komentarze: 161, w dziale opowiadań: 161, opowiadania: 86
komentarze: 161, w dziale opowiadań: 161, opowiadania: 86
No no, co my tu mamy? Ładna eugenika.
Ciekawie się zaczyna i pewnie takoż rozwinie.
Czego życząc, pozdrawiam wakacyjnie!:)
A może by napisać opowiadanie o tym, jak to w szkole przyszłości (darujcie, że ośmielam się wspominać to słowo w środku lata:) dopuszczalne jest korzystanie jedynie z AI przy pisaniu “własnych” wypowiedzi; no bo wiadomo – cenzura prewencyjna, poprawność polityczna etc.; gdy ktoś pisze sam, to jeszcze mu się coś wymsknie i potem kłopoty ma. Tymczasem AI ładnie wszystko przefiltruje, spreparuje, dostosuje do poziomu odbiorców i jest cacy.
No i w takiej szkole pojawia się jakiś gamoń, tak tępy, że nie potrafi obsłużyć najprostszego programu AI i chcąc nie chcąc pisze sam wypracowania. Są one oczywiście tak niekonwencjonalne, że od razu zwracają uwagę. Rodzice na wywiadówce, uczeń pod pręgierzem, zarazem zaś niezdrowa fascynacja – a gdyby tak spróbować jak on? No, ale do czego to doprowadzi? Mowa nienawiści, hejty, nie pamiętacie już? Wszak to przerabialiśmy.
Pozdrawiam wakacyjnie!:)
Tak, Hryniewiecki zgładził Aleksandra II, po którym nastał jeszcze gorszy zamordysta, Aleksander III. Tak to sprawdziło się powiedzenie “Szanuj szefa swego, bo możesz mieć gorszego”.
Myślę, że Ermitaż nadal cieszy się dużym wzięciem. Wbrew temu, co się u nas mówi, Rosja nie jest aż tak powszechnie bojkotowana.
Pozdrawiam!
Anet,
dzięki za przeczytanie i miły komentarz!
Z wakacyjnymi pozdrowieniami:)
Pomysł niezły i jeśli tekst został wygenerowany sztucznie, to wielka szkoda.
Jedna rzecz jest w tej opowieści idealnie trafiona teologicznie – potępieniec uważa, że niesłusznie cierpi.
Nie mówiąc już o niemożności zmiany stanu rzeczy… i permanentnym wkurzeniu (oględnie mówiąc) na wszystko i wszystkich.
Pozdrawiam!
Ciekawe spojrzenie. Trochę przypomina klimat “Drogi” McCarthyego, a trochę – choć to może dziwne skojrzenie – “Upadek cesarstwa rzymskiego” Heathera, zwłaszcza we fragmencie o analfabetyzmie. Heather ładnie opisał, jak to w Galii i gdzie indziej na Zachodzie, po przejęciu władzy przez barbarzyńców, ceniących umiejętności władania mieczem, zrobienie kariery nie wymagało znajomości pisma i literatury, nieodzownych w Imperium Romanum. To skoro nie trzeba się męczyć (”niech życie w szkole marnują młodzi” – Shakin` Dudi), młodzież ze świeckich elit porzuciła ten zbędny bagaż.
O, a propos, co z ludźmi Kościoła? W “Kantyczce dla Leibowitza” (podobnie jak w porzymskiej rzeczywistości Zachodu) to właśnie oni z obowiązku przechowali umiejętność czytania i pisania. No i Żydzi, u których analfabetyzmu praktycznie nie było (bo wszyscy, a przynajmniej mężczyźni, musieli umieć czytać Biblię).
To rzecz jasna pytania nieco z boku tekstu, może na wypadek rozwinięcia onegoż:)
Tymczasem gratuluję szorta i pozdrawiam!
Pasowałaby na sukkuba, ale z kontekstu wnioskuję, że to nieświętej pamięci zmarła żona/kochanka?, która jakoś nie może zaznać spokoju. A może gość pozbył się jej dla sąsiadki i niezależnie od tego, czy był oficjalny pogrzeb, czy też trup gnije w ciemnej piwnicy, duch pozostał na miejscu zbrodni. Może chce pociągnąć byłego za sobą, ale nie potrafi i to ją (jego – ducha) frustruje? Albo też nie chce pogodzić się z końcem i uparcie usiłuje odzyskać kontakt.
W każdym razie, ciekawe – gratuluję!:)
PS Inna myśl, która właśnie przyszła mi do głowy: mieszkanie od początku było nawiedzone i duch kobiety tkwił tam samotnie, aż pojawił się facet, w którym znalazła upodobanie (muszę zmienić rodzaj z ducha na “ona”, by sensowniej brzmiało). A zatem facet nic o nie wie, romansuje sobie z sąsiadką, a tymczasem duszyczka nakręca się coraz bardziej, staje się zaborcza i chce organizować życie sobie w relacji z żywym człowiekiem?
Jeszcze bardziej oderwane: to duch jest realny, a zatem żywa kobieta, którą co noc nawiedza sen o przystojnym mężczyźnie, z którym mogłaby być szczęśliwa (albo byłym mężu), ale też czasem śni jej się, że on ma inną?
OK, kończę mnożenie interpretacyj (nie mogłem się powstrzymać od archaizmu:), bo i tak Autorka najlepiej wie, co chciała przekazać…:)
Pozdrawiam!
Służę:)
Ciekawe uniwersum tworzysz i może coś jeszcze powstanie?
Kuszę, prawdaż…:)
Jedna uwaga: czy zamiast wymierzania samosądów nie lepiej wymierzać sprawiedliwość?
Pozdrawiam!
Ciekawy wypad w kierunku naszego złotego wieku:)
Mam wątpliwość, czy jednak nie “et caetera”?
Jeśliby trzymać się realiów epoki, to dałbym też “Najjaśniejszy Panie” albo “Wasza Królewska Miłość” zamiast “Najjaśniejszy Królu”. Tak nigdy nikt nie mówił – chyba, że to celowa modyfikacja.
Pozdrawiam serdecznie!
Tak, ale to kolejne uproszczenie i zubożenie sprawy (o wielkiej literze mówię:)
Co się zresztą i do innych “reform” odnosi.
Drzewiej w zdaniu “Nie odrobiłeś lekcyj, bałwanie!” od razu wiadomo było, że co najmniej dwóch. Choć muszę przyznać, że czasem – ale rzadko – spotykam się z tą przedwojenną pisownią, gdy bez niej kontekst byłby niejasny.
Z pozdrowieniami!:)
No, może coś się jeszcze zmieni; wszak pamiętam jeszcze czasy, kiedy poprawne było zdanie typu “Nie palący palacz siedział w przedziale dla niepalących”. A dziś, jak się dowiaduję, nawet rzymianina od Rzymianina nie odróżnimy…
Pozdrawiam serdecznie!
No, to mamy szczęśliwe zakończenie!:)
Przynajmniej tej części, bo jak widzę, sprawa jest rozwojowa i wojacy mogą jeszcze doświadczyć tego i owego na swej drodze życia.
Dziękuję za przyjemne opowiadanie i pozdrawiam!
Zastanawiam się, czy fantastyczność wiersza tkwi w tym, że opisuje zakazy tak powszechnie łamane, że mogą być odebrane jako “nie z tego świata”?
Oczywiście przesłanie pozytywne – dziękuję i gratuluję!
Regulatorzy,
jak zwykle fachowe poprawki. Dzięki wielkie!:)
Dezynfekcja szłaby po całości. Jacek padłby jej mimowolną ofiarą. A jeśliby policja znalazła go później w ludzkiej postaci, zrobiłaby się afera, że nieuważnie dezynfekowano i do czego to podobne, i żeby sprawdzać zawsze piwnice i lokale przed takimi akcjami, bo a nuż bezdomni itp. itd. Telewizja zaraz by się tym zajęła.
Po czym po sekcji denata okazałoby się, że to jednak owadzi syn, a zatem debata publiczna o ubocznych skutkach zastosowania środków owadobójczych, bo oto, proszę Państwa, cóż my tu mamy? Niewinny człowiek, potraktowany silną dawką środka, nie tylko, że ducha wyzionął, ale jeszcze doznał okropnej metamorfozy. Na co wojsko zaraz by się zainteresowało, a co to za wspaniały środek i jak by go tu można wykorzystać do zinsektowania wrażej populacji. Zatem poligony, testy etc. W polu nie działa? Może tylko w zamkniętych pomieszczeniach? A musi być piwnica, czy wystarczy parter?
I gdy już wszyscy zawiedzeni dadzą sobie spokój, nagle jakiś generalissimus nadzorujący testy wyciągnie kopyta i ujawni się jako robal…
Pozdrawiam słonecznie!
Beeeecki,
dzięki za przeczytanie i komentarz! Cieszę się, że tekst Ci się spodobał.
Tak, fantastyki w nim nie ma i wrzuciłem go głównie po to, by zapoznać Czytelników z bohaterami “Myszy” i “Hansa”. Choć mówiący orzech, no no – ciekawy pomysł:)
Pozdrawiam!
Betweenthelines,
dzięki za przeczytanie i komentarz. Cieszę się, że opowieść przypadła Ci do gustu i co nieco rozbawiła:)
No tak, z małej rzeczy może urosnąć coś naprawdę dużego, co się nam wymknie spod kontroli…
Pozdrawiam serdecznie!
Regulatorzy,
dzięki za fachowe poprawki! Melduję ich wprowadzenie. Widzę, że powtarzają się u mnie stałe sformułowanie “wziąć się za” zamiast “zabrać się do”. Hmm…. może to jakiś regionalizm? Bo skąd by się to wzięło?
W każdym razie cieszę się, że opowiadanie Ci się spodobało:)
Robercie,
dzięki za przeczytanie i komentarz! Miło mi, że dobrze oceniłeś opowieść:)
Melancholio,
Tobie również dziękuję za przeczytanie i miły komentarz. Fajnie, że historia wciągnęła Cię i oplotła jak… wiemy:)
Trudno pająki lubić, ale można zrozumieć.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
Dziękuję wszystkim za przeczytanie i komentarze. Miło mi, że na ogół Wam się podobało (jakkolwiek wczorajsza wichura mogła zwiastować zgoła co innego:)
Narholcie,
w sprawie “na miły Bóg” – to zapożyczenie z Soyki (AP, uprzedziłeś mnie w wyjaśnieniu
dzięki!)
W innych kwestiach – zlikwidowałem itd. oraz etc., dzięki za sugestię!
Czytelnik jest oczywiście tak pochłonięty pochłanianiem kolejnych książek, że nie zauważa związku między czytaniem a odwlekaniem końca świata. Na początku widzi, że idzie katastrofa, wtedy zaczyna czytać więcej, a potem to już wpada w swój świat. Czytaniem swym ratuje świat nieświadomie i nie jest tym bynajmniej zainteresowany. On tylko chce przeczytać jeszcze tę jedną książkę… i następną… i tak dalej…:)
LeśnyLutku,
dzięki za “tempo”; oczywisty bos, bovis, jakby rzekła moja łacinniczka:)
Co do chwalonego – lubię wtrącać archaizmy (stąd i “atoli”). Ufam, że jakoś przejdą…
AP,
celna uwaga co do szybkości czytania. Faktycznie, należy utrzymać tempo:) właściwe człowiekowi, bo skoro ludzie piszą dla Czytelnika, to nie nadążyliby, gdyby przyswajał wszystko jak komputer.
Teo,
sam mam trzy niezależnie prowadzone listy książek do przeczytania. Cóż dodać? Kolejną książkę chyba:)
Miło mi, że opowiadanie tak trafiło do Ciebie. Czytajmy!
Finkla,
podzielam Twoje spostrzeżenie. Człowieka z książką papierową, wyhaczonego w metrze, rozpoznaję nawet na ulicy, tak jest wyjątkowy.
