Zapraszam do czytania i komentowania :)
Zapraszam do czytania i komentowania :)
Ogniste sfery spadały z nieba, z głuchym hukiem rozbijając się o przesiąkniętą śmiercią i trucizną glebę. Każde uderzenie wzniecało tumany czarnego piasku, siejąc nad głowami żołnierzy grad połamanych kości. Na polu bitwy panował chaos: ziemia drżała, pośród eksplozji szczękała stal, a wszędzie rozbrzmiewały okrzyki bojowe i jęki umierających. Walka trwała już kilka godzin, lecz liczebność wroga wcale nie malała. Gdy opadał popiół, zza szarej zasłony wyłaniały się kolejne sylwetki nieprzyjaciela.
– Nie pozwólcie im się przedrzeć! – rozkazywali dowódcy. – Poślijcie te pomioty z powrotem w zaświaty!
Rycerze walczyli zaciekle, próbując utrzymać rozpadające się szeregi. Ci, którzy wciąż stali na nogach, osłaniali rannych i odpierali hordy uzbrojonych kościotrupów.
Z wysokości cała dolina przypominała morze śmierci. Między armią ludzi a cmentarną mgłą skrywającą źródło całego zła ciągnął się bezkresny legion nieumarłych. Szkielety maszerowały ramię w ramię z ożywieńcami i rozwścieczonymi ghulami, których jedynym celem było zabijać w imię swojego pana.
Wkrótce otworzyły się bramy nekropolii. Z jej wnętrza wyłonił się Siewca Zarazy – wyschnięta postać owiana całunem, spod którego wyzierała naga czaszka. Arcylicz dosiadał ożywionego rumaka, a za nim podążali Czarni Rycerze w ciężkich płytowych zbrojach i hełmach zwieńczonych skrzydłami.
Strach ogarnął żywych i zmusił do odwrotu. Jednak nie wszyscy ulegli rozpaczy.
Belle nie cofnął się ani o krok, miażdżąc szkielety ciosami potężnego młota. Każdy zamach roztrzaskiwał chodzące kości, a pordzewiały oręż wroga odbijał się od jego płytowej zbroi. Velina – jedna z czarodziejek – wspierała brata, zamieniając otaczające go zombie w płonące pochodnie.
– Spróbujcie tego! – krzyczała, śmiejąc się jak opętana. – Jesteście niczym dla moich zaklęć! Nieważne, ile razy wstaniecie, będę was niszczyć, dopóki nie zostanie z was pył! Ha, ha, ha!
Znienacka pojawił się Czarny Rycerz. Ciężka zbroja zachrzęściła, gdy ruszył na Belle’a, unosząc najeżoną kolcami buławę. Zanim ten zdążył zareagować, potężny cios trafił go w pierś i powalił na ziemię.
Belle splunął krwią, ale natychmiast podniósł się na nogi. Zablokował kolejne uderzenie, odpychając broń przeciwnika, po czym obrócił się i jednym zamachem roztrzaskał jego hełm razem z czaszką.
W tym momencie mgła rozstąpiła się, odsłaniając Arcylicza. Z dumą, której pozazdrościłaby cała królewska gwardia, Belle uniósł młot w gotowości. Nagle powietrze przeszył żar; chwilę później na wroga spłynęła fala ognia. Płomienie pochłonęły nekromantę, lecz ich siła wymknęła się spod kontroli. Ostatnie, co zobaczył Belle, to oślepiający blask rozlewający się po polu bitwy.
Przez wszechogarniającą pustkę przebiło się niewyraźne echo.
– Belle… Jesteś tam?
Dopiero po chwili rozpoznał w nim głos siostry. Nawet stłumiony niósł ze sobą znajome ciepło i troskę. Chwilę później pojawił się również obraz – zarys kamiennej sali, w której stała jasnowłosa dziewczyna z piegami na twarzy.
– Velina? – odezwał się niepewnie Belle.
Odgłosy walki ucichły. Czyżby wygrali? A może oboje są martwi i czekają na sąd w zaświatach? Szybko zorientował się, że coś jest nie tak, kiedy zamglone kształty nabrały kolorów. Zobaczył wówczas, że otaczają go szklane ściany.
