- Opowiadanie: Rossa - Sprostownik

Sprostownik

Napisałam ten tekst, żeby sobie ponarzekać. 

 

 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Sprostownik

Pierwszy zakład powstał na przedmieściach i o mało nie doprowadził właściciela do ruiny. Tam, gdzie czas płynął wolniej, niewielu potrzebowało usług sprostownika. Na szczęście, istniały ubezpieczenia. To one sprawiły, że mężczyzna zdołał utrzymać się na rynku. Gdy przeniósł swą działalność do samego serca miejskiej dżungli i udało mu się spłacić kredyt zaciągnięty na początkowe czynsze, pomyślał, że świat nie jest aż tak okrutny, jak próbowano mu wmówić.

 

Popularność zakładu sprostowniczego stale rosła. Klienci, którzy raz skorzystali z usług mistrza, ochoczo wracali, zwykle w towarzystwie przyjaciół. Ci zaś przyprowadzali kolejnych zainteresowanych, przez co sprostownik musiał pomyśleć o znalezieniu pracownika. Początkowo uważał, że uderzy to w jego wiarygodność, szybko jednak zrozumiał, że odpowiednio przedstawiony fakt, obróci sprawę na jego korzyść. Ostatecznie, był prawdziwym mistrzem w swoim fachu, a każdy mistrz potrzebował ucznia.

Młody Karol radził sobie zupełnie nieźle, zdał nawet egzamin czeladniczy. Sprostownik patrzył na niego z niemal ojcowską dumą. Chłopak nie bał się pracy, miał pomysły, potrafił dogadać się z wymagającą klientelą, a tego właśnie od niego oczekiwał. Bywało wprawdzie, że młodzieńcze zuchwalstwo Karola dawało o sobie znać, lecz tyle sprostownik był w stanie mu wybaczyć.

W poniedziałkowy ranek zakład odwiedził niewysoki mężczyzna. Rozglądał się niepewnie, jakby w obawie, że może coś rozbić. W końcu przełknął głośno ślinę i wlepił jasne oczy w sprzedawcę.

– Mogę w czymś pomóc? – zapytał grzecznie Karol.

– Szczerze mówiąc… pierwszy raz jestem w takim miejscu… – Mężczyzna zawiesił wzrok na jadowicie zielonych kapsułkach.

– Nic nie szkodzi! – wykrzyknął Karol, jak na gust mistrza, nieco zbyt entuzjastycznie. – Proszę tylko powiedzieć, gdzie tkwi problem, a ja postaram się go rozwiązać.

– Brakuje mi czasu – wyznał mężczyzna takim tonem, jakby przyznawał się do czegoś wstydliwego.

– To zrozumiałe! I dodatkowej pary rąk, prawda?

– Sam nie wiem… Szef jeszcze nic nie mówi…

– I nic nie powie, po prostu pewnego dnia, przy pańskim biurku będzie siedział ro… – Karol urwał, mając nadzieję, że wpadka uszła uwadze sprostownika. Straszenie klientów słowem na "r" było praktyką godną desperatów.

– Ma pan rację… Ale…

Karol wyszczerzył zęby, poprawił okulary. Uśmiechał się w sposób, który nazywał "firmowym".

– Czy ma pan problemy z pamięcią? – Nie próbował owijać w bawełnę.

Mężczyzna pokiwał głową i aż zaczerwienił się z zażenowania.

– Te zielone kapsułki rozwiążą je raz na zawsze. Jedna to, mniej więcej, pięć gigabajtów… Przyswaja się nieźle, więc na początek wystarczy. – Karol przysunął słoik z zielonymi kapsułkami. – Proszę skosztować!

– Ale teraz?!

– Oczywiście… – urwał, widząc, że mężczyzna pobladł. – Ma pan jakieś alergie? Może przeczytam panu skład?

