
komentarze: 2190, w dziale opowiadań: 1462, opowiadania: 516
komentarze: 2190, w dziale opowiadań: 1462, opowiadania: 516
Cześć, Koala75! Dobrze, że dobrze się czytało ;) Muszą bywać też smutne opowiadania, żeby te wesołe się nie znudziły!
Hej, regulatorzy! Szkoda, że nie zrozumiałaś, chyba przesadziłam z niedopowiedzeniami. Cieszę się, że dobrze się czytało i że dotarłaś pod to opowiadanie ;)
Cześć, Verus! Nie są to zaświaty, a teraźniejszość. Cieszę się, że to Ci się spodobało! I że atmosfera, koci samochód i siedzenie na księżycu też przypadły do gustu Dziękuję za wizytę!
zygfryd89, dzięki za komentarz, cieszę się, że podobało się opowiadanie i pomysły :)
bruce, dziękuję :)
Gratulacje ;)
Loża widać jest w świątecznym nastroju :) Dziękuję za wyróżnienie i gratuluję współwyróżnionym!
JolkaK – Robótka na drutach 6
adam_c4 – Świątynia 4
Mysz_laboratoryjna – Świąteczna Teoria Względności (ŚTW) 3
Krokus – Bracia upiorni 1
marzan – Pies Schrödingera 1
Ananke – Ꙩﻣ[^^]Ꙩ ﻣ1
Bardzo ciekawe opowiadanie z rodzaju takich, które szczególnie lubię ;) Zmieściła się tu nauka, przygotowania do Wigilii oraz niecodzienna tajemnica rodzinna. Jest bardzo świątecznie. Cała historia zgrabnie ułożona i zaskakująca końcówka.
Niecodzienny przypadek aresztowania, ciekawy pomysł na Yeti, do tego jest zabawnie. Wątki świąteczne są tu jedynie małymi wzmiankami, ale jako historia z przymrużeniem oka tekst jest całkiem niezły. Wtrącam zatem do Biblioteki!
Trochę mnie nie było, ale już jestem i odpowiadam!
Iyumi, bardzo mi miło, że się podobało i że wczułaś się w klimat. Bohaterka jest jedyną, która nie ma potrzeby się przenosić i racja, że to może wprowadzać w błąd, jednak mam wrażenie, że dzięki temu odpowiedź brzmi naturalniej, razem z tym zaprzeczaniem samej sobie – w prawdziwej rozmowie ludzie tak robią ;) Rozważę jednak usunięcie tego “chyba jestem jedyna”. Dziękuję bardzo za komentarz!
Ślimaku Zagłady, cieszę się, że podobało się jako świąteczny tekst i bardzo mi miło, że według Ciebie moje pisanie staje się charakterystyczne :) Pantera w tym tekście pozostaje rekwizytem, bo tak naprawdę to tylko rzecz, która jednak towarzyszy bohaterce cały czas i dlatego widzi ją ona bardziej jako swoje ukochane zwierzątko, niż rzecz, z tego powodu też Pantera ma tyle zwierzęcych cech – nie zamierzałam dodawać jej typowo ludzkich cech ;) Uciekanie do niematerialnego świata było rzeczywiście trochę tchórzostwem, starałam się dać o tym do zrozumienia we wzmiance, że bohaterka nie czuła się dobrze w prawdziwym świecie i dlatego z niego uciekła, zamiast zmierzyć się z problemami oraz w wątku człowieka ze świata bohaterki, który wrócił do prawdziwego, ale tam sobie nie radzi i wygląda na to, że żałuje swojego powrotu.
Poprawki wprowadziłam, cieszę się, że jeszcze dajesz sobie chwilę do namysłu i bardzo dziękuję za rozbudowany komentarz!
adam_c4, dzięki za wizytę! Dobrze, że mimo znaków zapytania opowiadanie było jednak zrozumiałe. Cieszę się, że pomysł się spodobał :)
marzan, dziękuję za komentarz! Bardzo mi miło, że byłeś oczarowany i że świat wciągnął i był przejmujący. Pantera pewnie mogłaby się zamienić i w konia, ale nie miałaby wtedy takich miękkich łapek :)
Irko, witaj i dziękuję za komentarz! Dobrze, że podobała się Pantera ;) Bohaterka jest przekonana, że jej świat jest lepszy, ale mam nadzieję, że tekst pokazuje, że nie całkiem jest tak czarno-biało, jak sobie wyobraża. Racja z tym, że to problem ludzi, a nie światów, bo gdziekolwiek są, zawsze narzekają : P Cieszę się, że zakończenie się podobało i że tekst uważasz za świąteczny ;)
Witaj, Anet! Dzięki za lekturę :)
Trochę chaotyczne to opowiadanie, ale sens do mnie trafił. Scenki w większości są smutne i mają w sobie pewien niepokój. Czuć zagubienie bohaterki. Tajemnicze coś, co zostało potrącone, ojciec, który oszalał oraz jednocześnie martwy i żywy pies, a wszystko to w świątecznej otoczce – wyszło naprawdę ciekawie. Klikam.
Czytało się nieźle. Mikołaj w tym opowiadaniu jednocześnie ma w sobie coś ze świętego katolickiego i z Gandalfa ;) Niecodzienna mieszanka, ale mi się podobała. Dobrze, że zakończenie było pozytywne. Daję klik!
Tytuł świetnie pasuje do treści. Podobało mi się zestawienie prostych wieśniaków z mrocznymi siłami natury. Powinieneś dostać medal za “Cho… cho… cho…”! Widać chochoł wpada nie tylko na wesela, ale i Wigilię ;)
Michał Anioł, cieszę się, że zaciekawiła postać Mikołaja i bohaterki oraz że podobał się świąteczny klimat mimo pojawiającego się miejscami pesymizmu. Dziękuję za komentarz!
krar85, dzięki za przybycie i komentarz! Bardzo się cieszę, że się podobało i że według Ciebie sprawnie napisałam świat i bohaterkę. Świata jakoś bardzo dokładnie nie opisywałam, ponieważ nie było to potrzebne. Super, że lektura była bardzo przyjemna! Dzięki za 2P ;)
Tarnino, dziękuję za wizytę i za łapankę! Wprowadziłam poprawki, z którymi się zgadzam. Miło mi, że uważasz, że jest ładnie i onirycznie :) Świąteczność też jest, tylko subtelna! Ale że u mnie jest zwykle życzliwie? :P
Nominowałabym i sto razy, ale – skoro nie wolno, przepraszam najmocniej, cóż, nominuję tylko raz… :)
Nie możesz nominować sto razy, ale ja mogę podziękować sto razy – więc dziękuję razy 100! I już nie spamuję ;)
Bruce, bardzo mi miło, że nominowałaś mój tekst dwa razy ale tak chyba nie można ;)
Witam ponownie, Krokusie! Nie umiem bardziej w świąteczność, i tak jestem zdziwiona, że jednak się udało jakiś jej poziom osiągnąć :P Tekst miał być metaforą współczesnych świąt – a że sytuacja przedstawia się dość smętnie, no to też taki wyszedł. Cieszę się, że podobała się kreacja świata i wykonanie. Dziękuję za komentarz!
Opowiadanie konkretnie przekracza limit, ale przeczytałam, bo mnie bardzo wciągnęło. Jako klasyczny horror wyszło wybornie. Główny bohater pchający się w niezbyt bezpieczne miejsce, zdeformowane stwory-pająki i nawiedzony dom. Dodałeś do tego tajemniczą wełnę i powstał całkiem niepokojący nastrój. Przy rozmowie telefonicznej zastanawiałam się, czy straszny klient też jest elementem horrorowym, czy po prostu tak został opisany, ale coś mi mówiło, że to pierwsze. Andrzej od początku wydawał mi się podejrzany. Końcówka sprawnie domknęła całość jako wisienka na torcie niepokoju.
Interesujący tytuł ;) Sam tekst również ciekawy i sprawnie napisany. Podobała mi się narracja ośmiornicy. Urzekła mnie też scena, w której jadła pierogi. Chaos w jej głowie, samotność i bezradność zostały bardzo dobrze opisane. Smutna historia, ale pokazująca na koniec trochę nadziei.
Ciepły i świąteczny szort. Dość spory kawałek jest pisany w czasie przyszłym – ryzykowny zabieg, ale tu się udał, bo narracja nie przeszkadzała. Ładne przesłanie. Dobijam do Biblioteki.
Ładny tekst z przesłaniem, tylko trochę zbyt dużo streszczeniowości i opisywania zamiast pokazywania. Bardzo mi się podobały składniki eliksiru i końcówka. Mikołaj, który zniknął, jest celną metaforą współczesnego świata i miejmy nadzieję, że jego następca nie ulegnie dzisiejszym czasom i zachowa magię świąt.
Cześć, Finklo! Tak, te prezenty są na pewno cenniejsze. Super, że tekst daje radę, a Pantera wymiata :) Dziękuję za odwiedziny i komentarz!
Ananke, dzięki za opinię! Bardzo mi miło, że podobają się opisy i że kojarzysz styl oraz że czytałaś z przyjemnością. Ja też bym chciała jakiś niematerialny prezent :P Powtórzenie poprawiłam, a Ty poprawiłaś mi nastrój ;)
GreasySmooth, dziękuję za komentarz! Najpierw myślałam, że “Mrrr” to coś w rodzaju “Hmm” Tarniny i już się przestraszyłam :) Poprawki wprowadziłam i bardzo się cieszę, że uważasz tekst za udany i że podobał się opis podróży!
Regulatorzy, cieszę się, że czytałaś bez przykrości i że pomysł na opowiadanie świąteczne jest nietuzinkowy. Poprawki wprowadzone, dziękuję za wizytę i komentarz!
Nietypowe podejście do świątecznego konkursu, a i narratorka nietypowa, ale w dobrym znaczeniu. Podobało mi się pokazywanie wszystkiego jej oczami i wyszło to naprawdę naturalnie. Niewesoła historia i daleka od ciepłej świątecznej atmosfery, ale nie każde opowiadanie na konkurs musi takie być i nawet lepiej, że zdarzają się i te mroczniejsze. Wyjątkowy tekst i na pewno zapadnie mi w pamięć.
O!
Cześć, Ambush, dzięki za wizytę i komentarz! Cieszę się, że według Ciebie ładnie wyszło i że jechałaś saniami i Panterą :) “w sobie” usunęłam!
Cudowny Mikołaj ;)
Zabawne opowiadanie, opisujące w zasadzie fragment jakiegoś większego świata przedstawionego. Bardzo pomysłowe ukazanie świątecznego porwania. Szczególnie urzekł mnie Wielki Zderzacz Hemoroidów. Mam tylko takie pytanie: jak wygląda rysowanie wąsów Hitlera na obrazkach ze Św. Mikołajem? Przecież też ma wąsy :) To jak, wąsy na wąsach się rysuje? :D
Nietypowe, oniryczne opowiadanie. Bardzo mi się podobał motyw zamknięcia w szklanej kuli oraz później ta dziwna wizja bohaterki. Ładnie opisujesz abstrakcje. Podobał mi się też Mikołaj płci żeńskiej i jego nieoczywista misja. Kobiety górą!
Cześć, Canulas, cieszę się, że podobały się opisy i że uważasz całość za oniryczną, malowaną obrazami. Bardzo mnie cieszą również słowa o “SF powleczonym realizmem na poły magicznym”. Dziękuję za pozytywny komentarz!
Krokus, witam jury!
cezary_cezary, zdanie o moim znaku rozpoznawczym bardzo mnie ucieszyło i dziękuję za nie <3 Co do zastrzeżeń, to uważam, że tego typu opowiadanie nie musi mieć skomplikowanej fabuły. Chodziło mi o przekazanie pewnych symboli oraz komentarza do współczesnego świata, a wtedy fabuła schodzi na dalszy plan. Postaci są celowo tajemnicze z uwagi na oniryczną scenerię, bo w snach nie bardzo wiemy, kim są napotykane osoby i często nawet nie wiemy, kim sami jesteśmy :) Dziękuję za wizytę i opinię!
Ładna historyjka, a opisy jak zwykle cudownie ozdobne! Cieszę się, że bohaterka jednak nie została sama w święta.
Ooo, wiedźmińskie klimaty! Wyszło ciekawie i wciągnęło, a pomysł na Mikołaja bardzo mi się podobał, bo podszedłeś do sprawy kreatywnie i opisałeś postać wyjątkowo daleką od miłego dziadka z workiem i prezentami. Klikam!
Koala75, w sensie dosłownym te światy się przenikają ;) Dzięki za wizytę i komentarz!
pnzrdiv.117, bardzo mi miło, że mimo braku typowego świątecznego nastroju się podobało. Dziękuję za tak pozytywny komentarz :)
Pomysłowe opowiadanie o nietypowej Wigilli choć bardziej: Wigilia była normalna, tylko goście nietypowi. Mało upiorne te upiory, ale w końcu są święta ;) Końcówka dobra, tylko samo ostatnie zdanie nie pasuje jako ostatnie, dałabym jeszcze jakieś zdanie podsumowujące. Bardzo dobrze się czytało, więc klikam!
AdamKB, z początku myślałam, że to nie komentarz do mojego tekstu, bo gdzie tu SF :O Natomiast bardzo się cieszę, że tak odbierasz opowiadanie i że udało mi się osiągnąć taki właśnie efekt. Ciekawe, ile osób by się zdecydowało na dołączenie do “obokświata”. Dziękuję za opinię!
Cześć, Bruce! Cieszę się, że nastrój urzekł i bardzo mi miło, że tak się spodobało. Dzięki za wizytę i opinię!
Skryty, nieprawda! :P
Pantera :P
Skryty, witam betującego! Typowo gwiazdkowego klimatu nie ma, bo nie umiem, ale jest coś zamiast niego i cieszę się, że to zauważyłeś! Ale proszę mi tu nie wstawiać toyoty tam, gdzie powinien być hyundai ;) No i miło mi, że się podobało i że bez problemu mogłeś sobie wyobrazić te wszystkie abstrakcje. Dzięki za komentarz i raz jeszcze za betę!
Po poprawkach zdecydowanie lepiej! Końcówka mi się podobała, dość nieoczekiwany zwrot akcji, bo myślałam, że to Witkowi coś się stanie. Cały tekst był zagadkowy, napisany sprawnie i wszystko jest ujęte w logiczną całość. Ogółem udany szorcik, wciągnął i ma przesłanie.
Rezygnuję.
Gratuluję wyróżnionym i dziękuję jurorom za docenienie mojego tekstu oraz za organizację wspaniałego konkursu :)
Witam jurora MaSkrola!
Dokładnie tak mi się skojarzyło :P
Ale wyszłaś ze strefy komfortu :)
Po prostu nie zauważyłam, kiedy fantasy przestało być moją strefą komfortu ;)
… ale czego to jest metafora?
Że kłębiły się niczym chmury burzowe. Mogłam napisać, że się kotłowały, ale to brzmi źle w tym miejscu.
Cześć, Tarnino! Wow, jaka potężna łapanka! Wprowadzę poprawki, kiedy znajdę trochę czasu. Cieszę się, że podobał się pomysł. Zgadzam się generalnie, że opowiadanie jest dość płytkie, a fabuła przeładowana. To nie jest mój najlepszy tekst i raczej nie mój gatunek jednak.
To się słabo łączy: Tylko filgan mógł używać pyłu gricea do przenoszenia tak dużych obiektów jak sklep, żadnemu innemu magowi nie starczyłoby mocy. Ale po co marnować pył na start i lądowanie, kiedy można samej na chwilę wyskoczyć?
No bo to sklep i chciała, żeby klienci tam weszli :P
Budda?
Nom, trochę się inspirowałam jego historią.
… agresywny… deszcz???
Ale przynajmniej nie napisałam: pasywno-agresywny :P
Gdybyś kogoś ukryła za pomocą magii, to pewnie zamaskowałabyś to zaklęcie, prawda? Dobra, ale co z zaklęciem maskującym? To też trzeba zamaskować? I zaklęcie maskujące maskujące? I tak dalej, ad infinitum, zużywając pewnie coraz więcej magii, bo tak to zwykle bywa?
Nie no, właśnie to był ten problem z zaklęciami maskującymi, że było je widać. Ale nie było widać, jakie konkretnie zaklęcie maskowały.
A dlaczego?
Bo kłębiące się łzy to jest wspaniała metafora i nie usunę jej :P
Ale starać się trzeba :)
Przecież się staram! :)
Dziękuję za poświęcenie czasu mojemu opowiadaniu i mam nadzieję, że Cię nie zamęczyło za bardzo :)
Przyjemne opowiadanie. Podobały mi się opisy i pięknie wymyśleni bohaterowie. Stylizacja też niczego sobie. To, co mi zgrzytnęło, to wrażenie, że tekst jest fragmentem większej całości. Początek może jeszcze naprawdę jest początkiem, ale końcówka jest bardzo urwana. Jest to w zasadzie opis podróży, a akcji tu nie zauważyłam i mam wrażenie, że cały tekst był jedynie dążeniem do jakichś wydarzeń, a nie samymi wydarzeniami. Ale generalnie czytało się dobrze, język bardzo ładny, ozdobny i misterny, bardzo ubarwił tekst.
Szkoda…
Na pocieszenie dodam, że wkrótce wyjdzie u nich antologia bizarro “Niedobrzysko”. ;)
Jest to pewne pocieszenie ;)
Gratulacje ;)
Gratulacje :)
Verus, witam ponownie!
Bardzo dobre opko, z gęstym klimatem, który zdaje mi się już Twoim “znakiem firmowym” z całą swoją niespiesznością, ciężarem i dozą poetyckości.
Bardzo mi miło :)
Cieszę się, że tekst się podobał i dzięki za komentarz :)
Finklo, dzięki za komentarz! Nie da się ukryć, że końcówka wyszła trochę niezrozumiała. Super, że tekst skłonił do refleksji ;)
Żongler, witam jurorkę!
Cześć, jurorko grav! Super, że podobały się opisy. Jedwabistą bladość wywaliłam, rzeczywiście nieco zgrzytała.
– totalnie widziałabym tę historię jako jakąś ładną animację.
Pewnie przez te niebieskie włosy :D
Mi też nie grają te infodumpy, tak to jest z tymi opowiadaniami ze światotwórstwem, że ciężko wszystkie informacje zgrabnie podać.
grzybowej zarazy z cyklu o Ambergris Vandermeera.
Brzmi intrygująco O_O
Trochę szkoda, że bohaterce wszystko przychodziło bez większych trudności,
A starałam się jej utrudniać, jak tylko się dało ;)
Super, że mimo pewnych wad opowiadanie czytało się przyjemnie! Bardzo dziękuję za wspaniały jurorski komentarz!
Witam jurorkę Verus! Oj, szkoda, że znudziło. Choć w zasadzie mnie podczas pisania trochę też ;) Cieszę się, że świat przypadł do gustu!
Nie zagrało mi jednak uzasadnianie zagłady pośpiechem ludzi, ich brakiem zainteresowania rzeczywistością, bo wydało mi się bardzo banalne i ograne.
Ano, trochę to ograne, chyba w ogóle by było lepiej bez uzasadnienia.
zwracam jedynie uwagę, że na przestrzeni tekstu wydajesz się rezygnować z części cech Faliany.
Jak tak pomyślę, to w sumie prawda. Nie wiem, dlaczego tak się stało, może za bardzo skoncentrowałam się na innych elementach.
Dziwię się jednak, że podczas gdy bohaterka była bombardowana w umyśle swojej siostry i niemal zginęła, ów najszczęśliwszy człowiek spokojnie żył w głowie osoby, która była przekonana, że ludzie sami ściągnęli na siebie zagładę.
Jak tak czytam ten opis, to strasznie zagmatwane mi się to opko wydaje. Najszczęśliwszy człowiek mógł żyć w głowie nieszczęśliwej osoby, bo wyimaginowany świat, w którym żył, nie łączył się w żaden sposób ze światopoglądem tej osoby.
przecież skoro Bilevia nie może wyjść ze sklepu to bez siostry, która nie może jej pomóc, przynieść jedzenia, zarobić pieniędzy, nie zostało jej wiele życia. Wątek ten w ogóle się w końcówce nie pojawił i nie wiem, czy to ja coś źle zrozumiałam, czy po prostu widzę tu jakąś dziurę.
Bo Bilevia miała już pożarte pół ciała, więc i tak nie zostało jej zbyt wiele życia i właściwie to jej sytuacja się tak na dobrą sprawę niewiele zmieniła. To, że niedługo umrze, opisałam jako “nadchodzącą czerń”, choć chodziło mi tu bardziej o chorobę.
Same poszukiwania jednak moim zdaniem zajmowały nieco za dużą przestrzeń, przez co ciężko było mi się zaangażować w opowieść.
A tak, bo właśnie starałam się trochę utrudnić bohaterce zadanie, ale jak widać przy okazji przynudziłam :P
Cieszę się, że tekst warsztatowo się spodobał. No szkoda, że nie zdołał bardziej zaangażować, chyba ogółem fantasy to nie jest moja mocna strona. Dziękuję za rozbudowany komentarz!
Gratulacje :)
Choć tekst mało nawiązuje do hasła, to jednak jest mocno kolejowy i do samego konkursu pasuje bardzo. Doskonale obrazuje podróż od strony pasażera. Niemal czułam ten skwar w małym przedziale, w którym tłoczy się osiem osób. Sam pomysł na grupę tajemniczych ludzi służących swemu panu, który jest piecem – gdzieś już taki wątek napotkałam, dlatego zdał mi się ograny. Natomiast wampir wyszedł oryginalnie. Zazwyczaj przedstawia się wampiry jako czarne charaktery – tutaj jest uciekającą ofiarą. Przerażająco skończył. Zgrzytnęła sama końcówka, w której nagle zmienia się punkt widzenia i mamy garstkę ładnych, ale niepotrzebnych zdań. Ogółem opowiadanie dobre, wciągające, czytało się gładko.
NoWhereMan, dzięki za opinię! Super, że się podobało i cieszę się, że tekst był przyjemnym koncertem fajerwerków ;)
Nieźle się poznęcałeś nad swoimi bohaterami ;) Opowiadanie na pewno jest wciągające i intrygujące, jest wiele mocnych scen i wymownych obrazów pokazujących cierpienie ludzi żyjących w pogrążonym w konflikcie Spes. Bardzo mi się podobały żywe elementy pociągu, takie jak krwawa masa pożerająca księdza. Sami bohaterowie wydali mi się dość sztampowi, ale odebrałam ich jako symbole i w tym znaczeniu sztampowość tak nie razi. Mocny tekst, pobudzający wyobraźnię i skłaniający do przemyśleń.
Gratulacje dla wszystkich wydanych portalowiczów!
I ja się czymś pochwalę:
Ruszyła przedsprzedaż antologii “Niedobrzysko”, w której można znaleźć opowiadania osób z naszego portalu (niech się sami przyznają!), w tym moje :)
Bardzo zgrabny horror. Jest tu wszystko, co powinno być – poczucie napięcia, najpierw ledwo odczuwalne, a z czasem przeradzające się w wyraźny niepokój, a w końcu grozę, są elementy szoku i jest pewien niewesoły twist na końcu. Masz bardzo ciekawy styl pisania, nie można się przy nim nudzić. Piszesz z całą pewnością bardzo dobrze, zgrzytnęło mi tylko to:
Podskoczyłem z wystraszenia
Ogółem całość mi się podobała i wydała mi się spójna, zatem dobijam do Biblioteki!
Cześć, HollyHell91, dzięki za komentarz!
Myślałam, że Leparakuo jest w niej zakochany i po jej śmierci czuje tylko irytację? Coś mi nie pasuje.
Irytacja jest tu zamierzona jako element bizarro.
Ech, pisać tak jak Ty, Sonato… :)
To jest takie piękne, wzruszyłam się.
Wow, bardzo mi miło! :)
Oj, no wiesz, Grabiński pisał w innych czasach. :) Gdyby dać konkurs tolkienowski, ilość opisów miejsc raczej by wszystkim nie podeszła. :)
Ano fakt :)
Mam w pamięci poprzednie teksty, więc opisy czytam zawsze z przyjemnością. ;)
To miło mi, że jeszcze je pamiętasz :)
Tygrysico, dzięki za opinię! Bardzo trafne podsumowanie tekstu i podoba mi się Twoja interpretacja. Milena była bratnią duszą głównego bohatera, choć tego, co ich łączyło, oboje woleliby nie doświadczać. Mogłam silniej pokazać konflikt wewnętrzny Olafa, natomiast cieszę się, że ogółem opowiadanie przypadło do gustu :)
Młody pisarzu, dziękuję za komentarz! Cieszę się, że wciągnęło i że podobały się postacie i klimat. Bardzo mi miło, że lektura była satysfakcjonująca.
Cześć, Outta Sewer, dzięki za komentarz!
Moje osobiste zdanie: okropnie to brzmi. Nie lepiej “Słowa wypowiedziane przez pasażerkę…”?
A rzeczywiście! Podmieniłam.
Faktycznie opowiadanie wyszło mi dołujące. Cieszę się, że uważasz je za dobrze napisane, że jesteś zadowolony z fabuły, no i że podobał się pomysł na wtapianie się w pociąg i jego otoczenie.
Widzę to tak: jeśli coś jest częścią większej całosći, z którą obcuje się na co dzień, to po jakimś czasie ta część traci indywidualizm, przestaje się ją dostrzegać w kontekście jednostkowości jako osobny twór, staje się tylko elementem składowym, czymś normalnym, czymś po czym wzrok się prześlizguje, nie zatrzymuje się, bo nie wyodrębniam jej jako osobnego bytu.
Dokładnie tak jest. Podoba mi się ta interpretacja. Tak się dzieje z pociągiem z opowiadania i z wieloma sytuacjami z życia wziętymi, rutyna przestaje być w pewnym momencie zauważalna i dopiero kiedy coś się dzieje, to ją dostrzegamy. Dziękuję raz jeszcze za opinię i za rozbudowaną interpretację :)
Ananke, dzięki za wizytę i opinię! Literówkę i siękozę poprawiłam. Co do streszczeniowości – również za nią nie przepadam, ale akurat w tym tekście sobie na nią pozwoliłam, bo podczas czytania Grabińskiego zauważyłam dużo streszczania u niego. Jeśli chodzi o grozę – nie miała to być klasyczna opowieść grozy, starałam się tu umieścić tylko parę jej elementów, ale koncentrowałam się bardziej na dziwności. Nawiązaniem do jedzenia starałam się trochę przełamać powagę opisów :) Cieszę się, że mimo pewnych zgrzytów Ci się podobało i miło mi, że lubisz moje opisy :)
Dzięki, Anet!
Uroczy tekścik :) Nie ma wątpliwości, na której bajce jest wzorowany i wyszło całkiem dobrze! Ciekawe wykorzystanie znanych schematów, skarpetka w roli żaby, którą należy pocałować, robi robotę! Nie mam jednak pojęcia, czy skarpetka nawiązuje do któregoś z portalowiczów. Miałam natomiast niemal pewność, że główna bohaterka oraz zwielokrotniony Czarodziej nie nawiązują do żadnego z użytkowników – w sumie tak chyba bezpieczniej dla piszącego :P Choć ja przy Fantastach jestem raczej za wciskaniem potralowiczów, gdzie się da ;) Niezły pomysł z tym robieniem błędów merytorycznych przez królewnę. W niektórych momentach ryczałam ze śmiechu, zwłaszcza przy słoniu, któremu czytają poezję :D No i miło mi, że zostałam wróżką <3
Byłabyś w stanie sprecyzować, co nie do końca zrozumiałe? W przeciwieństwie do emocji, tego typu uwagi mam na porządku dziennym. Chętnie podciągnąłbym się w kwestii przejrzystości ;)
Ciężko powiedzieć, co dokładnie – może chodzi ogólnie o styl? Pełen metafor, niedopowiedzeń, czasami specjalistycznego nazewnictwa.
Sceny zaczynają się czasami w urwany sposób i na samym początku ciężko się połapać, o czym się czyta. Dziwiło mnie też zachowanie bohaterów – dość nienaturalne, np. Syriusz zobaczył ducha i nie wiem, nie uciekł z krzykiem, nie poszedł do psychiatry? :) Tylko sobie wrócił i powiedział “Jesteś Księżycem”. Tomasz zachowywał się już naturalniej, ale też dziwiła mnie jego tolerancja na zjawiska paranormalne.
Natomiast według mnie nie musisz się podciągać. Niektórym się podoba taki rodzaj pisania i mi również. Nie zawsze trzeba wszystko rozumieć, a czego się nie zrozumie, można sobie dopowiedzieć ;)
CountPrimagen, dzięki za komentarz! Cieszę się, że podobały Ci się wrzeszczące szyny i transformacja pasażerów. W zakończeniu chyba za bardzo zwróciłam uwagę na hasło konkursowe, a za mało na związek z wcześniejszymi zdarzeniami. Co do długości przemiany, według mnie zastanawiające by było również, gdyby przemiana u każdego trwała tyle samo czasu ;)
Serio miał ochotę tego słuchać w takim stanie? Masochista jakiś? ;p
Brakowało mu rozrywki :)
Niezły, choć dość chaotyczny początek – ale dobrze, że potem zaczęła się bardziej uporządkowana akcja. Pewne elementy pozostały jednak chaotyczne i mam wrażenie, że nie wszystko zrozumiałam tak, jak należy. Mimo wszystko opowiadanie mnie wciągnęło, podobała mi się historia Dione, nieoczywista i pełna niedopowiedzeń. Najbardziej w tym tekście urzekła mnie Księżyc – bardzo dobrze zostały opisane jej emocje, niemal widziałam jej nieposkromione pragnienie pędu i jej przerażającą radość, gdy pociąg pędził szybciej. W ogóle chęć szybkiej jazdy jest interesującym przypadkiem i bardzo pasuje do horroru. Generalnie lektura była rozrywką mimo pewnych luk, jeśli chodzi o zrozumiałość, zatem posyłam do Biblioteki.
cezary_cezary, cześć, dzięki za komentarz! Miło mi, że podobało się śledzenie spotkań bohaterów :) Zakończenie w sumie można rozumieć na różne sposoby – metaforyczne rzucenie się na tory, dołączenie do grona osób, które każdego dnia krzyczą w duchu (pisk szyn) w reakcji na ciężar życia, generalnie chodziło mi o ogólne poddanie się ciężarowi problemów.
Wciągający, nietypowy kryminał. Dość długo nic się nie działo, ale atmosferę niepokoju czuć było przez cały tekst. Pewne zachowania głównego bohatera wydały mi się nielogiczne – nie próbował wypytywać obsługi, był dość mało dociekliwy w rozmowie z pasażerką i w zasadzie nie badał zbyt dokładnie pociągu. Sam pociąg mi się bardzo podobał – tajemniczy, z subtelnymi szczegółami, które po dokładniejszym zbadaniu okazują się potworne, dziwaczna obsługa i zlęknieni, małomówni pasażerowie – to wszystko bardzo pasuje do pociągu-widmo. Odpowiednia liczba niedopowiedzeń. Klikam.
Regulatorzy, dzięki za wizytę! Poprawki wprowadzone. Cieszę się, że czytałaś z zaciekawieniem :) W skrócie chodziło o to, że ciężar problemów Olafa (a także innych pasażerów), który w jakiś sposób formował go jako człowieka, w pociągu zaczął go dosłownie formować, aż Olaf nie stał się częścią wciąż krzyczących z bólu szyn.
Rosso, dziękuję za komentarz! Prawdę mówiąc, nie sądziłam, że wyjdzie aż tak przygnębiająco, może to przez to, jaką porę roku wybrałam ;) W pewnym sensie Olaf rzucił się pod pociąg – przez swoje problemy został częścią szyn, a może być to traktowane jako metafora osób, które przez problemy rzucają się pod pociąg. Cieszę się, że uważasz tekst za dobry!
Tarnino – melduję, że poprawki wprowadzone (choć niektórych rzeczy postanowiłam nie zmieniać) i jeszcze raz dziękuję za łapankę :)
Podobało mi się, zwłaszcza klamra ze zwłokami wypadającymi z pociągu. W opowiadaniu w zasadzie od samego początku aż do końca nic nie jest nieoczywiste, nie wiedziałam nigdy, co się wydarzy w następnym akapicie, dlatego czytałam z zaciekawieniem. Tekst jest baaardzo kolejowy, ma też ciekawy klimat. No i z pewnością nosi cechy kryminału, a choć nie przepadam za kryminałami, to tu podczas czytania mi się nie nudziło. Mimo, że tekst jest o morderstwach, to odniosłam wrażenie, że całość jest w dość lekkim tonie, ale jednak udało się osiągnąć taki efekt, że nie gryzie się to ze sobą. Końcówka z przymrużeniem oka – ona akurat jakoś mi nie podeszła, czułam się nieco rozczarowana, że to wszystko było dla wyświetleń. Myślałam też, że Agnieszka odegra ważniejszą rolę w tekście, skoro tak dużo miejsca zostało jej poświęcone. Ogółem jednak tekst jest zgrabny, wciągający i myślę, że bardzo pasuje do tego konkursu.
Opowiadanie jest pomysłowym przedstawieniem losów człowieka, który ma mroczne wspomnienie. Choć właściwie nie dzieje się tu zbyt wiele, to jednak wciąga. Czarny kolor pociągu nie wróżył niczego dobrego, a jednak główny bohater do niego wsiadł, to wydało mi się trochę nielogiczne. Na końcu piszesz takie słowa:
– Wiedziałeś, Andrzej. Wiedziałeś od samego początku, ale i tak wsiadłeś do pociągu.
I wydaje mi się, że przez cały tekst nic nie wskazywało, że Leszczyc wiedział od samego początku, co to za pociąg. To mi nieco zazgrzytało. Ale poza tym tekst mi się podobał, czuć emocje bohatera, dobrze opisany niepokój i lęk. Jest klimat tajemnicy i grozy czającej się gdzieś w pociągu. Ciekawe, metaforyczne wykorzystanie hasła konkursowego nawiązujące do śmierci, za którą główny bohater czuł się odpowiedzialny.
Bardzo smutny tekst. Trochę nie mogę rozgryźć głównego bohatera, ponieważ wyraźnie pokazujesz, że ojciec wywoływał w nim potężny lęk, a jednak w pewnej chwili swojego życia Kazimierz zdołał się przeciwstawić jego woli i nie został kolejarzem. Piszesz, że przez miłość do Anny, ale odniosłam wrażenie, że nie przedstawiłeś zbyt mocno ich relacji, tylko ją opisałeś, więc uczucie nie wydało mi się wystarczająco mocne, by przełamać lęk przed ojcem.
Opowiadanie ma dość spokojne tempo i w zasadzie składa się z kilku, kilkunastu scen z życia Kazimierza odnoszących się do ważnych dla niego osób. Sceny te przeplatają się z teraźniejszością i muszę powiedzieć, że robisz to bardzo umiejętnie – przejścia są subtelne, oniryczne, a czasem niemal niezauważalne. Wspomnienia są odpowiednio dobrane, mam wrażenie, że dokładnie takie, jakie należało wybrać. A więc mimo spokojnego tempa nie nudziłam się.
Co do osób – pisałam już o Annie, no i nie mam pojęcia, jaką rolę odegrała w tym tekście pani Malwinka – tego akurat nie załapałam, ale reszta bohaterów była w porządku. Można było poczuć cudowny, staroświecki klimat czasów młodości Kazimierza. Świetnie oddana atmosfera wybranej pory roku – niemal czułam chłód i zapach późnej jesieni unoszące się nad polami wokół dworca – a to się przydało w ten upał. A wszystko opisane barwnym, starannym krokusowym stylem. Opowiadanie zrobiło na mnie duże wrażenie, zatem idę nominować!
Stylizacja z pewnością udana, ale sam początek był dla mnie dość ciężkostrawny – długie na pół akapitu zdanie jako pierwsze może działać odstraszająco. Potem jest już lepiej, aż w końcu opowiadanie zaczyna naprawdę wciągać. Czuć klimat radosnych wakacji, podsycony jednak subtelnym, lecz wyraźnym niepokojem. Bardzo mi się podobały nazwy miejscowości. Końcówka powoduje dreszcze, podobnie jak wizja mglistego cmentarza dla pociągów, opisana tak, że doskonale sobie mogłam wyobrazić te ciemne, poruszające się jak robaki lokomotywy. Lektura była wciągająca i rozrywkowa, więc klikam!
Cześć, Krokusie! Miło mi, że podobał Ci się pomysł, a przemiana bohaterów była dla Ciebie wiarygodna :)
Potem powtarzasz to zdanie w myślach Olafa i zastanawiam się, czy słusznie – czy nie lepiej wybrzmiałoby jedynie jako echo, a nie dosłowne zaznaczaenie.
Właściwie fakt, nie musiałam tego powtarzać, ale już trudno, niech zostanie.
Dziękuję za wizytę!
Hesket, dzięki za opinię i cieszę się, że się spodobało! Nie spodziewałam się, że klimat tego opka może zadziałać kojąco, ale w sumie dobrze, że tak na Ciebie zadziałał :) Super, że udało się dosiąść do bohaterów i usłyszeć stukot kół!
napisał autor horrorów, których bohaterowie przeważnie giną ;)
Przeważnie, czyli nie zawsze, a więc jest jakaś nadzieja ;)
Wciągający, rasowy horrorek wyszedł. Palec wystający z grzejnika w pociągu to niby taki niepozorny szczegół, a jednak powodujący naprawdę niezły dreszcz. Tylko ciężko mi uwierzyć, że ktoś, w dodatku przestraszony po czytaniu horrorów, podszedłby do takiego sinego palca i zaproponował pomoc :D Ale taka już natura bohaterów horrorów. Ogółem tekścik mi się podobał, więc klikam!
JPolsky, cześć, dzięki za komentarz! Super, że wykorzystanie hasła zaciekawiło. Pomysł, co zrobić z hasłem konkursowym, przyszedł mi niemal od razu. Los Olafa rzeczywiście był od początku przesądzony, jeszcze zanim wsiadł do pociągu. Do Twojego opowiadania dotrę niebawem!
Bardjaskier, dziękuję za opinię! Fakt, opowiadanie nie jest zbyt wesołe. Cieszę się, że nastrój się podobał.
Pierwsze, co przychodzi do głowy, to że nasze zmartwienia pozostawione samym sobie, kiedyś nas zniszczą.
Właśnie tak to można odebrać. Ale z niektórymi zmartwieniami nie da się nic zrobić i nie ma innego wyjścia, jak je zostawić, by nas zmiażdżyły (tak, wiem, bardzo optymistyczna refleksja :D).
Cholera :P Spróbujmy jeszcze raz.
Oho, pisałeś, że nie wiesz, czym jest weird fiction, a tu widzę, że ten gatunek wychodzi Ci świetnie! Bardzo ładnie przeplatasz dziwność z realnymi problemami. Dawno żaden tekst tak mnie nie skłonił do refleksji. Było tu napisane sporo mądrych rzeczy, a zwłaszcza:
Życie, jakby nie było wspaniałe, jest jednak najokrutniejszą ze znanych praktyk.
Podobały mi się obrazy malowane za szybami Deus vapor machiny, bardzo wyraziste i opisane w taki sposób, że od razu stawały przed oczami. O dziwo jedna ze scen mnie nawet rozbawiła, kiedy okrutny konduktor podchodzi do jednego z pasażerów i prosi go o bilet, a tamten błaga o litość, bo brzmiało trochę, jakbyś w horrorowy sposób pisał o jeździe na gapę i kontroli biletów ;) Pożyczanie imion i nazwisk od Grabińskiego (i nie tylko) wydało mi się tu niepotrzebne i nieco mi zawadzały, ale ogółem tekst mi się bardzo podobał. Masz wspaniałą wyobraźnię i oby tak dalej!
Koalo, dzięki za wizytę!
Marcin_Maksymilian, super, że zaciekawiło :) Dziękuję za opinię!
Edward Pitowski, dziękuję za tak pozytywny komentarz!
Dziwność i niepokój narasta, ale powolutku, z każdym zdaniem z każdą literką, przesuwaj bohaterom granice akceptacji obłędu.
Bardzo się cieszę z tych słów, bo starałam się dokładnie tak zrobić! No i cieszę się, że bohaterowie się spodobali, a niedopowiedzenia nie były za bardzo niedopowiedziane :)
Też je pozdrawiam :P
Anet, dzięki za wizytę i cieszę się, że lektura była przyjemna :)
Irmino, również dziękuję za wizytę! Bardzo się cieszę, że podobało Ci się to, że przedmioty się odzywają, bo trochę się obawiałam reakcji na ten zabieg. Miło mi, że opisy lęku zdołały zrobić wrażenie.
Dla mnie Ludzieść to coś, co próbuje pozbawić ludzi umiejętności samodzielnego myślenia, podejmowania własnych decyzji. A przy tym niszczy wszystko na swojej drodze. Wychodzi na to, że Ludzieść już tu jest, tylko nie ma formy bezkształtnej masy ciał. Z roku na rok coraz trudniej jest zachować indywidualność. Opierać się presji społecznej, która coraz częściej dotyczy tego, co mamy myśleć i jak żyć, czego chcieć.
Dokładnie! Miałam taki zamysł, że ten brak indywidualności leży u podstaw choroby Dominika, on najbardziej się bał ludzi jako tej pozbawionej indywidualności “masy”, a sama Ludzieść miała być w pewnym sensie jego koszmarem, który ożył.
Super, że weirdowość tekstu przypadła Ci do gustu! Rzeczywiście zachowanie Seby trochę zbyt mało wyjaśniłam, ale nie chciałam dawać zbyt dużo retrospekcji, które mogłyby jakoś przybliżyć czytelnikowi tę postać.
Druga sprawa to pewne niedowierzanie, że w takim stanie psychicznym Dominik nadal pracował.
A czemu nie? On przecież tylko gadał z przedmiotami :D
Dziękuję, Sonato, że napisałaś to opowiadanie. Mam nadzieję, że jesteś z niego dumna. Ja byłabym.
Bardzo miłe słowa! Dziękuję raz jeszcze za wspaniały komentarz :)
Cześć, Tarnino! Dziękuję za wizytę i za piękną łapankę kolejnej mojej pisaniny. Poprawek dokonam po weekendzie.
Dooobre, krucabomba, dooobre. Porządny horror (bez kropli krwi!), w którym wymyślny styl (prawie zawsze) służy nastrojowi. Trochę zawisły w pustce gadające sprzęty i nieme śmieci, ale samo jądro – czapki z głów. Oczywiście, pomysł można było poprowadzić w kilka różnych stron… to płodny pomysł. Może na następny raz?
Wow, nie spodziewałam się, że Ci się spodoba jako horror! Gadające sprzęty i nieme śmieci były dość luźno powiązane z głównym wątkiem, ale miały podkreślić, że Dominik traktował je jak żywe istoty (czasem nawet bardziej żywe od ludzi), które też mogą “umrzeć”, kiedy staną się śmieciem. I doskonale sprawdziły się jako coś, z czym bohater mógł pogadać, bo pisanie opowiadania o aspołeczniaku zamkniętym w mieszkaniu nie stwarza zbyt wielu okazji do dialogów, a tak długi tekst bez dialogów zamordowałby czytelnika :D
Ja zrozumiałam, że to ostatnie resztki jego zdrowia psychicznego, ale ja dziergam dinozaury, więc… :)
Jestem pewna, że każdy tak naprawdę dzierga dinozaury, tylko to ukrywa :P
Dziękuję raz jeszcze za komentarz!
Jesień, 15:00.
Cześć, Bardjaskier, dzięki za odwiedziny! Miło mi, że podobał się pomysł na Ludzieść i przedstawienie choroby! Szkoda, że stany lękowe znudziły, chyba za bardzo mnie wciągnęło ich opisywanie :) Cieszę się, że ogółem Ci się podobało i dzięki za ocenę!
Bardzo ładnie napisany tekścik. Fabuła prosta, ale pomysłowo przedstawiona, świat też niczego sobie. Opko jest chyba jednak trochę hermetyczne, nie wszyscy je zrozumieją. Podobnie jak niektórzy nie załapałam końcówki i prawdopodobnie to wynika z mojej nieznajomości tematu.
Wow. Mocne i intrygujące. Wątek tajemniczego smutku atakującego rodzinę głównej bohaterki to łagodna, ale wyraźna fantastyka, właśnie taka, jaka ostatnio mi najbardziej podchodzi. Szkoda, że tekst taki krótki (ech, ten limit to katorga!), bo według mnie można by było z tego tajemniczego smutku zbudować pomysł nawet na powieść.
Klimatyczny tekst i na pewno przejmujący. Mam wrażenie, że limit trochę tutaj zaszkodził, bo chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o osadzie i tajemniczej mgle. Końcówka mnie usatysfakcjonowała, tylko nie zrozumiałam ostatniego zdania. Ogółem tekst mi się podobał, umiesz wzbudzić w czytelniku emocje.
Przeczytałam i jestem zadowolona z lektury, mam jednak parę zastrzeżeń. Porównanie dreszczu do prądu podczas zabiegu jonofrezy – zazwyczaj porównanie ma za zadanie ułatwić czytelnikowi wyobrażenie sobie czegoś, a nie utrudnić, natomiast tutaj większość ludzi wie, czym jest dreszcz, natomiast nie każdy wie, co to jest jonofreza. “Powiedział” zamiast “zapytał” brzmi źle, a zdarzyło się kilka razy w tekście. Było za dużo niepotrzebnych informacji, nie wnoszących nic do tekstu, np.
Pół roku temu wymieniła stary żyrandol na nowy, który obecnie zwisał na trzydziestocentymetrowym przewodzie nad stołem. Zobaczyła podobny w gazetce sklepu meblowego i postanowiła, że musi taki mieć.
Historia zakupu żyrandola nie jest czytelnikowi do niczego potrzebna.
kiedy kosmici w końcu wylądują, i podniosą ku słońcu biały, plastikowy sedes, zastanawiając się do czego służył.
Samo zdanie nie jest złe, ale jakoś mi nie pasuje do tego tekstu, który jest przecież utrzymany w klimacie niepokoju i grozy.
Trzy zamki, których producent zapewniał o wyjątkowej wytrzymałości, wystrzeliły z hukiem;
Wzmianka o producencie według mnie brzmi trochę dziwnie w tym miejscu.
Był ostrożnym kierowcą, jeździł powoli i stosował się zawsze do znaków pionowych i poziomych.
Gdy znaleźli się w terenie niezabudowanym, spojrzała na niego.
Zbyt techniczne, mało literackie określenia.
Nie do końca zrozumiałam, co się wydarzyło w końcówce. Generalnie jednak tekst mi się spodobał i przyznam, że mnie wciągnął. Wyszedł dość zgrabny, trzymający w napięciu horror.
Podobała mi się ta krótka, lecz urocza historyjka. Zgrabnie wplotłeś w tekst informacje o Parowozowni. Ciekawe, czy narrator nie wziął przypadkiem dwa razy swojej dziennej porcji leków, zanim tam wszedł ;) Wrzucam do Biblioteki.
kronos.maximus, dzięki za wizytę! Miło mi, że tekst się podobał i że zdołał trafić w stu procentach :)
Ciekawa wizja przyszłości, może trochę przesadzona, ale dzięki tej przesadzie lepiej widać niektóre rzeczy. Zresztą problemy, które tu poruszasz, też rodzą się z tego, że ktoś przesadza, więc pokazanie ich w takim świetle akurat pasuje. W każdym razie tekst mi się podobał. Klikam.
Oidrin, dzięki za wizytę i raz jeszcze za pomoc na becie! Twoja opinia mnie bardzo cieszy :)
Realuc – Wiklinowy fotel pod jabłonią
Myślę, że tekstowi przydałoby się jeszcze parę czytań przed publikacją. Motyw z uwięzieniem kogoś w grze nie jest nowy. Cała intryga polegająca na tym, że przyjaciel głównego bohatera okazał się zdrajcą dla pieniędzy i władzy specjalnie mnie nie zaskoczyła. Według mnie tutaj można było coś bardziej pokomplikować, dać więcej wymiarów tej zdrady. Dużo jest fragmentów za bardzo streszczeniowych, było też trochę pisania o oczywistościach. Ogólnie jednak ja lubię takie historie o grach, więc mimo niedopracowanych zdań czytało mi się dość przyjemnie. Fabuła zdołała mnie wciągnąć, zaciekawiła mnie tajemnica stojąca za śmiercią Marsji i podobało mi się powolne odkrywanie przed czytelnikiem tej tajemnicy. Muszę przyznać, że lektura była rozrywką, więc dam za to klika.
Witam, Rybaku!
Która – patrząc na to, co za oknem i w ekranach – chyba już definitywnie wybrała. Niestety. Choć to oznacza jej koniec (w obecnej cywilizacyjnej formie) – i to już w bardzo bliskiej perspektywie.
Myślę, że to niestety jest prawdą.
Cieszę się, że tekst był dla Ciebie głęboki i wieloaspektowy. Dziękuję za wizytę i klika!
GalicyjskiZakapior, dziękuję za komentarz!
Podobnie jak przedmówcy nie dostrzegam tu wiele horroru
Skoro tyle osób to pisze, to postanowiłam podmienić tag “horror” na “inne”.
Miło mi, że opowiadanie wciągnęło i zdołało zaintrygować!
Szczególnie podobało mi się sprytnie przeplatanie codziennych problemów Dominika z ogarniającą cały świat katastrofą.
A mi się podobało pisanie tego przeplatania :) Dzięki!
Zabawna historyjka, przyjemnie się czytało. Brutalna ta główna bohaterka. Gnom wyszedł bardzo wyrazisty, ubarwiły go przekleństwa i szlugi. Zawsze przy takich tekstach zastanawiam się, do jakiej grupy wiekowej są kierowane – ponieważ są bajkowe, ale zawierają przekleństwa ;) Dobijam do biblioteki!
Dorzucę kliczka, bo ładna historyjka, choć nie ma tu zbyt wiele oryginalności. Podobała mi się jednak zabawa formą, przedstawianie jakiejś historii jako opowieść narratora o innym bohaterze to nie najłatwiejsze zadanie, a tu wyszło zgrabnie.
Regulatorzy, dziękuję za wizytę i za klika. Twój komentarz to miód na moje serce. Cieszę się, że byłaś zafascynowana :) Usterki poprawione.
Rossa, dziękuję za odwiedziny! Tak, pewnie niektórzy by chcieli być częścią Ludzieści, życie byłoby wtedy łatwiejsze i wygodniejsze. Oj, depresję ciężko opisywać, tu się zgadzam. Cieszę się, że odebrałaś chorobę Dominika po prostu jako chorobę i dziękuję za kliczka!
Cześć, Milis! Horror taki trochę soft mi wyszedł. Chciałam, żeby to, czy wszystko się dzieje w głowie Dominika, pozostawało w pewnym niedopowiedzeniu, ale jednak ze skierowaniem w stronę tego, że dzieje się naprawdę :D I dobrze, że się uśmiechnęłaś, bo parę kropli absurdu dolałam do tekstu.
Ludzieść wywołała mój uśmiech po wyobrażeniu jej sobie.
Można i tak :D
Dziękuję za komentarz i klika!