Cześć, witam wszystkich na moim profilu. Znam forum od lat, publikowałem tu dawniej pod nickiem “Atreju”. Piszę i czytam fantasy.
komentarze: 3, w dziale opowiadań: 3, opowiadania: 2
Cześć, witam wszystkich na moim profilu. Znam forum od lat, publikowałem tu dawniej pod nickiem “Atreju”. Piszę i czytam fantasy.
komentarze: 3, w dziale opowiadań: 3, opowiadania: 2
Cześć, Krzysztofie!
Wydaje mi się, że tekst wymaga korekty. Oto kilka przykładów nieco dziwnych zdań:
Adam leżał oparty plecami przy zaspie.
Oparty o co? O zaspę? Jeśli o zaspę, to dlaczego przy?
Nie lubił, gdy jej dotykała, ale też nie mogła się od tego nigdy powstrzymać.
Ja dodałbym tu, że chodzi o Ewę, bo brzmi to dość dziwnie. Zważywszy, że dalej też piszesz o Ewie.
Wspięła się ponad zaspę i spojrzała na horyzont
Może po zaspie? A jeśli ponad zaspę, to po czym się wspięła?
ukryte na absolutnej granicy wzroku
Absolutna granica wzroku… Całkowita granica wzroku? Zupełna granica wzroku? Brzmi to dość dziwnie.
i w akompaniamencie stukoczących kości podniósł się z ziemi.
Jak dla mnie ten „akompaniament” oraz „stukoczące kości” wprowadzają do tekstu chyba niepożądany komizm.
Teraz zajmowało już cały dostępny im obszar widzenia,
Cały? Ale tak zupełnie cały? Zresztą ten obszar widzenia brzmi trochę zbyt ściśle? Poza tym, jeśli to coś jakby gwiazda, to jak oni na to patrzą? Moim zdaniem należałoby ten akapit zmienić.
Oto nasz podarunek, włożyliśmy w niego naszą pracę, emocje i zdrowie
Te emocje brzmią mało naturalnie. Może: całą naszą pracę, zdrowie i serce (lub miłość)?
To tak kilka przykładów, aby nie być gołosłownym.
Nie wiem, po co wprowadziłeś mróz i noc do tekstu, jeśli nie ma to żadnych konsekwencji dla bohaterów. Bo ci i tak nie czują zimna, pomimo skąpego ubrania, i widzą wszystko, co istotne. Nawet siebie nawzajem na tyle, aby zajmować się opatrywaniem ran.
Też zmieniłbym początek. Skojarzenia miałem podobne jak Hesket i właściwie miałem zamiar przestać czytać dalej.
Moim zdaniem opowiastka jest trochę naiwna. Przypuszczam, że po części wymusza to krótka forma tekstu. A po części fakt, że nieco inaczej widzę te sprawy. Ale to bez znaczenia, bo to twój tekst.
Pozdrawiam.
Cieszę się, że mogłem pomóc. Życzę powodzenia przy pisaniu kolejnych opowiadań.
Cześć, DreadyVibe!
Zjedli syty, gorący posiłek z wojskowych kotłów. Dla weteranów oznaczało to tylko jedno: dowództwo przygotowuje ich na śmierć. To była ta sama, zimna logika rzeźni – dajesz zwierzętom porządnie zjeść, by następnego dnia bez problemów poszły pod nóż.
Wydaje mi się, że przypadku zwierząt może mieć to sens. Jeśli to samo działa i w odniesieniu do ludzi, to także, tylko w takim razie, dlaczego dowódca podjął taką decyzję? Powinien chyba przygotować swoich ludzi do walki, a nie osłabić ich przed? Chyba że miał w planach zagładę własnego oddziału.
Kiedy do niej dotarliśmy, blisko pięćdziesięciu naszych z chrzęstem pancerzy naparło na wielkie wrota, by je otworzyć.
Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Jakie wielkie to były wrota? Czy jedni napierali na drugich w kolumnie? Czy to skuteczna metoda otwierania wrót?
– Sprawa jest przegrana! Wycofać się natychmiast! To rozkaz! – zaryczał dowódca.
To jest dowódca tylko piechoty? Jeśli tak, to może i ujdzie, jeśli nie, to jak go ktokolwiek słyszy w czasie bitewnego zamętu?
Po przeczytaniu całości dochodzą do wniosku, że albo dowódca miał rozkaz zgładzić własną kompanię, albo cała ta kompania łącznie z dowódcą to amatorzy. Pomijając kwestię posiłku przed bitwą, to wiedząc, że w wiosce jest zagrożenie, weszli tam na przysłowiową pałę i dali się zdziesiątkować.
Ogółem dobry tekst, tylko w mojej opinii o niczym. Taka historia do przeczytania i zapomnienia. Ale, być może nie jestem odbiorcą tego typu tekstów.
Pozdrawiam.