- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Ostatni kurs

Ostatni kurs

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

Marszawa, Unfall

Oceny

Ostatni kurs

– Przepraszam. – Głos starszego mężczyzny był cichy i spokojny.

Dziewczyna w imprezowych ciuchach spojrzała na niego lekko poirytowana. Ostry makijaż postarzał ją i wyostrzał rysy.

– Tak? – zapytała, odsuwając komórkę od ucha. Rozejrzała się wokoło. Na skraju parku nie było wiele osób, ale facet nie wyglądał, jakby stanowił zagrożenie.

– Umarłem, czy może mi pani pomóc?

Nieśmiało uniósł dłoń i rozprostował palce. Złota poświata rozlała się po głębokich bruzdach znaczących starczą dłoń.

– Oddzwonię. –  Rozłączyła się natychmiast. Uśmiechnęła się życzliwie. – Oczywiście. Co mogę dla pana zrobić?

– Bardzo mi głupio, ale… czy mógłbym skorzystać z telefonu? Ktoś chyba ukradł mój.

Bez słowa podała mu odblokowany telefon z już przygotowaną klawiaturą. Mężczyzna wybrał numer. Kilka nieodebranych połączeń później, westchnął ciężko, oddając jej komórkę.

– Do kogo chciał się pan dodzwonić?

– Do syna, ale chyba jest zajęty.

– Mieszka w Warszawie? – zapytała, stukając palcami o długich paznokciach w ekran.

– Tak. Pewnie siedzi w domu z dzieciakami. Jakiś czas temu urodziły im się bliźniaki. –Uśmiechnął się ciepło na wspomnienie o wnukach. – Wyobraża sobie pani, ile jest z tym pracy.

– Dużo zostało panu czasu?  – zapytała roztargniona.

Mężczyzna spojrzał na wnętrze swojej dłoni. Świetliste liczby były zadziwiająco wyraźne, mimo że nie miał na nosie okularów. Je też ukradli.

– Pięćdziesiąt dwie minuty.

– Już zamówiłam panu taksówkę. –  Wskazała na ławkę obok. – Usiądziemy?

– Nie chcę pani zatrzymywać. –  Zerknął na nią speszony. – Pewnie się pani spieszy.

– Nic czego nie mogę zrobić później – zapewniła. Milczała przez chwilę. –  Czy wie pan, co się stało?

– Wyszedłem na wieczorny spacer. Usiadłem na ławce, żeby chwilę odpocząć, a gdy się ocknąłem… –  Uśmiechnął się zawstydzony. – No cóż.

– Oprócz syna nie chce pan jeszcze do kogoś zadzwonić?

– Nie, żona zmarła piętnaście lat temu, a więcej dzieci nie mam. –  Spojrzał na dziewczynę. W parku o tej godzinie, w takim stroju – nie wiedział, czy szła na imprezę, czy z niej wracała. – Przepraszam. Nawet nie zapytałem, jak ma pani na imię.

– Natalia. –  Wyciągnęła do niego szczupłą dłoń: –  A pan?

Uścisnął ją, dziwiąc się, jak ciepła była.

– Tadeusz.

Siedzieli tak przez chwilę, aż w końcu zauważyli taksówkę z białymi syrenami. Nie było sygnału dźwiękowego, a jedynie wolno migające światła. Podeszli bliżej. Szyba od strony pasażera powędrowała w dół. Kierowca pochylił się mocno na siedzeniu.

– Ostatni kurs? –  zapytał.

– Tak, dla tego pana. – Natalia wskazała starszego mężczyznę.

– Zapraszam –  mruknął taksówkarz, otwierając drzwi. Jednym ruchem wyłączył licznik, a na ekranie wystukał kod centrali i rodzaj kursu.

Tadeusz usiadł na siedzeniu pasażera obok kierowcy. Ostrożnie zamknął drzwi.

– Bardzo pani dziękuję.

– Nie ma za co. –  Dziewczyna ukłoniła się nisko.

Patrzyła, jak odjeżdżają, czując ucisk w żołądku. Wyciągnęła komórkę, wybrała numer.

– Co tam, córciu? –  odezwał się kobiecy głos.

– Jesteście z tatą w domu? –  zapytała, machając na nadjeżdżającą taksówkę.

– Tak.

– Mogę wpaść?

– Oczywiście, przecież nie musisz się zapowiadać.

– Będę niedługo –  zapewniła.

 

Tadeusz wpatrywał się w swoje dłonie. Złociste sekundy zdawały się błyskawicznie niknąć. Dobrze, że syn mieszkał blisko.

– Na szczęście o tej godzinie jest mały ruch –  zauważył taksówkarz. Nie musiał specjalnie wymijać aut, wszystkie zjeżdżały mu z drogi, robiąc łatwy przejazd. –  Normalnie jest tu korek. Zerknął na pasażera, a potem na jego dłonie. –  Dużo panu zostało?

– Czterdzieści trzy minuty. –  Zacisnął pięść.

