- Opowiadanie: Piotrek77 - Strażniczka Anna

Strażniczka Anna

Opowiadanie należy do rozwijanego cyklu „Strażnicy Kontinuum”, ale można je czytać całkowicie samodzielnie. Mam nadzieję, że zanurzycie się w tej historii i spędzicie z nią miło czas.

Będę wdzięczny za uwagi – zarówno ogólne wrażenia, jak i komentarze warsztatowe.  

 

Pozostałe opowiadania z tego cyklu:

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Wezwanie poza czas

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Ci, którzy zostali

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Ślad po świecie

Oceny

Strażniczka Anna

Mgła spowijała polankę na Świętym Krzyżu. Ania czuła ją pod skórą, jakby wilgoć nie należała do tego świata. Późne popołudnie, ale światło wciąż wyraźnie oświetlało hub. Ania zawsze najpierw widziała człowieka, dopiero potem wariant. Stanęła w centrum polany, czując lekkie mrowienie w dłoniach – znak, że za chwilę wejdzie w miejsce poza czasem.

Jej świadomość oddzieliła się od ciała. Na platformie poza czasem była sama. Profesor Filip Terrier pojawił się z charakterystyczną ciszą, która zawsze towarzyszyła ważnym zadaniom.

– Aniu – powiedział spokojnie. – To nie będzie spektakularna misja. Nie ma katastrof, nie ma wybuchów. Jeden człowiek. Jeden moment. Jeśli uda ci się go ochronić, wszystko potoczy się inaczej w tysiącu innych wariantów.

Na ekranie utkanym z mgły pojawił się obraz: mężczyzna w garniturze, około siedemdziesięcioletni, kurczowo trzymający czarną teczkę. Nikt go nie znał. Nikt nie zauważyłby jego znaczenia. Ale dla Filipa, dla Strażników, ten wariant miał ogromne znaczenie. Obok mężczyzny stał chłopak w wieku około dwudziestu lat, w szarej kurtce, na przystanku autobusowym w centrum Lublina. Spojrzała na chłopaka. Już wiedziała – to ciało, w które trafi jej świadomość.

Mrowienie przeszło w pulsowanie. Sekunda. Potem druga. I nagle znalazła się w ciele młodego mężczyzny, stojącego w deszczu. Ludzie przemykali obok, nikt nie zwracał na niego uwagi. Każdy krok mijał się z czasem, każdy oddech miał inny rytm.

Ania musiała działać szybko. Nie mogła ingerować zbyt mocno. Jeden ruch za dużo mógłby wywołać efekt domina, który rozsadziłby wiele innych światów.

Deszcz spływał po kurtce, a każdy dźwięk miasta wydawał się zbyt głośny. Pojawił się przebłysk.

– Nie może wejść tymi drzwiami – usłyszała, obserwując nadjeżdżający trolejbus. – Jeśli wejdzie, będzie za późno.

W tym momencie podszedł starszy mężczyzna z teczką. Ania rozpoznała go natychmiast. Poczuła falę współczucia. Nie znała go, ale każda emocja była istotna. Strażnicy działali dyskretnie. Mogła tylko… pokierować.

Delikatnie odwróciła się i zrobiła krok do przodu, zastawiając mu drogę. Starszy pan, nie mogąc przejść, ominął ją i niemal biegiem wsiadł do kolejnych drzwi autobusu. Mały gest, niewidoczny dla świata.

– To wystarczy – szepnęła. – Czasem jeden krok jest większą bronią niż cokolwiek innego.

Kątem oka Ania zauważyła, jak w pośpiechu mężczyzna wytrącił z czyjejś ręki przedmiot – prawdopodobnie telefon – który wypadł na jezdnię i został rozjechany.

Pojawił się kolejny przebłysk. Znała już wynik: wariant przetrwa. Nikt nie wiedział i nikt nie zauważył, że w tym drobnym momencie uratowała przyszłość tysięcy ludzi – nie tylko w tym, ale i w innych światach.

 

Miejscem powrotu była klatka schodowa w kamienicy niedaleko Placu Litewskiego. Ania miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Jakby wiedział, kim jest.

– Powrót – usłyszała głos Marcina. – Wszystko jest stabilne.

Zamknęła oczy. Gdy je otworzyła, trafiła z powrotem do miejsca poza czasem. Deszcz i smog miasta zniknęły, choć wciąż czuła zapach wilgotnego betonu.

Nie oczekiwała fanfar ani oklasków. Nie było podziękowań. Zastała tylko ciszę i miała świadomość tego, że czasami to, co niewidoczne, jest najważniejsze. Nawet Filip się nie pojawił. Przyzwyczaiła się do tego. Filip częściej przychodził, gdy misja się nie udawała.

Mgła na Świętym Krzyżu powoli się rozwiała. Ania spojrzała w dal. Wiedziała, że niedługo znów zostanie wezwana. I ponownie będzie musiała wybrać między rutyną a współczuciem.

 

Ania nie musiała długo czekać na kolejne wezwanie. Już następnego dnia ponownie znalazła się przy hubie na polance. Mgła przyszła szybciej niż zwykle. Znany pisk w uszach i sekundę później jej świadomość trafiła do miejsca poza czasem.

Filip wyglądał dziś na wyraźnie zadowolonego. Ania nie zapytała o powód. Filip i tak sam to wyjaśnił.

– Chyba polubisz Lublin. Masz tam kolejną misję.

Na ekranie z mgły pojawił się obraz: młoda kobieta, brunetka, lekko pochylona nad telefonem, wchodziła do kawiarni przy ruchliwej ulicy w centrum miasta. Nie była politykiem ani naukowcem. W dokumentach Filipa figurowała jako „postać marginalna”, której znaczenie ujawniało się dopiero w połączeniu z innymi wariantami. W tej misji chodziło o jej telefon. A konkretnie o wiadomość, która miała na niego przyjść. Jeśli jednak coś pójdzie nie tak, mogło to wywołać lawinę drobnych przesunięć w przyszłości.

Skafandrem tym razem okazała się młoda blondynka, siedząca już w kawiarni dwa stoliki od wejścia.

Ania szybko zajęła ciało skafandra. Rozejrzała się ostrożnie, bez gwałtownych ruchów. Zobaczyła, jak brunetka sięga po menu leżące na małym stoliku i po geście kelnera zajmuje wskazane miejsce. Na zewnątrz padał deszcz.

Miała przeczucie, że ten wariant wymagał precyzji. Wtedy zauważyła coś, czego nie przewidywały plany. Przy stoliku obok siedział starszy mężczyzna. Ten sam, którego widziała w poprzedniej misji. Twarz wyglądała na znajomą, choć nie miała pewności, czy to ten sam wariant.

W jej sercu pojawiło się ciepło. W umyśle błysk.

„Nie pozwól, żeby coś złego mu się stało”.

To była pułapka emocji.

Mężczyzna spojrzał na zegarek i gwałtownie wstał, potrącając teczką telefon kobiety. Ta nie zauważyła niczego, pochłonięta przeglądaniem menu.

Ania mogła tylko obserwować. Miała jedynie wpływać pośrednio.

Zobaczyła, jak dzieciak siedzący z matką w rogu kawiarni wstaje, podnosi telefon i dyskretnie go zabiera. Serce podpowiadało jej inny ruch. Wiedziała, że to błąd. Ale wiedziała też, że nie potrafi inaczej.

Podeszła do stolika.

– Widziałam, co zrobiłeś – powiedziała spokojnie. – Oddaj telefon.

Zaskoczona matka chłopca nie zareagowała, a on posłusznie oddał urządzenie. Ania pochyliła się i podała telefon kobiecie.

– Upadł pani pod stolik.

Kobieta skinęła głową z wdzięcznością.

W tej samej chwili pojawił się impuls – surowa świadomość Filipa.

– Ania, nie ingeruj! Jeden gest za dużo, a wariant się załamie.

Ania wstrzymała oddech. Wiedziała, że złamała zasady. Ale nie potrafiła pozwolić, by ktoś stracił bezpieczeństwo – choćby minimalne.

Telefon wrócił w ręce kobiety.

I wtedy Ania poczuła jak powietrze zadrżało, a w jej głowie pojawił się alarm. Coś się przesunęło. Subtelnie, niemal niewyczuwalnie, ale wystarczająco, by zmienić bieg wydarzeń w innych światach.

– Muszę to naprawić – szepnęła. – Jeszcze jest czas. Potrzebuję jeszcze jednej szansy.

Obserwowana kobieta wyszła z kawiarni i ruszyła w stronę przystanku. Ania dostrzegła kolejny szczegół: starszy mężczyzna podążał w tym samym kierunku. Szybko dopiła herbatę, zostawiła banknot na stoliku i wyszła na deszcz.

W tym momencie poczuła przebłysk – znajomy znak, który zawsze pojawiał się w krytycznych momentach misji. Widziała, że na telefon wkrótce nadejdzie wiadomość. Nie znała jej treści, ale wydawało jej się, że będzie punktem zwrotnym. W reakcji na nią kobieta mogła wykonać czyn, który prawdopodobnie zdestabilizuje wariant i inne warianty bliźniacze. Wiedziała też, że znaczenie tej wiadomości istnieje wyłącznie w chwili jej odebrania – przeczytana później straciłaby moc.

Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Nie widziała dokładnie całej sekwencji, ale zauważyła, że młody chłopak w szarej kurtce zastąpił drogę starszemu mężczyźnie wsiadającemu do trolejbusu.

 

 

Ten, omijając go, potrącił obserwowaną brunetkę. Telefon kobiety wypadł na jezdnię. Drzwi pojazdu zamknęły się.

Koła przejechały po telefonie. Dźwięk był krótki i suchy. Potem nic się nie wydarzyło. Kolory na chwilę zbladły i zobaczyła, jakby świat przeglądał się w lustrze, którego odbicie miało wpływ na ten wariant. To nie kolejny impuls. Świat biegł dalej. Deszcz padał, a ona wciąż nie wiedziała, co robić. Postanowiła udać się do kamienicy przy Placu Litewskim, gdzie miała spotkać Marcina.

Tuż przed wejściem minęła idącego z naprzeciwka chłopaka przypominającego tego z przystanku. Miała wrażenie, że jedno wspomnienie mogło zniknąć, zanim zdąży się uformować. Zauważyła, że nie pamiętała twarzy starszego mężczyzny. Przecież widziała go jeszcze kwadrans wcześniej. Moment później nie mogła sobie już przypomnieć sytuacji z przystanku oraz kobiety, którą obserwowała. Jedyne co pamiętała to zniszczony telefon. Nie wiedziała co to znaczy. Ale czuła, że było to coś ważnego.

Po chwili usłyszała głos.

– Ania. Chodź. Ile mam na ciebie czekać?

Marcin patrzył na nią uważnie.

– Potrzebna była kolejna interwencja. Inaczej ten wariant przestałby istnieć.

– Wiem – odpowiedziała cicho. – Czuję, że postąpiłam zgodnie z moim sumieniem.

Po powrocie na platformę poza czasem Filip ją ostrzegał:

– Nie możesz przywiązywać się do jednostek. To zakłóca trajektorie. Naprawa zawsze ma konsekwencje.

Ania zamknęła oczy.

Nie wszystkie światy da się uratować.

Nie wszystkie warianty przetrwają.

Ale Strażniczka nie powinna zapominać.

 

To było jedyne zdanie, które wciąż pamiętała. 

Koniec

Komentarze

Podczas lektury miałem skojarzenia z “Końcem Wieczności” Asimova. Jako samodzielne opowiadanie tekst wypada w moim odczuciu średnio i pozostawia spory niedosyt, ale może lepiej działa jako część większej całości, nie wiem. Czytało się raczej bezboleśnie, zauważyłem parę brakujących przecinków, ale żadnych poważniejszych błędów nie dostrzegłem. Plus za Lublin jako miejsce akcji.

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Nowa Fantastyka