– Nie trzeba… po prostu… trochę się ich obawiam…

– Spokojnie! – Karol demonstracyjnie rozgryzł jedną z kapsułek. – Smakuje jak cytrynowe żelki. A jeśli chodzi o dodatkowe ręce…

– Ja się tym zajmę! – wykrzyknął sprostownik, wychylając się z zaplecza. – Karolu, przynieś panu coś do picia.

Chłopak pokiwał głową i pognał do maleńkiej kuchni ukrytej w końcu korytarza. Mistrz uśmiechnął się do klienta.

– Mamy fantastyczny model dodatkowych rąk… Na szelkach, znacznie to wygodniejsze od przyssawek. Te ciągle się odklejają. Jeśli oferta podstawowa nie wystarczy, nic nie stoi na przeszkodzie, by mieć jedną parę na klatce piersiowej, a drugą na plecach. Proszę podejść bliżej, potrzebuję pańskich wymiarów…

Klient wzdrygnął się, słysząc buczenie aparatury.

– A jeśli chodzi o czas – ciągnął sprostownik – szczerze polecam dozownik kofeiny. Niestety, musi pan poczekać, bo trochę potrwa, nim zrobię kolejny. Oczywiście, tylko czterdzieści osiem godzin, czas to pieniądz, jak mówią… Gwarantujemy również dostawę do pracy.

– Brzmi wspaniale – ucieszył się klient. – Myśli pan, że to wystarczy?

– W tym sezonie, na pewno. – Sprostownik dopasował szelki. – Proszę jednak nie martwić się przyszłością. W najbliższym czasie, naszą ofertę zasili neutralizator stresu, emitujący zielone światło o każdej porze dnia i nocy. A także… – Tu uśmiechnął się konspiracyjnie. – Absolutny hit. Spływnik, tak to przetłumaczyliśmy. Sprawi, że wszystkie życiowe niepowodzenia spłyną po panu jak po kaczce…

Mężczyzna z uwagą słuchał sprostownika, podczas gdy ten mierzył mu obwód ramienia.

– Chyba będę zainteresowany. Kiedy będę mógł zamówić ten… spływnik?

– Na Nowy Rok.

Klient pokiwał głową. Zrobiło mu się trochę lżej. Ujrzał nadzieję w nadchodzącym wielkimi krokami dwudziestym drugim wieku. Podobnie jak miliony innych ludzi nieśmiało uwierzył, że jednak sprosta.

Koniec

Komentarze

Witaj!

Szort misię :) Jest pomysł, czyta się gładko i ma pod skorupką jakąś puentę, może nic odkrywczego, ale podane należycie.

Na minus: krótko; fatalna przedmowa (prawie powstrzymała mnie przed czytaniem, narzekanie = ble); Karola opisujesz jako dobrego czeladnika a z typowym klientem jakoś średnio sobie poradził, szef uznał, że musi interweniować.

Na plus: nazwa "sprostownik", ciekawe gadżety (spraszczacze?)

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Sprostownik, czyli historia jak sprostować czyjeś frustracje i niepowodzenia, i jeszcze na tym zarobić :) Tak jak napisałaś w przedmowie, rzeczywiście brzmi to jak narzekanie na życie. Aż chciałoby się skorzystać z usług takiego sprostownika. Historia sama w sobie niczym nie zaskoczyła, ale czy takie było zamierzenie by przebijał się wątek zastąpienia człowieka robotem/maszyną? Więc w strachu przed tym znalazł się ktoś taki jak sprostownik?

Paint it black

Dziękuję za opinię, Mytrix! Cóż, przedmowa nie zachęca, ale przyznam Ci się, że tekst powstał, kiedy sama bardzo potrzebowałam usług sprostownika. Studia, kurs, praca i się porobiło :/.

Karol to dobry czeladnik, ale gubi go pewność siebie. Był w tym głębszy cel, ale chyba nie udało mi się pokazać go tak, jak chciałam. Cóż… 

Cieszę się, że znalazłeś trochę plusów. Również pozdrawiam. :) 

Cerucie, założenie było takie, by pokazać, co zrobią ludzie, by nie zastąpiły ich maszyny. Do pewnego stopnia, sami będą musieli zmienić się w roboty. 

Dziękuję za poświęcony czas. :)

Opowiadanko zabawne, ale tak po prawdzie, to nie bardzo umiem sobie wyobrazić dodatkową parę rąk na szelkach. No ale skoro pan sprostownik twierdzi, że to działa… ;)

Na luki w pamięci były zielone kapsułki, ale czyżbym przeoczyła, co specjalista oferuje na brak czasu?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, na brak czasu sprostownik oferuje dozownik kofeiny – bo cóż kradnie więcej czasu niż sen? ;) Cieszę się, że wpadłaś i uznałaś opowiadanie za zabawne. Dziękuję, miło mi. :)

 

Istotnie!

W takim razie korzystając z kofeiny, postaram się nie tracić snu. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przyjemny szorcik, fajny pomysł. Podobało się :)

 

Swoją drogą… zostały jakieś zielone kapsułki? Chyba zbyt wiele rzeczy dziś przeczytałem, przydałoby się 5GB :P

A niech to… wcięło mi komentarz. Skrótowo więc.

Tytuł i zajęcie mistrza – intrygujące. I przez to szorciak ciekawy. Do zadumy i trochę nawet do uśmiechnięcia. Chyba jednak sama bym z takich usług nie skorzystała. Są inne sposoby radzenia sobie, a jednym z nich jest właściwe ustawienie priorytetów ;) 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Uf, a już się bałam, że to jakaś przyszłościowa forma sexshopu, a poniedziałkowy gość był tak zawstydzony, gdyż przybył w poszukiwaniu jakichś gadżetów :) Czytało się przyjemnie. Być może wina późnej pory, ale nie rozgryzłam, czym jest zakazane słowo na “r”.

 

W mojej obecnej sytuacji dodatkowe gigabajty nie wystarczą, może dostanę coś na chwilowe zatrzymanie czasu? Dam duży napiwek!

Świetne dobory językowe dla opisania historii.

Niewielki wycinek świata, a jednak poprzez codzienne zajęcia pokazana jego istota.

Dobre.

 

Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.

Pokazuje mi dwa moje głosy do biblioteki. Nie wiem jak. Komentarz później. Z telefonu zbyt niewygodnie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ua, przejąłeś bemikowe tajne moce, Marasie ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Teraz to mam władzę! Na potęgę Posępnego Czerepu! TRANSFORMACJA!!!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Karolu, cieszę się. Co do kapsułek, sama czekam na dostawę, bo sesja się zbliża. ;)

Śniąca, na dobry początek może wystarczyć zwykły kalendarz. ;) Swoją drogą, ustalić priorytety też trzeba umieć… Cieszę się, że Ci się podobało :)

Żonglerko, podpowiem, że słowo kończy się na “obot”. ;) Fajnie, że się podobało, a zatrzymanie czasu… cóż, też bym nie odmówiła.

Jastku, cieszę się i dziękuję. :)

Mr.maras, dziękuję podwójnie. ;) Dwa głosy piechotą nie chodzą. ;)

Bardzo przyjemny tekst. Gratuluję :)

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

słowo kończy się na “obot”. ;)

Ha. Oto dowód, że za mało śpię :)

 

 

Po samej lekturze nie było jasne, że sprawa dotyczy dostosowania się człowieka do rynku pracy, na którym roboty przejmują obowiązki ludzi. Istnieje taki pogląd, że to czytelnik ma się wysilać a nie autor, więc mea culpa. Ale brakujący element znalazłem w komentarzu, więc już jasne.

Szort czytało się dobrze, nie porwał, ale jest okej. Pomysł na dodatkową pamięć i ręce odbieram jako groteskę – nawet uśmiecha, choć oczywiście przez poruszony problem jest to gorzki uśmiech. Ale jednocześnie bardzo ciekawym, choć równie groteskowym, jest ukazanie wytworzenia się nowej potrzeby na rynku pracy – zawodu sprostownika. To ciekawe, bo nie wiemy, jakie nowe zawody mogą powstać, gdy produkcja czy usługi będą intensywnie automatyzowanie.

