Profil użytkownika

Miłośniczka kolei i literatury grozy


komentarze: 7, w dziale opowiadań: 7, opowiadania: 6

Ostatnie sto komentarzy

Choć urok Janusza jest rozbrajający to bardzi polubiłam też tą kosmiczną pleśń. I mozna powiedziec, ze stroję trochę w rozktoku pomiędzy nimi. Sam pomysł, że mogła aż tak przypominać ludzi a jednoczesnie pozostaje nadal nieludzka jest dla mnie genialny . Można nawet powiedzieć, że takie jej uczłowieczenie jest wręcz przełomowe jeśli chodzi o opowiadania czy nawet filmy z motywem grzybowym.

Bardzo podoba mi się to opowiadanie. Szczególnie ten żartobliwy ton w jakim jest napisane. Wiele razy śmiałam się lub uśmiechałam się pod nosem czytając o Januszu. Tylko czekałam kto wreszcie da nauczkę temu nadętemu facetowi.  Choć jego niektóre komentarze to złoto. Najpierw jego dom przypominał mi moją byłą działkę. Też był na jej terenie dom, który miał dziurę w dachu no i co za tym idzie pleśń. Tylko zamiast na strychu to w kuchni. Wracając do tej cudownej willi spod Sochaczewa to było tanio. Czy było dobrze ? Było tanio. Z biegiem fabuły ta willa zaczynała przypominać wnętrza opuszczonych domów jakie można obejrzeć na stronie Stare i Brzydkie Rzeczy. Niemal czuję ten zapach pleśni. Chyba to mieszkanie powinien odwiedzić jakiś naukowiec. Kto wie może dokonałby jakiegoś nowego odkrycia w tych murach. Wow przybyszów z innej planety się nie spodziewałam. Chociaż był kiedyś z podobnym motywem jeden odcinek serialu „Ben 10”. A myślałam, że grzyby lubią wodę. Czyli chyba łatwiej pokonać grzyby z kosmosu niż niektóre z naszych rodzimych gatunków.Fascynujacy pomysł , że te stworzenia potrafią przyjmować ludzką postać a wewnątrz nadal są grzybami. Ich pojedynek to trochę jak walka z samym sobą. Choć Janusz pojedynkuje się z obcym bytem. Akurat uważam, że poczucie humoru Janusza jest wspaniałe. No jak widać ogień jest bronią uniwersalną na różne nadprzyrodzone byty. Efekt zjedzenia tych kanapek może być zabójczy.  Jestem dumna, że  ten można powiedzieć nawiedzony dom znajdował się na mazowszu. Wreszcie jakaś nadprzyrodzona  opowieść dzieje się w moim województwie.

Ukryty wewnątrz zegarków świat jest fascynujący. Do tego stopnia, że niektórzy jubilerzy i jubilerki potrafią z ich części stworzyć biżuterię. Jest ona niczym dzieło sztuki. Teraz to nawet gdyby nie było huku ludzie by ze nie rozmawiali. Obecnie ludzie nie mają potrzeby fizycznego kontaktu ze sobą. Choć pragną bliskości drugiej osoby choćby po to żeby po prostu porozmawiać. A tym czasem kontakt realny został zastąpiony przez cyfrowy poprzez komputer i telefon. A jeśli już ludzie się ze sobą spotykają to nawet nie potrafią ze sobą rozmawiać. W obecnych czasach niektórzy w ogóle uważają zegary za przeżytek. Uważają je za zbędne ponieważ przecież teraz odmierza się czas na ekranie komputera czy smartphona. Moja mama mówi, że jak była mała to takie atrakcje z tramwajami miała mieszkając na Puławskiej. Najbardziej wspomina pisk jakie z siebie wydawały na rozjazdach. To całkiem fajne, że zwracają się do niego mistrzu. Choć smartphona to go nie używam wolę starsze modele telefonów komórkowych. Na przykład z 2008 roku. Czasem ludzie dziwnie na mnie patrzą gdy mówię, że nie mam ani internetu ani aplikacji w telefonie. Także świetnie go rozumiem jeśli o to chodzi. Niekiedy fajnie jest być trochę staroświeckim człowiekiem. Ależ ten mechaniczny zegar z kukułką musi pięknie wyglądać. Wieże zegarowe mają w sobie cos niesamowitego. Niczym słowa wiersza Roberta Frosta: „A jeszcze później ujrzałem wieżycę. A jeszcze dalej na nieziemskiej wysokości. Jeden zegar świetlisty na tle nieba”. Własną historię do opowiedzenia. Wystarczy tylko na chwilę się zatrzymać i jej posłuchać. Gdy tak czytam słowa Zegarmistrza to przypominają mi się te zdjęcia uszkodzonych zegarów wieżowych o, które nikt od dawna już nie dbał. I jest to tak smutny widok. Ci co nie uwierzą zazwyczaj giną. Ciekawy pomysł, ze Zegarmistrzowie podobnie jak Kolejarze prowadzą można powiedzieć podwójne życie. Są zarówno pracownikami jak i wojownikami mającymi kontakt z niepojętym. Razem ze swymi zegarami chronią ludzi w miasteczku. Strażnicy ukryci pośród codziennego życia. Niczym semafory pośród torów kolejowych. Są niczym metafizyczna tarcza. Podoba mi się pomysł, że źródłem ochrony jest sam ruch. Jego szczególna postać. Klimat tej opowieści przypomina mi trochę serial „Bibliotekarze” i opowieści kolejowe Marcina Kowalczyka. Takie pomieszczenie nazywa się Zegarnią. Przynajmniej kiedyś tak się na nie mówiło. Samo logo takiego cechu ma w sobie coś tajemniczego. Walka własną wiedzą i hartem ducha. Właśnie wyćwiczona odwaga często ratuje życie. Czas jest dla człowieka niczym dusza. Tak myślałam, ze te stworzenia są tak na prawdę Pożeraczami Czasu. Te istoty jakby uosabiają naturę samego czasu. „Tylko zapas mocy trzeba aby dobrze grzał piec.” „Niech żyje Rock and Roll”

