontur przyjaciela momentalnie rozpłynął się w półmroku, ustępując miejsca jego własnej, bladej, potwornie zmęczonej twarzy o podkrążonych oczach. Dotknął palcami lustra weneckiego. Zrozumienie, ciężkie i bezlitosne jak uderzenie obuchem, wdarło się do jego głowy, a chwilę później wypłynęło palącymi łzami z jego ciała”.

Aha, sorki, jeszcze zapomniałam – to, co przy poprzednim opku – nie dawaj wolnego wersu po każdym akapicie, bo to nielogicznie się czyta. 

Jak na tak krótki szort, usterek jest sporo. 

Szlifuj poprzednie, obszerne opowiadanie, a wtedy w nowych unikniesz powtarzania tych samych błędów. :) I nie usuwaj, tylko edytując poprawiaj. :) Miej w pamięci, co Ci pisałam o Dyżurnych. :) 

 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

@bruce, dziękuje :) Nie mam zamiaru już nic na chwilę obecną publikować (choć mam masę tekstów na dysku i się pewnie domyślasz, w jakim są stanie technicznym :D). To był taki ADHD-owy wystrzał z rana, by się sprawdzić w krótszej formie lirycznej. Na przyszłość, po prostu wezmę parę oddechów więcej zanim coś wrzucę. Pozdrawiam również tak samo serdecznie :)

Poruszający tekst!

Trochę mi przypomniał film z DiCaprio, “Wyspa tajemnic”. 

Pozdrawiam:)

Ok, powodzenia zatem, pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Cześć,@Mehiko

 

Dziękuje za ten komentarz. Poruszające” jest właśnie tą emocją, którą miałem w nadziei, aby czytelnik odczuł po przeczytaniu tekstu.

 

Pozdrawiam :)

Hej, nie jestem fanem hip-hopu, ale wymianę zdań opartą na tego rodzaju tekście uważam za genialną. Technikaliów też nie oceniam, bo Bruce tu na pewno Cię wystarczająco wymęczy ;) Klimat szorta jest świetny, pomysł też: jest krótko, zwarcie a mimo to wyrażono wiele emocji. Świetne:) 

Pozdrawiam :) 

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

Technikaliów też nie oceniam, bo Bruce tu na pewno Cię wystarczająco wymęczy ;)

 

wink

Pecunia non olet

Hej, @Lesnylutek

Ja też fanem hip-hopu nie jestem. Oprócz Paktofoniki, starego Kalibra 44 i właśnie Fenomenu w zasadzie nawet uchem o ten gatunek nie zahaczam. Osobiście z ziomkami gram zupełnie inną muzykę – post-punk/cold wave. Ale akurat tutaj zadziałała potęga nostalgii.

Co do technikaliów, to tak – Bruce jest jedną z najserdeczniejszych osób, jakie poznałem w internecie, a przy tym niezwykle nieustępliwą w kwestii odpowiedniej liryki. ;) Dzięki temu przynajmniej wiem, nad czym pracować.

 

Dzięki za miły komentarz! Może powoli wyrosną mi skrzydła pisarza, choćby skarlałe i bardziej nietoperze, niż anielskie :D

 

Pozdrawiam również!

 

Co do technikaliów, to tak – Bruce jest jedną z najserdeczniejszych osób, jakie poznałem w internecie, a przy tym niezwykle nieustępliwą w kwestii odpowiedniej liryki. ;) Dzięki temu przynajmniej wiem, nad czym pracować.

Szanowny Autorze, miło to czytać, dziękuję, ale – wierz mi – sama popełniam masę błędów w opowiadaniach. :) Znanym i dowiedzionym faktem na naszym Portalu jest to, że we własnych tekstach nie dostrzega się zazwyczaj żadnych usterek. wink

 

Pozdrawiam Was! heart

 

Pecunia non olet

Fajne. Podobało mi się.

 

Drobiazgi:

Starszy ordynator poprawił okulary i westchnął ciężko, zamykając grubą, plastikową teczkę z głośnym trzaskiem, przerywając wypowiedź młodego lekarza.

Podejrzewam, że miałeś na myśli starszego z mężczyzn, który jest ordynatorem. Może tak:

Straszy z mężczyzn, ordynator, poprawił…

 

Brakuje przecinka:

Wiesz jak jest, szczęśliwym być próbuję.

 

Pozdrawiam!

@AP Dzięki za odwiedziny!

Cieszę się, że tekst trafił w serducho i się spodobał.

Co do twoich sugestii, to kolejne dziękuje za twoje „bystre oko”. Mojemu ciągle coś umyka… W każdym razie – poprawione!

 

Pozdrawiam!

Cześć

Ciekawy szort, emocjonalny, z pomysłem i gorzkim zakończeniem.

Nie bardzo dostrzegam fantastykę, ale jest OK.

pozdrawiam

rr

@Robert Raks, cześć!

 

Czyż obłęd nie ma w sobie czegoś magicznego „nie z tego świata”? ;)

 

A tak serio, to masz całkowitą rację, może jakoś zaczaruję tekst z czasem, przerabiając w bardziej fanastyczną, czy horrową oprawę. Póki co męczę się nad technikaliami innych swoich tekstów, bo słabo u mnie z nimi.

 

Dzięki za odwiedziny i miły komentarz!

Pozdrawiam. 

Czyż obłęd nie ma w sobie czegoś magicznego „nie z tego świata

hmm… ciekawe. Dobrze powiedziane ;)

Cześć, NomadFromNowhere,

 

Drugi zaś uśmiechnał się lekko

uśmiechnął lub uśmiechał.

 

Przyznam, że nie spodziewałem się tego plot twistu. Praca ciekawa, ale mam wrażenie, że tekst momentami jest nużący i ciężko przez niego przebrnąć. Z chęcią przeczytam coś jeszcze od ciebie.

 

Pozdrawiam!

Kapibara

@Krzysztof Kapibara

Hej, dzięki za uwagi! :)

 

Mam chorobliwie pośpieszną naturę i nagminnie pomijam ogonki (ą, ę), a do tego cierpię na klasyczną ślepotę autora na własne błędy. W każdym razie – poprawione!

Co do znużenia tekstem, to chyba już kwestia gustu (a przynajmniej mam taką nadzieję, biorąc pod uwagę, że to tylko szort!).

Na kolejny tekst pewnie trochę poczekasz. Obecnie męczę gargantuiczne opowiadanie i końca tej redakcji ani widu, ani słychu. Ale z każdą poprawką uczę się czegoś nowego, więc istnieje cień szansy, że następny tekst okaże się już mniej nużący. ;)

 

Dzięki za odwiedziny!

Pozdrawiam!

Smutne i bardzo osobiste. Nie umiem napisać nic więcej.

 

wes­tchnął cięż­ko, za­my­ka­jąc grubą, pla­sti­ko­wą tecz­kę z gło­śnym trza­skiem… → Czy dobrze rozumiem, że zamknął teczkę zawierającą głośny trzask?

Proponuję: …wes­tchnął cięż­ko, z gło­śnym trza­skiem za­my­ka­jąc grubą pla­sti­ko­wą tecz­kę

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@regulatorzy

 

Hej! Dzięki za ponowne odwiedziny! Jak widzisz, postarałem się zamieścić troszkę mniej znaków, aniżeli w „świecy” :D

 

Taki komentarz jest mi bardzo miły. Czasami słowa są zbędne. Ale skoro poczułaś smutek, to uważam, że spełniłem swoje zadanie w tym tekście.

 

Dzięki za wyłapanie byka logicznego w zdaniu. Już naprawione! 5!

 

 

Bardzo proszę, Nomado. I owszem, zauważyłam – tym razem rzecz jest krótka, ale to dobrze. Bywa, że aby wyrazić to, co ważne, nie trzeba wielu słów.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

zamyknął grubą plastikową teczkę

Zamknął.

 

Bardzo ciekawa forma. Nie wiem, czy jakoś specjalnie przypadła mi do gustu, ale to jest zupełnie nieważne, bo jest oryginalna i warta uwagi. Szacun. 

Przykry tekst, interesujący plot twist z lustrem. Nie wiem, czy jestem fanem tak bezpośredniego nazwania rozmawiających ordynatorem i doktorem, wiadomo o co chodzi, a dodając same głosy bez nazywania ich, mogłoby być ciekawiej i tajemniczo. Ale to subiektywne.

Dobry tekst, chętnie polecę do biblioteki.

 

Bardzo mi przykro z powodu przyjaciela.

You cannot petition the Lord with prayer!

MichaelBullfinch

Cześć!

Bardzo dziękuję za tak uważną lekturę i polecenie do biblioteki – ogromnie mnie to cieszy. :)

Masz też rację, że z samymi głosami scena mogłaby być bardziej tajemnicza. To ciekawa uwaga i na pewno będę o niej pamiętał przy kolejnych tekstach. A może w wolnej chwili przerobię tekst.

