- Opowiadanie: irritator - trochę o Śmierci, a trochę nie
trochę o Śmierci, a trochę nie
Jest to zarówno moje pierwsze opowiadanie od czasów tych pisanych w podstawówce (które mimo to kisiło się na dysku miesiącami), jak i pierwsza interakcja na tej stronie, więc szczerze mówiąc, nie do końca wiem, co miałabym tutaj napisać. No cóż, tak czy siak, liczę na podpowiedzi i trochę fajnej krytyki. Nie wiedziałam także, do jakiego gatunku wrzucić ten wątpliwej jakości wytwór mojej wyobraźni, bo choć na pewno jest to fantastyka, to nie mam pojęcia jaka konkretnie...
Ubrany w zbyt duży garnitur młody osobnik podszedł pod drzwi. Walcząc sam ze sobą, podniósł dłoń i zastukał nią w ciemne drewno. Słyszał, jak po pomieszczeniu za ścianą rozchodzi się echo, które po chwili przerwał cichy okrzyk nakazujący mu wejście. Gdy otwierał ciężkie drzwi, uderzył go mrożący krew w żyłach zapach… Zapach zupy mlecznej. Twarz mężczyzny wykrzywiła się w pełnym bólu grymasie, a wszechobecna mdła woń nieustannie przypominała mu o jego nietolerancji laktozy. Sunął ciężko w stronę zbitego ze sklejki biurka. Budżet na dobre drewno najwidoczniej wyczerpał się przedwcześnie… Wpatrywał się tępo w plastikową tabliczkę z napisem “biuro rekrutacji”, gdy nagle z myśli wyrwał go skrzekliwy głos siedzącej za blatem chorobliwie niskiej kobiety:
– Proszę pobrać numerek…
Z rozbieganym spojrzeniem nacisnął przycisk na stojącej na blacie maszynie. Już prawie, prawie widział wyjeżdżającą ze szpary karteczkę, gdy nagle tajemniczy sprzęt zaczął chrząkać, podskakiwać i buczeć. Sekretarka zza biurka wypuściła głośno powietrze z ust i schyliła się do leżącego na nijakiego koloru wykładzinie przedłużacza. Odłączyła drukarkę od prądu, a następnie irytująco powoli zwróciła się do wychudzonego osobnika:
– No cóż, widzę, że komuś się tu dzisiaj poszczęściło… Poza kolejką zapraszamy. Szybko, szybko, niech sobie nikt nie wyobraża, że ja tu cały dzień mam wolny.
Kobieta wyburczała jeszcze coś pod nosem, wydłubując okruszki spomiędzy klawiszy dotkniętej przez życie klawiatury, podczas gdy mężczyzna oddalał się od jej biurka. Podszedł do kolejnych masywnych drzwi, na które najwidoczniej budżet już się odnalazł, mając w głowie zupełną pustkę. Choć w głębi duszy liczył na tę posadę, to odbył już tyle rozmów o pracę, że nadzieja tliła się w nim bardzo słabo. Nacisnął klamkę ze świadomością, że najprawdopodobniej powiedzą “odezwiemy się”, a następnie nie odezwą się nigdy.
Mężczyzna wszedł do chłodnego pomieszczenia czując, jak pokrywa go gęsia skórka. Nie wywołało jej jednak zimno, a raczej… nieszczęsny odór zupy mlecznej, który z każdym krokiem stawał się coraz silniejszy. Wnętrzności skręciły mu się ciasno i miał… przeczucie, że kupiona wcześniej w kiosku kanapka z jajkiem szuka jak najszybszej drogi opuszczenia jego organizmu. Nie patrzył przed siebie, skupiał wzrok na drobnej smudze na bucie. Zwolnił, gdy zauważył wystający ze ściany odświeżacz powietrza. Zdawało mu się, że to właśnie z niego pochodził ten odstraszający zapach, więc po chwili namysłu kopnął go, starając się wyrzucić go z gniazdka. Nie zdołał jednak dostrzec, czy rzeczywiście coś zdziałał, bo usłyszał za plecami znudzony głos:
– No żeś się nie spieszył za bardzo – wyharczała Śmierć.
Podskoczył. Kobieta w czarnym, dopasowanym garniturze prychnęła pod nosem i znów zwróciła się do mężczyzny:
– Trzydzieści sekund. Tyle na ciebie czekam pod wyjściem, potem możesz pożegnać się z szansą na pracę. Jak będziesz wychodził, odłóż odświeżacz na miejsce.
Widział jeszcze tylko skrawek materiału znikający za drzwiami, których wcześniej stanowczo tam nie było. Rozejrzał się po pokoju, nie był jednak w stanie odnaleźć tych, z których skorzystał, by się do niego dostać. Z braku innych możliwości ruszył w stronę wyjścia. Choć pomieszczenia nie nazwałby rozległym, kroki zdawały mu się dłużyć, a gdy wreszcie położył dłoń na klamce, czuł się wycieńczony. Zaśmiał się nerwowo przekraczając próg. Poczuł, jak oślepia go ostre światło. Białe żarówki rozświetlały korytarz, który prowadził pod drzwi windy, pamiętającej pewnie rządy Jaruzelskiego.
– Odświeżacz na miejscu?
Kobieta stała oparta o winkiel, znudzona poprawiając mankiety garnituru. Widząc spojrzenie stojącego przed nią jegomościa, westchnęła ze zrezygnowaniem.
– No cóż, Halina go odłoży, jak czasem ruszy dupsko to nie ucierpi. Albo Grażyna… Przychodzą i odchodzą te sekretarki, a żadnej się nic nie chce. Drukarki też żadna naprawić nie potrafi… Ankietę miałeś dostać, wiesz, taką powitalną, “gdzie się widzisz za pięć lat” i te sprawy, jakbyś mógł to wiedzieć…
Mężczyzna wpatrywał się w nią przestraszonymi oczami, nie potrafiąc wydukać ani słowa. Nagle winda zadzwoniła i chrząkając, otworzyła drzwi. Podłoga zachwiała się, gdy Śmierć oraz towarzyszący jej osobnik weszli do środka. Przyciski sterujące windą wyróżniały się na tle reszty jej wnętrza, były podejrzanie… ładne i czyste, wyglądały wręcz sterylnie.
– Dzisiaj ty wybierasz piętro. Możesz o sobie myśleć jako o stażyście, więc nie spodziewaj się zapłaty. Rozkoszuj się decyzyjnością, jeśli przyjmę cię na stałe, to koniec z takimi luksusami.
Mężczyzna głośno przełknął ślinę i przyjrzał się guzikom. Siedem, ułożone w równym rządku, choć wcale nie w konwencjonalnej kolejności, każdy równie połyskujący w świetle tanich żarówek. Finalnie zdecydował się na ten z numerem cztery. Kusił go także ten z wygrawerowanym “13”, jednak miał z tą liczbą niezbyt pozytywne skojarzenia. Winda ponownie zatrzęsła się i mozolnie ruszyła ku górze. Przez moment jechali w ciszy, mężczyźnie czas zdawał się jednak nadnaturalnie wydłużać, zaczął więc dyskretnie przyglądać się swojej przewodniczce. Coś nie było w niej na miejscu, nie był w stanie jej zaszufladkować tak dokładnie, tak, jak by tego chciał.
Najwidoczniej nie był tak dyskretny, jak uważał, ponieważ Śmierć westchnęła na widok jego spojrzenia. Poirytowana wyrzekła:
– Patrzy się, patrzy się, ni to chłop ni to baba, nie? A to moja wina niby? Raz ta śmierć, raz der Tod… Zdecydowalibyście się wreszcie, wspólnie na coś umówili! Czy ty sobie wyobrażasz, jak mi to wasze wciskanie w tabelki życie utrudnia? Ani na męski dział nie pójdę, ani na damski… Na dziecięcy jestem przyduża, a szkoda. Te wasze szufladki mnie miesięcznie kosztują więcej niż powinny!
Prychnęła, jakby urażona wszystkim dookoła, a słuchający jej wywodu osobnik pośpiesznie odwrócił wzrok. W najmniej spodziewanym momencie winda stanęła i znów rozległo się ciche ding-dong. Drzwi rozsunęły się i Śmierć powolnym krokiem wyszła na zewnątrz, jej towarzysz tej absurdalnej podróży nie poradził sobie jednak tak dobrze z gwałtownym zatrzymaniem. Mężczyzna opierał się dłońmi o ścianę, powstrzymując mdłości.
– Nigdy więcej nie biorę stażystów… – wyburczała do siebie kręcąc głową.
***
Śmierć i jej towarzysz wyrównali tempo. Maszerowali cicho po grubym, czerwonym dywanie, mijając za sobą kolejne pary drzwi. Za tymi z nich, które nie zostały zamknięte, osobnik dostrzegał elegancko urządzone pokoje hotelowe. W pewnym momencie na końcu korytarza zrobiło się zamieszanie, a z klatki schodowej wyszła grupa ochroniarzy otaczających ciasno jakiegoś mężczyznę. Wydawał się on kroczącemu u boku Śmierci praktykantowi podejrzanie znajomy, jednak na jego umyśle osiadła ciężka mgła. Mijając go, osobnik poczuł ciarki na plecach. Kobieta obok niego wydawała się niewzruszona, jednak dało się usłyszeć jej ciche pomruki:
– No patrzcie państwo na takiego, co mu się niby powodzi… Pomarańczowość nad pomarańczowościami, wszystko pomarańczowość, ot co… Jeszcze nie dzisiaj, jeszcze nie jego kolej, ale już niedługo…
Uśmiechnęła się pod nosem, jakby pocieszając się swoimi słowami, a mężczyzna udawał, że podziwia otoczenie. Z miną niewiniątka wpatrywał się w zwisające z sufitu masywne żyrandole i ozdobne freski na sklepieniu.
Kobieta w czerni podeszła pod drzwi na samym końcu korytarza i popchnęła je. Ze środka dobiegał ciepły zapach kwiatów zmieszanych z wodą kolońską. Z wieży stereo cicho pogrywała piosenka, która mężczyźnie skojarzyła się z “Oops! I Dit It Again” od Britney Spears, nie potrafił jednak wychwycić jej dokładnego tekstu. Mimowolnie zaczął się delikatnie bujać w rytm muzyki.
W głębi, jak się okazało, sporych rozmiarów apartamentu, słychać było kobiecy szloch. Śmierć bez chwili zawahania ruszyła w stronę dźwięku, lawirując między porozrzucanymi na panelach bibelotach. Z pogardą odtrąciła nogą imitację afrykańskiej figurki, której budowę można by sklasyfikować jako… odważna próba gatunku.
Na stole o obłych, dość… mało praktycznych kształtach stał fotelik samochodowy. Siedząca w nim dziewczynka spokojnymi oczami wpatrywała się we własną matkę, skuloną z rozpaczy. Podeszwy butów kobiety wchłaniały w siebie rozlane na podłodze płyny, ona jednak zdawała się ignorować ten fakt. Piwna piana moczyła rąbek jej grubego płaszcza.