Co do konstrukcji historii, to dosyć mglisty jest pomysł wprowadzenia ucznia. Rozumiem, że potrzeba, ale dlaczego nagle to on zaczął grać główną rolę? W sumie to nie wiem, kto jest tu głównym bohaterem (chyba mistrz). Brakuje w opowiadaniu ukazania sytuacji społecznej z rynkiem pracy. Jaki ma związek praca Mistrza z rynkiem ubezpieczeń, że dzięki czemu udało mu się utrzymać na rynku? 

Nie udało się też stworzyć jakiegoś klimatu opowiadanej historyjki, ani tchnie też zdziebelkiem emocji. 

Ogólnie się czytalo, trochę zaciekawiło ( co to ten sprostownik?), ale przedstawione bardzo skromnie i zdystansowanie. 

Posępny czerep XD!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Patrzę w lustro – strach! 

Klikam, bo pomysł na zakład, ukazany w rozmowie z klientem, przypadł mi do gustu ;) Fajny, lekki i łatwo przyswajalny szort.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki, Skull!

Blackburnie, jeśli kiedyś będę ten szort rozbudowywać, na pewno uwzględnię Twoje uwagi. Uczeń zaczął grać główną rolę, bo nastąpiła dość osobliwa wymiana pokoleniowa. Wydaje mi się, że w świecie, w którym potrzeba co najmniej jednej dodatkowej pary rąk, by w ogóle “przetrwać”, będzie ona zachodzić o wiele szybciej. Mam świadomość, że nie uwzględniłam tego w tekście zbyt wyraźnie i w pełni zgadzam się, że chociaż kilka uwag o sytuacji społecznej mogłoby trochę wszystko rozjaśnić. Hmm… pomyślę, co z tym zrobić. Dziękuję za poświęcony czas i obszerny komentarz. :)

NoWhereManie, dziękuję. :)

Short sprawnie napisany. Gładko i przyjemnie się czyta. Pomysł, na którym short jest oparty, całkiem pomysłowy i ciekawy, chociaż bardzo prosty. Przy tym lekko absurdalny, zatem całość traktuję jako przerysowaną i z przymrużeniem oka. 

Fajnie, gdy z narzekania i chwil słabości rodzą się miłe szorciki. 

Mistrzem od przecinków nie jestem ale technicznych wad nie dostrzegam. 

Zastanawia mnie tylko taki staroświecki sklepik i klientela u progu XXII wieku. Ale skoro z przymrużeniem oka, to mrużę oko i nie narzekam.

 

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ciekawy pomysł i fajny neologizm w tytule.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Mr.maras, miło mi to czytać. :) Tego tekstu absolutnie nie należy traktować zbyt dosłownie. ;)

SzyszkowyDziadku, dziękuję. :)

Mimo że zabawne, to nie było mi do śmiechu. Może szort zbyt przypomina mi pewne aspekty codzienności za którymi coraz mniej przepadam.

Sama idea “sprostownika” przypomniała mi jednego gościa, z którym zetknąłem się pracując w dużej korporacji. W założeniach jego dyrektorskie stanowisko (które osiągnął w ramach pewnych koligacji partyjno-rodzinnych) miało zapewniać wsparcie jeśli następowała obsuwa realizacji projektu, a w praktyce sprowzdało się do “motywacyjnego” darcia mordy, kablowania przełożonym, pisania donosów do prezesa, picia kawy, żłopania energetyków i ogólnie bycia pseudokompetentnym dupkiem. “Wyprostujemy to” – mawiał. Brrr!

Co nie ujmuje rzecz jasna opowiadanku. Przyjemnie napisane (choć na dużo wielokropków jak na mój gust), dobry pomysł.

 

Edit: Narzekanie to nasz sport narodowy. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zalth, współczuję “znajomego”. Cóż, w takim przypadku pozostaje chyba tylko ignorowanie, albo zmiana pracy. Zauważyłam niezmiernie ciekawą zależność – jeśli ignoruje się upierdliwców, zwykle stają się nieszkodliwi. 

Fajnie, że opowiadanie Ci się podobało. :) I dzięki za klika. :) 

Przeczytałam i iod razu Twoja motywacja do napisania tego szorcika stała się dla mnie jasna. Był czas, że też potrzebowałam usług sprostownika, ale na szczęście to już minęło.  Dobrze napisane. Doklikuję.

Mr.maras – mojego rekordu nie pobiłeś: kiedyś dało mi cztery kliknięcia naraz. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Fajny szorcik. Z jednej strony komiczny, z drugiej ironiczny, z trzeciej zaś… refleksyjny. Pewnie każdy odnalazłbym w nim coś dla siebie, szczególnie że, jak zauważył Zalth, narzekanie to nasz sport narodowy ;)

Co nie zmienia faktu, że często również poważne kwestie spędzają sen z powiek i wtedy wynalazki byłyby jak znalazł ;D

 

Count znaku jakości już nie postawi, ale z przyjemnością zrównoważy swoją deklaracją “nadgorliwość” Marasa ;)

 

Trzym się.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Bardzo, bardzo fajny szorcik. To gdzie ten zakład sprostownika? ;)

Bemik, dziękuję. Fajnie, że się podobało, a jeszcze fajniej, że kliknęłaś. ;) Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam. 

Count, może jeszcze będziesz mieć okazję dać znak jakości. Mam nadzieję. Dzięki. :)

AQQ, sama poluję na jego namiary i dam znać, kiedy czegoś się dowiem. ;) 

Ok, trzymam Cię za słowo. ;)

Sympatyczny szorcik, ale składa się właściwie z samego świata. A może by tak jeszcze jakaś fabułka?

Intrygujący tytuł.

Babska logika rządzi!

Pomysłowy, dobrze napisany szort. Czytało się całkiem przyjemnie :)

Przynajmniej jesteś szczera ;P

Sympatyczny żarcik, chociaż ciut wisielczy, i nie odgadłam od razu puenty (punkt dla Ciebie). Trochę za dużo przecinków (nie rozdzielaj rzeczy, które muszą być razem!) i jedna czy dwie nielogiczności (kto egzaminował Karola?). Zapowiadasz więcej, niż dajesz (zuchwalstwo Karola wygląda, jakby miało być wielkim problemem, a rozchodzi się po kościach), ale tekst jest napisany przejrzyście. To plus.

Powodzenia w dalszym pisaniu!

Postanowienie na rok 2018: robić ćwiczenia stylistyczne!

Finklo, zgadzam się, że mało tu fabuły. Może kiedyś, jeśli do tego wrócę, trochę rozwinę temat. Dzięki za odwiedziny. :)

Dzięki, Belhaju!

Tarnino, przecinki to moja zmora. Kiedyś niemal każdy wydawał mi się “podejrzany” i w efekcie stawiałam ich za mało. Obecnie, popadam w coś odwrotnego. Ech. Jeszcze sporo pracy przede mną. Dzięki za odwiedziny. :) 

Rosso, kiedyś w końcu musisz trafić w cel wielkości przecinka. ;-)

Babska logika rządzi!

Narzekasz, ale Twoje marudzenie bardzo miło się czyta :) Jak na temat, dobrze dobrałaś ilość znaków. To ma sens, ponieważ jest przedstawione krótko, zwięźle i na temat. Ciekawa rzeczywistość i ciekawa sytuacja. Masz talent do pisania shortów. Potrafisz wybrać jakiś niepozorny, banalny temat i pokazać jak poważnym jest problemem. 

Rozumiem dodatkowe ręce trochę inaczej niż było w zamyśle. Czasem gdy coś robię, mam tak nieskoordynowane ruchy, że brakuje mi jednej ręki i któryś przedmiot znajduje się w powietrzu…

Krótko mówiąc, bardzo dobry short. Klient usatysfakcjonowany :)

Pozdrawiam!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Mi osobiście się bardzo podoba co najmniej z dwóch powodów.

 

Po pierwsze. Jestem tutaj na razie aspirantem (na forum, pisarsko), więc moje oceny jak przypuszczam są czyście subiektywne, ale tak właśnie powinien wyglądać dobry, standardowy short. Sam pracuję nad jednym, uważając, że najprościej będzie zacząć od czegoś krótkiego, jednak powoli zaczynam powątpiewać w stosunkową łatwość tego zadania. Jako twórca sam narzucasz ograniczenia wybierając shorta i osobiście sądzę, że jest to zgadzanie się dobrowolnie na katorgę, ponieważ wyobraźnia nie lubi ograniczeń. Wiadomo, że warto by solidnie zbudować bohatera, nieco zarysować świat w którym się znajduje, ludzi jakimi się otacza, fabułę w której uczestniczy i puentę o której chodzi autorowi. W shorcie ciężko to wszystko zawrzeć i wydaje mi się, że z ciężkim sercem trzeba z czegoś zrezygnować. Dlatego Twoje dzieło podoba mi się jako czytelnikowi i jako komuś, który sam walczy z shortem, bo short to menda wymagająca kompromisu autora z samym sobą.

Po drugie. Może porównanie na wyrost, ale short kojarzy mi się trochę z P.K. Dick’iem – też często wymyślał dziwne instytucje, zawody, profesje wszystko w otoczce oczywistości, w stylu “co się dziwisz, przecież to codzienność”. Temat moim zdaniem na czasie, bo jak w Twoim przypadku zawód wydaje się potrzebny i przydatny, w najgorszym wypadku ubranym w “ciepłe słowa” tak w naszych czasach mamy wysyp pełno “sztucznych”, niepotrzebnych zawodów, specjalistów, pseudospecjalistów, samozwańców, wątpliwych autorytetów, których kiedyś nie było aż tak dużo jak teraz. Ponadto nie wiadomo, czy “specjalista” pojawił się z powodu potrzeby czy potrzeba powołała specjalistę. 

 

Podsumowując – czytałbym więcej. Życzę powodzenia w realizacji celów pisarskich i statystycznego wyrównania karmy, które dla dobrych ludzi przychodzi zawsze :) W sumie dla tych złych też :P

 

 

 

Finklo, mam nadzieję. Muszę się w końcu nauczyć porządnie tej nieszczęsnej interpunkcji (może postanowienie na 2018 rok?).

Pietrku, bardzo miło mi to czytać. :) Obecnie walczę z opowiadaniem i muszę trochę ograniczyć moje “szortowe” nawyki. Również pozdrawiam. :)

Pach Itsu, bardzo polecam metodę z zaczynaniem od szorta. To naprawdę ułatwia sprawę, możesz się przekonać, czy czytelnicy zdołali odgadnąć Twoje zamiary. Trzymam za Ciebie kciuki i bardzo dziękuję za wysoką ocenę tekstu. :) 

 

@Patch Itsu – napisać dobrego szorta jest porównywalnie trudno co napisać dobre opowiadanie :-) (Łatwiej w pewnych względach ale trudniej w innych) – Choć uważam, że z racji długości szorty są lepsze na początkowy trening pisarski, ale trzeba się w końcu zabrać za formy dłuższe.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Wiesz, Rosso, wszystko mi się podobało. Od samego tytułu, który tak naprawdę niewiele dla mnie (zazwyczaj) znaczy, ale w tym przypadku jest przyciągający, poprzez klimatyczny sklepik i malutki wycinek świata, aż po pomysły poprawiające wydajność w pracy. Piszesz o przyszłości, a brzmi to wszystko zupełnie bajkowo, nie porównałbym tego do Pratchetta, ale swój styl szortowi nadałaś. W tak niewielkim nakładzie słów to niezła sztuka. :) Podobają mi się bohaterowie, którzy może niezbyt oryginalni z charakterów, ale jakże pasujący do świata i sklepiku. A sam sklepik, cóż, na pewno ma drewniane podłogi, półki i i oczywiście – ladę. ;) Nie wszystko musi być w przyszłości z tworzyw i plastiku (ble!).

Masz ode mnie nominację, Rosso. Zrobić tak szybko spirit, to zacna zdolność. :)

 

Darconie, bardzo miło mi czytać coś takiego. Aż wyszczerzyłam się do laptopa. ;) Dzięki!

Zgadzam się z Tarniną, że to wisielczy humor, ale muszę przyznać, że mnie również się spodobało. Może nie na tyle, żeby nominować tekst do piórka, bo nie widzę tu nic naprawdę odkrywczego poza fajną zabawą ze słowotwórstwem, ale gdybym mógł dać dwa głosy do biblioteki jak mr. maras, to bym dał ;). 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevazie, lejesz miód na moje serce. ;) Dzięki.

Piękny słowotwórczo tytuł. Sam tekst też napisany niczego sobie, ale nie zachwycił mnie, wydał się urwany, choć ostatnie zdanie wiele tłumaczy.

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Pamiętam, że tuż po przeczytaniu (a było to w zeszłym roku…) miałem myśl: dawno nie czytałem tak dobrego szorta! Teraz siadłem do pisania komentarza i muszę przyznać, że w pierwszej chwili nie mogłem sobie przypomnieć, o czym to było. Zabrakło może jakiegoś mocniejszego obrazu, który odcisnąłby się w pamięci. Ale i tak słowotwórstwo wyszło Ci świetnie. Chyba wolę szorty, które bardzo przyjemnie się czyta, od tych, które zapadają w pamięć. Tak samo jest przecież z piosenkami: niekoniecznie te wpadające w ucho są lepsze od tych, które docenia się po kilku przesłuchaniach. 

Ode mnie też byłby klik ;)

Lordzie, teraz widzę, że rzeczywiście brak jakiegoś mocniejszego punktu. Będę musiała nad tym popracować, bo sama łapię się na tym, że gubię w tekście to “coś”. Dzięki za odwiedziny. :)

Fun, dziękuję za miłe słowa. Dobrze, że zaznaczyłeś, że brak czegoś mocniejszego… będą wnioski na przyszłość. 

Fajnie, że się spodobało. Dzięki. :)

Szybko, sprawnie i bezboleśnie przedstawiony świat. Czasem ludzie nie potrafią go ukazać w dziesiątkach tysięcy znaków ;) Dopracowana wizja. Ta oszczędność jest wielkim plusem szorta. Naturalne dialogi. Bardzo mi się podobało, zwłaszcza że wymagało umysłowej pracy.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Naz, dzięki :)

Krótkie, a takie prawdziwe :) Bardzo podoba mi się Twój short. Ciekawy pomysł, ubrany w wyjątkowo zgrabne, dobrze napisane opowiadanko.

I niestety muszę przyznać, że potrzebowałabym nie jednego sprostownika, żeby sobie trochę życie sprostować, o ile by się w ogóle dało :) 

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wyjątkowo satysfakcjonującą lekturę.

Udany szort, bo pomysł z jednej strony dobry i oryginalny, a z drugiej wynikający przecież z codzienności. No i dobry warsztat sprawił, że czytało się gładko. :)

odpowiednio przedstawiony fakt, obróci sprawę na jego korzyść.

Zbędny przecinek.

 

Chłopak nie bał się pracy, miał pomysły, potrafił dogadać się z wymagającą klientelą, a tego właśnie od niego oczekiwał.

 

Podmiotem jest chłopak, więc kto od niego czegoś oczekiwał? “Klientela” nie jest rodzaju męskiego. Fatalnie skonstruowane zdanie.

 

Zgrabny sposób na pozbycie się własnych frustracji i odreagowanie. Historyjka jest prosta, więc spełnia swoją rolę, jednak obawiam się, że uleci z mojej pamięci wkrótce po przeczytaniu. Szort, ze względu na swoją konwencję, powinien być maksymalnie skondensowany i uderzać interesującą puentą. Tutaj nic odkrywczego mnie za twarz nie złapało, ale czytało się nieźle. Bardzo fajny warsztat; czekam na tekst bardziej na poważnie.

Pozdrawiam!

 

Ciekawy szorcik, przede wszystkim z fajnym pomysłem. Do wykonania zastrzeżeń raczej nie mam (choć usunęłabym kilka przecinków). Zgrzytnęła mi za to postać czeladnika – opisany niby jako dobry, ale jednak w rozmowie z klientem wypadł słabo jak na kogoś, kto chce coś sprzedać. Niemniej przeczytałam z zainteresowaniem.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mogę się podpisać pod komentarzem Jasnej Strony. Szort powinien być skondensowany i uderzać puentą. Ten, choć dobrze napisany, nie uderzył mnie na tyle mocno, bym się zachwycił. Dlatego w ostatecznym rozrachunku byłem na NIE.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Na początek biję się w piersi.

Bo przeczytałem, kiedy weszło do biblioteki, uśmiechnąłem się, ale nie skomentowałem.

A kiedy dostało nominację do piórka, to już nie pamiętałem o czym było :(

 

Oczywiście odświeżyłem sobie, ale powyższe uwagi o czymś świadczą. No bo to ładny szort jest, dobrze napisany, ale na piórko za mało. Zresztą, kiedy ostatni raz taki króciak dostał piórko? Przypomina mi się “Szatan smutny śmiertelnie”, a to jednak był tekst z zupełnie innej półki.

Czyli jestem na NIE.

 

Sorry, Winnetou, ale jestem na NIE.

Już wcześniej marudziłam, że brakuje mi w tym szorcie fabuły. Fajny pomysł na świat, ale gdyby jeszcze coś się w nim ciekawego działo…

Babska logika rządzi!

Dziękuję Loży za opinie. Fajnie, że coś się podobało, szkoda, że czegoś zabrakło. ;)

 

No i dziękuję wszystkim za przeczytanie i komentarze. Kiedy będę mieć nieco więcej czasu, przysiądę nad Waszymi uwagami, by wprowadzić do tekstu ewentualne poprawki. 

Pozdrawiam. :) 

Fajny, naprawdę fajny króciak. Z jednej strony napisany lekko, żartobliwie, a z drugiej strony taki jednak tragikomiczny, może i gorzej nawet niż tragikomiczny. Może nawet gorzej, niż tragiczny – wieszczy. Tyle tylko, że zasadniczo w żaden sposób nie wybija się to opowiadanie ponad status „ciekawostki”, czegoś, co ma wzbudzić zadumę, ale o czym wiele więcej powiedzieć się nie da. Praktycznie nie ma tu żadnej historii, a jedynie scenka, nie ma bohaterów, o których dało by się coś powiedzieć, z którymi można by sympatyzować, bądź obdarzać jakimikolwiek innymi emocjami. Jest klient, sprzedawca i uczniak. Generalnie, jest tutaj zdecydowanie za mało wszystkiego, by na poważnie rozważać Sprostownika jako tekst do opiórkowania. Mam nadzieję, że nie brzmi to zbyt szorstko, szczególnie, że potrafię zrozumieć osoby, które Twoje opowiadanie nominowały (szczególnie, że sam czytałem je jeszcze, zanim ę tej nominacji doczekało). Pomysł miałaś naprawdę zacny i wcale nie dziwi, że chwycił. Jednak sam pomysł to czasami zdecydowanie za mało.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dziękuję za opinię, Cieniu. Wpadł mi do głowy pomysł i powstał taki oto szort. Zgadzam się, że trochę brakuje mu do doskonałości. ;) 

Cieszę się jednak, że sam pomysł Ci się spodobał. 

Pozdrawiam. :) 

 

Rossa, jak dla mnie ten tekst wygląda jak strona z powieści i kto wie czy bym jej nie przeczytała :)

Pozdrawiam:) 

Dziękuję, Manito. :) Fajnie, że się podobało. :) 

Nowa Fantastyka