No i dziękuję za słowa o przyjacielu. To dla mnie ważne, choć już trochę minęło, to w głowie dalej siedzi.

Pozdrawiam serdecznie!

 

 

 

Światło w pomieszczeniu było mdłe, przycięte do granic możliwości

Niby rzeczy mdłe można ciąć, ale jak to zrobić ze światłem? I co rozumiesz przez "mdłe światło"?

ledwo oświetlające sylwetki

Światło oświetla – to jednak masło maślane.

wydając się trawić gigantyczny ciężar

Lepiej: wydawał (nie nadużywajmy imiesłowów), ale czy ciężar można trawić?

Drugi zaś uśmiechnął się lekko

Ale dlaczego rozciągłemu (niedokonanemu) milczeniu tamtego przeciwstawiasz krótki, jednorazowy (więc dokonany) uśmiech tego?

Tyle na twój temat słyszałem

A może: Tyle o tobie słyszałem? Jakby bardziej metrycznie, chociaż to tylko moje wrażenie.

Czy odnalazłeś wreszcie siebie w jej szponach?

Hmmm? Co próbujesz zasugerować?

strzela słowami otwierającymi w nas pustkę

Metafora odnosi się do… działa nadprzestrzennego wytwarzającego portale? Czy do czego?

spojrzał w oczy nachalnemu rozmówcy

Tekst byłby chyba czytelniejszy, gdyby dać światło między partie wierszowane i te inne.

Czuł, jak czaszka pęka od bodźców i pytań, którymi go przed chwilą zarzucono

Hmmm.

pozbierał się w sobie, odpowiadając cichym, zmęczonym szeptem

Idiom brzmi: zebrał się w sobie. Szept nie może być zmęczony (to szepczący jest zmęczony), a imiesłów nie oznacza związku przyczynowego – ale tutaj miałaby sens i jednoczesność, więc zaznaczam tylko na wszelki wypadek.

Wiesz jak jest

Wiesz, jak jest.

cichy czas zbiera swe żniwo

Co takiego żnie ten czas? Bo zwykle mówi się o "zbieraniu żniwa", zwłaszcza przez czas, w kontekście śmierci ( https://wsjp.pl/haslo/podglad/8285/cos-zbiera-jakies-zniwo ), ale mówiący chyba nie umarł. Czy umierają mu wszyscy dookoła?

wciąż biję się z Bogiem, ścigając wiatr chyżo

Ale o co się bije i co mu zabrał ten wiatr? Bo na razie wypowiedź przypomina raczej uchylanie się od zwierzeń (poprzez udawanie, że się dużo powiedziało).

Wkrótce, bo jesteś tylko odbiciem w tym lustrze.

…? To albo rozpaczliwy krzyk współczesności, albo bohater jest wariatem. (Co za różnica…)

pożegnalnym gestem klepnąć tamtego w ramię

A może: by pożegnać tamtego klepnięciem w ramię?

zamiast ciepła ludzkiej skóry, poczuł lodowaty, gładki i nienaturalnie twardy opór.

Pierwszy przecinek absolutnie trzeba wyrzucić. Dlaczego "nienaturalnie twardy"? Czy opór w ogóle jest twardy? (Albo wprost: błąd kategorialny https://wsjp.pl/haslo/podglad/27870/opor/5033515/wody )

Iluzja pękła, a ciepły kontur przyjaciela momentalnie rozpłynął się w półmroku, ustępując miejsca własnej, bladej i potwornie zmęczonej twarzy.

Z budowy tego zdania wynika, że iluzja miała twarz.

Zrozumienie, ciężkie i bezlitosne jak uderzenie obuchem, wdarło się do głowy,

Dwie różne metafory – najpierw zrozumienie jest ciosem, a potem czymś, co się wdziera.

Po drugiej stronie szkła panował inny świat.

Świat nie panuje, a po prostu sobie jest. Mogą ewentualnie panować jakieś warunki: https://wsjp.pl/haslo/podglad/18028/panowac/4678894/spokoj 

Jedynym dźwiękiem, poza monotonnym buczeniem klimatyzacji, był suchy szelest papieru i przytłumiona rozmowa dwójki ludzi.

