Dużo czytam i dużo piszę. Rzadko jednak doprowadzam swoje opowiadania do końca. Liczę na to, że publikując fragment opowiadania, poczuję się w obowiązku, by je dokończyć, a nie zaczynać nowe.
Nigdy wcześniej nic nie publikowałem, więc to mój debiut. Dark fantasy, które ma skupić się na dwóch głównych bohaterach opowiadania i ich podróży, która ma doprowadzić ich do odpowiedzi na ostateczne pytanie.
Wiedzieli, że wróg się zbliża. Nie próżnowali, przygotowali się najlepiej jak potrafili: zebrali zapasy, zaryglowali bramę grodu i posłali najdzielniejszych mężów na wały.
A wszystko to na nic…
Nikt nie był w stanie wytłumaczyć, jak wróg przedostał się do środka osady niezauważony.
– Poszukuję Ludmiły Starostowej z domu Dobrowiczów – głos nieznajomego nie tyle zabrzmiał, co rozlał się magicznie po głowach wszystkich mieszkańców osady.
– A pierdol się, ty i wy wszyscy szlachetnie urodzeni – Andrzej splunął pod nogi nieznajomego. – Ciągle wam mało. Ciągle tylko więcej i więcej. A teraz jeszcze przyszliście po panienkę?
Nieznajomy spojrzał na niego krótko. Wystarczyło mu tylko jedno zerknięcie: szybkie i puste.
– To nie ciebie szukam. Odejdź.
– A pierdol się! U siebie jestem. A ty zdaje się, że sam tu jesteś? Co? – odwrócił się do ludzi. – Co wy na to? Pozwolimy jakiemuś paniczowi rządzić w naszej wiosce?
– Nie!
Z każdą kolejną sekundą nasilały się wrzaski domagające się przelewu błękitnej krwi. Co odważniejsi chłopi już złapali za sierpy i noże.
A nieznajomy nawet nie drgnął.
– Poszukuję Ludmiły Starostowej z domu Dobrowiczów – powtórzył beznamiętnie.
– A masz! – wrzasnął Andrzej i ruszył.
Nigdy nikogo nie zabił. Widać to było w jego ruchach. Już na starcie potknął się o własne nogi, ale nie upadł. Ustał to upokorzenie. Wtedy też coś w nim pękło – ciął już bez żadnego zawahania. Z pewnością i precyzją godną rycerza.
Nieznajomy nie zrobił nic. Nie odsunął się. Nawet nie spojrzał. Jakby ta sytuacja w ogóle go nie dotyczyła.
Sierp wbił się pewnie w głowę nieznajomego.
– Co do…? – Andrzej runął na ziemię. Jego ostrze… pozostało suche.
Spudłował? Gdyby nie zamknął oczu, wiedziałby, że nie. Ostrze przecięło głowę wroga na pół, z tym, że nie trysnęła z niej krew, a ciemnoszary dym.
– Jak…? – zakaszlał. Raz. Drugi. Za każdym razem wypluwając dym. – To niemożliwe. Powinieneś nie żyć! Jak to zr– – mówił, aż w końcu kaszel całkiem go złamał. Siny wił się jeszcze przez chwilę na ziemi, nim całkiem znieruchomiał. Spojrzeniem szukał jeszcze ratunku, ale nikt nie odpowiedział. Każdy tylko odwracał wzrok, gdy przychodziła jego kolej.
– Nikt więcej dziś nie umrze, jeżeli wydacie mi Ludmiłę Starostową z domu Dobrowiczów.
– Ja zginę – odezwał się starzec. Najstarszy z nich wszystkich. Podnosił się powoli, ciężko, opierając się na lasce. – I to z uśmiechem. Ale Ludki nie oddam. Po moim trupie.
Uniósł laskę jak miecz.
– Ktoś jeszcze ma tu jaja?
Nastała cisza. Długa. Zbyt długa. Ale w końcu nadeszło krótkie:
– Ja!
I zaraz kolejne:
– Ja też!
– Nie jestem tchórzem!
– Nie pozwolimy jej skrzywdzić!
– Cisza! – wysoki, kobiecy głos przerwał wrzaski. Przed tłum wyszła kobieta, na oko dwudziestoletnia.
– Dziadku, usiądź. Nikt więcej dziś nie zginie – tu zwróciła się w kierunku nieznajomego. – To mnie szukasz.
– Ludka, nie…
– Spokój – nie odwróciła się w kierunku starca, nie chciała by dostrzegł jej niepokój. – Nic tu po waszym męstwie. To czarownik.
Nieznajomy wyjął list. Rozłożył go spokojnie. Spoglądał to na kartkę, to na nią.
– Odwróć się. Muszę zobaczyć twoje plecy.
Zawahała się, ale posłuchała. Materiał rozdarł się łatwo. Nie miała niczego pod suknia, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Wszyscy zamilkli spoglądając na jej plecy. Od szyi po biodra ciągnęła się paskudna szrama. Stara, ale wciąż żywa. Wyryta równo i starannie.
„KURWA”.
– Ludmiło Starostowa, ubierz się – powiedział nieznajomy spokojnie. – Czeka nas długa droga do domu.
Koniec
Komentarze
Witam!
Napisane ładnym językiem, debiut całkiem udany!
Sierp wbił się pewnie w głowę nieznajomego.
– Co do…? – Andrzej runął na ziemię. Jego ostrze… pozostało suche.
Tutaj miałem problem z tempem. Runięcie na ziemię jest czymś, czego czytelnik się nie spodziewa (bohater zresztą również nie), więc warto je zaakcentować. Wydzielenie do kolejnego wiersza na pewno pomoże. Bohater skupia się na tym, że na ostrzu nie ma krwi, a nie na tym, że padł na ziemię – mało naturalne.
– Poszukuję Ludmiły Starostowej z domu Dobrowiczów – głos nieznajomego nie tyle zabrzmiał, co rozlał się magicznie po głowach wszystkich mieszkańców osady.
Wyobraźnia nieco się zawiesiła, ponieważ “gród” i magia sugerowały raczej wczesne średniowiecze, a imiona i nazwiska późniejszy okres.
Niektóre osady w późniejszym okresie też można było barykadować, ale musiały mieć zwartą zabudowę. Gród miałby raczej swojego feudała, a nie tylko chłopów.
– A pierdol się, ty i wy wszyscy szlachetnie urodzeni
Użycie “pierdol się” sugeruje raczej barok – podobno zaczęło zmieniać znaczenie w renesansie, ale potrzebowało pewnie sporo czasu, żeby przeniknąć do słownictwa chłopskiego. Starsze przekleństwa to np. “Żryj gówno, psi synu” oraz wszelkie burzące tabu religijne lub obyczajowe. Skurwysyn jest podobno bardzo starym sformułowaniem.
Sama scenka ładna, mocna, opisana sprawnie. Zaciekawia, co będzie dalej. Dobre otwarcie opowiadania.
Warto ostrzec czytelników w przedmowie, że będą przekleństwa. Dzieci też czytają forum ;)
ok. wciągnęło mnie. czekam na kolejne fragmenty.
odezwał się starzec. Najstarszy z nich wszystkich.
tak to już ze starcami bywa
Mam mało czasu, a fragment krótki. No, to hop.
zaryglowali bramę grodu
Mmmm, trochę… understatement, jak mawiają Amerykanie.
– Poszukuję Ludmiły Starostowej z domu Dobrowiczów – głos nieznajomego nie tyle zabrzmiał, co rozlał się magicznie po głowach wszystkich mieszkańców osady.
Nie wiem, jak głos się rozlewa (i ten facet tak stoi i telepatycznie nadaje?): – Poszukuję Ludmiły Starostowej, z domu Dobrowiczówny. – Głos nieznajomego nie tyle zabrzmiał, ile przemówił magicznie w głowach wszystkich mieszkańców osady.
– A pierdol się, ty i wy wszyscy szlachetnie urodzeni – Andrzej splunął pod nogi nieznajomego.
Zaraz, a przed chwilą była mężatką? Źle to zinterpretowałam? Bo użyłeś formy nazwiska wskazującej na mężatkę, a jeszcze ten dom… (to zasadniczo oznacza “ród”…)
Wystarczyło mu tylko jedno zerknięcie: szybkie i puste.
Puste zerknięcie?
U siebie jestem. A ty zdaje się, że sam tu jesteś? Co?
…? "Odwrócił się" też dużą literą, p. wyż.
Pozwolimy jakiemuś paniczowi rządzić w naszej wiosce?
Ale serio – o co chodzi? Skąd to się wzięło? I od kiedy gród to wioska?
Z każdą kolejną sekundą nasilały się wrzaski domagające się przelewu błękitnej krwi.
Wrzaski niczego się nie domagają… a oni nawet nie wiedzą, że to “paniczyk” – niczym się od tubylców nie różni językowo (poza tym, że nie przeklina). A strojów czy w ogóle wyglądu nie opisujesz.
Widać to było w jego ruchach
W jaki sposób?
Ustał to upokorzenie.
Wytrzymał to upokorzenie albo ustał mimo upokorzenia. Ale trochę dziwne, żeby ktoś w takiej chwili właśnie na to zwracał uwagę.
Wtedy też coś w nim pękło – ciął już bez żadnego zawahania.
Co niby pękło? I ciął bez wahania (taka – jeszcze – konwencja językowa, zdaje się, że chodzi głównie o fonetykę, ale niekoniecznie).
Sierp wbił się pewnie w głowę nieznajomego.
Fatalnie się to parsuje, "pewnie" prowadzi w różne strony naraz, a nieznajomy był podmiotem ostatniego zdania i można go zastąpić zaimkiem dla mocniejszego związania zdań.
Jego ostrze… pozostało suche.
Andrzej nie jest nożem i nie ma ostrza. I raczej nie czuje jego suchości, bo ostrze nie jest elementem Andrzeja.
Gdyby nie zamknął oczu, wiedziałby, że nie.
… oookeeeej…
Ostrze przecięło głowę wroga na pół, z tym, że nie trysnęła z niej krew, a ciemnoszary dym.
Ostrze przecięło głowę wroga na pół, ale trysnęła z niej nie krew, a ciemnoszary dym.
– Jak…? – zakaszlał. Raz. Drugi. Za każdym razem wypluwając dym.
Kto zakaszlał? I jak wypluć dym? Można się nim krztusić…
Siny wił się jeszcze przez chwilę na ziemi, nim całkiem znieruchomiał.
Kaszel?
Spojrzeniem szukał jeszcze ratunku, ale nikt nie odpowiedział. Każdy tylko odwracał wzrok, gdy przychodziła jego kolej.
Nie bardzo sobie wyobrażam tę scenę.
jeżeli wydacie mi Ludmiłę Starostową z domu Dobrowiczów
Ale po co? Po co? O co chodzi? Nie znamy Ludmiły. Nie wiemy, co się tu dzieje. Nie wiemy, co o tym myśleć.
– Cisza! – wysoki, kobiecy głos przerwał wrzaski.
Znów powinno być dużą literą (p. poradnik), a głos może zagłuszyć wrzaski, ale przerwać?
– Spokój – nie odwróciła się w kierunku starca, nie chciała by dostrzegł jej niepokój.
Jest męstwo, a jest głupota. Trudno w tym miejscu orzec, które słowo ma zastosowanie. Ponadto didascale jest cokolwiek łopatologiczne. Interpunkcja: – Spokój. – Nie odwróciła się w kierunku starca. Nie chciała, by dostrzegł jej niepokój.
Nie miała niczego pod suknia
Suknią. Wątpliwe.
Wszyscy zamilkli spoglądając na jej plecy.
Wszyscy w milczeniu patrzyli na jej plecy.
Stara, ale wciąż żywa.
??? Szrama, czyli blizna, to już nie krwawiąca rana. Co masz na myśli?
Kiedy, kto i dlaczego podpisał ledwo dwudziestoletnią Ludmiłę, i to tak, że nikt się nie zorientował? Co ma do tego czarownik? O co chodzi? Uciekła jakimś złolom i tu się ukrywa? I nieufni (chyba, są dość tekturowi) mieszkańcy tak ją uwielbiają, że nie dadzą jej ruszyć? Dziadek jest jej dziadkiem, czy przyszywanym? I tak dalej?