Koszmar egzystencjalny – wsiadam do tramwaju i orientuję się, że nie wziąłem ze sobą niczego do czytania. Na szczęście ostatnio się pilnuję w tym względzie:)
Betweenthelines,
u mnie tylko przewrotne pomysły. Myślałem, że bardziej zainteresuje Cię, co czyta Czytelnik, bo on sam jest dość nieciekawy, choć dla przetrwania uniwersum kluczowy; tak przynajmniej ja go odbieram:)
Pozdrawiam wszystkich!
Narholcie,
dzięki za przeczytanie i komentarz z uwagami stylistycznymi. Zastanowię się nad nimi, ale już nie teraz, bo pora spóźniona, a za oknem mamy wreszcie długo zapowiadaną burzę z piorunami i ulewą. Mam nadzieję, że to nie po przeczytaniu mojego tekstu przez Czytelnika:)
Pozdrawiam!:)
No, a jednak Konko przeżył egzekucję! Nie ukrywam, że się cieszę:)
A pojawienie się anioła oznacza, że Rojko dobrze kombinuje w sprawie życia pozagrobowego (a propos, mam nadzieję, że Konko nie takim właśnie życiem już się cieszy, ale tego dowiemy się z dalszej części).
Dzięki za kontynuowanie opowiadania, z przekonaniem, że to jeszcze nie koniec:)
Pozdrawiam!
Hesket,
dzięki za przeczytanie:) Miło mi, że opowieść Cię wciągnęła (jak pajęczyna?:)
Widzę, że coś się dzieje w jaskini bogów, więc przechodzę tam.
Pozdrawiam!
Finkla,
miło, że przeczytałaś i jeszcze milej, że Ci się spodobało:)
Dzięki i pozdrawiam!
Wujek Dobra Rada wiecznie żywy:)
Każda próba wygadania się przed facetem będzie ukarana otrzymaniem od niego rady. Jeśli jej nie przyjmiesz, będzie wkurzony i zawiedziony, że mu głowę niepotrzebnie zawracasz…:)
Po napisaniu tej ociekającej wszelką scjencyją mądrości, napełniającej mnie dumą i radością osobliwie wzniosłej, a zarazem chwalebnej natury chciałem coś jeszcze doradzić, ale gryzę się w język.
Zamiast tego życzenie: powodzenia przy pisaniu kolejnych opowiadań!:)
Pozdrawiam!
Dobre. Zakończenie niespodziewane, a zarazem wszystko wyjaśnia. Gratuluję!
Przypomniał mi się stary dowcip o szkoleniu robotnika. Majster mówi:
– Rano zawór odkręcasz w lewo, a na fajrant zakręcasz w prawo. Rozumiesz?
– Nie.
– To jeszcze raz. Odkręcasz w lewo, zakręcasz w prawo. Rozumiesz?
– Nie.
– No to jeszcze raz…
– Panie majster, czy pan głupi jest, czy co? Przecież mówię, że nie rozumiem.
Pozdrawiam!
I sorki za brodę przy żarcie, jest naprawdę wiekowy….
Pozostaje mieć nadzieję, że Jacek, drzemiąc w piwnicy po sutym obiedzie, padnie nieoczekiwanie ofiarą rutynowej – i dlatego niezapowiedzianej:) – dezynsekcji…
No dobrze, czas na komentarz:)
Zazwyczaj unikam horrorów, ale tu widzę tekst o ładunku wręcz teologicznym. Jakbyś przeczytała wcześniej to i owo z Amortha. Bardzo dobrze ukazany został mechanizm działania klątwy – złość osoby “zamawiającej” usługę oraz brak realnej satysfakcji z wykonania zadania. Demon oczywiście działa, ale też pobiera opłatę od zamawiającego. Zatem, nie można bezkarnie rzucać klątwy – jak i przeciwnie, nie bez zysku (jakby źle i komercyjnie to nie zabrzmiało) pozostanie każde błogosławieństwo czy dobre życzenie. Właściwie, to można by polecić klerykom w seminarium jako lekturę obowiązkową… czemu nie?
A teraz coś z życia. Spotykam znajomego po operacji kolana i ten radzi, bym sobie zbadał, bo z kolanami nigdy nie wiadomo. Mija miesiąc i następuje kontuzja. Do dziś daje się we znaki i trzeba się nim dość regularnie zajmować…
Oczywiście rada była życzliwa, ale rzekłbym, że “coś się przyczepiło”…
Zatem, życzmy sobie wszyscy jak najlepiej!:)
Pozdrawiam i gratuluję opowiadania!
O, to jak w Men in Black, część pierwsza.
Ciekawie poprowadziłeś opowieść.
Pozdrawiam!:)
“Brak zapotrzebowania na ludzi” – dobre:)
Kolejne klasyczne opowiadanie SF. Dzięki!
Pozdrawiam!
No, to tym bardziej podziwiam!
Z czasem pewnie nabierzesz wprawy i teksty “same będą się pisać”. Potem tylko trzeba będzie wprawić ten żywioł w ramy obowiązującej ortografii…:)
Pozdrawiam!
Marzan,
fajnie, że zajrzałeś. Dzięki za przeczytanie i pozytywny odbiór:)
Muchy w kuchni to faktycznie utrapienie, więc miałeś ochronę, i to darmową!
A propos Alzheimera, czy to nie jest tak, że pająk jest zaatakowany przez osę (albo innego owada, nie pomnę) i rozwijająca się wewnątrz larwa w pewnej chwili powoduje takie zakłócenia w funkcjonowaniu nosiciela (żywiciela)? Coś kiedyś oglądałem w tym temacie…
Teo,
jakież to możliwości dla użytkownika języka migowego otwiera wieloręczność! Wyobrażam sobie takie dwie ośmiornice, żalące się przy pogawędce na podły los ludzi, skazanych na sylabizowanie i jąkanie się.
– Pani sobie wyobraża, sąsiadko, że ludzie, chcąc przekazać coś więcej, muszą uciekać się do wydawania z siebie głosu?
– To okropne! Płoszą zwierzynę!
– No i nie mogą żyć pod wodą.
