Płynęli powoli. Oddalali się od grupy kajakarzy. Łajdacy. Troglodyci. Kto przynosi na kajaki głośnik i odpala wstrętną muzykę w stylu umcyk-umcyk? Bezmózgi.
– Nie zwracaj na nich uwagi. Zaraz uciekniemy.
Wiosłowała, aż paliły ją mięśnie. Sama najchętniej pokłóciłaby się z tamtą grupą, ale słuchała się partnera. Kazał odpuścić i skupić się na swoim kajaku.
Wreszcie odpłynęli na tyle, by nie słyszeć niczego prócz szumu wody, wiatru i własnych oddechów. Ptaków było mało tego dnia. Rozluźniła się i odwróciła do partnera.
– Zauważyłeś, że na brzegach widzimy tylko cztery kolory? Zieleń, bo liście i rośliny. Fiolet i żółć, bo wszędzie rosną kosaćce i krwawnice. A gdzieniegdzie są jeszcze jakieś białe kwiatuszki, ale nie mogę dopatrzeć, co to.
– Może nenufary?
– Myślisz? Tutaj by rosły?
– Czemu nie?
– W sumie.
Odłożyli wiosła. Znów odwróciła się do niego.
– Jemy coś?
– Nie. Wreszcie cisza. Odpocznijmy chwilę. Niech wiatr i nurt rzeki zadecydują za nas.
Miał okulary przeciwsłoneczne, więc nie widziała jego oczu. Przepłynęli już jakieś piętnaście kilometrów. Nie narzekała. Była dzielna. Liczyła na wyraz aprobaty, jeśli nie słowem, to chociaż w spojrzeniu. Nie tym razem. Kątem oka dostrzegła w wodzie coś białego.
– Widziałeś?
Rozejrzał się.
– Tam, z twojej lewej. Wyglądało jak głowa.
– Pewnie duży kamień.
– Z chustką na głowie?
– Chyba cię ponosi wyobraźnia.
– No tak, pewnie tak.
Była pewna, że nie był to kamień. Choć może faktycznie to tylko wyobraźnia. Skoro on tak mówi, to tak jest. Nie mogła się z nim sprzeczać. Już dawno ustalili, że to on jest tym mądrzejszym.
Chwyciła za wiosło.
– Chcę płynąć.
– Tylko trzymaj się prawej strony.
W oddali znów majaczyły pomarańczowe kajaki.
– Przy promie kończymy. Za dużo dziś ludzi.
Podobał jej się ten pomysł. Nie czuła się już dobrze. Chciała do domu.
Noc była duszna. Kiedy on spał spokojnie, ona śniła o kamieniach. Siedziała na brzegu rzeki. Obserwowała ważkę, która usiadła na jej kolanie. Płynąca leniwie woda nagle się zatrzymała. Usłyszała stukot. Z rzeki wyłoniła się czaszka ubrana w niebieską chustę. Zawiązana pod brodą. Jak u babci. Potem kolejna. I kolejna. Po chwili na środku stanął kopiec czaszek. Usłyszała słowa – na początku szept, ale po chwili przeistoczył się w prawdziwy jazgot, który wywiercał w jej głowie dziurę.
– Znajdź nas! Ratuj się! Znajdź nas! Ratuj się!
Zbudziła się gwałtownie. Była cała mokra. Poszła do kuchni po szklankę wody. Na dworze było już jasno. Z okna widziała osiedlową ławkę. Siedziała na niej starsza kobieta z chustką na głowie. Być może poczuła, że ktoś na nią patrzy, bo nagle się odwróciła. Staruszka ułożyła usta w grymasie, który mógłby przypominać uśmiech, gdyby nie puste oczodoły. Aleksandra odskoczyła od okna, upuszczając szklankę. Sprzątała szkło z podłogi, gdy do kuchni wszedł, obudzony hałasem, Igor.
– Daj, ja to sprzątnę. Skaleczysz się.
Usiadła na krześle i popatrzyła na niego. Zanim się poznali, jej życie było chaosem. Widziała i słyszała różne rzeczy, z którymi nie potrafiła sobie poradzić. On się nią zaopiekował. Miał tylko jeden warunek – żeby ufała bardziej jemu niż temu, co podpowiadał jej lęk. Z czasem przestała z tym walczyć. Żyła więc według jego wskazówek. I żyła dobrze. Wreszcie godnie. Kochała tego człowieka.
Na kolejną wyprawę udali się miesiąc później. Ta sama rzeka, ta sama trasa. Aleksandrze w głowie dzwoniły słowa staruszki, która każdej nocy przychodziła do niej w snach i szeptała: “Znajdź nas. Ratuj się”.
Płynęli w swoim tempie. Minęli kilka ekip. Kiedy zrobiło się pusto, znalazła wzrokiem odpowiednie miejsce.
– Muszę iść w krzaki na chwilę.
Igor nie protestował. Podał jej rękę, pomógł wyjść.
Aleksandra miała rzecz do zrobienia. Weszła w zarośla tataraku. Odchyliła kłącza i widziała wolno płynącą rzekę.
– Jestem.
Najpierw poczuła na twarzy gwałtowny powiew wiatru, a potem usłyszała znajomy stukot. Czaszki się zbliżały. Czuła to. Była gotowa. Chciała się dowiedzieć, co czeka na nią w tej wodzie. Bo tego, że coś ją tu wzywało, była pewna.
– Ola?
Głos Igora ją zaskoczył.
– Wszystko w porządku?
W myślach rzucała w niego soczystymi przekleństwami. Przeszkodził jej.
– Tak. Czy mogłabym…
Bała się, co on powie. Stał spokojnie obok i głaskał ją po plecach. Odchrząknęła.
– Mogę tu zostać na trochę sama?
Poczuła mocniejszy uścisk i pocałunek na czole.
– Jasne, tylko się nie zgub. Poczekam w kajaku.
Została sama. Przykucnęła i zanurzyła w wodzie dłoń. Kątem oka zauważyła w tataraku ruch. Ktoś tam był. Patrzyła prosto w wodę. Kreśliła na jej powierzchni ósemki. Na zmianę z prawej i lewej strony słyszała głosy.
– On cię złoży w ofierze.
– Tak jak nas.
– Uciekaj!
– Albo go zabij!
– Pomścij nas, córko!
Przez zanurzoną w wodzie dłoń przeszedł ją dreszcz. Przetarła oczy. Wstała. Rozejrzała się, ale nie zauważyła nikogo w zaroślach. Wróciła do Igora. Siedział na brzegu i jadł proteinowego batonika.
– Zostawiłem ci tego z masłem orzechowym. Masz, zjedz.
To był jego ulubiony smak. Jej też. Sam wolał zjeść tego o smaku waniliowym, za którym żadne z nich nie przepadało.
– Mamy dobry wiatr. Możesz odpocząć. Ja będę wiosłował.
Najlepsza w kajakach była właśnie ta chwila. Siedziała w kajaku i wiedziała, że jest bezpieczna. Zamknęła oczy. Słyszała tylko wodę, wiatr i ptaki. Gdzieś w tle majaczył niewyraźny krzyk. Aleksandra podjęła już jednak decyzję. Kochała tego człowieka, a on kochał ją. Dbał o nią. Wiedziała, że przy nim nie stanie się jej nic złego.
Na brzegu, trzymając w ręku gałązki krwawnicy, stała staruszka. Obserwowała z daleka odpływającą parę. Tym razem się nie udało. Ta gąska jej nie posłuchała. Może jeszcze nie jest gotowa. Albo też jej czas już minął. To nic, rzeka poczeka. Zdjęła z głowy niebieską chustę i wrzuciła do wody.
Przeczytałem, ale niestety nie zrozumiałem opowiedzianej tu historii. Wiem tyle, że to opko powinno być w kategorii “horror”.
Staruszka ułożyła usta w grymasie, który mógłby przypominać uśmiech, gdyby nie puste oczodoły.
A to z pustymi oczodołami nie można się już uśmiechać?
Gdzieś w tle majaczył niewyraźny krzyk.
Ten “majaczący” krzyk jakoś mi nie leży.
Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.
Aleksandra kiedyś miała problemy psychiczne lub doświadczała halucynacji ("widziała i słyszała różne rzeczy"). Igor nauczył ją ignorować wszystko, co wydaje się nierealne. Dzięki temu odzyskała stabilność.
I właśnie tu pojawia się dramat:
– jeśli głosy są tylko chorobą – Igor ratuje jej życie;
– jeśli głosy mówią prawdę – Igor sprawia, że nie potrafi już rozpoznać zagrożenia.