Mamy tu ledwie pierwszą scenę. Poza psychologiczną niewiarygodnością ludu ciemnego niewiele w niej widać (wyrazy nieparlamentarne nie mogą jej zaradzić – ludzie po prostu się tak nie zachowują i tak nie przemawiają), więc trudno cokolwiek wyrokować.
Runięcie na ziemię jest czymś, czego czytelnik się nie spodziewa (bohater zresztą również nie), więc warto je zaakcentować.
Tak, zdecydowanie.
Bohater skupia się na tym, że na ostrzu nie ma krwi, a nie na tym, że padł na ziemię – mało naturalne.
Bardzo mało naturalne. Po pierwsze, dziwne jest już to, że ostrze zostało mu w ręku – może "czarownik" jest iluzją, a ten prawdziwy czeka w bezpiecznym miejscu, jasne, ale spodziewałabym się raczej, że chłop puści sierp, upadając, że sierp utkwi w czerepie. Po drugie, najpierw odczuwamy zmysłami, a potem myślimy – gruchnięcie o ziemię jest dość mocnym wrażeniem zmysłowym.
Wyobraźnia nieco się zawiesiła, ponieważ “gród” i magia sugerowały raczej wczesne średniowiecze, a imiona i nazwiska późniejszy okres.
Tak, chociaż opisu jest tu mało (a magia może istnieć w dowolnym okresie czasowym ;D).
Warto ostrzec czytelników w przedmowie, że będą przekleństwa. Dzieci też czytają forum ;)
Można ich też nie używać, chociaż sama mam kłopot z wymyśleniem, do czego wkurzony pirat może przyrównać nieudolnego kapitana, żeby nie było ani zbyt wulgarnie, ani śmiesznie ("Instrument miłości wieloryba, nie kapitan" po pierwsze czytelnika rozbawi i uniemożliwi mu wzięcie sceny poważnie XD). Ale…
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
@marzan
Napisane ładnym językiem, debiut całkiem udany!
[..]
Sama scenka ładna, mocna, opisana sprawnie. Zaciekawia, co będzie dalej. Dobre otwarcie opowiadania.
Dziękuję pięknie, dla mnie to dużo znaczy.
Tutaj miałem problem z tempem. Runięcie na ziemię jest czymś, czego czytelnik się nie spodziewa (bohater zresztą również nie), więc warto je zaakcentować. Wydzielenie do kolejnego wiersza na pewno pomoże. Bohater skupia się na tym, że na ostrzu nie ma krwi, a nie na tym, że padł na ziemię – mało naturalne.
Ma to sens. Myślę, że po tym jak skończę całość (o ile mi się uda), to wszystko jeszcze raz od początku przeredaguję i wtedy już wrzucę jako całość i na pewno wtedy wezmę to pod uwagę i postaram się poprawić.
Wyobraźnia nieco się zawiesiła, ponieważ “gród” i magia sugerowały raczej wczesne średniowiecze, a imiona i nazwiska późniejszy okres.
Niektóre osady w późniejszym okresie też można było barykadować, ale musiały mieć zwartą zabudowę. Gród miałby raczej swojego feudała, a nie tylko chłopów.
Nie jest to stricte świat znany nam z historycznego średniowiecza. Nie chcę napisać za dużo żeby nie spoilerować. W mojej głowie ma to sens i mam nadzieję, że w toku opowiadania uda mi się to przedstawić tak, żeby czytelnik też uznał że to ma sens.
Użycie “pierdol się” sugeruje raczej barok – podobno zaczęło zmieniać znaczenie w renesansie, ale potrzebowało pewnie sporo czasu, żeby przeniknąć do słownictwa chłopskiego. Starsze przekleństwa to np. “Żryj gówno, psi synu” oraz wszelkie burzące tabu religijne lub obyczajowe. Skurwysyn jest podobno bardzo starym sformułowaniem.
Nie pomyślałem o tym, wezmę to pod uwagę. Choć przyznam, że nie jestem specem w tym zakresie i ciężko będzie z wyczuciem, które przekleństwa powstały w jakim czasie.
@TheGuru
ok. wciągnęło mnie. czekam na kolejne fragmenty.
Dziękuję pięknie, daje to motywacje żeby pisać dalej.
@Tarnina
Mmmm, trochę… understatement, jak mawiają Amerykanie.
Nie bardzo rozumiem.
Nie wiem, jak głos się rozlewa (i ten facet tak stoi i telepatycznie nadaje?): – Poszukuję Ludmiły Starostowej, z domu Dobrowiczówny. – Głos nieznajomego nie tyle zabrzmiał, ile przemówił magicznie w głowach wszystkich mieszkańców osady.
Klasa. Twoja wersja brzmi o wiele lepiej. Wstyd się przyznać, że siedziałem chwile nad tamtym zdaniem, sam czułem, że nie brzmi to najlepiej, ale mózg jakby mi się zaciął.
Wrzaski niczego się nie domagają… a oni nawet nie wiedzą, że to “paniczyk” – niczym się od tubylców nie różni językowo (poza tym, że nie przeklina). A strojów czy w ogóle wyglądu nie opisujesz.
Nie wiem czy mądrze, ale z zasady nie lubię gdy ktoś narzuca mi jak dana postać ma wyglądać (oprócz jakichś kluczowych dla fabuły cech wyglądu), stąd jak sam piszę, to postanowiłem wygląd (w granicach które to możliwe) zostawić wyobraźni czytelników. Ale jeżeli okaże się, że większość czytelników woli by im takie opisy przygotowywać, to myślę, że nie będę miał z tym problemu.
W jaki sposób?
Rozumiem, że nie wypada zostawić tej kwestii czytelnikowi. Przy finalnej wersji całości będę musiał to poprawić. Dziękuję.
Kto zakaszlał? I jak wypluć dym? Można się nim krztusić…
Masz rację.
Ale po co? Po co? O co chodzi? Nie znamy Ludmiły. Nie wiemy, co się tu dzieje. Nie wiemy, co o tym myśleć.
A nie wzbudza to twojej ciekawości? Chyba tak bez klimatu byłoby podać od razu wszystko na tacy? Ale tak jak napisałem, to mój debiut, więc dopiero uczę się czego oczekują od opowiadania ludzie.
Kiedy, kto i dlaczego podpisał ledwo dwudziestoletnią Ludmiłę, i to tak, że nikt się nie zorientował? Co ma do tego czarownik? O co chodzi? Uciekła jakimś złolom i tu się ukrywa? I nieufni (chyba, są dość tekturowi) mieszkańcy tak ją uwielbiają, że nie dadzą jej ruszyć? Dziadek jest jej dziadkiem, czy przyszywanym? I tak dalej?
W mojej głowie wszystko jest jasne i ma sens, mam nadzieję, że uda mi się to rozpisać w dalszych migawkach tej “przygody”, że i czytelnikom wszystko ułoży się w głowie.
Mamy tu ledwie pierwszą scenę. Poza psychologiczną niewiarygodnością ludu ciemnego niewiele w niej widać (wyrazy nieparlamentarne nie mogą jej zaradzić – ludzie po prostu się tak nie zachowują i tak nie przemawiają), więc trudno cokolwiek wyrokować.
Będę więc musiał popracować nad tą częścią stylu. Najgorzej, że miałem wrażenie, że wygląda to dość naturalnie.
Ogółem bardzo ci dziękuję za ten długi i treściwy komentarz. Wszystkie uwagi biorę sobie do serca i myślę, że w finalnej wersji zobaczysz tego efekt.
Tymczasem zaraz wrzucę kolejną scenę opowiadania. Sorry, że taką krótką, ale praca, życie takie tam :(
A i uwaga, bo w całości opowiadania będą przekleństwa.
***
Szli w ciszy. Czarownik przodem, kilka kroków przed Ludmiłą. Jego chód pasował raczej do zamkowych korytarzy niż do wąskiej, pociętej koleinami dróżki. Stawiał kroki ostrożnie, jakby bardziej dbał o czystość płaszcza niż o jak najszybsze wykonanie misji.