Czarna krew chyba najbardziej kojarzy mi się z Sauronem i mrocznymi królami.  A noc faktycznie jest czymś co towarzyszy zegarom. Noc oraz mgła. Jest to potwierdzone w wielu dziełach literackich na ten temat. Nawet niektóre z moich snów zdają się wpisywać w ten motyw. Nad słowami tego wiersza zdaje się unosić oddech śmierci, tchnienie grobu. Jest w tym  tak wiele cielesności pokazanej w tak niepokojący sposób. Części zegara są  dzięki temu tak żywe niemal jakby składały się nie z metalu a z organicznej tkanki. Ton wiersza jest taki cudownie złowrogi niczym mroczna kołysanka. W niewielu słowach udało się zawrzeć tyle mocy i niepojętego uroku.

Nostalgiczny opis chłopca dorastającego pośród kolei. Widziałam kiedyś taki “błysk nieziemski” kiedy pociąg wyłaniał się z tunelu i wjeżdżał na peron przystanku osobowego Warszawa Powiśle. Temat elektryczności na kolei jest dość rzadko poruszany a jest ważny. Obserwacja ludzi przez Bałdygę świetnie opisana. Niby zwykłe życie a tak wciągające. To jego “umiłowanie prądu” było czymś wspaniałym. Aż przypomniał mi się jeden z odcinków serialu “Kolejarze”. gdzie była energetyka pokazana. Widmowe znaki, które obserwował miały w sobie coś tajemniczego i jednocześnie mrocznego. Zwiastowały bowiem śmierć tragiczna a jednocześnie piękną i niezwykłą. Pieśń jaką mógł usłyszeć wydawała się pochodzić z innego świata niczym ta towarzysząca pociągowi gdy wjeżdża na Ślepy Tor. Chyba ostatni raz o porażeniu przez prąd na terenie kolejowym czytałam w książce Stephena Kinga “Ziemie Jałowe” gdzie pociąg w ten sposób zabijał ludzi. Można powiedzieć, że głównego bohatera tej opowieści wezwała kolej tak jak wzywała innych przez pokolenia. I w chwili śmieci zobaczył innych kolejarzy jakby patrzył na engramy zapisanych dawno wspomnień. Bardzo tez ujął mnie motyw kotów. Koty w opowiadaniach kolejowych odgrywają ważną rolę i potrafią widzieć to co dla człowieka pozostaje niewidoczne. Nie bez powodu w jednej z opowieści pociąg został porównany do kota.Choć Jasiek skończył już swą ziemską wędrówkę czekała go bowiem ważniejsza rola. I tak się dzieje przez pokolenia. Była to dla mnie bardzo przyjemna lektura.

