Profil użytkownika


komentarze: 7, w dziale opowiadań: 6, opowiadania: 2

Ostatnie sto komentarzy

@Ambush

Dziękuję za uważną lekturę! Pozwól, że rycersko stanę w obronie tego otwarcia.wink

Smakował strach. Metaliczny. Jak przegrzana blacha transformatora liźnięta językiem.

Słowo „metaliczny" – rodzaj męski – odnosi się gramatycznie do strachu. Ten równoważnik zdania rozpoczyna ciąg opisowy, w którym strach staje się podmiotem. Od tego momentu to on przejmuje narrację: przesącza się, osiada rosą, oblepia słoiki.

Gdyby „przesączał się" odnosiło się do bohatera, musielibyśmy przyjąć, że Kalejdos fizycznie przenika przez kostne ściany własnej pracowni i osiada na słoikach jak rosa. Co byłoby owszem bardzo weird, ale chyba o jedno piętro surrealizmu za wysoko. cheeky

Taka celowa personifikacja – strach jako autonomiczny byt, który dosłownie zamieszkuje przestrzeń. W konwencji weird fiction abstrakcje często zyskują cielesność. Strach nie jest tu metaforą – on naprawdę się przesącza.

Ale! Twoja uwaga pokazuje, że przejście między perspektywami może być dla czytelnika subtelniejsze – czasem jedno słowo-pomost czyni cuda.laugh

Chociaż moja lewa ręka twierdzi, że jednak potrafimy przesiąkać przez ściany i właśnie próbuje nas wyprowadzić przez gniazdko elektryczne.laugh

@AP

Balansowanie na krawędzi

– taki był cel, by poruszać się gdzieś na surrealistycznym styku.

Co do "niestrawności"… to chyba największy komplement, jaki ten tekst mógł otrzymać!

Jeszcze raz wielkie dzięki za poświęcony czas!

Ogromnie dziękuję za niesamowicie pozytywny komentarz! Pisanie w konwencji weird/bizarro to zawsze eksperyment, dlatego tym bardziej cieszę się, że ten klimat "zadziałał". Jeszcze raz serdecznie dziękuję i pozdrawiam!

Dzień dobry,

bardzo dziękuję za wszystkie nowe, wnikliwe komentarze! Chciałbym odnieść się do nich po kolei:

@Robert Raks

dziękuję za pozytywną opinię o tekście. Cieszę się, że zwróciłeś uwagę na kwestię uproszczeń i języka literackiego. Dokładnie taki był mój zamysł – aby utrzymać klimat i nie zamieniać opowiadania w techniczną specyfikację, co mogłoby zabić grozę. Słowa o "literackiej dostępności" to idealne podsumowanie tego, co chciałem osiągnąć.

Cieszę się, że pomysł i wykonanie przypadły do gustu :-)

@zygfryd89

dziękuję za merytoryczny komentarz, zwłaszcza od osoby, której bliska jest powyższa tematyka.

Odnosząc się do Twoich uwag:

Geologia Warszawy (mapy, próbki): Trafne spostrzeżenia! Stare, papierowe mapy i próbki skalne w laboratorium miały celowo budować tę postać, jako człowieka "starej daty", trochę archaicznego i niepasującego do cyfrowej rzeczywistości.

"Konsultant": to słowo jest tu uproszczeniem. "Nadzór geologiczny" brzmi znacznie profesjonalniej. Wybrałem prostszy termin, by nie wybijać z rytmu czytelnika spoza branży, ale Twoja uwaga jest jak najbardziej słuszna.

"Grunt": jak najbardziej słuszna uwaga!

Cieszę się, że tekst został przez Ciebie pozytywnie odebrany. Dziękuję za podzielenie się swoją fachową wiedzą!

@regulatorzy

dziękuję za czujne oko i wszystkie uwagi techniczne. Naniosę wszystkie wskazane poprawki przy najbliższej okazji.

Jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim za feedback!

 

Pozdrawiam

Bardzo mi miło, że doszliśmy do porozumienia w kwestiach technicznych. To, o czym wspominasz (spawane fragmenty okręgu), to najpewniej formy do tzw. tubingów żelbetowych, z których układa się obudowę tunelu. Fajnie, że masz w tym zakresie praktyczne doświadczenie – takie techniczne "zaplecze" u czytelnika to zawsze poważne wyzwanie dla autora!

Co do pytań:

Geologia: Tutaj powiedzmy, że postawiłem na bardzo solidny research. Warszawa to geologiczny koszmar budowlańca (słynna „kurzawka”, iły, piaski), co idealnie pasowało mi do klimatu opowieści o czymś, co jest niestabilne i „mokre”.

Woda w tunelu: Pełna zgoda, w warunkach "bojowych" błoto to standard. W opowiadaniu celowo zastosowałem pewną idealizację – tunel miał być perfekcyjnie szczelny, żeby pojawienie się tej konkretnej, „złej” wody było sygnałem, że dzieje się coś absolutnie nienaturalnego. Taki kontrast dla wzmocnienia grozy.

"Dieta potwora": Ha! Dobre spostrzeżenie :) Interpretuję to tak: karmiąc się słabością charakteru (abstrakcyjną), staje się realną, fizyczną siłą (zgniłą materią). Trochę jak w fizyce – zasada zachowania energii, tylko w wersji bardzo pesymistycznej.

Jeszcze raz uprzejmie dziękuję za fantastyczne uwagi!

Pozdrawiam!

Bardzo dziękuję za tak wnikliwy komentarz i poświęcony czas. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem powyższe uwagi.

Jeśli chodzi o zakończenie, interpretacja z „pętlą szaleństwa” jest znakomita i bardzo niepokojąca! Natomiast mój zamysł był taki, że bohater poświęcił się w Warszawie, ale Zło (Zgnilizna) przetrwało wybuch i znalazło nowego „żywiciela” w innym miejscu (stąd ten sam pusty uśmiech u szefa Maćka – innej osoby, pracującej na budowie w Gdańsku).

Ogromnie dziękuję też za uwagi techniczne, których, szczerze mówiąc, się nie spodziewałem – widać fachowe oko!

Elementy tnące w tarczach maszyn drążących mają korpus ze stali, ale ich końcówki lub pierścienie tnące faktycznie są wykonane z węglików spiekanych (w tym wolframu). Użyłem „stali” jako literackiego uproszczenia, bo brzmiało mi to bardziej surowo i drapieżnie w opisie, ale merytorycznie masz 100% racji.

Co do „ziemi” kontra „skały” – tu celowo trzymałem się realiów geologicznych Warszawy (piaski, gliny, iły), gdzie rzadko wierci się w litej skale, stąd taki dobór słów.

Odnośnie „osłony odzawałowej”, to jest ona stosowana w kopalniach, a nie w budownictwie tunelowym. W tunelu drążonym pod metro przez opisaną maszynę TBM instaluje się betonowe pierścienie, a sama maszyna ma „płaszcz” lub „tarczę” – czyli właśnie zastosowane przeze mnie określenie „stalowa ściana”, którą Sasza okłada pięściami.

W tym tekście postawiłem na prostszy język, żeby nie wybijać z rytmu czytelników, nieposiadających tak głębokiej wiedzy w tym zakresie, ale na pewno zapamiętam te uwagi na przyszłość przy tekstach o bardziej technicznym zacięciu.

Jeszcze raz uprzejmie dziękuję za lekturę i cenne spostrzeżenia! Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka