- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Okiem jaszczura (cz.2)

Okiem jaszczura (cz.2)

Oceny

Okiem jaszczura (cz.2)

Obo­wiąz­ko­wa i po­wszech­na edu­ka­cja to wy­mysł na­jeźdź­ców. Wy­pę­dzo­ne z ja­skiń Isto­ty Ga­dzie zo­sta­ły zmu­szo­ne nawet do ubie­ra­nia się jak lu­dzie. Język chiń­ski staje się obo­wiąz­ko­wy. Nie jest trud­no go przy­swo­ić – rep­ti­liań­ski za­wie­ra znacz­nie wię­cej gło­sek.

Zda­rza się, że w przy­pły­wie cie­ka­wo­ści, a może i z tę­sk­no­ty za domem, czło­wie­czy ofi­ce­ro­wie pod­cho­dzą pod ogro­dze­nie nowo po­sta­wio­nej jasz­czu­rzej szko­ły. Stają za pło­tem, uśmie­cha­jąc się do­bro­tli­wie. Przy­bie­ga­cie wtedy z ko­le­ga­mi i wo­ła­cie: „Wujek, daj od­zna­kę!”.

Nie­któ­rzy homo sa­piens miesz­ka­li tu z ca­ły­mi ro­dzi­na­mi. Mimo to dzie­ci z ko­szar ra­czej nie wi­dy­wa­no. Chyba że je­cha­ły swoim dziw­nym, po­dłuż­nym we­hi­ku­łem w stro­nę woj­sko­we­go ter­mi­na­lu lub z po­wro­tem. Tam miały swoje osie­dle i bu­dyn­ki uży­tecz­no­ści pu­blicz­nej.

Cza­sa­mi wie­czo­rem z mło­dy­mi jasz­czu­ra­mi z są­siedz­twa pod­cho­dzi­cie do głów­nej drogi. Wo­ła­cie wtedy: „Ziem­nia­ki do domu!” i rzu­ca­cie ża­ba­mi w po­dusz­kow­ce opan­ce­rzo­ne. Po­jaz­dy pędzą dalej, a ziem­ska za­ło­ga śpie­szą­ca się na noc­leg nawet nie za­uwa­ża tych po­ci­sków. Za­pew­ne myślą, że ocie­ra­ją się o przy­droż­ne palmy.

Po­sia­dasz kuszę wy­ko­na­ną z dwóch spi­na­czy. Strze­la się z niej beł­ta­mi wy­ko­na­ny­mi z czte­rech za­pa­łek i szpil­ki umo­co­wa­nej taśmą izo­la­cyj­ną.

Któ­re­goś po­ran­ka przy­no­sisz ustroj­stwo na lek­cję pla­sty­ki. Do­sta­jesz uwagę. Może i do­brze – opa­mię­ta­nie przy­szło do cie­bie, zanim ktoś zo­stał po­strze­lo­ny w oko.

Ko­le­dzy opo­wia­da­li ci o przy­go­dzie z więk­szą kuszą. Z desek. Ponoć jeden za­cza­ił się z taką w ogro­dach (za­sa­dzo­nych na pu­sty­ni przez Zie­mian). Kiedy prze­cho­dził tam­tę­dy ludz­ki żoł­nierz, ukry­ty za krze­wem jasz­czur strze­lił do niego dru­tem do szy­cia. Śmia­li się, że czło­wiek do­stał w łydkę i tak śmiesz­nie kicał.

Może to tylko le­gen­da lu­do­wa. Nie wia­do­mo, co w od­we­cie pla­no­wał woj­sko­wy z USZNGL. Po­nie­waż, rok póź­niej, na­ty­kasz się w ogro­dach na ukry­tą zie­mian­kę (w zna­cze­niu bu­dow­li, schro­nie­nia). A w niej znaj­du­jesz nabój do pi­sto­le­tu ma­szy­no­we­go. W każ­dym razie po­sta­na­wiasz mieć też taką dużą kuszę. Zbi­jasz więc dwie deski i przy­mo­co­wu­jesz do nich białą gumkę od spodni. Ro­dzi­com to się nie po­do­ba i twoja nowa broń szyb­ko znika…

Koniec

Komentarze

Anonimie, czy jest sens wrzucać części, które łącznie mają cztery tysiące znaków? I oznacz proszę powyższe jako fragment. 

Dziękuję za zwrócenie uwagi. Całość kończy się na 3 części. Pozdrawiam.

Nowa Fantastyka