– Biedne stworzenia…
Nie wspominając, że biegła ośmiornica-tłumaczka może przekładać przemówienie szefa zatoki na kilka języków jednocześnie (choć im więcej języków, tym mniejsza precyzja przekładu).
Pozdrawiam Was!
L.Keller,
jak to mówią – Opatrzność czuwa:) Faktycznie tekst powstał niezależnie i wcześniej, ale dobrze się stało, że bohaterowie są inni. Jeszcze raz dziękuję za komentarz!
Zakapiorze,
jasne, że nie oddychają – to była zamierzona licentio poetica, mam nadzieję, że w granicach dopuszczalności:) Dzięki za przeczytanie i wychwycenie powtórzenia!
Teo,
dzięki za przeczytanie. Miło mi, że opowieść spodobała Ci się.
Fajny pomysł na kontakt z Obcymi. Załóżmy, że są ośmioręczni i według tego oceniają innych. Pierwszy raport mówi: “Na planecie znaleźliśmy mnóstwo istot nam podobnych, z którymi można by nawiązać kontakt. Większość żyje na lądzie (pająki) i porozumiewa się za pomocą skomplikowanego języka, tkając swoje przesłania na rozmaite wzory i potrząsając nimi od czasu do czasu dla zaakcentowania co ważniejszych spraw (zwróćmy uwagę na precyzję, z jaką zbudowane są pajęczyny:) Wstępne rozpoznanie wskazuje na możliwość nawiązania kontaktu na podstawowym poziomie. Dużo bardziej obiecujące są istoty wodne (ośmiornice); stwierdzono wysoki poziom inteligencji. Niestety rzadko opuszczają środowisko wodne. Zalecane uzupełnienie wyposażenia następnej ekspedycji w amfibie”.
Czworonogi zostałyby pewnie ocenione jako półinteligenci, którymi nie warto zaprzątać sobie głowy…
Grzesiek_W,
dzięki za przeczytanie i rozpowszechnienie wśród najbardziej zainteresowanych odbiorców! Bez wątpienia, w piwnicy wiele się dzieje:)
Nomad,
cieszę się, że udało mi się poprawić Ci humor:) Dzięki za przeczytanie tekstu!
Swego czasu miałem na balkonie kołosza, który wieczorami, gdy siadałem z książką, wychodził tkać pajęczynę i pewnie zaglądał mi z góry do lektury. Musiał to być oczytany pająk:)
Ambush,
dziękuję za przeczytanie opowiadania i dobrą ocenę. Miło mi, że jego lektura była dla Ciebie przyjemnością.
Pozdrawiam wszystkich!:)
Dzięki za przeczytanie i cieszę się, że Ci się spodobało:)
Z Twoim opowiadaniem mamy poniekąd dwugłos w sprawie…
Pozdrawiam!
Pewnie załatwił kupno przez podstawionego człowieka, takiego Renfielda na usługach Obcych:)
Nomad,
widać, że masz rozeznanie w temacie, bo rzeczywiście jest to inność tak odmienna od “zwykłego” sposobu postrzegania świata, że aż szokuje (odległa paralela to zdumienie, jakie mnie ogarnęło, gdy podczas wyjazdu za wschodnią granicę, nie tak jeszcze szczelnie zamkniętą, okazało się, że koledzy młodsi ledwie pięć lat już in gremio nie znają cyrylicy; dla nas jej znajomość to była “oczywista oczywistość”, cytując klasyka:)
Pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję ciekawego opowiadania!
Nie ma to jak spostrzegawcza sąsiadka, prawdaż!
Dobrze się czytało, dziękuję!
Pozdrawiam:)
Zabawne opowiadanie.
Co do faktów, to oczywiście Jerzy ma rację. W kampanii 1410 r. nie było żadnej prowizorki z naszej strony. Polska i Litwa uzyskały od początku przewagę strategiczną i operacyjną, najpierw prowokując zakon do wypowiedzenia wojny w niekorzystnych dlań warunkach, a potem spychając do defensywy. Krzyżacy działali w 1410 trochę jak Francuzi w 1940: bez pomysłu i sił na atak, chcieli zatrzymać Polaków na dobrze umocnionej pozycji nad Drwęcą. Obeszliśmy ją jak Niemcy linię Maginota i potem to już zakon musiał improwizować, podejmując bitwę w polu, której nie chciał. Jeśli się lepiej i bezstronnie przyjrzeć, to aż żal się robi krzyżaków – właściwie z góry byli skazani na klęskę, a Grunwald to takie ich Termopile. I co ciekawe, w dobie masowego brania jeńców dla okupu, bitwy nie przeżył nikt z całej wierchuszki zakonu. Przypadek? Dziwnie korzystny dla nas, bo po tym ciosie zakon już się nie podniósł.
Szkoda tylko, żeśmy po zwycięstwie nie poszli za ciosem i nie dobili bestii! No, ale do Grunwaldu włącznie, to wręcz podręcznikowy przykład, jak należy prowadzić wojnę.
Oczywiście pamiętamy jednak, że Twoja opowieść to poniekąd historia alternatywna (w zakresie odmienności w planowaniu kampanii) i z przymrużeniem oka
Podobało mi się też zastosowanie współczesnego żargonu informatycznego do opisu średniowiecznych zmagań. Hmm… kto wie, może za kilkadziesiąt (kilkanaście? kilka?) lat tak właśnie będzie się nauczać historii w szkołach?
Pozdrawiam!
Nomad,
ciekawy tekst i dość dobrze oddaje autystyczny sposób postrzegania świata. No i ta obsesja psychiatrów, którzy chcą pacjenta uczynić “na swój obraz i podobieństwo”, zresztą w dobrej wierze, bo inaczej nie odnajdzie się w świecie neurotypowych.
Jak się okazuje, psychiatra sama ma problemy ze sobą, a tymczasem pomaga innym… no i nieoczekiwane wnioskowanie Kacpra, wprowadzone konsekwentnie w czyn.
Dobrze się czytało, pozdrawiam!
PS
Zapewne dostaniesz zalecenia, by myśli bohaterów zapisać w cudzysłowie:)
Wołacz “Zofiu” to chyba jednak pomyłka – lepiej “Zofio”, a najlepiej “Zosiu” (może tak miało być?)
Do wykorzystania według uznania:) (samo się zrymowało)
Tak czy siak, chętnie zapoznam się z dalszym ciągiem tej opowieści.
Pozdrawiam!
Ciekawe rozwinięcie.
A więc stary Konko zawisł za bluźnierstwo i wyparcie się bogów. Tylko, czy umarł? Skoro Teo pyta o ciąg dalszy, to można by to rozwinąć w dwóch kierunkach (zakładając, że Konko nie przeszedł na tamten świat:)
– bardziej prozaicznie: miał on swoich druhów, póki co utajonych, którzy przemycili mu metalową rurkę do połknięcia, a po powieszeniu szybko uprosili o wydanie im zmarłego celem pochówku; oczywiście Konko przeżył i staje na czele “frakcji rewolucyjnej”, po czym kontynuuje swoją krecią robotę; w tym przypadku może też się ujawnić jako cudem ocalony przez litościwą boginię, do której niby się nawraca etc.
– bardziej fantastycznie: demon Ateusz przybywa wisielcowi z pomocą i swoimi, sobie tylko wiadomymi, a bez wątpienia niecnymi sposobami i mocami ratuje go przed śmiercią na stryczku; zaczym Konko popada w dylemat, bo albo Ateusz jawnie klaruje mu, że faktycznie żadnej bogini nie ma (acz, skoro jest demon, to może jednak?) albo też domyśla się ingerencji mocy nadprzyrodzonych i coś mu “śmierdzi” w temacie.
W obu przypadkach dwaj zuchowie mogą być znów poproszeni o zdemaskowanie i pochwycenie winowajcy.
To oczywiście tylko moje dywagacje w ramach “historii alternatywnej”:)
Tymczasem dzięki za tekst i pozdrawiam!
Dobre, gratuluję!
Może gdyby ustanowić cenę na prawdę i przyzwoitość, to kupcy by się znaleźli. Darmowego nikt nie chce, bo pewnie liche…
Pozdrawiam!
Fajnie. Jeśli chcesz, to wykorzystaj!:)
Zobaczymy, zobaczymy…:)
Opowieść jest napisana, ale jak zwykle szlifierki wymaga.
Pozdrawiam!:)
No, to wtedy lepiej, żebym został w piwnicy… o której przy innej okazji:)
Poruszający tekst!
Trochę mi przypomniał film z DiCaprio, “Wyspa tajemnic”.
Pozdrawiam:)
Zeus w roli diabolicznego demona, cieszącego się cierpieniem. Zupełnie nieortodoksyjne podejście. Miejmy nadzieję, że nie ma żadnych praktykujących “Hellenów”, którzy mogliby to poczytać za obrazę majestatu!:)
Pozdrawiam!
Anioł jak się patrzy!
Jak powiadają uczeni teologowie, Anioł Stróż towarzyszy umarłemu także w czyśćcu – rozstaje się tylko z potępieńcem. No, ale zawszeć lepiej zawczasu zadziałać, więc dobrze, że ten “przebił się” do podopiecznej za jej życia ziemskiego. Ciekawy opis oglądu przeszłości, w dodatku z możliwością korekty…:)
Pozdrawiam!
No, dobre, dobre!
Zemsta zza grobu zawsze w (literackiej) cenie. To by jednak znaczyło, że drogi Papa nie przebywa w krainie wiecznych łowów, jeśli zaprzątają go tam nadal ziemskie sprawy. Czy dobrze się domyślam?
Pozdrawiam!
Człowiek kontra system zawsze się sprawdza:)
A taka lodówka to dobra rzecz. Ciekawe, czy Bogdan poradziłby sobie z inteligentną trumną? Wskutek jakiejś pomyłki w wynikach rutynowych badań zakwalifikowany do pogrzebu i skierowany na cmentarz, dogadałby się z taką trumną – która wszak oceniłaby jego stan jako nienadający się do pochówku – i w nocy dałby z niej drapaka. Potem musiałby się zmierzyć z aparatem ścigania i znów przed sądem udowodnić, że to on sam w istocie i wcale nie umarł, a tylko wskutek niefortunnego zbiegu okoliczności poddany został zabiegom funeralnym. Wezwana na świadka trumna zeznałaby pod przysięgą, że w samej rzeczy, powierzony jej lokator, rzekomy nieboszczyk Bogdan Bąk, cały czas zachowywał przytomność umysłu i nie wykazywał oznak śmierci. Na dowód – nagrania z rozmów i rozwiązana krzyżówka, wcale nie taka prosta.
Tak sobie oczywiście dywaguję…:)
Pozdrawiam!
E, tam – zaraz kosmici! Moje pierwsze skojarzenie to Leslie Nielsen w roli wampira:)
Pozdrawiam!
No tak, trochę przewrotnie o fizyce jako nauce. Przypomina mi się Dragan stwierdzający, że nadal nie wiemy, czym w istocie są elektrony, lecz wiemy, jak działają.
Fenomenologia zjawisk?
Pozdrawiam!
Vigl,
bodajże w numerze sierpniowym 2018 r. NF (głowy nie dam, ale jakoś latem) czytałem takowe opowiadanie z bezrodzajowymi końcówkami i zaimkami typu “onu”. W pierwszej chwili myślałem, że korekta zawiodła, ale wnet się zorientowałem, że to celowy zabieg. Ledwo przebrnąłem przez warstwę językową, ale przyznać trzeba, że swoje zrobiła – przedstawiony świat stał się bardziej rzeczywisty i zarazem odrzucający.
Swoją drogą trzeba mieć dużo cierpliwości, żeby tak poprowadzić całą narrację.
Pozdrawiam!
Regulatorzy,
dziękuję za przeczytanie, przychylny komentarz i jak zwykle szczegółowe poprawki! Wprowadziłem, zanim zająłby się nimi Danrog, bo co też by sobie o autorze pomyślał!
Pozdrawiam serdecznie:)
Vigl,
gratuluję pomysłu i cierpliwości w stosowaniu tego oderwanego od zasad naszej mowy “języka”. Buduje to atmosferę, choć niezbyt przyjazną, jak dla mnie przynajmniej.
Pozdrawiam!
Teo Max i Finkla,
dziękuję za przeczytanie. Bardzo mi miło, że opowiadanie Was ubawiło. W sumie o to chodzi:)
No tak, prawda i tylko prawda. Może i przydałby się Danrog…:)
Pozdrawiam serdecznie!
Dziękuję Wam za przeczytanie (dość długiego) opowiadania i pozytywne komentarze. Cieszę się, że się Wam spodobał:)
Grzesiek_W,
nie, na szczęście nie jestem zawodowym politykiem:)
Bardzo dobre i w sumie dość optymistyczne – wszak jest pewność, że umarli nie odchodzą na zawsze. Dobrze opisany trudny proces godzenia się ze śmiercią najbliższych. Gratuluję!
Jerzy,
dzięki za tekst – klasyczne SF: Kosmos, kolonizacja i zetknięcie z obcymi tam, gdzie byśmy się ich nie spodziewali i po prawdzie nie chcieli. To swoją drogą ciekawy dysonans: niby ich poszukujemy, ale gdy znajdujemy, okazuje się, że zamieszkują habitaty przyjazne dla nas i wtedy zaczynają spełniać definicję chwastu ze słownika Longmana – “roślina rosnąca tam, gdzie nie chcesz, aby rosła”.
Pozdrawiam!
Jerzy,
gratuluję rzucenia palenia! Miło czytać takie dobre wieści:)
I dzięki za info o opowiadaniu. Zajrzę w tzw. wolnej chwili, która jest ostatnio towarem nader deficytowym… w każdym razie, będziesz wiedział:)
Pozdrawiam!
Finkla,
fajnie, że przeczytałaś i dzięki za pozytywny komentarz!:)
Z pozdrowieniami!
Regulatorzy,
cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu:)
Dziękuję za wszystkie merytoryczne uwagi i melduję wprowadzenie poprawek.
Pozdrawiam!
Teo Max,
zacny epigram:)
Czas by ogłosić konkurs poezji poświęconej kotom – pod szczytnym, acz pośmiertnym patronatem Jaśnie Oświeconego Xiążęcia Jego Mości Biskupa Warmińskiego Ignacego Krasickiego, autora Myszeidy. A jeśli będzie to poezja śpiewana, w takt kociej oczywiście muzyki, gdzie mistrz Filip będzie grał, to nie wątpię w końcowy sukces onego przedsięwzięcia, w skali rzecz jasna międzynarodowej. A może i międzygwiezdnej?
Hmm… w sumie książę Popiel, od myszy żarłocznych haniebnie zagryziony, też nadawałby się na patrona – jako smętny przykład tego, co stać się może i z najpotężniejszym zdałoby się człowiekiem, który w krytycznej chwili nie może odwołać się do pomocy kota.
A tak dobrze się zapowiadał!
Pozdrawiam serdecznie i raz jeszcze gratuluję opowiadania!:)
Nie ma za co! Uderzenie metaforyczne i bez użycia siły kinetycznej, więc czuję się świetnie, ach, jak przyjemnie!
Chociaż sytuacja w hospicjum nie napawa jakimś przesadnym poczuciem radości życia, ale udało Ci się zakończyć opowiadanie optymistycznym akcentem. I to cieszy:)
Pozdrawiam!
Betweenthelines,
cieszę się, że przeczytałaś i skomentowałaś opowiadanie:)
Fajnie, że Ci się podobało.
No tak, koci świat rządzi się swoimi prawami… i chyba jest całkiem w porządku, nieprawdaż?
Pozdrawiam!:)
Heskecie,
jaskinia Platona, chciałoby się rzec! Gość nagle odkrywa, że wszystko, czym żył, to były cienie prawdziwego świata. A zatem tracił czas (jeśli, trzymając się wrażeń ze świeżej lektury opowiadania, które napisał Macfry, to tracił także przestrzeń – skoro nie ma między nimi istotnej różnicy, dla fizyków przynajmniej). Idąc dalej, jaskinia, będąc miejscem ograniczonym i zarazem ograniczającym przebywającego w niej starca, jest metaforą ściśniętej przestrzeni (czasoprzestrzeni). Starzec przebywając w jaskini traci zarówno czas, jak i przestrzeń – bo wszak mógłby zająć się czymś pożytecznym gdzie indziej.
A zatem, rozwiąż równanie, gdzie t = czas spędzony w jaskini, zaś x, y, z oznaczają wymiary tejże…
No dobrze, nie będziemy sobie psuć zabawy:)
Dzięki za tekst i pozdrawiam!
Marcfry,
dzięki za tekst. Dobrze, że przeczytałem też komentarze, to już nie będę się czepiać o niepamiętanie jutra (od razu mnie to uderzyło). W takim razie wspomniana czasoprzestrzeń z grawitacją w komplecie postawiona jest na głowie. Co znaczy, że obrazowo wykładasz trudne rzeczy, bo ponoć dla fizyków czas nie ma tak priorytetowego znaczenia, jak dla przeciętnych zjadaczy kajzerek:)
Gratuluję i pozdrawiam!
Dzięki za opowiadanie!
Dobrze się czytało:) I jak zwykle – zaskoczenie na koniec.
Pozdrawiam!
Ambush,
dzięki za przeczytanie i sugestie!
Pozdrawiam:)
Grzesiek_W,
dziękuję za tekst i gratuluję! Bardzo dobre opowiadanie. Dwa razy rozwój akcji mnie zaskoczył – najpierw myślałem, że Milena spróbuje zgładzić technika, a potem, że technik jednak zresetuje pamięć chłopca. Gość okazał się lepszy, niż podejrzewałem:)
Pozdrawiam!