To bardzo ciekawy paradoks.
UnaBombo, za klimat należą Ci się brawa.
Fajny nastrój i tak jak zauważył @maciekzolnowski ciekawy dylemat interpretacyjny.
Można by jeszcze dołożyć trzecią interpretację – w dziecięcej zabawie “Gąski, gąski do domu” są trzy role – jest mama, są gąski i jest wilk, który gąski łapie.
Co, jeśli Igor nie jest zbawcą, a wilkiem?
I czy jak w zabawie – gdy Ola już zostanie złapana / pożarta przez wilka / złożona w ofierze – sama się stanie kolejnym wilkiem, wabiącym następne “pokolenie” gąsek? (może teraz przeciwnej płci?)
Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Fajny nastrój i tak jak zauważył @maciekzolnowski ciekawy dylemat interpretacyjny.
Można by jeszcze dołożyć trzecią interpretację – w dziecięcej zabawie “Gąski, gąski do domu” są trzy role – jest mama, są gąski i jest wilk, który gąski łapie.
Co, jeśli Igor nie jest zbawcą, a wilkiem?
I czy jak w zabawie – gdy Ola już zostanie złapana / pożarta przez wilka / złożona w ofierze – sama się stanie kolejnym wilkiem, wabiącym następne “pokolenie” gąsek? (może teraz przeciwnej płci?)
Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Przeczytałam i to wszystko, do czego mogę się przyznać, bo chyba nie zrozumiałam tej historii.
Co prawda lektura komentarzy Maćka i Jima rzuciły pewne światło na sprawę, ale nie mam pewności, że mnie przekonały.
Fiolet i żółć, bo wszędzie rośnie krwawnica i kosaciec. → Zakładam, że krwawnica i kosaciec nie były pojedynczymi egzemplarzami, więc: Fiolet i żółć, bo wszędzie rosną krwawnice i kosaćce.
W oddali majaczyły znów pomarańczowe kajaki. → Czy kolor kajaków zmieniał się?
Proponuję: W oddali znów majaczyły pomarańczowe kajaki.
“Znajdź nas. Ratuj się.” → “Znajdź nas. Ratuj się”.
Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
reg, poprawiłam błędy. Dziękuję 
W kwestii interpretacji…
Ze wszystkich moich tekstów ten jest akurat najbardziej osobisty. Pomysł zrodził się zresztą w trakcie wyprawy kajakowej. A ja jestem chyba trudnym partnerem do tych wypraw, bo lubię się na głos zastanawiać, co zrobimy, jeśli wiosło utknie w żebrach jakiegoś trupa i takie tam 
Bohaterka jest na rozdrożu. Baba znad rzeki to jątrzycielka, ale i uosobienie jazgoczących doradców. Karmi wrażliwość Aleksandry, jej psychiczne rozchwianie. Daje złudne poczucie zagrożenia i misji do wykonania. Igor z kolei to przeciwny biegun. To, co on sam mówi i jak się zachowuje, świadczy o jego potrzebie opiekuńczości, odpowiedzialności i stabilnym charakterze. Wszystko, co złe, rodzi się w głowie Aleksandry. Ona czeka na jego niemą akceptację, na słowa uznania. Ona sobie więcej dopowiada niż faktycznie się dzieje.
Baba mówi: “Słuchaj mnie, wyzwól się, on jest groźny”. Igor natomiast: “Pomogę ci, zaufaj mi, jesteś bezpieczna”.
Gdybym miała dwadzieścia lat, poszłabym za babą. Szukałabym emocji. Teraz już wiem, że bezpieczeństwo, cisza i spokój to najlepszy wybór 
Bardzo proszę, UnaBombo. Miło mi, że mogłam się przydać. :)
Dziękuję też za wyjaśnienia – utwierdzam się w przekonaniu, że najtrudniej zrozumieć tekst, którego treścią są osobiste doświadczenia i przemyślenia.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Dziękuję też za wyjaśnienia – utwierdzam się w przekonaniu, że najtrudniej zrozumieć tekst, którego treścią są osobiste doświadczenia i przemyślenia.
I chyba też najtrudniej taki tekst wytłumaczyć. Bo to chce się na chłodno i bez odsłaniania siebie, ale wtedy interpretacja jest niejasna. 
Owszem, tłumaczenie nie jest łatwe, ale tym trazem sprostałaś zadaniu. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.