komentarze: 2, w dziale opowiadań: 2, opowiadania: 1
komentarze: 2, w dziale opowiadań: 2, opowiadania: 1
***
Szli w ciszy. Czarownik przodem, kilka kroków przed Ludmiłą. Jego chód pasował raczej do zamkowych korytarzy niż do wąskiej, pociętej koleinami dróżki. Stawiał kroki ostrożnie, jakby bardziej dbał o czystość płaszcza niż o jak najszybsze wykonanie misji.
Ludmiła trzymała się tuż za nim. Na początku próbowała zagadać – nawet o byle co, byleby wybadać, to jakim jest człowiekiem. Za każdym razem trafiała jednak na tą samą, szorstką odpowiedź: „to nie ma żadnego znaczenia”. W końcu więc zamilkła i zaczęła podążać za Czarownikiem już w ciszy. Cisza była jednak tylko pozorna – w jej głowie myśli wręcz wrzeszczały. Uciec? Czy w ogóle próbować? Dokąd? A jeśli się uda – co dalej? Wróci po nią? Skrzywdzi bliskich, jeśli ktoś znów jej pomoże?
– Cholera!
Nie była przygotowana na taką wyprawę. Początkowo brała ją nawet za żart – była pewna, że zaraz tuż za rogiem, poza wzrokiem wartowników, czeka wóz albo choćby konie. Przecież nikt już nie podróżuje pieszo, to zbyt niebezpieczne.
Stąd też nie była odpowiednio ubrana. Bardzo szybko pożałowała założenia wiązanych patynek na bosą stopę. Rzemień już po paru pierwszych milach zaczął wrzynać się w skórę, krępując każdy kolejny ruch. Próbowała jakoś temu zaradzić, zmienić sposób chodzenia – raz na pięcie, raz na palcach – ale na niewiele się to zdało. Ból wracał uparcie.
Właśnie postawiła stopę lekko bokiem, szukając kolejnego sposobu, by choć trochę go złagodzić, kiedy rozmiękłe błoto osunęło się w głąb koleiny. Patynka straciła oparcie i uciekła w bok zbyt szybko, by Ludmiła zdążyła zareagować. Runęła w dół, prosto w kałużę.
– Chyba wykręciłam stopę.
– Dobrze – odparł Czarownik, zatrzymując się po raz pierwszy od wyjścia z grodu. – Zaraz zacznie się ściemniać. Zostaniemy tu na noc.
– Nie, niedobrze. Moja noga… – uniosła ją niezdarnie; stopa zwisała bezwładnie. – Widzisz? Nie dam rady iść dalej.
Czarownik powoli podszedł bliżej, ostrożnie omijając błoto. Podwinął rękawy i chwycił jej nogę.
– Zaboli.
Nie czekał na odpowiedź. Szarpnął.
– Ożeż ty, kurwa! – Wyrwało się Ludmile. Wciągnęła powietrze raz, drugi, trzeci… Przez jej twarz przemknęły kolejne fale – ból, szok, niedowierzanie, znów ból… aż wreszcie ulga. Łzy napłynęły do jej oczu. – Dlaczego ty mi to robisz?
– Na noc posmarujesz maścią. Jutro będzie jak nowa – powiedział spokojnie, podając jej małe drewniane pudełko.
– Wleczesz mnie do tego bydlaka. Jak myślisz, kto mnie tak naznaczył? No kto? A teraz jeszcze to… – zalana łzami Ludmiła złapała się za stopę. – I nawet nic nie powiesz…
Milczał. Długo. Jakby się wahał. W końcu jednak się odezwał.
– Moja odpowiedź i tak nie miałaby żadnego znaczenia.
Ludmiła prychnęła.
– Pewnie! Bo to nie ciebie będzie bił. Nie ciebie będzie karał za każdy oddech. Ciebie wynagrodzi. Powiedz, ile ci zapłacił? Na ile wyceniłeś moje cierpienie?
– Dobrze – zaczął Czarownik, sięgając za pas, skąd wyciągnął sztylet. – Trzymaj.
– Co? – Wykrztusiła zdezorientowana Ludmiła, chwytając rękojeść. – N-nóż?
Mężczyzna gwałtownie wykręcił jej rękę tak, że ostrze zatrzymało się na skórze jej szyi, tuż przy tętnicy.
– A teraz pchnij. Zdecydowanie. Nie poczujesz bólu. Najpierw przyjdzie chłód, który rozleje się po całym ciele. Potem zaśniesz, a wraz ze snem znikną wszystkie twoje problemy. Na co czekasz? Pchnij.
– Nie mogę! – Ręka Ludmiły zadrżała i puściła sztylet, który wpadł do kałuży.
– Nic nie wiesz o cierpieniu. Nie wiesz, jak bardzo cierpi człowiek, któremu śmierć przyniosłaby wybawienie. Ale… – tu wrócił do swojego spokojnego tonu – to nie ma żadnego znaczenia.
***
@marzan
Napisane ładnym językiem, debiut całkiem udany!
[..]
Sama scenka ładna, mocna, opisana sprawnie. Zaciekawia, co będzie dalej. Dobre otwarcie opowiadania.
Dziękuję pięknie, dla mnie to dużo znaczy.
Tutaj miałem problem z tempem. Runięcie na ziemię jest czymś, czego czytelnik się nie spodziewa (bohater zresztą również nie), więc warto je zaakcentować. Wydzielenie do kolejnego wiersza na pewno pomoże. Bohater skupia się na tym, że na ostrzu nie ma krwi, a nie na tym, że padł na ziemię – mało naturalne.
Ma to sens. Myślę, że po tym jak skończę całość (o ile mi się uda), to wszystko jeszcze raz od początku przeredaguję i wtedy już wrzucę jako całość i na pewno wtedy wezmę to pod uwagę i postaram się poprawić.
Wyobraźnia nieco się zawiesiła, ponieważ “gród” i magia sugerowały raczej wczesne średniowiecze, a imiona i nazwiska późniejszy okres.
Niektóre osady w późniejszym okresie też można było barykadować, ale musiały mieć zwartą zabudowę. Gród miałby raczej swojego feudała, a nie tylko chłopów.
Nie jest to stricte świat znany nam z historycznego średniowiecza. Nie chcę napisać za dużo żeby nie spoilerować. W mojej głowie ma to sens i mam nadzieję, że w toku opowiadania uda mi się to przedstawić tak, żeby czytelnik też uznał że to ma sens.
Użycie “pierdol się” sugeruje raczej barok – podobno zaczęło zmieniać znaczenie w renesansie, ale potrzebowało pewnie sporo czasu, żeby przeniknąć do słownictwa chłopskiego. Starsze przekleństwa to np. “Żryj gówno, psi synu” oraz wszelkie burzące tabu religijne lub obyczajowe. Skurwysyn jest podobno bardzo starym sformułowaniem.
Nie pomyślałem o tym, wezmę to pod uwagę. Choć przyznam, że nie jestem specem w tym zakresie i ciężko będzie z wyczuciem, które przekleństwa powstały w jakim czasie.
@TheGuru
ok. wciągnęło mnie. czekam na kolejne fragmenty.
Dziękuję pięknie, daje to motywacje żeby pisać dalej.
@Tarnina
Mmmm, trochę… understatement, jak mawiają Amerykanie.
Nie bardzo rozumiem.
Nie wiem, jak głos się rozlewa (i ten facet tak stoi i telepatycznie nadaje?): – Poszukuję Ludmiły Starostowej, z domu Dobrowiczówny. – Głos nieznajomego nie tyle zabrzmiał, ile przemówił magicznie w głowach wszystkich mieszkańców osady.
Klasa. Twoja wersja brzmi o wiele lepiej. Wstyd się przyznać, że siedziałem chwile nad tamtym zdaniem, sam czułem, że nie brzmi to najlepiej, ale mózg jakby mi się zaciął.
Wrzaski niczego się nie domagają… a oni nawet nie wiedzą, że to “paniczyk” – niczym się od tubylców nie różni językowo (poza tym, że nie przeklina). A strojów czy w ogóle wyglądu nie opisujesz.
Nie wiem czy mądrze, ale z zasady nie lubię gdy ktoś narzuca mi jak dana postać ma wyglądać (oprócz jakichś kluczowych dla fabuły cech wyglądu), stąd jak sam piszę, to postanowiłem wygląd (w granicach które to możliwe) zostawić wyobraźni czytelników. Ale jeżeli okaże się, że większość czytelników woli by im takie opisy przygotowywać, to myślę, że nie będę miał z tym problemu.
W jaki sposób?
Rozumiem, że nie wypada zostawić tej kwestii czytelnikowi. Przy finalnej wersji całości będę musiał to poprawić. Dziękuję.
Kto zakaszlał? I jak wypluć dym? Można się nim krztusić…
Masz rację.
Ale po co? Po co? O co chodzi? Nie znamy Ludmiły. Nie wiemy, co się tu dzieje. Nie wiemy, co o tym myśleć.
A nie wzbudza to twojej ciekawości? Chyba tak bez klimatu byłoby podać od razu wszystko na tacy? Ale tak jak napisałem, to mój debiut, więc dopiero uczę się czego oczekują od opowiadania ludzie.
Kiedy, kto i dlaczego podpisał ledwo dwudziestoletnią Ludmiłę, i to tak, że nikt się nie zorientował? Co ma do tego czarownik? O co chodzi? Uciekła jakimś złolom i tu się ukrywa? I nieufni (chyba, są dość tekturowi) mieszkańcy tak ją uwielbiają, że nie dadzą jej ruszyć? Dziadek jest jej dziadkiem, czy przyszywanym? I tak dalej?
W mojej głowie wszystko jest jasne i ma sens, mam nadzieję, że uda mi się to rozpisać w dalszych migawkach tej “przygody”, że i czytelnikom wszystko ułoży się w głowie.
Mamy tu ledwie pierwszą scenę. Poza psychologiczną niewiarygodnością ludu ciemnego niewiele w niej widać (wyrazy nieparlamentarne nie mogą jej zaradzić – ludzie po prostu się tak nie zachowują i tak nie przemawiają), więc trudno cokolwiek wyrokować.
Będę więc musiał popracować nad tą częścią stylu. Najgorzej, że miałem wrażenie, że wygląda to dość naturalnie.
Ogółem bardzo ci dziękuję za ten długi i treściwy komentarz. Wszystkie uwagi biorę sobie do serca i myślę, że w finalnej wersji zobaczysz tego efekt.
Tymczasem zaraz wrzucę kolejną scenę opowiadania. Sorry, że taką krótką, ale praca, życie takie tam :(
A i uwaga, bo w całości opowiadania będą przekleństwa.