Hesket,
przyznaję, że dałem się zwieść i też myślałem po przeczytaniu opowiadania, że to Wiewiór wszystkich wykańcza. A tu okazuje się, że okazuje się on kimś na kształt “Ducha sprawiedliwości” z innego opowiadania, który poniekąd chroni chłopca przed kochasiem matki.
Chyba, że znów coś pomyliłem…:)
Pozdrawiam!
Hesket,
dzięki za przeczytanie! Miło mi, że tekst spodobał Ci się:)
Pisałem w czasie wypadu na wieś, gdzie w okolicy rzeczywiście takowy mecz rozegrano; szczegóły oczywiście pozmieniałem…
Pozdrawiam!:)
O, kurczę, ale fajny tekst! Podobał mi się:)
No i kot odpowiednio dowartościowany.
Dobry pomysł z kalibracją rzymską. Zaraz się okaże, że różne kopce Kościuszki, powstańców styczniowych etc., sypane tu i tam po różnych miastach, mają za cel główny (acz steganograficzny) doprowadzić liczbę wzgórz miejskich do wymaganej siódemki.
Dzięki za tekst!
Pozdrowienia:)
No, dobre opowiadanie! Gratuluję!
Faktycznie można się przywiązać do różnych rzeczy nawet, nie mówiąc o ludziach, zwierzętach i miejscach. “Stare żelazko było lepsze”, nawet jeśli nowe ma więcej funkcji i technicznie jest lepsze (przykład z głowy). Pewnie dlatego, że sami nadajemy sens naszemu otoczeniu, “uczłowieczamy” je….
Zauważyłem, że bardziej porusza zniknięcie czegoś z krajobrazu – nawet rozebranie starej rudery – niż pojawienie się czegoś nowego. Bo z ruderą są związane nasze wspomnienia (przechodziłem zawsze koło niej, idąc do szkoły i to były stare, dobre czasy… itp.:)
Pozdrawiam!
Melancholio,
sądzę, że wielu autorów nawet nie podejrzewa, co “miało na myśli”:)
“Ja tu tylko tak dla rymu pisałem…” – a tu głębokie sensy i interpretacje, że głowa mała!
Pozdrawiam serdecznie!:)
Melancholio,
dziękuję za przeczytanie i miłe słowa:)
Staram się nie popadać w zbytnią powagę, bo ta – jak wiadomo – zabija powoli…
Pozdrawiam!:)
Bruce,
dzięki za przeczytanie i wszystkie fachowe uwagi, jak zawsze! Ile by człowiek nie sprawdzał, zawsze coś umknie. Przejrzę jednak pod wskazanym przez Ciebie kątem i poprawię, co trzeba.
W kwestii fantastyczności – prawdziwe (no, rozumiemy:) są wszystkie opisane wydarzenia. Część przekazana w formie wspomnień bohaterów, część w bezpośredniej narracji, a więc owa złowroga głowa, mara męcząca konia, dwugłowy żółw etc.
Teo Max i Melancholio,
dzięki za przeczytanie. Fajnie, że Wam się podobało:)
Co do głowy, to faktycznie z życia wzięte (tylko oryginalnie głowę pozyskano ze starego, opuszczonego cmentarza niemieckiego; tu trochę udramatyzowałem…).
Pozdrowienia dla wszystkich!
Finkla,
dzięki za przeczytanie i komentarz. No tak, Staś jako chłop – podobnie jak kot – do wyższych celów stworzonym jest…
Pozdrawiam!:)
PS białej rasy, rzecz jasna… sorki za literówkę:)
Dzięki za tekst!
Oglądałem był kiedyś w tv takowy program naukowy, w którym za pewne udawano, że człek białej rady odczuwa mimowolny niepokój w obliczu np. Murzyna i vice versa. Ergo zetknięcie się z lekarzem tej samej rasy ma być mniej niepokojące niż w przypadku, który tu został opisany.
Zatem, zakodowana “w genach” obawa przed obcym (inżynier Mamoń kłania się:)
Pozdrawiam!
Dzięki za opowieść!
Dobrze, że jeszcze mamy świadomość istnienia AI. Może kiedyś przyjdzie dzień, że oficjalnie zostanie “skasowana”, ludziom zwróci się “wolność”,, a nieoficjalnie AI będzie działać dalej, z ukrycia… żeby nie sfrustrować ludzi nagłym spadkiem możliwości poznawczych i kreatywnych. Myślisz wtedy, że to ty jesteś taki mądry, a tu, prawdaż, AI, specjalnie sprofilowana właśnie dla ciebie, będzie ci we wszystkim pomagać i prowadzić. Wersja dla krawcowych, budowlańców, hydraulików, kierowców ciężarówek etc. “Kowalski wydawał się być stworzonym do bycia kierowcą. Jakby urodził się z kierownicą w rękach!” mówili. A tymczasem AI wybrała go sobie na kierowcę i od urodzenia sterowała rozwojem jego zainteresowań i umiejętności w tym właśnie kierunku. Nowy, lepszy świat!
Pozdrawiam!
Melancholio,
dziękuję za przeczytanie. Miło mi, że Ci się spodobało:)
Regulatorzy,
jak zwykle wielkie dzięki za fachową poprawkę. “Cłoziekoziu się zdaje, ze uni godoć i psisać po polsku”, że odwołam się do gwary, a tu proszę – nic bardziej mylnego!
No i cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu:)
Z pozdrowieniem dla Was obu!:)
PS W sprawie zwierzęcej tożsamości mam “w zanadrzu” małą niespodziankę…
No, nie wiedziałem, że na krańcach Układu Słonecznego tak wiele się dzieje!
Piękne, ciepłe opowiadanie (zważywszy na niskie temperatury w tamtejszej okolicy, tym cieplejsze:) i z pozytywnym przesłaniem. Gratuluję! Czytało się przyjemnie i zostawiam je sobie w głowie na noc. Jeszcze tylko rzut oka na rozgwieżdżone niebo przydałby się, aliści dzisiaj dżdżyste chmury stoją temu na przeszkodzie. No nic, Neptun i familia nie uciekną…
Pozdrawiam!:)
Bardzo ciekawy tekst! Podobał mi się:)
Duch Sprawiedliwości działa jak szatan z opowieści ludowych – wymierza sprawiedliwość, ale okrutnie i idąc “po trupach” do celu.
