Profil użytkownika


komentarze: 2345, w dziale opowiadań: 1761, opowiadania: 742

Ostatnie sto komentarzy

Bardzo dziękuję za opinie, Wilku Zimowy i Nazgulu – wielce mnie raduje, że klimat przeważył nad bolączkami i ostatecznie wrażenia z lektury pozytywne :)

Może i to śledztwo bohatera jakieś takie naiwne, nieporadne i mało intrygujące,

Trafna uwaga – śledztwo wyszło jak wyszło, bo pierwotny plan zakładał napisanie kryminału, ale trochę mi się rozjeżdżało + długościowo wyszłaby pewnie nieszczęsna “nowelka”, której nie idzie wsadzić ani w czasopismo, ani w antologię, ani na portal. No i stanąłem w rozkroku ;)

autor mocno się przy tym zainspirował “Midsommar”

Cóż, Wilku, jeśli mam coś dementować, to najwyżej słowo “mocno”. Niemniej utrafiłeś – Midsommar sprawił, że chciałem napisać “horror w świetle dnia” i wówczas przyszła do mnie scena Gullbrandura pożeranego przez owce. Późniejsze podobieństwa raczej przypadkowe. Albo podświadome.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Może i grindwale znajdują się w rodzinie delfinowatych, ale IDENTYFIKUJĄ SIĘ jako wieloryby. Tak też są traktowane w przepisach o ochronie ssaków morskich z 1992 r. Zatem – bądźmy nowocześni :p

No i jak brzmiałby tytuł „Totem z kłębów wełny i kości delfinowatych”? Mało groźnie. A „…i kości wielorybów pilotowych”? Niemelodyjnie!

A tak serio, to widzę, że wyszło nieco myląco – masz słuszność. W przyszłości będzie precyzyjniej, a tak się składa, że mam na warsztacie jeszcze trzy „etniczne horrory”.

Dzięki za opinię, Staruchu, bardzo mnie też cieszy wyróżnienie ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

I znów wracamy do stwierdzenia, że nie da się zadowolić wszystkich

W istocie. W pewnym momencie dochodzi się jednak do momentu, w którym próby zadowolenia wszystkich przestają rozwijać i trzeba po prostu “robić swoje”. Tak jak się umie najlepiej…

Moje opowiadanie rzeczywiście ma zbliżoną długość, ale to zupełnie inny tekst i krytyka dotyczy innych kwestii. Stety niestety ;D

Co do pozostałych zarodków, to myślę, że Cate je po prostu zniszczyła

Cóż, tego właśnie się domyślałem, mając w pamięci fragment przytoczony przez Sewera (którego to zdania akurat nie przeoczyłem, po prostu myślałem, że może jest “coś jeszcze” między wierszami). Trochę sabotaż misji ze strony Jane/Cate. No ale tak to się rozegrało.

 

Cóż, pozostaje mi życzyć kolejnych publikacji, Marasie, i ciekawym, co tam zaserwowałeś w Snach Umarłych! :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Przeczytałem wersję papierową, ale nie podzieliłem się opinią, więc nadrabiam ;)

 

Interesujące opowiadanie, choć zastanawiam się, czy w wersji skróconej nie było lepsze – bo jednak trochę się powtarzasz w tych wywodach. Zbyt wiele masochizmu Alana, rozterek, które właściwie prowadzą donikąd. Jest to oczywiście psychologicznie wartościowe i interesujące, czytelnicy ceniące sobie taką literaturę z pewnością będą ukontentowani.

Podobało mi się, że wziąłeś na tapetę okres podróży kosmicznej, który zwykle jest pomijany, jako ten najnudniejszy. Nie postawię “Drugiego człowieka” obok “Non stop” Aldissa, ale to jednak teksty innego nurtu.

Mam też pewne wątpliwości koncepcyjne. Niezbyt kupuję całą tę inwestycję i jej realizację. Mówiąc dosadnie – każdy człowiek dostałby pierdolca w takich warunkach, więc nie przysłużyłby się ani jako ambasador, ani nauczyciel/towarzysz dla AI. A przy takiej misji, takich włożonych w nią pieniądzach, wszystko powinno być dopięte na ostatni guzik. Program szkoleniowy skwitowałeś:

Naprawdę nie mam pojęcia, co siedziało w głowach tych specjalistów i jakie mieli kompetencje, ale nie przewidzieli bardzo prawdopodobnych konsekwencji takiej kumulacji nieszczęść.

Wydaje mi się to po prostu dość wygodnym rozwiązaniem fabularnym, a tego przecież potrzebowałeś, by wyjaśnić zachowanie Alana.

Na koniec jeszcze słowo o zaburzonej chronologii – ja to kupuję. Zwykle w takich sytuacjach gubię się bez reszty (prosty człowiek ze mnie ^^), ale u Ciebie wszystko rozumiałem, więc zrobione umiejętnie.

 

Ach, no dobra, jedno mi umknęło (aczkolwiek mam domysł), więc byłbym wdzięczny za podpowiedź – co się stało z pozostałymi zarodkami na pokładzie?

 

Tyle ode mnie, pzdr.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Zajrzałem z ciekawości, ale początek niestety nieszczególnie zachęcający.

 

Choć przeczytałem tylko do pierwszej gwiazdki, opowiadanie wydaje się mi przegadane – nazbyt rozbudowana scena powitania z psem, za wiele mielenia tego samego z użyciem zbliżonych określeń (ciężar spadł z serca i kamień spadł z serca). Nadmiar zaimków (pięć “jego-psów” w obrębie kilku zdań), dziwnie wstawione przecinki (np. – Karas poznajesz, pana?).

Później detaliczna sekwencja wąchania. Wciąganie nosem, że dym, że kadzidło, że sąsiad. Metraż i wyposażenie domostwa. Znów pies. W mojej opinii takie coś rozwadnia treść i utrudnia zbudowanie klimatu. Jest po prostu statycznie i przez to nie czuć suspensu. Zbyt wiele piszesz, że Marek jest zaniepokojony, a zbyt mało tego uczucia pokazujesz.

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Cóż, latka lecą, a ja wciąż na bakier z cetologią ^^

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Hej, Achika, tu gość od wielorybów, które nie są rybami ;)

Co tu dużo pisać – w przytoczonych przez Ciebie kwestiach dałem ciała. Kajam się.

Szkoda, szczególnie że nie wymagało to researchu, tylko większej uwagi/czujności.

Pozostaje mi mieć nadzieję,  że wtopy nie kładą się cieniem na reszcie tekstu. Dla dobra immersji starałem się wiernie odwzorować miejsce akcji.

 

Wielkie dzięki za błyskawiczny feedback, bardzo mi miło :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Kopę lat, Żonglo!

Dziękuję za rozbudowaną opinię – jestem rad.

Ładnie opisana miłość. Ładne nagłe rozjechanie Syriusza.

Cóż, i w jednym i w drugim przypadku chodzi o bliskość ;D

Sympatyczne zestawienie ^^

 

Podobnie jak on był córką

;)

No co? Mamy XXI wiek, trochę tolerancji ;p

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

“Skra duszy w drewnie zaklęta”

No, taki tytuł to ja rozumiem – wyborny! ;D

Gratulacje!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

O, no i są!

Gratuluję zwycięzcom – na pudle widzę miejsce dla Edwarda i Sewera Istry, trzeciej osoby nie zgaduję, bo nie przeczytałem wszystkich tekstów.

Teraz tylko czekać komentarzy jurorskich – bardzo ich ciekawym ;)

 

Edit: kurde, na tej liście to się nie skupiłem za bardzo XD

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Suey mogłaby być lepsza. Właśnie w wypadku dialogów

No właśnie – i tu mnie boli! Mnie się ten styl gadania u niej podobał, by był wyrazisty, ale sporo osób miało podobne odczucia, co Ty. Łącznie z moimi “prywatnymi” czytelnikami…

Kusi mnie ciężar, ale patrząc po rynku, lepiej sprzedałby się zapewne mainstream. No ale chyba najważniejsze, by było wiarygodnie, nie na siłę :)

 

W ogóle pytanie mnie o cokolwiek, to nie najlepszy pomysł, ale skoro mówisz, że chodzi jedynie o wskazówki :D 

Dlaczego? Ja uważam, że to świetny pomysł :D

Dzięki wielkie za doprecyzowania :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

jak się betuje, to człowiek czuje dumę jak ze swojego. Przy przymniej ja tak mam.

Rany, serio? Bez ściemy? ;o

Cóż, ja jednak mam większą radość, gdy to mój autorski tekst gdzieś się dostaje. Ale to widać kwestia gustu.

 

Gratulacje!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

No tak, choć mi się kłócił ten wyraz głównie, ale już dobra, nie drążę, można uznać, że uwierzył i pomylił znaczenia. :D

A, dobra, chyba już rozumiem XD

Pranie mózgu mu zrobiła – sam uwierzył i powtarzał, jak na porządnego pantofla przystało ^^

 

Jeszcze na pewno coś poczytam, jeśli dodasz. ;)

yes

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Hej, wielkie dzięki za niespodziewaną wizytę i opinię, Młody Pisarzu!

Ciekawe, że spośród moich staroci wybrałeś właśnie ten tekst – bardzo mnie to cieszy.

Mam świadomość, że emocjonalność szwankuje. Obok dialogów to jedna z moich największych słabości ;(

 Niemniej, tak się składa, że dojrzewam do napisania powieści i wstępnie planowałem pociągnąć właśnie historię Adama i Suey. Zdaje mi się najbardziej “mainstreamowa” spośród moich idei. A samo opowiadanie było pisane jako “pilot” do większej całości.

Byłbym więc wdzięczny, gdybyś mi doprecyzował – czy dostrzegasz potencjał w tym świecie? Czy wyczułeś w głównych bohaterach jakieś ślady charakteru/świadomości? Uważasz, że zważywszy na setting powinno być bardziej horrorowo i ciężko (czyt. 18+), czy raczej więcej fajerwerków akcji (young adults)?

Nawinąłeś się, więc pytam ;D

Byłbym wdzięczny za szczerą odpowiedź – uspokajam, że to dla mnie jedynie wskazówki, które chętnie wziąłbym pod uwagę ;)

 

Trzym się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki za miłą, niespodziewaną wizytę, Krokusie! Jak również za rozbudowany, wartościowy komentarz – doceniam.

Dobrze, że wspomniałeś “wycieczkę” do fabryki po części. Generalnie uznałem, że jest to realne (udał się do przedsiębiorstwa Fablok, a jako geek kolejowy i inżynier miał tam znajomych), z drugiej to jeden z tych elementów do których nawiązywałem w przedmowie. Jedną z moich wartości jest, by podstawa była jednak stabilniejsza…

Po komentarzu Twoim i Ananke wnoszę, że jednym z problemów jest chyba blok kursywy. Jako “wspomnienie” z natury musi to być statyczne. Być może trzeba było rozbić to jakoś, poprzedzielać czymś bardziej dynamicznym. No ale mleko się rozlało ;)

 

Warto czytać własne opowiadanie i podchodzić do niego jak do innego, dać odleżeć

Heh, stara zasada Kinga z książki “Jak pisać”. Tyle że tam dotyczyła powieści ;)

W przypadku opowiadania też zda egzamin, pytanie tylko, czy wprawny, dobry pisarz nie powinien w przypadku krótkiej formy wychwycić to jednak szybciej.

Fakt faktem, biłem się z deadlajnem, więc tutaj czasu na odleżyny za wiele nie zostało!

czemu on uznał, że to jest wyraz zaufania?

Bo mu tak zła baba nagadała, że to właśnie jest “zaufanie”, a on – głupi i zakochany, uwierzył ;(

Dzięki raz jeszcze, Ananke. Oboje z Krokusem zawsze jesteście mile widziani pod moimi tekstami! ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Rzeczywiście, udał Ci się ten tekst. Z pewnością ujęła mnie subtelność opisów i poczucie upływającego czasu dzięki zestawieniu postaci Lubomira i Zyty. Miejscowe, językowe stylizacje nadawały klimatu. Końcówka urocza w swej niewinności – spokorniał Lubo po hulaszczych latach z rusałkami ;)

Co mnie nie do końca przekonuje, to wplecenie w to mitologii słowiańskiej. Z jednej strony aprobuje, bo rodzimowierstwo to religia Primagrodu, z drugiej – trochę “obok” i “na siłę” zdały mi się te wszystkie licha.

Pewnie wolałbym bardziej rozbudowaną sferę wewnętrzną niż uganianie się za rusałkami, aczkolwiek mogłoby to zanadto spowolnić tekst, więc decyzja niełatwa. No i więcej scen erotycznych z perspektywy drzew (jak dotykanie się gałęziami) niż personifikowanie drzewnych dusz.

No ale to generalnie grymaszenie – generalnie wykonałeś dobrą robotę i czytało mi się z przyjemnością!

 

Trzym się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Intrygujący tytuł, naprawdę. ;)

Bardzo się cieszę! Uważam, że tytuł to ważny element i zawsze staram się, by brzmiał trochę jak zaklęcie ;)

Hm, co ma zaufanie do przepisania wszystkiego na jedną osobę?

Niedobra baba – zmanipulowała Syriusza, by mieć na własność, a później poszła do innego ;p

Na dwie byłoby oczywiście uczciwie.

 

Rzeczywiście ilość perspektyw zdaje się zbyt duża. Historię Dione przedstawiłem skrótowo, by choć trochę zdynamizować końcówkę, ale widać nie był to złoty środek. Nadal nużyło, nie tylko Ciebie, Ananke.

Mam wrażenie, że tu się po prostu uwidoczniła moja nieumiejętność opisywania dość statycznych scen, bo jednak w 40k ledwo się zmieściłem…

Hm, muszę przemyśleć, co tu nie zagrało, a Twoja ciekawa, rozbudowana opinia jest dla mnie ogromną pomocą – bardzo dziękuję!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ale może nie każdy tak ma?

I teraz każdy, kto to przeczyta, zacznie wpatrywać się w swoje ręce ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

<chrup, chrup>

No-no!

 

piesków nie krzywdzimy!

Prawda – to politycznie niepoprawne ^^

A smak, cóż… wszystko zależy od drzewa. Na przykład pasztet z drzewa sandałowego smakuje znoszonym sandałem ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Deski mieliłeś, Hrabio? ;)

Niektórzy jedzą pasztety ze śliwkami, a w Primagrodzie spożywa się je z deskami, a co! ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

“Jeśli”, Finklo, ale ten fragment wskazuje, że ciało było jednak mocno posegmentowane:

oglądając lewą stopę bez palców.

;)

 

Ba-dum! Tsss!

Hehe, dosłownie wczoraj słyszałem ten dowcip po latach. Combo!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nie dość, że dla Irki, to jeszcze kawałek niewielki – nie będę podjadał ;)

Niemniej pasztecik wygląda smacznie. Oj, mieliło się kiedyś na takich maszynkach… Aż wióry leciały!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

O, patrz, dopiero teraz spostrzegłem, że masz piórko!

Efekciarski tekst, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Pojawiały się teorie, że David to kosmita i tu, zdaje się, potwierdzasz ich autentyczność. Ze spokojnych, stonowanych reakcji bohatera wywnioskowałem, że to nie pierwsza dziwna sytuacja w jego życiu – może rok wcześniej podczas oglądania “Bohatera Ostatniej Akcji” Schwarzenegger mu wyszedł z telewizora? Albo wspomniany pomidor zaczął recytować Pana Tadeusza? ;)

To nie jest wielopoziomowe opowiadanie, ale chyba nawet nie miało takie być. Nie nudzi, zmieściłaś wiele treści w małej objętości. Czytało się dobrze, tu się tylko zatrzymałem:

Następnego ranka na parapecie leżała tylko poduszka, a na podłodze pod kaloryferem koc i mały palec prawej ręki.

Na tym etapie bohater chyba by nie rozpoznał, z której to ręki.

 

Słowem – mnie też opko przypadło do gustu :)

Trzym się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Cześć, Anet.

Wielkie dzięki za wizytę i rozbudowany komentarz – jak zawsze miło mi Cię gościć :)

Hehe, rzeczywiście gdzieś mi podmiot katapultowało w tym zdaniu!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nie znam jeszcze Twojej prozy (w przeciwieństwie do Zanaisa), ale bardziej rozbudowane teksty z pewnością pozwolą lepiej ustosunkować się do mocnych i słabych stron. No i to, co czytamy na co dzień, dla przyjemności, to zbiory opowiadań albo powieści – tak czy inaczej dłuższe formy.

Życzę powodzenia. Trzymaj się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

A widzisz, tak mi nawet pisali, że niby 90k, a czyta się szybko ;)

Jednym tchem! XD

 

Gdzie ja byłem przez ten czas?

Tego nie wiem, ale ufam, że dobrze się bawiłeś :)

Niektóre teksty potrzebują dojrzeć – najnowszy Maras przykładem.

 

Skoro cisza wyborcza, to odezwę się na priv ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

I super. Romans nie odstrasza odkąd złagodniałem na starość, a o złodziejach chętnie poczytam – może wytrzymają te 60k moje sterane, hrabiowskie oczy ^^

Dzięki, do później!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Mam na warsztacie dwie, obie nawiązujące do tutejszych opowiadań ;)

Brzmi obiecująco.

Daj znać, jak te owoce będą gotowe do zerwania – mam przeczucie, że Twoje powieści mogą być niezłym lekiem na chandrę :)

 

Trzym się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Pomyślności, Wicked! Dorobek godziwy.