Ujęło mnie to sformułowanie “ wnętrzności wagonu”. Gdy czytałam te słowa to aż przeszedł mnie dreszcz. W opowieściach kolejowych często pojawia się motyw picia alkoholu. Raz jest to po prostu kufel wychylony gdy spotkają kolejarze by razem powspominać dawne czasy albo po prostu ktoś jest już zawodowym moczymordą a czasem jak w tym przypadku trunek pozwala przynajmniej na chwilę zapomnieć . Bardzo realistycznie opisane wypadki kolejowe i ich ofiary. A także jaki to ma wpływ na psychikę ludzi. To też pokazuje, ze czasem najstraszniejsza jest właśnie groza taka z życia wzięta. Bardzo podobał mi się motyw snów i użycie w nich fragmentów z wiersza “Lokomotywa” Juliana Tuwima. Jak byłam mała to moja mama używała słów tego wiersza jako kołysanki Widziałam już różne sposoby przedstawiania tego wiersza czy to podczas imprezy XIII Uliczkę Tradycji – Kolej na Radom czy też podczas wycieczki kolejowej w “rejony żelaznych szlaków “ Olszynki grochowskiej gdy deklamował go nam dość nieporadnie nasz przewodnik. Jednak pierwszy raz widzę ten utwór poetycki w tak mrocznym zabarwieniu. Jest to zaiste znakomity pomysł. Sam motyw snów również bardzo ciekawy. Można by rzec sen przepowie ci śmierć. Te sny nie tylko wydawały się swoistym ostrzeżeniem ale też jakby były złowieszczą samospełniającą się przepowiednią. Sny mają w ogóle w kolejowym świecie ważną rolę. Zwykle są właśnie zapowiedzią wypadków lub sposobem w, który zapomniane tragiczne wydarzenia wychodzą na światło dzienne. Bardzo często śniące je osoby wkrótce umierają. Sama mam wiele kolejowych snów. W tym dwa szczególnie ważne w których ujrzałam obszary kolejowe w których wkrótce się znalazłam. Klimatyczne jest również pojawienie się duchów. Czasem pojawiają się one gdzieś pośród torów żeby ostrzegać, zabrać po śmierci duszę kolejarza w zaświaty czy nawet dokonywać zabójstw z zemsty za to co spotkało je za życia. W jednym opracowaniu dotyczącym twórczości Grabińskiego pada takie zdanie: “Przed Demonem Ruchu nie ma ucieczki” i myślę, że jest ono prawdą.

Nieco dłużył mi się wstęp i czekałam aż kolej objawi swoją nadnaturalność. Opis eksploracji budynków kolejowych przywodził mi na myśl zdjęcia opuszczonych miejsc ze strony Stare i Brzydkie Rzeczy. Myślałam, że opowiadanie skończy się po prostu śmiercią kolejarzy i nie zdarzy się nic poza tym. Cieszę się, że tak się jednak nie stało. Dodatkowy plus za to, że drezyna ujawniła tutaj niesamowite zdolności. Rzadko w opowiadaniach kolejowych się ona pojawia.Choć temat podróży do innych wymiarów został już wiele razy poruszony w opowieściach kolejowych to w tym przypadku można zauważyć dwa nowe watki. Zwykle tylko pociągi i same wagony mogły przekraczać granicę między światami. Tutaj zostaje poszerzony zasób pojazdów poruszających się po szynach, które mogą tego dokonać. Dotąd ta moc była zwykle wykorzystywana po prostu do szybkiego przemieszczania się pomiędzy różnymi rzeczywistościami. W tej opowieści chyba po raz pierwszy zostaje wykorzystana jako swego rodzaju broń. Scena gdy jechali drezyną do innego wymiaru przypominała mi klimatem film “Podróż do Wnętrza Ziemi” gdzie główni bohaterowie mkną drezyną i wagonikami górniczymi po kopalnianych torach. A do tego jeszcze scena po zakończeniu filmu gdzie te wagoniki mkną po torach, które zdają się unosić w czarnej otchłani. Mgła podobnie jak w opowiadaniach Marcina Kowalczyka przywodzi mi na myśl kolejowe zaświaty. Upiorne Cmentarzysko przypomina mi odbite jak w koszmarze sennym lokomotywy czy inne urządzenia kolejowe porzucone gdzieś w krzakach czy to z powodu jakiś uszkodzeń czy po prostu stały się dla człowieka zwyczajnie zbędne. W naszym świecie są to miejsca smutne i tajemnicze. W tamtym świecie smutek zmienia się w gniew a tajemniczość ustępuje miejsca złowieszczej atmosferze. Stosunek Adama do kolei po wszystkich wydarzeniach, które go spotkały pokazuje, że trzeba szanować kolej a może wręcz się jej strzec czy nawet bać gdyż nie do końca jest wiadomo na ją stać.Jest taki cytat w jednej z książek Stephena Kinga: Tysiąc światów, dziesięć tysięcy a ten pociąg codziennie przejeżdża przez nie wszystkie jeśli tylko zdołasz wprawić go w ruch”. Myślę, że ten wymiar jest właśnie jednym z owych światów.

Nowa Fantastyka