komentarze: 3, w dziale opowiadań: 3, opowiadania: 2
komentarze: 3, w dziale opowiadań: 3, opowiadania: 2
Świetne! W punkt, chciałoby się rzec. Przypomina mi się historia z komputerem Głęboka Myśl i odpowiedzią na sens istnienia…
Pozdrawiam!
Okazuje się, że z pisaniem opowiadania jest jak z budową domu – łatwiej postawić nowy, niż wyremontować stary
Mam nadzieję, że w obecnym kształcie jest do przyjęcia.
A propos Mszy – zostawiłbym wielką literą z uwagi na rangę “wydarzenia”, jeśli tak to można nazwać.
Z pozdrowieniami!
Dziękuję wszystkim za Wasze komentarze i sam fakt przeczytania opowiadania:) Powstało jakiś czas temu w wordzie i zostało przeklejone na stronę w całości razem z tytułem i “Końcem”; darujcie błędy nowicjatu. Inne rady oczywiście do przemyślenia.
Co do księdza, to będę go bronić, bo w sytuacji zagrożenia ze strony siły nadprzyrodzonej trzeba odwołać się do pomocy innej, dobrej siły nadprzyrodzonej; diagnostyczne zabawki rodem z tego świata przydały się do wykluczenia przyczyny naturalnej, ale nie zwalczą demona. Tytułowy Paszczak szczęśliwie dla siebie unika konfrontacji, w której musiałby ulec (tu podwójna rola wody jako aktywatora [woda zwykła] i niszczyciela [woda święcona]).
To chyba tyle na teraz. Z pozdrowieniami!
PS No i chłopak musiał zginąć – choć samemu było mi go szkoda – bo to, co siedziało w Paszczaku, było naprawdę złe i niebezpieczne, mimo że kryło się pod przyjemną i niewinnie wyglądającą osłoną.