Kiedy miałam dziewięć lat, wierzyłam we Wróżkę Zębuszkę. Sumiennie wkładałam pod poduszkę każdego mleczaka. Rano spotykało mnie jednak rozczarowanie. Nigdy nie przyniosła mi żadnego pieniążka.
Wracając z pracy, sprawdziłam skrzynkę na listy. Oprócz reklam znalazłam różową kopertę zaadresowaną wprost do mnie. Nieco rozmazany stempel wskazywał na Gdynię lub Gdańsk. Kopertę otworzyłam już w przedpokoju. Najpierw wysypała się z niej chmura różowego brokatu. Na załączonej kartce dostrzegłam krótką notatkę: “Wybacz spóźnienie. Były korki. Twoja WZ”.
– Ale sobie ktoś robi jaja.
Już miałam w myślach oskarżać walniętego byłego męża o nieśmieszne żarty, gdy zza pleców usłyszałam cienki głos.
– Witaj, moja królowo.
Odwróciłam się szybko. Na wysokości mojej twarzy zawisło przedziwne, a jednocześnie przepiękne stworzenie. Miało nogi, ręce i głowę. Jak człowiek. Miało także skrzydełka, które poruszały się tak szybko jak u ważki. Tak samo mieniły się też kolorami. Stworzonko było wielkości dłoni. Całe błyszczało od brokatu.
Choć pierwszy raz widziałam coś takiego, nie bałam się. Byłam po prostu zaskoczona.
– Ja chyba śnię.
– Mama mi powiedziała, że możesz się wystraszyć, dlatego mam ci od razu wszystko wytłumaczyć. Jestem Brylantynka. Moja mama to Wróżka Zębuszka. Bardzo cię przeprasza za to, że nie zostawiła pieniążka. W ramach zadośćuczynienia zostanę twoją służącą. Czy jesteś głodna, moja królowo?
W głowie mi huczało. Co ja właściwie robię ze swoim życiem? Siedzę na komodzie w wynajętym mieszkaniu i gadam z wytworem mojej wyobraźni? Naprawdę o tym marzyłam, zaczynając studia na łódzkiej filmówce? Dobra, niech się dzieje.
Poszłam do kuchni. Potrzebowałam kawy. Brylantynka frunęła tuż obok mnie.
– Dodaj szczyptę cynamonu do kawy. Masz kardamon?
– Ale po co?
– Będzie lepsza.
– Ale ja lubię zwykłą czarną.
– Słuchaj mnie uważnie. Może i jestem małą wróżką z durnym imieniem, ale wiem jedno – jak pijesz, jesz i robisz zwykłe rzeczy, masz zwykłe życie. Chcesz mieć magiczne życie, rób rzeczy piękne. Zacznijmy od dobrej kawy.
A więc tak miała wyglądać magiczna służąca.
Jak zwykle przy kawie przeglądałam aplikację randkową. Już odruchowo odrzucałam wszystkich po kolei. Moja nowa współlokatorka czuwała, wisząc mi tuż nad ramieniem.
– Stój. Umów się z tym.
– To jakiś Wietnamczyk chyba. Daj spokój.
– Nie wiem, co to znaczy. Dobre ma oczy. Małe, ale dobre. Zagadaj go.
– Ale po co?
– No a po co oglądasz tych wszystkich facetów?
Poddałam się. Napisałam. Chwilę pogadaliśmy i umówiliśmy się na sobotę.
– Teraz szukamy następnego.
Brylantynka robiła w powietrzu piruety.
– No coś ty. Jedna umówiona randka to i tak więcej niż przez cały ostatni rok.
– I co z tego? Skąd wiesz, ile zostało ci czasu?
Jak na tak małą istotkę potrafiła zadawać celne, bolesne pytania.
Koniec końców na weekend miałam umówione trzy randki.
Kawa z cynamonem i bitą śmietaną była najlepszą, jaką dotąd piłam.
– Czy mogę ci pomalować paznokcie i zrobić nową fryzurę?
Wybuchnęłam śmiechem.
– Jak zamierzasz to zrobić, mała panienko?
– O tak!
To mówiąc, dmuchnęła mi w twarz migoczącym pyłkiem. W jednej chwili moje paznokcie stały się neonowopomarańczowe.
– A spójrz w lusterko!
Nie wierzyłam własnym oczom. Zawsze nosiłam proste, brązowe włosy. Teraz widziałam burzę loków. Nigdy nie widziałam siebie w takiej odsłonie.
– No nieźle. A potrafisz sprawić, żeby ubyło mi trochę kilogramów?
– Nad tym możesz sobie sama popracować.
Obecność Brylantynki była absurdalna, to fakt. Ale pomyślałam wtedy, że kto mi zabroni uwierzyć w ten absurd i po prostu się nim bawić.
Kiedy szłam spać, wróżka położyła się na poduszce tuż obok mojej głowy. Zasnęłyśmy.
Obudziła mnie dość wcześnie.
– Wstawaj, śpiochu. Dziś dzień pełen przygód.
Zrobiłam śniadanie. Już nie jajecznicę, a jajka w koszulce. Już nie zwykły chleb, a grzanki z masłem czosnkowym. Miało być magicznie.
W południe miałam pierwszą randkę. Umówiliśmy się z niejakim Jakubem na spacer po Ogrodzie Botanicznym. Pogoda zapowiadała się piękna.
Brylantynka była zachwycona. A ja sobie coś uświadomiłam.
– Maleńka, ale jak pójdziemy razem, to ciebie wszyscy zobaczą.
– Nic się nie bój. Tylko ty możesz mnie widzieć.
Jakub czekał przy wejściu. Wyglądał dokładnie jak na zdjęciach, co było dużym plusem. Szkoda tylko, że ani na zdjęciach, ani w rozmowie nie wspomniał, że nie ma przednich jedynek.
Brakło mi tupetu, żeby udawać, że ja to nie ja. Postanowiłam odbębnić swoje i mieć to za sobą. Tuż przy uchu słyszałam lament wróżki.
– Jaki brzydal!!! Niedobrze mi!!!
Mężczyzna przywitał się, ale zanim podeszliśmy do kas biletowych, wypalił:
– Nie obraź się, ale nic z tego nie będzie.
Powinnam udawać, że mi smutno, że poczułam zawód. W duszy jednak się tak strasznie cieszyłam. Z drugiej strony…
Moje rozważania przerwał krzyk Brylantynki.
– Ty bezzębny śmierdzielu! Odrzucasz moją królową?
Wszystko potem działo się tak strasznie szybko, że nie jestem dotąd pewna, co faktycznie widziałam, a co mi się zdawało.
Zobaczyłam wybuch brokatowej kuli, a po chwili Jakub leżał nieruchomo na chodniku. Z uszu płynęła mu krew, tworząc już małą kałużę.
Zatkało mnie.
Ktoś zaczął krzyczeć. Ktoś inny zadzwonił na pogotowie.
– O kurwa. Brylantynko, coś ty narobiła?
Ta, widząc mój szok, znów sypnęła brokatem.
– Spadamy stąd.
W mgnieniu oka przeniosła nas do domu.
Odwołałam pozostałe randki. Wygrzebałam z szafy klatkę po chomiku. Wsadziłam do niej Brylantynkę. Płakała.
– Dlaczego mi to robisz? Dlaczego mnie więzisz?
– Zabiłaś go, prawda?
– No i co z tego? On był głupi.
– W tym świecie nie zabijamy ludzi, gdy ich nie lubimy.
– A jak ktoś jest taki bardzo zły?
– To też nie. W ogóle nie zabijamy.
– W moim świecie wszystko jest prostsze. Głupi jest ten twój świat. Nie zasłużył na moją magię.
Patrzyłam na tę śliczną istotkę. Prychała, płakała i rzucała się w klatce. Mimo że zniewolona, wciąż pięknie błyszczała. A może by tak…
– Wiesz, Brylantynko. Zmieniłam zdanie. Pokaż temu zwykłemu światu swoją magię.
Hej!
Ponad dwadzieścia lat czekałam na Wróżkę Zębuszkę. Kiedy pod poduszką chowałam świeżą trójkę, marzyłam o złotówce. Mogłabym sobie kupić w szkolnym sklepiku żółtą oranżadę i słodką bułkę. Rano spotkało mnie rozczarowanie. Nie było ani zęba, ani złotówki.
Tutaj troszkę bym dopracował. Zaczyna się tak, jakbyś pisała o czynności, która działa się przez dłuższy czas w przeszłości, a potem dość nagle przechodzisz do jednostkowej sytuacji. Osobiście zmieniłbym np. spotkało na spotykało.
Już miałam w myślach oskarżać walniętego byłego męża o nieśmieszne żarty, gdy zza moich pleców usłyszałam cienki głos.
Moich chyba jest tutaj zbędne. :) Tym bardziej, że kawałek dalej masz moją twarz.
Stworzonko było wielkości mojej dłoni.
Także tutaj zaimek dzierżawczy jest zbędny.
– Słuchaj mnie uważnie. Może i jestem małą wróżką z durnym imieniem, ale wiem jedno – jak pijesz, jesz i robisz zwykłe rzeczy, masz zwykłe życie. Chcesz mieć magiczne życie, rób rzeczy piękne. Zacznijmy od dobrej kawy.
Ale ładne! Kawę z cynamonem i kardamonem odkryłem na wyjeździe do Kotliny Kłodzkiej kilka lat temu i od tego czasu rzeczywiście życie stało się nieco bardziej magiczne. ;)
Zatkało mnie.
Damn, mnie też. Co za niespodziewane przejście od magicznej przyjaciółki do szalonej morderczyni! :D
Niesamowite, jak gwałtownie i skrajnie tekst tekst się zmienia. Wróżka trochę jak gremlin, co to na początku jest brokatowym słodziakiem, ale jeden nieodpowiedni krok i pokaże prawdziwą naturę. ;) Fajnie ta zmiana klimatu potrząsa czytelnikiem, podobało mi się.
barniusz,
usunęłam to moich i mojej. Nad wstępem się jeszcze zastanowię. Na pewno przeredaguję, tylko dłużej pomyślę :)
Dzięki 
O takie właśnie szorty nic nie robiłem.
Ogólnie – zabawne, lekkie, takie mocno w moim stylu (w sensie, w moim stylu, gdy nie mam fazy na Lema do kwadratu, albo na głębokie psychologiczne rozkminy).
Troszkę nie zrozumiałem końcówki.
Czy babka ma po prostu raka mózgu i to z tym zabiciem gościa jej się tylko wydawało? (bo wiadom, że Brylantynka MUSI być prawdziwa, bo bez tego nie byłoby fantastyki).
Bo jeśli nie, to dlaczego zabicie czlowieka w publicznym miejscu nie miało żadnych konsekwencji?
Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Jimie,
tak sobie myślę, że to zabicie było tak samo prawdziwe jak Brylantynka. Pewnie jakieś były konsekwencje, ale nie zmieściły mi się w konwencji szorta
Cytując postać odtwarzaną przez zmarłego dziś aktora:

Można by po prostu dopisać jedno zdanie, że np. pospiesznie wyszły, a Brylantynka pstryknęła palcami i kolor włosów bohaterki zmienił się na rudy, blond, albo zielony – cokolwiek, co wyjaśniałoby, że nikt jej nie powiązał z morderstwem.
I nadal byłby to szort :)
A ogólnie to:
Fajne.
(© Anet)
Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Jak zwykle fajnie napisany tekst. Mimo, że lubię fantasy rodem z Sapkowskiego, Praczeta, elfy, krasnoludy, półkrasnoludy inne to miło się czytało.
Nie wszędzie homor się udał, ale tutaj przykładów dawał nie będę, bo humor każdy ma inny. Ale w większości się udało, piszesz co już mowiłem prostymi zdaniami, nie przekombinowanymi (w przeciwieństwie do mnie) i moim zdaniem warto się tego trzymać, bo masz dość charakterystyczny styl.
Kliknę, bo to dość dobry szorcik.
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Jimie,
poprawiłam 
dzięki melendur 
Ktoś zaczął krzyczeć. Ktoś inny zadzwonił na pogotowie.
– O kurwa. Brylantynko, coś ty narobiła?
Ta, widząc mój szok, znów sypnęła brokatem.
– Spadamy stąd.
W mgnieniu oka przeniosła nas do domu.
I właśnie o to szło, brawo Ty :)
Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Kiedy miałam dziewięć lat, wierzyłam we Wróżkę Zębuszkę. Sumiennie wkładałam pod poduszkę każdego mleczaka.
Zastanowiłbym się czy nie zmienić na “poduchę”, bo teraz robi nam się dość zabawny rym.
Chociaż w sumie uśmiechnąłem się, więc może fajnie :D
Był trochę rozmazany. Kopertę otworzyłam już w przedpokoju. Najpierw wysypała się z niej chmura różowego brokatu. Na załączonej kartce była krótka notatka: “Wybacz spóźnienie. Były korki. Twoja WZ”.
Byłoza się wkradła.
– O kurwa. Brylantynko, coś ty narobiła?
Cudowne! :D
Świetny szorcik. Do tego jestem w szoku, bez bólu i cierpienia (no, może poza bezzębnym)! Czyli w takie klimaty też świetnie potrafisz. Bardzo dobrze się bawiłem, z chęcią polecę do biblioteki.
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Michael,
nie zauważyłam tej byłozy. Dzięki, poprawiłam :)
Ten rym chyba zostawię na razię. Jest zabawny, a tekst miał być lekki i przyjemny :)
Pozdrawiam 
Wyszło lekko i przyjemnie ;-)

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Cześć, UnaBomba!
Właściwie nie mam nic innego do napisania, jak to, że tekst mi się podobał z jednym małym „ale”. Za szybko się skończył. Fabuła zaczęła się rozkręcać, a tu bam! Puenta i do domu. Pozostał apetyt na więcej.
Pozdrawiam.
Dziń dybry!
wiem jedno – jak pijesz, jesz i robisz zwykłe rzeczy, masz zwykłe życie. Chcesz mieć magiczne życie, rób rzeczy piękne. Zacznijmy od dobrej kawy.
Ale ta Brylantynka mądra!
Szkoda tylko, że ani na zdjęciach, ani w rozmowie nie wspomniał, że nie ma przednich jedynek.
haha, jejku :P
Zobaczyłam wybuch brokatowej kuli, a po chwili Jakub leżał nieruchomo na chodniku. Z uszu płynęła mu krew, tworząc już małą kałużę.
Zatkało mnie.
Ktoś zaczął krzyczeć. Ktoś inny zadzwonił na pogotowie.
– O kurwa. Brylantynko, coś ty narobiła?

Kurczę, ale to jest dobre! No, jestem zadowolona z lektury jak rzadko kiedy…
Imponują mi oszczędne teksty z bogatą treścią i oszczędną stylizacją (bo wtedy wiem, że autor/ka nie sili się na pseudointelektualizm). Bo treści tu mamy naprawdę sporo i do tego wartościowych. Tekst zmusza do refleksji na wielu polach, znajdziemy tu nawet kapkę nietszchowskiej filozofii, koncepcji Übermensch użytej zresztą w mojej ukochanej Zbrodni i Karze. Do tego wszystko jest opakowane w zabawny, komediowy sposób. No, czapki z głów!
Z tych powodów uważam, że klik do Biblioteki to za mało. Nominuję tekst, a co mi tam, mam tę moc (mam tę moc!), więc korzystam.
Najwyżej mnie Loża już całkiem znielubi…
They see me rolling, they hating…

Upadłeś i od razu się poddajesz? To jakim cudem nauczyłeś się chodzić?
barniusz,
usunęłam to moich i mojej. Nad wstępem się jeszcze zastanowię. Na pewno przeredaguję, tylko dłużej pomyślę :)
Widzę, że ostatecznie wstęp także udało się przeredagować. Super! Teraz, gdy sam początek nie zatrzymuje już uwagi i można się rozpędzić w lekturze, klikam z przyjemnością.
Podobało mi się. Humorystyczne, przy zabiciu randki głównej bohaterki parskłem. ;)
Nie spodziewałem się, że z brokatu i słodkości poleje się krew, a głowie bohaterki uknuje się plan zniszczenia (tak rozumiem końcówkę).
jak pijesz, jesz i robisz zwykłe rzeczy, masz zwykłe życie. Chcesz mieć magiczne życie, rób rzeczy piękne. Zacznijmy od dobrej kawy.
O, to mi się bardzo podoba. To zachęta do wzięcia odpowiedzialności za codzienność, którą małymi rzeczami można upięknić i nadać jej więcej smaku. Nie trzeba czekać od urlopu do urlopu aby mieć z życia coś więcej.
Dałbym do biblioteki, ale tu już masz dwa głosy, a w wątku bibliotecznym kolejne trzy komentarze do dodania klików. ;)
HollyHell, barniusz – dziękuję 
Sagitt,
To zachęta do wzięcia odpowiedzialności za codzienność, którą małymi rzeczami można upięknić i nadać jej więcej smaku. Nie trzeba czekać od urlopu do urlopu aby mieć z życia coś więcej.
Właśnie tak
W tym codziennym pędzie nie dostrzegamy czasem magii prostych rzeczy oraz tego, że to my sami możemy wpływać na naszą codzienność. A przecież czasem wystarczy wypić tę kawę z cynamonem albo zjeść jajka poszetowe zamiast zwykłej jajecznicy, by poranek był rozpoczęciem magicznego dnia.
Fajnie byłoby na jeden dzień stać się Brylantynką. Nie przejmować się normami społecznymi, pozwolić sobie na spontaniczność i brak skrupułów :)
Cieszę się naprawdę, że moja wróżka zyskała waszą sympatię :)
Słodkie i śmiechowe, a do tego o wróżce. Bolly lubi i byłby kliknął, ale chyba jest już komplet. :-)
– Teraz szukamy następnego.
Brylantynka robiła w powietrzu piruety.
– No coś ty. Jedna umówiona randka to i tak więcej niż przez cały ostatni rok.
– I co z tego? Skąd wiesz, ile zostało ci czasu?
W tym fragmencie miałem początkowo problem ze zorientowaniem się, co mówi protagonistka, a co Brylantynka.
Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.