Ludmiła trzymała się tuż za nim. Na początku próbowała zagadać – nawet o byle co, byleby wybadać, to jakim jest człowiekiem. Za każdym razem trafiała jednak na tą samą, szorstką odpowiedź: „to nie ma żadnego znaczenia”. W końcu więc zamilkła i zaczęła podążać za Czarownikiem już w ciszy. Cisza była jednak tylko pozorna – w jej głowie myśli wręcz wrzeszczały. Uciec? Czy w ogóle próbować? Dokąd? A jeśli się uda – co dalej? Wróci po nią? Skrzywdzi bliskich, jeśli ktoś znów jej pomoże?
– Cholera!
Nie była przygotowana na taką wyprawę. Początkowo brała ją nawet za żart – była pewna, że zaraz tuż za rogiem, poza wzrokiem wartowników, czeka wóz albo choćby konie. Przecież nikt już nie podróżuje pieszo, to zbyt niebezpieczne.
Stąd też nie była odpowiednio ubrana. Bardzo szybko pożałowała założenia wiązanych patynek na bosą stopę. Rzemień już po paru pierwszych milach zaczął wrzynać się w skórę, krępując każdy kolejny ruch. Próbowała jakoś temu zaradzić, zmienić sposób chodzenia – raz na pięcie, raz na palcach – ale na niewiele się to zdało. Ból wracał uparcie.
Właśnie postawiła stopę lekko bokiem, szukając kolejnego sposobu, by choć trochę go złagodzić, kiedy rozmiękłe błoto osunęło się w głąb koleiny. Patynka straciła oparcie i uciekła w bok zbyt szybko, by Ludmiła zdążyła zareagować. Runęła w dół, prosto w kałużę.
– Chyba wykręciłam stopę.
– Dobrze – odparł Czarownik, zatrzymując się po raz pierwszy od wyjścia z grodu. – Zaraz zacznie się ściemniać. Zostaniemy tu na noc.
– Nie, niedobrze. Moja noga… – uniosła ją niezdarnie; stopa zwisała bezwładnie. – Widzisz? Nie dam rady iść dalej.
Czarownik powoli podszedł bliżej, ostrożnie omijając błoto. Podwinął rękawy i chwycił jej nogę.
– Zaboli.
Nie czekał na odpowiedź. Szarpnął.
– Ożeż ty, kurwa! – Wyrwało się Ludmile. Wciągnęła powietrze raz, drugi, trzeci… Przez jej twarz przemknęły kolejne fale – ból, szok, niedowierzanie, znów ból… aż wreszcie ulga. Łzy napłynęły do jej oczu. – Dlaczego ty mi to robisz?
– Na noc posmarujesz maścią. Jutro będzie jak nowa – powiedział spokojnie, podając jej małe drewniane pudełko.
– Wleczesz mnie do tego bydlaka. Jak myślisz, kto mnie tak naznaczył? No kto? A teraz jeszcze to… – zalana łzami Ludmiła złapała się za stopę. – I nawet nic nie powiesz…
Milczał. Długo. Jakby się wahał. W końcu jednak się odezwał.
– Moja odpowiedź i tak nie miałaby żadnego znaczenia.
Ludmiła prychnęła.
– Pewnie! Bo to nie ciebie będzie bił. Nie ciebie będzie karał za każdy oddech. Ciebie wynagrodzi. Powiedz, ile ci zapłacił? Na ile wyceniłeś moje cierpienie?
– Dobrze – zaczął Czarownik, sięgając za pas, skąd wyciągnął sztylet. – Trzymaj.
Mężczyzna gwałtownie wykręcił jej rękę tak, że ostrze zatrzymało się na skórze jej szyi, tuż przy tętnicy.
– A teraz pchnij. Zdecydowanie. Nie poczujesz bólu. Najpierw przyjdzie chłód, który rozleje się po całym ciele. Potem zaśniesz, a wraz ze snem znikną wszystkie twoje problemy. Na co czekasz? Pchnij.
– Nie mogę! – Ręka Ludmiły zadrżała i puściła sztylet, który wpadł do kałuży.