Dwa dźwięki, czyli liczba mnoga: Jedynymi dźwiękami (…) były.

jak precyzyjnie ten rym trzyma jego umysł w ryzach

??? https://wsjp.pl/haslo/podglad/40217/ktos-utrzymuje-w-ryzach-kogoscos – https://wsjp.pl/haslo/podglad/4986/precyzyjnie ? Co ma do tego precyzja?

młodszy z nich

"Z nich" można wyciąć, "młodszy" jest z definicji relatywne.

Starszy z mężczyzn, poprawił okulary

Nigdy nie dawaj przecinka między podmiot a orzeczenie, p. tu: http://www.nowafantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842850 

Z głośnym trzaskiem zamknął grubą plastikową teczkę, przerywając tym samym wypowiedź młodszego.

Jednoczesność i przyczyna – to nie to samo: Zatrzaśnięciem grubej plastikowej teczki przerwał koledze wypowiedź.

To nie jest ucieczka. To system obronny.

Czy to się wyklucza?

Ta rymowanka to jedyna rzecz, która chroni go

Angielska składnia: Tylko ta rymowanka chroni go…

– Nie. – pokręcił głową

Dużą: – Nie. – Pokręcił głową.

Dopóki rozmawia z lustrem, wiemy, że tam w środku w ogóle ktoś jeszcze jest.

 

Hmmmmmmmm. Zrozumiałam tyle, że bohater oszalał – z samotności. Smutne to i szkoda faceta, ale historia gra właściwie tylko na tym, na emocjach. Ale to też prawda, że jest króciutka i więcej się nie zmieści. Słowa trochę Ci chodzą po głowie, a czasami stepują :)

Pracuj dalej.

Wydaję mi się, że „poczuli” sugerowałoby, że fizycznie jest tam dwóch facetów, tymczasem w tej sekundzie gość zderza się z brutalną rzeczywistością i zimną, wenecką szybą :)

To ma sens :)

Znanym i dowiedzionym faktem na naszym Portalu jest to, że we własnych tekstach nie dostrzega się zazwyczaj żadnych usterek. wink

Nie tylko w naszym, tak jest w ogóle – po prostu własny tekst znasz tak dobrze, że nad błędami przepływasz :)

Straszy z mężczyzn, ordynator, poprawił…

Tu mogło być nawet: Starszy, ordynator, poprawił… bo wiemy, że mowa o mężczyznach.

Czyż obłęd nie ma w sobie czegoś magicznego „nie z tego świata”? ;)

Są takie koncepcje :)

Ale z każdą poprawką uczę się czegoś nowego, więc istnieje cień szansy, że następny tekst okaże się już mniej nużący. ;)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cześć, Tarnina!

 

Bardzo dziękuję za tak szczegółową analizę i ogrom pracy włożonej w ten komentarz! Naprawdę to doceniam :) Technicznie mam co poprawiać. Odniosę się tylko do paru rzeczy o których wspomniałaś.

 

 

 

Światło w pomieszczeniu było mdłe, przycięte do granic możliwości

Niby rzeczy mdłe można ciąć, ale jak to zrobić ze światłem? I co rozumiesz przez "mdłe światło"?

Tutaj akurat świadomie poszedłem w bardziej poetycki obraz. „Mdłe światło” kojarzy mi się z przytłumionym, niemal chorobliwym oświetleniem – takim szpitalnym albo znanym z filmowych sal przesłuchań. Z kolei „przycięte do granic możliwości” miało jedynie wzmocnić wrażenie, że światła jest ledwie tyle, by zarysować sylwetki. Rozumiem jednak, że ten obraz może nie trafiać do każdego czytelnika i chyba popłynąłem zbytnio.

ledwo oświetlające sylwetki

Światło oświetla – to jednak masło maślane.

Tak :)

wydając się trawić gigantyczny ciężar

Lepiej: wydawał (nie nadużywajmy imiesłowów), ale czy ciężar można trawić?

Hmmm…

Drugi zaś uśmiechnął się lekko

Ale dlaczego rozciągłemu (niedokonanemu) milczeniu tamtego przeciwstawiasz krótki, jednorazowy (więc dokonany) uśmiech tego?

Dobre pytanie. Pomedytuje nad tym :)

Tyle na twój temat słyszałem

A może: Tyle o tobie słyszałem? Jakby bardziej metrycznie, chociaż to tylko moje wrażenie.

Tak, masz racje. Nawet łatwiej by się śpiewało tak zapisany wers.

Czy odnalazłeś wreszcie siebie w jej szponach?

Hmmm? Co próbujesz zasugerować?

Że praca na etacie nigdy nie należała do ulubionych rozrywek pana przed lustrem. :)

strzela słowami otwierającymi w nas pustkę

Metafora odnosi się do… działa nadprzestrzennego wytwarzającego portale? Czy do czego?

 

Tutaj chodziło mi o obraz słów jako pocisków. Każde kolejne pytanie „strzela”, a kolejne trafienia otwierają w bohaterze coraz większe poczucie pustki. To oczywiście metafora, więc nie próbowałem zachować jej dosłowności, tylko oddać emocję przytłoczenia.

 

spojrzał w oczy nachalnemu rozmówcy

Tekst byłby chyba czytelniejszy, gdyby dać światło między partie wierszowane i te inne.

Hmmm…

pozbierał się w sobie, odpowiadając cichym, zmęczonym szeptem

Idiom brzmi: zebrał się w sobie. Szept nie może być zmęczony (to szepczący jest zmęczony), a imiesłów nie oznacza związku przyczynowego – ale tutaj miałaby sens i jednoczesność, więc zaznaczam tylko na wszelki wypadek.

 

„Pozbierał się w sobie” to ewidentnie skrzyżowanie dwóch konstrukcji, a „zmęczony szept” brzmiał lepiej w mojej głowie niż na papierze. Dzięki za wyłapanie.

cichy czas zbiera swe żniwo

Co takiego żnie ten czas? Bo zwykle mówi się o "zbieraniu żniwa", zwłaszcza przez czas, w kontekście śmierci ( https://wsjp.pl/haslo/podglad/8285/cos-zbiera-jakies-zniwo ), ale mówiący chyba nie umarł. Czy umierają mu wszyscy dookoła?

 

Tutaj miałem na myśli właśnie skutki upływu czasu – starzenie się, przemijanie i wszystkie drobne zmiany, które z biegiem lat odciskają się na człowieku. Nie odnosiłem tego wyłącznie do śmierci, raczej do tego, że czas konsekwentnie zostawia po sobie ślad. Rozumiem jednak, że skojarzenie z frazeologizmem „śmierć zbiera żniwo” mogło poprowadzić interpretację w inną stronę.

 

wciąż biję się z Bogiem, ścigając wiatr chyżo

Ale o co się bije i co mu zabrał ten wiatr? Bo na razie wypowiedź przypomina raczej uchylanie się od zwierzeń (poprzez udawanie, że się dużo powiedziało).

 

Tutaj świadomie zostawiłem to w formie metafory. „Bić się z Bogiem” miało oznaczać bunt wobec życia, losu i rzeczywistości, z którą bohater od lat nie potrafi się pogodzić. Z kolei „ścigać wiatr” rozumiałem jako gonienie za czymś nieuchwytnym, być może wręcz niemożliwym do osiągnięcia. Zależało mi bardziej na oddaniu stanu bohatera niż na dopowiedzeniu, z czym konkretnie walczy.

Miło mi, że pomogłam ^^

Rozumiem jednak, że ten obraz może nie trafiać do każdego czytelnika i chyba popłynąłem zbytnio.

Samo mdłe światło jest w porządku (musiałam się upewnić), ale przycięcie nijak do niego nie pasuje i rozrywa metaforę. Nie jak jamnik szmaciankę, tylko bardziej jak trzy tony TNT blaszankę (see what I did there? XD)

Że praca na etacie nigdy nie należała do ulubionych rozrywek pana przed lustrem. :)

Dobra, ale odnajdowanie się w szponach to baaardzo dziwny obraz, pasujący może do Calineczki czy innego Guliwera, ale do pracy już mniej :D

To oczywiście metafora, więc nie próbowałem zachować jej dosłowności, tylko oddać emocję przytłoczenia.

Mmm, metafory właśnie na tym polegają, że nie są dosłowne – tylko kłopot z nimi jest taki, że mają oddać słowami to, czego nie można oddać słowami :D Mam wrażenie, że jesteś trochę za daleko w tę drugą stronę.

Rozumiem jednak, że skojarzenie z frazeologizmem „śmierć zbiera żniwo” mogło poprowadzić interpretację w inną stronę.

Właśnie tak. Może dałoby się ten czas zachować przy skojarzeniu z czymś słabszym niż kosy żeńców?

Zależało mi bardziej na oddaniu stanu bohatera niż na dopowiedzeniu, z czym konkretnie walczy.

Hmmm, dobra. To ma sens. Tylko metafory trochę do siebie nie pasują, wskazują w różnych kierunkach.

heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka