Chciałem przedstawić fragment dłuższej opowieści, by wiedzieć czy idę w dobrym kierunku. Proszę komentujcie i piszcie co jest źle i co może dobrze :)
Chciałem przedstawić fragment dłuższej opowieści, by wiedzieć czy idę w dobrym kierunku. Proszę komentujcie i piszcie co jest źle i co może dobrze :)
Maciej, najstarszy syn przyszłego króla, leżał ze swoją dziewczyną w łożu w jednej z najbardziej luksusowych komnat zamku. Przez wielkie, cały czas otwarte o tej porze roku okna wpadało odbite od księżyca światło i oświetlało ich nagie ciała. Wymięta po miłosnych igraszkach pościel była jeszcze mokra od potu.
Dziewczyna, która na imię miała Daria spała twardym snem, Maciej natomiast czekał.
W końcu zegar wybił północ. Młodzieniec wstał i zaczął się ubierać. Gdy był ubrany delikatnie potrząsną ramieniem swojej dziewczyny. Ta obudziła się i nie wiedząc co się dzieje mrużąc oczy, bełkotliwie spytała:
– Która jest godzina? Dlaczego jesteś ubrany?
– Jest północ! – odparł radośnie – mam dla ciebie niespodziankę. Wstań i się ubierz.
Daria, widząc jaki jej chłopak jest szczęśliwy zrobiła zdziwioną minę, ale nie protestowała tylko ziewnęła i przeciągnęła się, a potem zaczęła szukać bielizny bo nie pamiętała gdzie ją położyła. On w tym czasie podszedł do okna i wciągnął powietrze pełną piersią ciesząc się niespodzianką, którą przygotował. Był w bardzo dobrym humorze.
Kilka chwil później schodzili już po schodach prowadzących do jednego z wielu zamkowych wyjść. To akurat znajdowało się blisko królewskiej stajni.
– Co ty znowu wymyśliłeś? Gdzie mnie zabierasz? – dopytywała się Daria, bo chłopak bardzo lubił robić jej często zwariowane niespodzianki.
Gdy opuścili pałac poczuli bardzo przyjemny, ciepły wietrzyk. Na bezchmurnym niebie widniał księżyc w pełni i świeciły gwiazdy. Maciej popatrzył niecierpliwie i z lekką nutą obawy na pobliską stajnię.
Po chwili w drzwiach stajni ukazał się lokaj prowadzący konia. Niósł on także w drugiej dłoni wielki słoik świecący jasnym białym światłem.
– Spisałeś się – pochwalił Maciej lokaja, gdy ten się zbliżył. Następnie wręczył mu dwie miedziane monety – Możesz iść spać.
Zanim kochankowie wsiedli na wierzchowca, Maciej otwarł słoik. Wyleciał z niego rój wielkich chrząszczy. Owady miały świecące narośle na skrzydłach i w chmarze dawały całkiem dużo światła.
Do końskiego siodła przytwierdzony był na sztorc półmetrowy kij, a na jego końcu znajdowała się szmata nasączona wanilią zmieszaną z octem. Owady zaczęły latać naokoło szmaty oświetlając otoczenie. Działo się tak, bo (przy pomocy odrobiny magii) zostały wytresowane przez czarodziejów.
Potem Maciej z Darią wdrapali się na konia, chłopak ukłuł zwierzę ostrogami i ruszyli.
Gdy zostawili za sobą tereny okołopałacowe, a później miasteczko Daria zaczęła się rozglądać próbując odgadnąć, w jakie miejsce jadą. Jakiś czas podążali na zachód. W pewnym momencie skręcili w niewielką dróżkę leśną. Po około kwadransie opuścili las i teraz galopowali przez łąkę. Zatrzymali się dopiero przy jeziorze blisko wielkiego, starego Baobaba.
– Jesteśmy na miejscu – powiedział Maciej radośnie, następnie zsiadł z konia i pomógł zejść swojej dziewczynie.
– Po co mnie tu zabrałeś? – spytała szczerze zaciekawiona Daria. Dziewczyna niczego się nie domyślała.
– Dzisiaj jest wyjątkowy dzień w roku, zanim wzejdzie słońce, a także chwilę później mają dziać się tutaj prawdziwe cuda. Podobno duchy zmarłych zostaną wypuszczone z czyśćca w akcie łaski, by chwilę pobyć w materialnym świecie. Z nieba zstąpią zastępy aniołów. Woda z jeziora parując utworzy olbrzymią tęczę. A to nie wszystko, będzie wiele innych niesamowitych zjawisk. Dowiedziałem się tego z jednej księgi w bibliotece magów. Zobaczysz, będziesz zachwycona.
– Zaraz, zaraz – Daria spochmurniała – Czy nie jesteśmy w „Przełęczy wampirów”?
– Dokładnie w niej! – odparł Maciej – ale chyba nie wierzysz w te bajki o bestiach pijących krew?
– Ależ ty jesteś lekkomyślny! – dziewczyna zezłościła się – Przecież zabronione jest tutaj przychodzić!
– Kochanie, to stary, nieaktualny zakaz. – Maciej rozłożył ręce, był zawiedziony, że jego sympatia się nie cieszy.
Zaczęli się kłócić nie zauważywszy, że okolica pomimo chmary dających światło chrząszczy nagle pociemniała. Koń zaniepokojony zaczął przestępować z nogi na nogę, potem głośno zarżał, stanął dęba i uciekł galopem przed siebie. Zła magia ogarnęła obszar, gdzie się znajdowali. Obojga przeszedł dreszcz.
– Co się dzieje? – spytała przestraszona Daria.
Maciej chciał coś odpowiedzieć, lecz nie zdążył. Wielka szponiasta ręka przebiła mu od tyłu klatkę piersiową wyrywając serce. Olbrzymia dwuipółmetrowa postać, pojawiła się jakby znikąd. Maciej był już martwy, gdy wgryzła się w jego szyję i zaczęła łapczywie pić krew.
Daria rzuciła się do ucieczki. Strach o życie sprawił, że biegła bardzo szybko, dużo szybciej niż byłaby w stanie w normalnej sytuacji. To jednak było za mało, wampir, gdy skończył ze swoją pierwszą ofiarą ruszył za nią. Bez problemu ją dogonił, ugryzł i wyssał tyle krwi, że dziewczyna opadła bez życia.
– Ależ wspaniałe wieści – pomyślał.
&&&
W „Przełęczy wampirów” zgodnie z przestrogą, żyły wampiry, lecz był to rozległy obszar i nikt tak naprawdę nie wiedział, gdzie się kryły, zwłaszcza za dnia.
A wampiry mieszkały pod ziemią. Na głębokości kilkunastu metrów znajdowała się sieć jaskiń, będąca ich domem. Bardzo dawno temu ich przodkowie, by dobrze zamaskować skalne korytarze, przetransportowali tu mnóstwo ton ziemi, na której zasadzili trawę. Zasypali też prawie wszystkie wejścia. Jedyne, które zostało, znajdowało się w starym Baobabie.
Grupa tutejszych wampirów liczyła trzydziestu sześciu osobników. Tworzyły one społeczność, na której czele stał bardzo stary liczący sobie ponad tysiąc dwieście lat, potem było siedmiu o połowę młodszych i reszta, którzy mieli nie więcej niż trzysta lat.
&&&
Młody Krwiopijca imieniem Vasyl szedł podniecony szybkim krokiem przez podziemny korytarz, kierując się do komnaty najstarszego wampira. Chwilę później znalazłszy się już na miejscu, popchnął obite żelazem drzwi, tak ciężkie, że dorosły mężczyzna miałby trudność z ich otworzeniem. Następnie wszedł do środka.
W rogu pomieszczenia znajdowało się wielkie łoże z bardzo grubym materacem. Obok stała pokaźna szafa z mnóstwem książek. Wiele z nich było bardzo starych i ich strony rozpadały się, niektóre bowiem miały ponad tysiąc lat. Książki te zawierały ogromną ilość wiedzy z różnych dziedzin, a stary wampir, którego były własnością przeczytał je wszystkie.
Dalej stało kilka kufrów wypełnionych złotem i innymi skarbami. Najciekawsza jednak rzecz znajdowała się w drugim roku pokoju.
Mieściła się tam drewniana klatka, a w niej bardzo dziwny organizm przypominający olbrzymią dżdżownicę. Pękate zwierzę teraz było zwinięte, lecz cała jego prawdziwa długość przekraczała sześć metrów. Ten dziwny okaz fauny służył jako magazyn krwi, którym żywił się tylko mieszkaniec tego pomieszczenia.
W pokoju znajdował się też stół i ozdobny fotel, na którym teraz siedział właśnie ten mieszkaniec zajęty czytaniem jakiejś nowej książki. Miał na imię Kromden i był najstarszym wampirem.
Vasyl poczekał aż mistrz włoży zakładkę między strony, dopiero gdy to zrobił i na niego spojrzał, powiedział:
– Mój Panie! – Jak wszyscy uwielbiał rozmawiać ze swoim mentorem, z uwagi na jego olbrzymią mądrość i doświadczenie a także poczucie humoru kształtowane przez stulecia. – Na naszym terenie pojawiło się dwoje ludzi. Syn przyszłego króla Otarelli i jego dziewczyna. Pijąc ich krew dowiedziałem się o bardzo korzystnej dla nas sprawie. Otarelli szykują się do wojny. Chcą zaatakować i podbić Hrandellon. Czy dobrze rozumuję, że bitwa będzie dla nas wspaniałym wydarzeniem. Co zrobimy?
Kromden złączywszy opuszki palców namyślał się krótką chwilę i odparł:
– Rzeczywiście, doskonała sytuacja by wreszcie każdy z was mógł się w pełni nasycić i do tego ludzką krwią. Żeby nie robić sobie więcej wrogów opowiemy się za jedną ze stron i będzie to Otarelli. Kiedy planują atak?
– Gdy się uzbroją. Kilka tygodni. Ten którego wyssałem nie miał pewności.
– Fantastycznie!
&&&
Siedemset lat wcześniej, duża, zasiedlona przez ludzi wyspa na oceanie przeludniła się, jej ziemie zostały wyjałowione a surowce naturalne zaczęły się wyczerpywać. Mieszkańcy wybudowali więc dwa olbrzymie okręty zdolne pomieścić ponad tysiąc ludzi każdy. Ładownie okrętów posiadały miejsce dla dziesiątek ton towarów.
Postanowiono przenieść się na inny ląd. Nikt jednak nie wiedział jak daleko się on znajduje i czy jest już zasiedlony? Statki z tak wielką ładownią mogły płynąć przez długie miesiące bez uzupełniania zapasów. Dlatego logiczne było wypłynąć na poszukiwania z optymalnie niewielką liczbą marynarzy, ale z dużymi zapasami wody i żywności.
Tak zrobiono. Statki płynęły razem, ale gdy natrafiono po kilkunastu dniach na wąski cypel lądu rozdzieliły się. Jeden popłynął w prawo, drugi w lewo. Ten który popłynął w lewo dotarł po kolejnych sześciu dniach do miejsca, gdzie można było się osiedlić. Postawiono tam namioty dla kilkudziesięciu ludzi. Reszta wróciła do stolicy i tym szlakiem rozpoczęto przewożenie towarów potrzebnych do założenia nowego miasta.
Los drugiego statku był niemal identyczny z tym, że odległość, którą musieli przepłynąć była dwukrotnie dłuższa.
Tak powstały miasta Otarelli i Hrandellon.
Niedługo potem zbudowano doskonałą brukowaną drogę między miastami. Była bardzo potrzebna, gdyż Otarelli miało dostęp do wielkich złóż węgla i żelaza natomiast Hrandellon do złóż złota i potrzebnej magom rtęci. Wymieniano się tymi surowcami.
Państwa żyły ze sobą w sojuszu. Aż do teraz.
Władca Otarelli Zbigniew Trzeci dożywszy siedemdziesięciu trzech lat w końcu zmarł. Jego miejsce zajął Bartłomiej Drugi.
&&&
Dwa tygodnie po śmierci Zbigniewa Trzeciego
Słońce zaszło i był późny wieczór. Władca Hrandellonu Kazimierz Romantyk zmówiwszy wieczorną modlitwę właśnie wstawał z klęczek, już miał się położyć obok swojej żony, która już ją odmówiła, kiedy usłyszeli pukanie do drzwi. Król od razu pojął, że musi to być coś bardzo ważnego, w innym wypadku nikt nie odważyłby się przychodzić do królewskiej sypialni do tego o takiej porze.
– Wejść – krzyknął król.
Drzwi się otwarły i ukazał się jeden z jego doradców zajmujący się dostawami węgla i żelaza od Otarelli blady jak ściana.
– Słucham – powiedział władca.
– Królu najmocniej przepraszam, że przeszkadzam o tej porze, ale mam bardzo ważną wiadomość. Nie będzie więcej dostaw surowców od Otarelli. Bartłomiej Drugi chce nas podbić. Szykuje się wojna.
Kazimierz Romantyk i jego żona pobledli tak samo jak doradca, doznali bowiem szoku, zwłaszcza król. Ale po chwili on siarczyście zaklną i pewny siebie, silnym głosem powiedział:
– Nie podbiją nas, po moim trupie.
Doradca z podziwem patrzył na zachowanie króla. „Ależ on ma w sobie siłę” – pomyślał, bo i rzeczywiście taki szok złamałby niejednego.
&&&
Dwa dni później do pałacu Kazimierza przybył posłaniec Otarelli. Miał ze sobą pergamin, na którym napisane były warunki kapitulacji Hrandellonu.
– Wynoś się! – warknął król, gdy dowiedział się z czym przychodzi posłaniec – bo jak nie zejdziesz mi natychmiast z oczu każe nabić cię na pal.
Mężczyzna powiedział tylko szybko, piskliwym głosem:
– Od teraz jesteśmy w stanie wojny! – i prędko uciekł.
Gdy go już nie było władca zakomunikował:
– Chcę naradzić się ze wszystkimi moimi doradcami.
&&&
Armia Hrandellonu liczyła sobie jedynie nieco ponad trzystu wyszkolonych rycerzy. Mimo, że wróg jeszcze nie nacierał, król i jego doradcy postanowili rozstawić ten nieduży oddział na łące tuż przed wiejskimi zabudowaniami. Postawiono też ostrokoły i wykopano wilcze doły.
Minęły cztery dni. W końcu zwiadowcy donieśli, że wróg się zbliża. Przeciwników było niemal o połowę więcej, mieli też wysokie morale, wiedzieli bowiem o swojej przewadze liczebnej i o pomocy, która miała nadejść ze strony wampirów choć nie wszyscy w wampiry wierzyli. Wiedzieli natomiast, że jakieś posiłki mają przybyć.
Minął cały dzień i wreszcie armie stanęły naprzeciwko siebie w odległości kilkuset metrów. Było późne popołudnie.
W obozie agresorów jednak pojawił się problem. Rycerze zaczęli się niecierpliwić.
– Dlaczego nie możemy już zaatakować? – pytali jeden drugiego.
– Czekamy na wampiry – mówili niektórzy.
– Wampiry naprawdę nie istnieją to tylko bajki dla niegrzecznych dzieci – ktoś powiedział.
– W takim razie dlaczego siedzimy tu bezczynnie?
Niektórzy zaczęli głośno narzekać i krytykować dowódcę. Nie podobało się to mu i zastanawiał się co ma zrobić. Na imię Bryhar. Człowiek ten tak naprawdę nie miał pojęcia o taktyce i był wielkim półgłówkiem, a jedynym jego atutem była ogromna sylwetka i muskularna budowa ciała.
W końcu ktoś osiłkowi podpowiedział co może robić, bo ten wydawał się bezradny.
– Kto chce już walczyć niech podniesie rękę do góry! – krzyknął do swoich podwładnych.
Zdecydowana większość to uczyniła. Bryhar się wahał, bowiem król wyraźnie kazał czekać z atakiem do zmroku.
– Rozgromimy ich, jest nas więcej – namawiali go rycerze.
W końcu podjąwszy decyzję wydał rozkaz:
– Ruszamy na wroga!
Mężczyźni ucieszyli się i zaczęli chwytać swoje miecze, a kilkunastu bardzo muskularnie zbudowanych i silnych jak tury, ciężkie młoty, następnie szybkim krokiem poczęli iść w stronę, gdzie w oddali widać było zamek Hrandellonu.
Nikt nie przewidział, że wykopano wilcze doły i kilkudziesięciu rycerzy w nie wpadło, nabijając się na zaostrzone kołki.
Chwilę później grupy wojowników z przeciwnych obozów starły się ze sobą w krwawej bitce. Słychać było tylko głośne krzyki i zgrzyt metalu trącego o metal. Niedługo potem zapadła noc.
Agresorzy z uwagi, że mieli walczyć w nocy razem z wampirami, przy pomocy armat wystrzelili w niebo nad pole bitwy bomby, które eksplodując rozproszyły dym o silnym zapachu, będący mieszaniną wanilii i octu. Następnie wypuścili tysiące dających światło chrząszczy. Łąka, gdzie na śmierć i życie walczyli ludzie została dobrze oświetlona.
Szybko po zapadnięciu zmroku, w samym środku grupy obrońców jakby znikąd wyrosła nienaturalnie wysoka postać. To co się dalej stało było dosyć krwawe. Wampir wbił szponiastą dłoń w klatkę piersiową jednego z walczących i uchwycił kręgosłup, potem przyciągną do siebie i wgryzł się w szyję nieszczęśnika. Wyglądało to jak przytulenie kochanka. Ci którzy to widzieli, kompletnie nie wiedzieli przez chwilę co się dzieje. Gdy pierwszy zrozumiał, pojawiło się już więcej wysokich postaci i zaczęła się rzeź. Wampiry szybko zabijały, dodatkowo robiąc to na różne wymyślne sposoby, jakby była to dla nich sztuka.
Przestraszeni obrońcy w panice rozpierzchli się na wszystkie strony. Było po bitwie. Ale na łące jeszcze jakiś czas bestie spijały z rannych krew. Mieli ucztę, której od dawna pragnęli.
&&&
Gdy Bartłomiej Drugi dowiedział się o sukcesie, uradowany prędko posłał po swojego sekretarza i gdy ten przybył zaczął dyktować mu pismo, z dużo już śmielszymi niż ostatnio, warunkami kapitulacji Hrandellonu.
W południe goniec miał wyruszyć z pismem. Nikt jednak nie spodziewał się tego co się wydarzy nieco wcześniej w jednej z kopalń.
&&&
W kopalniach żelaza znajdujących się wyłącznie na terenie Otarelli pracowało teraz prawie dwie setki ludzi więcej. Zbudowano też kilkanaście dodatkowych kuźni. Na tym polegała strategia Bartłomieja Drugiego. Przewaga w uzbrojeniu. Dzięki temu chciał pokonać wojsko wystawione przez niedawnego sojusznika.
Jego armia została wyposażona w pełną zbroję, której Hrandellon po prostu nie posiadał.
Rozpoczął się dzień i pracownicy, którym obiecano po zwycięstwie długi urlop i solidną zapłatę ruszyli do kopalń.
Jedna znajdowała się wyjątkowo głęboko pod ziemią. Robotnicy uderzali kilofami w kamienną ścianę, by dostać się do kolejnych pokładów rudy żelaza. W pewnym momencie kawałek skały odłupał się ukazując tunel, z którego sączyło się światło.
– Popatrzcie! – zawołał zaciekawiony robotnik, który natrafił na wyrwę.
– Rozwalmy tę ścianę. – powiedział jego kolega równie zaintrygowany.
I w kilku razem zaczęli powiększać dziurę.
Dłuższą chwilę później można było wejść do tunelu. Robotnicy zostawili swoje kilofy i zafascynowani weszli do środka.
Ściany były tu idealnie gładkie, co bardzo zastanawiało. Korytarz miał szerokość czterech metrów. Co kawałek stały półtorametrowe pochodnie będąca źródłem światła.
Robotnicy dostali zawrotów głowy i gęsiej skórki od mnóstwa nagromadzonej tu magii.
Jeden z górników podszedł do pochodni i oświadczył:
– To nie jest prawdziwy ogień, płomień jest zimny.
– Chodźcie dalej – powiedział górnik, który najbardziej zdawał sobie sprawę że ich odkrycie nie jest sprawą błahą.
Przeszli kolejne kilkanaście metrów i zdumienie odebrało im mowę. Znaleźli się w wielkim owalnym pomieszczeniu. Na środku ujrzeli dwie postacie wyrzeźbione z marmuru. Jedna z czarnego druga z białego. Ta pierwsza przedstawiała bardzo wysokiego mężczyznę wgryzającego się w szyję drugiej, która była kobietą. Drogocenne czerwone rubiny imitowały strużkę krwi, która spływała po szyi kobiety.
Ściany pomieszczenia wyłożono drogocennymi kamieniami w takiej ilości, że ich wartość była po prostu niewyobrażalna.
Górnicy podeszli do figury i ujrzeli wokoło niej szklaną podłogą, a pod nią znajdujące się skrzynie pełne wielkich złotych monet.
– Co robimy? – zaczęli pytać jeden drugiego.
– Chodźmy stąd i udajmy się prosto do króla – powiedział jeden z górników.
– Nikt nie zauważy jak trochę złota sobie przywłaszczymy – odparł inny, którego oczy świeciły się niczym pobliskie skarby.
Tak się złożyło, że czterej spośród nich byli strasznie zachłanni. Tak więc piąty został przegłosowany.
– I chcecie rozbić tą szybę? – zapytał ten niezadowolony.
– Co to za problem? – odparł inny górnik – Powiemy, że już była rozbita.
Roztropny się sprzeciwiał ale nie mógł nic poradzić przeciw czterem, którzy gotowi byli by go nawet zabić jeśli by zaszła taka potrzeba. Potem jeden z nich wrócił po kilof.
Jeszcze chwilę się zastanawiali i dzierżący kilof powiedział:
– Dobrze, ja to zrobię!
Następnie zamachnął się i uderzył kilofem w szybę. Pojawiła się sieć pęknięć. Zrobił to drugi raz i szyba rozprysła się w kawałeczki.
Stało się wtedy coś czego się kompletnie nie spodziewali. Całe złoto, które widzieli momentalnie zniknęło. Zamiast niego ujrzeli olbrzymią chmarę jakichś insektów. Wyleciały one ze swojego więzienia i udały się w stronę kominów umieszczonych w suficie komnaty, których górnicy nie zauważyli. Zaczarowane insekty kominami wydostały się na powierzchnie. A tam pod wpływem światła słonecznego dokonały swojego żywota uwalniając niezwykle silną magię. Czar rozprzestrzenił się na wielki obszar. Wszelkie wampiry, które zostały nim dotknięte zostały uleczone z alergii na światło słoneczne.
Górnicy, którzy przyczynili się do uwolnienia czaru zrozumieli też, że drogocenne kamienie, które zdobiły podziemną komnatę były iluzją, nie zostało po nich bowiem śladu.
Mam problem z tym tekstem. Historia mogłaby być ładna i ciekawa. Przeszkadzało mi jednak wykonanie. Musisz popracować nad interpunkcją.
Jest nierówno. Opis tej randki na początku zajmuje wiele miejsca, podczas gdy faktycznie ważne wydarzenia (jak wojna) dzieją się nagle, szybko i opisane są krótko.
Te wampiry też tak z d… stały się nagle sojusznikami jednej ze stron.
Pomysł ciekawy.
Powodzenia w dalszym pisaniu :)
Cześć UnaBomba !!!
Bardzo mi miło i się cieszę, że przeczytałaś i dałaś komentarz :)
Faktycznie już wcześniej miałem tego rodzaju krytykę. Interpunkcją to ja się w ogóle nie przejmuje to przecież nie ma żadnego znaczenia. Poprawnie to wiele osób może pisać. Natomiast jak uważasz, że pomysł ciekawy to naprawdę bardzo się cieszę :))
Pozdro!!!
Jestem niepełnosprawny...
No nie wiem, czy interpunkcja nie ma żadnego znaczenia. Jak piękny, elegancki dom jest brudny i nieposprzątany, to trudno dostrzec jego piękno.
Witaj, Dawidzie. :)
Twój fragment zapowiada arcyciekawą powieść, a zatem trzymam kciuki, by udało Ci się ją napisać. :) Znowu zachwycasz wyobraźnią oraz pomysłowością, brawa! :)
Ciekawe są i jaskinie, i zaprzyjaźnione państwa, które teraz walczą, i świecące insekty, i wampiry, i znikające bogactwa. ;)
Na pewno trzeba dokładniej przyjrzeć się wspomnianej przez poprzednich Czytelników interpunkcji, ponieważ niektóre zdania są niezrozumiałe. :)
Ja natomiast zwrócę Ci uwagę na przykłady innych usterek, żebyś je sobie na spokojnie popoprawiał. :)
Pierwsza sprawa. :)
Tutaj poniżej masz trzy zdania, w których błędnie napisałeś orzeczenia; pamiętaj – jeżeli piszesz, że ON coś zrobił w czasie przeszłym, to zawsze musi być Ł na końcu, a u Ciebie tej litery brak, zobacz:
Gdy był ubrany delikatnie potrząsną ramieniem swojej dziewczyny.
Ale po chwili on siarczyście zaklną i pewny siebie, silnym głosem powiedział: (…)
Wampir wbił szponiastą dłoń w klatkę piersiową jednego z walczących i uchwycił kręgosłup, potem przyciągną do siebie i wgryzł się w szyję nieszczęśnika.
Masz więc dobrze inne orzeczenia: był, powiedział, wbił, uchwycił, lecz w tych wytłuszczonych trzech wyrazach musisz jeszcze pozmieniać ich formy. :) Mają być w trzeciej osobie czasu przeszłego liczby pojedynczej rodzaju męskiego.
I zawsze o tym pamiętaj. :)
Druga rzecz. :)
W tym fragmencie, w trzecim zdaniu, zdecydowanie brakuje orzeczenia – „miał”:
Niektórzy zaczęli głośno narzekać i krytykować dowódcę. Nie podobało się to mu i zastanawiał się co ma zrobić. Na imię Bryhar. Człowiek ten tak naprawdę nie miał pojęcia o taktyce i był wielkim półgłówkiem, a jedynym jego atutem była ogromna sylwetka i muskularna budowa ciała.
Trzecia kwestia. :)
Jeżeli w pierwszym zdaniu masz „bestie”, a one są w rodzaju żeńskim, więc nie można mówić o nich: „ci bestie”, tylko: „te bestie”, a zatem nie można w odniesieniu do nich w drugim zdaniu napisać: „mieli” i „pragnęli”, bo to dotyczy rodzaju męskiego, a nie żeńskiego. „Te bestie mieli i pragnęli”? Źle to brzmi. :)
Zobacz ten fragment:
Ale na łące jeszcze jakiś czas bestie spijały z rannych krew. Mieli ucztę, której od dawna pragnęli.
Czwarta sprawa. :)
W poniższym zdaniu masz niejasną jego konstrukcję, bo skoro podmiotem są „dwie setki ludzi”, to nie może być orzeczenie: „pracowało”. „Setki” to rodzaj żeński, a nie nijaki.
„Setki pracowało”?. Nie za dobrze to brzmi. :)
Sam zobacz to zdanie:
W kopalniach żelaza znajdujących się wyłącznie na terenie Otarelli pracowało teraz prawie dwie setki ludzi więcej.
Pozdrawiam serdecznie, życzę Ci powodzenia. :)
Pecunia non olet
Cześć! Dzięki za kolejny tekst.
Od razu powiem, że samo lore, pomysł na ten świat i jego historia mają wręcz ogromny potencjał. Wyobraźnia to Twój potężny atut. Te wszystkie drobne detale, które tu wrzuciłeś – jak słoik ze świecącymi chrząszczami czy szmata nasączona wanilią i octem – to jest mega dobre. To właśnie takie smaczki budują ten rewelacyjny, mroczny klimat. No i sam finał z uwolnieniem wampirów od słońca przez ludzką chciwość? Mega pomysł, aż prosi się o ciąg dalszy!
Mam jedno ale. W tekście jest dość dużo skoków, które mnie osobiście wybiły z całej tej wymyślnej krainy. Mam nadzieję, że tekstu będzie więcej i będzie bardziej rozbudowany, bo każda z zawartych szczątkowych informacji zasługuje na więcej.
hej bruce
Bardzo, bardzo jestem wdzięczny za Twój komentarz. Na Ciebie zawsze można liczyć. Martwię się, że jest tak, że inni widzą te błędy a ja nie. Co jest ze mną nie tak i jak to zmienić?
Rzeczywiście, piszę dłuższy tekst, może nawet powieść, chociaż to trochę głęboka woda jak dla mnie narazie. Mam już go 45k.
Teraz mam trochę kłopot z klawiaturą, zamówiłem już na allegro nową. Jeden shift mi się popsuł i jak go naciskam wszystko mi się rombie na ekranie i muszę uważać by z przyzwyczajenia go nie nacisnąć.
Bardzo Ci dziękuję. Chciałem tylko napisać, że dalszych fragmentów nie będę tu umieszczał. Cieszę się, że jest dobrze a nad błędami musze pracować. Coś muszę z tym zrobić :)
pozdrawiam!!!
Jestem niepełnosprawny...
Cześć DreadyVibe
Bardzo dziękuję :)))) Pozdrawiam serdecznie.
Jestem niepełnosprawny...
Cześć TheGuru
Czemu mi dokuczasz? Widać jak na dłoni, że to nie jest zwykły komentarz.
Jestem niepełnosprawny...
Dawidzie, na spokojnie. 
Pisałam Ci wielokrotnie – błędy popełnia każdy. :) Powoli je sobie poprawiaj. Piszesz dużo, więc i usterek jest więcej. :) Zwykła rzecz. :)
Zajrzyj do Poradnika o interpunkcji Tarniny i Ślimaka (dział Publicystyka). :)
I pisz, bo masz świetne pomysły!
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia. :)
Pecunia non olet
Przepraszam, miałem zły dzień.