Heh, jak widzę, zarejestrowałeś się niecały rok przede mną, tymczasem jak przyszedłem, już zdałeś mi się tutejszym “wyjadaczem” ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

nie szedłem w czysty horror, a celowałem w weird i konwencję o jakiej wspominasz.

No, konwencja Ci się udała zdecydowanie – czy podejdzie, to już tylko kwestia gustu ;)

Do weirdu nie jestem przekonany, ale, po prawdzie, to pojemny wór.

 

Które ze swoich piórkowych opowiadań bardziej polecasz? A może do któregoś “tylko” bibliotecznego jesteś szczególnie przywiązany? Mam ochotę się zapoznać – ostatnimi laty wypadłem z obiegu ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Przeczytałem, rzekłbym, błyskawicznie ;p

Co z tą publikacją? Namiarów nie widzę, Vargu!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ach, piękny tekst, z którego pomimo upływu lat wciąż mam przebłyski – polecam i ja, T. ;)

 

A Ty coś piszesz, Werweno, czy tymczasowy odwrót?

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ot, krótka i prosta opowiastka, ale nie pozbawiona pewnego uroku :)

Podoba mi się przekleństwo Jedynki i jego przemiana. Końcówka satysfakcjonująca.

Nie jest to pełnoprawne opowiadanie, ale jako ćwiczenie i ozdobnik jak najbardziej spełnia swą rolę. Trudno o jakąś merytoryczną krytykę, bo materiału niewiele. Stawiam stempel jakości w ramach poparcia i mobilizacji do dalszego rozwoju.

 

Pzdr!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Opowiadanie drogi. Podobało mi się, aczkolwiek nie mogę powiedzieć, że zachwyciło.

Zdecydowanie tekst stoi klimatem. Zadbałeś o szczegóły, zarazem nie marnując zbyt wiele znaków na jałowe opisy – to trzeba umieć.

Nic mi tu nie zgrzytało stylistycznie, nie wydało się wyrwane z innej epoki, przez co czytało się płynnie i z satysfakcją.

Fabuła raczej prosta, ale… jak to w życiu bywa – czasem masz ochotę na gose czy Jagermeistera, ale częściej jednak wolisz strzelić setkę wódki i do przodu ;D

 

Pzdr, powodzenia w konkursie!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Krótki tekst, a zmęczył mnie, prawdę mówiąc.

Zdecydowanie za wiele ta-ta, a za mało historii, akcji, dramaturgii. Dobrze, że przynajmniej odpuściłeś tik-tak ^^

No ale, jak rozumiem, jest to wyraz konsekwencji – chciałeś wejść w głowę starszego, rozpamiętującego swoje życie człowieka i Ci się jak najbardziej udało.

Ciekawy patent z pierwszym komentarzem – dorzuciłeś rys historyczny, co zdecydowanie urozmaica opowieść, choć faktycznie… nie jest jej częścią. Hm.

Językowo poprawnie.

A, no i kompletnie nie rozumiem, dlaczego oznaczyłeś to opowiadanie jako “horror”. Horror umierania? Sprawienia zawodu ojcu?

 

Pzdr, powodzenia w konkursie!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Czasem odnoszę wrażenie, że zredukowanie działalności na forum przekłada się na większe sukcesy literackie poza nim

Hehe. Masz trochę racji, ale to złożona kwestia ;)

 

Dobra robota, Marasie, gratulacje. Można wiedzieć, kiedy pisałeś ten tekst?

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Co  to, czterech na pudle? Może dogrywka? ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Zakładałem, że czytelnik do tego miejsca przyjmie jedną z dwóch hipotez

Widzisz, ja w pierwszej kolejności pomyślałem o własnej nieuwadze, dlatego że kolejne zdania zapisałeś bez przerwy, akapit po akapicie. To wskazywało na ciągłość narracyjną.

No i musiałem się upewnić, czy on poszedł spać na pewno w pociągu, czy jednak na dworcu.

 

Chomik to jedno, “pufnąć” – drugie. Bo to neologizm dźwiękonaśladowczy wg primagrodzkiego słownika ^^

Ale, jak piszesz, po terminie nie ma co dłubać. Też hołduję tej zasadzie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dobre opowiadanie.

Na pewno prym wiedzie język – sama przyjemność obcować z tak bogatą, potoczystą polszczyzną.

Opowieść zaciekawia, czuć też ten klimat dzieciństwa. Zakończenie satysfakcjonujące.

Największą słabością z pewnością jest początek. Co prawda opisy robią wrażenie, ale, nie bójmy się użyć tego słowa, zamulają tekst. Przydałoby się więcej Hitchcocka, a mniej Nad Niemnem ;)

Pomysł na wymiar do jakiegoś alternatywnego świata raczej wtórny, w pierwszej kolejności skojarzyło mi się z przywoływanym przez wiele osób Kingiem, a szczególnie Buickiem 8, choć u Ciebie jest ruch i to w jednym kierunku. Wizje ze świata za tunelem pięknie-upiorne :)

 

Pzdr, powodzenia w konkursie!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki, Sonato, chyba wiem, co masz na myśli. Reakcja Syriusza była taka a nie inna, bo wspomnienia z dzieciństwa podpowiedziały mu, czego się spodziewać. Ale niektóre sceny rozpisuję rzeczywiście od środka, a nie od początku.

Specjalistyczne słownictwo już wrzuciłem, skoro trochę natrudziłem się przy okazji researchu ;p

 

Nie zawsze trzeba wszystko rozumieć, a czego się nie zrozumie, można sobie dopowiedzieć

O, w punkt! Tak właśnie pocieszałem się w przeszłości, przy okazji każdego “nie zrozumiałam” od Reg.

No, bogiem a prawdą nie tylko od Reg ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Bohater był w kurtce(zapiętej pod samą szyję), pociąg w kieszeni bluzy, moim zdaniem mógł nie sprawdzić.

Wiesz, tym bardziej zaskakujące, że ktoś by zawinął amulet ;)

Ale to drobnostka.

 

Z wiekiem chodziło mi o to, że bohater w tej scenie zastanawia się, ile lat ma postać wchodząca do przedziału. Nie wie, że jest to robot. I kiedy zastanawia się, że może on mieć 30 alb 40 to jest to dziwne, bo ludzie w tym wieku wyglądają podobnie. Jakby zastanawiał się, czy ma 20 czy 60 – o! to świadczyłoby, że wygląd jest jakiś dziwny, może “nieludzki”.

 

No, tyle ode mnie. Trzym się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Zmęczył mnie ten tekst, prawdę mówiąc.

Przede wszystkim – to bardziej fragment niż opowiadanie. Rozdział jakiejś nowelki, w której pociąg pełni rolę środka transportu. We wrażeniu utwierdza wykreowany świat – z jednej strony bogaty, z drugiej pusty.

Środkowa część,z chorobą wysokomagiczną zdał mi się bardzo dekoncentrujący. Mam na myśli coś takiego:

Młody człowiek myślał przez chwilę, czyby nie spróbować wychylić się i dojrzeć czegokolwiek, ale tego się przestraszył. Opowiadano mu kiedyś o pasażerze, który tak właśnie wychylił się w podróży, nawiązał relacje pozamałżeńskie ze słupem

Zrozumiał, że pociąg zaraz odjedzie, a on nie może się dostać do wagonu.

Wszystko w jednym bloku – najpierw wydaje się, że Marek jest w pociągu (i jedzie), później, że jednak poza pociągiem (który stoi). Cofałem się, bo myślałem, że czegoś nie zrozumiałem, a dopiero znacznie dalej okazało się, że jest to rodzaj widziadła.

Dużo w tym tekście losowych, niezwiązanych ze sobą pomysłów, idei, przemyśleń… Momentami strumień świadomości.

Rozmowa z dziewczyną raczej wprowadzająca do dalszej części rozpisanej na wiele stron fabuły niż, uwaga, FINAŁ opowiadania. Tempo mozolne.

Jeszcze na takim zdaniu się zatrzymałem:

Lokomotywa pufnęła potężnie, jak największy na świecie chomik.

Brzmi jak z książeczki z obrazkami dla dzieci. Czyli po prostu nie pasuje do reszty tekstu, który pisałeś w poważniejszym tonie.

Językowo jest zresztą naprawdę przyzwoicie.

 

EDIT:

Zapomniałem o jeszcze jednym:

Pchnął jeszcze, kopnął znów obunóż na odlew i nagle poleciał w dół.

“Na odlew” jest zarezerwowane dla ręki ;)

 

Niemniej, pomimo niezbyt przyjemnego komentarza z mojej strony, SZACUN za walkę z brakiem weny i terminem, jak wspomniałeś w przedmowie. Szanuję, bo też uważam, że jak się pobrało bilet, to trzeba pojechać ;)

 

Pzdr, powodzenia w konkursie!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

W mojej opinii średni tekścik.

Tytułowy pociąg kieszonkowy jest elementem symbolicznym, tak naprawdę można by go zastąpić czymkolwiek innym. No ale konkurs, wiadomo.

