- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Będę czytał przez wieczność

Będę czytał przez wieczność

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Będę czytał przez wieczność

 1.

Człowiek ten postawił sobie za cel przeczytać każdy tekst, jaki kiedykolwiek napisano od początku świata. Trudno wyobrazić sobie bardziej absurdalne pragnienie. Mężczyzna nie był jednak obłąkany, choć często go o to posądzano. Nie, on podszedł do zadania nadzwyczaj metodycznie. Zaczął od oszacowania pozostałych mu lat życia. Następnie zoptymalizował geograficzny aspekt projektu: świat był ogromny i w wielu miejscach nieodkryty. Kolejnych dziesięć lat swojego życia poświęcił więc na studiowanie kartografii i archeologii. Ludzie tymczasem gadali za jego plecami. „Obłąkany człowiek. Marnuje najlepsze lata życia.” „Ciekawe, jak zamierza poradzić sobie z podróżowaniem przy tak olbrzymich dystansach. W jego wieku!” „Nie zapominajmy, że po latach spędzonych z nosem w księgach jest biedny jak mysz kościelna! Na ładne oczy nikt go nawet na chłopski wóz nie weźmie.”

Mężczyzna jednak pomyślał nawet o tym. Opublikował wyniki swoich wieloletnich badań i okazało się, że przy okazji pogoni za nieuchwytnym marzeniem, udało mu się dokonać kilku lukratywnych odkryć. W przeciągu jednej nocy stał się bogaty. Było go stać nie tylko na setki chłopskich wozów, ale i wierzchowca z prawdziwego zdarzenia. Pewnego dnia mężczyzna wsiadł do karocy zaprzężonej w parę słowików i wzbił się w niebo, a ludzie obserwujący go z ziemi, pierwszy raz od dawna milczeli. Tylko jeden rozczochrany starzec splunął przez ramię i wyszczerzył pożółkłe zęby.

„Szczeźnie prędzej, niż zdążę wydłubać sobie brud spod paznokci. Chyba nie łudzi się, stary głupiec, że śmierci mu się uda uniknąć?”

Obdarty prorok nie mógł wiedzieć, jak wiele miał racji, i zarazem, jak bardzo się pomylił. Owszem, mężczyzna zmarł jeszcze zanim zdążył wykonać chociażby tysięczną część tego, co sobie zamierzył. Śmierć nie była jednak końcem, ale początkiem jego planu.

A także początkiem historii.

***

– Nie zmarzłeś w nocy, mistrzu? Przynieść dodatkowe koce?

Chory uniósł się z pościeli. Jego mlecznobiałe oczy nie patrzyły w żadnym konkretnym kierunku, ale i tak zdawał się wiedzieć, gdzie mniej więcej znajduje się rozmówca – ta sama scena rozgrywała się niezmiennie od lat, każdego ranka, bez wyjątku.

– Dzisiaj o świcie znowu go widziałem. Ptaka, na którego kazałeś mi uważać. – Młodzieniec kontynuował beztroskim tonem, nie czekając na odpowiedź starca. Odsunął ciężkie zasłony i otworzył okno, wpuszczając do pokoju zapach poranka. – Wygląda na to, że powoli się oswaja, zupełnie, jak mówiłeś. Szkoda tylko, że nie chcesz mi zdradzić, czym tak właściwie go karmimy…

– Eyvah – mężczyzna przerwał młodzieńcowi głosem, który zabrzmiał głucho, jakby dobiegał z wnętrza dziupli w spróchniałym drzewie. – Nie zamykaj tej nocy okna. 

Eyvah zawahał się i spojrzał na mistrza. Starzec nigdy nie spał przy otwartym. Narzekał na zimno. Wzruszył jednak ramionami i nie dociekał. Najwyżej będzie musiał wysłuchiwać narzekań na bolące stawy następnego dnia. Odszedł do swoich zadań, zostawiając mężczyznę samego.

Mijały godziny, nastał wieczór. W pewnym momencie mężczyzna usłyszał trzepot skrzydeł. Poczuł, jak mięśnie w jego ciele napinają się w oczekiwaniu i wstrzymał oddech. Powoli, z namaszczeniem wyciągnął przed siebie drżącą, pomarszczoną rękę.

Jego ramię ugięło się pod ciężarem ptaka. Pazury wbiły się w skórę. Mężczyzna poczuł ukłucie bólu i wilgotne ciepło.

– Dobre dziecko – wyszeptał. – Zasmakowałeś w starczej krwi.

Nie mógł zobaczyć ptaka własnymi oczami, ale doskonale wiedział, jak wygląda – granatowe upierzenie, błękitna głowa. Długi, lekko zakrzywiony dziób trącił go w ucho. Prawdopodobnie w ten sposób okazywał zaufanie.

Starzec wyciągnął drżącą rękę i niezgrabnie pogłaskał ptaka.

– Wymieniliśmy się krwią, więc jesteśmy teraz braćmi – wyszeptał. – Wszystko, co należy do ciebie, jest moje i wzajemnie.

Ptak przekrzywił głowę, słuchając kojącego głosu mężczyzny, który spokojnym, niewymuszonym ruchem sięgnął ku wezgłowiu łóżka. 

– A ja potrzebuję teraz twoich oczu.

Ręka już mu nie drżała. Kiedy ptak zorientował się, co się dzieje, było za późno. Rozpaczliwie rozpostarł skrzydła i poderwał się do lotu, ale gruby łańcuch mocno trzymał. Połączone z nim drewniane łoże zatrzęsło się od gwałtownej szarpaniny uwięzionej istoty, a ostre szpony poorały twarz mężczyzny, który nie próbował się jednak bronić. Czekał spokojnie, aż granatowy ptak opadnie z sił i pogodzi się z losem. 

W końcu nastała cisza. Starzec otarł krew z twarzy i westchnął. Myśl o tym, co musiał teraz zrobić, nie należała do przyjemnych. Nie lubił zadawać bólu żywym istotom, ale czasami nie dało się inaczej. 

***

„To” nadeszło przed świtem. Nie weszło przez drzwi ani nie wleciało przez okno, ale wyłoniło się z cieni pod kominkiem. Miało postać dziecka – na oko siedmio, ośmioletniego chłopca. Postąpiło kilka kroków w głąb pokoju i zatrzymało się, gdy zdało sobie sprawę, że mężczyzna na łóżku na nie patrzy. 

Dziecko odwróciło wzrok i cofnęło się odruchowo.

– Widzisz mnie. – Nie zapytało. Stwierdziło.

– Czy to znaczy, że umarłem? – Mężczyzna odpowiedział pytaniem na pytanie. – Skoro widzę swoje wcielenie sprzed dziesięcioleci, to chyba tak.

Chłopiec potrząsnął głową. Unikał kontaktu wzrokowego, choć długie włosy i tak opadały mu na oczy, czyniąc je niewidocznymi. 

– Prawie. Zatrzymałeś się pół kroku nad przepaścią.

Mężczyzna potarł brodę w zamyśleniu. W przeciwieństwie do chłopca, nie odrywał wzroku od rozmówcy. Wzroku niepokojąco nieludzkiego, można by wręcz powiedzieć – ptasiego.

– W takim razie jesteś Śmiercią? Czy może jednak mną?

– Pytasz tak, jakby jedno wykluczało drugie. – Dziecko po raz pierwszy spojrzało na starca zza kurtyny gęstych włosów. – Ale czym właściwie jest śmierć? Czy może istnieć bez ciebie? Poza tobą?

Mężczyzna milczał przez jakiś czas, zastanawiając się nad słowami chłopca. W końcu wzruszył ramionami. 

– Właściwie to nie ma znaczenia. Tak długo, jak wszystko inne, co o tobie przeczytałem okaże się prawdą, nie obchodzi mnie, jak wyglądasz, ani czy istniejesz. Zgodnie z przekazami, mam teraz prawo poprosić cię, byś odszedł samotnie.

– Masz – przyznał chłopiec. – Tak długo, jak tylko uda ci się zaoferować mi coś, czego nigdy nie posiadałem. 

Mężczyzna zacisnął pięści, a w nich zakrwawione prześcieradło, aż pobielały mu kostki. Jego serce zabiło szybciej, a kąciki ust mimowolnie drgnęły.

Był blisko oszukania śmierci. Otworzył usta, by odpowiedzieć, a wtedy w pokoju rozbrzmiał skrzek i granatowy ptak spłynął z gracją z żyrandola na ramię chłopca, który spojrzał na niego z litością. Ptak zamrugał niewidzącym okiem, przekrzywiając głowę i znów wydając z siebie ten sam, pełen nienawiści dźwięk. 

– Jestem bardzo ciekaw, co mi dasz. – Chłopiec delikatnie pogłaskał ptaka po głowie. – I czy w ogóle jesteś w stanie mnie zaskoczyć.

– Jeżeli to możliwe – Starzec oblizał zasuszone wargi – chciałbym wcześniej o coś poprosić.

Śmierć wyraźnie zawahał się i aż odgarnął z oczu włosy, by móc uważniej spojrzeć na rozmówcę. 

– Wydawało mi się, że już poprosiłeś. Zażądałeś, abym odszedł sam i zostawił cię po tej stronie – zauważył.

– To właściwie raczej wymiana niż prośba – sprostował mężczyzna. – A ja chciałbym poprosić cię o coś, co wiem, że zdarza ci się oferować ludziom w ostatnich chwilach. Spojrzenie w przeszłość.

Chłopiec nie odpowiedział od razu. Z namysłem głaskał ptaka po piórach. Mężczyzna nie spodziewał się oczywiście natychmiastowej zgody, ale przedłużająca się cisza coraz bardziej skracała jego oddech i przyspieszała bicie serca – nawet mimo tego, że był już bardziej martwy niż żywy. 

Śmierć wreszcie odezwał się w te słowa:

– Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, pomyślałbym, że zamierzasz kupić sobie po prostu trochę czasu, ale wiem, że nie chciałbyś przeżywać pewnych rzeczy ponownie z tak błahego powodu. Dlatego muszę przyznać, że udało ci się zyskać moją ciekawość. Spełnię twoje życzenie.

Starzec odetchnął cicho z ulgą. Jak dobrze, że miał wprawę w oszukiwaniu samego siebie. Inaczej od razu wyszłoby zapewne na jaw, że faktycznie chciał jedynie kupić trochę czasu do namysłu, za bardzo wysoką cenę.

 

2. 

Chłopiec ten miał kiedyś rodzinę, ale tak dawno temu, że nie pamiętał już nawet, z ilu członków się składała. Zapewne z wielu – Gerev powiedział mu kiedyś, że kraina, w której go zakupił, słynie z wielodzietności. Chłopiec nie był pewien, czy wierzy w tę historię. Nie wiedział, gdzie tak naprawdę się narodził. Złośliwy los rzucał go z miejsca na miejsce, od jednego handlarza niewolników do innego. Był jak to nie do końca udane danie, które podczas obfitej kolacji wszyscy sobie polecają, ale nikt nie chce go zjeść. Nie mówił zbyt wiele, nie uśmiechał się, praktycznie w ogóle nie zmieniał wyrazu twarzy. Nie miał szczególnych umiejętności, może poza tym, że któryś z poprzednich właścicieli nauczył go liter, żeby podnieść jego wartość. 

Tamtego pamiętnego dnia Gerev wystawił swój towar na targu w portowym mieście, więc jego niewolnicy mieli się jeszcze gorzej niż zwykle. Było lato i wysokie temperatury w połączeniu z wilgotnym powietrzem sprawiały, że ledwo dało się oddychać. Pot lał się z wychudzonych ludzi strumieniami, a zapach niemytych ciał mieszał się ze smrodem ryb.

W tak parszywym miejscu trudno o bogatego klienta. Gerev jednak tym razem nie liczył na zyski. Chodziło mu tylko o to, by pozbyć się zalegającego towaru, zanim zakupi nowy. W praktyce oznaczało to, że niewolnik w najlepszym wypadku mógł trafić do portowego szynku, w najgorszym na galerę.

Właśnie dlatego, nawet po latach, chłopiec często myślał: „To musiał być cud, że ją spotkałem”. 

Oczywiście pod warunkiem, że cuda mogą zmieniać życie w piekło.

***

– Ile to już lat?

– Siedemdziesiąt jeden. 

– Liczyłeś. Od spotkania z nią.

– Tak.

– Dlaczego? 

Starzec spojrzał w milczeniu na chłopca obok. Wzrok wbity w ziemię, twarz zasłonięta włosami, patykowate kończyny. Dokładnie ten sam obraz, który widział przed chwilą w scenie ze swojej przeszłości. Przedziwne uczucie.

– Po co pytasz? Przecież wiesz równie dobrze, co ja – odpowiedział w końcu.

– Dla podtrzymania konwersacji. 

Starzec odwrócił wzrok od Śmierci, by ponownie spojrzeć na targ niewolników, gdzie przed chwilą bogato ubrana kobieta zakupiła wychudzonego chłopca, którym kiedyś był. 

– Co czujesz na jej widok po latach? – zapytał cicho. – Złość? Strach? Obrzydzenie?

– Wszystko naraz – odparł cichym głosem chłopiec. – Ale przede wszystkim czuję się tak, jakby czas cofnął się tylko dla mnie i jakbym wrócił do bycia tym zależnym od niej, bezbronnym dzieckiem. 

– Jakby nic się nie zmieniło – dodał starzec. – Czuję dokładnie to samo.

***

Kobieta zaprowadziła chłopca do bogatej kamienicy, z daleka od portowego zgiełku. 

– Od dzisiaj należysz do mnie, więc będziesz nazywał mnie „Panią” – oznajmiła. – A teraz powiedz mi, jak masz na imię.

– Nie mam imienia – odparł chłopiec, wbijając wzrok w ziemię. Nie chciał wyjawiać kobiecie, która przed chwilą wydała na niego pieniądze, jak nazywali go Gerev i inni niewolnicy.

– Nie szkodzi. – Kobieta nie przejęła się tym szczególnie. – I tak zamierzałam nadać ci nowe. Dlatego od dzisiaj będę cię nazywać Igni.

Chłopiec ucieszył się z tego imienia. Był to być może pierwszy raz w życiu, gdy ktoś na tyle przejął się jego istnieniem, by mu coś dać. Nie wiedział wtedy jeszcze, że kobieta po prostu nie znosi używanych rzeczy – w każdym razie, używanych przez kogoś innego, niż ona. Jej dom wypełniały zadbane, nienoszące śladu użytku mahoniowe meble, których polerowanie zajmowało służbie większą cześć dnia. 

Nowe życie okazało się dla Igniego o niebo lepsze od poprzedniego. Nikt go nie bił. Nie wyzywał. Tłum ludzi nie oglądał go nago, a Gerev nie patrzył już na niego co wieczór jak na wrzód, którego znowu nie udało mu się pozbyć. Przestały go też gryźć wszy.

Cena za te luksusy nie była wygórowana. Nie musiał szczególnie pracować. Początkowo sądził, że każą mu pomagać w kuchni czy przy sprzątaniu. Pani jednak wolała mieć go przy sobie, trzymać niczym – jak zrozumiał po latach – zwierzątko domowe, które w każdej chwili można wykorzystać do zaspokojenia coraz to dziwniejszych kaprysów. W tamtym czasie chłopiec nie był jeszcze tego świadomy, ale gdy zmyto z niego brud ulicy, gdy zagoiły się ugryzienia po wszach i innym robactwie, i gdy długie włosy zostały schludnie upięte, na świat spojrzały duże, lśniące oczy, osadzone w twarzy o bardzo przyjemnych rysach. 

Pani jednak doskonale zdawała sobie z tego sprawę. 

Ulubioną rozrywką i zarazem życiową pasją kobiety była szeroko pojęta literatura – do tego stopnia szeroko, że ciężko stwierdzić, czy Pani bardziej kochała książki kolekcjonować, czy je czytać. W całym domu nie było bardziej zadbanego, pełnego przepychu pokoju niż biblioteka. Pani spędzała tam z chłopcem większą część dnia, każąc mu siedzieć na podłodze przy swoim fotelu, podczas gdy ona oddawała się lekturze, od czasu do czasu głaszcząc go po głowie lub bawiąc się jego włosami. Chłopiec początkowo czuł się nieswojo pod dotykiem drugiego człowieka, z czasem jednak przyzwyczaił się i nawet zaczęło mu to sprawiać przyjemność. Najbardziej jednak lubił, gdy Pani od czasu do czasu była w nastroju do czytania na głos, tak jakby zapominała, że ma u stóp niewolnika, a nie własne dziecko. To właśnie te chwile rozbudziły w nim niemożliwe wręcz do zaspokojenia pragnienie pochłaniania opowieści, które ostatecznie stało się przyczyną największego cierpienia w jego życiu. 

***

– Nawet teraz, kiedy na to patrzę, zbiera mi się na wymioty.

– Ty nas tu przyprowadziłeś. 

Starzec westchnął głęboko. Nie dało się zaprzeczyć. Żeby zająć czymś myśli i nie musieć patrzeć na swoje „ja” z przeszłości, odszedł nieco na bok i zaczął machinalnie przeglądać książki na regałach. Iluzja stworzona przez Śmierć była zadziwiająca. Z jednej strony mógł dotykać przedmiotów w niej się znajdujących, z drugiej żaden z aktorów rozgrywającej się sceny nie zwracał na niego uwagi. Gdyby tylko chciał, mógłby podejść do kobiety, zacisnąć ręce na jej szyi i ściskać tak długo, aż złamałby jej kark. Mógłby też pochylić się nad zwłokami, wydłubać jej oczy, jak to zrobił ze swoimi i nakarmić nimi ptaka, a ona prawdopodobnie nadal miałaby na twarzy ten sam uśmiech, co teraz, gdy czytała chłopcu książkę. Mógłby więc pójść jeszcze dalej i…

Mężczyzna wciągnął ze świstem powietrze. Nie zauważył nawet, jak jego dłonie zaciskają się bezwiednie na jednej z książek. Uścisk był na tyle mocny, że na skórzanej okładce pojawiły się wgłębienia w kształcie palców. Starzec spojrzał na tytuł. „Mity i legendy cesarstwa Atrianu”. Znajoma pozycja.

– Nigdy nie zapomnę ani jednego słowa – usłyszał zza pleców głos. Śmierć wyjął mu książkę z rąk i wygładził okładkę. – Powtarzałem je sobie w głowie za każdym razem, gdy mnie biła.

Mężczyzna odwrócił się i spojrzał na towarzyszące mu dziecko. 

– „Świat był jeszcze młody i dziki, i nikt nad nim nie panował, gdy Illiam zstąpił z Niebios na pustynię, by namaścić pierwszego Cesarza i przynieść pokój ludowi Kierry” – zacytował cichym głosem i odwrócił wzrok.

***

– „Na początku wykopał studnię, z której zaczerpnął wody i wylał ją na piasek, a z niej powstała Oaza. Illiam założył tam stolicę.”

Poruszając ustami, chłopiec z wypiekami na twarzy rozpoczął pierwszą samotną lekturę. Ręce drżały mu lekko ze zdenerwowania i początkowo wzdrygał się za każdym razem, gdy usłyszał najdrobniejszy nawet dźwięk. Gdyby Pani znalazła go samego w nocy, w swojej bibliotece…

Szybko jednak opowieść wciągnęła go na tyle, że przestał zwracać uwagę na cokolwiek innego. Nim się zorientował, podłogę pokrywał wosk, a niebo za oknem szarzało. Płomień powoli dogasał.

Niespodziewanie książka została wyrwana z jego palców, a sekundę później czubek czyjegoś buta wbił mu się boleśnie w żebro. Chłopiec sapnął i instynktownie skulił się, ale było już za późno. Zaraz spadły na niego kolejne kopniaki. Z bólu stracił przytomność. Nim osunął się w ciemność, ujrzał jeszcze wykrzywioną gniewem twarz Pani.

– Nikt nie dotyka moich rzeczy bez pozwolenia. 

 

Kiedy otworzył oczy, leżał na swojej pryczy, cały obolały, a nad nim nachylała się staruszka, w której rozpoznał jedną z kucharek. Kobieta patrzyła na niego z dziwną mieszaniną politowania i niedowierzania na twarzy. 

– Może i Pani ulubieniec, ale żeby łasić się na pańskie rzeczy. – Kucharka pokręciła głową. – W dodatku książki. Życie ci niemiłe?

Chłopiec w pierwszej chwili nie mógł zrozumieć, o co chodzi, po czym wspomnienia do niego wróciły. Pod wpływem nagłej fali emocji, zacisnął powieki. Poczuł ogromny wstyd i poczucie winy, ale bardziej niż cokolwiek przytłoczył go żal. Nie tylko nie dokończył lektury, ale prawdopodobnie nigdy już nie dostanie szansy, by postawić nogę w bibliotece. Pierwszy raz w życiu coś zawładnęło jego sercem i praktycznie natychmiast zostało mu odebrane.

Ledwo siniaki zaczęły się goić, a chłopiec już został zaprowadzony przed Panią. Spodziewał się kary, może dalszego bicia, a w najgorszym wypadku odsprzedania ponownie handlarzom niewolników. Kobieta jednak tylko obdarzyła go nieprzeniknionym spojrzeniem i gestem zaprosiła, by podszedł bliżej. Chłopiec niepewnie postąpił kilka kroków w jej stronę i zatrzymał się przy fotelu. Pani wyciągnęła rękę – na ten widok zadrżał, ale z opowieści innych niewolników wiedział, że najgorszym, co może zrobić jest ucieczka. Nawet, kiedy bił, od właściciela nie wolno było uciekać. 

Ku jego zdziwieniu, cios nie nadszedł. Tak jak to miała w zwyczaju, Pani zanurzyła rękę w jego włosach i pogłaskała go po głowie. Chłopiec odważył się na nią spojrzeć. Wyraz twarzy miała nieprzenikniony. Z jakiegoś powodu chłopcu wydało się to straszniejsze, niż gdyby znów podniosła na niego rękę. 

Następnie wydarzył się cud. Zupełnie jakby nic nie miało miejsca, Pani zaprowadziła go do biblioteki, posadziła obok siebie i rozpoczęła lekturę. W dodatku czytała na głos, tak że oszołomiony chłopiec mógł znów zanurzyć się w świat opowieści, choć sądził, że utracił ten przywilej na zawsze. Przez bardzo krótką chwilę, wydawało mu się, że jest szczęśliwy jak nigdy w życiu.

Jakże się mylił. To, co początkowo uznał za gest dobroci ze strony Pani, w rzeczywistości było jej nową formą rozrywki, próbą sprowokowania. Potrafiła doskonale rozpoznać moment, w którym ciekawość Igniego sięgała zenitu i wtedy przerywała lub kontynuowała lekturę w milczeniu. Nieważne, jak bardzo chłopiec próbował nieśmiało prosić, kobieta tylko uśmiechała się lekko, nie odrywając wzroku od książki. W końcu Igni zorientował się, że Pani czerpie przyjemność z dręczenia go, pokazując mu to, czego tak bardzo pragnął, dając jednocześnie do zrozumienia, że nigdy tego nie zdobędzie.

A w każdym razie, nie, jeżeli będzie przestrzegał reguł.

W końcu chłopiec nie wytrzymał i raz jeszcze spróbował zakraść się nocą do biblioteki. Był to desperacki akt, bo wiedział, że jeżeli znów zostanie przyłapany, nie uniknie konsekwencji. Tym razem jednak miał szczęście i na tyle przytomności, by uciec przed świtem, więc udało mu się zachować wizytę w tajemnicy. Nic więc dziwnego, że nieuchronnie nadszedł kolejny raz, a po nim kolejny i w końcu jeszcze jeden, kiedy poczuł się na tyle pewny, że został zbyt długo i go znaleziono.

Nie uniknął bicia, ale też nie spotkały go żadne poważniejsze konsekwencje. Właściwie scenariusz się powtórzył. Kiedy odzyskał przytomność, znów zaprowadzono go przed oblicze Pani, która i tym razem nic nie powiedziała – uśmiechnęła się tylko i gestem zaprosiła go do biblioteki. Skołowany chłopiec, nie będąc już w stanie pojąć, czego kobieta od niego oczekuje, w przypływie niespodziewanego przypływu śmiałości, wyciągnął rękę w stronę najbliższego regału. Reakcja była natychmiastowa i chwilę później dziecko kuliło się z bólu. Zrozumiał wtedy, że owszem, Pani nie lubi używanych rzeczy, ale tylko wtedy, gdy używa ich ktoś inny. Ona sama uwielbiała „używać” tego, co do niej należało, a Igni był teraz jej nową, ulubioną zabawką. 

Niestety, w tym momencie chłopiec stał się już na tyle uzależniony, że nawet zrozumiawszy zasady gry, nie potrafił przestać w nią grać, mimo że z czasem kary stawały się coraz okrutniejsze. Przemoc nie była najgorszą z rzeczy, jakie przytrafiły się chłopcu w nowym domu. Okazało się, że pewne rodzaje kar, o których słyszał od starszych niewolników, nie są zależne od wieku. Bardzo szybko wszelki dotyk ze strony Pani zaczął wywoływać w nim mdłości. Mimo to nie potrafił przestać prowokować tych kar. Zawsze istniała kolejna opowieść, która dawała mu chwilę nieopisanego szczęścia, jeżeli tylko okupił ją potem cierpieniem i wstydem.

***

Mężczyzna zwymiotował gwałtownie. Jeszcze po tym, jak zwrócił całą zawartość żołądka, targały nim spazmy. Śmierć stał obok i patrzył na niego z litością. 

– Mogłeś zamknąć oczy. Nie musiałeś tego oglądać – powiedział cicho.

– Nie mogłem – wychrypiał starzec, gdy konwulsje ustały. – On mi nie pozwolił. – Wskazał na ptaka, który siedział nieruchomo na ramieniu chłopca. – Dosłownie przykuł mój wzrok do… tamtej sceny. Nie mogłem nawet mrugnąć, a co dopiero odwrócić głowę.

Śmierć przeniósł wzrok na ptaka.

– Chyba nie potrafię mu mieć tego za złe – westchnął. – Co więcej, myślę, że zrobi to ponownie. Na pewno chcesz oglądać dalej? Do samego końca?

Mężczyzna zdecydowanie nie chciał. Na samą myśl miał odruch wymiotny. Wciąż jednak nie wiedział, jak rozegrać konfrontację ze Śmiercią. Za bardzo skupił się na rozpatrywaniu przeszłości, by cokolwiek wymyślić. Zacisnął mocno szczękę. 

– Chcę – wycedził przez zęby. – Chociaż koniec był bardzo mało satysfakcjonujący.

 

3.

Kobieta ta uwielbiała posiadać. Żyła w wielkim domu, korzystając do woli z pieniędzy męża, który był dobrze prosperującym kupcem. Piękne meble, niewolnicy, służba. Jednak przede wszystkim kobieta pragnęła wypełniać swoją bibliotekę książkami. Książki były wszystkim, czego pragnęła – wyznacznikiem statusu, towarzyszem samotnych dni i nocy, źródłem wiedzy, dzięki której znajomi patrzyli na nią z respektem, a także nieskończoną ilością historii, które mogła kolekcjonować, posiadać i napawać się tym uczuciem. 

– Kiedyś każda księga, każdy zwój, każda tabliczka znajdzie się w moich rękach – lubiła opowiadać każdemu, kto tylko chciał jej słuchać. – Życie jest długie, a pieniędzy mojego męża tylko przybywa. Gdy zaś umrę, zasnę w mauzoleum wraz z moimi historiami i nawet Śmierć mi ich nie odbierze.

Niestety, kobieta myliła się w jednej kwestii. Owszem, pieniądze jej się nie kończyły. Ale życie już tak.

***

Chłopiec – teraz już w zasadzie młodzieniec, pustym wzrokiem patrzył na martwe ciało kobiety, która go posiadła w tak wielu aspektach. Nie czuł nic i to go przerażało. Nawet jeżeli nie ulgę, nie radość, nie satysfakcję, to powinien chociaż poczuć rozpacz z powodu tego, że zostanie teraz zapewne rozdzielony z biblioteką. Tymczasem nawet ta ostatnia obsesja się wypaliła. Może gdyby udało mu się przyłożyć jakkolwiek rękę do śmierci Pani, gdyby chociaż mógł patrzeć, jak wije się z bólu, coś ostałoby się w jego sercu. Ona jednak zwyczajnie zmarła na zapalenie płuc. Nawet jakoś szczególnie nie cierpiała. Z pewnością nie tak, jak on.

 

Starszy mężczyzna ze Śmiercią u boku również patrzył na martwą kobietę. Na twarzy miał wyraz potwornego zmęczenia, włosy zmierzwione, a na ubraniu ślady wymiocin. Śmierć odezwał się do niego niemalże ze współczuciem:

– Myślę, że już wystarczy. Po przeżyciu tego wszystkiego jeszcze raz, chyba zgodzisz się ze mną, że potrzebujesz nie wieczności, ale odpoczynku po drugiej stronie. 

– Nie – odparł głucho starzec. – Jestem pusty i ta pustka to piekło na ziemi, ale w końcu znalazłem cel, który mnie teraz wypełnia. Znalazłem sposób na zemstę. Osiągnę to, czego ona nie zdążyła, w dodatku po tysiąckrotność – posiądę każdy tekst, każdą historię, jaka kiedykolwiek powstała. Wtedy ja będę miał wszystko, a jej nie zostanie nic.

– Czy na pewno tego właśnie pragniesz? – zapytał chłopiec i wydawało się, że słychać smutek w jego głosie. Mężczyzna zamrugał, jakby wybudzony z transu.

– Nie – przyznał. – Nie wiem. Ale chyba teraz wiem już, czego ty chcesz. Czego nigdy nie dostałeś.

Uklęknął przed chłopcem i położył mu dłonie na ramionach.

– Wiem, przez co przeszedłeś. Nigdy niekochany, skrzywdzony, w dodatku jako niewolnik nie zdawałeś sobie nawet sprawy, że masz prawo tak się czuć. Nikt ci nigdy nie powiedział, że powinno być inaczej. I ja to rozumiem. Nawet jeżeli żaden człowiek, w przyszłości czy w przeszłości, nie potrafił pojąć, co przeszedłeś, ja potrafię i ci współczuję. Rozumiem.

Chłopiec spojrzał na niego zaszklonymi oczami.

– Kłamca – powiedział cicho. – Dobrze wiesz, czego pragniesz. 

Zmęczony starzec jednak pokręcił głową. 

– Nie. Ty i ja nie jesteśmy w stu procentach tym samym.

Śmierć westchnął głęboko.

– Zostaniesz zupełnie sam na wieczność. Nikt nie będzie w stanie cię zobaczyć ani usłyszeć. Nigdy więcej się nie spotkamy. Kto raz mnie odrzucił, nie dostanie drugiej szansy.

Starzec uśmiechnął się krzywo i wskazał ruchem głowy na granatowego ptaka, który krążył ponad nim, co jakiś czas wydając z siebie nienawistne skrzeczenie.

– Myślę, że samotność to luksus, na który już nigdy nie będę w stanie sobie pozwolić.

Po tych słowach Śmierć więcej nie oponował. Zrezygnowany westchnął i zamknął oczy.

– Niech tak będzie – wyszeptał i rozpłynął się w powietrzu.

Koniec

Komentarze

 

Dobrze żarło, ale zdechło.

Początek zapowiadał się naprawdę ciekawie, do momentu pojawienia się Śmierci. Potem nudnawa historia o Pani, po której można było się spodziewać większego sadyzmu. Potem trochę idiotyczny pomysł na zemstę (jaką różnicę sprawi martwej kobiecie, że ktoś zrealizował jej marzenie?) no i końcówka bez sensu, bo raz, że w sumie do końca nie wiadomo, co Starzec zaoferował Śmierci, a dwa – nawet jeśli to współczucie czy zrozumienie, to na to mógł się co najwyżej połaszczyć Chłopiec, a nie sama Śmierć.

Stylistycznie też d. nie urywa. Dodatkowo błędy j/n utrudniają czytanie.

 

Subiektywne uwagi:

– “Następnie zoptymalizował geograficznego aspektu projektu” nie po polskiemu – geograficzny aspekt może?

– ja wiem, że fantasy i w ogóle, ale para słowików dźwigająca karocę? :D

– “chociażby tysięczną tego” – chyba zabrakło słowa część,

– “W pewnym momencie”,

– “zatrzęsło się od od gwałtownej”,

– gdzieniegdzie brakuje przecinków,

– “mógł dotykać przedmioty” – raczej przedmiotów,

– “Ledwo siniaki zaczęły się goić” – siniaki się nie goją, co najwyżej bledną.

Witaj. :)

Sprawy techniczne, które zatrzymały mnie przy czytaniu i wątpliwości, tudzież sugestie odnośnie niejasnych fragmentów (tylko do przemyślenia):

Nie, on podszedł do zadania nadzwyczaj metodycznie. Zaczął od oszacowania pozostałych mu lat życia. Następnie zoptymalizował geograficznego aspektu projektu: świat był ogromny i w wielu miejscach nieodkryty. – składniowy?

Owszem, mężczyzna zmarł jeszcze zanim zdążył wykonać chociażby tysięczną tego, co sobie zamierzył. – i tu?

– Dzisiaj o świcie znowu go widziałem. Ptaka, na którego kazałeś mi uważać. – Młodzieniec kontynuował beztroskim tonem, nie czekając na odpowiedź starca. – błędny zapis dialogu?

 

Tu niekonsekwencja w zapisie wyrazu/nazwy bohatera, co stwarza błędy ortograficzne oraz rzeczowe:

– Nie zmarzłeś w nocy, Mistrzu?

Eyvah zawahał się i spojrzał na mistrza.

 

W pewnym moencie mężczyzna usłyszał trzepot skrzydeł.literówka?

Poczuł, jak mięśnie w jego ciele napinają się w oczekiwaniu i wstrzymał oddech. Powoli, z namaszczeniem wyciągnął przed siebie drżącą, pomarszczoną rękę. Jego ramię ugięło się pod ciężarem ptaka. – powtórzenia?

Dość często piszesz o drżeniu przy okazji opisu ręki/rąk – może zastąpić czasem to wyrażenie innym?, np.:

Powoli, z namaszczeniem wyciągnął przed siebie drżącą, pomarszczoną rękę.

Starzec wyciągnął drżącą rękę i niezgrabnie pogłaskał ptaka.

Ręka już mu nie drżała.

Ręce drżały mu lekko ze zdenerwowania i początkowo wzdrygał się za każdym razem, gdy usłyszał najdrobniejszy nawet dźwięk.

Pani wyciągnęła rękę – na ten widok zadrżał, ale z opowieści innych niewolników wiedział, że najgorszym, co może zrobić jest ucieczka.

 

Wszystko, co należy do ciebie (przecinek?) jest moje i wzajemnie.

Czekał spokojnie, aż granatowy ptak opadnie z sił i pogodzi się z losem. W końcu zapadła cisza. Starzec otarł krew z twarzy i westchnął cicho. – powtórzenia/stylistyczne?

„To” nadeszło przed świtem. Nie weszło przez drzwi ani nie wleciało przez okno, ale wyłoniło się z cieni pod kominkiem. – i tu?

Postąpiło kilka kroków wgłąb pokoju i zatrzymało się, gdy zdało sobie sprawę, że mężczyzna na łóżku na nie patrzy. – ortograficzny?

– Widzisz mnie. – Nie zapytało. Stwierdziło. – błędny zapis dialogu?

– Czy to znaczy, że umarłem? – Mężczyzna odpowiedział pytaniem na pytanie. – Skoro widzę swoje wcielenie sprzed dziesięcioleci, to chyba tak. – i tu?

Tak długo, jak wszystko inne, co o tobie przeczytałem (przecinek?) okaże się prawdą, nie obchodzi mnie, jak wyglądasz, ani (i tu?) czy istniejesz.

 

Kilkanaście błędów ortograficznych i rzeczowych powstało niepotrzebnie przy niekonsekwentnym zapisie wyrazu Ś/śmierć, np.:

Chyba nie łudzi się, stary głupiec, że śmierci mu się uda uniknąć?

W takim razie jesteś Śmiercią?

Ale czym właściwie jest śmierć?

Był blisko oszukania śmierci.

Starzec odwrócił wzrok od Śmierci, by ponownie spojrzeć na targ niewolników, gdzie przed chwilą bogato ubrana kobieta zakupiła wychudzonego chłopca, którym kiedyś był. 

 

Otworzył usta, by odpowiedzieć, a wtedy w pokoju rozbrzmiał skrzek i granatowy ptak spłynął z gracją z żyrandola na ramię chłopca, który spojrzał na niego z litością. Ptak zamrugał niewidzącym okiem, przekrzywiając głowę i znów wydając z siebie ten sam, pełen nienawiści dźwięk. – powtórzenie?

– Jeżeli to możliwe – Starzec oblizał zasuszone wargi – chciałbym wcześniej o coś poprosić. – błędny zapis dialogu?

 

– Co czujesz na jej widok po latach? – zapytał cicho. – Złość? Strach? Obrzydzenie?

– Wszystko na raz – odparł cichym głosem chłopiec. – w tym znaczeniu – ortograficzny?

 

Kolejne pojęcie – „C/chłopiec” odnośnie bohatera opowiadania, i znowu różnoraka pisownia, nawet przy tej samej scenie, co daje w sumie ok. 40 błędów rzeczowych i ortograficznych, ponieważ nikt z Czytelników nie wie, jak chciałeś zapisać ten wyraz; np.:

Pani spędzała tam z Chłopcem większą część dnia, każąc mu siedzieć na podłodze przy swoim fotelu, podczas gdy ona oddawała się lekturze, od czasu do czasu głaszcząc go po głowie lub bawiąc się jego włosami.

Mógłby też pochylić się nad zwłokami, wydłubać jej oczy, jak to zrobił ze swoimi i nakarmić nimi ptaka, a ona prawdopodobnie nadal miałaby na twarzy ten sam uśmiech, co teraz, gdy czytała chłopcu książkę.

Poruszając ustami, chłopiec z wypiekami na twarzy rozpoczął swoją pierwszą samotną lekturę.

Skołowany chłopiec, nie będąc już w stanie pojąć, czego kobieta od niego oczekuje, w przypływie niespodziewanego przypływu śmiałości, wyciągnął rękę w stronę najbliższego regału.

Niestety, w tym momencie Chłopiec stał się już na tyle uzależniony, że nawet zrozumiawszy zasady gry, nie potrafił przestać w nią grać, mimo że z czasem kary stawały się coraz okrutniejsze. Przemoc nie była najgorszą z rzeczy, jakie przytrafiły się Chłopcu w nowym domu.

 

Illiam założył tam swoją stolicę.

Poruszając ustami, chłopiec z wypiekami na twarzy rozpoczął swoją pierwszą samotną lekturę. Ręce drżały mu lekko ze zdenerwowania i początkowo wzdrygał się za każdym razem, gdy usłyszał najdrobniejszy nawet dźwięk. Gdyby Pani znalazła go samego w nocy, w swojej bibliotece… – powtórzenia?

Pod wpływem nagłej fali emocji, zacisnął powieki. – zbędny przecinek?

Ogarnął go ogromny wstyd i poczucie winy, ale bardziej niż cokolwiek przytłoczył go żal. – powtórzenie?

Pani wyciągnęła rękę – na ten widok zadrżał, ale z opowieści innych niewolników wiedział, że najgorszym, co może zrobić (przecinek?) jest ucieczka.

Nawet (i tu?) kiedy bił, od właściciela nie wolno było uciekać. 

Tak (i tu?) jak to miała w zwyczaju, Pani zanurzyła rękę w jego włosach i pogłaskała go po głowie.

Tak jak to miała w zwyczaju, Pani zanurzyła rękę w jego włosach i pogłaskała go po głowie. – powt./styl?

Zupełnie jakby nic nie miało miejsca, Pani zaprowadziła go do biblioteki, posadziła obok siebie i rozpoczęła lekturę. W dodatku czytała na głos, tak że oszołomiony chłopiec mógł znów zanurzyć się w świat opowieści, choć sądził, że utracił go na zawsze. – i tu?

Przez bardzo krótką chwilę, wydawało mu się, że jest szczęśliwy (przecinek?) jak nigdy w życiu.

To, co początkowo uznał za gest dobroci ze strony Pani, w rzeczywistości było jej nową formą rozrywki, próbą sprowokowania go. Potrafiła doskonale rozpoznać moment, w którym ciekawość Igniego sięgała zenitu i wtedy przerywała lub kontynuowała lekturę w milczeniu. Nieważne, jak bardzo chłopiec próbował nieśmiało prosić, kobieta tylko uśmiechała się lekko i nie zaszczycała go spojrzeniem. W końcu Igni zorientował się, że Pani czerpie przyjemność z dręczenia go, pokazując mu to, czego tak bardzo pragnął, dając jednocześnie do zrozumienia, że nigdy tego nie zdobędzie. – powtórzenie?

A w każdym razie, nie (przecinek?) jeżeli będzie przestrzegał reguł.

Zrozumiał wtedy, że owszem (i tu?) Pani nie lubi używanych rzeczy, ale tylko wtedy, gdy używa ich ktoś inny.

 

 

Niezwykle przejmująca, smutna, gorzka opowieść. Trudno powiedzieć, co jest straszniejsze dla małego dziecka – kaźń fizyczna, czy psychiczna. Twój bohater doświadczył obu. Spodobał mi się motyw czytania, chęć „pochłonięcia” każdej książki na świecie, która to chęć dla Pani była jednocześnie wymyślną metodą tortur niewinnego chłopca. Los bywa okrutny, z drugiej jednak strony niewolnik, szczególnie tak niewinny i wrażliwy, niestety nie może spodziewać się jego diametralnej poprawy (choć, oczywiście, i takie cuda się zdarzały).

Czołową rolę gra w Twoim tekście niełatwa symbolika i mnóstwo metaforycznych stwierdzeń, sytuacji, opisów, scen…

Zestawienie starca i chłopczyka (a także cała ich rozmowa) – mocne, dosadne, przeraźliwie wręcz bolesne oraz nad podziw przykre. Mimowolnie pojawia się uczucie niewyobrażalnego współczucia wobec tego, co przeszedł/przeszli.

Klik, pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)

Szafirowy Smok Dzięki za lekturę i poprawki :) Przyjmuję na klatę, że opowiadanie się samo nie obroniło w wielu kwestiach, tylko w dwóch chciałabym podyskutować. Jeśli chodzi o to, co Starzec zaoferował Śmierci: Śmierć w założeniu tego tekstu występuje nie jako pojedyncza osoba, ale raczej istnieje jej tyle wariantów, ile ludzi. W dodatku jej istnienie jest całkowicie warunkowane przez przypisanego jej człowieka, co oznacza, że Śmierć w praktyce stanowi to samo, co “jej człowiek”. Dlatego Śmierć tutaj jest dokładnie tą samą osobą, co Starzec – chociaż w drugą stronę niekoniecznie musi to tak działać. 

Co do zemsty, to zemsta Starca miała nie tyle dotyczyć Pani, co jej obrazu, jaki miał w głowie. Nie chciał dowieść czegoś przed nią, a raczej przed samym sobą. Wydaje mi się, że są ludzie, których taki rodzaj zemsty zadowala, a w każdym razie, ja jestem taką osobą.

bruce Dzięki za klika i za poprawki, i cieszę, się, że udało mi się wywołać tekstem mniej więcej takie emocje, jak sobie zamierzyłam :) Zapis chłopca poprawiony, te wielkie litery ostały się miejscami przez to, że w trakcie zmieniłam zdanie, co do pisowni i potem przeoczyłam w kilku miejscach. Natomiast w przypadku śmierci, rozróżnienie jest zamierzone. Małą literą, kiedy chodzi mi o zjawisko, wielką, kiedy piszę o postaci/ osobie.

Jasna sprawa, wszystko w pełni zrozumiałe. :)

O, tak, Anonimie Szanowny, wywołałeś niemałe emocje, pełny szacun! :) 

Pozdrawiam i także dziękuję. heart

Anonimie

 

Cieszę się, że przyjmujesz na klatę moją opinię, bo to często niełatwe.

Odnośnie dwóch punktów, o których piszesz, pozwolę sobie na kontynuowanie dyskusji, bo jest ciekawa ;)

 

“Jeśli chodzi o to, co Starzec zaoferował Śmierci: Śmierć w założeniu tego tekstu występuje nie jako pojedyncza osoba, ale raczej istnieje jej tyle wariantów, ile ludzi. W dodatku jej istnienie jest całkowicie warunkowane przez przypisanego jej człowieka, co oznacza, że Śmierć w praktyce stanowi to samo, co “jej człowiek”. Dlatego Śmierć tutaj jest dokładnie tą samą osobą, co Starzec – chociaż w drugą stronę niekoniecznie musi to tak działać.”

Hmmm, jeśli tak by było, to w praktyce każdy umierający mógłby dość łatwo zaoferować Śmierci to, czego oczekuje, bo skoro to “on/ona jest Śmiercią”, to najlepiej wie, jak ją kupić.

 

“Co do zemsty, to zemsta Starca miała nie tyle dotyczyć Pani, co jej obrazu, jaki miał w głowie. Nie chciał dowieść czegoś przed nią, a raczej przed samym sobą. Wydaje mi się, że są ludzie, których taki rodzaj zemsty zadowala, a w każdym razie, ja jestem taką osobą.”

Ok rozumiem, ale w takim przypadku to nie zemsta, a raczej jej subiektywna wizja w głowie Starca, kompleks.

Wieczność na czytanie? Toż to raj!

Trudno wyobrazić sobie bardziej absurdalne pragnienie. 

Lampshade?

Mężczyzna nie był jednak obłąkany, choć często go o to posądzano. Nie, on podszedł do zadania nadzwyczaj metodycznie

Wielu skończonych świrów jest całkiem metodycznych…

Zaczął od oszacowania pozostałych mu lat życia.

Hmmmm. Zaczął od oszacowania lat życia, które miał jeszcze przed sobą. Może?

Następnie zoptymalizował geograficzny aspekt projektu

…? 

 świat był ogromny i w wielu miejscach nieodkryty

A potem przestał być ogromny? Wiele miejsc może być nieodkrytych (ledwo, ledwo…), ale świat – w miejscach?

Kolejnych dziesięć lat swojego życia poświęcił więc na studiowanie kartografii i archeologii

Nie mógł poświęcić cudzego życia (sprawdzić, czy nie kultysta), i co ma do tego archeologia? https://pl.wikipedia.org/wiki/Archeologia 

Obłąkany człowiek.

"Człowiek" można wyciąć, nic nie wnosi.

„Ciekawe, jak zamierza poradzić sobie z podróżowaniem przy tak olbrzymich dystansach. W jego wieku!”

„Ciekawe, jak zamierza podróżować na tak olbrzymie dystanse. W jego wieku!”

Mężczyzna jednak pomyślał nawet o tym.

O czym?

Opublikował wyniki swoich wieloletnich badań i okazało się, że przy okazji pogoni za nieuchwytnym marzeniem, udało mu się dokonać kilku lukratywnych odkryć.

W historii i kartografii? To dopiero fantastyka :D

ale i wierzchowca

Ale i na wierzchowca.

Pewnego dnia mężczyzna wsiadł do karocy zaprzężonej w parę słowików i wzbił się w niebo

… czyli jednak surrealizm.

 ludzie obserwujący go z ziemi, pierwszy raz od dawna milczeli

Ludzie, obserwujący go z ziemi, po raz pierwszy od dawna milczeli.

Chyba nie łudzi się, stary głupiec, że śmierci mu się uda uniknąć?

Ale co to ma do rzeczy?

Obdarty prorok nie mógł wiedzieć, jak wiele miał racji, i zarazem, jak bardzo się pomylił.

Angielskie: Obdarty prorok nie mógł wiedzieć, jak wiele ma racji, i zarazem, jak bardzo się myli.

mężczyzna zmarł jeszcze zanim zdążył

Mężczyzna zmarł, jeszcze zanim zdążył.

***

Gwiazdki nie miały być wyśrodkowane?

kontynuował beztroskim tonem

Tony nie są beztroskie: ciągnął beztrosko.

otworzył okno, wpuszczając do pokoju

I otworzył okno, by wpuścić do pokoju; albo: otworzywszy okno, wpuścił do pokoju.

– Eyvah – mężczyzna przerwał młodzieńcowi głosem

Hmmmmmmmmmmmmmmm.

Najwyżej będzie musiał wysłuchiwać narzekań na bolące stawy następnego dnia.

Szyk: Najwyżej następnego dnia będzie musiał wysłuchiwać narzekań na bolące stawy.

W pewnym momencie

Można spokojnie wyciąć.

jak mięśnie w jego ciele napinają się w oczekiwaniu

Hmmmm.

Prawdopodobnie w ten sposób okazywał zaufanie.

Skąd ten wniosek i czy to ma znaczenie?

spokojnym, niewymuszonym ruchem

Czyli jakim?

Rozpaczliwie rozpostarł skrzydła i poderwał się do lotu

Aliteracja, i można by to skrócić, żeby było mocniejsze: Rozpaczliwie próbował się zerwać do lotu.

Połączone z nim drewniane łoże zatrzęsło się od gwałtownej szarpaniny uwięzionej istoty,

Trochę jednak przedłużasz: Drewniane łoże zatrzęsło się od szarpaniny.

Myśl o tym, co musiał teraz zrobić, nie należała do przyjemnych. Nie lubił zadawać bólu żywym istotom, ale czasami nie dało się inaczej. 

"Musiał", tak? 

Miało postać dziecka – na oko siedmio, ośmioletniego chłopca.

"Na oko" nie bardzo mi pasuje do onirycznej narracji, która była wyżej.

Skoro widzę swoje wcielenie sprzed dziesięcioleci, to chyba tak.

Wcielenie? A nie po prostu siebie? Przecież nie zmieniał ciała tymczasem?

Unikał kontaktu wzrokowego, choć długie włosy i tak opadały mu na oczy, czyniąc je niewidocznymi. 

To też jakieś niebaśniowe, uwspółcześnione. Jaki ma być ton tekstu? Bo na początku wyglądał baśniowo, legendarnie, trochę onirycznie – ale na wesoło. A teraz wesoło nie jest…

W przeciwieństwie do chłopca, nie odrywał wzroku od rozmówcy.

Przecinek zbędny.

niepokojąco nieludzkiego

Aliteratywne.

Pytasz tak, jakby jedno wykluczało drugie. 

Tak jakby wyklucza :)

Ale czym właściwie jest śmierć? Czy może istnieć bez ciebie? Poza tobą?

Śmierć jako taka, w oderwaniu od konkretnego umierającego? Pewnie, że może. Jego własna śmierć już niekoniecznie.

, zastanawiając się nad słowami chłopca

Zostawiaj takie niedomówienie :)

 Tak długo, jak wszystko inne, co o tobie przeczytałem okaże się prawdą

Anglicyzm: Jeśli tylko, wszystko inne, co o tobie przeczytałem, okaże się prawdą.

nie obchodzi mnie, jak wyglądasz, ani czy istniejesz

Trudno gadać z czymś, co nie istnieje :)

Tak długo, jak tylko uda ci się zaoferować mi coś, czego nigdy nie posiadałem. 

Anglicyzm (i żeby nie było, że nie zauważyłam – tu nie ma nic o przyjęciu oferty): O ile tylko zdołasz zaoferować mi coś, czego nigdy nie posiadałem. 

Mężczyzna zacisnął pięści, a w nich zakrwawione prześcieradło, aż pobielały mu kostki

Hmmm.

Jego serce zabiło szybciej, a kąciki ust mimowolnie drgnęły.

Może bardziej po polsku: Serce w nim zabiło szybciej, kąciki ust mimowolnie drgnęły.

Był blisko oszukania śmierci.

Psujesz cały efekt tym tłumaczeniem, zaufaj czytelnikowi.

ten sam, pełen nienawiści dźwięk

Tu bez przecinka.

To właściwie raczej wymiana niż prośba – sprostował mężczyzna.

Ale on chce prosić o wymianę. Dostrzegam różnicę, tylko w języku jej chyba nie ma.

przedłużająca się cisza coraz bardziej skracała jego oddech i przyspieszała bicie serca

Angielska składnia: w przedłużającej się ciszy skracał mu się oddech i serce biło szybciej.

nawet mimo tego, że był już bardziej martwy niż żywy. 

Weźcie wszyscy z tym "mimo": choć był już bardziej martwy niż żywy.

Śmierć wreszcie odezwał się w te słowa:

Szyk: Wreszcie Śmierć odezwał się w te słowa; albo: Śmierć odezwał się wreszcie w te słowa.

zamierzasz kupić sobie po prostu trochę czasu

Angielski idiom – nie należy go dosłownie tłumaczyć: chcesz po prostu zyskać na czasie.

że nie chciałbyś przeżywać pewnych rzeczy ponownie z tak błahego powodu

?

udało ci się zyskać moją ciekawość

Angielski idiom: udało ci się mnie zaciekawić.

Starzec odetchnął cicho z ulgą.

Nie musisz tłumaczyć, że z ulgą.

Inaczej od razu wyszłoby zapewne na jaw, że faktycznie chciał jedynie kupić trochę czasu do namysłu, za bardzo wysoką cenę.

Inaczej zapewne od razu wyszłoby na jaw, że faktycznie chciał tylko zyskać trochę czasu do namysłu, za bardzo wysoką cenę.

nie pamiętał już nawet, z ilu członków się składała

Czy to najważniejsze?

kraina, w której go zakupił, słynie z wielodzietności

Hmm? Bardzo nowoczesne pojęcie.

Nie wiedział, gdzie tak naprawdę się narodził.

Czyli w ogóle nic nie wiedział o swojej rodzinie – nie mógł jej zapomnieć, skoro nigdy jej nie pamiętał.

Był jak to nie do końca udane danie, które podczas obfitej kolacji wszyscy sobie polecają, ale nikt nie chce go zjeść.

Hmmm. Ta metafora prowadzi w trochę… dziwnym kierunku.

Było lato i wysokie temperatury w połączeniu z wilgotnym powietrzem sprawiały, że ledwo dało się oddychać.

To brzmi jak współczesny raport meteorologa.

Chodziło mu tylko o to, by pozbyć się zalegającego towaru, zanim zakupi nowy.

Hmm.

 „To musiał być cud, że ją spotkałem”. 

Anglicyzm.

Oczywiście pod warunkiem, że cuda mogą zmieniać życie w piekło.

Zależy od definicji cudu, ale trochę się miotasz. To spotkanie było dla niego dobre – czy złe?

na chłopca obok

"Obok" zbędne.

wiesz równie dobrze, co ja

Wiesz równie dobrze, jak ja.

gdzie przed chwilą bogato ubrana kobieta zakupiła wychudzonego chłopca, którym kiedyś był

Trochę poplątane zdanie.

odparł cichym głosem chłopiec

Obaj mówią cicho. Ale właściwie dlaczego mieliby mówić głośno?

jakbym wrócił do bycia

Lepiej: jakbym znów był.

Czuję dokładnie to samo

Anglicyzm: Czuję się tak samo.

– Kobieta nie przejęła się tym szczególnie. 

Zbędne, widać z jej wypowiedzi.

Był to być może pierwszy raz w życiu, gdy ktoś na tyle przejął się jego istnieniem

Zgrabniej: Być może po raz pierwszy w życiu ktoś na tyle zainteresował się jego istnieniem.

nie znosi używanych rzeczy – w każdym razie, używanych przez kogoś innego, niż ona

Może tak: nie znosi używanych rzeczy, a w każdym razie używanych przez kogoś poza nią.

nienoszące śladu użytku

Hmm. Nie po polsku. Może: bez śladów użytkowania?

Nowe życie okazało się dla Igniego o niebo lepsze od poprzedniego.

Wiemy, dla kogo, a imię akurat się rymuje. Poza tym przed chwilą to nowe życie miało być piekłem – to jak było?

nie oglądał go nago

Trochę źle to brzmi.

W tamtym czasie chłopiec nie był jeszcze tego świadomy

A nie można prościej: Wtedy chłopiec jeszcze o tym nie wiedział?

zagoiły się ugryzienia po wszach

Albo ugryzienia wszy; albo ślady po wszach.

ciężko stwierdzić

Trudno orzec.

bardziej zadbanego, pełnego przepychu

To nie to samo.

czuł się nieswojo pod dotykiem

Angielskawe.

To właśnie te chwile rozbudziły w nim niemożliwe wręcz do zaspokojenia pragnienie pochłaniania opowieści, które ostatecznie stało się przyczyną największego cierpienia w jego życiu. 

Cokolwiek zapewniające zdanie. O ile widzę, że z perspektywy lat facet może odczuwać ujmę na własnej godności, to jakie cierpienie może przewyższyć niewolę?

Iluzja stworzona przez Śmierć była zadziwiająca

Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmm.

Z jednej strony mógł dotykać przedmiotów w niej się znajdujących

Wycięłabym "w niej się znajdujących", jest niezgrabne i nic nie wnosi.

na jednej z książek

Po prostu: na książce.

Uścisk był na tyle mocny, że 

Ciach. Jeśli dobrze pokażesz, nie musisz tłumaczyć.

zacytował cichym głosem

Zacytował cicho.

Poruszając ustami, chłopiec z wypiekami na twarzy rozpoczął pierwszą samotną lekturę.

"Lektura" to u nas bardziej książka niż czytanie (choć taki ma źródłosłów), a wypieki nie są istotową cechą chłopca: Z wypiekami na twarzy, poruszając ustami, chłopiec po raz pierwszy samodzielnie zaczął lekturę.

najdrobniejszy nawet dźwięk

Hmm.

książka została wyrwana z jego palców

Anglicyzm: książka została mu wyrwana z dłoni.

otworzył oczy, leżał na swojej pryczy

Rym.

Chłopiec w pierwszej chwili nie mógł zrozumieć, o co chodzi, po czym wspomnienia do niego wróciły.

Powiąż mocniej: Chłopiec w pierwszej chwili nie mógł zrozumieć, o co chodzi, ale potem wspomnienia wróciły.

Pod wpływem nagłej fali emocji, zacisnął powieki.

Zbędny przecinek, ale nie musisz tłumaczyć, czemu zacisnął, zwłaszcza, że zaraz tłumaczysz, jak się czuł.

nigdy już nie dostanie szansy, by postawić nogę w bibliotece

Hmm.

najgorszym, co może zrobić jest ucieczka

Najgorszym, co może zrobić, jest ucieczka.

Zupełnie jakby nic nie miało miejsca

Czasami synonimy nie są ścisłe – na przykład w tym przypadku. Jak gdyby nic się nie stało.

Przez bardzo krótką chwilę, wydawało mu się

Tu bez przecinka.

w rzeczywistości było jej nową formą rozrywki, próbą sprowokowania

Tłumaczysz. Skróć: w rzeczywistości było nową formą rozrywki.

jak bardzo chłopiec próbował nieśmiało prosić

Jak bardzo nieśmiało? Widzę, o co chodzi, ale jak to napisać tak, żeby było ładnie, kurczę…

Pani czerpie przyjemność z dręczenia go, pokazując mu to, czego tak bardzo pragnął, dając jednocześnie do zrozumienia, że nigdy tego nie zdobędzie

Imiesłowy tak nie działają: Pani czerpie przyjemność z dręczenia go, z pokazywania mu tego, czego tak bardzo pragnął i jednocześnie dawania do zrozumienia, że nigdy tego nie zdobędzie.

A w każdym razie, nie, jeżeli będzie przestrzegał reguł.

Angielskawe.

Był to desperacki akt, bo wiedział, że jeżeli znów zostanie przyłapany, nie uniknie konsekwencji. 

Tłumaczysz.

nie spotkały go żadne poważniejsze konsekwencje. Właściwie scenariusz się powtórzył.

To brzmi bardzo współcześnie, jak z gazety. "Konsekwencje" czy "scenariusz" są zupełnie publicystyczne.

 nie będąc już w stanie pojąć

Niezdolny już pojąć.

w przypływie niespodziewanego przypływu śmiałości

Masło maślane.

Reakcja była natychmiastowa i 

To można spokojnie skasować, tylko rozmywa efekt.

Ona sama uwielbiała „używać” tego, co do niej należało

Hmmm?

Niestety, w tym momencie chłopiec stał się już na tyle uzależniony, że nawet zrozumiawszy zasady gry, nie potrafił przestać w nią grać, mimo że z czasem kary stawały się coraz okrutniejsze.

Stał się – czy już był? "Mimo że" też w niczym nie jest lepsze od "choć".

Przemoc nie była najgorszą z rzeczy, jakie przytrafiły się

Anglicyzm: Przemoc nie była najgorszym, co przytrafiło się.

nie są zależne od wieku

?

zaczął wywoływać w nim mdłości

Zaczął go przyprawiać o mdłości.

Dosłownie przykuł mój wzrok do… tamtej sceny.

Hmmmm.

dopiero odwrócić głowę

Odwrócić głowy, bo mamy tu przeczenie: nie mogłem odwrócić głowy.

Kobieta ta 

Lepiej brzmi: Ta kobieta.

Żyła w wielkim domu

Mieszkała.

Jednak przede wszystkim kobieta pragnęła wypełniać swoją bibliotekę książkami.

wyznacznikiem statusu

Socjologiczne.

napawać się tym uczuciem

Jakim uczuciem?

pieniędzy mojego męża tylko przybywa

Hmm.

myliła się w jednej kwestii

Hmm. Myliła się w jednym?

Chłopiec – teraz już w zasadzie młodzieniec, pustym wzrokiem patrzył

Albo: Chłopiec, teraz już młodzieniec, pustym wzrokiem patrzył; albo: Chłopiec – teraz już młodzieniec – pustym wzrokiem patrzył.

poczuć rozpacz z powodu tego, że zostanie teraz zapewne rozdzielony z biblioteką

Niezgrabne: poczuć rozpacz, skoro zapewne miał być rozdzielony z biblioteką.

Tymczasem nawet ta ostatnia obsesja się wypaliła

Hmmm.

Po przeżyciu tego wszystkiego jeszcze raz

Hmmm. Przeżywszy to wszystko jeszcze raz?

Wtedy ja będę miał wszystko, a jej nie zostanie nic.

Mmm. Rozumiem traumę, ale… to nie jest za mądre.

wydawało się, że słychać smutek w jego głosie

Hmmmmmmm.

Nigdy niekochany, skrzywdzony, w dodatku jako niewolnik nie zdawałeś sobie nawet sprawy, że masz prawo tak się czuć.

Oooj, smrodek dydaktyczny. Smrodki mają to do siebie, że psują odbiór tekstu.

Ty i ja nie jesteśmy w stu procentach tym samym.

Hmm.

 Kto raz mnie odrzucił, nie dostanie drugiej szansy.

Ale jak to wynika z tekstu?

Myślę, że samotność to luksus, na który już nigdy nie będę w stanie sobie pozwolić.

?

 

Bardzo dziwny tekst. Nie zdziwiłabym się, gdyby był pisany bez planu, bo początek nijak się ma do środka, a całość nie bardzo się łączy z końcówką. Bo zobacz: zaczynamy od z lekka zwariowanego staruszka, jakiego i Pratchett radośnie by opisał, i kiedy czytelnik zaciera ręce na fajne wariactwa, zdziela go w pysk Wielka Tragedia. A na koniec ofiarę tej Wielkiej Tragedii (która to ofiara tymczasem chyba ułożyła sobie życie, skoro ma ucznia i w ogóle? I dokonała odkryć, wzbogaciła się, i tak dalej?) spotyka kara, może i słuszna, ale nijak niezapowiedziana wcześniej. Trudno mi tu coś konkretnego powiedzieć, doprawdy… może poza tym, że miejscami za bardzo tłumaczysz.

 ja wiem, że fantasy i w ogóle, ale para słowików dźwigająca karocę? :D

To wskazywało na wesoły surrealizm – ale wskazywało myląco. To niedobrze.

– “Ledwo siniaki zaczęły się goić” – siniaki się nie goją, co najwyżej bledną.

Prawda. W sumie pod skórą jest ta wynaczyniona krew, ale ona też się nie goi, tylko zostaje rozessana przez organizm, czy coś.

Czołową rolę gra w Twoim tekście niełatwa symbolika i mnóstwo metaforycznych stwierdzeń, sytuacji, opisów, scen…

Mmm, może to dlatego, że parę razy byłam odwoływana od lektury, ale niczego takiego nie stwierdziłam…

Jeśli chodzi o to, co Starzec zaoferował Śmierci: Śmierć w założeniu tego tekstu występuje nie jako pojedyncza osoba, ale raczej istnieje jej tyle wariantów, ile ludzi.

Czyli zaoferował coś sam sobie? Hmm?

Wydaje mi się, że są ludzie, których taki rodzaj zemsty zadowala, a w każdym razie, ja jestem taką osobą.

W sumie… nie wiem, czy można to nazwać zemstą. Choć czasami ma niedobre motywy.

Hmmm, jeśli tak by było, to w praktyce każdy umierający mógłby dość łatwo zaoferować Śmierci to, czego oczekuje, bo skoro to “on/ona jest Śmiercią”, to najlepiej wie, jak ją kupić.

Tak, ale nadal nie rozumiem, o co chodzi. Jeśli człowiek sam jest swoją Śmiercią… to co to właściwie znaczy? Trudno by było być własnym psychopompem, poza tym na końcu Śmierć przecież mówi, że została odrzucona i nie wróci – czy można tak po prostu odrzucić aspekt siebie samego? Więc psychopomp raczej nie, to może po prostu koniec życia? Nie wiem. Nie rozumiem.

Tarnina

 

Jak się cieszę, że się ze mną zgadzasz, i to już drugi raz dzisiaj! ;)

Nowa Fantastyka