– Nic nie wiesz o cierpieniu. Nie wiesz, jak bardzo cierpi człowiek, któremu śmierć przyniosłaby wybawienie. Ale… – tu wrócił do swojego spokojnego tonu – to nie ma żadnego znaczenia.
***
Dla porządku chyba warto ją dokleić do reszty.
Czytelnicy będą dość zagubieni, jeśli opowiadanie będzie rosło w ten sposób, ale chyba to lepsze, niż pisanie w komentarzach. Ponieważ i tak doklejasz kompletne scenki, możesz po gwiazdkach wpisywać datę.
Powyższe rozwiązanie nie jest idealne i Regulatorzy pewnie będzie w tym względzie bardziej kategoryczna. Bo formalnie należałoby oznaczyć historię jako fragment i publikować kolejne części, kiey uzbiera się ich wystarczająco dużo na jakiś ciąg logiczny.
Rozumiem, że chcesz mieć odzew co do tego, co piszesz, ale takich fragmentarycznych historii na forum jest ostatnio bardzo dużo.
Być może powinien zostać założony oddzielny dział dla “seriali”, ale wymaga to dyskusji w Hydepark-u i opinii Loży. Czyli trafiłeś w taką szarą strefę forumową.
Myślę, że po tym jak skończę całość (o ile mi się uda), to wszystko jeszcze raz od początku przeredaguję i wtedy już wrzucę jako całość i na pewno wtedy wezmę to pod uwagę i postaram się poprawić.
Problem z motywacją, co? Bracie!
Nie chcę napisać za dużo żeby nie spoilerować.
Mmm, ale opis świata – to nie spoilerowanie. Trochę trudno to wytłumaczyć: zasadniczo chodzi o to, żeby czytelnik mógł sam wyciągać wnioski. Mogą być mylne (na to nie masz wpływu), ale jakieś muszą być.
Nie bardzo rozumiem.
Zaryglować można drzwi, ale czy taki mały rygielek utrzyma dużą bramę w miejscu? Jeśli oni ją zamykają, to przynajmniej w nadziei, że wroga powstrzyma, a rygielek tej nadziei nie uzasadnia.
Wstyd się przyznać, że siedziałem chwile nad tamtym zdaniem, sam czułem, że nie brzmi to najlepiej, ale mózg jakby mi się zaciął.
Wszyscy tak mają, ja też. Nie bardzo wiem, dlaczego tak jest – czasami pomaga, kiedy człowiek wstanie i zje jabłko. A czasami nie. Zawsze można poprawić w postprodukcji :)
z zasady nie lubię gdy ktoś narzuca mi jak dana postać ma wyglądać
Jasne, przesadzać nie należy. Chodziło mi bardziej o to, że trudno odróżnić faceta od otoczenia – niby intruz, ale jakiś taki… taki sam.
A nie wzbudza to twojej ciekawości? Chyba tak bez klimatu byłoby podać od razu wszystko na tacy?
Ooooo, duże pytanie. Porządna odpowiedź zajęłaby parę godzin, których nie mam, więc krótko. Nie. Ciekawość wzbudzają luki, dziury w wiedzy. Musi być jakaś tkanina, żeby mogły w niej być dziury.
Najgorzej, że miałem wrażenie, że wygląda to dość naturalnie.
Hmmm, a to wrażenie miało jakieś dyskursywne podstawy, czy to było po prostu wrażenie? Nie bardzo wiem, co Ci tutaj doradzić…
Sorry, że taką krótką, ale praca, życie takie tam :(
Jesteś wśród swoich :D
Dla porządku chyba warto ją dokleić do reszty.
Tak, można też wstawiać jako fragmenty.
Być może powinien zostać założony oddzielny dział dla “seriali”, ale wymaga to dyskusji w Hydepark-u i opinii Loży
Kiedy nadejdą Czterej Admini Apokalipsy i nastanie Nowy, Lepszy Portal… XD A serio, ludzie sobie radzą. Niektórzy dają tytuł serii w nawiasach kwadratowych, a niektórzy tylko piszą w przedmowie "część serii o Zbóju Półgęsku".
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Czytelnicy będą dość zagubieni
To o mnie… dlaczego nie kontynuujesz w nowym wątku?