Trudno mi uwierzyć, że chłopak, który jest złodziejaszkiem i utrzymankiem, w przyszłości miałby zostać profesorem-konstruktorem robotów. Brakło mi do tego przesłanek. Tożsamości profesora zresztą domyśliłem się szybko – trochę dziwne, że bohater odruchowo nie sprawdził kieszeni, w której trzymał zabawkę, gdy jeszcze siedział w przedziale. To wydaje mi się takie naturalne zachowanie osoby okradzionej, choć na szczęście nie miałem okazji się przekonać.

Brakuje mi też błyskotliwego wyjaśnienia całej sytuacji. To uderzenie w głowę i przejście na “dobrą stronę” nazbyt ckliwe, niepoparte jakąś sytuacją, która by rzeczywiście przekazywała: “kradzież nie popłaca”.

Z plusów; czyta się dobrze, nie nudziłem się ani przez moment. Na początku fajna zabawa słowem “pociągiem”. No i ten bohater dobrze wyszedł – charakterny :)

Trudno określić jego wiek, równie dobrze może mieć trzydzieści lat jak i czterdzieści.

Mam wrażenie, że wybrałaś akurat taki przedział wiekowy, w którym ludzie najmniej się zmieniają i niejedną osobę idzie źle ocenić ;)

 

Pzdr, powodzenia w konkursie!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ciekawe opowiadanie. Takie… bezkompromisowe.

Stoi oczywiście dusznym, posępnym nastrojem, okraszonym udanymi opisami zmieniającej się rzeczywistości. Podobają mi się turpistyczne wizje przedziału, wrzeszczące szyny, stopniowa transformacja pasażerów.

Z drugiej strony ta jednowymiarowość stanowi chyba zarazem największy minus. Jest dość sennie, monotematycznie. Zakończenie zdaje mi się nie łączyć z wcześniejszymi zdarzeniami – może dlatego, że szyny nie są częścią pociągu, tylko czymś oddzielnym. Pewnie tekst zyskałby na jakimś związku przyczynowo-skutkowym czy klamrze w tym miejscu.

Zastanawiające, że przemiana Mileny trwała dłużej, dziewczyna była też zaznajomiona ze znaczeniem dźwięku szyn. Tymczasem Olaf szast-prast i został wózkiem inwalidzkim ;)

Napisane schludnie. Jedno mnie jedynie zastanowiło:

Dziewczyna czasem mówiła dziwne rzeczy, czasem dobitne, a innym razem przesadnie szczere. Pogrążony w zmęczeniu chciał tego słuchać.

Serio miał ochotę tego słuchać w takim stanie? Masochista jakiś? ;p

 

Pzdr, powodzenia w konkursie!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

@Wszyscy

Ewakuować się z tego wątku, nadchodzi Cezary! ^^

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki za miłą wizytę, Sonato. Mam wrażenie, że to Twoja pierwsza pod moim opowiadaniem!

 

bardzo dobrze zostały opisane jej emocje

Ooo, to rzadko zdarza mi się czytać pod swoimi tekstami, a szkoda, bo emocje zawsze były dla mnie bardzo ważnym elementem ;D

Byłabyś w stanie sprecyzować, co nie do końca zrozumiałe? W przeciwieństwie do emocji, tego typu uwagi mam na porządku dziennym. Chętnie podciągnąłbym się w kwestii przejrzystości ;)

 

 

Reg, Edward, Finkla, Rossa, Sonata – osobne dzięki za kliki biblioteczne!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Oniryczne? Może i oniryczne, jak dla mnie najważniejsze, że zachowałaś w tej kwestii konsekwencję.

Historia na kolana nie rzuca (może jak dla mnie trochę za dużo elementu melodramatycznego), ale podobało mi się umiejscowienie sporej części tekstu wokół pociągu, zamiast w jego obrębie – odświeżające po innych konkursowych tekstach ;)

Największy plus za dialogi – rozmowy z Cyganką i w domu Jerzego naprawdę spoko. Kolejny za opisy. Myślę, że ta historia sprawdziłaby się w formie komiksu.

Minus – wygodny zabieg z “zapominaniem” osób zaginionych, no ale fantastyka rządzi się swoimi prawami ;)

W ostatecznym rozrachunku podobało mi się, więc stawiam stempel jakości.

 

Pzdr, powodzenia w konkursie!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

imo, wszystkie cechy horroru ma sama koncepcja wielogodzinnej podróży pociągiem bez klimatyzacji. XD

Tu się zgodzę, znam z autopsji ;D

 

Obyczajówkę postrzegam chyba jako najtrudniejszy gatunek. Niełatwo pisać pasjonująco o czymś z natury nudnym, choć fani widzą to pewnie nieco inaczej…

Taki Irving – wspomnienia po przeczytaniu pozytywne, ale dłużyło mi się co niemiara!

 

–Sssyty, sssyty, sssytyyy – zasyczała para. 

Z takich jakby-onomatopej to bym rezygnował, podobnie jak z zestawień kilkuznakowych typu “!!??” (tego akurat u Ciebie nie ma, wiem). Raczej równają tekst w dół niż w górę, przynajmniej moim zdaniem ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Przeczytałem, choć w komentarzu nie będę nazbyt pomocy – jak dla mnie zbyt dużo niejasności, jeśli chodzi o setting. Bardziej widzę ten tekst jako fragment większej przygody, gdzie czytelnik mógłby lepiej zapoznać się z uniwersum.

Plusy na pewno za postaci i wartką akcję – działo się, temu nie zaprzeczę.

Językowo nie jest niestety najlepiej. Szczególnie interpunkcja pozostawia dużo do życzenia.

 

Pzdr, pozdrowienia w konkursie!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ja też to znam. Ale w innej wersji, że dzieciaka zabił maszynista. Chory człowiek. A później spalił w piecu kawałki ciała. Podcastu o tym nie było? Hmm… Był.

W tym miejscu pomyślałem sobie, że napisałem coś w rodzaju prequelu do Twojego opka ;D

W końcu u Ciebie też ważna jest prędkość. I BARDZO DOBRZE – vivat velocitas! ^^

 

Największy plus za zawieszenie akcji w scenie z ciastkiem. Do tego momentu tekst nieco mi się mozolił (trochę dużo obyczajowego pitu-pitu), ale jak już wszamał, ruszyło z kopyta – dobry balans tempem. Fajna też poetycka klamerka i opis pieca-boga.

Na minus zestawienie parowozu z nowoczesnymi wagonami – burzy immersję. Wrzucenie w tekst wampirów też można postrzegać jako nadmiarowy grzybek w barszczu, ale zrobiłaś, jak miałaś ochotę ;)

Niemniej – podobało mi się, Rosso.

 

Pzdr, powodzenia w konkursie!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ano, kopę! Cześć, Rosso :)

Widzę, że masz dzisiaj niezły maraton. Jest materiał na jurora ^^

Powiem Ci, że chciałem iść właśnie w stronę Paranormal, ale jakoś mi się ten klimat łagodził, wszystko takie nazbyt lekkie i baśniowe się stawało… Też się widać z wiekiem rozckliwiam!

Pewnie gdyby utrzymać gęstszą atmosferę, to i byłoby tąpnięcie.

Sama nie wiem, co myśleć o obsesji na punkcie lokomotywy. Kupuję to, chyba. Nawet jeśli nie z pełnym przekonaniem, to wystarczającym, by zawiesić niewiarę.

Uff! Albo, skoro to konkurs kolejowy: puf-puf XD

 

Dzięki wielkie za wizytę i rozbudowaną opinię!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Edytka: Aha, zapomniałam wspomnieć, że Masztalski nadaje rysu komicznego. Tak miało być?

Rany boskie, nie! Raczej nie oglądam kabaretów, nie miałem świadomości ;D

Dzięki za cynk. Raz nie zweryfikowałem nadanego nazwiska i proszę.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki za wizytę, Finklo. Miło, że przebrnęłaś bez dyskomfortu – Zygfryd dobrze pisze, więc może wcale nie dlatego!

O dronach w sumie nie pomyślałem, ale może bym się jakoś wybronił, bo domyślnie akcja Tomasza ma miejsce około 2001/2002 roku. A wtedy mógł być problem z dostępem do nich, ha! ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Rzeczywiście, całkiem wartki tekst ;)

Podobała mi się konstrukcja – na początku haczyk, później dopiero pełnoprawny początek opowieści.

Fabularnie klasyka. Grozy ja akurat nie uświadczyłem (choć zdania są chyba w tej kwestii rozbieżne), ale trup ściele się gęsto, więc niech będzie, że horror.

Mnie również Agnieszka zdała się nazbyt epizodyczna – właściwie istnieje tylko po to, by Rafał usłyszał legendę o dróżniku. Równie dobrze mógł ją zasłyszeć od kogoś obcego przy okazji, wyszłoby na jedno.

Pzdr, powodzenia w konkursie :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Przeczytałem i ja.