– Wszystko będzie dobrze, braciszku – uspokajała go siostra. – Jesteś cały, znaczy… prawie.
– Co się stało? Dlaczego jestem zamknięty w jakimś naczyniu i… gdzie są moje ręce?
To było dziwne. Choć widział, słyszał i mówił, w ogóle nie czuł własnego ciała. Miał wrażenie, że unosi się i faluje, bez przerwy zmieniając formę. Z przerażeniem uświadomił sobie, że z jego ciałem stało się coś strasznego, ale ten lęk szybko przerodził się w prawdziwy gniew.
– Wytłumacz się natychmiast! – ryknął. – O co tu chodzi!?
Siostra wzięła głęboki oddech.
– Co pamiętasz jako ostatnie?
Belle zastanowił się. Był w środku bitwy, dookoła panował zgiełk. Armia nieumarłych nacierała z pełną siłą, trupy stawały w płomieniach, rycerze padali, jeden po drugim. To była śmierć i pożoga. A potem pojawił się On.
– Ujrzałem Arcylicza. Stałem z bronią, gotowy do walki, a potem… Nie pamiętam, co było dalej. Czy ja… umarłem?
Velina wydała z siebie cienki pisk.
– Tak jakby. Bo widzisz… – zawahała się, starając dobrać odpowiednie słowa, ale w końcu uznała, że nieważne w jaki sposób to powie, nie zmieni to sytuacji. – Właściwie ja cię zabiłam… przypadkiem. Tak jakoś wyszło.
Belle zamilkł, nie mogąc uwierzyć własnym uszom. Cisza trwała na tyle długo, by dłonie Veliny zaczęły drżeć. W nerwach skubała skórki przy paznokciach i zaciskała zęby, obawiając się reakcji brata. W końcu się doczekała.
– Jaja sobie robisz!? – wybuchnął.
– Przysięgam, to było niechcący!
– Aha, niechcący? Nie no, to załatwia sprawę! Spaliłaś własnego brata na popiół, ale to był tylko mały wypadek, więc nic się nie stało. Pieprzona piromanka…
– Daruj sobie ten sarkazm – oburzyła się dziewczyna. – I wypraszam sobie, nie jestem żadną piromanką. Owszem, kule ognia to jedyne co potrafię rzucać, może poza kilkoma prostymi czarami, ale to wina mojego mistrza! Chciałam się uczyć innych zaklęć, lecz powiedział, że jestem zbyt niezdarna oraz nieprzewidywalna.
– No i miał rację.
W oczach Veliny zaszkliły się łzy. Widząc to, Belle spuścił z tonu i zmienił temat.
– Skoro umarłem… to czym właściwie teraz jestem? I dlaczego zamknęłaś mnie w jakimś słoiku?
– Cóż, po bitwie zaczęłam cię szukać, ale kiedy znalazłam twoje zwęglone zwłoki, zdałam sobie sprawę, że musiało trafić cię moje zaklęcie. Szybko pochwyciłam więc twoją duszę i umieściłam w latarni, którą miałam przy pasie.
– Potrafisz tak robić? – zdziwił się Belle.
– Hm? No pewnie. To jedyna rzecz, z której mój mistrz był naprawdę dumny. Brzmi skomplikowanie, ale w rzeczywistości jest to bardzo proste. Wystarczy znaleźć ślad po zmarłym i na moment przenieść swoją jaźń do zaświatów, gdzie dusze mają fizyczną postać. Tam można je złapać i sprowadzić z powrotem. Często śnię na jawie, więc nie mam z tym problemów. W każdym razie wróciłam z tobą do wieży no i czekałam, aż dojdziesz do siebie. Trochę to trwa, zanim duch nabierze ludzkich kształtów. Wyglądasz teraz jak przezroczysta, gadająca twarz. A właśnie! – Velina podskoczyła radośnie. – Pokonaliśmy tego nekromantę i oczyściliśmy nekropolię. Wszystko dzięki mnie i moim kulom ognia! Zdążyłam też zabrać jeden z jego artefaktów.
Za szybą pojawił się opasły tom, oprawiony w wężową skórę. Musiał mieć przynajmniej tysiąc stron i na pewno zawierał zakazaną wiedzę. Na okładce była wygrawerowana czaszka, opleciona powykręcanymi dłońmi. Nazwa była mocno zatarta, jednak udało mu się ją odszyfrować, a brzmiała: Necronomicon.
– Powinnaś to spalić.
Velina przycisnęła księgę mocno do piersi.
– Nie ma mowy!
– To niebezpieczna rzecz. Właściwie, jakby się nad tym zastanowić, w twoich rękach może wyrządzić jeszcze więcej szkód.
– Dzięki niej mogłabym przywrócić cię do życia.
– Nawet o tym nie myśl – zaprotestował Belle. – Ostatnie, czego pragnę, to zostać twoim bezmyślnym sługą.
– Och, tyle rzeczy mogłabym z tobą zrobić – zadrwiła marzycielsko Velina. – Gotowałbyś mi obiady, robił pranie…
– Jesteś okropna.
– Gdyby tak było, nie wyrywałabym sobie włosów z głowy przez cały dzień, żeby wymyślić jak cię wskrzesić. – Zrezygnowana, usiadła naprzeciwko zawieszonej latarni. – Naprawdę nie mam pomysłów. Wygląda na to, że trochę sobie powisisz na tej ścianie. Ale hej, są tego dobre strony! Będziesz mi świecił do czytania w nocy.
– Zapomnij.
Po tych słowach Belle zamknął oczy i skupił całą swą wolę, by „zasnąć”. Velina zobaczyła, jak twarz brata rozmywa się i przygasa do ledwie nikłego ognika, lewitującego wewnątrz naczynia.
– Wredniak…
Przez następne dni Velina studiowała wszystkie księgi o magii uzdrowienia, jakie miała w posiadaniu, siedząc do późna przy stole. Oczy zamykały jej się z niewyspania, głowa sama opadała na ramię, ale mimo to dziewczyna nie ustępowała.
Belle przeżywał ten czas zupełnie inaczej. Zdołał się już przyzwyczaić do nowej formy, choć wraz z utratą ciała odeszły też wszelkie potrzeby, takie jak sen, przez co nieustannie czuł się zdezorientowany, nie wiedząc, jaka w danym momencie jest pora dnia. Nie pomagało też to, że w wieży nie było okien. Jednak najgorszy z całej tej sytuacji był widok jego siostry. Belle wiedział, jak bardzo się stara, ale nie podobało mu się, że zaniedbuje dla niego własne zdrowie.
– Powinnaś się przespać – zasugerował po raz wtóry.
– Nie mogę – pokręciła głową Velina, kartkując kolejny tom. – Obiecałam, że poskładam cię do kupy i muszę dotrzymać słowa. – Gdy dotarła do ostatniej strony, wściekła się i uderzyła pięścią w blat. – Przejrzałam już prawie wszystkie księgi i nadal nic nie znalazłam! Przecież są na tym świecie uzdrowiciele, którzy wykorzystują magię, by pomagać chorym. Choćby druidzi, którzy leczą zwierzęta, albo kapłani. Dlaczego nigdzie nie ma nawet wzmianki o ponownym połączeniu duszy z ciałem?
– Może nie zapisują takich rzeczy? Wyobraź sobie, jakie powstałoby zamieszanie, gdyby każdy nauczył się wskrzeszać umarłych.
– Chyba masz rację.
Nagle wpadł jej do głowy pewien pomysł. Uśmiechnęła się do siebie, po czym wstała z nowym zapałem i oznajmiła:
– Pójdę do mistrza. Ma wiedzę na temat tajemnej magii, na pewno coś wie. A ty, mój ukochany braciszku, nigdzie się stąd nie ruszaj.
– Jakbym miał wybór… – odparł posępnie Belle. – Możesz mnie chociaż wywiesić na zewnątrz, żebym miał na co popatrzeć? Znudził mi się widok kamiennych cegieł.
– Znajdę ci jakieś miejsce – zgodziła się siostra. – Ale najpierw muszę się przygotować.
Wzięła w obie ręce stertę ksiąg i zniknęła na spiralnych schodach. Belle usłyszał po chwili głośne tąpnięcie, a następnie łoskot odbijających się od stopni tomów i bolesny jęk.
– Niezdara! – rzucił za nią.
Pod nieobecność Veliny nie działo się nic nadzwyczajnego. Żadnych eksperymentalnych wybuchów, ani zgiełku na zewnątrz. Teraz, gdy armia nieumarłych została rozgromiona, w okolicy rzeczywiście zapanował spokój.
Wisząc na drewnianym słupie przed wieżą, subtelnie kołysany przez wiatr, patrzył na południe kraju, gdzie wznosiły się liczne miasta oraz ruiny i zastanawiał się, jak teraz będzie wyglądało jego życie, czy raczej „nieżycie”. Nie miał bowiem najmniejszych wątpliwości, że Velinie się nie powiedzie. Nawet jeśli odkryje jakiś sposób, pewnie okaże się na tyle głupi albo niebezpieczny, że natychmiast ją skarci i każe wybić go sobie z głowy. Nie – pełne wskrzeszenie było poza jej możliwościami. Ale istnienie jako duch miało swoje plusy. Przede wszystkim nie musiał pić ani jeść, chociaż tęsknił za smakiem pieczonej gęsi, albo dobrze wysmażonej jagnięciny. Nie odczuwał także bólu, no i co ważniejsze, nie obowiązywały go żadne codzienne powinności.
Gdy tak rozmyślał, wpatrzony w odległe słońce, które po raz kolejny wzeszło ponad horyzont, na ścieżce pojawiła się Velina. Miała bardzo posępną minę i co rusz potykała się o krawędź zbyt długiej szaty plączącej się po jej nogami. Dziewczyna była na tyle zdołowana, że przeszła pod latarnią Belle’a, nawet nie zwracając na niego uwagi.
– A może się chociaż przywitasz?
Velina aż podskoczyła, usłyszawszy znienacka głos brata.
– Na bogów, kompletnie zapomniałam, że tu wisisz! – odetchnęła z ulgą po tym, jak serce momentalnie podskoczyło jej do gardła. – Niepotrzebnie się fatygowałam. Mistrz ledwie mnie wysłuchał, a potem wygłosił rozprawkę na temat zakazanych czarów i konsekwencji wynikających z ich używania. Jakbym nie była tego świadoma! A potem przyłapał mnie na próbie wkradnięcia się do jego tajnych zbiorów i kazał wyrzucić z miasta. Stary dureń…
– Po prostu martwi się o twoje bezpieczeństwo.
– Jasne, a tymczasem ty wisisz sobie jak jakaś dekoracja i umierasz z nudów. Mam gdzieś jego troski! Przeze mnie skończyłeś jako lampa, więc powinnam się bardziej postarać, żeby to odwrócić.
Velina usiadła na trawie, opierając się o drewniany płot. Włożyła głowę między kolana i zapłakała.
– Wiesz, doszedłem do wniosku, że bycie duchem nie jest takie złe – odezwał się po chwili Belle. – Nigdy nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo brakowało mi tego spokoju. Mogę tak wisieć godzinami i oglądać, jak zmienia się świat, bez żadnych zmartwień. No i w każdej chwili mogę cię powkurzać.
Siostra spojrzała na niego spode łba.
– Przysięgam, jeśli jeszcze raz obudzisz mnie w środku nocy krzykiem, schowam cię do skrzyni.
– Możesz być pewna, że to zrobię – obiecał Belle, szczerząc przezroczyste zęby. – Dobra, zdejmij mnie i chodźmy do środka. Mam ochotę poczytać.
Którejś nocy Velina nie potrafiła zasnąć. Czuła się winna temu, co spotkało jej brata i wciąż zadawała sobie to samo pytanie: „Jak mogę to naprawić?”.
Wstała i zapaliła świecę. Po cichu zeszła na dół, przemykając obok Belle’a, który czuwał, zawieszony na ścianie jako niewielki kłębek dymu bez twarzy. Lękała się zejść pod ziemię, gdzie panowała głęboka ciemność, ale ciekawość sprawiła, że postawiła stopę na pierwszym stopniu, a potem już instynktownie ruszyła dalej, nie zatrzymując się nawet, gdy silny i nienaturalny podmuch wiatru wyleciał z pustego korytarza, gasząc świeczkę. Szybko pstryknęła palcami i pojawił się nowy płomyk.
