- Opowiadanie: Piotrek77 - Bez świadków

Bez świadków

Opowiadanie należy do rozwijanego cyklu „Strażnicy Kontinuum”, ale można je czytać całkowicie samodzielnie. Mam nadzieję, że zanurzycie się w tej historii i spędzicie z nią miło czas.

Będę wdzięczny za uwagi – zarówno ogólne wrażenia, jak i komentarze warsztatowe.  

 

Pozostałe opowiadania z tego cyklu:

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Wezwanie poza czas

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Ci, którzy zostali

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Ślad po świecie

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Strażniczka Anna

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Czyściciel światów

 

Oceny

Bez świadków

Nie wszystkie światy gasną głośno. Nie ma wielkich katastrof, wybuchów ani uderzeń meteorytów. Niektóre odchodzą jak oddech – cicho, bez świadków.

Miasto budziło się jak co dzień. Kielce miały swój rytm, którego nikt nie próbował zrozumieć – światła na skrzyżowaniu zmieniały się zbyt szybko, a ludzie poruszali się zgodnie z ustalonym porządkiem. Dorota Maj lubiła ten moment: zanim jeszcze zaczęły się maile, telefony, wykresy i raporty, zanim ktoś z działu zapukał do jej drzwi z pytaniem, które miało brzmieć niewinnie, a kończyło się godziną analiz.

Szła do pracy tą samą trasą co zawsze.

Najpierw ulicą Świętokrzyską, potem skręt przy kiosku, który od lat wyglądał tak samo, choć właściciel zmieniał się już trzy razy. Mijała przystanek, na którym codziennie widziała tę samą kobietę z czerwonym szalikiem. Nigdy nie rozmawiały, ale Dorota miała wrażenie, że gdyby któregoś dnia jej zabrakło, zauważyłaby to natychmiast.

„VSTech”, Oddział w Kielcach, mieścił się w budynku, który był typowym biurowcem zaprojektowanym w pośpiechu. Za dużo szkła, za mało sensu. Dorota wchodziła tam automatycznie, jej ciało pamiętało drogę lepiej niż ona sama. Odbiła kartę, weszła do windy. Drugie piętro. Tam znajdowało się jej biuro. Wszystko było na swoim miejscu.

W Dziale Symulacji Zachowań Społecznych dzień zaczynał się od kawy i krótkiego przeglądu danych. Dorota, jako kierownik działu, lubiła patrzeć na wykresy – nie dlatego, że były fascynujące, lecz dlatego, że okazywały się przewidywalne. Ludzie zachowywali się według schematów, nawet jeśli wydawało im się, że są wyjątkowi. Większość ich reakcji dało się przewidzieć w przeprowadzanych symulacjach.

Dorota przestała już zwracać uwagę na kontrahentów. Dla niej liczyło się to, co robiła. Dane, które przygotowywała, były potrzebne wszystkim: biznesmenom, politykom, ekonomistom, a nawet Kościołowi.

Pierwsza anomalia okazała się tak drobna, że mogła ją nie zauważyć.

Kiedy robiła kawę, zegar wskazywał 8:47. Komputer 8:43, telefon 8:39. Nie pasowało. Ale Dorota wzruszyła ramionami.

– Ktoś znowu grzebał przy ustawieniach – mruknęła, biorąc łyk kawy.

Druga anomalia tego dnia również była na tyle subtelna, że mogła uchodzić za złudzenie. W drodze do domu, tuż pod blokiem, minęła listonosza, który zawsze mówił „dobry”, lecz tym razem powiedział to dwa razy – identycznym tonem, jakby odtwarzał nagranie.

– Dobry. Nic dzisiaj nie mam dla pani.

Dorota odwróciła głowę, ale on zdążył już odejść kawałek. Poza tymi drobnymi anomaliami miasto funkcjonowało normalnie. Ludzie chodzili w swoim tempie. Z pobliskiego parku dobiegały głosy bawiących się dzieci. Ktoś, gdzieś z balkonu, puszczał głośno muzykę.

 

Następnego dnia Dorota obudziła się z poczuciem, że spała za długo, choć budzik zadzwonił o zwykłej porze. W kuchni jak zwykle szykowała sobie śniadanie i zaparzyła kawę. Miała wrażenie, że kubek jest cięższy niż zwykle. Włączyła radio i zaczęła słuchać poranne wiadomości, ale spiker mówił wolniej niż zwykle, z długimi pauzami między słowami. Pomyślała, że to nowy prowadzący, chociaż głos wydawał się znajomy. Nie zagłębiała się w to. Zresztą i tak zbliżała się już pora wyjścia do pracy.

W biurze pierwsze, co zauważyła, to dokumenty na biurku. Raport, który wczoraj podpisywała, miał inną datę. Nie o dzień – o miesiąc.

– Kto to zmienił? – zapytała głośno, ale nikt nie odpowiedział.

Wszyscy byli zajęci swoimi zadaniami, niczego nie zauważyli. W przeglądanych raportach Dorota dostrzegła, że daty również się nie zgadzały. W jednym miejscu widniał 12 stycznia, w innym 3 marca, a w jeszcze innym… nie było jej wcale. Puste pole. Ktoś zapomniał je uzupełnić.

Spojrzała na siedzących w pobliżu Kasię i Rafała. Już miała zwrócić im uwagę, lecz powstrzymała się, gdy zauważyła, że w dwóch raportach, które sama przygotowywała dzień wcześniej, również brakowało dat. Wiedziała, że je wpisała. Pamiętała to.

 

Po południu, wracając z pracy, Dorota odebrała w urzędzie dokumenty swojej siostry Olgi.

– Tu jest błąd – powiedziała. – Powinno być „Grudzień”.

– System nie pozwala na błędy – odparła urzędniczka, jakby recytowała gotową formułkę.

Dorota poczuła lekkie ukłucie niepokoju. Nie dlatego, że ktoś popełnił błąd – tylko dlatego, że nikt nie chciał go poprawić.

W drodze powrotnej Dorota zajrzała do sklepu. Jogurty, które kupowała od lat, miały inną czcionkę na opakowaniu. W domu porównała je z poprzednio kupionymi – identyczne. Jakby zmieniły się wszystkie naraz.

Po obiedzie postanowiła przejrzeć album ze zdjęciami. Na fotografii z urodzin Olgi kontur twarzy siostry był rozmyty. Na kolejnym zdjęciu brakowało kogoś, kogo powinna pamiętać. Poczuła, jakby ktoś usuwał fragmenty jej życia, jeden po drugim. Przeraziła się i zamknęła album.

Wieczorem zadzwoniła do Olgi.

– Hej, wszystko w porządku? – zapytała.

– Tak, czemu miałoby nie być? – odpowiedziała siostra.

– Nie wiem. Jakoś… dziwnie dziś.

– Dziwnie jak?

– Sama nie wiem.

– Dorota, ty zawsze wszystko wiesz – zaśmiała się Olga. – Może jesteś zmęczona.

Dorota chciała odpowiedzieć, ale w słuchawce zapadła cisza.

Nie taka, jak przy zerwaniu połączenia. Raczej rozmowa się zatrzymała w połowie.

– Olga?

– …ta. Jestem. – głos wrócił, ale brzmiał jakby z oddali. – Co mówiłaś?

Dorota poczuła się dziwnie. Nie była pewna, co ostatniego powiedziała do siostry. Ratując sytuację szybko zmieniła temat na inny.

Kiedy się rozłączyła, chciała jak najszybciej się położyć i zasnąć. Miała już dosyć dzisiejszego dnia.

 

Nazajutrz Dorota obudziła się wcześniej niż zwykle. Nie dlatego, że była wypoczęta – raczej dlatego, że coś w niej nie pozwalało spać dłużej. Wstała, zaparzyła kawę, włączyła radio. Głos spikera był płaski i monotonny. Nie dało się go słuchać.

Z nerwów wyłączyła radio i w ciszy dokończyła śniadanie oraz kawę tuż przed wyjściem do biura.

W pracy postanowiła zrobić wszystko tak, jak zawsze. Kawa. Przegląd danych. Nie zauważyła żadnych anomalii, choć ostatnio była na nie szczególnie wyczulona.

Sytuację zmieniła dopiero odprawa z zespołem.

– Dorota, mamy problem z modelem zachowań – powiedział Rafał. – Wyniki się nie spinają.

– W jakim sensie?

– W takim, że… – Rafał zawiesił głos. – Nie wiem, jak to powiedzieć.

– Spróbuj.

– Ludzie… w ciągu ostatnich dni… zaczęli zachowywać się inaczej.

Dorota spojrzała na ekran. Wykresy wyglądały poprawnie, ale linie symulacji i rzeczywistych zachowań okazały się dziwnie poszarpane. Nie chaotyczne – raczej niepełne. Brakowało kilku punktów danych.

– Zbierz więcej próbek – powiedziała. – Może to błąd w imporcie danych.

– Już zbierałem – odparł Rafał. – I importowałem kilkukrotnie… Dane są poprawne, tylko ich wynik odstaje… od założeń.

Dorota poczuła, że coś w niej napina się jak struna. Nie pozwoliła jednak, by to po sobie poznać.

– Zajmę się tym później – powiedziała. – Na razie pracujcie dalej.

Chciała, żeby zabrzmiało to stanowczo. Zabrzmiało jak prośba.

 

Po pracy pojechała do Olgi. Siostra mieszkała kilka kilometrów dalej, w bloku, który Dorota znała na pamięć. Winda zawsze zatrzymywała się z lekkim szarpnięciem na trzecim piętrze. Tym razem jednak przejechała gładko.

– Cześć – powiedziała Olga, otwierając drzwi szybciej niż zwykle, jakby czekała. – Coś się stało?

– Nie. Chciałam cię zobaczyć.

– Przecież widziałyśmy się tydzień temu.

– Wiem. Po prostu ostatnio dzieje się wiele dziwnych rzeczy i chciałam się upewnić.

Olga uśmiechnęła się szczerze i gestem zaprosiła ją do środka.

Usiadły w kuchni. Olga zrobiła herbatę, ale Dorota zauważyła, że siostra dwa razy sięgnęła po cukier, jakby zapomniała, że już wsypała.

– Jak w pracy? – zapytała Olga, choć zwykle zaczynała od czegoś zupełnie innego.

– W porządku. Sporo zamieszania.

– A u mnie też normalnie – powiedziała siostra, ale jej głos zadrżał na ostatniej sylabie, słowo „normalnie” nie chciało przejść przez gardło. Wyraźnie próbowała przypomnieć sobie, co to słowo znaczy.

Dorota spojrzała na nią uważniej. Coś było nie tak. Nie potrafiła powiedzieć co.

– Olga…

– Tak?

– Wszystko dobrze?

– Tak, tylko… – Siostra na chwilę się zawahała. – Jak się nazywa ta ulica, na której mieszkam?

Dorota zamarła. Nie spodziewała się na pewno takiego pytania od młodszej siostry. Przecież Olga nigdy nie miała problemów z pamięcią. Kiedy były małe, Olga zawsze mówiła, że Dorota zna odpowiedzi na wszystko. Teraz w jej oczach było to samo dziecięce oczekiwanie.

– No… – zaczęła powoli. – Przecież wiesz.

– Wiem, ale… – Olga spojrzała na nią bezradnie. – Nie brzmi dobrze.

– Jaka?

– Ta nazwa. Jak ją mówię, to… nie pasuje.

Dorota poczuła, jak coś w niej drga. Nie panika. Nie strach.

– Lotnicza… To tylko zmęczenie – powiedziała. – Odpocznij trochę.

Olga uśmiechnęła się i skinęła głową, ale wyglądało, że nie była pewna.

 

W drodze powrotnej Dorota powtarzała sobie, że wszystko jest w porządku. Że jutro będzie lepiej. Że świat wróci na swoje miejsce, jeśli tylko będzie się zachowywać tak, jak zawsze.

Wieczorem Dorota zadzwoniła do Olgi. Po trzech sygnałach odebrała:

– Halo? – głos był rozciągnięty, niepewny. – Dor… to ty?

Słowa Doroty odbijały się w słuchawce echem, jakby ktoś powtarzał je za nią. Czuła narastający niepokój.

– Olga, jutro do ciebie przyjadę.

– Jutro… – powtórzyła siostra. – Jutro brzmi dobrze.

Ale brzmiało tak, że nie wiedziała, czym jest „jutro”. Dorota odłożyła telefon i usiadła na łóżku. Wzięła głęboki oddech. Jutro będzie normalnie. Musi być. Położyła się, ale długo nie mogła zasnąć.

 

Rano Dorota pojechała do pracy wcześniej niż zwykle. Chciała sprawdzić modele symulacyjne, zanim przyjdzie zespół. Winda zatrzymała się między piętrami. Dorota była zła, ale nie trwało to długo, może cztery sekundy – nie na tyle długo, by uznać to za awarię.

Drzwi do jej działu były otwarte. Sama pamiętała, że wczoraj wychodziła ostatnia i je zamykała. Pomyślała, że ktoś z grupy sprzątającej nie zamknął drzwi i że musi napisać raport z tego faktu.

Weszła do środka. Panowała cisza. Na biurku Rafała stał kubek z kawą, jeszcze ciepłą. Unosiła się para.

– Halo? – zawołała Dorota.

Jej głos odbił się od ścian, jakby pomieszczenie było większe niż zwykle. Przeszła między biurkami. Na ekranach widniały wykresy, lecz linie były… krótsze. Kończyły się wcześniej, niż powinny. Wyglądało to tak, jakby ktoś wyciął fragment rzeczywistości.

Dorota usiadła przy swoim laptopie i spróbowała zalogować się do systemu. Hasło zostało przyjęte, ale zamiast pulpitu pojawiło się białe okno z jednym zdaniem:

„Brak dostępu.”

– Niemożliwe – nerwowo szepnęła.

Spróbowała zalogować się ponownie. Efekt jednak ten sam. Postanowiła podejść do recepcji. Recepcjonistka siedziała na swoim miejscu, ale patrzyła w przestrzeń.

– Przepraszam – zaczęła Dorota. – Czy ktoś zgłaszał problemy z systemem?

Recepcjonistka odwróciła głowę powoli. Miała wrażenie, że każdy ruch wymaga wysiłku.

– Z systemem? – powtórzyła. – Z którym?

– Z naszym. Z firmowym.

– My… – recepcjonistka zawiesiła głos. – My mamy system?

Dorota otworzyła usta, ale nie znalazła odpowiedzi.

– Dobrze się pani czuje? – zapytała ostrożnie.

– Tak – odparła kobieta. – Tylko… – urwała. – Przepraszam, o czym mówiłyśmy?

Dorota cofnęła się o krok.

– Nie, nic… Nie widziała pani kogoś z działu IT?

Kobieta zaprzeczyła ruchem głowy.

 

Dorota postanowiła wyjść na zewnątrz, by trochę odpocząć od sytuacji.

Miasto wyglądało normalnie. Ludzie chodzili. Samochody jeździły. Autobus właśnie zatrzymał się na przystanku.

Ale Dorota zauważyła, że nikt nie patrzy sobie w oczy. Wszyscy mijali się, jakby nie widzieli innych. Każdy był skupiony tylko na sobie.

Wyjęła telefon. Połączenie z Olgą przerwano po trzech sygnałach – bez komunikatu, bez dźwięku.

Postanowiła pojechać do siostry.

Autobus przyjechał punktualnie, ale kierowca nie spojrzał na nikogo. Patrzył przed siebie, sprawiając wrażenie, jakby prowadził pusty pojazd.

Dorota usiadła przy oknie. Miasto przesuwało się za szybą, lecz miała wrażenie, że perspektywa i głębia są jakieś inne. Zamknęła oczy. To nie może być prawda. To tylko zmęczenie. To tylko stres. Kiedy otworzyła oczy, autobus zatrzymał się na jej przystanku. Wysiadła.

 

Blok Olgi stał na swoim miejscu. Ale jego numer był inny. Pamiętała „12A”. Teraz widniało „1A”. Jedna cyfra. Tylko jedna. I mimo to poczuła, że patrzy na całkowicie obcy budynek.

Weszła do środka. Ściany na klatce schodowej miały inny odcień. Matowy, jednostajny.

Drzwi do mieszkania Olgi były zamknięte. Zapukała. Nic. Zapukała mocniej. Cisza.

– Olga? – zawołała. Głos odbił się od ścian dziwnie stłumiony, bez echa.

Ruszyła w stronę przystanku. Samochody przejeżdżały obok, ale ich silniki brzmiały jednakowo, bez części tonów. Ludzie mijali ją, ale ich kroki nie miały rytmu. Każdy stawiał je w innym czasie.

Dorota zatrzymała się na chwilę i spróbowała przypomnieć sobie, jak brzmiało miasto jeszcze wczoraj. Nie potrafiła.

Wróciła do biura. Cisza była jeszcze głębsza niż rano. Miała wrażenie, że brakuje jednej z szafek przy oknie, choć nie mogła określić, której dokładnie.

Dorota usiadła przy biurku. Spróbowała przypomnieć sobie hasło. Znała je przecież dokładnie – logowała się rano. A jednak powtarzała je w myślach litera po literze, jak obce słowo.

Laptop uruchomił się leniwie z opóźnieniem. Kiedy w końcu wpisała hasło poprawnie, ekran zrobił się czarny. Nie zawiesił się. Po prostu nic nie wyświetlał.

– Rafał? – zawołała cicho, choć wiedziała, że nikogo nie ma.

Jej głos zabrzmiał tak, jakby ktoś ściszył go o połowę.

 

Po południu postanowiła wrócić do Olgi. Nie mogła zostawić siostry samej. Nie teraz. Autobus przyjechał, ale tym razem drzwi otworzyły się z opóźnieniem, mechanizm musiał się zastanowić. W środku siedziało kilka osób, ale ich twarze i otoczenie topniały w nieostre kontury. Zieleń drzew zlewała się w jednolitą plamę, chodniki stapiały się w szarość. Nic nie przykuwało uwagi, wszystko tonęło w jednolitym tle.

Miała wrażenie, że świat tracił swoją wyrazistość, ale nie potrafiła tego racjonalnie wyjaśnić.

Przed blokiem Olgi zatrzymała się na chwilę. Chciała przypomnieć sobie, do której klatki ma wejść. Wiedziała przecież na pamięć, ale pamięć wymagała wysiłku. Musiała ją wyciągać z miejsca, do którego nie miała już pełnego dostępu.

Olgi nie było. Dorota położyła dłoń na klamce i szarpnęła kilka razy. Potem uderzyła w drzwi, ale odgłos ledwo do niej dotarł. Była bezradna.

– Olga, proszę… – wyszeptała.

Słowo „proszę” brzmiało pospolicie, jak wydruk na papierze. Oparła czoło o drzwi i próbowała przywołać twarz siostry – uśmiech, głos, sposób, w jaki mówiła: „Dorota, ty zawsze wszystko wiesz…”

Ale obraz nie wracał. Były kontury, lecz brak treści.

Zeszła na dół. Ulica wyglądała znajomo, ale nazwy na tabliczkach były niekompletne. Samochody stały na światłach – puste, jak niedokończone szkice. Dorota próbowała przypomnieć sobie drogę do domu – znała ją od lat. Teraz jednak połowa ulic wydawała się wymazana.

Z trudem przywołała imię siostry. Brzmiało obco, słowa rozmywały się w powietrzu. Z torebki wyjęła mały notes. Kiedyś zapisywała w nim jakieś ważne informacje. Dzisiaj był pusty. Napisała: Olga. Tekst był blady, mało czytelny. Jak jej pamięć.

Świat wokół stawał się cichszy. Elementy rzeczywistości traciły wagę, zanim zdążyła je uchwycić.

Dorota zamknęła oczy. Ponownie próbowała przywołać twarz siostry. Nic. Obraz nie wracał. Nie istniał.

Na krótką chwilę poczuła, że coś jeszcze jest – myśl, ślad. Ale nie potrafiła tego nazwać. Nawet to uczucie powoli się rozproszyło.

Świat nie skończył się nagle.

Po prostu przestał być potrzebny.

Koniec

Komentarze

Hej, opowiadanie czyta się całkiem dobrze. Pojawienie się anomalii jest interesująca i z ciekawością czekałem na dalszy rozwój zjawiska. I tu się zawiodłem, bo anomalia, choć się nasila, to bohaterka zachowuje się biernie. Jeździ do biura do siostry, tu i tam jest zdziwiona i tyle. Zjawiska, które nawiedzają świat, są powtarzalne i szybko mnie znudziły. Bo to, że o czymś ktoś zapomniał, jest interesujące ale nie za trzecim razem. Na koniec świat się kończy. Dość spokojnie co jest ciekawe, ale też bez puenty. Mam też dobrą radę – czytaj innych autorów bo przestaną odwiedzać Twoje teksty. Pozdrawiam jako cichy dyżurny :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Cześć,

Piotrek77, mi się opowiadanie wyjątkowo spodobało, chyba zajrzę do pozostałych z serii, bo przyznaję, że to pierwszy Twój tekst, jaki czytam.

Mam wrażenie, że to zakończenie jest bardzo otwarte. Zastanawia, co takiego stało się w świecie, że się skończył, że jakoś przestał pełnić swoją funkcję. Skłania do refleksji, czego powinniśmy w związku z tym unikać, żeby się nie skończył. Na mnie przynajmniej takie wrażenie wywarł. Być może jest to całkowicie niezgodne z zamierzeniem autora ;-)

Nawiązując do komentarza Bardjaskra, ja bierność bohaterki odczytuję jako jakiegoś rodzaju reprezentację kondycji społeczeństwa, jakąś krytykę i dobrze to gra dla mnie w tym opowiadaniu. Zjawiska i anomalie faktycznie mogą być powtarzalne, chociaż mnie akurat nie zdążyły znudzić.

Cieszę się, że jednak świat na razie jest potrzebny! I pozdrawiam :-)

Nowa Fantastyka