Rzeczywiście tekścik jest pewną wariacją opowiadania Kinga. Mimo że krótki, to i tak mam wrażenie, że nieco przegadany. Trochę zbyt dużo powtórzeń w tych gonitwach myśli, moim zdaniem. Burzenie czwartej ściany z początku tekstu niezwiązane z dalszą częścią.

Zdecydowanie na plus przewijająca się w tle groza. Taką właśnie lubię – pokazałeś palec (bynajmniej nie środkowy ^^), pokazałeś oko, ale nie całego pasażera na gapę. Delikwent jest niepokojący, tym bardziej, że jego wytłumaczenie wcale nie brzmi wiarygodnie…

Trzym się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Cześć, Finklo.

Podobało mi się. Czytało się świetnie – największy plus za gęstą atmosferę (być może domyślasz się, które elementy mogły szczególnie mnie urzec ^^) i samą wizję pociągu. Skojarzył mi się trochę z tasiemcem ;)

Sympatyczne akcenty pod postacią Wielkiego skoku i Imienia róży.

W przeciwieństwie do Marcina, ja nie czepiałem się szczególnie bohatera – może dlatego, że generalnie mam złe zdanie o zaradności policji (nadają się szczególnie do suszenia na drodze i wystawianie mandatów za przechodzenie na czerwonym świetle), a Mariuszek to na dodatek aspirant.

Z minusów – jednostajne, nieco monotonne tempo.

Można spekulować, dlaczego nie pojawiło się więcej agentów, dlaczego nie miał miejsce bunt pasażerów, itd., ale moim zdaniem tutaj broni Cię fantastyka. Pociąg, jako byt obcy i nadnaturalny, zapewne też wywierał wpływ i mógł chociażby stać się niewidzialny dla funkcjonariuszy, jak dla dostawy świeżych warzyw.

Z technikaliów – wyłapałem kilka drobnostek:

Dochodziła siedemnasta, słońce zaszło niedawno, ale prószący drobny śnieg przyśpieszył zmierzch. → prószący śnieg nie jest domyślnie drobny?

Nie jestem pewna, przedwczoraj padły mi baterie w telefonie. → może chciałaś tak celowo, ale czy są telefony na mnogie baterie?

postanowił przenieść się korytarzem, w nadziei, że trafi się okazja, by z kimś pogadać. → to intencjonalne, czy miało być przejść?

Oczywiście, że zabrał ze sobą ładowarkę, ale mimo wszechobecnego przepychu, ta kolej nie oferowała elektryczności. → jak się okazuje, elektryczność jednak było, tylko dostępu do gniazdek niet ;)

Pamiętaj, że zawsze warto zaznajomić się (+z) obowiązującymi tu zasadami.

 

Tyle ode mnie, powodzenia w konkursie. Stempel jakości stawiam z przyjemnością :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

 

Hehe, spoko! Może zabrzmiało dość żałobnie, ale ja bardzo sobie cenię krytykę. To ona rozwija, nie puste pochlebstwa ;)

Po prostu kwestia do przemyślenia.

 

U mnie często dzieje się aż za dużo,

No, przekonamy się, przekonamy ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Przykro mi czytać, że zamulaste Twoim zdaniem, ale pokornie przyjmuję opinię – dzięki wielkie za walkę i feedback. Muszę wziąć to sobie do serca, bo podobny zarzut przewijał się przy okazji innych tekstów prawdę mówiąc.

Pzdr!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki za wizytę!

Kolejny głos za tym, że za wolno. Sam nie wiem, czy potraktować to jako wtopę, czy osiągnięcie – odrzeć z dynamizmu gnający pociąg też trzeba umieć, jak mniemam XD

Hehe, akurat jak napisałeś komentarz, ja zaczynałem czytać Twoje opowiadanie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Fajne opowiadanie. Najbardziej podobała mi się kreacja bohatera i jego przeobrażenie w antybohatera. Duże plusy również za Grota, wizje światów, klimat. Na minus – dość jednostajne tempo. Zakończenie bezpieczne, choć nieco mnie zaskakuje, że taka moc dała się okiełznać jednej duszy, której pomysł na uzyskanie władzy był, cóż, dość klasyczny. Wydawać by się mogło, że pojawi się więcej silnych chłopaków i dziewczyn chętnych spróbować się z konduktorem ;)

Też zaskakujące, że w finałowym starciu żaden z pasażerów nie zrobił z głównym bohaterem to, co ten zrobił z Grotem. Tym bardziej, że pasażerowie mieli po swojej stronie świadomość pociągu. Czy może czegoś nie zrozumiałem?

 

Interpunkcja szwankuje – sam nie jestem asem (bliżej mi do szóstki, maks. siódemki ^^), więc wynotowałem tylko część (+ parę innych rzeczy):

W końcu wchodzimy do przedziału na czole cugu, całego upstrzonego w białe serwatki → nie wiem, czy to błąd, czy nie rozumiem. Chodziło o białko serwatkowe? Serwetki?

Patrzę na nią, czując jak gula przerażenia(-,) rośnie w gardle

Czas się dłuży więc nawet taki introwertyk jak ja(-,) znajduje partnera do rozmowy.

Stogryn, mój milczący kompan wysiada w małym miasteczku, gdzie przygarnia go rodzina milczących szwaczek. → powtórzenie

Wychodzi ze ścian po kawałku, z sufitu głowa, ze ścian ręce, z podłogi nogi. → te pierwsze ściany robią bałagan. Ja bym pewnie zostawił samo wychodzi po kawałku i półpauza, ale są na pewno inne, lepsze opcje :)

– Nie(+,) proszę – błaga ona. – Może na kolejnym przystanku się uda.

Pomyliłem się, jest za silny zabije mnie, albo unicestwi, za moment przepadnę i mnie nie będzie. → tu się coś chyba rozjechało

Czekam i niecierpliwię się, chodząc po przedziałach. Teraz widzę linie przeznaczenia wychodzące z ludzi. → powtórzenie, ale takie lekkie w sumie

Ściąga garnitur, wyrzuca cały dobytek, rozbiera (+się) do naga.

Orientuję się, że życia, które miały piękną przyszłość, przerywać jest najsłodziej. → Tarnina wspominała o niepluralizujących życiach… Później jest jeszcze raz w liczbie mnogiej (”żyć”). Jeśli zostawiłeś, bo buntujesz się przeciw tej zasadzie, to szanuję – irytująca moim zdaniem

Orientuję się, że pociąg zawraca i że pierwszy raz w historii(-,) jedziemy z powrotem.

Coś spieprzą, gdzieś się wywalą, coś potoczy się(-,) zupełnie inaczej niżby chcieli

Kręci głowa, nie rozumie, ale w sumie wcale nie musi rozumieć, → literówka

Tuż przed przecięciem smugi przeznaczenia(-,) spluwa mi w twarz, ale ja tylko kręcę głową.

 

Tyle ode mnie. Powodzenia w konkursie!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

 

choć niezbyt często, to jednak pojawiasz się na portalu i prezentujesz nowe dzieła.

Heh. Przyznam Ci, Reg, że odkąd przestałem regularnie pisywać na portal, radość z tworzenia znacząco spadła. To daje do myślenia ;D

uprzejmie przypominam – to jest portal fantastyczny, tu wszystko zdarzyć się może… :D

!

Rzeczywiście, coś mi świta! Hmmm, hm.

No, nie może być, wraca ta pamięć, lebiega jeden… Kolejny cud!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Reg! Choćbym pisał sto lat, Ty zawsze znajdziesz jakiegoś babola! ;D

Dzięki Ci serdecznie za łapankę i rychłe przybycie – jest mi niezmiernie miło, tym bardziej, że mogę usprawnić co nieco przed terminem (tylko ciii!). Olaboga, strasznie się opóźnił ten pociąg!

 

He, śliską stal zostawiłem sobie do poprawy na deser i koniec końców zapomniałem przed publikacją… A liczebników pierwotnie było więcej, na dodatek z kosztującymi wiele znaków prędkościami (gdyby zapisywać je słownie), więc próbowałem konsekwentnie cyframi. Na szczęście nie ma już takiej potrzeby.

 

Primagenie, bądź spokojny, nie wydaje mi się, abyś sprzeniewierzył się czemukolwiek, choć nie mogę powiedzieć, że wiem, jakim wartościom hołdujesz. I proszę natychmiast przestać twierdzić, że to opowiadanie jest czymś okropnym, bo tak nie jest!

Po prostu zdało mi się nazbyt bajkowe – zwykle wolę opierać tekst na solidniejszych fundamentach. A tutaj cud za cudem! ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

A, bardzo dziękuję Panom za lekturę!

Koalo – ale mogę liczyć na jakiś pełniejszy komentarz w przyszłości? Byłbym rad :)

Marcin-Maks – hm, niedobrze! Akurat problemów z dynamizmem się nie spodziewałem, ale oczywiście nie wykluczam… Zobaczymy, czy inni będą mieli podobne odczucia.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Hehe, wcześniejsza publikacja ma też ogromne zalety – pozwala skorzystać z feedbacku społeczności ;)

Ja niestety dopiero niedawno wpadłem na pomysł, który uznałem za warty spisania ^^

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

I ja nie obraziłbym się za to opóźnienie.

Co prawda mam zamiar powalczyć z deadlajnem, ale naddatek czasu pozwoliłby dopracować tekst :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dla mnie "Wiosna, 11:00". Pzdr.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

O, dziękuję za wizytę, Gimlosie, i to okraszoną tak rozbudowanym komentarzem!

Powiem Ci, że sam już trochę jak przez mgłę pamiętam to opowiadanie, ale z pewnością trudno byłoby się nie zgodzić z zarzutem “przesytu beznadziei”.

Mimo wszystko ten pomysł mocno ewoluował, więc nie gdzieś tam tli się nadzieja, że trzecia część będzie już wyważona ;D

A horrory gorąco polecam! Na portalu przede wszystkim Surfaceofthesuna. Absolutnie wybija się ponad tutejszy poziom. Przynajmniej moim zdaniem ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Cześć, Anet, dziękuję za wizytę i miły komentarz.

Sam początek mnie nieco rozbawił: wyobraziłam sobie, że bohater przed seksem sprawdza, czy jest staruszek ;)

Cóż, lepiej nie wnikać, jak staruszek wpływał na jego potencję XD

Ale lepiej, że rozbawiło, niż jakby miało zgorszyć!

 

Czyli Ty również zgłaszasz, że trochę niezrozumiałe… Ok, dzięki yes

Będę nad tym pracował.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

No, clerical fiction jeszcze nie czytałem, więc najwyższy czas nadrobić ;)

Osobiście trochę wątpię, by środowisko kapłańskie miało predyspozycję (fizyczne i mentalne) do przekształcenia się w fitłanów, za to z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że trenerzy personalni traktują trening jak religię.

Niemniej, wizja ciekawa i zgrabnie przedstawiona. Podoba mi się sama idea oraz niejednoznaczne zakończenie – jest takie “ludzkie”. Podoba mi się również słowotwórstwo. Kreatywne.

Fabuła prosta, ale wiadomo, że nie o nią w szorcie chodzi.

Ruszam – pewnie znowu dla dramatycznego efektu, to silniejsze ode mnie – szybko i z piskiem opon.

Wydaje mi się, Gimlosie, że samochodem elektrycznym to niewykonalne i szybki research w google zdaje się to potwierdzać… Chyba że samochód byłby po wymyślnym tuningu, czego po smarcie z wypożyczalni nie ma co oczekiwać.

 

Reasumując – podobało mi się, stawiam stempel jakości.

Trzym się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dziękuję za miłą i nieoczekiwaną wizytę, Gimlosie :)

Odrzucający początek, mówisz… Możesz mieć rację. Ciekawe, czy były inne osoby, które zajrzały, ale po kilku zdaniach stwierdziły, że czegoś takiego nie chcą czytać. Tutaj nie pisze się komentarzy w takich okolicznościach, a szkoda, bo bywają przydatne ;)

Cieszę się, że jednak przetrwałeś i dalsza część prezentowała się już lepiej.

 

Trzymaj się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Aleś odkopał!

Tarnina zapamiętała i poleciła? Miło mi. Również miło, że znajdujesz go poruszającym, taki w sumie miał być…

Dzięki za komentarz.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Sympatyczna lektura do porannej herbatki z mlekiem. XD

Rzeczywiście, bawarka to przyzwoity aperitif na tę okazję. Oby się tylko nie ulało ;p

 

Dziękuję za wizytę i ciekawy, rozbudowany komentarz, Black Cape.

Właśnie chciałem uzyskać wydźwięk proekologiczny, a zarazem uniknąć moralizatorstwa – z tego co rozumiem, nie przeciągnąłem struny. Fajnie.

Z turpizmem stety-niestety mocno mi po drodze, ale będę miał w pamięci.

 

Trochę mi zgrzytały wyrażenia typu “wyprany z człowieczeństwa”, “pozbawione człowieczeństwa” – takie raczej oceniające niż działające na wyobraźnię czytelnika, podmieniłabym na coś bardziej sugestywnego, obrazowego.

Trafna uwaga, za którą należą się osobne podziękowania. Zatem dzięki :)

W istocie – wyszła bardziej opinia narratora niż poszlaka dla czytelnika.

 

Pzdr, trzym się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Przeczytałem. Wyszło cukierkowo – taka bajka, którą brutalnie łamiesz w finale. Z pewnością plus za treściwość. Tekst jest bardzo krótki, a choć nie ma linii fabularnej, to co nieco się dzieje.

Końcówka mało interesująca, schematyczna. Może tu mam pewien niedosyt, ale jak na tekścik pisany pod wpływem impulsu, nie jest źle :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Pod względem nastroju bardzo mi się podoba – jest niepokojąco, onirycznie. Skutecznie zanurzasz czytelnika w zbłąkanym umyśle chorego psychiczne bohatera. Końcówka niewiele mi mówi, ale dobrze komponuje się z całością.

Fantastyka trochę na siłę, choć obraz tych przesiąkających krwią ubrań robi robotę.

Fabuła – nic specjalnego. Językowo – przeciętnie. Czyta się dobrze, ale język raczej prosty. Myślę, że jak podreperujesz warsztat podobne teksty Twojego pióra będą robiły jeszcze lepsze wrażenie.

Klik za atmosferę, trzym się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

 

OK, teraz rzeczywiście to wszystko wygląda znacznie bardziej składnie :)

 

Chyba nie rozumiem…

Po prostu masz już bibliotekę głosami tych, którzy zgłosili to w odpowiednim wątku ;)

Nie dubluję klików.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

jaka magia sprawiła, że koledzy Adama przeistoczyli się w mleko, bo rozumiem, że rano byli już gotowi do wypicia

Szczególna magia tego dziadka, zbieracza śmieci. Dokładnie ;)

To jak śmierć. Można umrzeć natychmiast, a można umierać powoli… Efekt ten sam.

Zastanawiam się też, dlaczego zniknął dziadek… Czy odszedł działać w innym gdzieindzieju, mając pewność, że miejscowymi śmieciami zajmą się Adam i Milenka?

A raczej to, co z nich “wyrośnie”. Prawdopodobnie tak, Reg… Tak myślę. Poszedł działać w innym zaśmieconym rewirze.

 

OK, mogę dorzucić taki tag, choć spodziewam się, że popularności to temu tekstowi nie przysporzy ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

budowali arki, by uciec przed wojną, ale nie zdążyli”. Dodam mu trochę więcej – mowa tu o globalnej wojnie na broń masowego rażenia, z której nie ocalał nikt na całej planecie, oprócz jednej arki, która zdążyła wystartować, bo po prostu była gotowa nieco wcześniej od pozostałych

Widzisz, w tym się mieści głównie mój sprzeciw – po prostu nie jestem w stanie uwierzyć, że taki tajemniczy obiekt, który powinien być tajemnicą wojskową i który w żaden sposób nie wpływał na Ziemię (!), stał się przyczyną wojny na skalę całej planety.

A skoro technologia kosmiczna była dostępna dla każdego (skoro szary Kowalski domagał się tunelowania), to dlaczego obiekt został tak późno odkryty? Po prostu za dużo jak dla mnie tego, co nazywamy wygodnym rozwiązaniem fabularnym ;/

Co nie zmienia faktu, że w Twoim świecie dzieje się tak, jak sobie tego życzysz – potęga pisania :)

 

Czemu uważasz, że im są niepotrzebne? Gdyby wiedzieli, że minęło tysiąc lat, mogliby spokojnie sami polecieć na Tau Ceti i odszukać nowy dom ludzkości.

Przepraszam, źle się wyraziłem, zbyt skupiony na drugiej części tej myśli. Chodzi mi o to, że ci uciekinierzy powinni mieć “załogę pionierów” w… czterech literach ;)

Wiesz, to są ludzie. Walczą o życie, uciekają, a tymczasem okazuje się, że w sumie czynem pierwszej potrzeby jest dla nich zbudowanie zegarów, coby się nieboraki nie zgubili. O ile przeżyli przejście przez tunel i znajdą księżyc Saturna. Dlatego dodałem, że informacja głównie dla czytelnika, mało sensowne działanie dla niedobitków z wojny.

 

Mam nadzieję, że teraz wyklarowałem :)

Mimo wszystko kolejny plus opowiadania, że skłania do przemyśleń.

Biblioteki nie klikałem, ale uważam, że tekst jak najbardziej na nią zasługuje. Dobra robota.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

REG:

Heh, Burzliwy Rozkwit… Wtedy wszystko się zaczęło. Zabawne, w tamtym czasie roiłem sobie, że piszę nie wiadomo jak dobrze. A portal pozwolił na nowo zdefiniować jakość tych wypocin ;)

Jak widzę, jedno się nie zmieniło – dalej tekst jest nie do końca zrozumiały XD

Podpowiem zatem, Reg. Przemianę powodowało picie mleka, które sprawiało, że ludzie przekształcali się w ludzkie śmietniki. I pomagali staruszkowi oczyszczać Mateczkę Ziemię. Gdy się wypełnili, szli do ziemi. A koledzy Adama? Za to, że rzucali w dziadka śmieciami, los dosięgnął ich natychmiastowo i jako pierwsi trafili do swych grobów. To właśnie z jednego z nich pił Adam. I się “zaraził”.

Bizarro? Hm, szczerze mówiąc, nie rozważałem. Uważasz, że byłoby to adekwatne? Do tej pory definicją bizarro były dla mnie opowiadania Fasolettiego, a te, jak wiesz, są bardziej hardcorowe.

Bardzo Ci dziękuję za to, że wciąż jesteś Reg. Że przybyłaś, przeczytałaś i poratowałaś nieśmiertelną łapanką :) Z uwagami jak najbardziej się zgadzam. To zdanie z oknami rzeczywiście nie do końca szczęśliwe, ale mi się podobało. Muszę się chwilę zastanowić, jak je przekształcić, ale to uczynię.

Trzym się orzeźwiająco w ciepłe, letnie dni.

 

NINEDIN:

Bardzo Ci dziękuję za wszelkie wsparcie. I teraz, i wcześniej z bloga czy portalu – doceniam to. Czy podobnie jak Reg miałaś problemy ze zrozumieniem fabuły? Tak naprawdę jedyną prawdziwą zagadką, jaką chciałem pozostawić, były te “twory” wychodzące z butelek. Wymyśliłem sobie kilka teorii na ich temat…

Cieszę się, że nie ma jakiegoś znaczącego spadku formy, Ninedin, bo z racji posuchy na polu antologii rozważałem napisanie czegoś dłuższego. Nie tak szablonowego, jak część tych “obrzydliwych” opowiadań, choć makabra oczywiście będzie ;)

Trzymaj się komfortowo!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ot, przeczytałem sobie. W sumie już jakiś czas temu, nim przeniosłaś tekst do antologii. Komentarz pewnie się nie przyda, ale skoro napisałem…

 

Powiem Ci, że nie rozumiem motywacji bohaterki. Przez większość tekstu wydawało mi się, że pozbawiając rzęs mężczyzn, którzy pojawiali się w posiadłości, kobieta przygotowuje się do czegoś szczególnego/złowrogiego. Później te wszystkie sesje – fajnie. Ale końcówka w mojej opinii rozczarowująca, bo sprowadziła malarza z roli ukochanego do „mięsa” dostawcy rzęs. Jak dla mnie odebrało to wartość całemu temu malarstwu – służącej zależało tylko, by pieściły ją robaki. I widać wymagała świeżych ofiar, bo robaki żyją krótko.

Słowem – szkoda, że większość tekstu jest o malarstwie, choć w końcowym rozrachunku nie ma ono znaczenia. Można by je eradykować.

Kradzież duszy poprzez wygryzanie rzęs – dlaczego właściwie? Mam wrażenie, że „bo tak”, ale może kryje się w tym coś więcej? Niby oczy są zwierciadłem duszy, ale rzęsy? Dziwny motyw ;) Myślałem, że jest to jakiś wymagany element konkursu, ale chyba nie… No i dlaczego chowała je właściwie pod powieki? Dobór zdaje mi się dosyć przypadkowy, chyba że chciałaś po prostu umieścić w tekście więcej oczu – King w Danse Macabre pisał o tym narządzie jako o jednym z atrybutów horroru.

No i skąd ten smród rozkładu w dworze? Elisabeth jak rozumiem żyła, ofiary wybywały bez rzęs i duszy, a robactwo samo w sobie NIE ŚMIERDZI. Może coś przeoczyłem? Mam nadzieję, że nie umieściłaś smrodu tylko po to, by było bardziej horrorowo.

Wygodne rozwiązanie fabularne, że dozorca Anderson wysłał do dworu wyłącznie mężczyzn. Bo kobiet chyba by nie spotkał podobny los.

Przemiana malarza (dostrzeganie piękna Elisabeth) zalatuje syndromem sztokholmskim, bo choć jak najbardziej zgadzam się z opinią, że piękno może kryć się wszędzie i tylko trzeba umieć je wydobyć, to okoliczności temu wydobywaniu z pewnością nie służyły.

Czas teraźniejszy efekciarski, ale niekoniecznie potrzebny. Na początku trochę utrudniał mi czytanie, nie pozwalał „wsiąknąć”. Później było już ok, więc podchodzę neutralnie.

Na plus z pewnością klimat, sesje „brzydoty” i ta wyczuwalna aura „Misery”. Czytało się dobrze po początkowych perturbacjach.

Reasumując – przeczytałem bez przykrości, ale (subiektywnie) kulejące elementy uniemożliwiają mi określenie „Jeszcze jednej muzy” dobrym opowiadaniem. Niemniej, gratuluję piórka :)

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Lubię s-f, to i się skusiłem.

Wrażenia… dość pozytywne, ale przy powierzchownym spojrzeniu. Bo opowiadanie utrzymuje ciekawość czytelnika, a bohaterowie są całkiem sympatyczni.

Niemniej, wnikając głębiej, trochę mi się to wszystko sypie.

Przede wszystkim dziwi mnie nagłe pojawienie się tej kuli przy orbicie Marsa akurat „w czasie”, w którym toczy się opowiadanie. Myślałem, że ten obiekt zachowywał się niczym kometa i po prostu został wykryty w czasie tranzytu, ale w takim razie dlaczego po bilionie lat nadal trzymał się w okolicy, jakby umieszczony w punkcie libracyjnym?

Zgrzyta mi także ta wielka wojna wywołana chęcią tunelowania. Po pierwsze informacje o takim obiekcie z pewnością byłyby niezwykle tajne, po drugie ludzie raczej nie są gremialnie chętni do podejmowania takiego ryzyka. Tym bardziej, że poza „wyszukaną eutanazją” nie mieliby z tego żadnych pewnych korzyści. Osobiście tego nie kupuję.

No i, na koniec, nie kupuję tych zegarów. Niedobitki z wojny, zapewne ranni i ubodzy, szukający bezpiecznej przystani, a bawią się w robienie trzech zegarów, które potrzebne są przede wszystkim nie bohaterom tekstu, a Twoim czytelnikom za czwartą ścianą? Hm.

Końcówka nieco rozczarowująca, bo nie dowiadujemy się niczego o kuli. Choć oczywiście dla ludzkości skończyło się dobrze…

Stylistycznie bardzo przyzwoicie, czytało się płynnie. Akcji trochę mało jak na 40k+, ale zrzucam to na karb worldbuildingu.

 

Tyle ode mnie, trzym się.

Dużo narzekałem, ale z dobrymi intencjami. A może czegoś nie zrozumiałem i dlatego marudzę? W takim razie nie mam nic przeciwko, byś mnie oświecił ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Welcome home (fantastyka.pl), parafrazując Metallikę ;)

Cześć, Bruce. Wystarczy Primagen – count jest cokolwiek samozwańcze i nieadekwatne…

Anonim czuł, że nie ma już wyjścia ;p Ruch na portalu jest chyba nieco mniejszy aktualnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Heh, to na pewno świeżynka pod względem “czasu produkcji”, na innych płaszczyznach… cóż. Są zwolennicy teorii, że wszystko już powstało, a teraz pozostaje nam opowiedzieć to w inny sposób.

Tak czy inaczej, warto próbować ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Przybywam z pobetowym komentarzem.

W mojej opinii – fajne opowiadanko. O nowatorstwo w fantasy dość trudno i tu również pod tym względem nie mamy fajerwerków. Jest klasycznie, ale solidnie. Opko stoi wyrazistymi postaciami, "filmowym", nienachalnym światotwórstwem i ciekawym zabiegiem w warstwie językowej.

Mnie od początku podobało się to, że fragmenty dotyczące lasu są bardziej poetyckie. Dobrze to współgra z samą istotą tego miejsca, dobrze buduje klimat. Podobnie metafory – momentami dziwaczne, ale akurat w takim tekście fantasy dobrze spełniały swą rolę. Działały na korzyść immersji.

Postaci są (i były od pierwszej wersji) kontrowersyjne. Ich zachowania czasem mogą wydawać się nie do końca zrozumiałe (vide odmowa Anastazji), ale zarazem buduje to ich wiarygodność. Bo ludzie są różni, a niewielu postępuje zawsze w zgodzie z żelazną logiką. Stąd, ewentualnie, mógłbym czepiać się samych bohaterów, ale nie oddającej ich charaktery autorki. Bo uczucie Izabeli i Stanisława przedstawione jest naprawdę zgrabnie. No i dialogi są bardzo dobre.

Z minusów – trochę za dużo okołofabularnych wtrętów. Elementy, które dobrze grają w zbiorze opowiadań, gdzie jeden tekst "pomaga" drugiemu, nie zawsze odnajdują się w samodzielnej historii. Pojawiają się pytania, na które nie ma miejsca (i okoliczności, zważywszy na temat opowiadania), odpowiedzieć.

Ponadto, jak dla mnie, za bardzo wrzucony w tło został wątek utraty słuchu przez Anastazję, który przecież jest tutaj wiodący. Zakończenie dość pospieszne, no ale limit ścigał. Tytuł – zwracający uwagę, czyli robi to, co robić powinien.

Słowem – solidna robota. Spędziłem kilka miłych chwil przy tym tekściku, a zatem z czystym sumieniem stawiam stempel jakości.

Trzymaj się ciepło!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Gratulacje dla nowej Loży!

Widzę, że koniec końców społeczność postawiła na mieszankę doświadczenia i świeżości – to niemal zawsze dobry wybór.

Kibicuję więc i temu składowi, życzę Wam jak największej liczby trafionych, wartościowych nominacji. No i żeby obcowanie z tekstami rozwijało pisarko tych z Was, którym na tym zależy.

Jednocześnie ubolewam, że nie oddałem swojego głosu, ale, hmm, to w sumie wina Beryla ^^ Pocałowałem klamkę wątku, z zaskoczeniem przyjmując, że tym razem otwarte do 20… Morał z tego taki, by nie jechać na pamięć, bo znaki mogą się z czasem zmieniać ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Jak dla mnie opowiadanie takie… letnie. Pierwsza część Nocnego Radia bardzo mi się podobała, nie mogłem więc odpuścić sobie drugiej.

Napisane jak zwykle świetnie, postaci trzymają poziom (a nawet pion :D), akcja powolna, ale nieprzesadnie. Czytałem na wydrukowanym pdf.-ie, to też pewnie miało znaczenie – oczy mniej zmęczone.

Nie kupuję sceny z palcem (wiesz, o co mi chodzi, mam nadzieję). Uważam, że Adam mógł uderzyć obok, to by wystarczyło jako straszak, a reakcja “tego drugiego” byłaby bardziej przekonująca – piszę enigmatycznie, by uniknąć spojlerów ;)

Co do zastrzeżeń Belli i Reg, nie podzielam ich. Rozumiem, że dla Adama chwila z dzieciństwa była czymś mistycznym, niezapomnianym. Jeśli nie zakochał się prawdziwie w przyszłości, mógł to pamiętać, wspominać, pielęgnować… Słowem – akceptuję, że tak mogło się stać.

Zakończenie spokojne, ale fajne.

Jeśli chodzi o minusy, to poza w/w sceną, przede wszystkim taka fabularna klasyka. Brakło mi elementów, które rzeczywiście wyróżniałyby Lorelei na tle innych horrorów. A, co za tym idzie, sprawiałyby, że zapamiętałbym opowiadanie na bardzo długo.

Tak czy inaczej – stempel jakości jak najbardziej się należy.

 

Trzymaj się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

O, i to ja rozumiem!

Jest zgrabnie i czytelnie – dzięki Beryl, dzięki Chro :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Jest premiera i to jest fajne :)

Mniej fajne, że nikt tego nie znajdzie. Fajnie, jakby dało się podpiąć przy bocznym panelu, tam gdzie  m. in. miniaturka aktualnego numeru i mobilne NF.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Wielka strata dla Loży, ale walczyłaś dzielnie przez wiele, wiele miesięcy, Reg – z pewnością zasługujesz na mały urlopik.

Życzenia zdrowia i pomyślności płyną z Primagrodu. Trzymaj się ciepło.

 

A Arnubisowi życzę powodzenia. Coby obowiązek okazał się ciężki, ale nie za ciężki ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

No nieźle. Ty i Twoja ekipa, Chrościsko, odwaliliście kawał świetnej roboty. I jeszcze ta terminowość! No, Hrabia jest pod wrażeniem :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Czas na słowo ode mnie.

Całościowo tekścik zdecydowanie na plus. W niewielkiej objętości ujęłaś ciekawy pomysł, duszną atmosferę, a całość okrasiłaś orientalnym settingiem. Czuć, że historia jest bogatsza, że nie wszystko zostało przekazane poprzez to opko. Czy to jednak źle? Niekoniecznie – zostało samo mięso, a historia nie nudzi.

Ostała się pewna zagadkowość, jednak zrzucam ją na karb gatunku. Nie wszystko w fantastyce musi być oczywiste i klarowne. Nie wszystko musi być perfekcyjnie oparte na otaczającej nas rzeczywistości.

Warsztatowo też wyszło dobrze. Połączenie poetyki i lekkości zdań. Czyta się dobrze.

Na minus – zakotwiczenie tematu i, może, przesadny dystans narratora. Coś w tym jest, co pisze Psycho ze współodczuwaniem, chociaż… zdaje mi się to zarazem nieco subiektywne. Brak opinii narratora i określenia tonu zwiększa uniwersalność.

Ode mię – stempel jakości.

 

Dobra robota :>

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Wczoraj przeczytane i stemplowane, dziś komentowane. Cześć.

Ostatnie zdanie trochę mi nie gra – zabija optymistyczny przekaz, snujący się między wierszami epilogu. A przynajmniej ja taki dostrzegam w pisaniu siebie na nowo. W poszukiwaniu siły, która umożliwi kształtowanie swego życiorysu. Jakbyś mówił – weź los w swoje ręce.

Choć z drugiej strony… być może chciałeś pokazać małostkowość, która podszeptuje nam, by spychać problemy na innych, by żyć z wyzysku.

Sam nie wiem. Nie wiem nawet, czy tak właśnie chciałeś filozofować.

 

Opowiadanie na pewno spektakularne – burzenie czwartej ściany to świeży, budzący żywe emocje motyw. Skojarzyło mi się trochę to opko z Niekończącą się historią.

Zarazem wydaje mi się jednak, że zbyt duży nacisk postawiłeś tu na formę, a zbyt mały na treść. Opowiadanie jest jak koncert Rammsteina – porywa, ale, moim zdaniem, niesie niewielki przekaz. Swoją drogą ciekawe, jak odpowiadasz tu sobie na pytanie “co chciałeś przekazać tym tekstem”. Jeśli tę moją propozycję z drugiego i trzeciego akapitu, to wybrzmiewa ona ładnie, choć jest bardzo uniwersalna. Tylko to ostatnie zdanie… Tym bardziej, że tytuł zdaje się wskazywać, że to ważne.

Dlaczego Matkowski miałby przegrać z tym klaunem?

Nieee no. Wierzę w Ciebie, dasz sobie radę ;)

Słowem – opowiadanie robi wrażenie. I jest to wrażenie pozytywne. Taki… pokaz siły.

 

Nie oglądałeś Jokera, Fun? Myślałem, że na premierę poszliście.

Heh, widać wtedy kontrolę przejął Bartłomiej Lipiec ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Myślę, że sentyment oddać się udało. Dobrze się czytało.

Teraz część druga, o pająku ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ciemo, wróciłaś! :))

 

Fajnie znów Cię czytać.

Szorcik jak dla mnie super – jest konsekwentny, twardy język, jest świetny klimat i paskudne zakończenie. Niby krótki tekst, ale dobrze wykreowałaś zarazem Tomka, jak i Omka.

A to ostatnie zdanie… Heh, powiało grozą ;)

 

Trzymaj się ciepło.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Gratulacje dla Kam i Wiktorii!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki. Przyznam, trochę poruszył moje skamieniałe serce ten drabbelek. Aż zatańczę XD A może napiszę?

Drogie Sojuszniczki – moc uśmiechów i uścisków! :D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Co nieco o tekście już powiedziałem, w tym miejscu dodam więc tylko, że zmiany jak najbardziej na plus. Rozmowa z matką stała się czytelniejsza, zostało też złagodzone uprzednie moralizatorstwo.

Słowem – dobrze wykorzystane 6 tysi znaków. Jest oszczędny worldbuilding, są bohaterowie z własnymi problemami i historia, która choć tylko naszkicowana, ma swoją głębię. Ciekawe, jak się dalej potoczą losy Abercome. Napisane bardzo ładnie, choć zdarzają się zgrzyty – ta “rozwalona” wątroba w korelacji z ładnym, nieco poetyckim językiem, trochę bodzie w oczy.

Kompozycyjnie również dobra robota – trudno napisać szorta, a tutaj wszystko jest na swoim miejscu i w dobrym stężeniu.

Z minusów? Niska kultowość i trochę zbyt małe stężenie Abercome’a. Moim zdaniem, najciekawsza postać.

Słowem – podobało mi się. Fajny szorcik. Stawiam stempel jakości :>

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nowa Fantastyka