komentarze: 3, w dziale opowiadań: 3, opowiadania: 3
komentarze: 3, w dziale opowiadań: 3, opowiadania: 3
I wtedy ktoś staje obok mnie. Nie słyszałem jego kroków. Długi ciemny płaszcz, starannie zapięty pod szyję, twarz blada, trochę zmęczona. Słucha bardzo uważnie.
Podbiłabym nastrój – żeby wypchnąć z Szuberta z tła. Może dodać, że zamiast krawata nosił halsztuk? Może pomimo pełnej twarzy o nieco „nalanych” policzkach z charakterystycznym dołkiem, sugerującej miłość do rozrywek, malował się na niej wyraz cierpienia? Może dodać tej postaci więcej charakteru, zabierając realizm.
Bardzo dziękuję. Przeczytałam z czystą przyjemnością.
Uderzała kurę raz za razem, aż w końcu trafiła w głowę. Ptak padł natychmiast, wierzgając jeszcze przez chwilę łapami, aż w końcu znieruchomiał. Później, jedząc rosół, czuła się nieswojo. Babcia nie pytała, a ona uznała, że będzie to jej słodka tajemnica.
Świetny pomysł, ale mam nieśmiałą prośbę, żeby uwypuklić odrobinę postacie Pani Rysia jest psychopatką/socjopatką i do tego popadła w chorobę alkoholową. Wiewiór też nie jest jednoznacznie biały – szary. Lubi sobie pożerować na ludziach. Niby bawi się z Jasiem, opowiada mu o ratowaniu świata – wspólnym. Ratowania nie ma . Wiewiór kłamczuszek i jednocześnie robi dziecku przerażające kawały. Na koniec Stefan… Nie miał motywu, nie dziedziczył, kłótnie między kochankami? Nie było zdrady tej trzeciej/tego trzeciego. Jakby Mamuśka zabiła Stefana to uwierzyłabym z miejsca, męża i dzieciaka prawdopodobnie utłukła albo maczała w tym literackie paluszki. I to dobry motyw – psychopatka, która jak nie utytła się w krwi to nic nie napisze. Kurę, tę z rosołu załatwiła gaz rurką, bo odstawała od jej idealnego stada i wizji świata. A na koniec pewnie wysmażyła wierszyk. Zastanawiałam się do końca, czy czasem Wiewiór nie wrobił innej osoby bo szalony. Tak, taki jak ten z Epoki Lodowcowej. Wiewiór Neurotyk. Albo może sama się dźgnęła, z rozpaczy? Co wyklucza kurę. Nie chcę tutaj analizować tego co do mikrona. Fabuła mnie w tych miejscach troszkę uwiera i nie przekonuje.
Wielki dzięki – bardzo płynnie się czytało.
Serdecznie dziękuje za wszystkie komentarze – postaram się jak najszybciej poprawić błędy techniczne w stylistyce.
Opowiadanie miało być w zamyśle skróconym raportem z przesłuchania “Pirata z Trappista-1e”. Może wydawać się krótkie i niewystarczające. Atrakcyjność krótkiej formy daje spójną, gęstą narrację. W przypadku kilkunastu (powtarzalnych w większości) rozdziałów efekt padnie. Rozciąganie tej historii na kilkanaście rozdziałów zabiłoby efekt, dynamikę i lekkość; opisy akcji w laboratorium czy radosne pochrumkiwanie w jaskiniach byłyby powtarzalne i nudne. Nikt nie potrzebuje kolejnego klona „Walki o ogień”.
W historii Erectus/Sapiens istnieją co najmniej cztery skoki ewolucyjne, których oficjalna nauka nie potrafi wyjaśnić lub które świadomie przemilcza. Zamiast silić się na suchy opis procedur, który mógłby sparaliżować odbiorcę, w protokół wpleciono wtrącenia o „brzoskwince” czy „szykowaniu kotła”. Ten absurdalny humor to warstwa ochronna – lekkość narracji ma neutralizować przerażenie. Gdyby zestawić twarde fakty z moją “teorią” o technologii z Trappista, “prawda” o pochodzeniu gatunku stałaby się dla czytelnika przygnębiająca.