Kilkulatka ze swojego specyficznego punktu obserwacyjnego przykleiła wzrok do wchodzącej do pokoju Śmierci i nie odrywała go od niej, nawet, gdy ta minęła powolnym krokiem kobietę kucającą na posadzce i zbliżyła się do rogu pokoju. Skulony, przy ścianie, z nieprzyjemnie rozwartymi oczami leżał starszy mężczyzna. Towarzysza Śmierci przeszedł dreszcz, gdy zdał sobie sprawę, z jakiego powodu rozlegało się tu takie zawodzenie.
Wciąż stojący w pół kroku w drzwiach osobnik zawiesił się. Z letargu wybudziło go głośne westchnięcie jego podobno oby-szefowej. Delikatnie przymykała ona oczy nieboszczyka, mężczyzna wciąż czuł jednak na sobie jego jałowy wzrok, a z pokoju obok nieustannie przygrywała im Britney Spears. Nagle muzyka ustała, a ciało leżące pod ścianą zdawało się już być tylko… ciałem, zbiorem mięśni, kości i żył, dwoma parami kończyn i głową…
Chichot Śmierci ponownie sprowadził go na ziemię.
Spojrzał się na nią ciężkim wzrokiem. Kobieta sięgnęła dłonią do kieszeni szlafroka, w który owinięty był denat, i wygrzebała z niego kilka szeleszczących banknotów. Widząc na sobie wzrok swojego stażysty, odwróciła się do niego z udawaną niewinnością w oczach.
– No co? Bo jemu to się jeszcze ma przydać? Stare, dobre czasy były, napiwki się trafiały kiedyś… – przerwała na chwilę i westchnęła, by po chwili dokończyć:
– Obślinione może, ale jednak! A teraz? Teraz to już nie ma czasów. Przynajmniej śliny też nie! Wiesz jak to mówią, trzeba szukać pozytywów.
Po wypowiedzeniu tych słów ponownie zaśmiała się radośnie sama do siebie, wsuwając gotówkę do tylnej kieszeni spodni. Wciąż czując się oceniana przez jegomościa, dodała:
– Ty myślisz, że ten garnitur to się sam pierze? Takie to do pralki nie wchodzą, ktoś za to płacić musi, a uwierz mi, góra nie jest zbyt chętna na sponsoring pralni chemicznej!
Prychnęła pod nosem i niewzruszona skierowała się w stronę wyjścia, z zadowoleniem poklepując się po wystającej kieszeni.
* * *
Mężczyzna upewnił się, że zamek w drzwiach zaskoczył i wytarł spocone dłonie o materiał spodni, jednak wciąż czuł na nich nieprzyjemną wilgoć. Ściany korytarza i wiszące na nich obrazy zdawały się go przyduszać, więc ucieszył się, gdy Śmierć oznajmiła, że wychodzą na zewnątrz.
Klatka schodowa w niczym nie przypominała wystawnych wnętrz mijanych wcześniej. Ocierając dłonią o chłodną poręcz, jegomość kierował się za swoją przewodniczką. Dudniąc butami, przemierzał kolejne stopnie. Śmierć podążała kilka kroków przed nim, zupełnie bezgłośnie, jakby już dawno wyzbyła się ludzkiej niezgrabności i niezdarności. W jednej trzeciej drogi przystanęli, by mężczyzna mógł złapać oddech i zawiązać sznurowadło. Później stawali jeszcze w połowie, dwóch trzecich i pod sam koniec. Również, by mężczyzna mógł zawiązać sznurowadło.
Po wyjściu poza budynek zarówno Śmierć, jak i jej podwładny zmarszczyli nosy, kobieta wręcz ostentacyjnie zasłoniła swoją twarz połami marynarki. Na stalowej ławce leżała sterta łachmanów, pod którą jegomościowi udało się dostrzec zarys ludzkiej sylwetki. Stygnące ciało mężczyzny wciąż przytulało się ciasno do zielonej butelki. Kap. Kap. Kap. Mętny napój drobną strużką torował sobie drogę pomiędzy gapiami. Jednoczył się z mulistą wodą i spluwaną na asfalt śliną, wspólnie uciekały do studzienek i przemaczały przechodniom ich zbyt długie nogawki.
Śmierć lawirowała między nimi, unosząc końce spodni z grymasem niezadowolenia na twarzy. Osobnik idący tuż za nią nie był w stanie utrzymać swojego ubrania w takiej czystości. Stanęli ramię w ramię przy ławce. Mężczyzna wlepiał wzrok w ciało przemoczone od własnych wydzielin. Śmierć westchnęła rozdrażniona na widok młodej kobiety, wzywającej trzęsącymi się dłońmi pogotowie.
– Zaraz tu będą, więc tym razem się nie ociągamy – poleciła mężczyźnie.
– Kto będzie? – odważył się dopytać.
– Nie mam pojęcia, przestałam być w temacie jakiś czas temu… Ale ktoś na pewno. Ktoś, kto z jakiegoś powodu uważa, że ciała trzeba zgarniać do kostnic.
Prychnęła pogardliwie przyglądając się swoim krótkim, ale zadbanym paznokciom. Przygryzła precyzyjnie środkowy z nich, niby starając się go wyrównać. Podeszła do nieboszczyka i położyła dłoń na jego czole, zakrywając nią oczy. Krytycznym wzrokiem wciąż wpatrywała się w paznokieć o lekko poszarpanej płytce. Po chwili zaczepiła palce o szlufki spodni i przekrzywiła głowę na bok, oceniając swoje dzieło. Zadowolona, dyskretnie wtopiła się w tłum.
