Profil użytkownika

“Skill without imagination is craftsmanship and gives us many useful objects such as wickerwork picnic baskets. Imagination without skill gives us modern art.”

― Tom Stoppard, Artist Descending a Staircase

 

Zamiast zleżałego już tekstu bierno-agresywnego, pozwolę sobie wkleić link do genialnego drabble’a autorstwa jaśnie nam panującego beryla: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/12197
 

Inne użyteczne linki i sznurki:

 

Po naszemu:

Filozofuj, czyli filozofia dla laików, w tym - filozofia języka: https://filozofuj.eu/

Wyszukiwarka polskich kolokacji: http://www.nkjp.uni.lodz.pl/collocations.jsp

Słownik z połączeniami: https://wsjp.pl/

Słownik gramatyczny (odmiana wyrazów): http://sgjp.pl/leksemy/

Co to jest łączliwość frazeologiczna – https://www.jezykowedylematy.pl/2021/02/laczliwosc-leksykalno-semantyczna/

Przecinki między określnikami – https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/;7221

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Bledy-w-imieslowowym-rownowazniku-zdania;22454.html

O semantycznej strukturze zdań: https://encenc.pl/aktualne-rozczlonkowanie-zdania/

Wierszyk o optymiście i pesymiście: https://esensja.pl/ksiazka/prezentacje/tekst.html?id=163

O szyku zdania: https://zpe.gov.pl/a/przeczytaj/DaTylbq8V

O co chodzi z tymi metaforami i purpurą: https://polter.pl/ksiazki/Pisz-ze-Staszkiem-Lzy-wzruszenia-na-ustach-zab-czasu-w-rekach-c24066

Meandry polskiej etymologii: https://www.youtube.com/c/Ciekawostkij%C4%99zykoznawcze

Podstawy logiki: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/witwicki-myslenie.html

"Sto zabobonów" Bocheńskiego: http://100-zabobonow.blogspot.com/

O błędach: https://dobryslownik.pl/kompendium/regula/492/

Ciekawostki: https://www.nck.pl/projekty-kulturalne/projekty/ojczysty-dodaj-do-ulubionych/ciekawostki-jezykowe

Powtarzam do zdarcia płyty: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Nastepstwo-czasow-w-polszczyznie;22644.html

To też powtarzam do zdarcia płyty: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Schemat-skladniowy-czasownika-brzmiec;22592.html

Imiesłowy: https://academicon.pl/imieslowy/

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/p-Szyk-zaimka-zwrotnego-em-sie-em-p;23075.html

Więcej fachowych artykułów: https://repozytorium.uni.lodz.pl/xmlui/handle/11089/2412

Użytek translatorski (i biblijny) – co to naprawdę znaczy “get thee behind me”: https://www.youtube.com/watch?v=UgZOitR2sjY

10 losowanych z bazy pytań z zakresu polskiej ortografii i interpunkcji, czyli sprawdź się sam: https://www.prosteprzecinki.pl/test

Figury retoryczne (więcej, niż można spamiętać): https://figury.net.pl/slownik

Logika codzienna: https://www.youtube.com/@logikacodzienna/featured

Profesor Bralczyk o tym, czy warto (i o funkcjach języka, i w ogóle): https://www.youtube.com/watch?v=TG4ZAGnlPOY

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/p-Kryteria-oceny-innowacji-leksykalnych-p;22876.html

Dialogi Platona: https://wolnelektury.pl/katalog/autor/platon/

Ekhm: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/p-Zgoda-realnoznaczeniowa-przy-rzeczownikach-dwurodzajowych-p;22987.html

Poezja śpiewana (Waligórski w wykonaniu Grotowskiego i Zwierzchowskiej): https://www.youtube.com/@WaligorskiTeksty/videos

Jeremi Przybora: https://liryka-liryka.blogspot.com/p/blog-page_23.html

Ziemkiewicz o tym, co jest nie tak (również o krytyce): https://www.youtube.com/watch?v=8ujh_HM3q9M

Niebezpiecznik o pokorze: https://niebezpiecznik.pl/kazdy/

Czego powinieneś się spodziewać po moim komentarzu: https://www.youtube.com/watch?v=W0WFD8JzphE

Pocieszająca piosenka o byciu motylkiem: https://www.youtube.com/watch?v=-Q0zy6EhXjI

Co ja sobie myślę – osiemnaście stron ględzenia, tylko dla orłów: https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842810

http://www.krzysztofwieczorek.pl/wp2/wp-content/uploads/2019/11/Logika-dla-opornych.pdf napisane tak, że tylko ostatni młotek nie zrozumie, serio

Budowa miecza (po polsku!): http://www.platnerz.com/platnerz-com/scriptorium/faq/czescimiecza/tekst/tekst.html 


Nie po naszemu:

World’s smallest violin: https://www.youtube.com/watch?v=2GVjcsHKKKc

Pytania kontrolne pisarza fantasy: http://www.rinkworks.com/fnovel/

Pokazuj, nie zapewniaj: https://www.eadeverell.com/show-dont-tell/

Jak się powtarzać: https://www.writersdigest.com/online-editor/effective-repetition-in-writing-as-demonstrated-by-a-song-of-fire-and-ice

Jak się powtarzać: https://thejohnfox.com/2021/08/17-fantastic-repetition-examples-in-literature/

Lista Złego Lorda: http://www.worldconquer.org/evil_overlord.html

Doskonałe porady dla początkujących: http://www.workableweb.com/_pages/tips_how_to_write_good.htm

Psychologia postaci filmowych: https://www.youtube.com/c/CinemaTherapySolutions/featured

Lista betaczytacza: https://jamigold.com/for-writers/worksheets-for-writers/#Beta-Read

Test na Mary Sue: https://www.springhole.net/writing/marysue.htm

Plasterek na ból krytyki: https://www.springhole.net/writing/you-need-to-know.htm

Strona nie ma absolutnie nic wspólnego z pisaniem, ale rany julek, jakie przecudne kryształy! https://crystalverse.com/sodium-chloride-crystals/

Słownik języków elfickich: https://www.elfdict.com/

Krótki test na Mary Sue z omówieniem: https://misslunarose.home.blog/2020/04/25/mary-sue-test/

Opowiadania różne: https://www.freesfonline.net/index.html

Jak słuchać: https://www.youtube.com/watch?v=MDycPfyx-vY

TEDTalk, Andrew Stanton o opowiadaniu: https://www.youtube.com/watch?v=KxDwieKpawg

Stwory i potwory: https://bestiary.ca/index.html

Mądre komiksy: http://www.incidentalcomics.com/

Ciekawy, praktyczny filmik o sztuce dyskusji: https://www.youtube.com/watch?v=nS9W-wlJHPA

Zadania różne: https://blog.reedsy.com/writing-exercises/

Magia i maszyna – wspólna etymologia: https://www.etymonline.com/word/*magh-?ref=etymonline_crossreference

Hierarchia niezgody: http://www.paulgraham.com/disagree.html

Prokrastynacja: https://writingcenter.unc.edu/tips-and-tools/procrastination/

Neil Gaiman o tym, że nie jesteśmy robotami (albo “George R. Martin is not your bitch”): https://journal.neilgaiman.com/2009/05/entitlement-issues.html

Użytki: http://web.cn.edu/kwheeler/resource_composition.html

Dat veniam corvis, vexat censura columbas. Łacina z Asteriksa: https://www.everythingasterix.com/latin-jokes-explained

Mnie to bawi: https://www.theonion.com/nations-educators-alarmed-by-poorly-written-teen-suicid-1819564393

"Kajaj się, Arlekinie, powiedział Tiktak" (w oryginale): https://www.d.umn.edu/~tbacig/cst1010/chs/ellison.html

Forum NF, streaming LIVE: https://www.youtube.com/watch?v=kdS0xphy14k

Odprężające gitarowe wersje utworów z Final Fantasy: https://www.youtube.com/watch?v=9Q3_fB1LqV0

Dlaczego jak nie wychodzi z pisaniem, to może nie jest koniec świata: https://www.youtube.com/watch?v=ucGdmz67HRg

Zanim zaczniesz przegrzewać dyskusję, wysłuchaj: https://www.youtube.com/watch?v=WhuwIZLABqA

Interesujący artykuł: https://elflands2ndcousin.com/2011/05/17/narrative-voice-as-mind-control-thoughts-on-manipulating-reader-perception/

Kółka do roweru: https://www.storyplanner.com/story/category/story-structure

Poul Anderson o heroic fantasy: https://www.sfwa.org/2005/01/04/on-thud-and-blunder/

Bajka matematyczna: https://www.sffaudio.com/hypnobobs-naturally-by-fredric-brown/

H.P.Lovecraft (opowiadania, wiersze, eseje): https://www.hplovecraft.com/writings/texts/

Dan Wells – wykład o planowaniu (mówi dość szybko i na początku i końcu każdego filmiku jest wkurzająca muzyczka): https://www.youtube.com/playlist?list=PLC430F6A783A88697

O co chodzi z pokazywaniem i objaśnianiem: https://mythcreants.com/blog/what-show-dont-tell-actually-means/

Muzyka do Trader of Stories: https://www.youtube.com/watch?v=Aw3yEXikVMA

Klasyka: https://standardebooks.org/subjects/science-fiction

Często spotykany błąd logiczny: https://i2.wp.com/tweakingo.com/wp-content/uploads/2019/12/q6o50hyxyg341.jpg?fit=750%2C923&ssl=1

OST Journey: https://www.youtube.com/watch?v=2AmzV8v0UtI

Dalek relaxation tape: https://www.youtube.com/watch?v=e59guruVL4o

Drabble Pratchetta. Z przypisem! http://www.meades.org/drabble.html#Incubust

Epistemologia dla początkujących: https://open.umn.edu/opentextbooks/textbooks/knowledge-for-humans

Czerwony Krzyż (podstawy pierwszej pomocy): https://www.redcross.org/take-a-class/resources/learn-first-aid

https://www.writersdigest.com/be-inspired/writing-mistakes-writers-make-not-pivoting-when-the-writings-not-coming

Zadania z narracji pierwszoosobowej: https://mythcreants.com/blog/five-exercises-for-stronger-narrative-personality/

He, he, he (implikatura konwersacyjna):  https://allthingslinguistic.com/post/49129479494/how-to-threaten-people-and-spoil-jokes-using

Świat w jednym komiksie: https://boltcity.com/copper/copper_021_happy.htm

Fragment wywiadu z Tolkienem: https://www.youtube.com/watch?v=aVVlD2rJ1r0

Opowiadania różne: https://writingatlas.com/genre/science-fiction/

Sanderson o tym, jak przyjmować porady i o życiu ogólnie: https://www.youtube.com/watch?v=-6HOdHEeosc

Sanderson o pokazywaniu i objaśnianiu: https://www.youtube.com/watch?v=V2KpWOLTXx8

http://www.newsandtimes.com/2019/07/c-s-lewis-and-the-problem-of-chronological-snobbery/

O konotacjach: https://www.writingclasses.com/toolbox/ask-writer/why-is-connotation-important-in-fiction

O pragmatyce: https://mutualintelligibility.substack.com/p/crash-course-linguistics-6-pragmatics

Potwór użyteczności w krótkim komiksie: https://www.smbc-comics.com/comic/2012-04-03

Chesterton (dzieła wszystkie): http://www.gkc.org.uk/gkc/books/index.html

Zasady cywilizowanej dyskusji: https://therulesofcivilconversation.org/

Użytek astronomiczny – planetarium NASA: https://eyes.nasa.gov/apps/orrery

Odległość do horyzontu na dowolnej planecie: https://www.omnicalculator.com/physics/distance-to-horizon

Ciekawy artykuł o tym, jak naśladowanie czyjegoś stylu trafia kulą w płot: https://laurarbnsn.substack.com/p/three-questions-to-ask-yourself-before 


Cytaty:


Castle: It's not like you're just leaving yourself a note, you know, to buy bread on the way home. You're writing on a person you just murdered. You're trying to make a point, a point you care a great deal about, presumably, because you just killed someone to make it. So how do you not make sure you're using the proper language to make that point?


Eight: The thing about power is that it’s ever so abuser friendly.


Florence: I guess some people become criminals because they're bad and some people become criminals because they've run out of legal options.


Sigdi Thundershield: Funny thing aboot tha law... Nothin' left ta bind ye means nothin' left ta hide behind.


Harry Houdini: Stary numer dobrze wykonany jest lepszy niż nowy numer.


Terry Pratchett: Now...if you trust in yourself...and believe in your dreams...and follow your star...you'll still get beaten by people who spent their time working hard and learning things and weren't so lazy.


Św. Paweł (świeżynkom), 1 Kor, 6, 12: Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść.


Terry Pratchett: Fantasy is an exercise bicycle for the mind. It might not take you anywhere, but it tones up the muscles that can. Of course, I could be wrong.  (Nie myli się. Chociaż to niejedyna zaleta fantastyki, ale ważna. Bo ten, kto nie potrafi sobie wyobrazić tego, czego nie ma, uwierzy w każdą bzdurę.)


krar85: Barana nie odbaranisz, co najwyżej możesz zostać tryknięty.


L.C. Morgenstern (nie kot): Trust that your readers aren’t goldfish. (If they were goldfish, you’d already be world famous for teaching fish how to read and the problems with your writing wouldn’t actually matter anymore, because, holy shit, you taught fish how to read.)


Raymond Chandler: Według mnie, niektórzy pisarze odczuwają przymus używania wyszukanych zwrotów, żeby zrekompensować braki pewnych naturalnych emocji. Nie czują nic, są eunuchami literackimi i dlatego ratują się zagmatwaną frazeologią, aby udowodnić jak są nietuzinkowi.


komentarze: 15230, w dziale opowiadań: 10158, opowiadania: 1830

Ostatnie sto komentarzy

Mmm, nie wiem. Może być, chociaż akurat. Dawno temu Skibniewska tłumaczyła Chestertona, ale chyba głównie opowiadania, a teraz co jakiś czas wychodzą zbiorki jego felietonów. Tylko wiesz, facet napisał dużo. I fajnie. I w ogóle mu zazdroszczę :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Mmmm, trochetechnogadka, bo synapsa to ta przerwa między neuronami, przez którą idzie sygnał (tj. słowo ma konkretne znaczenie, tak sobie powiązane z tym, do czego chcesz je wykorzystać), ale jeśli i tak to pokazujesz, to nazwa nie jest taka ważna. A może wykombinuj jakąś nazwę handlową? Albo żargonową? Czyli “projektor” potraktuj jako część języka fachowców, techników, a użytkownicy mogliby to nazywać jakoś krócej i wygodniej (albo i nie – mieszadełko magnetyczne nazywa się w żargonie laborantów “kaczorek”, z jakiejś przyczyny).

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

No, właśnie, a ja gdzieś o tym czytałam. Autor, z tego, co pamiętam, dowodził, że gejsze to nie prostytutki, i coś mi się widzi, że się w tym nieco zapędził, ale książka była jakoś tak sprzed stu lat, mniej więcej.

Co prawda, chciałam ideę subtelnie wykorzystać w cyberpunku z wirtualnymi kwiatkami, gdzie problem jest raczej akademicki… po prostu logika mnie nagle kopła. Roślina niby górska, niby kwitnie wczesną wiosną, ale przecież nie cały rok. To co one nosiły we włosach poza sezonem?

Ale teraz znalazłam coś takiego: https://yokai.com/furutsubakinorei/ co by mogło pasować… kurka, po prostu chcę kwiatki w cyberpunku, czy to tak wiele? XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ktoś się orientuje w sprawach (historycznie) japońskich? Czy to prawda, że gejsza, która straciła dziewictwo, musiała nosić we włosach czerwoną kamelię? A jeśli tak, to co robiła zimą (sztuczny kwiatek? jakieś specjalne kanzashi?)?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

… przepraszam bardzo? Przecinki mają jednak maleńki, zupełnie nieistotny związek ze znaczeniem, które chcesz przekazać. Nic nie mam do narzędzi, ale nie one powinny decydować o celach działania.

Oj, pora zorganizować jakiś ruch społeczny XD

 

Serio, nie zachwalać mi tego pieroństwa pod moimi tekstami, bo studiowałam chemię i dam radę skonstruować bombę. cheeky

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Krótkie, to przeczytam :)

Kiedy usunąłem słowo „jabłko”, patrzyliśmy na te owoce, ale nie sposób było określić, czym one są.

Mmmm, ale potem je przywrócił? (I – musisz takie fajne tematy podrzucać, kiedy ja ledwo ciągnę?)

przypomnieć sobie

Sobie przypomnieć.

Prezydent wydał dyspozycję, że wynalazek jest i nie należy go używać.

Mmmm… https://wsjp.pl/haslo/podglad/4875/dyspozycja/4907160/wyplaty Że nie należy go używać, to tak, ale że jest – nie bardzo (ha, ha, "jest" łącznikowe, nie egzystencjalne! Bez predykatu, bo ich już nie ma ^^ sprytnie).

Pozostał więc eksperymentem.

…?

 przecież świat musi być zdolny do określenia go słowami

Mmmm, zdolny do określenia świata słowami jesteś Ty, ale świat sam o sobie nie gada ;)

J. A. K. G. O. D. O. R. W. Ę. T. O. Z. A. B. I. J. Ę.

I to niby nie są słowa? XD

Mmmm, ale parę tych… no… wiesz… jednak zostało XD

 

Widokówka z Anglofońskiej Atlantydy, zabawna i fajna, choć ponury filozof by się wykłócał :) Sympatyczne.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

My tam niepalący jesteśmy XD

Współczesny człowiek nie potrafi się nudzić – klika, skroluje, włącza muzykę… 

Racja (guilty…) chociaż znalazłam ostatnio książkę właśnie o tym. Z lat dwudziestych. Dwudziestego wieku…

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tatko stale mi powtarzał, że inteligentny człowiek się nie nudzi, jak byłam mała :P

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Mamy wspólne dzieciństwo :D

 

A pomysł wygląda fajnie, tylko to zetknięcie w jednej scenie… hmmm… tu może wyjść chaos. A gdybyś tę scenę opisał dwa razy? Z jednej perspektywy, a potem z drugiej, dodając coś, czego w tamtej nie było (nie wydarzenia, ale postawy, przemyślenia, zauważanie czegoś, czego drugie z bohaterów nie zauważa)?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

laugh Bo stary taki żylasty XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Bo nie miałam keczupu XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Na szczęście my tatusiów nie zjadamy.

Nie bez keczupu :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Jeśli ktoś ma z tym kłopot, można sobie zamienić “procent” na polski odpowiednik “od sta” (trochę archaiczny) albo niearchaiczny “od stu”, po którym widać, że się nie odmienia i dlaczego . Bo to słowo właśnie to znaczy heart jakby w myśli dzielimy coś na sto kawałeczków i bierzemy n tych kawałeczków ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tylko drobna uwaga: pod względem szyku jest nietypowo. Niektórzy pewnie powiedzą, że błędnie, bo taką kolejność rzadko się w literaturze spotyka.

Niekoniecznie błędnie, to zależy od efektu, który chce się osiągnąć.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

A co to tu się urodziło? Śliczne ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Wiem co napisała pod tym Tarnina – “Hmmmm” ;) 

A nie, nie zgadłeś XD

Miała na myśli, że to polski emigrant. Nie kupujesz takiego znaczenia „polskich korzeni”?

? Ja miałam na myśli, że to emigrant, ale świeży, nie jakieś drugie czy trzecie pokolenie, bo drugie czy trzecie pokolenie raczej nie używałoby imienia “Wojciech”. Nie wiem, co miała na myśli Grodecka.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Zwróciłaś mi uwagę na szczegóły, co do których nawet nie miałem świadomości, że mogą być istotne.

I o to właśnie chodzi w betowaniu, więc cieszę się, że pomogłam ^^

Tak dobrze? 

Teraz wiem, o co chodzi.

I jest za mało?

Nie, jest w sam raz, tylko całego tekstu za mało :D

Czyli lepiej będzie: Tak? – odezwał się niepewnie Głowacki.

Tak, dużo lepiej. (Nie pasowało mi słowo "zapytał").

z ulgą i niedowierzaniem wyszeptał Głowacki

Lepiej ^^

Początkowo myślałem, że zrobiłaś literówkę i mianowałaś mnie agentem imiesłowów (nadmiernie stosowanych). laugh

XD

Bo co innego mieszkać w Polsce, a co innego mieszkać za granicą i mieć polskie korzenie. 

Mmmm, facet ma na imię Wojciech… XD

Takie rzeczy to ja sprawdzam: smiley

Kurka wodna, całe życie w tym mieście, a nie wiedziałam, że mam CBA w zasięgu spacerku XD

Nie do końca wiem, co to są wertykale, ale: wiekowe i mocno wyblakłe wertykale klapały, podwiewane przeciągiem z nieszczelnego okna.

Aaa, to te takie żaluzje? Tak mi się zdawało, ale pewna nie byłam :)

Dlaczego? Przedstawiam Wojciecha Zarembę w dobrym świetle, jako speca w swojej dziedzinie, a nawet prorokuję mu jeszcze większy sukces, niż osiągnął dotąd. 

Mmmm, Twoja głowa :)

Jago obecność uwiarygadnia fabułę tej near-future-fiction.

Niekoniecznie. Fabuły są z definicji zmyślone :D

Poza tym, to jest marketingowa gadka, on chce sprzedać (drogą) usługę. Trochę straszy, trochę kusi koloryzując przy tym.

Fakt, i zapewne ludzie się na takie chwyty nabierają (skoro ktoś je stosuje)…

łatwiej pozwoli czytelnikowi skojarzyć zależność i dać poczucie, “że historia dzieje się na ich oczach”.

Liczba jest ta sama, nieważne, jak zapisana.

 Czy gdybym napisał “Lekki niepokój ściągał jego twarz” to byłoby bez podkreślania? 

Hmmm, no, nie. Nie byłoby. Kurczę… Rozumiem, że facet się denerwował (kto by się nie denerwował?) ale to ściąganie zwróciło moją uwagę… hmmm… może dlatego, że jest jednak odrobinę archaiczne?

 Czyli w domyśle: skanowanie jest tą łatwiejszą częścią, a migracja do cyfrowego świata tą kosztowną.

Aaaa, OK. Trochę FM, ale OK (skróty rządzą XD).

Na sto procent? W świetle dyskusji nt. paszczowych i niepaszczowych didaskaliów (tu, na tym forum), ten przypadek należy do niejednoznacznych.

Na sto procent. Akcentowanie ostatniego słowa jest związane z czynnością mówienia, ale samo nią nie jest.

W tym kontekście kropka, może wywołać niepożądane zacięcie podczas czytania.

Dlaczego?

Kiedy, właśnie, on nie pozwala uruchomić kopii.

Mmm, ale to nie było widoczne.

Wiedzieć jako proces natychmiastowego poznania.

Twój bohater nie może być Absolutem XD

Czy po dokończeniu lektury te sformułowania stały się zrozumiałe i sensowne?

One już w trakcie lektury są zrozumiałe i sensowne, ale technogadkowe :D

Chodzi o ten licznik ludzkich narodzin. 

Mmmm, fakt.

W trakcie rozmowy trochę czasu upłynęło, zwłaszcza, że włączony został tryb sekwencyjny. Aktywacja zajmuje od 15 do 20 sekund, więc przybyło. 

Dobra, ale czy Miłosz sobie to policzył w tle? Czy zwrócił na to uwagę? Trudno tak opisywać sposób istnienia, który niewiele ma wspólnego z naszą codzienną egzystencją, wiesz. Łatwo przy tym o nieporozumienia.

I na koniec – co myślisz o tytule? Nie jest przekombinowany? Nie zniechęca do lektury?

Nie, dlaczego? Inna rzecz, że ja się uczyłam łaciny i wiem, co to znaczy – nie mogę się wypowiadać za kogoś, kto nie wie.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

– To inhibitor biosyntezy filmu

 

Przyjdę porządnie, jak mi się moce przerobowe odblokują, ale na razie biegnę na ratunek :D (trzeba podtrzymywać reputację Sowy Pszemondżałej):

To inhibitor biosyntezy filmu: hamuje enzymy odpowiedzialne za produkcję warstwy ochronnej, co odsłania mikroorganizm i pozwala na jego eliminację przez zmodyfikowane limfocyty T.

Inhibitor: substancja spowalniająca albo całkiem powstrzymująca jakiś proces (odwrotność katalizatora)

Biosynteza: proces wytwarzania czegoś przez jakieś żyjątka

Film: błona, cienka warstwa (znaczenie kinematograficzne jest wtórne).

 

Ergo: inhibitor biosyntezy filmu to takie coś, co powstrzymuje żyjątka od wytwarzania jakiejś błony.

(Jakby co, to wołajcie XD)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nieszczególnie, ale to nie znaczy, że Tobie się nie spodoba. Albo mnie w przyszłości.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Jeśli z przedmowy wynika, że to część 2/15, to może napisać komentarz o treści: “Część komentarza 2/15. Powiem więcej o treści, kiedy poznam zakończenie”

yes

Choć z tego co widzę, to sa tacy, co chcą się uczyć, zmieniać i dostosowują się i tacy, którzy zapierają się tylną nogą i albo robią swoje, nie bacząc na wszystko, albo zabierają obrzmiałe ego wraz z opowiadaniami. 

Normalnie, jak to w życiu.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tam, uzależnienie :D

Warto coś przeczytać, czy lepiej poczekać na film?

Czy ja wiem. Niczego jego pióra nie przeczytałam w całości.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

To trudny autor i mogłoby się wydawać, że nieprzenoszalny na ekran

Mmmm, ta przenoszalność na ekran to w ogóle ciekawa sprawa. Między Jane Austen a, powiedzmy, Gregiem Eganem zieje przepaść, ale czy to jest ta przepaść, o którą chodzi? Czy po prostu naczytałam się za dużo rozważań Vactera? :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Łatwiej pisać będąc nieznanym, a łatwiej wydawać będąc znanym. 

Paradoks? :D

mieć trochę głowy np. do sprzątania mieszkania. 

I przy sprzątaniu obmyślić trzy następne teksty ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

    Po przeczytaniu Waszych odpowiedzi zacząłem się zastanawiać, do czego dążymy w kreacji SI.

I samo to sprawia, że warto było napisać tę kobyłę ^^

    My – jak wynika z dyskusji – jesteśmy ograniczeni.

Mmmm, ale SI nie byłaby ograniczona? Zapewne konkretne ograniczenia miałaby trochę inne, ale jeśli przyjmujesz (przyjmujesz?) materializm, to ona też nie wyzwoliłaby się z fizyki, a może i chemii, która nie do końca jest do fizyki redukowalna. W sumie, nawet jeśli materializmu nie przyjmujesz, to nie bardzo widzę, jak miałaby się wyzwolić…

    Tzn. może się zdarzyć, że coś będę świadomie oceniał dobrze, ale gdzieś będzie drzemał podświadomy “robak” i podgryzał korzonki tej ocenie.

Ale to się cały czas zdarza! Tutaj wchodzą cnoty wiary (teologiczna) i męstwa (kardynalna). Czyli wytrwałość. Chodzi o to, żeby nie zmieniać oceny bez powodu.

     Czy chcielibyście, żeby w takiej sytuacji sędzią był człowiek (który również działa pod wpływem hormonów), czy wolelibyście sędziego, który rozumie wpływ hormonów, ale sam jest od niego wolny?

Nie, nie wolelibyśmy. Po pierwsze dlatego, że taki sędzia nie istnieje (SI niczego nie rozumie, kurka, ile można – zresztą czy to można w ogóle rozumieć teoretycznie? nie przeżywszy tego?). Po drugie – takim samym argumentem można by poprzeć oddanie władzy nad ludzkością eiwormom ;) 

Ogólnie mam wrażenie, że kult wydajności prowadzi nas w przepaść. I nie tylko ja.

    czy tworzymy SI na wzór swój, czy może staramy się wytworzyć dodatkowego boga?

Mmmm, sęk w tym, że nie słuchamy tego, który jest. A SI to może być najwyżej Wielki Bałwan ("Boża inwazja", Dick).

    A odnośnie treści, i czy “myśl” SI jest myślą czy nie… mam wrażenie, że SI działa zadaniowo i za to jest nagradzana. 

OK, nie rozumiem. "Nagradzanie" już wymaga kogoś, kto mógłby być nagradzany. Przecież nie nagradzasz swojego samochodu?

    czy ciekawe myśli nie przychodzą Ci do głowy wtedy, kiedy masz na nie przestrzeń? 

Czasami przychodzą w wannie, przy myciu garów albo w sklepie. Częściej w lesie albo w pracy, kiedy akurat nie ma nic pilnego, albo przy czytaniu książki, albo przy słuchaniu podcastów. Nie wiem, co rozumiesz przez "przestrzeń".

    Czy mieszam moralność z empatią, i zbyt pochopnie rozgraniczam między sądzeniem bezdusznym i empatycznym? 

Nie wiem. Niektórzy mieszają, ale czy akurat Ty? 

    Czy chcemy stworzyć bardziej człowieka myślącego “szybciej”

Ale czy to by był człowiek?

    Czy jest ona nam potrzebna jako wzór, czy tylko jako punkt odniesienia?

Hmmmm. To jest duże pytanie.

    sądu idealnego, który zawsze w takich samych warunkach podejmie tę samą decyzję?

Warunki nigdy nie są idealnie takie same. Można uwzględnić tylko te, które przewiduje program, a można inteligentnie wyabstrahować, co jest istotne. Ja uważam, że metoda pierwsza nie tylko nie zawsze da sprawiedliwy osąd, ale nawet nie będzie można tego potem skorygować. Druga owszem, też nie zawsze dobrze podziała, tylko… maszyna nie przeprosi, nie wybaczy, nie naprawi błędu. Nie zmieni zdania. A człowiek potrafi.

    Wydaje mi się, że kiedyś możemy dojść do “ściany”: będziemy chcieli, żeby SI podejmowała decyzje (i to w miarę szybko i sprawnie), ale nie będziemy gotowi akceptować ich konsekwencji.

To już się dzieje (te wszystkie automatyczne przyznawacze kredytu etc, inna rzecz, że jedni zainteresowani te decyzje przyjmują, a inni nie). Ale to jeszcze nie jest najgorsze, bo możemy zdecydować, że nie będziemy używali SI, chociażby. Bardziej mnie martwi scenariusz "The Machine Stops" w którym ludzie już nie tylko nie potrafią ani nie chcą myśleć za siebie (chociaż świat, który im narzucono, niekoniecznie im odpowiada), ale nie potrafią nawet pomyśleć, że można.

    Finalnie cała ludzkość ginie (poza tym jednym), a SI, która cierpliwie czekała na przyzwolenie, może prowadzić dialog jedynie z… zabójcą ludzkości.

Mmmm, ale dlaczego ludzkość ginie? Bo przecież jednego człowieka po drugim ten gość nie zabijał, a broń masowej zagłaby ubiłaby też jego (no, może się schował w bunkrze pod hardwarem SI). I skąd ona po tym bierze prąd?

    Czy akceptujemy to, że jednego dnia jesteśmy w euforii, a drugiego rozdrażnieni? W sobie i w innych?

Staramy się…

    Czy chcemy być mądrzy i doskonali, czy… dobrzy, cokolwiek to znaczy? 

A to się nie wyklucza :D A nawet podtrzymuje. Bo mądrość to nie zdolności obliczeniowe, a doskonałość – to po prostu bycie tym, czym się być powinno, i niczym innym (tak, tak – to naprawdę takie proste).

    Może “dobry” znaczy również sprawienie, że inni się uśmiechną?

Na pewno ^^

    Akceptuję niedoskonałość artykułu i to, że raczej pobudza do myślenia niż daje odpowiedzi.

heart

    Ale od historii o słoniku i tak się nie wywiniesz, Autorko, oj nie :D

Daj TARDIS XD (serio, jedną wersję już napisałam, ale była okropna XD w tej chwili słonik jest trochę za duży na moje możliwości).

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Łuuu, super ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Najpierw myślałem, że może chodzi Ci o Trzy stygmaty Palmera Eldritcha.

Kurczę, ja też zapomniałam, o co mi chodziło blush Może o Człowieka z Wysokiego Zamku, bo tam przecież pan Tagomi na chwilę się przenosi do być może naszego świata. Ale nie dam głowy.

Swoją drogą dziwi mnie, ile miał szczęścia do naprawdę świetnych ekranizacji.  

Mmmm, Blade Runner i może Tajemnica Syriusza (kto tłumaczy te tytuły?), ale reszta? Chyba jeszcze Total Recall

Podejrzewasz zmowę?

Nie tyle zmowę, ile tendencje autodestrukcyjne. Takie, wiesz, możecie mi mówić, że wódka zabija, a ja będę chlał, bo tak. I może ma tu też znaczenie to, że tomizm jest, na podstawowym poziomie, sporo trudniejszy od kartezjanizmu. Już Chesterton (sto lat temu!) zauważył, że potrzebujemy racjonalności – logiki i dyscypliny myślenia – której najwyższym wyrazem był tomizm właśnie, i strasznie się przed nią bronimy, bo skomplikowana, bo trudna, bo “komu to poczebne”, bo to taka ramota. Ale to jest materiał na dłuuugi, analityczny esej.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ooo, czyżbym coś przegapiła? :D Wygląda ciekawie ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Wszystkie linki w tym poście są po polsku.

    Wymaga to rozróżnienia na myśli będące odpowiedzią na bodźce i tzw. mind-wandering.

Hmmmm.

    Odpowiedzi na bodźce przetwarzane są równolegle i stosunkowo sprawnie, więc nimi się nie zajmujemy. Są potrzebne Tarninie, żeby nie oparzyła sobie dłoni czajnikiem, kiedy robi herbatę/kawę, żeby mogła potem trafić na krzesło i na nim usiąść, no i trafiać w klawisze komputera.

Zaraz, zaraz, ale to nie są myśli. To odruchy. Widzisz? Kiedy nie wiemy, co rozmówca ma na myśli, kiedy używa jakiegoś słowa, no, to się nie dogadamy.

    Za to myśli świadome, które służą do wytwarzania treści tekstu, podobno są kolejkowane i przetwarzane przez mózg szeregowo, czyli jedna za drugą.

Oooj, założenie fizykalistyczne ^^ czyli znów mózg. Jasne, jakieś tam korelaty są – kiedy, powiedzmy, wybieram z próbnika herbat tę, na którą mam ochotę, to w końcu muszę poruszyć ręką. Umysł jest wcielony, jak to się dzisiaj nazywa, i wpływa na działanie ciała. Ale to nie znaczy, że działanie ciała jest działaniem umysłu – może jest z nim tylko sprzężone.

    Moim zdaniem myśl SI i myśl człowieka są trudne do porównania również ze względu na zupełnie inne działanie “procesorów”.

To też podnoszą ludzie od wcielonego umysłu, i chyba myślą, że są w tym nowatorscy ^^ (Zauważyłeś, że przypisujesz SI myślenie z góry?)

     nie czuję się mocny w tym temacie, nawet jeśli przeczytam 100 artykułów

Nie wydaje mi się, żeby można było taki duży temat zamknąć w stu artykułach – nawet, jeśliby był tak prosty, jak to przedstawia komputacjonizm. A nie jest.

    czyli nie ważę argumentów, a robię to, co podpowie pierwsza myśl

Mmm, ale tutaj zakładasz kartezjańskie rozumienie myśli… Nie, żeby pomysł jako taki nie był ciekawy, chociaż na razie trochę luźny.

    nawet jeśli skutkiem tego myślenia jest stwierdzenie, że jestem za cienki w uszach, żeby pisać o myśleniu XD

XD To my wszyscy tak XD Jeśli odniosłeś wrażenie, że uważam się za wszechwiedzącą, to muszę je sprostować, bo się nie uważam i wiem, że nie jestem. 

    Czas to to, co mierzą zegary.

Czyli mówisz, że zegary określają czas? Hmm? Czy po prostu zakładasz fizykalizm? Hmmmmm?

    To wszystko o czym Tarnina gdyba nie ma nic wspólnego z czasem.

Nie ja, lecz Stanford, i powiedziałam chyba wyraźnie, że artykuł miał być na temat, ale nie był.

    Prosiłem, Tarnino, byś zrobiła prosty eksperyment, zamiast zasłaniać się autorytetami 

Oooo, czyli nagle uznajesz wartość introspekcji jako metody poznawczej? Czyli nie tylko pomiar? Hmmmmmmmmm… XD

    byś spróbowała pomyśleć o czymkolwiek i sprawdzić, czy da się to zrobić poza czasem. Potrafisz?

Nie, ale powtarzam: to nie oznacza, że myśl jest z natury czasowa, a tylko to, że ja nie potrafię myśleć bezczasowo. Jako umysł wcielony, posługujący się ciałem, mogę się pod tym względem różnić od umysłów bezcielesnych, nieprawdaż?

    które miało być chyba w założeniu krytyką podejścia naukowego

Nie podejścia naukowego, tylko scjentyzmu. Ty je zrównujesz. Nie Ty jeden zresztą. Ale one nie są tym samym.

    rozważasz jakieś abstrakty, jakieś sferyczne smoki, zamiast zejść na ziemię i skonfrontować się z faktami

Co rozumiesz przez fakty? Bo nie ma czegoś takiego, jak "gołe" fakty– informacje pozbawione tła teoretycznego. Bez filozofii ani rusz

    A fakty są wręcz dotykalne: myślenie zajmuje czas.

Czas jest fizyczny.

Więc myślenie jest procesem fizycznym.

To wnioskowanie składa się z przesłanki niepełnej ("myślenie zajmuje czas" – jakie myślenie? komu?) i drugiej, która na pewno nie jest empirycznie sprawdzalna – może być założeniem empirycznego badania, ale nie jest empirycznie sprawdzalna. Jest twierdzeniem filozoficznym, nie naukowym (przedzałożeniem nauki). Rozumowanie więc może jest i formalnie poprawne, ale materialnie bardzo wątpliwe.

    Myślenie prowadzi na od stanu wiedzy A do stanu B.

Dlaczego? Założyłeś tutaj, że myślenie (a właściwie poznawanie) jest jakąś zmianą, czyli założyłeś z góry, że wymaga czasu. Zakładasz to, co próbujesz udowodnić. Znowu.

    Z tego wynika, że takie istoty nie mogłyby ani myśleć, ani być świadome.

Tylko pod warunkiem, że myślenie i świadomość są zmianami – co założyłeś z góry.

    Nasze mózgi operują na symbolach a nie na bitach.

Skąd to wiesz?  Zastosuj do własnej wypowiedzi kryteria, które stosujesz do mojej. Czy możesz coś takiego odkryć metodą naukową?

    Gdyby myślenie  było niefizyczne  – to co krąży w naszej krwi nie miałoby na myślenie żadnego wpływu.

I znowu – przyjmujesz dualizm kartezjański. Osobno duch i osobno materia, a jedno na drugie nie ma nijakiego wpływu. Kropka. A ja przyjmuję tomizm, gdzie raz, linia podziału biegnie gdzie indziej, i dwa, ciało jest, w braku lepszego słowa, narzędziem umysłu. Jeśli w Twoim liczydle brakuje połowy paciorków, reszta jest zapaskudzona czymś lepkim, a całość stoi na stoliku, który nie przewraca się tylko dlatego, że jest oparta o ścianę, to nie będzie łatwo się nim posługiwać, chociaż żaden z tych faktów nie ma bezpośredniego wpływu na użytkownika. I analogicznie wygląda posługiwanie cię ciałem (w tym – mózgiem) przez umysł.

Lamża: https://www.youtube.com/watch?v=DctXewaHIcI (ale tomizm jakoś pomija… poprzestając na licznym potomstwie dualizmu kartezjańskiego, choć panpsychizm istniał już wcześniej, nie jestem pewna, czy nie przywędrował ze Wschodu; w każdym razie własnym poglądem, wypracowanym przez naszą cywilizację w czasach jej świetności, jest tomizm).

    Oczywiście powodów, dla których myślenie nie może być czymś innym, niż proces fizyczny jest dużo więcej – ale myślę że te powyższe wystarczą.

Jedynym powodem, żeby tak twierdzić, jest przyjmowany przez Ciebie pogląd filozoficzny – redukcjonizm fizykalistyczny. Ale skoro nie wierzysz mnie, to może uwierzysz Łukaszowi Lamży: https://www.youtube.com/watch?v=DDdvABNs-Gs 

    Etyka zależy od świata, od przygodnych stanów, od norm kulturowych i obyczajowych – możemy owszem postulować jakąś metaetykę, która będzie oceniała te etyki od “najlepszej” do “najgorszej” – ale zawsze będzie to jakieś arbitralne.

Etyka jest to badanie moralności. Metaetyka jest to badanie różnych teorii etycznych, wyjaśnianie ich pochodzenia, budowy i ogólnego tła. Nie ocenianie, bo ocenianie należy do moralności, a nie do badania moralności. Badanie moralności może najwyżej posłużyć do podparcia oceny rozumowaniem.

 

Mylenie etyki z moralnością jest częste, być może dlatego, że rzadko (w potocznej dyskusji) używamy tych pojęć. Równie częste jest mieszanie moralności (uniwersalnej) z obyczajem. Ja lubię taką metaforę: moralność to zasady dietetyki. Obyczaj to kuchnia narodowa. Zagadnienie, na przykład, czy pomidory są zdrowe, ma pewien związek z ich zastosowaniem w kuchni, ale nie jest tym samym. Kuchnia jakiegoś narodu może nie być zdrowa. Trudno sobie jednak wyobrazić naród bez żadnej kuchni, bo ludzie muszą coś jeść, a żyją w warunkach, które nakładają ograniczenia na to, co mają do jedzenia i czego potrzebują. Wielorybie sadło jest przysmakiem na Grenlandii, a mnie sama idea zjedzenia czegoś takiego wydaje się abstrakcyjna.

    Ocean z Solaris z naszego punktu widzenia postępował nieetycznie, prawda? 

Ocean z Solaris jest tak obcy, że nie możemy go w ogóle podpiąć pod pojęcia moralne, bo nawet nie wiemy, czy jest świadomy. I chyba właśnie o to Lemowi chodzi. Jednym z głównych tematów Lema wydaje się niemożliwość kontaktu.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Dość tej zimy. Napisz coś cieplejszego. Tak ładnie potrafisz. :)

Ale o odśnieżaniu też było przyjemne :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

    Ojoj, tworzenie robota tak, żeby mogło go boleć, tylko dlatego, żeby można było go ukarać, to jakieś Dark SF. Bardzo dark.

Sama idea karania robota śmierdzi mi kozłem ofiarnym. Równie dobrze można spuścić lanie odkurzaczowi. Ale nie bój żaby: https://starecat.com/irobot-roomba-store-shop-cleaned-with-a-mop/ :D

    AI pewnie sama to wymyśliła, żebym był zadowolony, albo żebym wiedział, że tak łatwo mi z nią nie pójdzie.

Eeee, nie takie rzeczy ludzie wypisują po Internetach (i w tym nieszczęsnym zeszłorocznym "Młodym Techniku", który w ogóle wygląda na dzieło SI…). To jest antropomorfizm. Nawet Lem się przed nim nie ustrzegł – pamiętasz GODa z Fiaska albo Golema XIV? To miały być "nieludzkie" postaci, ale jakoś chyba nie są. (Co o tym mówi sam Lem: https://solaris.lem.pl/ksiazki/apokryfy/golem14/155-komentarz-golem14 )

 

Nie podaję się (ani w tym potrójnym felietonie, ani w ogóle) za specjalistę od SI, ale – sprawdziłam, co to jest. I to nie jest człowiek. Nie wydaje mi się prawdopodobne, żeby miała jakieś swoje dążenia czy uczucia. W zasadzie mój pogląd na sprawę nieźle streszcza, cóż. Cytat z Lema. Ten na samym początku części pierwszej. Po prostu każdy widzi dookoła ludzi takich, jakim sam jest. Uczciwy uczciwych, oszust oszustów, nadęty ważniaków i tak dalej. Potrzeba wysiłku, żeby zobaczyć ludzi jako różniących się od patrzącego. A i to nie zawsze się udaje, i wcale nie ma gwarancji, że się ich zobaczy takimi, jakimi są.

 

Ale dlaczego ludzie chcą przestać być ludźmi, tego nie pojmuję. Mam niejasne przeczucia. Jest to w zasadzie temat godny rozwinięcia w porządnym SF, ale obawiam się, że na to trzeba być Lemem. W każdym razie, kiedy spróbowałam, wyszła mi durna bajeczka o słoniku, więc, mmm, może jeszcze nie teraz. Może nigdy.

 

Zresztą mam całą masę źródeł mniej poważnych, jak choćby: 

https://neuron.expert/news/ai-now-capable-of-cloning-itself-scientists-fear-red-line-crossed/10691/pl/ (zero konkretów, samo wygląda na dzieło SI)

i bardziej trzeźwych:

https://www.salon.com/2023/01/01/an-ai-that-can-write-is-feeding-delusions-about-how-smart-artificial-intelligence-really-is/  (efekt Elizy w Chacie GPT)

https://bigthink.com/neuropsych/the-illusion-of-conscious-ai/  (czemu ludzie tak uparcie widzą "ducha" w maszynie)

https://garymarcus.substack.com/p/are-llms-starting-to-become-a-sentient  (co o tym myśli Hofstadter) – szczególną uwagę zwróciłabym na:

    So many intelligent people don’t seem to remember how much text LLMs have absorbed, including thousands of sci-fi stories about conscious robots and such things.

Spójrz też na komentarze – pierwszy jest bardzo rozsądny. I odwołuje się do logiki i filozofii nauki, która, cokolwiek pewni szydercy twierdzą, nie jest poznawczo pusta.

    wyobraziłem sobie torturowanie AI przez wielokrotne wyłączanie i włączanie

Hmm, żeby musiała się coraz to uruchamiać i zamykać? Jak Windows? To okrutne XD

    zatem jeśli za którymś razem za jego plecami pojawi się robocik i odrąbie łapkę, to poniekąd sobie zasłużył :D

Lol, zemsta to inna para kaloszy XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nie zwykłam się wypowiadać na tematy, o których nie mam zielonego pojęcia (jak np. bańki inwestycyjne i ogólnie makroekonomia). Z tą myślą – jako że moje wiadomości o powiązaniu czas-myśl są niewystarczające – zajrzałam do Stanforda: https://plato.stanford.edu/entries/consciousness-temporal/ 

 

(Geacha "Mental Acts" podobno zawiera coś ciekawszego na ten temat, ale leży w mojej kolejce do przeczytania już od jakiegoś czasu – to solidne tomiszcze i nie będę go czytała na chybcika).

 

Artykuł Stanforda jest bardziej o postrzeganiu czasu, czy może raczej ciągłości doświadczenia. Wymienia trzy główne grupy teorii: doświadczenie składa się ze statycznych chwil, które następują po sobie (model "filmu": Augustyn, empirycy brytyjscy, Reid), myśli jako takie nie są rozciągłe w czasie, ale treściowo reprezentują odcinki czasu, zmianę, przeszłość i przyszłość itp. (retencja Bergsona, autor widzi zaczątki tego modelu u Kanta, wspomina też oczywiście Brentanę i Husserla), myśli są po prostu rozciągłe w czasie (model "ekstensjonalny", tu wymienia Wundta – psychologa eksperymentalnego – i Bertranda Russella). Sporo mówi o neuronauce, ale zauważa, że większość jej teorii, jeśli się zajmują postrzeganiem czasu, skupia się na jednoczesności, nie na postrzeganiu trwania.

 

Krótki fragment o ontologii czasu wymienia McTaggarta i cztery najważniejsze podejścia (eternalizm, "poruszającą się teraźniejszość", "narastający" czas i prezentyzm – dwa środkowe chyba wymagają metaczasu, ale co tam). Ale w sumie nie jest to artykuł na temat "czy myśl jest immanentnie czasowa". Nie porusza go.

 

Na razie jestem więc zdana na własne siły.

 

Zasadniczo czas możemy pojmować jako miarę zmian (Arystoteles), jako relację (Leibnitz, który tak samo pojmuje przestrzeń) albo jako wymiar, w którym rozciągają się rzeczy (Newton, który też tak samo pojmuje przestrzeń).

 

Myśl niewątpliwie nie ma wymiaru przestrzennego – nie można sensownie powiedzieć, gdzie jest ani jaka jest duża. To nie znaczy, że nie może mieć wymiaru czasowego (trwania). Żeby to rozstrzygnąć, trzeba by wiedzieć, czym (ontologicznie) wymiar czasowy różni się od przestrzennego. A tego nie wiem.

 

Czy myśl jest relacją? Jest intencjonalna (skierowana na rzeczy, jest "o czymś"), ale to jej relacją nie czyni. Natomiast niewątpliwie jest w relacji – do innych myśli i do rzeczy, których dotyczy. Czy to relacja czasowa? Możliwe. Relacja znaczenia raczej nie, ale następstwo myśli jednej po drugiej może być. Wynikanie logiczne raczej nie (chociaż?). Może są jakieś inne relacje czasowe obejmujące myśli.

 

Czy myśl jest zmianą? Myśl bytu skończonego może nią być, ponieważ byty skończone w ogóle podlegają zmianie. A zmiana zachodzi w czasie. Idee, które są niezmienne, czasowi nie podlegają, ale wyobrażenia (mówiąc tomistycznie) jak najbardziej (bo są materialne – powtarzam, materia wg Kartezjusza to nie to samo, co materia wg Tomasza). A w myśleniu (mówiąc tomistycznie) posługujemy się wyobrażeniami. Ale też zyskujemy dostęp do jakichś idei, którego wcześniej nie mieliśmy, więc zmiana zachodzi. Ale czemu miałaby nie zachodzić? Jesteśmy bytami zmiennymi, skończonymi, mamy byt tylko po kawałku, a te kawałki, jeśli nawet nie są chwilami czasu, to mają z nimi ścisły związek. Muszę pogrzebać w tomistycznej epistemologii i jak ona traktuje pojęcia (ogólnie muszę, nie na potrzeby tej dyskusji), ale niestety, ogranicza mnie czas. Ekhm.

 

Tak więc czy myślenie zachodzi w czasie? Może. Może nie. Nie wiem. To zależy od odpowiedzi na niełatwe pytania: co to jest myślenie? i co to jest czas? Nie wiem.

 

I nie udaję, że wiem. Prowizorycznie mogę przyjąć, że nasze myślenie zachodzi w czasie, ale myślenie bytu nieskończonego nie potrzebowałoby czasu – z tym, że nie potrafię sobie przedstawić, jak by to działało. Ale to nie szkodzi. Tego należało się spodziewać, skoro on jest nieskończony, a ja skończona.

 

Wiem natomiast, że materialne "myślenie" nie wykazuje własności prawdziwego myślenia (nie może być np. intencjonalne) więc nim nie jest. Patrz też tu: https://edwardfeser.blogspot.com/2013/12/da-ya-think-im-sphexy.html (i Dennett też o tym wiedział ^^). Tu: https://fair-use.org/mind/1895/04/in-what-sense-are-psychical-states-extended może być coś ciekawego, ale nie zdążyłam jeszcze przeczytać.

    Czas jest jak najbardziej fizyczny.

Mmmm, tylko tutaj mówisz o czasie takim, jakim pojmują go fizycy (newtonowskim, może z lekką nutką Leibnitza), więc tak trochę zakładasz to, co chcesz udowodnić. 

    Wyobraziłem sobie to tak: mamy ogólnoświatową radę, która dostaje próbki określonych sytuacji i reakcji na te sytuacje, a następnie ocenia je w skali od 1 do 100.

XD Boskie. Ale tacy Andersonowie chyba serio coś w tym stylu proponują, co jest mniej śmieszne.

    Po pierwsze, mamy wiele kręgów kulturowych. Czy znajdziemy sytuacje i etyczne reakcje, które we wszystkich będą ocenione tak samo?

Uwaga, mieszasz moralność z obyczajem. To nie to samo.

    Ale czy w ogóle są sytuacje pozbawione kontekstu kulturowego?

Raczej nie ma, słuszna uwaga. Ale nie tylko kulturowego, bo cały sęk z niekodyfikowalnością etyki (partykularyzmem) polega na tym, że każda decyzja moralna jest podejmowana w konkretnej, różnej od innych sytuacji.

    Po drugie, ocena dobra, zła, etyczności zależy od wiedzy o świecie. Teoretycznie im pełniejsza, tym lepszy (sic!) powinien być ogląd. Pytanie, co to znaczy “pełna wiedza”. 

Doskonałe pytanie.

    dowiemy się, że kilka pokoleń wcześniej ktoś był chory umysłowo i przekazał określone geny (w dodatku musielibyśmy wykazać, że choro=ba jest genetyczna) zmieni naszą ocenę etyki postępowania? 

… nie. Możemy najwyżej uznać, że sprawca jest niepoczytalny, tj. nie podlega ocenie etycznej.

    Co więcej, na postępowanie ludzi mają wpływ  różnorodne czynniki. Ktoś jest rozdrażniony, bo w pokoju jest o jeden stopień za gorąco, a kobieta obok używa perfum, których zapachu nie znosi (albo wręcz przeciwnie). Na ile zmieni to ocenę etyczności jego postępowania, czy na skali 0-100 przesunie ją choć o 1 punkt?

Nie zmieni. Panować musi nad sobą. Człowiek musi.

    Matka zabiła dziecko, to jest złe

O tym mówi akurat Rosalind Hursthouse, poczytaj.

    Kwestie, które omawia Tarnina są mocno rozmyte

Chyba nie są.

    Ale czy można użyć potem takiej skali, by wydawać wyroki lub przesądzać, czy coś jest dobre czy nie?

Można. Byłaby to jednak dystopia, co się zowie. Co prawda niektórzy wyraźnie i namiętnie jej pragną…

    Twoją chęć do wiercenia światu dziury w brzuchu oceniam bardzo dobrze (czyli około 90-100 :D).

Ooo, jakie miłe rzeczy mi mówisz ^^

    Bohaterom ta księga jest zaś potrzebna by… no właśnie, cholera, nie jest im w ogóle potrzebna, bo mają swój rozum i swoje przekonania!

Ha, ha, przybij piątkę, kolego w partykularyzmie XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

co za system ten proces (myślenie) przeprowadza, skoro Twoim zdaniem niefizyczny?

Umysł.

Skoro zaprzeczasz jego fizyczności, to nie powinien się  odbywać nie tylko poza fizyczną przestrzenią ale i poza fizycznym czasem?  Prawda?

Niekoniecznie. Pierwsze pytanie brzmiałoby tu: czy czas jest fizyczny? Przedmioty fizyczne niewątpliwie są rozciągłe w czasie (tj. trwają), ale czy to dotyczy wyłącznie ich? 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Z drugiej strony „dusze” nie przeskakują byle gdzie (na innego człowieka, zwierzę, czy jakąś rzecz), też nie istnieją poza ciałem, więc bardziej pasuje podejście tomistyczne.

Mmmm, nie, nie do końca. W podejściu tomistycznym konkretna dusza jest formą konkretnego ciała, więc żadne przeskakiwanie w ogóle nie byłoby możliwe.

 

Inna rzecz, że w ogóle nie kojarzę ani jednego autora science-fiction, który by explicite przyjmował tomizm czy cokolwiek zbliżonego – te wszystkie dziwne rzeczy działają tylko przy Kartezjuszu (na którego też nikt się z imienia nie powołuje, chyba że Dick, ale nie pamiętam, czy w tym kontekście). Co prawda współcześnie tomizm jest nie tyle zapomniany, co usiłuje się go zapomnieć, z różnym szczęściem.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

A potem beta musi znaleźć Twój tekst na swoim profilu na dole (tak to jest rozwiązane).

– Jeżeli jest potrzebna akceptacja, to w jaki sposób Autor może się zorientować, że jest ktoś zainteresowany betowaniem?

Wypada spytać wcześniej. Można też dać ogłoszenie tu: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/11534 i zobaczyć, kto się zgłosi.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

    Chcę tu wspomnieć o bardzo ważnym ale, które polega na tym, że nie podzielam przekonania, że lektury szkolne to powinna być kategoria książek łatwych, lekkich i przyjemnych, bo to zachęci do późniejszej lektury.

Właściwie nie wiem, skąd się wzięło to przekonanie. Jeśli ktoś nie lubi czytać, to nie lubi czytać i przymus go nie zachęci, choćby był to przymus czytania "Kubusia Puchatka".

    No i szkoła nie jest po to, by dzieciom było przyjemnie. Uczniowie dostają lektury, po które zapewne nigdy nie sięgną z własnej woli na żadnym etapie późniejszego życia, a muszą zyskać odpowiednie kompetencje kulturowe i po to są lektury szkolne.

Otóż to. Co prawda wiele lektur jest w czytaniu całkiem przyjemnych… ale ja lubię czytać.

    co dalekie jest od nudy klucza maturalnego

Mechanizacja. Żeby sprawdzić, czy zrozumiałeś lekturę, kompetentny człowiek musiałby wysłuchać, co masz o niej do powiedzenia. O ile łatwiej, szybciej i taniej ciepnąć w ucznia standardowym testem, wypełniony ciepnąć do automatycznej sprawdzarki i przyłożyć do czoła pieczątkę "zdał".

    Pisarz może i cierpiał, ale wielu czerpało, oprócz cierpienia, z zycia ile wlazło.

Cierpienie też jest cenne.

    Zakuty w Lekcję i Temat.

Dobre, dobre. Zacznij to wydawać :)

    Ci sami ludzie czasem są jawnymi wrogami czytania.

TAK.

    mimo tego, że to owo czytelnictwo zrobiło z nich ludzi, którzy potrafią je teraz krytykować

A przynajmniej tak im się wydaje.

    Co zostanie z Twojego dzieła, gdy weźmie lek na fantastykę?

Ostatnio to się nazywało brzytwą Lema :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Krzysztof testuje moralność “ofiar” i stawia pytanie: czy są w stanie posunąć się do ostateczności, by uratować własną skórę?

OK, tylko że ofiary mu nie wierzą. Mają go (i trudno się dziwić) za świra.

Aż trafia na człowieka złego do szpiku kości, co pokazuje, że nie musimy szukać zła na zewnątrz, bo najgorsze tkwi w człowieku.

Ale co w Przemku jest takie złe? Znaczy, moralnie? “Niepokojący błysk” można interpretować jako “aha, mam pomysł, jak nabrać diaboła”, zwłaszcza, że facet mówi o dziecku w zdrobnieniu, z czułością. A zawartość jego pamięci:

Ciężkie dzieciństwo, naznaczone przemocą i upokorzeniem. Pierwsza miłość, której efektem było odrzucenie i nieudana próba samobójcza.

Można interpretować tę przemoc jako dzieło Przemka, ale “ciężkie dzieciństwo” wskazuje w drugą stronę. Próba samobójcza bez dalszego kontekstu też raczej budzi litość niż trwogę.

Praca w szkole zakończona skandalem i procesem. Beczki z…

A skoro przygotowałeś już tę litość, to i skandal łatwo zinterpretować jako niesłuszne prześladowania.

 

Dla mnie facet wygląda raczej na takiego, co sfiksował przez Okrutny Świat ™. (O, edytor potrafi wstawić znaczek “tm”! Niespodzianka…)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

OK, nie ma sprawy :D Chciałam tylko się upewnić, że odróżniasz duszę w sensie kartezjańskim od duszy w sensie tomistycznym, bo jedna i druga jest świadomością (jaźnią), ale tomistyczna nie tylko.

 

I właśnie dlatego przy kartezjańskim jej rozumieniu są możliwe rozmaite ucieszne scenariusze science-fiction jak p-zombie, przenoszenie metodą kopiuj-wklej ( https://radiosity01.itch.io/detritus – zagraj, to jest świetne!), przeskakiwanie między możliwymi światami i te pe (i reinkarnacja), a przy tomistycznym nie (chociaż Tolkien próbował, nie wiem, po co).

 

Ech, chciałby człowiek być Philipem Dickiem :D

 

ETA: próbowałam wczoraj dopisać, ale serwer się wykrzaczył :D zapomniałam o duszy rozumianej po stoicku, jako zbudowana z atomów (tylko takich, wiesz, lepszych atomów), choć ta koncepcja pewnie by Ci nie pasowała, bo jak te atomy mają przeskakiwać ze świata do świata? No i jest dosyć problematyczna, jak się tak w nią wmyśleć ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cieszę się, że poradnik się przydał. heart

 

Co do interpretacji zdania – zastosowałam słowo “królestwo” w sensie “małżonkowie panujący, król i królowa”, tak jak w tej bajeczce: http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/32030 (na samym początku).

 

Jest to chyba użycie trochę przestarzałe, ale tak ładnie tu brzmiało…

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Wiele wersji tego świata z tymi samymi ludźmi, ale tylko jedna „dusza” odpowiadająca jednemu człowiekowi na cały wieloświat.

Hmmm, dusza w sensie stricte świadomość, tak? 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnino, o “milusi człowiekach”, oczywiście! :D 

Puchatych XD

Myślę, że gdyby część historii w alternatywnym świecie mogła być dłuższa i pojawiłby się jakiś antagonista, być może udałoby mi się uniknąć tej jednostronności.

A mówiłam, że za krótkie? :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

    Światu zewnętrznemu / pamięci nieulotnej / czemukolwiek co można zbadać z zewnątrz.

Fajnie, ale "sygnalizowanie" sugeruje jakiegoś odbiorcę. Świadomego odbiorcę sygnału. Czyli – zapętlamy się.

    Bez tego – nie możemy stwierdzić z zewnątrz, czy coś (np. LLM, kamień, siekiera, termostat, Tarnina) – jest czy nie jest świadome.