– Dojazd zajmie nam jeszcze z pięć minut –  rzucił, ale i tak dodał gazu.

Tadeusz kiwnął głową. Nieliczni ludzie, których mijali, zatrzymywali się, patrząc za nimi. Niektórzy robili zdjęcia, inni wskazywali pojazd palcami, ale większość po prostu pochylała głowę. Taksówkarz nie odezwał się więcej, a Tadeusz nie był w nastroju na bezcelowe rozmowy. Po prostu tam siedział, gapiąc się na dłoń. Na uciekające sekundy i minuty. Wolałby nie wiedzieć, ile mu zostało. Jakby czuł oddech na karku.

– Jesteśmy na miejscu. – Głos taksówkarza wyrwał go z letargu. Mimo to nie ruszył się z miejsca. Mężczyzna go nie pośpieszał, nie marudził.

– Dziękuję bardzo –  powiedział Tadeusz, w końcu otwierając drzwi.

– Nie ma za co. I… zaczekam tu na pana –  zapewnił szybko.

– Nie trzeba, ale dziękuję.

Ruszył do wejścia wysokiego budynku. Jakaś kobieta akurat wchodziła do klatki, przytrzymała mu drzwi.

– Dziękuję –  odparł.

Podszedł do windy. Obie zatrzymały się na wysokich piętrach. Zerknął na dłoń. Sfrustrowany rozejrzał się za schodami. Dawno po żadnych nie wchodził, bo kolana odmawiały mu posłuszeństwa, a serce protestowało. Teraz był jednak pewien, że wszedłby i na dwudzieste piętro i nawet nie dostał zadyszki. Na szczęście syn mieszkał zaledwie na czwartym. Tadeusz przycisnął dzwonek. Potem drugi raz, aż w końcu zapukał. Po chwili usłyszał zdecydowane kroki. Drzwi otworzyły się gwałtownie.

– Ojciec? Co ty tu robisz? –  zapytał mężczyzna w średnim wieku. – Byliśmy umówieni?

Był mokry, a podkoszulkę znaczyły nierozpoznawalne substancje w wielu kolorach. Tadeusz tak samo wyglądał, gdy karmił syna warzywnymi i owocowymi papkami, które przygotowywała mu żona. Uśmiechnął się ciepło do swoich wspomnień.

– Nie… –  odparł, ale przerwał mu pisk, a zaraz po nich wrzask.

– Cholera –  warknął mężczyzna, wskazując na kuchnię. –  Wejdź. Muszę…

Zniknął, zanim skończył. Tadeusz nie protestował, usiadł przy stole. Mieszkanie wyglądało jak każde, gdy miało się małe dzieci. Wsłuchany w dźwięki zza ściany wpatrywał się w swoją dłoń. W zawrotnym tempie sekundy, a potem i minuty przeciekały mu przez palce. Z każdym oddechem zdawały się przyspieszać. Może gdyby przestał oddychać, zwolniłyby? Trzydzieści pięć. Trzydzieści cztery. Trzydzieści trzy…

– Anka wyjechała, a opiekunki się wypięły. –  Syn usiadł ciężko na drugim krześle. Dzieciaki zostawił w kojcu z dwoma zabawkami, o które zaraz na pewno zaczną się bić. –  Wczoraj dostały jakiejś sraczki. Byłem u lekarza, to powiedział, że nic im nie będzie, ale nie chcą jeść. –  Wskazał na podkoszulkę. – Więcej moja koszulka zje niż one. –  Przetarł twarz dłońmi. Spojrzał na ojca podkrążonymi oczami. – Coś się stało?

– Czy byłem złym ojcem? –  zapytał cicho, zaciskając dłoń.

– Co?

– Czy byłem złym ojcem? –  powtórzył spokojnie Tadeusz.

– Nie. – Nadal nie rozumiał. – Chodzi ci o to, że cię nie odwiedzamy? Przy małych dzieciach… wiesz, jak to jest.

– Wiem.

– Przecież załatwiliśmy ci tę opiekunkę. Nie sprawdza się?

– Nie o to chodzi.

– Więc o co? –  jęknął poirytowany. –  Mówiłeś, że sobie radzisz.

Tadeusz przytaknął. Gdy pytali, zawsze mówił, że wszystko jest w porządku, że sobie „radzi”, że wystarczy, jak od czasu do czasu zadzwonią, że rozumie, że są zapracowani. Kłamał. Kłamał, bo nie chciał być ciężarem.

– To co? Przyszedłeś tak po prostu? –  Skrzywił się, słysząc narastające piski z drugiego pokoju. Wstał. –  Bo nie mam czasu…

– Umarłem. –  Tadeusz spojrzał na syna.

– Poważnie? – Opadł na krzesło.

Tadeusz przytaknął.

– Cholera. Jeszcze tego… –  zaciął się. – Cholera… – Westchnął ciężko. – Może sąsiad zgodzi się z nimi zostać. Nie możesz tu być. Z nimi, gdy… –  nie dokończył. –  Odwiozę cię do domu.

– Nie trzeba. –  Tadeusz wstał, uśmiechając się ciepło. –  Na dole czeka na mnie taksówka – skłamał pewnym głosem, jak robił to wiele razy przedtem. –  Chciałem cię zobaczyć… i moje wnuki. Jeśli mogę?

– Tak, jasne. –  Syn wstał, automatycznie wskazując na salon.

Tadeusz uściskał wnuki, które chyba nie do końca rozumiały, kim jest. Mimo skończonych dwóch latek bliźniaków Tadeusz widział je może kilka razy. Wierciły się w jego objęciach. Gdy jedno zaczęło płakać, drugie od razu mu zawtórowało. Syn próbował je uspokoić, ale średnio mu to wychodziło. Tadeusz poklepał go po plecach i wyszedł bez słowa. 

 

Wychodząc z klatki, zobaczył mężczyznę opierającego się o samochód.

– Jedziemy? –  zapytał taksówkarz, wyrzucając niedopałek.

Tadeusz kiwnął głową, bez słowa wsiadł do samochodu.

– Dokąd?

– Do notariusza –  poprosił cicho.

Taksówkarz wystukał coś na terminalu.

– Centrala –  wywołał, trzymając w dłoni cb radio.

– Tak?

– Mam ostatni kurs, możecie mi wyszukać najbliższego notariusza?

– Oczywiście.

Cisza.

– Przepraszam. –  Taksówkarz wyciągnął rękę do mężczyzny. –  Janusz jestem. Z tego wszystkiego zapomniałem o manierach.

– Tadeusz. –  Uścisnął oferowaną dłoń. Przebijające się przez nią jaśniejące liczby pokazywały dwadzieścia osiem minut.

Centrala podała im adres, ruszyli.

– Czy możemy coś jeszcze dla pana zrobić? –  zapytał ciepły kobiecy głos z głośnika.

Janusz spojrzał na pasażera. Wyciągnął cb radio w jego stronę, wciskając przycisk.

– Nie –  odparł Tadeusz. –  Ale dziękuję za chęci.

– Na pewno pan zdąży –  zapewniła kobieta. Po chwili usłyszeli jeszcze: –  Bardzo nam przykro.

Jechali w ciszy.

– Godzina to za mało –  rzucił nagle Janusz. – Co niby w tym czasie da się załatwić? – Zerknął szybko na mężczyznę.

– Bogowie są kapryśni –  odparł Tadeusz, nie patrząc na niego.

– Raczej złośliwi. – Janusz zacisnął ręce na kierownicy.

Tadeusz parsknął cicho.

– Moja żona mówiła, że bardziej przypominają polityków: przekupni i robią wszystko, by im było najlepiej. Nic innego się nie liczy.

– W sumie coś w tym jest. –  Janusz pokiwał głową. –  I dziady co chwila zmieniają zasady. Obcinają godziny, zawężają dostęp. Teraz tylko z naturalnych przyczyn, a zaraz będzie występować o jakieś zaświadczenia.

Tadeusz milczał wpatrzony w swoje dłonie.

– Piętnaście lat temu moja żona dostała udaru –  westchnął. – Wyjechała na szkolenie za granicę. Zadzwoniła, żeby się pożegnać. Wtedy mieliśmy dwanaście godzin, ale nie było takich udogodnień jak teraz. –  Wskazał na taksówkę. –  Wszystko trzeba było załatwiać na własną rękę, za własne pieniądze. Oboje ruszyliśmy w swoją stronę i modliliśmy się, żeby spotkać się po drodze.

Taksówkarz zerknął niepewnie na Tadeusza: – Udało się?

– Tak. –  Mężczyzna uśmiechnął się na to wspomnienie. – Zasnęła w moich ramionach, na ławce w parku. –  Nagle parsknął: –  To nawet zabawne, że ja też umarłem w takim miejscu.

Zaparkowali na chodniku, białe koguty nadal wolno wirowały na dachu taksówki.

– Czy… czy mógłbyś mi towarzyszyć? –  poprosił Tadeusz cicho.

– Oczywiście.

Kancelaria, do której trafili, znajdowała się w przeszklonym, nowoczesnym wieżowcu. Niemal sterylne wejście, starannie dobrane meble i kompozycje kwiatowe. Na końcu korytarza znajdowała się długa biała lada.

– W czym mogę panom pomóc? –  zapytała recepcjonistka z wyuczonym uśmiechem.

– Umarłem… –  zaczął nieśmiało Tadeusz. Czuł, jakby robił wszystkim problemy.

– Rozumiem. –  Wstała od razu. Ile zostało panu czasu? –  zapytała, naciskając przycisk na biurku.

Zerknął na dłoń.

– Szesnaście minut.

– Zaraz przyjdzie notariusz. Czy mogę w tym czasie prosić o pana dowód?

Spojrzał na nią smutno: –  Zostałem okradziony, nie mam…

– To nie problem –  zapewniła szybko. Spojrzała na kolegę. –  Czy możesz poprosić, żeby dyżurna policjantka dołączyła do nas w jedynce? –  Nie czekając na odpowiedź, wskazała Tadeuszowi kierunek. –  Zapraszam.

W dużej sali czekał na nich mężczyzna z laptopem. Grzecznie przedstawił się i zaproponował im miejsce przy okrągłym, drewnianym stole.

– W czym mogę pomóc? –  zapytał notariusz.

– Chciałbym spisać testament.

– Oczywiście. –  Mężczyzna wystukał coś na klawiaturze. –  Mam tu wzór, zaraz go uzupełnimy. Na pewno wszystko pan pamięta.

Tadeusz przytaknął. Niespodziewaną zaletą śmierci, była bardzo dobra pamięć, dzięki czemu mógł podać dane osobowe, PESEL i inne niezbędne informacje, aby ułatwić stworzenie testamentu. Prawie skończyli, gdy do sali weszła umundurowana policjantka.

– Dobry wieczór – przywitała się i przedstawiła. – Rozumiem, że został pan okradziony. –  Położyła na blacie skaner.

– Tak.

– Pamięta pan może, kto to zrobił? –  zapytała, siadając obok i wyciągając do niego rękę.

– Niestety. –  Podał jej dłoń, pozwolił zeskanować swoje odciski.

Przekazała informacje notariuszowi, a on sprawdził, czy wszystko się zgadza z tymi na dokumencie, który tworzyli. Kiwnął głową.

– A okoliczności śmierci?

– Byłem w parku praskim. Wyszedłem na wieczorny spacer. Usiadłem na chwilę, żeby odpocząć, bo zabolało mnie serce. Podejrzewam, że dostałem zawału.

– Czy mamy kogoś zawiadomić? – Policjantka uśmiechnęła się profesjonalnie.

– Już… to załatwiłem. Teraz. –  Spojrzał na złociste liczby. Dwanaście minut. –  Chciałbym tylko zapewnić rodzinie bezpieczeństwo.

Notariusz szybko podsumował ustalenia. Większość dziedziczyły bliźniaki, niewielką część syn i Fundusz na Rzecz Odzyskania Czasu. Oczywiście było też obligatoryjne dziesięć procent majątku na utrzymanie projektu Pozostałego Czasu.

– Proszę. –  Asystent, który pojawił się jakby znikąd, podał notariuszowi wydrukowane dokumenty. Wskazał, gdzie je podpisać.

Tadeusz to zrobił, podobnie jak policjantka i Janusz, którego poproszono o bycie świadkiem. Po uporządkowaniu spraw zapadła cisza, której nikt nie chciał przerwać. Świetliste liczby na dłoni Tadeusza pokazywały pięć minut. Nie bał się, ale odczuwał dyskomfort. Wolałby, żeby już było po wszystkim. Wcześniej czas płynął stanowczo za szybko, teraz wlókł się niemiłosiernie wolno. Westchnął.

– Czy możemy coś dla pana zrobić? –  zapytała policjantka.

Spojrzał po wszystkich. Widział, jak niekomfortowo się czuli. Nie dziwił się im.

– Jeżeli to nie byłby problem –  zaczął nieśmiało –  to chciałbym wypić kieliszek wódki.

Asystent zniknął, by po chwili przynieść tacę z oszronioną butelką i kieliszkami. Notariusz postawił wszystko przed Tadeuszem.

– Napiją się państwo ze mną? –  zapytał z nadzieją.

– Ja niestety jestem w pracy –  zauważył notariusz, odkręcając butelkę.

– Ja także –  dodała policjantka.

Tadeusz spojrzał na taksówkarza z nadzieją. Ten bez słowa wyjął kluczyki i położył je na lakierowanym blacie.

– Zamówię sobie taksówkę –  zaśmiał się, podstawiając kieliszek.

Stuknęli się. Tadeusz wychylił cały kieliszek. Wódka spłynęła mu do gardła. Była dokładnie taka, jak pamiętał: krystaliczna, paląca, aromatyczna i cudownie zimna. Jak na jego ślubie. Uśmiechnął się na wspomnienie o żonie. Dokładnie pamiętał, jak trzymał ją w ramionach podczas ich pierwszego razu w niewielkim mieszkanku na Pradze-Północ i ostatni raz na parku na ławce w jakimś nieznanym zakątku świata.

Taksówkarz odkręcił ponownie butelkę. Tadeusz podstawił kieliszek, uśmiechając się z wdzięcznością. Wypił, odstawił go i zamarł. Po prostu. Tak jak siedział. Zamknął oczy i już się nie ruszył. Licznik na dłoni migał samymi zerami, aż w końcu całkowicie zgasł.

Cisza.

Janusz nalał sobie kieliszek i uniósł go.

– Spoczywaj w pokoju. –  Wychylił kieliszek, po czym odstawił go do góry dnem na lakierowany stół.

Koniec

Komentarze

Z telefonu, więc bez łapanki. Ale zachęcam do zrobienia własnej, bo tu i ówdzie zabrakło spacji, w jednym miejscu znalazła się chyba też podwójna.

Bardzo fajny koncept. Przy kobiecie w parku byłem nieufny – dlaczego ona ma z tym wszystkim (względny) luz? Gdy okazało się, że tak działa ten świat, po prostu ma m zacząłem się cieszyć pomysłem. Trochę In time, ale, o ironio, przesunięte w czasie.

 Motyw zalatanego syna i bardziej od niego pomocnych przypadkowych ludzi tak samo przykry jak wyświechtany, więc nie zrobił większego wrażenia. Ale sama uczynność ludzi przedstawiona bardzo sympatycznie, więc na niej się skoncentrowałem.

 Zakończenie, mimo pitej wódki, wcale nie takie gorzkie. :)

Kliknę, a co!

Dzień dobry,

 

Z chyba błędów, które wyłapałem:

 

Tak? –  zapytała, odsuwając komórkę od ucha. – Tu chyba jest podwójna spacja. 

 

Nie chce pani zatrzymywać – Nie chcę pani zatrzymywać. Bo to chyba Tadeusz mówi.

 

Tadeusz wpatrywał się w swoje dłoni – w swoje dłonie 

 

Przebijające się przez nią jaśniejące litery –  a nie liczby? Chyba, że na timerze jest coś zapisane.

 

Bardzo fajne opowiadanie i przyjemny styl. Mimo skojarzenia z “Wyścigiem z czasem”, to cały tekst jest zachowany w spokojnym tonie. A i ta reakcja syna na śmierć ojca trochę zabawna, nie wiem, czy to był zamierzony efekt, a może tylko mnie się to wydało zabawne.

 

Pozdrawiam i życzę miłego dnia :) 

Pomysł jest ciekawy. Gorzej z wykonaniem.

Rozumiem, że skupiłxś się na pokazaniu, jak wygląda proces, stąd ciężko oczekiwać tu jakiejś niesamowitej historii – ok, rozumiem to. 

Natomiast moim zdaniem niektóre elementy zostały niepotrzebnie przeciągnięte, a niektórym poświęcasz za mało czasu.

No i niestety sporo tu baboli, a i styl pozostawia sporo do życzenia.

 

Subiektywne uwagi:

– “– Przepraszam –  głos starszego mężczyzny był cichy i spokojny.” – błędny zapis dialogu,

– “w takim stroju”,

– brakuje przecinków,

– “Tadeusz wpatrywał się w swoje dłonie”,

”Na dole czeka na mnie taksówka. – skłamał pewnym głosem, jak robił to wiele razy przedtem.” -dlaczego kłamał? przecież taksówka faktycznie czekała,

– “zapomniałem manier” – raczej o manierach,

– “Zerknął na mężczyznę szybko” – raczej zerknął szybko na mężczyznę,

– “Raczej złośliwi. –  Zacisnął ręce na kierownicy.” – tu brakuje informacji kto zacisnął, wiem, że to może oczywiste, ale w tekście wygląda tak, jakby zrobił to Tadeusz, nie Janusz,

– “Teraz tylko z naturalnych przyczyn a zaraz będzie trzeba (?) występować o jakieś zaświadczenia.”,

- Nie rozumiem, dlaczego taksówka miałaby mieć sygnał dźwiękowy? No i chyba nie powinna mieć syren… Rozumiem, że była specjalna, ale jednak mi to nie gra.

Anonim dziękuje wszystkim za poświęcony czas i uwagi.

Anonim postarał się usunąć babole :) , ale też ma tendencję do zjadania końcówek, za co przeprasza.

 

Barniusz

Bardzo fajny koncept. Przy kobiecie w parku byłem nieufny – dlaczego ona ma z tym wszystkim (względny) luz? Gdy okazało się, że tak działa ten świat, po prostu ma m zacząłem się cieszyć pomysłem. Trochę In time, ale, o ironio, przesunięte w czasie.

Bo Anonim uznał, że młoda i jeszcze nie ogarnęła. Dla niej to odległa przyszłość.

Kliknę, a co!

Dziękować :)

 

Skne­ru­sMac­Kwacz

Bardzo fajne opowiadanie i przyjemny styl. Mimo skojarzenia z “Wyścigiem z czasem”, to cały tekst jest zachowany w spokojnym tonie. A i ta reakcja syna na śmierć ojca trochę zabawna, nie wiem, czy to był zamierzony efekt, a może tylko mnie się to wydało zabawne.

Dziękować. Syn chyba od dawna trochę nie ogarnia, nawet nie pamięta pewnie, kiedy z ojcem ostatni raz rozmawiał.

 

Szafirowy Smok

Pomysł jest ciekawy. Gorzej z wykonaniem.

:) i oj.

Rozumiem, że skupiłxś się na pokazaniu, jak wygląda proces, stąd ciężko oczekiwać tu jakiejś niesamowitej historii – ok, rozumiem to.  Natomiast moim zdaniem niektóre elementy zostały niepotrzebnie przeciągnięte, a niektórym poświęcasz za mało czasu.

Anonim nie chciał się skupiać na technice procesu, a raczej na tej jednej godzinie, która pozostała bohaterowi i reakcji otoczenia na niego. Więc tak, pewne rzeczy zostały skrócone inne wydłużone.

– ”Na dole czeka na mnie taksówka. – skłamał pewnym głosem, jak robił to wiele razy przedtem.” -dlaczego kłamał? przecież taksówka faktycznie czekała,

Bo powiedział taksówkarzowi, żeby na niego nie czekał i sam nie wierzył, że będzie na niego czekać skoro w tym czasie może zarabiać. Więc Tadeusz (w swojej opinii) kłamie.

– “Raczej złośliwi. – Zacisnął ręce na kierownicy.” – tu brakuje informacji kto zacisnął, wiem, że to może oczywiste, ale w tekście wygląda tak, jakby zrobił to Tadeusz, nie Janusz,

Anonim uznał, że skoro ręce były na kierownicy, będzie raczej wiadomo, że to kierowca/taksówkarz je zaciska – poprawione.

– Nie rozumiem, dlaczego taksówka miałaby mieć sygnał dźwiękowy? No i chyba nie powinna mieć syren… Rozumiem, że była specjalna, ale jednak mi to nie gra.

Specjalna. System w kraju (te udogodnienia, o których Tadeusz wspomina) to m.in. infrastruktura ogarniająca proces po śmierci. Czyli taksówki nie biorą pieniędzy za ostatni kurs, mają sygnały, by użytkownicy drogi wiedzieli, że w tym momencie to auto uprzywilejowane, podobnie jak nieodpłatna konsultacja u dowolnego notariusza :)

 

Z innej beczki, czy tylko Anonimowi portal dziś wariuje i wywala błąd serwera? :)

Hej ho! 

 

Bardzo intrygujący konspekt śmierci. Taki… spokojny, flegmatyczny, wręcz wyprany z emocji. Umieranie staje się naturalną koleją rzeczy w bardzo dosłownym znaczeniu. Tadek nie panikuje, do tego każdy jest przemiły i chce pomóc (prawdziwa fantastyka xD). Na tle tych uprzejmych ludzi jego syn objawia się jako oziębły palant, co akurat podkreśla obojętność wobec śmierci. 

 

Fabularnie nie dzieje się tu jakoś wiele. Wizytę u syna jeszcze rozumiem, ale notariusz? Czy nie lepiej byłoby spisać testament wcześniej, a kiedy odpali się złoty licznik, zrobić coś… szalonego? Osobiście wolałabym poczytać o tym, jak dziadek w ostatnich minutach życia wciska się w szelki do bungee, zamiast pić wódkę z taksiarzem i spisywać ostatnią wolę. No, chyba, że chciał wydziedziczyć syna, palanta! :D

 

Sympatycznie, że każdy po śmierci dostaje jeszcze chwilę, żeby pozałatwać swoje sprawy. Podoba mi się ten pomysł. Za co kliknę do biblioteki. 

– Za­pra­szam – mruk­nął tak­sów­karz, otwie­ra­jąc drzwi. Jednym ruchem wyłączył licznik, a na ekranie wystukał kod centrali i rodzaj kursu.

W miedzyczasie wysiadł, obiegł taksówkę, żeby otworzyć drzwi? I w tym samym momencie wystukuje coś na ekranie? Czy chodzi jedynie o “odblokowanie drzwi”. 

 

Wię­cej ja zjem niż one. 

Jest dorosłym mężczyzną, więc tak, zje więcej niż dzieci. :D 

Może raczej coś w stylu: – Więcej trafiło na moją koszulkę niż do ich buzi.

 

Pozdrawiam serdecznie! 

Witaj. :)

 

Sprawy językowe, które mnie zatrzymały przy czytaniu (poniższe sugestie oraz wątpliwości są zawsze tylko do przemyślenia):

Kilka nieodebranych połączeń później, westchnął ciężko, oddając jej komórkę. – zbędny pierwszy przecinek?

– Do syna, ale pewnie jest zajęty.

– Mieszka w Warszawie? – zapytała, stukając palcami o długich paznokciach w ekran.

– Tak. Pewnie jest w domu z dzieciakami. Jakiś czas temu urodziły im się bliźniaki. –Uśmiechnął się ciepło na wspomnienie o wnukach. – Wyobraża sobie pani pewnie, ile jest z tym pracy. – powtórzenia?

 

Ta część dialogu jest niejasna, jakby brakowało kilku zdań – czego dotoczy wyraz „nic”?:

– Zamówiłam panu taksówkę. –  Wskazała na ławkę obok. – Usiądziemy?

– Nie chcę pani zatrzymywać. –  Zerknął na nią speszony. – Pewnie się pani spieszy.

– Nic (przecinek?) czego nie mogę zrobić później – zapewniła. Milczała przez chwilę. –  Czy wie pan, co się stało?

 

– Tak. Pewnie jest w domu z dzieciakami. Jakiś czas temu urodziły im się bliźniaki. –(brak spacji?) Uśmiechnął się ciepło na wspomnienie o wnukach. – Wyobraża sobie pani pewnie, ile jest z tym pracy.

Nie, żona zmarła piętnaście lat temu (przecinek?) a więcej dzieci nie mam.

Nawet nie zapytałem (i tu?) jak ma pani na imię.

Uścisnął ją, dziwiąc się (i tu?) jak ciepła była.

Siedzieli tak przez chwilę, aż w końcu zauważyli taksówkę z białymi syrenami. Nie było sygnału dźwiękowego, a jedynie białe, wolno migające światła. – informacja powtórzona/powtórzenie/stylistyczny?

Tadeusz usiadł na siedzeniu pasażera obok kierowcy. – tylko przemyślenie: to zdarza się dość rzadko

– Co tam córciu? –  odezwał się kobiecy głos. – przecinek przy Wołaczu?

 

Niekonsekwentnie zapisujesz didaskalia w dialogach, np.:

– Przepraszam. – Głos starszego mężczyzny był cichy i spokojny.

– Jesteśmy na miejscu –  głos taksówkarza wyrwał go z letargu.

– Tak. Pewnie jest w domu z dzieciakami. Jakiś czas temu urodziły im się bliźniaki. –Uśmiechnął się ciepło na wspomnienie o wnukach. – Wyobraża sobie pani pewnie, ile jest z tym pracy.

– Czy mamy kogoś zawiadomić? –  policjantka uśmiechnęła się profesjonalnie.

– Wyszedłem na wieczorny spacer. Usiadłem na ławce, żeby chwilę odpocząć, a gdy się ocknąłem… –  Uśmiechnął się zawstydzony. – No cóż.

– Tak. –  Mężczyzna uśmiechnął się na to wspomnienie.

 

Dzieciaki zostawił w kojcu z dwoma zabawkami, o które zaraz na pewno zaczną się bić. – gramatyczny?

 

– Nie trzeba. –  Tadeusz wstał, uśmiechając się ciepło. –  Na dole czeka na mnie taksówka. – skłamał pewnym głosem, jak robił to wiele razy przedtem. –  Chciałem cię zobaczyć… i moje wnuki. Jeśli mogę? – błędny zapis dialogu?

– Tak, jasne –  Syn wstał, automatycznie wskazując na salon. – i tutaj podobnie?

Mimo skończonych dwóch latek Tadeusz widział je może kilka razy. – składniowy i logiczny? – konstrukcja zdania wskazuje, że to nie dzieci, lecz dziadek skończył dwa latka

– Na pewno pan zdąży –  zapewniła kobieta. Po chwili usłyszeli jeszcze. (może tu dwukropek zamiast kropki?) –  Bardzo nam przykro.

– Tak. –  Mężczyzna uśmiechnął się na to wspomnienie. – Zasnęła w moich ramionach, na ławce w parku. –  Nagle parsknął. (tu podobnie?) –  To nawet zabawne, że ja też umarłem w takim miejscu.

Teraz tylko z naturalnych przyczyn (przecinek?) a zaraz będzie występować o jakieś zaświadczenia.

Na końcu korytarza znajdowała się długa biała łada. – tu literówka?, czy chodziło rzeczywiście o auto?

– Rozumiem –  wstała od razu. Ile zostało panu czasu? –  zapytała, naciskając przycisk na biurku. – błędny zapis dialogu?

Mam tu wzór, zaraz wszystko uzupełnimy. Na pewno wszystko pan pamięta. – powtórzenie?

Niespodziewaną zaletą śmierci, była bardzo dobra pamięć, dzięki czemu mógł podać dane osobowe, PESEL i inne niezbędne informacje, aby ułatwić stworzenie testamentu. – zbędny pierwszy przecinek?

– Dobry wieczór. –  Przywitała się i przedstawiła. – Rozumiem, że został pan okradziony. –  Położyła na blacie skaner. – błędny zapis dialogu?

– Niestety. –  Podał jej dłoń, pozwolił zeskanować swoje odciski.

Podała informacje notariuszowi, a on sprawdził, czy wszystko się zgadza z tymi na dokumencie, który tworzyli. – powtórzenie?

– Już… to załatwiłem. Teraz –  Spojrzał na złociste liczby. Dwanaście minut. –  Chciałbym tylko zapewnić rodzinie bezpieczeństwo. – błędny zapis dialogu?

Wskazał (przecinek?) gdzie je podpisać.

 

 

W tekście zatrzymały mnie także pewne niefortunne sformułowania, tworzące usterki stylistyczne, np.:

Wyciągnął cb radio w jego stronę, przyciskając przycisk.

Ile zostało panu czasu? –  zapytała, naciskając przycisk na biurku.

 

 

Mocno wzruszyła mnie Twoja interpretacja konkursowego hasła przewodniego. Ogromnie smutny, „ostatni kurs” człowieka dobrego, życzliwego, kochającego i rodzinnego. :) Cieszy, że syn pożegnał się z nim, że pozwolił przytulić wnuki, że nie odpowiedział lawiną pretensji na pytanie o to, czy miał dobrego ojca. Zrozumiałą jest zatem decyzja o odwiedzinach u jedynego dziecka oraz – o wizycie u notariusza – nasz bohater chciał w ostatnich chwilach spotkać się z synem oraz dać jeszcze bliskim wszystko to, co tylko mógł. Odliczanie poprzez światło na dłoni – bardzo oryginalne.

Zachowanie każdego napotkanego, obcego w sumie człowieka, napawa optymizmem – pomagają, poświęcają czas, są życzliwi, starają się, traktują z należnym szacunkiem. Na szczególną uwagę zasługuje bezinteresowność oraz „ludzki” charakter taksówkarza Janusza. :) A zatem – mamy jeszcze dobrych ludzi na tym świecie i wcale ich niemało. :) Całość ma ciepły, spokojny, dobry klimat, choć czuje się powolne odliczanie, niemożliwe do zatrzymania czy opóźnienia. Odejście samego Tadeusza (imię bardzo mi bliskie, bo nosili je: Tata i Dziadek) – mega smutne. Żal, lecz to niestety nieuniknione… Śmierć pisana jest każdemu z nas.

Na wyraźne podkreślenie zasługuje także postać samego staruszka – pogodził się z tym, co go niechybnie czeka, nie psioczy, nie dramatyzuje, nie urąga, i tylko w ostatnich momentach stara się za wszelką cenę zrobić to, co uważa za najważniejsze: pożegnać jedyne dziecko i jedyne wnuki oraz zabezpieczyć ich byt.

 

Kliczek, pozdrawiam serdecznie, powodzenia. ;)

Ja się chciałem zapytać, gdzie się wpłaca na projekt Pozostałego Czasu, bo jestem zainteresowany. Podoba mi się pomysł. Opowiadanie też, a że nie mogę kliknąć przelewu na dodanie czasu, to chociaż kliknę bibliotekę. Pozdrawiam.

Anonim dziękuje za wszystkie uwagi i z góry przeprasza za opóźnione odpowiedzi – serwer mnie nie lubi i wylogowuje, albo wywala błąd ;)

 

JolkaK

Anonim wita szanowne jury.

Marszawa

Dziękuje za przeczytanie i cieszę pomysł się spodobał.

Tadek nie panikuje, do tego każdy jest przemiły i chce pomóc (prawdziwa fantastyka xD).

Anonim wie, że to zapewne "najmocniejszy" fantastyczny tu element ;) Choć uznał, że w świecie gdzie takie rzeczy stały się normą, wielu starałoby się być uczynnymi, bo może podświadomie, sami czują, że mogą być na miejscu Tadeusza.

W miedzyczasie wysiadł, obiegł taksówkę, żeby otworzyć drzwi? I w tym samym momencie wystukuje coś na ekranie? Czy chodzi jedynie o “odblokowanie drzwi”.

Nie no, Tadeuszowi rąk jeszcze nie urwało – więc sam może sobie otworzyć ;)

Jest dorosłym mężczyzną, więc tak, zje więcej niż dzieci. :D Może raczej coś w stylu: – Więcej trafiło na moją koszulkę niż do ich buzi.

W sumie fakt, Anonim zmienił na „Więcej moja koszulka zje niż one”

 

bruce

Dzięki za poświęcony czas i jest wdzięczny za pozytywny odbiór (dość smutnego) tekstu. I dzięki za kliknięcie.

Na szczególną uwagę zasługuje bezinteresowność oraz „ludzki” charakter taksówkarza Janusza. :)

Anonim wybrał to imię ze względu właśnie na powszechnie znany wizerunek „typowego” Janusza, uznał, że będzie to ciekawy kontrast dla tego wzorca zachowań.

Anonim wstydzi się błędów i postarał się je poprawić zgodnie z uwagami :]

Tadeusz usiadł na siedzeniu pasażera obok kierowcy. – tylko przemyślenie: to zdarza się dość rzadko

Masz rację, chociaż Anonim uznał, że w takiej, dość specyficznej sytuacji (ostatniego kursu) i ze względu na podeszły wiek Tadeusza, raczej usiadłby z przodu.

 

Unfall

Cześć, dzięki za przeczytanie i klika.

Ja się chciałem zapytać, gdzie się wpłaca na projekt Pozostałego Czasu, bo jestem zainteresowany.

To jak z podatkami – jest pewnie wiele instytucji, które to nadzoruje, a na końcu okazuje się że po drodze stracono większość pieniędzy, która powinna iść na dany cel –studnia bez dna. Anonim do tej pory nie myślał, że może być coś gorszego niż politycy, ale bogowie/politycy/biurokraci to przerażający koncept.

Dziękuję, chylę czoła, pozdrawiam. heart

Nowa Fantastyka