W tym czasie jej były towarzysz śledził wzrokiem pajęczynę tycich rzeczek płynących po bruku wszędzie i zewsząd. Gdy podniósł głowę, nie potrafił już wypatrzyć Śmierci pomiędzy przechodniami. Zdezorientowany, zrobił kilka kroków w kółko. Nagle poczuł wewnętrzny spokój, który jakby nakazał mu wzruszyć ramionami i obrać własną drogę. Wiedział, że to jeszcze nie jego czas na takie decyzje zawodowe. No cóż, może na razie przeznaczone mu jest bezrobotne życie… Nie żeby mu to przeszkadzało. W kieszeni kurtki poczuł mały kartonik. Wygrawerowano na nim numer telefonu, nic więcej. Numer kierunkowy… zero. Razem z wizytówką natrafił dłonią na kilka ciężkich, złotych monet. Uśmiechnął się pod nosem i poddał się napierającemu na niego tłumowi pieszych.
Koniec
Komentarze
Istny szczyt wytworów kelnerki Żałosnej Meliny.
jak i pierwsza interakcja na tej stronie, więc szczerze mówiąc, nie do końca wiem, co miałabym tutaj napisać
Spokojnie, gryziemy tylko w celach terapeutycznych :D
No cóż, tak czy siak, liczę na podpowiedzi i trochę fajnej krytyki.
Krytyka numer jeden – tytuły zaczynamy dużą literą, o ile nie jesteśmy awangardowymi poetami :)
Ubrany w zbyt duży garnitur młody osobnik podszedł pod drzwi.
Hmm. Zdanie dość abstrakcyjne (jak wygląda "młody osobnik"? Jakiego gatunku? Bo równie dobrze to może być orangutan) i trochę niezgrabne, chyba ze względu na szyk, chociaż za duży garnitur powinien być na początku, bo chyba rzuca się w oczy. Może warto by trochę pokazać? Jak on ginie w tym garniturze? Jak się potyka o nogawki? Aliteracja "podszedł pod" nie brzmi dobrze, zresztą podchodzimy raczej do drzwi.
podniósł dłoń i zastukał nią w ciemne drewno
Rozumiem, że kosztowało go to wiele wysiłku, ale tłumaczenie, że zapukał do drzwi dłonią, sugeruje, że mógłby zastukać czym innym, co może czytelnika rozpraszać. A przedmiotem stukania są drzwi, nie ich materiał – czasami, owszem, nazwę części traktujemy jako nazwę całości (to się nazywa metonimia), ale czy w tym przypadku to jest dobry pomysł… nie wiem. Zobaczymy dalej.
Słyszał, jak po pomieszczeniu za ścianą rozchodzi się echo, które po chwili przerwał cichy okrzyk nakazujący mu wejście.
Raz, okrzyk (czy może być cichy?) to dźwięk, który może zagłuszyć drugi dźwięk (echo), ale czy może go przerwać? Dwa, na pewno nie może niczego nakazywać. Można komuś coś nakazać okrzykiem.
Gdy otwierał ciężkie drzwi, uderzył go mrożący krew w żyłach zapach… Zapach zupy mlecznej.
Czyli będzie absurdalnie? :)
Twarz mężczyzny wykrzywiła się w pełnym bólu grymasie, a wszechobecna mdła woń nieustannie przypominała mu o jego nietolerancji laktozy.
Hmmmm. To ten typ absurdu. Dobra, tylko wiesz – on jest trudny. Zaimek "jego" można wyciąć, cudze problemy gastryczne nie wywołują takiej reakcji, dopóki nie trzeba po nich sprzątać.
Sunął ciężko w stronę zbitego ze sklejki biurka.
Czyli takiego normalnego, współczesnego biurowego biurka? I czy można https://wsjp.pl/haslo/podglad/35080/sunac (czyli poruszać się płynnie) ciężko? Może lepiej, żeby się wlókł? Chyba że chodziło Ci właśnie o oksymoron, ale – dalipies – nie wiem, dlaczego miałoby. (Przy okazji – zwykle lepiej zastosować szczegółowy czasownik niż czasownik ogólny plus przysłówek).
Budżet na dobre drewno najwidoczniej wyczerpał się przedwcześnie…
A ktoś ma taki budżet? I właściwie po co w biurze meble z "dobrego drewna"? Toż w domach jest ich coraz mniej… (sama mam bambusowy stolik z Ikei, służący głównie poprawie wykorzystania przestrzeni, czyli upchaniu w niej większej liczby książek).
Wpatrywał się tępo w plastikową tabliczkę z napisem “biuro rekrutacji”, gdy nagle z myśli wyrwał go skrzekliwy głos siedzącej za blatem chorobliwie niskiej kobiety:
Spokojnie, powoli. Nie wszystko naraz. Postaw się na miejscu tego faceta – co on postrzega jako pierwsze? Od tego zacznij opis. Jeśli nie widział dotąd pani za biurkiem, jak może przypisać do niej głos? Powiedzmy, na początku skupia się na tabliczce (gdzie jest ta tabliczka, skoro drzwi już minęliśmy i ich nie widzimy?), dobrze. Teraz z zamyślenia (chociaż patrzy "tępo"?) wyrywa go skrzeczenie, świetnie. I w tym miejscu powinien się dopiero rozejrzeć. Czyli, w praktyce – podzieliłabym zdanie, np. tak: Wpatrywał się tępo w plastikową tabliczkę z napisem “biuro rekrutacji”, gdy nagle otrzeźwił go skrzekliwy głos. To siedząca za biurkiem chorobliwie niska kobieta przypominała:
Z rozbieganym spojrzeniem nacisnął przycisk na stojącej na blacie maszynie.
Rozbieganym? https://wsjp.pl/haslo/podglad/24073/rozbiegane-oczy Resztę zdania łatwo poprawić: nacisnął guzik stojącej na blacie maszyny; ale co masz na myśli, mówiąc o rozbieganym spojrzeniu, doprawdy nie wiem.
Sekretarka zza biurka wypuściła głośno powietrze z ust
Hmm. O czym to ma świadczyć? Bo głośne wypuszczanie powietrza ma bardzo wiele odmian, i wszystkie one świadczą o bardzo różnych stanach emocjonalnych (a niektóre, jak mówienie, mogą świadczyć o wielu – i nawet mieć bardziej rozbudowaną warstwę semantyczną ;D).
schyliła się do leżącego na nijakiego koloru wykładzinie przedłużacza
Parsuje się to ciut niewygodnie. W zasadzie opis wykładziny, jeśli jest potrzebny, można by dać wcześniej, albo skontrastować z przedłużaczem (biały plastyk tak ohydnie żółknie, kiedy się starzeje – może to wykorzystaj?).
następnie irytująco powoli zwróciła się do wychudzonego osobnika
Hmmm. Nazywasz tę powolność, ale jej nie pokazujesz. (Tak, wiem, bardzo pomocne). "Wychudzony osobnik" w pierwszej chwili powoduje, że czytelnik rozgląda się za kimś trzecim w tym pomieszczeniu, a dopiero potem plaska się w czoło – no tak, przecież to główny bohater!
No cóż, widzę, że komuś się tu dzisiaj poszczęściło…
O, właśnie – czy ta wypowiedź jest powolna? Nie mówię, żeby ją przerywać wielokropkami, ale.
Kobieta wyburczała jeszcze coś pod nosem, wydłubując okruszki spomiędzy klawiszy dotkniętej przez życie klawiatury, podczas gdy mężczyzna oddalał się od jej biurka.
Hmm. W jaki sposób życie dotyka klawiatury? I zwracaj uwagę na aspekt czasownika – "wyburczała" jest dokonane, ale "oddalał się" niedokonane, więc nie do końca do siebie pasują (jedno się skończyło, drugie trwa).
Podszedł do kolejnych masywnych drzwi, na które najwidoczniej budżet już się odnalazł, mając w głowie zupełną pustkę.
"Odnalazł" nie jest ścisłym synonimem "znalazł" (zdaje się, że profesor Bralczyk gdzieś napisał, że ścisłe synonimy w ogóle nie istnieją) – w tym kontekście nie może go zastąpić. Poza tym nie jest do końca jasne, czy pustkę miał bohater, czy może budżet.
Choć w głębi duszy liczył na tę posadę, to odbył już tyle rozmów o pracę, że nadzieja tliła się w nim bardzo słabo.
Nacisnął klamkę ze świadomością, że najprawdopodobniej powiedzą “odezwiemy się”, a następnie nie odezwą się nigdy.
Hmm.
Mężczyzna wszedł do chłodnego pomieszczenia czując, jak pokrywa go gęsia skórka.
A gdyby tak zmienić imiesłów: Wchodząc do chłodnego pomieszczenia, mężczyzna czuł, jak pokrywa go gęsia skórka.
Wnętrzności skręciły mu się ciasno i miał… przeczucie, że kupiona wcześniej w kiosku kanapka z jajkiem szuka jak najszybszej drogi opuszczenia jego organizmu.
Hmm. Droga może być najkrótsza, ale nie najszybsza.
Zdawało mu się, że to właśnie z niego pochodził ten odstraszający zapach
Pochodzi – consecutio temporum po prostu nie obowiązuje w języku polskim, jest kalką, chyba przeważnie z angielskiego.
kopnął go, starając się wyrzucić go z gniazdka
Za dużo tego "go". Może: kopnął ustrojstwo, żeby je wyrzucić z gniazdka?
Nie zdołał jednak dostrzec, czy rzeczywiście coś zdziałał,
Hmm? Jak? Gdyby się udało, byłoby widać od razu, nie?
znudzony głos
Głosy się nie nudzą :)
– No żeś się nie spieszył za bardzo – wyharczała Śmierć.
Czy można charczeć ze znudzeniem? Po "no" dałabym przecinek.
czekam pod wyjściem
? Przed wyjściem chyba?
możesz pożegnać się z szansą na pracę
"Się" nie akcentujemy: możesz się pożegnać z szansą na pracę.
Widział jeszcze tylko skrawek materiału znikający za drzwiami, których wcześniej stanowczo tam nie było
Rozejrzał się po pokoju, nie był jednak w stanie odnaleźć tych, z których skorzystał, by się do niego dostać.
Trochę przedłużone zdanie. Hmm.
Z braku innych możliwości ruszył w stronę wyjścia.
Przecież właśnie szukał wyjścia…
Choć pomieszczenia nie nazwałby rozległym, kroki zdawały mu się dłużyć, a gdy wreszcie położył dłoń na klamce, czuł się wycieńczony.
Hmmm. Może pokaż to wycieńczenie? Bo tylko zapewniasz, że tak się czuł, ale widać to najwyżej po tych dłużących się krokach.
Zaśmiał się nerwowo przekraczając próg.
Zaśmiał się nerwowo, przekraczając próg.
Poczuł, jak oślepia go ostre światło.
Wszelkie "poczuł" odsuwa czytelnika o jeden stopień od świata przedstawionego. Czasami to jest potrzebne. Czy jest potrzebne tutaj?
Kobieta stała oparta o winkiel, znudzona poprawiając mankiety garnituru.
Przeorganizowałabym: Kobieta stała, znudzona, oparta o winkiel, poprawiając mankiety garnituru.
westchnęła ze zrezygnowaniem
Westchnęła z rezygnacją.
jak czasem ruszy dupsko to nie ucierpi
Tu powinien być przecinek: jak czasem ruszy dupsko, to nie ucierpi.
Mężczyzna wpatrywał się w nią przestraszonymi oczami, nie potrafiąc wydukać ani słowa.
Poza imiesłowami jest tyle fajnych konstrukcji w języku, a ludzie się ich boją ;D a za to straszą oczy: Mężczyzna wpatrywał się w nią przestraszony, niezdolny wydukać ani słowa.
Nagle winda zadzwoniła i chrząkając, otworzyła drzwi
Winda chrząka?
towarzyszący jej osobnik
Ten "osobnik" jest (w stosunku do ludzi) nacechowany: https://wsjp.pl/haslo/podglad/12067/osobnik/3918651/czlowiek a pokazujesz faceta najwyżej jako ciut żałosnego, nie aż taką kreaturę. W każdym razie nie bardzo się nadaje na ksywkę bohatera…
Przyciski sterujące windą wyróżniały się na tle reszty jej wnętrza, były podejrzanie… ładne i czyste, wyglądały wręcz sterylnie.
Hmmm. Przyciski sterowania windą.
Rozkoszuj się decyzyjnością, jeśli przyjmę cię na stałe, to koniec z takimi luksusami.
Dobrze by było to rozdzielić (a luksusy są tymczasowe od początku, nie bez zapowiedzi): Rozkoszuj się decyzyjnością. Jeśli przyjmę cię na stałe, to takich luksusów nie będzie.
Siedem, ułożone w równym rządku, choć wcale nie w konwencjonalnej kolejności, każdy równie połyskujący w świetle tanich żarówek.
W domyśle "było ich", więc: Siedem, ułożonych w równym rządku, choć w niekonwencjonalnej kolejności, każdy tak samo połyskujący w świetle tanich żarówek.
Finalnie zdecydował się na ten z numerem cztery.
W końcu zdecydował się… "Finalnie" może i służy absurdowi, ale nie wydaje mi się, żeby to było zamierzone, więc mazać je.
Kusił go także ten z wygrawerowanym “13”
Liczby piszemy słownie, np. tak: Kusił go także ten z wygrawerowaną trzynastką.
jednak miał z tą liczbą niezbyt pozytywne skojarzenia
Niezbyt przyjemne. "Pozytywny" to nie to samo, co dobry.
mężczyźnie czas zdawał się jednak nadnaturalnie wydłużać
To nie jest poprawne. Hmm. Przez moment jechali w ciszy, lecz czas dłużył się mężczyźnie wręcz nadnaturalnie. Zaczął się dyskretnie przyglądać swojej przewodniczce.
Najwidoczniej nie był tak dyskretny, jak uważał, ponieważ Śmierć westchnęła na widok jego spojrzenia
Hmm. Jak wygląda spojrzenie? Można widzieć, że ktoś na nas patrzy, ale samego spojrzenia – oj, chyba nie.
Poirytowana wyrzekła
Te dwa słowa mocno się gryzą – jedno jest kolokwialne, drugie bardzo książkowe.
Zdecydowalibyście się wreszcie, wspólnie na coś umówili!
Gramatyka macha światem? :)
Te wasze szufladki mnie miesięcznie kosztują więcej niż powinny!
…? A ile powinny?
Prychnęła, jakby urażona wszystkim dookoła
Hmmm.
ding-dong
Angielska onomatopeja.
jej towarzysz tej absurdalnej podróży nie poradził sobie jednak tak dobrze z gwałtownym zatrzymaniem
Dlaczego "absurdalnej"? Nazwanie jej tak nie czyni podróży bardziej absurdalną, tylko wywołuje zastanowienie u czytelnika, który nie widzi powodów, żeby ją tak nazywać (nawet towarzystwo jest zaledwie surrealistyczne). A parsowanie zdania utrudnia.
Mężczyzna opierał się dłońmi o ścianę, powstrzymując mdłości
Wiemy, kto, można skasować "mężczyznę". (Ekhm).
wyburczała do siebie kręcąc głową
Przecinek: wyburczała do siebie, kręcąc głową.
mijając za sobą kolejne pary drzwi
Mijanie to pozostawianie czegoś za sobą, więc albo: mijając; albo: pozostawiając za sobą.
Za tymi z nich, które nie zostały zamknięte, osobnik dostrzegał elegancko urządzone pokoje hotelowe
"Z nich" przeważnie można wyciąć – tu też. O osobniku i postrzeganiu – patrz wyżej.
W pewnym momencie na końcu korytarza zrobiło się zamieszanie, a z klatki schodowej wyszła grupa ochroniarzy otaczających ciasno jakiegoś mężczyznę.
Hmm.
jednak na jego umyśle osiadła ciężka mgła
Na umyśle prowadzonego? Bo to wynika z budowy zdania (choć semantyka wskazuje na praktykanta – i tak czytelnik się wywraca). Metafora nie jest zła, ale może przydałoby się ją trochę mocniej powiązać z sytuacją.
Kobieta obok niego wydawała się niewzruszona, jednak dało się usłyszeć jej ciche pomruki:
Hmm. Przystrzygalne. "Jednak" to też nie jest codzienne słowo, dwa razy pomyśl, zanim je zastosujesz, bo potrafi zepsuć efekt.
No patrzcie państwo na takiego
No, patrzcie państwo na takiego…
jakby pocieszając się swoimi słowami
Hmmm? Jakby pocieszyły ją własne słowa, może?
podeszła pod drzwi
Podeszła do drzwi.
Z wieży stereo cicho pogrywała piosenka
Na pewno nie "grała"?
“Oops! I Dit It Again” od Britney Spears
"Od" jest tu zupełnie od pieca. Może być torebka od projektanta, ale piosenka – tylko autora.
nie potrafił jednak wychwycić jej dokładnego tekstu
A jest tekst niedokładny?
Mimowolnie zaczął się delikatnie bujać w rytm muzyki.
lawirując między porozrzucanymi na panelach bibelotach
Rozsypała się gramatyka: lawirując między porozrzucanymi na parkiecie bibelotami.
imitację afrykańskiej figurki, której budowę można by sklasyfikować jako… odważna próba gatunku
Nie wiem, o co chodzi.
Na stole o obłych, dość… mało praktycznych kształtach
Tu też nie wiem, bo stół nie był chyba elipsoidą?
Siedząca w nim dziewczynka spokojnymi oczami wpatrywała się we własną matkę
Znowu – to dziewczynka jest spokojna, nie jej oczy. Nie wiem, czemu ma służyć podkreślenie, że rozpaczająca kobieta jest matką dziewczynki.
Podeszwy butów kobiety wchłaniały w siebie rozlane na podłodze płyny, ona jednak zdawała się ignorować ten fakt.
"Ignorować" to nie jest polskie słowo: ona jednak nie zwracała na to uwagi. Poza tym: nie można wchłaniać inaczej niż w siebie. Podeszwy z gąbki zresztą nie wydają mi się szczególnie praktyczne.
Kilkulatka ze swojego specyficznego punktu obserwacyjnego przykleiła wzrok do wchodzącej do pokoju Śmierci
Hmmm.
ta minęła powolnym krokiem kobietę kucającą na posadzce i zbliżyła się do rogu pokoju
A może tak: ta powolnym krokiem minęła kobietę przykucniętą na posadzce i zbliżyła się do rogu pokoju.
Skulony, przy ścianie, z nieprzyjemnie rozwartymi oczami leżał starszy mężczyzna.
Skulony przy ścianie (bo "przy ścianie" nijak nie może być wtrąceniem). Dlaczego to rozwarcie oczu jest nieprzyjemne? Jak to wygląda?
zdał sobie sprawę, z jakiego powodu rozlegało się tu takie zawodzenie
Sztucznie przedłużone zdanie i consecutio temporum (przydałoby się też podkreślić, że kobieta płacze, bo na chwilę o tym zapomniałam): zdał sobie sprawę z powodu zawodzenia.
Wciąż stojący w pół kroku w drzwiach osobnik zawiesił się.
Czy porównanie człowieka do komputera to na pewno taki dobry pomysł w tym miejscu?
głośne westchnięcie
Westchnienie.
podobno oby-szefowej
Hmmmmmmmmmmm. Czyli on ma wątpliwości, czy ona jest jego potencjalną szefową?
Delikatnie przymykała ona oczy nieboszczyka, mężczyzna wciąż czuł jednak na sobie jego jałowy wzrok, a z pokoju obok nieustannie przygrywała im Britney Spears.
Hmm. "Delikatnie", jak raz, użyte poprawnie, ale można przystrzyc: Właśnie delikatnie przymykała oczy nieboszczykowi, lecz mężczyzna wciąż czuł na sobie jego jałowe spojrzenie, a z pokoju obok nieustannie przygrywała Britney Spears.
Spojrzał się na nią ciężkim wzrokiem.
Spojrzał na nią (bez "się"!), ale czy wzrok może być ciężki?
Bo jemu to się jeszcze ma przydać?
Po co jej pieniądze?
Wiesz jak to mówią
Wiesz, jak to mówią.
Po wypowiedzeniu tych słów
Zupełnie zbędne – jeśli opisujesz A, a potem B, to naturalnie przyjmujemy, że A zdarzyło się przed B.
Wciąż czując się oceniana przez jegomościa, dodała:
Hmm. Czy nie byłoby zgrabniej na przykład: Asystent nadal ją taksował, więc dodała:
a uwierz mi, góra nie jest zbyt chętna na sponsoring pralni chemicznej!
Lepiej: wierz mi.
Prychnęła pod nosem i niewzruszona skierowała się w stronę wyjścia, z zadowoleniem poklepując się po wystającej kieszeni.
Hmmm. Czy taka niewzruszona…
wytarł spocone dłonie o materiał spodni, jednak wciąż czuł na nich nieprzyjemną wilgoć
Trudno coś wytrzeć o duszę spodni. Tniemy zdanie (im mniej, tym więcej): wytarł spocone dłonie w spodnie, ale ciągle były nieprzyjemnie wilgotne.
Ściany korytarza i wiszące na nich obrazy zdawały się go przyduszać
Abstrakcyjne.
Ocierając dłonią o chłodną poręcz, jegomość kierował się za swoją przewodniczką.
? Przesuwając dłonią po chłodnej poręczy, mężczyzna szedł za przewodniczką? Tnij zbędne zaimki – po polsku można wiele z nich po prostu opuścić (po angielsku – nie).
Dudniąc butami, przemierzał kolejne stopnie.
Zdanie ma identyczną konstrukcję jak poprzednie. To robi złe wrażenie, już pomijając to, że w sumie tłumaczysz tutaj, jak się wchodzi po schodach.
jakby już dawno wyzbyła się ludzkiej niezgrabności i niezdarności
Skąd założenie, że kiedyś się nimi cechowała?
Również, by mężczyzna mógł zawiązać sznurowadło.
Hmm.
Po wyjściu poza budynek zarówno Śmierć, jak i jej podwładny zmarszczyli nosy, kobieta wręcz ostentacyjnie zasłoniła swoją twarz połami marynarki.
Tniemy zaimki, rozdzielamy zdania: Po wyjściu z budynku zarówno Śmierć, jak i jej podwładny zmarszczyli nosy. Kobieta wręcz ostentacyjnie zasłoniła twarz połami marynarki.
Mętny napój drobną strużką torował sobie drogę pomiędzy gapiami.
Bardzo… epickie, jak na cieknące piwo. Ilu ludzi stoi i patrzy na zwłoki żula? (Cześć jego pamięci, bo nie podważam tu godności osobowej rzeczonego żula, tylko zainteresowanie ludzi jego doczesnymi szczątkami).
Jednoczył się z mulistą wodą i spluwaną na asfalt śliną, wspólnie uciekały do studzienek i przemaczały przechodniom ich zbyt długie nogawki.
Jak wyżej. Ślina nie jest "spluwana" ("spluwać" to czasownik niedokonany, nie ma takiej formy od niego pochodzącej), a najwyżej wypluwana. "Przemaczały przechodniom" trochę aliteruje.
unosząc końce spodni
Hmmm, no, nie wiem.
z grymasem niezadowolenia na twarzy
Czy można mieć grymas gdzie indziej?
Osobnik idący tuż za nią nie był w stanie utrzymać swojego ubrania w takiej czystości.
I co z tego wynikało?
Mężczyzna wlepiał wzrok w ciało przemoczone od własnych wydzielin.
Przemoczone czym? wydzielinami, ale mam nadzieję, że nie opisujesz tu profanacji zwłok przez ich obrzyganie. Bo nie wiem, do czego ma się odnosić “własnych”.
Śmierć westchnęła rozdrażniona na widok młodej kobiety, wzywającej trzęsącymi się dłońmi pogotowie.
Śmierć westchnęła, rozdrażniona, na widok młodej kobiety. Ale to, że panna próbuje skorzystać z telefonu, nie oznacza automatycznie, że dzwoni na pogotowie, nie? Jako autor jesteś oczami czytelnika – nie próbuj być jego rozumem, bo to nigdy się nie udaje.
odważył się dopytać
Lepiej: zapytać.
Ale ktoś na pewno. Ktoś, kto z jakiegoś powodu uważa, że ciała trzeba zgarniać do kostnic.
Ciału nic się nie stanie, jeśli ktoś je przeniesie.
Prychnęła pogardliwie przyglądając się swoim krótkim, ale zadbanym paznokciom.
Prychnęła pogardliwie, przyglądając się swoim krótkim, ale zadbanym paznokciom. W jaki sposób to się wyklucza?
Przygryzła precyzyjnie środkowy z nich, niby starając się go wyrównać.
Precyzyjnie? Przygryzła środkowy, niby starając się go wyrównać.
Podeszła do nieboszczyka i położyła dłoń na jego czole, zakrywając nią oczy.
Angielska składnia (i dziwnie duża dłoń): Podeszła do nieboszczyka i położyła mu dłoń na czole, a potem zakryła oczy.
Krytycznym wzrokiem wciąż wpatrywała się w paznokieć o lekko poszarpanej płytce.
Po prostu: Wciąż wpatrywała się krytycznie w paznokieć. (Jak płytka paznokcia może być "lekko poszarpana"?)
W tym czasie jej były towarzysz śledził wzrokiem pajęczynę tycich rzeczek płynących po bruku wszędzie i zewsząd.
Hmmmmmmmmm. Nawet ładne, tylko…
Gdy podniósł głowę, nie potrafił już wypatrzyć Śmierci pomiędzy przechodniami.
Nie był już w stanie. "Potrafić" nie jest ścisłym synonimem "móc".
Nagle poczuł wewnętrzny spokój, który jakby nakazał mu wzruszyć ramionami
Dlaczego "jakby"?
Wiedział, że to jeszcze nie jego czas na takie decyzje zawodowe.
Zaimek skasuj.
może na razie przeznaczone mu jest bezrobotne życie…
Może lepiej: może na razie przeznaczone mu jest bezrobocie…
W kieszeni kurtki poczuł mały kartonik. Wygrawerowano na nim numer telefonu, nic więcej.
Razem z wizytówką natrafił dłonią na kilka ciężkich, złotych monet.
Nie po polsku: Obok wizytówki natrafił…
Uśmiechnął się pod nosem i poddał się napierającemu na niego tłumowi pieszych.
Tniemy pustosłowie: Uśmiechnął się pod nosem i poddał napierającemu tłumowi pieszych.
Bardzo… surrealistyczne. Nie wiem, o czym chciałaś opowiedzieć – główny bohater próbuje swoich sił w zawodzie, który może mu nie odpowiadać, ale raz, że właściwie niewiele robi, a dwa: ani on, ani my nie rozumiemy, co tu się dzieje i dlaczego. Czy chodzi o to, że nawet w zaświatach wszyscy mają wszystko gdzieś? Czy o to, że lepiej się nie pchać do czegoś, czego się nie rozumie? Czy, że ktoś niemiły może się niespodziewanie okazać życzliwy (w miarę)? Że nie należy się na siłę pchać do nieodpowiedniego zawodu? I co w tym wszystkim robi zupa mleczna?
No, skonfundowałaś mnie, Autorko, jak urząd skarbowy.