Dobrze, tylko co to ma do rzeczy? Nasza wiedza jest odbiciem świata, nie światem. Coś może spokojnie istnieć niezależnie od tego, czy ja o tym wiem, czy nie.

    Badania nad świadomością prowadzi się z zewnątrz

I pomija się wszystko, czego z zewnątrz ująć nie można.

    Ale autorka chyba zdaje sobie sprawę, co ja myślę o “filozofach” (celowo w cudzysłowie) pokroju Freuda.

Ale czytelnik zapewne pamięta, co ja myślę o scjentyzmie.

    Autoodniesienie. Mechanizm, który pozwala systemowi oglądać i analizować samego siebie w trakcie działania. 

Za wąsko. https://wsjp.pl/haslo/podglad/36557/refleksja/4179139/czynnosc 

    Bardziej szczegółowo: nie, nie uważam, bo “rozpracowanie wszystkiego” jest najprawdopodobniej (bo niezbitej pewności nie mam) fundamentalnie niemożliwe. Filozofia też tego nie będzie potrafić.

A dlaczego miałaby potrafić? I dlaczego miałoby być możliwe?

    Autorka tym pytaniem przypomniała mi osoby, którym pisałem rozdziały metologiczne ich prac doktorskich

Czytelnik niczego nie uzyska impertynencją.

    Tego czego się nie da zoperacjonalizować, nie da się badać.

Metodami fizyki. Ale poznanie to nie tylko badanie. Metodami fizyki.

     Searle raczej twierdzi coś dokładnie przeciwnego.

Searle, "Is the Brain a Digital Computer?", sekcja IV. First Difficulty: Syntax is not Intrinsic to Physics:

    But the class of computers is defined syntactically in terms of the assignment of 0's and 1's. The multiple realizability is a consequence not of the fact that the same physical effect can be achieved in different physical substances, but that the relevant properties are purely syntactical. The physics is irrelevant except in so far as it admits of the assignments of 0's and 1's and of state transitions between them. 

Szczegóły fizyki są nieistotne, byle dało się zapisać dwa symbole i zamieniać jeden na drugi.

Dalej:

 On the standard textbook definition of computation, for any object there is some description of that object such that under that description the object is a digital computer.

    For any program there is some sufficiently complex object such that there is some description of the object under which it is implementing the program. Thus for example the wall behind my back is right now implementing the Wordstar program, because there is some pattern of molecule movements which is isomorphic with the formal structure of Wordstar. But if the wall is implementing Wordstar then if it is a big enough wall it is implementing any program, including any program implemented in the brain. 

W tej sekcji on sam wyjaśnia, że to nie jest chiński pokój – chiński pokój wymyślił wcześniej i chodzi w nim o to, że ze składni nie robi się samorzutnie semantyka. Dalej jest mowa o wynikającym stąd problemie homunkulusa (który, mam wrażenie, stoi u podstaw chińskiego pokoju – przecież ten ludzik, który w tym pokoju siedzi i dostaje ze świata jakieś dane, to właśnie homunkulus) i o tym, że składnia nijak nie wpływa fizycznie na świat. Searle podsumowuje artykuł:

     This brief argument has a simple logical structure and I will lay it out:

    On the standard textbook definition, computation is defined syntactically in terms of symbol manipulation.

    But syntax and symbols are not defined in terms of physics. Though symbol tokens are always physical tokens, "symbol" and "same symbol" are not defined in terms of physical features. Syntax, in short, is not intrinsic to physics.

    This has the consequence that computation is not discovered in the physics, it is assigned to it. Certain physical phenomena are assigned or used or programmed or interpreted syntactically. Syntax and symbols are observer relative.

    It follows that you could not discover that the brain or anything else was intrinsically a digital computer, although you could assign a computational interpretation to it as you could to anything else. The point is not that the claim "The brain is a digital computer" is false. Rather it does not get up to the level of falsehood. It does not have a clear sense. You will have misunderstood my account if you think that I am arguing that it is simply false that the brain is a digital computer. The question "Is the brain a digital computer?" is as ill defined as the questions "Is it an abacus?", "Is it a book?", or "Is it a set of symbols?", "Is it a set of mathematical formulae?"

    Some physical systems facilitate the computational use much better than others. That is why we build, program, and use them. In such cases we are the homunculus in the system interpreting the physics in both syntactical and semantic terms.

    But the causal explanations we then give do not cite causal properties different from the physics of the implementation and the intentionality of the homunculus.

    The standard, though tacit, way out of this is to commit the homunculus fallacy. The humunculus fallacy is endemic to computational models of cognition and cannot be removed by the standard recursive decomposition arguments. They are addressed to a different question.

    We cannot avoid the foregoing results by supposing that the brain is doing "information processing". The brain, as far as its intrinsic operations are concerned, does no information processing. It is a specific biological organ and its specific neurobiological processes cause specific forms of intentionality. In the brain, intrinsically, there are neurobiological processes and sometimes they cause consciousness. But that is the end of the story.

Czyli: obliczenie definiujemy jako proces syntaktyczny (manipulacja symbolami). Ale symbole i składnia nie są fizyczne – instancje symboli są fizyczne, ale symbolu nie określa fizyka (możesz to samo napisać ołówkiem na kratce i sprajem na murze). Symbole zależą od obserwatora, czyli nie odkrywa się ich w fizyce, tylko na nią narzuca. Zatem – wszystkiemu można je przypisać, ale to nic nie mówi o fizycznym działaniu tego czegoś. Traktowanie mózgu/umysłu jako komputera jest nawet nie fałszem, tylko błędem. Pewne systemy nadają się na komputery lepiej od innych, ale to nie zmienia faktu, że składnia, którą na nie narzucamy, nie wpływa na fizyczne związki przyczynowe w środku. Przeważnie ukrywa się to pod błędem homunkulusa albo twierdząc, że "mózg przetwarza informacje", czego nie robi – zachodzą w nim jakieś procesy biologiczne, które produkują świadomość (Searle też był fizykalistą).

    Krytycy zarzucali mu (słusznie), że system jako całość – zna język chiński.

Nie powiedziałabym, że słusznie. Zapytałabym, co to znaczy, że system "zna" język i jak to się objawia. Bo jeśli objawia się podawaniem symboli, które pasują do zapytania, to wracamy do paradoksu Kripkego. 

 

Zresztą – tyle o tym chińskim pokoju czytałam, a dopiero wczoraj przy zmywaniu zrozumiałam, być może dzięki wykładowi o KSeF i wykrywaniu w nim oszustów. Otóż – chiński pokój NIE zna chińskiego! Wcale nie z jakichś mistycznych powodów, wcale nie dlatego, że "jego elementy nie są powiązane", bo są powiązane akurat tak, jak głowica maszyny Turinga z taśmą zawierającą program (i dane). Searle ("Minds, Brains and Programs"):

Suppose that I'm locked in a room and given a large batch of Chinese writing. Suppose furthermore (as is indeed the case) that I know no Chinese, either written or spoken, and that I'm not even confident that I could recognize Chinese writing as Chinese writing distinct from, say, Japanese writing or meaningless squiggles. To me, Chinese writing is just so many meaningless squiggles. Now suppose further that after this first batch of Chinese writing I am given a second batch of Chinese script together with a set of rules for correlating the second batch with the first batch. The rules are in English, and I understand these rules as well as any other native speaker of English. They enable me to correlate one set of formal symbols with another set of formal symbols, and all that "formal" means here is that I can identify the symbols entirely by their shapes. Now suppose also that I am given a third batch of Chinese symbols together with some instructions, again in English, that enable me to correlate elements of this third batch with the first two batches, and these rules instruct me how to give back certain Chinese symbols with certain sorts of shapes in response to certain sorts of shapes given me in the third batch. Unknown to me, the people who are giving me all of these symbols call the first batch a "script," they call the second batch a "story," and they call the third batch  questions." Furthermore, they call the symbols I give them back in response to the third batch "answers to the questions," and the set of rules in English that they gave me, they call the 'program."

Chiński pokój nie zna chińskiego, ponieważ księga z instrukcjami (program) nie zawiera wcale języka chińskiego. Nie jest to słownik! Nie ma w nim ŻADNEGO powiązania znaków z desygnatami, a tylko reguły produkowania składniowo poprawnych fraz, bez zwracania uwagi nawet na tę podstawę znaczenia, którą jest powiązanie znak-desygnat. O to chodzi w chińskim pokoju! Że relacja semantyczna nie wynika ze składni! Można je od siebie oderwać!

 

I tak np. KSeF nie jest w stanie odróżnić faktury dokumentującej traksakcję, która rzeczywiście zaszła, od faktury dokumentującej czyjąś fantazję, nawet nie dlatego, że inwigilacja nie jest jeszcze tak daleko posunięta, tylko tego, że prawdziwość zdania "Ziutek sprzedał Frankowi trzy kartony wafelków za dwieście złotych" nie jest funkcją jego składni, a komputer może sprawdzać tylko składnię. Zdanie składniowo poprawne może być kłamstwem. Na podstawie składni nie da się tego orzec. O to chodzi w chińskim pokoju. To takie proste.

 

A swoją drogą, przecież budowa chińskich pokojów jest teraz modna – nazywająsię LLMy. One mają jakiś procesor, jakiś zestaw instrukcji i produkują wynik identycznie jak chiński pokój Searle'a. Różnią się tylko tym, że Searle nie przewidział możliwości modyfikacji zestawu instrukcji, ale ona też jest (jak wszystko) ograniczona.

    Wszystko co może zostać zinterpretowane jako proces obliczeniowy, jest algorytmizowalne.

    Bo się gubię, bo autorka raz pisze tak, raz tak.

Nie piszę raz tak, raz tak. Myślenie nie jest procesem obliczeniowym. To, że coś można jakoś zinterpretować, nie czyni tego tym, jako co to interpretujemy, to raz. 

Zawęziłeś powyżej rozumienie algorytmu, a właściwie je przesunąłeś – zapowiadam niniejszym, że więcej się na to nie nabiorę. 

Konkretny proces obliczeniowy, przebiegający WEDŁUG algorytmu na zasadzie przesuwania symboli jest fizyczny.

Natomiast myślenie nie jest takowym. Nie przebiega "w organizmie", jak wyraźnie zakładasz.

    gdyby było niealgorytmizowalne byłoby niemożliwe

Dlaczego?

 

Ponadto: nie rusza mnie również projekcja psychologiczna i przekręcanie moich słów. To tak do Twojej wiadomości.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

    bez  nauk szczegółowych jest nie tylko ślepa i głucha, a po prostu – pusta poznawczo. 

A może po prostu zajmuje się sprawami podstawowymi, które trzeba rozstrzygnąć, zanim się zacznie cokolwiek empirycznie badać?

    Inteligencja – zdolność systemu do szybkiego rozwiązywania złożonych i zróżnicowanych problemów. 

Jakiego systemu? Jakich problemów? To nic nie znaczy.

    Świadomość – zdolność systemu do bezpośredniego sygnalizowania własnych stanów wewnętrznych i odróżniania tych stanów od stanów dotyczących otoczenia oraz do refleksji nad tymi stanami.

Sygnalizowania – komu? I co to jest "refleksja"? I czy naprawdę uważasz, że nauki szczegółowe rozpracują wszystko?

    Myślenie – zdolność systemu do manipulowania reprezentacjami informacji w celu generowania nowych wniosków, przewidywań lub planów działania.

Stronnicze, mówiąc uprzejmie. Bo sprowadzasz myślenie do mielenia symboli ("manipulowania reprezentacjami informacji" – czymkolwiek te "reprezentacje informacji" miałyby być, bo coś cyrkularne to).

    Jest wprost proporcjonalne do złożoności i trafności tworzonych wniosków oraz odwrotnie proporcjonalne do czasu potrzebnego na ich wygenerowanie.

Na jakiej podstawie to stwierdzić? A tę złożoność? A tę trafność?

    tego się nie da zoperacjonalizować bez zaglądania do wnętrza systemu

Oczywiście, że nie. A czy wszystko trzeba operacjonalizować?

    A konkretnie? Do jakiego czasu? Czy autorka prognozuje, że kiedyś będziemy potrafili to rozróżniać? 

Do czasu, szanowny Czytelniku, kiedy system się "potknie" i dostarczy jasnego dowodu, że wcale nie myśli. Pisał o tym Kripke. I Ross. I Feser. I ich właśnie cytowałam.

    błąd Searle’a polega głównie na tym, że próbuje rozważać komponenty systemu w oderwaniu, niezależnie, nie biorąc pod uwagę ani systemu jako całości ani emergencji elementów

To ciekawe, bo czytałam jego artykuły i właśnie tego nie robi. W chińskim pokoju chodzi właśnie o to, że istotnego powiązania brakuje w systemie.

     system  działa w relacjach ze światem (i z samym sobą)

Ale właśnie o to chodzi, że nie działa w relacjach ze światem…

    Czy ja dobrze zrozumiałem autorkę, że spór nie tyle dotyczy tego, czy Moore się myli, tylko raczej tego, czy przyjmujemy tomistyczno-dualistyczną metafizykę jako warunek sensowności etyki?

Nie, aczkolwiek na metafizyce tomistycznej (która nie jest dualizmem w znaczeniu, którego się obecnie używa – czyli kartezjańskim) można zbudować sensowną etykę, a na dualistycznej i wynikłej z niej monistycznej niekoniecznie.

    już pomijając to, jak pełne sprzeczności i samoobalające jest to tomistyczne  podejście

A to ciekawe. Gdzie te sprzeczności? Gdzie to samoobalanie?

    To jakim cudem procesy w naszych własnych mózgach są w stanie to robić?

Bo wszystko może być zintepretowane jako proces obliczeniowy, patrz Searle.

    Jeszcze prościej:  skoro nie ma żadnych przesłanek, by stwierdzić, że cokolwiek, co się dzieje w naszych organizmach nie jest algorytmizowalne, to skąd przeświadczenie, że myślenie takie jest?

… przecież myślenie NIE jest algorytmizowalne. I to powiedziałam, o ile pamiętam. To Ty przyjąłeś, że jest, chociażby nieco wyżej.

    Bardzo interesujące, ale od lejka, jak ja, wymaga wolnego czytania i najlepiej z przerwami. Tak czynię. Powrócę. :)

Miło mi, Misiu ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

    Autorka skrytykowała instrukcję BHP, używając jako narzędzia „Etyki nikomachejskiej”, ignorując fakt, że większość rzeczy, które krytykuje w tekście artykułu Moore'a po prostu… nie ma.

Cóż. Oceńcie to sami: https://philosophynow.org/issues/72/Four_Kinds_of_Ethical_Robots 

 

Moim osobistym zdaniem artykuł wskazuje na to, że autor bardzo chce mieć etyczne roboty – ale nie rozumie, co to jest etyka (i nauka, bo mówi o "naukowym" badaniu tego zagadnienia); definiuje wiele pojęć ("odpowiedzialność", "działanie") beznadziejnie szeroko, tak, że zupełnie nie wiadomo, co znaczą, i ogólnie nie rozumiem, kto mu dał dyplom. Ale to moje zdanie.

    trzech artykułów prześmiewczych względem Moore'a

I co w nich jest prześmiewczego, jeśli wolno spytać? Tak wygląda analiza idei. Trzeba zacząć od fundamentów. Potem zbadać, co nam dano do badania. A na koniec skomentować. Tyle. Nie musiałam gościa wyśmiewać, on sam się podłożył.

    autorka konsekwentnie przypisuje Moorowi silne tezy metafizyczne i normatywne, podczas gdy on mówi wyłącznie o funkcjonalnym projektowaniu systemów minimalizujących ryzyko etyczne

Ale samo istnienie takich systemów wymaga prawdziwości pewnych tez metafizycznych… żaden sąd nie jest oderwany od świata. O ile ma być prawdziwy, oczywiście.

    Mamy w miarę sensowne i operacjonalizowalne definicje inteligencji – możemy zbadać, czy system jest inteligentny. 

Nie znam takich definicji. Przerzuciłam łopatą trochę (w większości dość nudnej) literatury i nie znalazłam w niej żadnych. Może szukałam nie tam, gdzie trzeba.

    z zewnątrz, system który jedynie symuluje myślenie jest nieodróżnialny od takiego, który naprawdę myśli

Do czasu.

    Zdaje się, że autorka twierdzi, zbierając te różne dawno obalone i zdezaktualizowane wątpliwości Saerla i Lewisa, nadinterpretując Geacha

A kto je obalił? Bo o tym nie słyszałam. Artykuł Geacha posłużył mi wyłącznie do objaśnienia natury przymiotnika "dobry" – zajrzyj tutaj: https://fair-use.org/peter-t-geach/good-and-evil jeśli uważasz, że go nadinterpretuję.

    1. Pojęcia są niefizyczne

2. To co niefizyczne, nie może być przetwarzane przez coś, co jest fizyczne.

3. Z 1 i 2 wynika – że algorytmy nie nadają się do przetwarzania pojęć.

W zasadzie to twierdzi Edward Feser (za Rossem oraz Kripkem), a ja się z nim tylko zgadzam.

    I – by rzecz jeszcze maksymalnie uprościć – nie pytam tu o „algorytm” jako byt abstrakcyjny w sensie matematycznym, lecz o algorytm jako konkretny realizowany proces obliczeniowy.

Jest fizyczny czy nie jest?

Jako konkretny proces obliczeniowy, realizowany przez fizyczny układ, np. komputera? Jest. 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

    niebieską cieczą, jakby pochodzenia kosmicznego

Bo jest przeznaczony dla kosmitek, a co myślałeś? XD

    Lepiej rozumieć, że świat to konwencja

… i tak, i nie. Austina sobie poczytaj :D

 

A to jest Hegel:

 

Hegel też takie rzeczy opowiadał :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

nie tylko do pisania trzeba podchodzić z głową ale do pomagania potrzebującym też

To nie ja wymyśliłam, i nawet nie Chesterton (on tylko o tym jasno mówił). TAK. Żeby zacytować mistrza: w niczym, nawet w miłości, nie da się osiągnąć sukcesu zupełnie bez myślenia.

 

Ot, choćby – przykład z Trójmiasta. Przy jedenastostopniowym mrozie, jeśli ta mewa jeszcze nawet była żywa, to nie na długo. Położenie jej na poboczu mogło najwyżej trochę przedłużyć agonię, a zatrzymanie auta na środku wywołało zagrożenie dla ruchu drogowego. Ale na serduszku cieplej…

A że nie zgadzam się z Tobą, co do pewnych elementów przedstawionych w opowiadaniu, tego faktu nie zmienia.

Otóż to!

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

 

Urzędy dostały dzisiejszy urobek, to miałam chwilę czasu :D

nerwowo na analogowy zegarek umiejscowiony

Hmm.

jazda przez las w kompletnej ciemności to wyrok śmierci

Hmm.

warknął do samochodu

Dobra, to dość oczywiste, że do samochodu.

Słońce zaczynało znikać za horyzontem, a wraz z nim powoli, ale nieuchronnie drogę zaczęła spowijać ciemność.

Wraz z czym? Co jeszcze spowijało? Może tak: Słońce zaczynało znikać za horyzontem, a w miarę tego procesu powoli, ale nieuchronnie, drogę spowijała ciemność.

a nieboskłonie jaśniały gwiazdy, nad którymi majestatycznie górował księżyc

Jest tu pewna nieeuklidesowość…

Wtedy działały także sztuczne źródła światła, ale i je utraciliśmy bezpowrotnie

Ale że wszystkie? Świeczki też? Ooo?

wyszeptał do siebie, w myślach przeklinając się za lekkomyślny wyjazd.

Może tak: mruczał pod nosem, klnąc w myślach swój pomysł wyjazdu.

Na drogę wybiegło oszołomione zwierzę przypominające ogromnego jelenia pokrytego brunatną mazią.

Hmmmmmm. Kliniczne.

Tomek wykonał gwałtowny skręt kierownicą, jednak miał zbyt mało czasu, a w dodatku jechał stanowczo za szybko, by opanować pojazd.

To też.

niezdarnym ruchem

A gdyby to zrobił po prostu niezdarnie, to co by się strasznego stało?

mimo tego

Mimo to.

w pstrokatym garniturze o eleganckim kroju

… Joker? :D

twarz wykrzywiał paskudny grymas, który wyłącznie kurtuazyjnie można by uznać za uśmiech

Hmmmmmmmmmmmmmmmm.

powiedział, barwa głosu

A czemu przecinek, nie kropka?

barwa głosu mężczyzny była niespodziewanie słodka i kojąca

Hmmmm, słodka?

Hej, nie umieraj mi tutaj, zanim wytłumaczę co i jak! 

Hej, nie umieraj mi tutaj, dopóki nie wytłumaczę, co i jak! 

Muszę dodać, że obie czekające na ciebie alternatywy są równie oburzające, ale tylko jedna kończy się czyjąś śmiercią.

Argh. Obie możliwości. I raczej prowadzi do czyjejś śmierci, niż się nią kończy.

dosłownie kilka sekund wcześniej?

Wcześniej niż co? Niż zapadnie ciemność?

ja mam cały czas tego świata

Argh, tłumaczenie angielskiego idiomu, argh.

Jeżeli postanowisz zrobić mnie w konia

Normalnie czepiłabym się postawienia zaimka na miejscu akcentowanym, ale to akurat pasuje do faceta, to podkreślone "mnie".

to zginie cała wasza trójka!

Może lepiej: zginiecie wszyscy troje.

jedynie żartował

Nie lepiej: tylko żartował?

Na te słowa 

Zbędne.

 – zapytał, wskazując kolorowe odzienie.

To w sumie wynika z dialogu, a domyślam się, że mamy do czynienia z tym samym gagatkiem, co w poprzedniej scenie.

Nie chciałem pana urazić, ale proszę mnie zrozumieć, ja tu cierpię…

Głos mężczyzny momentalnie przeszedł w błagalne tony.

Hmmmmmmmmmmm.

gdzie się podziały moje maniery

To też jest angielskie.

drogi kolego

Rym z "poszkodowanego".

patrząc po długości ostrza, zgaduję, że naruszone zostały nerwy

A sądząc po długości ostrza, przypuszczam, że naruszone zostały nerwy.

oblicze Krzysztofa momentalnie pociemniało

To też coś angielskawo wygląda. Po polsku raczej się zachmurzyło, spochmurniało.

Wojtek dygotał, zarówno z zimna, jak i bólu spowodowanego obumieraniem kończyn.

Nie zamierzam guglać kwestii medycznych, dopóki naprawdę nie muszę, ale o ile Krzysztof mógł skłamać (chociaż marketingowiec z niego słaby), o tyle to obumieranie coś mnie nie przekonuje. Zresztą zimno też powoduje ból (o czym łatwo się przekonać). A wykrwawianie się powoduje uczucie zimna.

Niespodziewanie usłyszał odgłos przywodzący na myśl chocholi śmiech.

Hmmmmm. Jakiś szelest siana, coś takiego? Może: Nagle usłyszał szelest, jakby wyśmiewał go chochoł.

Mężczyzna w odpowiedzi usiłował splunąć, ale jedynie podrażnił gardło.

Mężczyzna nie może być z przodu, ale można go wyciąć w ogóle: W odpowiedzi usiłował splunąć, ale tylko podrażnił gardło.

Był odwodniony, a ślinianki przestały pracować.

Hmmm.

Wojtek zaklął niezdarnie pod nosem, co wywołało jeszcze większe rozbawienie Krzysztofa.

Czyli jak zaklął? Wymamrotał? Oj, kliniczne są te zdania.

Śmiech mężczyzny zdawał się nie mieć końca, w dodatku z każdą sekundą przybierał na mocy.

Przybierać mógł tylko na sile. Poza tym – hmm.

palącym w oczy

Palącym oczy.

Wojtek nie krzyczał, gdy jego głowa została oddzielona od reszty ciała.

wut

przemierzał ulice miasta otulonego ciemnością

Tyle, że otulenie jest z zewnątrz, a on się pałęta w granicach miasta.

Reliktu minionej epoki w takim samym stopniu, jak bezużyteczne latarnie drogowe.

To bycie reliktem się stopniuje? Hmm?

Przecież musiałeś wiedzieć, jakie istoty wyłaniają się z ciemności.

Ale jak to się wyłaniają? https://wsjp.pl/haslo/podglad/33734/wylaniac-sie/4478885/z-mroku 

odpowiedział Przemek po chwili wahania, z oczu ciekł strumień łez

Rozdzieliłabym na dwa zdania. Nie dam też głowy za ten strumień.

Krzysztof zrobił pauzę, jakby wyczekując reakcji rozmówcy, ale jego wzrok napotkał jedynie obojętność

…? On słucha wzrokiem? Przecież tam jest ciemno?

Ja pomogę ci

Ale krótki zaimek już nie może być akcentowany: Ja ci pomogę.

wtrącił Przemek, w jego oczach pojawił się niepokojący błysk.