Polityka trochę szkoda, bo ostatecznie jego upadek niewiele zmienił. Ten i ów dostał odszkodowanie, ale system się obronił.
O marnym końcu poczciwego sierściucha już i nie wspominam…
No i wreszcie najbardziej wyrafinowany sposób uśmiercenia społecznego: zrobić z kogoś wariata. Całkiem jak u Sowietów, kiedyś. I u nas dziś, acz w bardziej zawoalowany sposób.
Pozdrawiam!:)
Teo Max, Grzesiek_W i Prestidigitatorze,
dziękuję za przeczytanie i komentarze. Miło mi, że tekst Wam się spodobał:)
Tak, koci świat rządzi się swoimi prawami…
Co do wątków pobocznych – faktycznie, wrócą w kolejnym odcinku. Tu niektóre sprawy dopiero sygnalizuję.
Pozdrawiam serdecznie!
Po pierwsze, nie szkodzić!
Stara maksyma medyków wiecznie żywa:)
No i jak rozumiem, teraz to już na dobre możemy pożegnać się z obiecanymi telefonami od lekarza, pytającego zawczasu o nasze zdrowie…:)
Gratuluję pomysłu i pozdrawiam!
I bądź tu człowieku (czy kocie) uczynny!
Dobry, śmieszny kawałek! Dziękuję i gratuluję!:)
Swoją drogą, czy dobrze rozumiem, że tytułowy Tadeusz bynajmniej nie wybaczył nikomu żadnej z krzywd, które doznał (może i mniemanych, w niektórych przypadkach?), co spowodowało, że stał się podatny na wpływ złej mocy. I gdy spotyka się z nosicielem onej mocy, łatwo jej ulega i faktycznie staje się jej niewolnikiem – z radością śpieszy po zemstę, która da mu w efekcie jakąś satysfakcję (w pierwszej kolejności), a potem…? Dalsze uzależnienie? Jeśli dyspozytor złej mocy zażąda odeń spłaty rachunku (zobacz, pozwoliłem ci się zemścić na twych wrogach), co w zamian Tadeusz będzie musiał zrobić?
Alternatywnie, zło jest bezosobowe i Tadeusz sam jest jego dysponentem, skoro nieoczekiwanie i być może przypadkowo znalazł doń dostęp (choć Tolkienowsko pasowałoby, żeby artefakt “pozwolił się znaleźć” przygotowanemu doń duchowo człowiekowi). W takim przypadku może rosnąć w siłę i szaleć dalej, aż do starcia z godnym siebie przeciwnikiem…
Tak sobie dywaguję:)
Pozdrawiam!
Ciekawy tekst, z zacięciem eschatologicznym (tak przynajmniej go odczytuję). Podobało mi się fiasko użycia czarnej magii, która wiele obiecuje, ale w efekcie przynosi nieszczęście. Ostatecznie uciekająca się do niej osoba ginie w ogniu (wiecznym?).
Pozdrawiam!
Wymagające, ale i wciągające. Musiałem nad tym nieco podumać…
Pozdrawiam!:)
Teo Max,
dzięki za śmieszny szort! Porządek w aktach (kuchni) musi być, bez względu na ustrój (i galaktykę).
Tak trzymać!:)
Pozdrawiam!
Regulatorzy,
dziękuję za zachętę! Mam nadzieję sprostać wyzwaniu:)
Jerzy,
fajnie, że przeczytałeś:) Rzuć palenie i jedz orzechy! (a propos, mój dziadek zastąpił fajki landrynkami, po czym przytrafił mu się przypadek z osą, która też miała na nie chrapkę… hmm… może to opisać?)
Hesket,
dzięki za dobre słowo! Cieszę się, że opowieść Ci się spodobała.
Pozdrawiam wszystkich i zapraszam do lektury “Myszy”.
Regulatorzy,
dziękuję pięknie za Twoją opinię:)
Tak, mam w zanadrzu dwa opowiadania z udziałem Stasia et consortes i jak tylko osiągną stan pozwalający na ich publikację, wrzucę je do poczekalni.
Pozdrawiam serdecznie!
Ciekawe ujęcie tematu:)
“Zająłbyś się czymś poważnym”, chciałoby się rzec o każdym, kto musi pisać (albo czytać:)
W czasach przed wynalezieniem pisma byli pewnie tacy nałogowi opowiadacze, którzy snuli przy ognisku różne wymyślone historie. Bez tego “bajania” nie byłoby jednak kultury, która w gruncie rzeczy jest poświęcaniem czasu i sił na robienie różnych “zbędnych” rzeczy.
Opowiadajmy i piszmy więc!
Pozdrawiam:)
Poruszające opowiadanie.
Odczytuję je również jako opowieść o bezsilności zmarłych, którzy tyle chcieliby jeszcze przekazać, ale nie mogą…
Pozdrawiam!
Kronos.maximus,
dzięki za przeczytanie i komentarz!:)
Pozdrawiam!
Grzesiek_W, Teo Max i CZARNA2,
dzięki za przeczytanie! Fajnie, że tekst Wam się spodobał. Kontynuacja jest już w komputerze, ale jeszcze oszlifowania wymaga. Koming sun…
A szczegółowo:
Grzesiek_W,
ciekawy pomysł – gdyby tak “przesądy ludowe” w konkretnym przypadku stawały się faktem, byłaby to rzeczywiście fantastyka. Do zapamiętania i wykorzystania, dzięki!:)
Teo Max,
dzięki za podpowiedź w sprawie “dorośle”; rzeczywiście brzmi lepiej i już poprawiłem:)
Pozdrawiam wszystkich!
Najpierw myślałem, że chodzi o nieboszczyka. A tu – pomnik. Dobre!
Pozdrawiam!
Na wysypiskach nie tylko Godzille się rodzą, jak widać…
Dzięki za opowiadanie – dobrze się czytało!
Pozdrawiam!