Na końcu długiego korytarza były drzwi. Dziewczyna zawahała się przed zdjęciem blokady. Po dłuższej chwili i paru głębokich oddechach zebrała się na odwagę, odsunęła stalową zasuwę przy klamce i weszła do środka. Wewnątrz komnaty znajdował się wyłącznie kamienny piedestał, a na nim spoczywała księga Arcylicza – przeklęty Necronomicon, od którego aż biło zepsucie. Przez tyle czasu ten bluźnierczy tom leżał w zamknięciu, niczym strzeżony artefakt i ani razu nie przyszło jej do głowy, by go użyć. Teraz wydawało się to nawet śmieszne, biorąc pod uwagę to, co przez tyle czasu próbowała zrobić.
Odłożyła świecę na bok i ostrożnie otworzyła księgę na losowej stronie. Treść była zapisana w czarnej mowie, jednak to nie stanowiło problemu, gdyż znała ją do pewnego stopnia. Tajemny język został opracowany przez czarnoksiężników, ale po wielu latach zaczęto nauczać go w akademiach – choć tylko w formie pisemnej – żeby młodzi czarodzieje potrafili odczytywać złe runy i unikać pułapek mrocznych magów.
Na pożółkłych stronach Necronomiconu zostały opisane wszelkiego rodzaju rytuały i sekrety magii, o których nie mówi się otwarcie, ze wszystkimi niezbędnymi szczegółami. Były tam formuły zaklęć, receptury alchemiczne, nawet części bestiariusza.
Nagle uświadomiła sobie, że nie powinna była tu w ogóle przychodzić i pospiesznie uciekła z komnaty, zamykając wcześniej drzwi na zasuwę.
Pogrążona w myślach, zapomniała o ostrożności i narobiła hałasu, przykuwając uwagę Belle’a.
– Nie powinnaś była tam schodzić – rzekł surowo.
Velina drgnęła, przestraszona, o mało nie upuszczając świecy.
– Chciałam się tylko upewnić, że nadal tam jest – skłamała, odwracając wzrok.
– Nie wierzę ci.
– Dlaczego cię to tak obchodzi? Nie zrobiłam nic złego, tylko ją oglądałam.
– Szukałaś sposobu na wskrzeszenie.
Velina założyła ręce na piersiach.
– Byłam po prostu ciekawa, jak oni to robią! W końcu jakoś im się udaje.
– Reanimować kości, a nie przywracać duszę ciału – zauważył Belle.
– Racja, ale skoro potrafią robić coś takiego, na pewno istnieje sposób na pełne przywrócenie. Może po prostu nikt nie szukał odpowiedzi?
– Byli tacy. Nazywamy ich nekromantami, pamiętasz? Dążą do zdobycia większej wiedzy oraz potęgi i zawsze kończy się to tak samo. Potem ktoś taki jak my musi się z nimi uporać.
Twarz Belle’a przybrała zaniepokojony wyraz.
– Powinnaś wrócić do łóżka – poradził jej. – I przestań się mną tak zamartwiać. Nie obwiniam cię za to, co się stało, więc nie ma sensu, byś marnowała kolejne dni.
– No dobrze – zgodziła się Velina. – Może masz rację… Może rzeczywiście powinnam przestać.
Belle patrzył jak wraca na górę, mając nadzieję, że weźmie jego słowa do serca i skupi się od teraz bardziej na sobie. Przynajmniej na pewien czas.
Belle zrobił się weselszy, denerwując siostrę na każdym kroku dla rozrywki. Kiedy sprzątała wieżę, śpiewał głośno irytującym tonem, a o poranku budził ją, krzycząc: „WSTAWAJ! NIEUMARLI NA HORYZONCIE!”. Raz tak mocno się wkurzyła, że cisnęła latarnię za drzwi, przez co od tamtej pory patrzył na wszystko zza porysowanego szkła. To jednak tylko bardziej zmotywowało Belle’a, więc nadal odgrywał swój teatrzyk. Czasami z racji braku poczucia czasu zdarzało mu się wrzasnąć zdecydowanie za wcześnie. Któregoś razu miarka się przebrała.
– DOŚĆ TEGO!!! – zawołała Velina, w furii zbiegając z sypialni w nocnej koszuli i rozmierzwionych włosach. Zdjęła ze ściany pochodnię i podpaliła ją za pomocą czaru. – Rozwiążę ten problem tu i teraz!
– Hola, hola, opanuj się, zanim zrobisz coś pochopnie – starał się ją uspokoić Belle, ale natychmiast tego pożałował, gdy palec Veliny wystrzelił gniewnie w jego stronę.
– Zamknij się! Albo oddam cię do sklepu z magicznymi przedmiotami! Jasne, może zasłużyłam na karę, ale tego już za wiele… Nie zniosę dłużej twoich wygłupów, słyszysz!? Wracasz do ciała!
– Hej, co ty robisz?!
Velina chwyciła latarnię i wrzuciła ją do kufra. Nieznośny głos Belle’a stał się ledwie stłumionym pomrukiem. Mając go na jakiś czas z głowy, zeszła na najniższy poziom wieży, do najciemniejszej piwnicy jaką można sobie wyobrazić. Wkrótce znalazła się w komnacie z piedestałem. Tym razem bez zawahania wzięła księgę pod ramię i wyniosła z ją powrotem na górę, ale nie do pokoju z kufrem, z którego nadal dobywały się pełne niezadowolenia dźwięki, lecz na sam szczyt, do całkowicie pustej sali z wyrysowanym na ziemi magicznym kręgiem. Położyła Necronomicon na podłodze i pospiesznie przejrzała jego zawartość w poszukiwaniu odpowiedniego zaklęcia.
– „Reanimacja… wskrzeszenie… ożywienie… – mamrotała pod nosem, aż wreszcie znalazła to, czego szukała. – Jest! „Wskrzeszenie zmarłego.”
Dogłębnie przeczytała treść, a gdy skończyła, wytrzeszczyła oczy w kompletnym osłupieniu.
– Chyba sobie żartujesz!
Wieko kufra otworzyło się i wielka dłoń uniosła naczynie z Belle’em w powietrze.
– Idziemy – rzuciła Velina, ignorując wszelkie pytania, dopóki nie dotarli na górę.
Wokół magicznego kręgu stały teraz cztery świeczniki, a w centrum leżała urna z prochami brata. Z boku, na podłodze, spoczywała zamknięta księga, którą młodszy brat od razu rozpoznał.
– Co tu się dzieje? – zapytał, zaniepokojony.
– Znalazłam zaklęcie – wyjaśniła. – Okazuje się, że wystarczy do tego ciało albo prochy oraz dusza zmarłego i odwrócona formuła „zniszczenia nieumarłych”. Nekromanci cały czas potrafili to robić, po prostu nie mieli potrzeby. W końcu znacznie łatwiej jest sterować armią, która nie posiada własnej woli, prawda? Rozwiązanie cały czas było pod moim nosem, a ja bałam się z niego skorzystać!
Mówiąc to, położyła latarnię obok urny i zapaliła wszystkie świece.
– Nie zgadzam się na to! – zaprotestował Belle.
– Niedługo mi podziękujesz, braciszku.
Velina stanęła w kręgu, uniosła obie ręce i zaczęła recytować pełną inkantację zaklęcia, które pozbawiło woli tysiące chodzących trupów, zaczynając od ostatniego słowa.
Z podłogi wypełzły mgliste języki, zataczając koła wokół całego kręgu, tworząc przy tym iluzję porywistego wiatru, który smagał płomienie świec, wprawiając je w chaotyczny taniec.
– Oszalałaś! – krzyczał Belle. – Przerwij to, natychmiast! Jeśli to zrobisz, staniesz się dokładnie tym, z czym przysięgałaś walczyć!
Wokół nich zerwał się niewielki huragan, ściany wibrowały od magii, a z sufitu sypały się odłamki pyłu i kamyków.
– Co z naszą rodziną, Velina? Czy nic już nie znaczy dla ciebie ich poświęcenie? Czy zginęli tylko po to, żebyś stała się kolejnym czarnoksiężnikiem, takim samym jak ci, którzy ich zamordowali?
Z dołu docierały dźwięki przewracanych mebli i tłuczonego szkła. Cała wieża trzęsła się w posadach. Na zewnątrz trzaskały pioruny, grzmoty dudniły nieprzerwanie.
Szkło od latarni Belle’a zaczęło pękać, a na twarzy Veliny pojawiły się łzy. Płakała, bo znała cenę rytuału, której nie wyjawiła bratu. Ale ona była gotowa na to poświęcenie. Długo nad tym myślała, przygotowując pomieszczenie i rozkopując grób. Miała wiele okazji, by się wycofać, ale tego nie zrobiła. A teraz było już na to za późno.
„Przepraszam, braciszku” – wyszeptała w myślach, kończąc inkantację.
W tym momencie płomienie ze świec wzniosły się pod sam sufit i rozeszły po ścianach, ogarniając wieżę szkarłatnym ogniem. Zarówno urna, jak i latarnia, w której przez ostatnie tygodnie była zamknięta dusza Belle’a, roztrzaskały się na drobne kryształki. Mglista powłoka zatrzymała się na moment nad kręgiem, a prochy złączyły się w jedną całość. Ciało Belle’a uformowało się na nowo: najpierw kości, potem nerwy, mięśnie i na końcu skóra. W tej samej chwili z piersi Veliny wyleciała druga, srebrzysta smuga.
– Velina!
Belle krzyknął i, zebrawszy całą siłę woli, rzucił się w jej stronę. Jego sylwetka nabrała kształtów. Najpierw pojawiła się twarz razem z szyją i tułowiem, potem duchowa dłoń pochwyciła duszę Veliny, zanim ta zostanie zniszczona.
Światło obu dusz splotło się niczym dwa strumienie. Ta niespodziewana reakcja przeszkodziła w rytuale. Przez wnętrze wieży przebiegła nagle niewidzialna fala. Ogromny podmuch ugasił płomienie i zapadł się do środka magicznego kręgu, jakby cały świat nabrał gwałtownego oddechu.
Ciało Veliny osunęło się na podłogę.
Świetliste smugi wirowały wokół niej coraz szybciej. W końcu zlały się w jedną jasną kulę, która rozbłysła tak intensywnie, że kamienna komnata utonęła w bieli. Po chwili światło weszło w pierś martwego Belle’a. Jego ciało wygięło się gwałtownie, krtań wyrwała z siebie pierwszy od wielu tygodni oddech.
Leżał nieruchomo. Minęło parę minut, zanim otworzył powieki. Jego spojrzenie było zamglone, błądziło po suficie jak u człowieka budzącego się z bardzo długiego snu.
Powoli uniósł dłoń; palce zacisnęły się, odzyskały czułość. Dotknął własnej twarzy – wciąż zimnej i zesztywniałej – przesunął dłonią po włosach.
– Niemożliwe… – wyszeptał; jego głos był ochrypły, słaby.
Spojrzał na nieruchome ciało siostry leżące kilka kroków dalej.
– Czy było warto? – odezwał się głos w jego głowie. A właściwie w głowie Veliny, która znalazła się w ciele brata.
– Belle? – wymamrotała przestraszona. – Belle, ja… Niczego nie rozumiem.
– W trakcie rytuału zrozumiałem, jakie będą tego konsekwencje. Tuż po tym, jak twoja fizyczna powłoka umarła, złączyłem się z tobą, co sprawiło, że zaklęcie nie zadziałało tak jak powinno. Teraz oboje jesteśmy uwięzieni, ale twoja dusza nie została unicestwiona.
Velina milczała, nie dowierzając temu, co się stało.
– Nie chciałam, żeby tak wyszło. – załkała.
– Wiem. Próbowałaś mi pomóc, ale nie mogłem pozwolić ci na to, byś oddała za mnie własne życie. Gdybym cię wtedy puścił, zniknęłabyś na zawsze. Nigdy bym sobie tego nie wybaczył.
– Co teraz będzie?
– Teraz? – Belle zastanowił się. – Spróbujemy sobie z tym poradzić. Razem. Ale obiecaj mi jedno.
– Co takiego?
– Spal tę księgę.
– Dobrze, braciszku.