To też bym rozdzieliła albo dodała jakieś "a". Konstrukcja z zaimkiem jest angielskawa.

odparł Przemek. W głosie mężczyzny było stanowczo zbyt dużo entuzjazmu.

Mmmm. Może tak: odparł Przemek z podejrzanym entuzjazmem.

Z satysfakcją spostrzegł, że nastała zupełna ciemność

Przecież on Wojtkowi świecił? A Przemkowi nie? Wut?

Dotychczas pełen wigoru Krzysztof, momentalnie opadł z sił.

Dotychczas pełen wigoru, Krzysztof momentalnie opadł z sił. Może być całkiem bez przecinka.

Jakby w oczekiwaniu na te słowa, archaiczna lampa zamigotała, a następnie rozbłysła niewyraźnym światłem.

Ale on je już wygłosił, więc może: jakby czekała tylko na te słowa.

 

Co ja właściwie przeczytałam i o co w tym chodzi? Że dziaboł łazi po świecie i składa ludziom propozycje nie do odrzucenia, to rozumiem. Że ludzie je odrzucają, to rozumiem. I że jest ciemno, a w ciemności łażą potwory, to też rozumiem.

 

Ale zakończenia nie rozumiem. Że to Krzysztof tę ciemność wytworzył w celach biznesowych, czy co? Że trafiła kosa na kamień? No, kurczę.

 

Postawiłeś mnie przy drogowskazie, a wszystkie tabliczki głoszą "tam". I co biedny czytelnik ma zrobić?

 

Światła samochodu, jak i jakiekolwiek inne formy sztucznego oświetlenia, nie działają

Tak, to powiedziałeś, tylko – dlaczego? To by świadczyło o poważnym general protection fault w samej tkance fizycznej rzeczywistości. Albo i metafizycznej. Akurat hipoteza, że to sprawka Krzysztofa, narzuca się sama, zakończenie na nią wskazuje, ale coś jest z nią jakby nie tak, i nie wiem, co właściwie.

jednocześnie w bardzo realny sposób mroczny

Mmm, treściowo może i tak, choć na mnie zrobił raczej wrażenie groteski, może dlatego, że ciemność i działalność Krzysztofa nie zostały wyraźnie połączone. W każdym razie język jest raczej prosty, wręcz kliniczny.

Dlaczego siewca wyjątkowo ohydnego zła miałby umrzeć skonfrontowany ze złem?

https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/HorrifyingTheHorror ?

Niemniej, poza oczywistą kwestią nieudzielenia pomocy, czy mamy dowody na to, że Krzysztof rzeczywiście popełnił jakiekolwiek złe uczynki?

Mmmm, ktoś mi dziś przypomniał ten eksperyment myślowy: czy gdybyś mógł, bez żadnego wysiłku i bez złych następstw dla siebie, sprawić, że ktoś na antypodach nagle kopnie w kalendarz, to byś to zrobił? (Hint: to "bez złych następstw" może być bombą logiczną przy pewnych koncepcjach etyki). Facet wyraźnie z Jokerem pił i na ciuchy się mieniał, więc mamy poszlaki :D a dowody w zasadzie też, bo nie dowierzam, żeby Wojtkowi głowa odpadła sama z siebie.

Do rozważenia jeszcze jedna kwestia: czy on do czegoś faktycznie nakłania?

Obiecuje pomoc w zamian za pewną zapłatę. Strasznie ciężko mi się czyta ten Austin (a muszę jeszcze Russella dokończyć, zieew), ale – no, chyba są tu spełnione warunki nakłaniania.

Tak to niestety bywa z eksperymentami ze słowem.

Na tym polega eksperyment, że może nie wyjść.

Bo on go spoliczkował, to raczej nie jest możliwe, żeby zrobić to po przyjacielsku.

Nie, dlaczego? Zresztą to może być ironia.

chyba że

Ano. blush

Nie jest? ;p

Ale się na potwora robi :D

Sama otoczka, tj. niedziałające lampy i klimat mroku zainteresowały mnie bardziej niż fabuła. Chętnie bym coś poczytała w takim uniwersum.

Mnie też, bo zaraz wynika masa pytań o to, skąd to się wzięło i jakie ma następstwa. I one mogłyby mieć fascynujące odpowiedzi.

Ludzie potrafią być bardziej mroczni niż Mrok w czarnym garniturze we własnej postaci.

Um. Nieszczęścia to jedno, reakcja na nie – to drugie. Zresztą: https://www.webtoons.com/en/canvas/archipelago/archipelago-chapter-7-page-91-100/viewer?title_no=835044&episode_no=77 (zjedź na dół strony, znaczy, strony komiksu).

Krzysztof uprawia grę pozorów, ale w gruncie rzeczy wcale nie jest zły.

Mmmm… polemizowałabym. Jasne, kto mu nie ulegnie, ten… zaraz… nie odchodzi jako triumfator. A nawet wcale. Ekhm. W jaki to sposób Krzysztof nie jest zły?

Wiemy jak tańczy, pewnie śmieje się analogicznie.

… O.O? Nie pamiętałam, o co z tym tańcem chodzi. Ale sobie poszukałam, i chodzi raczej o mienie świata w de: https://babaodpolskiego.pl/symboliczny-sens-chocholego-tanca-w-kontekscie-polskiej-kultury-i-historii/ 

Panuje ciemność.

Ale tylko wtedy, kiedy jest to potrzebne autorowi ^^

Chciałem pokazać różnicę między złem pozornym, a prawdziwym, co dodatkowo miała podkreślać “zabawa” zasadami światła i ubiór Krzysztofa.

I kto tu reprezentuje to zło pozorne? Bo Tomek i Wojtek reagują na propozycję uczynienia zła oburzeniem i niedowierzaniem, a reakcję Przemka można spokojnie interpretować po linii "chłopek roztropek przechytrza diabła". To Krzysztof chodzi i robi za Wolanda.

Bardzo spodobał mi się pomysł z “usunięciem” światła, szkoda, że była to tylko wstawka, bo niezły pomysł na świat postapo. 

To świetny pomysł, tylko trzeba go opracować.

mam rozumieć, że to pierwszy człowiek, który przyjął propozycję?

Tak!

No, to tym bardziej ludzkość u Ciebie jakaś święta :D Chyba że chodziło o to, jak go świat połknął, wymemłał i wypluł, i jak od tego jest walnięty, co, przepraszam bardzo, jest wymówką. Nie mówię, że sama jej czasem nie używam. Ale jest.

może tu Krzysztof ma być taką właśnie, “ciemną stroną” każdego napotykanego, poszkodowanego człowieka?

Dobra, tylko co właściwie mają ich nieszczęścia do nieszczęść, które mieliby sprowadzić na innych?

na ile może sobie pozwolić autentyczna natura ludzka w obliczu bezgranicznego cierpienia? 

Żeby takie coś dobrze napisać, potrzeba by kilku tomów powieści :D

Trochę dziwne, że przybrał imię Krzysztof, bo to imię napakowane chrześcijańskimi odniesieniami po ostatnią kreseczkę w f.

Ano, napakowane. Ale Cezary już go używał dla swoich złoli, dlaczegoś.

IMO, cierpnie skóra, a włosy stają dęba, jeżą się itd.

Tak. https://wsjp.pl/haslo/podglad/56177/cierpnac/5180401/o-ciele 

ten badziew potrafi tworzyć "cytaty" z orzeczeń, które są wzięte z kosmosu

Bo tak działa. Tak jest zbudowana. No, ludzie, no.

Poza tym Krzysztof pełni w moich opowiadaniach rolę Hoida z powieści Sandersona. Jest obecny i miesza wszędzie po trochu.

Mmmm, ale Hoid ma jakiś Plan. Nikt nie wie, jaki Plan, ale jakiś ma :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Paskudna ludzkość niestety dość często przewija się w moich opowiadaniach. Chyba muszę czytać mniej wiadomości, a oglądać więcej memów z kotami, żeby znaleźć jakąś równowagę. :D 

I zaczniesz pisać o paskudnych kotach? XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

A co jeśli wbiega do sali typ, rzucam kartki i nauczyciel życia pyta się:

– Kim pan w ogóle jest? Nie ma pana na liście.

Ja kiedyś weszłam nie na ten egzamin i się nie połapałam, dopóki nie spojrzałam na pytania, tak, że…

A prymusi i tak gdzieś dojdą. Bo jak się idzie, to gdzieś się dochodzi. 

Ale czasem do ściany.

Ja obecnie mam ten problem:

Ano, tak. Tyle do napisania, a TARDIS ciągle nie ma… laugh

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Mmm, zapomniałam o “Nausice…”, racja. 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

obraz zaczarowanej krainy spustoszonej przez wojnę przywodzi na myśl Studio Ghibli

? Wszystkich ich filmów nie widziałam, ale tam chyba były bardziej osobiste nieszczęścia?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

laugh Sorry, ja trochę stuknięta jestem, a miałam i takie sygnały. heart

Zresztą wiesz. (Co prawda facet twierdzi, że jedno z drugim, znaczy, z paranoją, nie ma nic wspólnego, ale wysoki wskaźnik paranoi obserwowałam u krewnych, co może oznaczać, że jestem obciążona dziedzicznie. Także i tym).

heart

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Uparłem się, że opublikuję tekst od razu

Jak się człowiek spieszy, to Terminator :)

Dlaczego tu musiało być zawsze prawo należności nocy (czy tam pierwszej nocy, już nie pamiętam, jak się ta barbarzyńska reguła nazywała)?

Pewnie prawo pierwszej nocy (o tym drugim nie słyszałam ETA: a teraz spojrzałam na tytuł blush też mam już dziury w polu widzenia), ale z tego, co wiem (podobnie jak pasy cnoty) było ono wytworem zboczonej wyobraźni czasów wiktoriańskich. Nie podaję się, oczywiście, za eksperta.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ano, Shreka.

Bawiąc – uczyć :D

Myślę, że gdyby ten tekst powstał krótko po II wojnie światowej, te pociągi z pasażerami, którzy znikają w drodze do obozu, kojarzyłyby nam się z zupełnie czymś innym…

Niekoniecznie. Ludzie się dość długo przed tą wiedzą bronili, o ile wiem.

Trauma z dzieciństwa. :O 

… jestem stara…

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

laugh A z tymi “osobami” to nie nakręcajcie mnie, kurka. Gdzieś w internetach jest nawet grupa utylitarystów, którzy twierdzą, że moralnym obowiązkiem ludzkości jest genetyczne zmodyfikowanie drapieżników tak, żeby przeszły na wegetarianizm albo i na fotosyntezę (chciałabym, żeby to było zmyślone, ale nie).

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

 Super, że wpadłaś (po uszy w śnieg)!

 No, łzy kapały z głowia, no, a z czego miały kapać? 

Znalazłoby się co innego :)

przecież w potocznym rozumieniu to jest cały dzień, czy cała noc

… w sumie… :D

Ta tkanka ziemi to miała być grzybnia, zaraz pod powierzchnią. Czyżby wyrażenie nie było precyzyjne? 

… nie.

bo często nie wiem o co chodzi! :D :D :D 

Właśnie o to chodzi, że ja nie wiem, o co chodzi XD

Tak gdzieś minus dziesięć w tej chwili. 

U nas też ^^

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Czekałem na twój komentarz :)

blush

Gdyby mój narrator był dokładny, nie byłby wiarygodny

Mmmm, nie w tym rzecz. On tłumaczy słuchaczom coś, czego oni nie mają prawa nie wiedzieć. Do czego by to porównać, hmmm. Czytałeś "Prawdziwe znaczenie Smekodnia"? To tam miała miejsce inwazja obcych (a w trakcie ma miejsce jeszcze druga, ale to nieistotne dla przykładu), którzy przesiedlili ludzi po uważaniu. Do Arizony. Ludzie, jak to ludzie, zorganizowali się w tej Arizonie grupami, z których jedną stanowią muzycy. I oni w swoim miasteczku cały czas robią koncerty "żeby zwrócić uwagę na problem kosmitów". To miałam na myśli.

Poprawiłem, bo rzeczywiście to zaszłość ze starego tekstu, gdzie zamysł był troszkę inny.

Aha, po prostu "sygnał" z taką siła mnie odesłał do pojedynku, że doznałam wielkiego trąbojerychońskiego fikumózgu ^^

Raczej odbiera komfort czytającemu, ale to już inna sprawa ;)

Komfort nie jest wartością najwyższą devil

zwłaszcza gdy betem zostaniesz :)

Łoj, wkopałam się laugh zobaczymy.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka