- Opowiadanie: MichaelBullfinch - Twarze własne, twarze cudze

Twarze własne, twarze cudze

Tekst zawiera sporo wulgaryzmów, ale też odrobinę erotyki. Obiecuję, że nie obrazowej.

 

Opowiadanie zapowiadał mój miniaturowy szort “Szwy”, który serdecznie polecam przeczytać, żeby łatwiej wczuć się w świat jaki stworzyłem, ale nie jest to konieczne. “Twarze własne, twarze cudze” opowiadają całkowicie oddzielną, kompletną historię, gotową do czytania samodzielnie.

 

W związku z ostatnią rozmową w wątku o AI, zaznaczam materiały z których korzystałem podczas pisania tego opowiadania. Zachęcam by nie sprawdzać ich przed przeczytaniem tekstu, żeby nie psuć sobie niespodzianki o czym jest moja historia.

Artykuł 1

Film

Artykuł 2

Artykuł 3 

Artykuł 4

 

Bardzo dziękuję niezawodnemu duetowi – beeeecki i bruce – za łapankę i trafne uwagi. Jak zawsze jestem bardzo wdzięczny. Mam nadzieję, że dzięki Wam, zachowam twarz :D

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Użytkownicy, marzan

Oceny

Twarze własne, twarze cudze

I

 

– Gdzie jest moja koszula?

W ostrym tonie Marka wyraźnie wisiało oskarżenie. Lena drgnęła przy kuchennym blacie, a inteligentny nóż do warzyw w jej dłoni na ułamek sekundy zmienił wibracje. Odruchowo wyłączyła urządzenie i otarła dłonie o materiał sukienki.

– W pralni. Jeszcze się suszy, ale mogę…

– Mogę, mogę, mogę… – wszedł jej w słowo, wychodząc z głębi korytarza. – Do czego ty się właściwie nadajesz?

Stanął w przejściu. Wysoki, przystojny, z twarzą tak symetryczną, że momentami wydawała się komputerowo wygenerowana.

Często powtarzał, że ta buźka zarobiła więcej, niż on sam. Lena uważała to za bzdurę. Kiedy byli jeszcze dobrym małżeństwem, Marek wrócił raz z pracy wcześniej, niż zwykle. Siedział potem przez godzinę w kuchni i wpatrywał się w reklamę kliniki chirurgii plastycznej. Dopiero wieczorem przyznał, co powiedział mu tego dnia szef: „Z taką gębą nie sprzedaje się luksusów”.

Pół roku później kupił pierwszą twarz na raty. Lena była przeciwna, ale widziała, jak mu zależy, więc odpuściła. Potem Marek zaczął stopniowo awansować, aż w końcu został dyrektorem kilku salonów z luksusowymi pojazdami autonomicznymi. Lena wierzyła, że pomogły mu pewność siebie, pracowitość i odrobina szczęścia. Marek wyciągnął z tego zupełnie inny wniosek. Był przekonany, że świat należy do ludzi z odpowiednimi twarzami. A ona z czasem przestała go rozpoznawać, nie tylko wizualnie.

Kobieta wbiła wzrok w idealnie gładką podłogę.

– Przepraszam.

Podszedł bliżej. Poczuła jego oddech.

– Gdyby nie ja, dalej siedziałabyś w tamtej podmiejskiej spelunie z matką alkoholiczką i długami po ojcu – powiedział cicho, niepokojąco spokojnym głosem. – Rozumiesz to chociaż?

Skinęła głową, czując znajomy ucisk w gardle.

– Rozumiem.

– Więc zajmij się tą koszulą i przestań mnie drażnić.

Minął ją, zahaczając ramieniem o bark żony odrobinę mocniej, niż musiał. Kubek stojący na blacie zadygotał, a ciemna plama kawy rozlała się po marmurze.

Lena natychmiast podniosła ścierkę. Wiedziała, że mąż nie lubi bałaganu.

Marek wszedł do biura. Zamknął drzwi, a magnetyczny zamek kliknął z suchym fuknięciem.

Usiadł ciężko w ergonomicznym fotelu, który dopasował się do jego kręgosłupa. Przeciągnął dłonią po ostro zarysowanej szczęce. Na chwilę zatrzymał opuszki palców na mikroskopijnej, niemal niewidocznej bliźnie ukrytej tuż pod lewym uchem.

Matryca monitora rozbłysła, zalewając ciemny pokój chłodnym, błękitnym blaskiem. Wpisał adres. Ekran natychmiast wyświetlił krzykliwą stronę startową:

OnlyYou

Because someone, somewhere, waits only for you.

Marek wolno oblizał dolną wargę. Serce zabiło mu szybciej, kiedy zobaczył czerwone powiadomienie na ikonce wiadomości prywatnych.

Jedna nowa wiadomość. Od niej. Kliknął.

„Hej, przystojniaku. Zniknąłeś mi wczoraj :( Wszystko dobrze?”

Uśmiechnął się mimowolnie, czując, jak opuszcza go napięcie. Pamiętała. Tęskniła. Palce zawisły nad wirtualną klawiaturą, po czym szybko zaczęły uderzać w podświetlone klawisze.

„Miałem ciężki dzień. Dobrze znów Cię oglądać.”

Trzy pulsujące kropki statusu pisania pojawiły się natychmiast. Czekała przy telefonie. Zależało jej.

Boże, jaka ona jest piękna – szepnął do siebie, oblizując wargę.

Znał każdy materiał na pamięć. Nadia_True. Dwadzieścia trzy lata. Naturalna twarz. Brak ingerencji chirurgii estetycznej i implantów modyfikujących. Dziewięćdziesiąt siedem procent zgodności emocjonalnej z jego osobistym profilem preferencji.

„Mam coś specjalnie dla Ciebie, myślę, że Ci się spodoba!”

Odtworzył załączony plik wideo. Na ekranie dziewczyna z leniwym uśmiechem, patrzyła prosto w obiektyw. Jasne, niesforne pasma miedzianych włosów opadały na piersi, a na lewym policzku, tuż przy kąciku ust, widniało małe, ciemne znamię. Idealna niedoskonałość. Coś, czego przestarzałe modyfikacje chirurgiczne nie potrafiłyby zaprojektować w laboratorium bez utraty autentyczności.

Marek poczuł znajome, gwałtowne gorąco rozlewające się pod skórą. Uwielbiał sposób, w jaki kokieteryjnie mrużyła oczy i przeciągała samogłoski. Zupełnie inaczej niż sztuczne modelki z wszechobecnych hologramów reklamowych klinik, tylko udające naturalność.

Patrzył na uwodzące ruchy kobiety, która zrzucała z siebie kolejne warstwy ubrań – powoli, precyzyjnie dawkując napięcie, dokładnie tak, jak lubił.

Za ścianą Lena cicho odkurzała salon, ale on ledwo to słyszał. Istniał już tylko miękki głos Nadii, oczy patrzące prosto w kamerę, jakby mówiła wyłącznie do niego i ciało, którym potrafiła przyprawić go o stan najwyższej gotowości.

Marek przymknął powieki, a dłoń zsunęła się pod krawędź biurka. Kiedyś będzie moja – pomyślał zaborczo – Kupię ją na własność. Na stałe.

 

II

 

Nadia zamknęła okno czatu szybkim, nerwowym gestem. Odsunęła smartfon tak, jakby dotykała czegoś lepkiego. Przez chwilę siedziała w bezruchu, ukrywając twarz w dłoniach. W końcu westchnęła i otworzyła kolejną rozmowę.

„Dobranoc, księżniczko. Śnij o mnie”.

Wklej. „Dobranoc, myślę o Tobie przystojniaku <3”. Wyślij.

Następna. „Dziękuję za dzisiaj, czekam na jutrzejsze filmiki!”

Wklej. „Dobranoc, myślę o Tobie przystojniaku <3”. Wyślij.

Następna. „Przepraszam, że nie mogłem wykupić pakietu premium. W przyszłym miesiącu się poprawię”.

Nadia przewróciła oczami. „Nie martw się. Najważniejsze, że jesteś <3”. Wyślij.

Na ścianie naprzeciwko pulsował ekran wyświetlający statystyki z platformy OnlyYou: subskrybenci, napiwki, prognoza przychodów. Na samym szczycie, podświetlony na złoto, niezmiennie widniał jeden pseudonim: MarMarek. Nadia skrzywiła się z niesmakiem.

Ten facet w miesiąc pompował w jej konto więcej funduszy, niż przeciętny człowiek zarabiał przez pół roku. Codziennie pisał, karmił ją tandetnymi komplementami i ponawiał tę samą, chorą propozycję kupna twarzy. Za nic nie docierało do niego, że nie zamierza jej sprzedać. Nagrywała uwłaczające filmiki tylko dlatego, że przelewy pozwalały opłacić czynsz w bezpiecznej dzielnicy i żyć na wysokim poziomie. On tymczasem był przekonany, że rodzi się między nimi głęboka więź. Dureń. Choć z drugiej strony – lepszy od zwykłego durnia był tylko obrzydliwie bogaty dureń.

Smartfon zawibrował krótko. Nowa wiadomość od Marka.

„Dziękuję. Dzięki Tobie dzisiejszy dzień stał się lepszy”.

Chwilę później: „Nigdy nie spotkałem kobiety takiej jak Ty”.

I natychmiast następny, od którego skóra jej cierpła: „Wiem, że byłabyś szczęśliwa ze mną. Albo przynajmniej Twoja część”.

Nadia zamknęła oczy, masując skronie. Znów zaczynała się ta sama zaborcza litania. Przewinęła wiadomości niżej: „Nie musiałabyś już nigdy pracować”. „Pomyśl o tym”.

Dłoń zacisnęła się na obudowie smartfonu tak mocno, że aż zbielały kłykcie. Miała ochotę odpisać, że jest zwykłym dewiantem, który chce handlować jej własnością. Zamiast tego wklepała, tłumiąc mdłości:

„To bardzo miłe. Ale wiesz, że nie sprzedam twarzy, skarbie. Masz mnie tutaj <3”. Wyślij.

Na ekranie natychmiast zatańczyły trzy kropki. Niemal fizycznie czuła jego podniecony oddech po drugiej stronie. Rzuciła smartfon na kanapę.

– Co ja, kurwa, robię z własnym życiem? – mruknęła do pustego salonu.

Głuche, rytmiczne pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia. Zerkając na wiszący w powietrzu zegar holograficzny, zmarszczyła brwi – było po północy. Podeszła do wizjera. Spojrzała na obraz z kamery i natychmiast odetchnęła z ulgą.

Zwolniła blokadę magnetyczną. Drzwi rozsunęły się z cichym sykiem.

– Ola?

Bliźniaczka wślizgnęła się do środka, niosąc ze sobą chłód nocy. Spojrzenie siostry było zmęczone i smutne.

– Co się stało? – zapytała Nadia.

Ola przez chwilę milczała, wpatrując się w luksusowy salon, po czym usiadła na krześle przy stole.

– Mam problem.

Nadia znała ten ton – brak kredytów. Nie rozumiała, dlaczego siostra nie potrafi wykaraskać się z długów za pomocą dostępnych narzędzi.

– Jak duży? Mów konkretnie. Ile?

Ola cichym głosem podała sumę. Nadia gwizdnęła ostentacyjnie.

– To nie jest duży problem. To jest katastrofa.

– Wiem. Rynek wtórny stoi, mają przesyt. Dalej nie znalazłam kupca na moją twarz. Kliniki oferują grosze…

Nadia westchnęła i podeszła bliżej.

– Mogę ci pomóc. Mam plan – zawahała się, po czym znacząco stuknęła palcem w policzek. – Popatrz na nas. Wyglądamy identycznie. Jak dwie krople wody.

Ola zmarszczyła brwi.

– No i? Co to ma do rzeczy?

– Pamiętasz Marka? Tego obrzydliwie bogatego sponsora, o którym ci opowiadałam?

– Niestety tak. – Ola skrzywiła się z potępieniem. – Do dzisiaj nie rozumiem, jak możesz brać od niego kredyty. Przecież facet ma żonę…

– Mniejsza o jego żonę! – przerwała ostro Nadia. – Chodzi o to, że on płaci krocie za każdy spersonalizowany materiał. Gdybyś czasem zastąpiła mnie przed obiektywem i nagrała kilka prostych…

– Chyba żartujesz. – Twarz Oli stężała.

– Ola…

– Ty chyba sobie, kurwa, żartujesz!

– To są tylko cyfrowe materiały wideo! Nikogo nie dotykasz. Nikt nie dotyka ciebie!

– Tylko materiały wideo?! – Ola z impetem trzasnęła dłonią w stół, aż naczynia zabrzęczały. Wstała gwałtownie. – Ty naprawdę już całkiem straciłaś kontakt z rzeczywistością? Nie widzisz, co robisz ze swoim życiem?

– Zarabiam na nie! – warknęła Nadia, prostując się. – W przeciwieństwie do ciebie!

– Sprzedajesz siebie kawałek po kawałku!

– Jak wszyscy w tym mieście!

– Nie. Nie wszyscy.

– Tak! Przestań być taką hipokrytką!

– Nie wszyscy ludzie mają swoją cenę!

Nadia zaśmiała się gorzko. Podeszła do panoramicznego okna, zza którego biła łuna neonów. Spojrzała na własne odbicie w szybie, wściekła, że widzi w nim siostrę.

– Serio? Powiedz to ludziom, którzy stoją w kolejkach do klinik biomedycznych, żeby sprzedać prawa do własnej twarzy i cycków. Albo tym, którzy sprzedają narządy, implanty, a nawet całe kończyny, żeby opłacić czynsz w dolnych strefach! Gdzie ty żyjesz, w ubiegłym wieku?

– To zupełnie co innego… – wykrztusiła Ola, choć traciła pewność.

– Dlaczego? – Nadia odwróciła się gwałtownie, podchodząc tak blisko, że czuła przyspieszony oddech siostry. – No powiedz mi, dlaczego?!

– Bo… – Ola urwała, a jej usta zadrżały.

– Bo co? Dokończ!

– Bo to, co robisz na tych nagraniach, jest obrzydliwe.

– A oddanie własnej twarzy bogatemu fetyszyście, żeby jego żona nosiła ją do końca życia, nie jest obrzydliwe? – syknęła Nadia, a w jej oczach błysnęły łzy.

Ola pobladła w chłodnym świetle neonów.

– To nie to samo… – wydusiła, cofając się o krok.

– Dokładnie to samo! – skontrowała Nadia, naciskając na nią. – Obie handlujemy. Ja nagrywam te cholerne filmy, ty chcesz sprzedać własne ciało. Gdzie tu jest, kurwa, jakakolwiek różnica?!

Ola zacisnęła pięści, aż paznokcie wbiły się w skórę.

– Ja przynajmniej nie udaję, że mnie to nie brzydzi. Nie czerpię z tego satysfakcji.

Słowa siostry uderzyły precyzyjnie w skrywane poczucie winy Nadii. Gniew natychmiast przejął kontrolę.

– A ja przynajmniej mam na tyle godności, żeby nie żebrać o pieniądze u kogoś, kim gardzę – odparła lodowatym tonem.

Ola zamarła, zszokowana.

– Rozumiem – szepnęła.

Odwróciła się gwałtownie i ruszyła do wyjścia.

– Ola, czekaj… – rzuciła za nią Nadia, ale było za późno.

Drzwi rozsunęły się i zamknęły za siostrą z głuchym tąpnięciem. Nadia została sama w półmroku, przerywanym tylko mruganiem neonów za oknem.

Porzucony na kanapie smartfon zawibrował ponownie. Kolejne czerwone powiadomienie od Marka rozbłysło na ekranie. Może siostra miała rację, to tylko twarz, a mogłaby żyć w luksusie do końca życia, bez nagrywania tych upadlających materiałów.

 

III

 

Lena czekała w bezruchu, aż usłyszy dźwięk zamykanych drzwi gabinetu.

Później przez nieszczelną izolację dobiegał już tylko śmiech. Wysoki, melodyjny, przeplatany kokieteryjnymi westchnieniami. Głos dziewczyny z OnlyYou.

Lena odłożyła ściereczkę na krawędź zlewu. Doskonale wiedziała, co robi mąż. Miesiące temu płakała w poduszkę. Teraz po prostu żyła obok tego, otępiała i wyprana z emocji. A Marek zupełnie się tym nie przejmował.

Podeszła do lodówki, na której wciąż wisiało ich wspólne zdjęcie sprzed kilku lat. Zostało zrobione, zanim Marek dorobił się fortuny i zanim kupił wymarzoną, idealną twarz. Uśmiechnęła się smutno. Pamiętała tamtego człowieka z fotografii. Nie był bogaty ani idealny, ale kiedy na nią patrzył, naprawdę ją widział.

Smartfon na blacie zawibrował krótko. Nowe powiadomienie ze zsynchronizowanego z jej urządzeniem konta męża. Lena zawahała się, zawieszając dłoń nad ekranem, ale po chwili pewnym ruchem odblokowała wyświetlacz. Hasło Marka znała od dawna, choć on nigdy nie podejrzewałby jej o taką śmiałość.

Profil Nadia_True pojawił się natychmiast. Lena zaczęła wolno przewijać krótkie materiały wideo, studiując je z bolesną dokładnością. Dziewczyna na nagraniu uśmiechała się leniwie. Przechylała głowę w lewo i tuż przed wypowiedzeniem każdego słowa delikatnie dotykała palcem górnej wargi. Później tej niżej, dużo niżej.

Lena nacisnęła pauzę. Uniosła drżącą dłoń i przyłożyła palec do własnych ust. Gest wyszedł sztucznie, koślawo. Westchnęła, czując ucisk w gardle. Przewinęła nagranie jeszcze raz. I kolejny. Za czwartym powtórzeniem palec poruszył się płynniej.

Odstawiła telefon i poszła do łazienki. Zapaliła jasne światło i stanęła przed lustrem, wpatrując się w swoją zmęczoną twarz.

– Cześć, skarbie – powiedziała cicho.

Skrzywiła się. Nie tak. Spróbowała jeszcze raz.

– Cześć, skarbie.

Intonacja trochę wyżej. Łagodniej, z zalotnym uśmiechem. Powtarzała to proste zdanie kilkadziesiąt razy, aż rozbolały ją mięśnie twarzy. Tłumiąc wstyd, zaczęła ćwiczyć perlisty śmiech, uwodzicielskie spojrzenie i ten specyficzny sposób przechylania głowy.

Gdy minęło kilka minut, z przerażeniem stwierdziła, że nie poznaje własnego odbicia. Ale może właśnie o to chodziło? Może problemem w tym domu zawsze była jej zwyczajność, a nie OnlyYou i ta ruda szmata?

Smartfon zawibrował gwałtownie. Krótki SMS od męża:

„Przyjdź do gabinetu. Natychmiast”.

Serce Leny uderzyło mocno o żebra. Wbrew rozsądkowi zrodziła się w niej desperacka myśl: może dziś mnie zauważy?

Szybkim ruchem poprawiła włosy. Na ułamek sekundy dotknęła ust – dokładnie tak, jak robiła to Nadia. Przybrała wyćwiczony wyraz twarzy i ruszyła przez ciemny korytarz w stronę zamkniętych drzwi.

 

IV

 

Nie pamiętała, kiedy Marek ostatni raz czymś się tak ekscytował. Chodził nerwowo po salonie, co chwilę sprawdzając godzinę i odświeżając wiadomości w telefonie.

Nie krzyczał, nie rzucał złośliwości i nie trzaskał drzwiami. Gdy podszedł i zapytał cicho, czy zjadła już obiad, w jej piersi drgnęło coś, czego nie doświadczyła od lat. Nadzieja.

– Wychodzimy za godzinę – rzucił, poprawiając przed lustrem kołnierzyk białej koszuli.

– Dokąd? 

– Zobaczysz. To niespodzianka.

Uśmiechnął się do niej przez ramię. To był szczery, piękny uśmiech. Lena patrzyła na męża jak tonący w rzucone mu koło ratunkowe. „Może wraca” – pomyślała z desperacką ulgą. „Może ten koszmar się kończy”.

 

*

 

Kawiarnia mieściła się na najwyższym piętrze luksusowego wieżowca. Przez panoramiczne szyby widać było potoki autonomicznych aut i wielkie billboardy. Jeden z nich pulsował hasłem prosto na stolik obok: NOWA TWARZ. NOWE ŻYCIE. BĄDŹ SOBĄ, CZYLI KIMKOLWIEK ZECHCESZ. Marek popierał te słowa. Nie miał wątpliwości. Nowa twarz zrobiła z niego człowieka sukcesu. Nie widział powodu, dla którego nie miałaby zrobić tego samego z jego małżeństwem.

Dziewczyna czekała przy oknie. Na jej widok Markowi zabrakło tchu. Była idealna – to samo znamię przy ustach, rude włosy i blada karnacja. Z wrażenia oblizał wargę. Kobieta zauważyła to i skrzywiła się z jawnym niesmakiem.

– Marek? – zapytała poważnym tonem. – Usiądźmy i załatwmy to szybko.

Żadnego flirtu, ciepła ani magii, które znał z nocnych seansów. Marek usiadł sztywno, czując rozczarowanie.

– Chciałbym najpierw… – zaczął, ale bezceremonialnie mu przerwała.

– Klinika na dole jest opłacona? Przelew dla mnie też przeszedł?

– Tak, wszystko zgodnie z umową. Żona czeka przed gabinetem.

– To mnie akurat nie interesuje.

Nadia wyciągnęła tablet i przesunęła w jego stronę dokumenty.

– Podpisz tutaj.

– Tak po prostu? Myślałem, że porozmawiamy.

– Że co? – prychnęła. – Że zjem z tobą lunch?

Marek nie odpowiedział. Patrzył na jej rysy, a potem przeniósł wzrok na tablet.

Nadia westchnęła ciężko.

– Nie wiem, za kogo pan mnie uważa, panie Marku, ale dla mnie to nie jest romantyczna gra. To biznes. Czysta transakcja.

Słowa uderzyły w tworzoną przez niego iluzję mocniej, niż chciał przyznać. Zmusił się do chłodnego uśmiechu i podpisał dokument.

– Dla mnie też – skłamał.

 

*

 

W prywatna klinice chirurgii estetycznej szpitalny zapach dezynfekcji gryzł się z bogatym, luksusowym wnętrzem poczekalni.

Lena siedziała sztywno w fotelu, nerwowo splatając palce. Była przerażona, ale Marek po raz pierwszy od lat mocno trzymał ją za rękę. Nie odsuwał się z obrzydzeniem ani nie patrzył z pogardą. Obserwował drzwi zabiegowe, ale dla Leny ten gest był wszystkim.

Po drugiej stronie poczekalni siedziała młoda, dwudziestokilkuletnia dziewczyna. Była uderzająco piękna w swojej naturalności. Lena nie mogła oderwać od niej wzroku. Gdy ich spojrzenia się spotkały, nieznajoma posłała współczujący uśmiech. Jej wzrok opadł na formularz medyczny, który Lena ściskała na kolanach. Dziewczyna dostrzegła nagłówek procedury i zmarszczyła brwi.

– Przepraszam panią… – szepnęła. – Pani naprawdę poddaje się całkowitej wymianie twarzy i piersi?

Lena skinęła głową. Kobieta przyglądała się jej przez chwilę.

– Szkoda.

Lena odruchowo dotknęła policzka.

– Dlaczego pani tak uważa?

Nieznajoma wyglądała na szczerze, głęboko zdziwioną, jakby uznawanie naturalności za wartość było rzadkością.

– Bo jest pani po prostu piękna.

Marek prychnął ostentacyjnie, ale świat wokół Leny zamarł na ułamek sekundy. Poczuła, jak krew pulsuje w żyłach. Od wielu lat nikt nie wypowiedział do niej podobnych słów. Zapomniała już, jak brzmi bezinteresowny komplement.

W tym samym momencie elektroniczny głos wywołał jej nazwisko. Pielęgniarka otworzyła drzwi.

Lena wstała, uwalniając dłoń z uścisku męża. Spojrzała na nieznajomą, która sprzedawała twarz, żeby mieć za co żyć, a potem na Marka, dla którego Lena zmieniała swoją, mimo że nie musiała. On również wstał, uśmiechając się do niej szeroko i łagodnie. Ten widok dodał jej sił. Odwróciła się i ruszyła w głąb długiego, białego korytarza, prosto pod oślepiające światła lamp operacyjnych.

 

*

 

Kilka godzin później było już po wszystkim. Dzięki najnowszej technologii gojenie trwało błyskawicznie.

Lena siedziała z tyłu autonomicznego samochodu. Piersi oddała na cele charytatywne, ale w dłoniach, wciąż drżących po narkozie, ściskała okrągły, przezroczysty pojemnik. W sterylnym żelu konserwacyjnym spoczywała jej stara twarz. Patrzyła na nią z bolesną fascynacją. Przez tworzywo widziała swoje dawne rysy: drobne zmarszczki wokół oczu, asymetryczny nos, bliznę na brodzie. Patrzyła na kobietę, którą właśnie przestała być.

Z przedniego fotela dobiegł ją ciepły, pełen chłopięcej ekscytacji głos Marka. Mężczyzna odwrócił głowę, a jego oczy błyszczały z zachwytu. Wpatrywał się w symetryczne rysy Nadii.

– Wracamy do domu, kochanie.

Samochód ruszył bezszelestnie, wtapiając się w błysk miejskich neonów. Lena przycisnęła pojemnik do piersi i po raz pierwszy od lat naprawdę uwierzyła, że wszystko jeszcze może się ułożyć.

 

V

 

Było idealnie. Dokładnie tak, jak Marek wyobrażał sobie podczas bezsennych nocy. Stał pośrodku sypialni i nie potrafił oderwać wzroku od kobiety przed nim.

Znamię przy ustach, piegi na nosie, imponująca linia żuchwy, a nawet nowe piersi. Każdy centymetr ciała żony wydawał się perfekcyjną realizacją fantazji.

Lena widziała ten zachwyt. Czuła, jak lata upokorzeń i samotności rozpuszczają się niczym zły sen. W końcu na nią patrzył.

Niepewnie przechyliła głowę w lewo z uśmiechem. Dokładnie tak, jak ćwiczyła. Marek podszedł bliżej i drżącymi palcami przesunął po jej nowym policzku, szyi i miedzianych włosach. Lena przymknęła powieki. Pierwszy raz od lat była szczęśliwa.

Marek chłonął każdy wyreżyserowany uśmiech żony. Upajał się bliskością jej ciała. 

W pewnym momencie Lena, rozluźniona chwilą czułości, zaśmiała się. To nie był perlisty śmiech Nadii. Zrobiła to tak, jak zawsze – cicho, gardłowo, z lekkim charknięciem. Spontanicznie. Po ludzku.

Marek gwałtownie otworzył oczy. Coś w nim drgnęło. Nadia nigdy tak się nie śmiała. Spróbował odepchnąć tę myśl, ale w jego iluzji zagościło pierwsze pęknięcie.

Chwilę później Lena odruchowo odgarnęła włosy za ucho. Zrobiła to prawą dłonią. Marek zesztywniał. Nadia na każdym filmie używała do tego lewej ręki, odsłaniając profil ze znamieniem. Poczuł piekące ukłucie irytacji. Ten gest brzmiał jak fałszywa nuta w ulubionej piosence.

Zaczął obserwować ją badawczo. Spojrzał niżej, na obojczyk. Kilka centymetrów poniżej linii żuchwy krył się mały, ciemny pieprzyk. Znał ciało Nadii na pamięć, oglądał materiały klatka po klatce. Tam nie było tego punktu. Chirurg musiał go pominąć, uznać za nieistotny element dawnej Leny, kiedy na prośbę Marka usuwał znaki szczególne żony.

Lena wyczuła zmianę napięcia.

– Wszystko dobrze, kochanie?

Marek nie odpowiedział. Patrzył na pieprzyk z narastającą furią. Na inny kształt paznokci, na zbyt szczupłą talię. I nagle, w ułamku sekundy, spod idealnej maski Nadii dostrzegł coś przerażającego. Dostrzegł Lenę. Płytki oddech i przestraszone spojrzenie. Cała stara tożsamość przebijała przez drogą powłokę niczym nieusuwalny błąd w kodzie.

– Marek?– głos Leny stał się cichy, przepełniony paniką.

Mężczyzna poczuł w gardle wstręt i gniew. Przecież zapłacił fortunę, zaplanował każdy szczegół. To miało być idealne.

Lena powtórzyła jego imię i wyciągnęła rękę, chcąc dotknąć policzka ukochanego. I właśnie ten małżeński ruch był najgorszy. Zachowywała się jak nudna, wiecznie przepraszająca żona, a nie jak Nadia.

Marek odsunął jej dłoń gwałtownie. Lena zamarła.

– Zrobiłam coś nie tak?

– To nie działa – wycharczał. – Wszystko. Ty.

– Nie rozumiem… przecież mam jej twarz…

– Miałaś być nią! – ryknął.

W sypialni zapadła duszna cisza. Lena cofnęła się o krok, odruchowo zasłaniając rękami nowe piersi. Przecież zrobiła wszystko, co chciał.

– Marek, proszę cię…

– Zamknij się!

– Posłuchaj mnie…

– Zamknij się, kurwa! – Krzyk odbił się echem od ścian.

Przerażona Lena uderzyła plecami o szkło szafy. Marek zrobił powolny krok do przodu, potem następny. Kobieta stojąca przed nim była bezczelnym kłamstwem, wadliwym produktem.

– Miałaś być nią – wyszeptał.

A potem, patrząc na pieprzyk na jej szyi, powoli zacisnął dłonie w pięści.

 

VI

 

Nadia przeczytała krótką wiadomość pięć razy, modląc się, by umysł po prostu błędnie interpretował znaki na wyświetlaczu.

„To nie działa. Mimo że dałem jej Twoją twarz”.

Zamarła, czując, jak krew odpływa z żył, a w klatce piersiowej rodzi się fizyczny ból. Kolejne chaotyczne wiadomości spłynęły natychmiast:

„Nadal nie jest Tobą”.

„Muszę być z Tobą. Z tą prawdziwą”.

Smartfon o mało nie wypadł ze spoconych dłoni. Słowa uderzały w nią jak młot: Dałem jej twoją twarz.

W ułamku sekundy, jak w koszmarnym kalejdoskopie, połączyła kropki.

– Nie… – warknęła Nadia, wstając gwałtownie. – Nie, nie, nie, kurwa, nie!

 

*

 

Autonomiczna kapsuła transportowa sunęła bezszelestnie między wieżowcami. Za panoramicznymi szybami przesuwały się jaskrawe hologramy reklamowe: SPRZEDAJ TWARZ. SPEŁNIJ MARZENIA. NIE STAĆ CIĘ NA SIEBIE? WYNAJMIJ LEPSZĄ WERSJĘ.

Nadia siedziała skulona, wpatrując się z paraliżem w ekran telefonu. Nie odpowiadała na wiadomości. W ciągu kilku minut ten człowiek przestał być w jej oczach żałosnym sponsorem, z którego doiła kredyty. Stał się śmiertelnym zagrożeniem. Psychopatą, który okaleczył żonę, byle dopasować ją do internetowego szablonu.

Sztuczny głos rozbrzmiał w samochodzie:

Dotarliśmy do celu. Strefa socjalna trzydzieści cztery.

Drzwi rozsunęły się z sykiem. Nadia wybiegła, zanim system dokończył komunikat o pogodzie.

Waliła pięściami w drzwi mieszkania siostry, aż rozbolały ją kłykcie, ale nikt nie otwierał. Wbiła na zakurzonym panelu stary kod z dzieciństwa. Niespodziewanie magnetyczny rygiel ustąpił z głośnym kliknięciem.

Wewnątrz panował mrok, rozcięty niebieskawą łuną neonów za oknem.

– Ola, wyłaź, wiem, że tu jesteś!

Zrobiła trzy kroki w głąb ciasnego salonu. Z kąta dobiegł ją szorstki głos siostry:

– Nie drzyj się tak.

Usłyszała kliknięcie zapalanego światła. Nadia odwróciła się gwałtownie i zamarła. W cieniu stała obca kobieta – z krótko ściętymi włosami i całkowicie anonimową twarzą socjalną, jaką produkowano w milionach egzemplarzy, z ledwie zauważalnymi różnicami. Tymczasowa powłoka ze śladami po wcześniejszych użytkownikach.

– O mój Boże, Ola… coś ty ze sobą zrobiła?

Nadia cofnęła się, tłumiąc mdłości. Spojrzała na jej piersi. Dziewczyna miała na sobie najtańszy, bazowy biust z powłoki biologicznej.

– Co ty zrobiłaś?! – wrzasnęła Nadia.

– Potrzebowałam pieniędzy. Wynajmujący chcieli mnie wyrzucić na bruk.

– I dlatego sprzedałaś własną twarz?! Markowi?!

– Dał mi potrójną stawkę za natychmiastowy przeszczep.

Nadii zakręciło się w głowie. Od dzieciństwa miały te same hasła do wszystkiego, ale nie spodziewała się, że siostra kiedykolwiek to wykorzysta.

– Czy ty kompletnie zwariowałaś?!

– Nie bardziej niż ty, siostrzyczko! – skontrowała Ola, prostując się z trudem. – To przecież twój najbogatszy klient. Twój sponsor.

– To jest pieprzony, obsesyjny psychopata! Przed chwilą pociął swoją żonę, żeby wyglądała jak ja!

Nadia spojrzała raz jeszcze na piersi siostry, rozumiejąc coraz więcej.

– Przecież on nawet nie prosił o zakup piersi… Ola, sprzedałaś mu też cycki? Do kompletu?

– Lekarze powiedzieli, że jeśli oddam pełen pakiet, to dorzucą bonus. Potrzebowałam tych kredytów!

Nadia złapała się za głowę.

– Ty pieprzona idiotko…

– A ty pieprzona hipokrytko! – Ola podniosła głos. – Codziennie wchodzisz na tę platformę i sprzedajesz tym wszystkim dewiantom siebie. Swój czas. Swoje ciało w kawałkach!

– To zupełnie co innego! – krzyknęła Nadia. – Ja nikomu nic nie oddaję na własność! To tylko piksele!

– Jasne, wmawiaj sobie to dalej. Powiedz mi, ilu facetom sprzedałaś dzisiaj marzenie o miłości, której nigdy im nie dasz, tylko po to, żeby przelali ci na kolejne zachcianki? Ile filmów, gdzie zabawiasz się sama ze sobą, ku uciesze tych pojebów?!

– Ja przynajmniej nie sprzedałam własnego ciała! – szlochała Nadia.

Ola roześmiała się krótko, bez radości. Spojrzała na swoje tanie, socjalne piersi, a potem prosto w oczy siostry.

– Nie? To co ty właściwie sprzedajesz w tej sieci, Nadia? Wygląda mi na to, że handlujemy dokładnie tym samym. Ty robisz to w ratach każdego dnia, a ja wzięłam całą sumę z góry i mam to z głowy.

Nadia stała z otwartymi ustami, czując słowa siostry, niczym potężny sierpowy.

Sterczały naprzeciwko siebie w ubogim pokoju. Wściekłe, śmiertelnie zmęczone i doszczętnie upokorzone.

– Jesteś kurwą – syknęła jadowicie Nadia.

– Ty też nią jesteś, siostrzyczko – odpowiedziała bezlitośnie Ola, poprawiając sztuczną skórę przy policzku. – Jedyna różnica jest taka, że ty nią jesteś z zamiłowania.

Nadia nie miała zamiaru słuchać tego ani chwili dłużej. Wzięła głęboki wdech.

– On mnie dalej chce, Ola. Twarz mu nie wystarczyła. Jestem przerażona.

Ola wyraźnie pobladła. Na seryjnej, anonimowej twarzy po raz pierwszy odmalowało się zrozumienie.

– Przepraszam, musiałam to zrobić, nie mogłam wiedzieć, że dalej będzie cię nękał…

– Mogłaś.

Nadia odwróciła się na pięcie i wyszła z mieszkania.

 

VII

 

Smartfon na kanapie wibrował natarczywie. Nadia patrzyła w sufit, ignorując krwisty blask wyświetlacza, ale w końcu drżącymi palcami odblokowała ekran.

Seria wiadomości od Marka cięła jak nóż: „To nie działa”. „Nadal jest taka sama”.„Muszę być z tobą. Z tą prawdziwą”.

Przewinęła niżej – czekała tam lawina chaotycznych komunikatów: „Spotkaj się ze mną”. I ten ostatni, sprzed minuty: „Jeśli sama nie przyjdziesz, znajdę cię”.

Odrzuciła smartfon, jakby ją oparzył. Spojrzała w okno na pulsujące neony miasta. Pomyślała o milionach seryjnych twarzy sprzedających się za przetrwanie. Dotąd myślała, że jest od nich lepsza, bo handluje tylko pikselami. Przypomniała sobie seryjną maskę Oli, ich kłótnię i wspólne, brudne miano: kurwy.

– Pieprz się… – syknęła do własnego odbicia.

Nacisnęła ikonę OnlyYou i otworzyła czat z Adamem – drugim największym sponsorem. Zawsze był kulturalny, nienachalny. Napisała krótko: „Nadal interesuje cię moja twarz?”

Odpowiedź przyszła natychmiast: „Myślałem, że nigdy jej nie sprzedasz”.

„Zmieniłam zdanie”.

„Dlaczego?”

Patrzyła na ekran. Prawda była żałosna: śmiertelnie bała się psychopaty, którego sama stworzyła. Wystukała:

„To nieistotne”.

„Rozumiem. Wolałbym załatwić to osobiście, poza siecią”.

„Klinika?”

„Tak, mam zaufaną. Ale najpierw spotkajmy się to obgadać”.

Pod wiadomością pojawił się link z adresem. Dom na luksusowych obrzeżach miasta.

Dokładnie tego potrzebowała – ucieczki przed Markiem i nowego początku, nawet za cenę własnej skóry.

Godzinę później siedziała już w autonomicznej kapsule transportowej. Światła miasta, wieżowce i szare przedmieścia powoli znikały za grubymi szybami. Wokół trasy zostały już tylko drzewa – czarne, milczące sylwetki przesuwające się w mroku nocy.

Sztuczny, monotonny głos z głośnika kapsuły informował o szacowanym czasie przyjazdu. Nadia go jednak nie słuchała. Wpatrywała się z bolesnym skupieniem we własne odbicie w ciemnej szybie.

Twarz. Przez tyle lat była jej największym, naturalnym atutem. Potem stała się stałym źródłem wielkich pieniędzy. A teraz, w ciągu zaledwie jednego dnia, przeobraziła się w śmiertelny problem. Co za potworna ironia losu. Do oczu napłynęły łzy.

Gdzieś głęboko, pod skórą, czuła dojmujące, dławiące obrzydzenie. Do samej siebie. Do siostry, która stała się fantomem bez twarzy. Do tego całego, zgniłego świata, w którym wszystko miało swoją cenę. Do ludzi, którzy z nudów i nadmiaru pieniędzy kupowali cudze ciała na własność.

Ale najbardziej brzydziła się faktem, że aby przeżyć, właśnie zamierzała zrobić dokładnie to samo, co siostra. Z własnej woli szła pod skalpel.

Kapsuła gwałtownie zwolniła, skręcając w wąską, wyboistą drogę gruntową, między gęstwinę drzew. W oddali, pośród czarnych konarów, zamajaczyło jedno, słabe, żółte światło u szczytu dachu.

Nadia spojrzała na wyświetlony adres po raz ostatni, upewniając się, że dotarła w dobre miejsce. Potem, biorąc głęboki oddech, zablokowała ekran i schowała urządzenie do kieszeni kurtki. Drzwi kapsuły rozsunęły się z cichym sykiem, wpuszczając do środka lodowate powietrze.

 

VIII

 

Przez dłuższą chwilę stała nieruchomo tuż obok pojazdu, nasłuchując złowrogiego szumu drzew. W końcu, tuląc ramiona do piersi, ruszyła wąską ścieżką w stronę budynku.

Na drewnianej werandzie paliła się pojedyncza, staromodna lampa. Nadia podeszła do masywnych drzwi i zapukała. Raz. Drugi. Trzeci.

Wewnątrz usłyszała ciężkie, niespieszne kroki. Zamki szczęknęły. I wtedy drzwi otworzyły się na oścież.

Nadia zamarła.

Cały świat wokół niej nagle drastycznie zwolnił, jakby ktoś jednym ruchem wyłączył dźwięk w systemie. Czas przestał płynąć. Chciała coś powiedzieć, ale powietrze uwięzło w gardle.

Mężczyzna uśmiechnął się szeroko i oblizał dolną wargę. To był dokładnie ten sam uśmiech, który znała ze zdjęć profilowych, z nocnych seansów, z setek przysyłanych wiadomości. Teraz, patrząc w jego martwe, błyszczące oczy, żałowała, że się urodziła.

– Cześć, Nadia. Jestem Adam – powiedział cicho, przerażająco spokojnym głosem.

Odruchowo, sterowana czystym instynktem przetrwania, cofnęła się o krok w stronę ciemnego podwórza. Nie zdążyła. Marek błyskawicznym, brutalnym ruchem wyrzucił rękę do przodu i zacisnął dłoń na jej nadgarstku. Uścisk był silny niczym stalowe kajdany. Nadia szarpnęła się z całej siły, zapierając butami o deski werandy. Bezskutecznie.

 

*

 

Zatrzasnął drzwi z potężnym hukiem. Nadia natychmiast rzuciła się z powrotem do wyjścia, napierając ciałem na klamkę. Za późno. Elektroniczny panel nad zamkiem zasygnalizował blokadę, rozbłyskując czerwienią.

– Otwórz to! – krzyknęła, waląc pięścią w panel.

– Uspokój się, skarbie.

– Otwórz te pieprzone drzwi!

Patrzył na nią z boku paskudnie. To nie było nawet dzikie pożądanie, a głęboka, psychopatyczna ulga. Wyglądał jak człowiek, który po latach wyczerpujących poszukiwań w końcu odzyskał swoją zgubioną, bezcenną rzecz. Swoją własność.

– Wszystko niepotrzebnie komplikujesz, Nadio – mruknął, podchodząc bliżej.

– Wypuść mnie stąd, błagam cię…

– Ty po prostu nic nie rozumiesz – jego głos stał się nagle miękki, niemal smutny. – Próbowałem inaczej. Naprawdę próbowałem grać według zasad tego chorego świata. Kupiłem twoją twarz. No, nie twoją, bo mnie oszukałyście. Nie wiedziałem, że masz siostrę, ale po twojej wiadomości zdecydowałem się poszperać głębiej.

– Błagam… – Nadia osunęła się plecami po ścianie, zakrywając usta dłonią.

– Zapłaciłem za wszystko. Dałem Lenie twoje rysy. Dałem jej twoje piersi. Wszystko.

– Jesteś potworem… Jesteś chory!

– I to nie działało! – wrzasnął nagle, a na nienagannej żuchwie napięły się mięśnie. – Oszukałyście mnie! Ona pod twoją skórą wciąż była tamtą nudną, żałosną Leną! A ja potrzebuję ciebie. Całej. Twojego głosu, twoich myśli, twojej esencji.

Nadia poczuła, jak do gardła podchodzi jej gwałtowna fala mdłości.

– Ty mnie w ogóle nie znasz! Widziałeś tylko pieprzone filmiki w sieci!

– Znam cię lepiej niż ktokolwiek na tym świecie. Wiem o tobie wszystko.

– Proszę… wypuść mnie, nikomu nic nie powiem…

– Tutaj będziesz już bezpieczna – przerwał jej bezlitośnie, wyciągając dłoń i delikatnie muskając miedziane włosy. – Od teraz będziesz moja. Na zawsze.

Słowa te zawisły między nimi w mrocznym przedpokoju.

– Nigdy – syknęła przez łzy. – Nigdy nie będę twoja.

– Po dobroci albo nie, skarbie. Ale teraz cię zwiążę i grzecznie poczekasz. Muszę znaleźć twoją bezczelną siostrzyczkę.

Nadia spojrzała prosto w puste, pozbawione empatii oczy. I po raz pierwszy naprawdę uwierzyła, że z tego domu może już nigdy nie wyjść żywa.

Nagle coś gwałtownie huknęło za oknem. Potężny, głuchy odgłos sprawił, że oboje drgnęli w ułamku sekundy. Marek zmarszczył brwi, odwracając głowę w stronę schodów.

– Co to, do diabła, było? – warknął pod nosem.

Nadia nie odpowiedziała, łapiąc powietrze. I wtedy oboje poczuli specyficzny, ostry zapach.

Dym.

Najpierw był ledwo wyczuwalny, niosący nutę palonego drewna. Jednak po zaledwie kilku sekundach stał się znacznie silniejszy, gęstszy, gryzący w gardło. Marek spojrzał w stronę salonu.

– Co jest… – mruknął, robiąc krok w tył.

Z korytarza wyłonił się wielki, czarny obłok. Rósł w oczach z każdą kolejną sekundą.

Mężczyzna puścił nadgarstek Nadii i popędził w stronę salonu. Po kilku sekundach wrócił na korytarz. Był blady jak ściana, a idealna, symetryczna twarz wykrzywiła się w panicznym strachu.

– Pożar. Całe piętro stoi w ogniu. Instalacja musiała strzelić.

Płomienie były już widoczne gołym okiem. Jasne, krwisto-pomarańczowe języki ognia tańczyły na drewnianym suficie korytarza. Pożerały belki, panele ścienne i suche meble z nienasyconą, dziką zachłannością, jakby czekały na ten moment od dawna.

– Otwieraj te cholerne drzwi! – wrzasnęła Nadia, krztusząc się pierwszym kłębem dymu. – Otwieraj!

Marek skoczył do elektronicznego panelu. Dłonie, dotąd pewne, drżały teraz tak mocno, że kilkakrotnie pomylił sekwencję kodu awaryjnego. System piszczał przeciągle, odrzucając próby autoryzacji. Czerwone światło nie chciało zmienić się w zielone.

– Otwieraj, na co czekasz?! – kaszlała Nadia, osłaniając twarz rękawem.

– Próbuję, kurwa! Próbuję! Wiesz, że nie dam cię skrzywdzić!

Gęsty, toksyczny dym błyskawicznie zaczął wypełniać cały salon i korytarz. Nadia skuliła się przy podłodze, kaszląc raz za razem. Płomienie z trzaskiem zeszły już po schodach na dół, odcinając im drogę ucieczki w głąb domu.

Panel strzelił iskrami odrzucając Marka. Odwrócił się i spojrzał na nią. Mimo zagrożenia, dalej miał w oczach zwierzęcą fascynację. Przerażony, obdarty ze wszelkiej potęgi i pieniędzy, patrzył na nią, jakby właśnie z takim widokiem chciał umrzeć.

Ogień odciął ich z każdej strony, a temperatura stawała się nie do zniesienia. Szalejący blask płomieni tańczył w odbiciu szkła smartfona.

Marek spiął się, a na jego twarzy wykwitł grymas czystego, jadowitego szaleństwa. Złapał ją za bluzkę i i przyciągnął do siebie, obłapiając zachłannie. To ostatnia szansa, żeby ją poczuć, żeby jej doświadczyć. Rozrywał ubrania Nadii z nadludzką siłą.

Patrzyła tylko tępo na szalejący ogień wokół nich. Na płomienie odbijające się w szybach okien. Na niszczycielskie światło pożerające ściany i na swojego oprawcę, który nawet teraz chciał tylko jej. 

I nagle, w tej ostatniej sekundzie, kiedy miał ją wykorzystać, potężna, nośna belka stropowa nad ich głowami pękła z ogłuszającym, suchym trzaskiem. Runęła prosto na nich, grzebiąc pod sobą.

 

EPILOG

 

Agregaty chłodnicze buczały jednostajnie.

Mała, prywatna chłodnia Marka mieściła się w piwnicy domu, by przechowywać w niej poprzednie, odrzucone twarze. Lena zamknęła za sobą ciężkie drzwi. Głęboko w tkaninie ubrań i pod paznokciami wciąż tkwiła tłusta, chemiczna nuta benzyny. Zapach podpałki, którą kilka godzin wcześniej z taką dbałością rozlewała po drewnianych schodach drugiej posiadłości męża.

Miała teraz nieograniczony dostęp do jego gigantycznej fortuny, z której przez całe małżeństwo nie pozwalano jej korzystać. W końcu była smutną wdową, chociaż tyle się Lenie należało. Nie sądziła, że wyda kiedyś kredyty na przekupienie policji, by zatuszowali sprawę, ale zaczynała powoli rozumieć, jakie wielkie przywileje ma bogata śmietanka społeczeństwa.

Podeszła do metalowej szuflady i wpisała kod. Zamki ustąpiły z cichym kliknięciem.

Wewnątrz spoczywały dwa przezroczyste, szczelne pojemniki z konserwacyjnym żelem. Lena położyła dłoń na jednym z nich. W środku pływała pierwsza twarz Marka – ta z drobnymi niedoskonałościami, którą pokochała lata temu, zanim chirurdzy zmienili go w idealnego potwora. W drugim pojemniku spoczywała jej własna, stara twarz. Zmarszczki wokół oczu i lekka asymetria ust wyglądały w błękitnym płynie zaskakująco spokojnie.

Lena powoli wyciągnęła z kieszeni kurtki pogniecione zdjęcie – to samo, które jeszcze wczoraj wisiało na ich lodówce. Spojrzała na uśmiechniętą, zwyczajną parę, jaką kiedyś byli.

– Widzisz? – szepnęła wprost do zamrożonych rysów męża, a własny głos wydał jej się niesamowicie zwyczajny, odkąd nie musiała udawać Nadii. – Mówiłam, że wszystko naprawię.

Uśmiechnęła się szeroko, czując jak świeże otarcia i siniaki, po ostatnim spotkaniu z mężem, pulsują bólem.

– Już niedługo znowu będzie jak wtedy. Jak dawniej.

Delikatnie pogłaskała zimne tworzywo pojemnika. Jej myśli krążyły wokół milionów na koncie. Nie zamierzała kupować za nie luksusów. Kupi jakiegoś człowieka. Młodego, posłusznego, bez grosza przy duszy. Da mu twarz Marka, a sobie z powrotem przeszczepi własną skórę. Zmusi go, by patrzył na nią tak, jak mąż dawniej. Pieniądze w końcu posłużą do kupienia prawdziwego szczęścia.

– Tym razem wszystko będzie idealnie.

Chłodnie buczały dalej, a Lena siedziała w piwnicy, pośród metalowych szaf, z zadowoleniem planując nową, wspólną przyszłość.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Wklejam z bety:

Smutny, gorzki, ale i bardzo dobry, trzymający w napięciu do końca thriller SF. :)

 

I dodam:

Każda postać pokazuje tutaj inne, przerażające oblicze, doskonale podkreślające, jak okrutne zasady rządzą opisywanym przez Ciebie światem. Smutne nawet są relacje między siostrami, które – zdawać by się mogło – kochają się i wspomagają (przynajmniej tak było do tej pory). Nie ma tu wygranych czy też zwycięzców – każdy w sumie jest ofiarą tego, tak bardzo wstrząsającego, świata SF. 

 

Kliczek podwójny, pozdrawiam serdecznie i również bardzo dziękuję za zaproszenie oraz betę. :) 

Pecunia non olet

bruce,

Dziękuję za tak pozytywny komentarz, ale i pomoc i dyskusję podczas bety. Jestem niezmiernie wdzięczny!

To prawda, każdy bohater ma inny cel, inne motywacje, ale pod koniec dnia nikt nie wygrywa. Każdy z nich ma jakąś obsesję, co przykre i starałem się tym zmusić czytelników do podumania. 

Pozdrawiam i jeszcze raz bardzo dziękuję, również za podwójny klik! heart

You cannot petition the Lord with prayer!

Powodzenia, dzięki, pozdrawiam serdecznie. heart

Pecunia non olet

Kobieta wyglądająca jak Nadia nie jest jednak Nadią… Dla mnie to mimo wszystko pozytywne przesłanie.

Zaraz wyobrażam sobie świat, w którym na takim OnlyYou w przyszłości ludzie będą sobie mogli zaprojektować “swoją Nadię”. Czy użytkownicy będą staroświecko romantyczni i będą projektować np. swoją żonę tylko młodszą i mniej zrzędliwą? Taką jaką PAMIĘTAJĄ, a nie wymyślą? Czy użytkowniczki będą kastomizować gotowe modele tak, żeby miały dokładnie głos ich chłopaka z liceum i to będzie warunkiem satysfakcjonującej interakcji? Czy tego rodzaju soft będzie “żywił się” bardziej fantazjami czy wspomnieniami? My tu na tym portalu raczej mamy ponadprzecietną wyobraźnię, ale większość ludzi ma jej mniej. Będą używać do kastomizacji własnej ludzkiej pamięci (doprawianej fantazjami) czy jednak wzorców “technicznych” typu plik z filmem ze studniówki?

Tekst jest jednym z najlepszych jakie czytałem na portalu. Gratulacje. Do klikarni wstępu nie mam (nawet pośredniego), ale 6* daję. Pozdrawiam!

Grześku,

Kobieta wyglądająca jak Nadia nie jest jednak Nadią… Dla mnie to mimo wszystko pozytywne przesłanie.

W sumie, tak o tym nie myślałem :D

Zaraz wyobrażam sobie świat, w którym na takim OnlyYou w przyszłości ludzie będą sobie mogli zaprojektować “swoją Nadię”.

Może być i tak, chociaż w mojej wizji sztuczność się przeje i ludzie będą łaknąć naturalności, oszukując samych siebie, że jak się przeszczepi naturalną młodą twarz, to już nie jest się sztucznym. Twoja wizja pewnie jest bardziej prawdopodobna, bo są już podobno konta AI.

Czy użytkowniczki będą kastomizować gotowe modele tak, żeby miały dokładnie głos ich chłopaka z liceum i to będzie warunkiem satysfakcjonującej interakcji?

Może i tak, w moim odczuciu to bardzo prawdopodobne. Ale ja bardziej chciałem przekazać sytuację w której ktoś, kogo idealnie do Ciebie dopasowuje system, na podstawie zgodności emocjonalnej i fizycznej, udaje, że go interesujesz, daje to zainteresowanie czym tworzy w Twojej głowie fikcyjną relację. Już się tak dzieje, jest to drastyczne w skutkach. Polecam artykuły, które zawarłem w przedmowie.

Czy tego rodzaju soft będzie “żywił się” bardziej fantazjami czy wspomnieniami?

Bardzo ciekawe pytanie, szkoda, że sobie go nie zadałem przed napisaniem, ale może jeszcze odpowiem na to pytanie w innym tekście z tej serii, jeśli zdecyduję się napisać. Nie umiem na ten moment odpowiedzieć, ale chętnie to zbadam. Dzięki za to pytanie, jest doprawdy ciekawe.

My tu na tym portalu raczej mamy ponadprzecietną wyobraźnię, ale większość ludzi ma jej mniej. Będą używać do kastomizacji własnej ludzkiej pamięci (doprawianej fantazjami) czy jednak wzorców “technicznych” typu plik z filmem ze studniówki?

Teraz pytanie, czy nasza wyobraźnia mogłaby w przyszłości zostać wzmocniona dzięki technologii. Pewnie nawet nie zdajemy sobie sprawy co mogłoby być naszą fantazją. Komputer może to wyciągnąć na wierzch, dokładnie nas analizując. Ale ciekawe zagadnienie.

Tekst jest jednym z najlepszych jakie czytałem na portalu. Gratulacje. Do klikarni wstępu nie mam (nawet pośredniego), ale 6* daję. Pozdrawiam!

Nie masz pojęcia jak mi miło, takie słowa dodają wiatru w żagle. Nie przejmuj się klikiem, tak miły komentarz i bardzo interesujące pytania w zupełności wystarczą, a nawet są czymś więcej niż byłbym w stanie sobie życzyć.

Pozdrawiam serdecznie, dzięki za komentarz!

You cannot petition the Lord with prayer!

Na razie nie szukałem niedoskonałości językowych – ale może nie są one tak istotne, bo czytało się gładko.

 

Wrażenia ogólne miałem dobre. Tekst jest sprawnie poprowadzony, fabuła wciąga, mamy charakterystycznych bohaterów. Ładnie opisałeś klimat, szybko można się w niego wczuć, wyobrazić sobie przedstawiony świat. Jest bardzo “filmowy” i osoba obdarzona wyobraźnią przeżywa każdą scenę, co doceniłem.

 

Przeszkadzało mi nadmierne objaśnianie tego, co czują bohaterowie. Pojawia się w zasadzie w każdym fragmencie. Nie odczuwałem tego jako efektu “łopaty”, ale raczej niewiary w czytelnika, jakbyś chciał dawać mu do zrozumienia, że dobrze odczytał to, co napisałeś. Byłem więc prowadzony za rączkę i się nie gubiłem, ale nie miałem też miejsca na własna interpretację – bo zrobiłeś to za mnie. Miałem wrażenie teatralności – w sumie lubię teatr, widz domyśla się, do czego zmierza wątek, a i tak ogląda to z przyjemnością. Więc była to przyjemność, ale zabrakło mi “wow” :)

 

Tekst ma dużą siłę przebicia, traktuje o ważnych sprawach. Jedzie gładko po szynach i do mnie trafił – ale nie zawiązał myśli w supełek ani nie sprawił, że będę się zastanawiał przez resztę dnia, co się stało z bohaterami. Biblioteka tak, nominacja – czemu nie, bo poziom jest wysoki.

A jednak mam nadzieję, że kiedyś napiszesz coś takiego, że powali mnie na kolana. takie katharsis– bo za takimi tekstami tęsknię. Każdym tekstem pokazujesz, że możesz. Więc jeśli będę tylko chwalił i pisał, że jest dobrze, może nie sięgniesz do “bardzo dobrze”.

It is not who I am underneath, but what I do that defines me

Hej, czyta się bardzo dobrze. Bardzo sugestywnie zarysowany przemocowiec ekonomiczny, nienawidzi się go już po pierwszych wierszach. Odczucie z tego świat: taki przeddzień w kierunku full Cyberpunka.

A jedyna uwaga (żart) jest czysto anatomiczna: Przeciągnął dłonią po ostro zarysowanej szczęce. Na chwilę zatrzymał opuszki palców na mikroskopijnej, niemal niewidocznej bliźnie ukrytej tuż pod lewym uchem. Szczęka nie graniczy z uchem;) Między szczęką a uchem jest jeszcze kilka struktur kostnych, które trzeba pokonać, aby od ostro zarysowanej szczęki znaleźć się pod uchem ;) 

Pozdrawiam :)

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

marzanie,

Wrażenia ogólne miałem dobre. Tekst jest sprawnie poprowadzony, fabuła wciąga, mamy charakterystycznych bohaterów. Ładnie opisałeś klimat, szybko można się w niego wczuć, wyobrazić sobie przedstawiony świat. Jest bardzo “filmowy” i osoba obdarzona wyobraźnią przeżywa każdą scenę, co doceniłem.

Bardzo mnie cieszy taka opinia. 

Przeszkadzało mi nadmierne objaśnianie tego, co czują bohaterowie. Pojawia się w zasadzie w każdym fragmencie. Nie odczuwałem tego jako efektu “łopaty”, ale raczej niewiary w czytelnika, jakbyś chciał dawać mu do zrozumienia, że dobrze odczytał to, co napisałeś.

Rozumiem. I nie będę się z tym kłócił, ale na moją obronę powiem, że mam manię do ukrywania symboli, metafor i refleksji. Przez to często dostawałem w przeszłości komentarze, który świadczyły o tym, że przesadziłem z tym ukrywaniem. Staram się znaleźć balans, widzę, że tutaj poszło w drugą stronę. Ale obiecuję, że się staram to wypośrodkować. 

Tekst ma dużą siłę przebicia, traktuje o ważnych sprawach.

Miło mi, że tak uważasz. Też uważam, że są to sprawy ważne i aktualne.

Jedzie gładko po szynach i do mnie trafił – ale nie zawiązał myśli w supełek ani nie sprawił, że będę się zastanawiał przez resztę dnia, co się stało z bohaterami.

Naturalnie założenie było trochę inne, jednak chciałbym, żeby Czytelnik zapamiętał tekst na długo, a i podumał troszkę. Ale tak jak pisałem wyżej, muszę jeszcze ogarnąć ten balans jak przekazywać treści ważne.

Biblioteka tak, nominacja – czemu nie, bo poziom jest wysoki.

A jednak mam nadzieję, że kiedyś napiszesz coś takiego, że powali mnie na kolana. takie katharsis– bo za takimi tekstami tęsknię. Każdym tekstem pokazujesz, że możesz. Więc jeśli będę tylko chwalił i pisał, że jest dobrze, może nie sięgniesz do “bardzo dobrze”.

Bardzo mi miło, marzanie. Serio. Bo o ile nie jest to tekst, który powalił Cię na kolana, to fakt, że wierzysz we mnie, że jestem w stanie jeszcze taki napisać, na podstawie tego co ode mnie przeczytałeś, jest niezwykle budujący. Bardzo Ci dziękuję i obiecuję, że będę się starał! Uwagę oczywiście biorę do serca, bo jest słuszna.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Udane opowiadanie

Dobry pomysł dobre wykonanie.

Lesnylutek,

Dzięki za miły komentarz, ciesze się, że Ci się podobało. Nie zauważyłem Twojego wpisu, bo w tym samym momencie odpowiadałem marzanowi :D

Odczucie z tego świat: taki przeddzień w kierunku full Cyberpunka.

A żebyś wiedział, siedziałem i myślałem, czy dodać tag cyberpunk, czy nie XD

Szczęka nie graniczy z uchem;) Między szczęką a uchem jest jeszcze kilka struktur kostnych, które trzeba pokonać, aby od ostro zarysowanej szczęki znaleźć się pod uchem ;) 

Hah! Podobną uwagę zawarłeś Bardowi z tego co widziałem. Ja jednak uważam jak on, wyobraźnia jest również po to, żeby pomijać nudne, niepotrzebne dopowiedzenia :D A w całym zestawieniu była ciekawa tylko szczęka i blizna.

Dzięki za przeczytanie, pozdrawiam!

 

TheGuru,

Dziękuję bardzo, cieszę się, że Ci się podobało. Spodziewaj się mnie niedługo pod swoją serią, w końcu będę miał więcej czasu, a zbieram się już długo.

You cannot petition the Lord with prayer!

Tag Cyberpunk byłby taką niespełnioną obietnicą, bo tu mamy taki “przedwstępny” Cyberpunk, taki przedsmak, zalążek, taki in spe:) 

"Sukces to ponoszenie porażek bez utraty entuzjazmu" - W. Churchill

Otóż to, do takich samych wniosków doszedłem!

You cannot petition the Lord with prayer!

Nowa Fantastyka