- Opowiadanie: MisEnthropy - Walizka

Walizka

Wybaczcie zamieszanie z tym tekstem. Dzięki za czas poświęcony próbom naprowadzenia mnie na właściwe tory. Poniżej poprawiony tekst, choć nie rozbudowany - krótkie opowiadanie to mój znak towarowy. Może kiedyś dorosnę do dłuższych. 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Walizka

Stary człowiek przysiadł na murku pod budynkiem, oparł plecy o ścianę i sięgnął do reklamówki. Grzebał w niej chwilę, po czym z wyrazem ulgi na twarzy wyciągnął chustkę do nosa i wyjął z niej kajzerkę. Najwyraźniej była stara, bo zaczął ją gryźć bokiem zębów, jakby z powodu twardości wymagała użycia zębów trzonowych, a nie siekaczy.

Chwilę trwało nim obgryzł skórkę, potem jakby nagle odeszła go ochota na jedzenie, zawinął resztę bułki w chustkę i schował do torby. Oparł głowę o ścianę domu i przymknął oczy. Nasłuchiwał odgłosów z otaczającej go przestrzeni.

Przysiądę na chwilę, odpocznę, pomyślał.

Wychwycił chwiejne kroki jakiegoś przechodnia, a potem terkotanie jakiegoś mechanicznego urządzenia, wreszcie całkiem wyraźnie dosłyszał szuranie, jakby ktoś ciągnął coś po ziemi. Nie był ciekaw, co to jest, dlatego nie otworzył oczu. Od pewnego czasu w ogóle niechętnie otwierał oczy. 

Najchętniej siedziałby tak cały dzień, wiedział jednak, że zaraz słońce schowa się za sąsiedni dom i zrobi się chłodno.

Szuranie nie ustawało, wydawało się nawet, że się nasila. Ktoś coś ciągnie, najwyraźniej z trudem, jakiś duży pakunek. Mężczyzna nasunął kaptur na głowę – materiał początkowo stłumił dźwięki, ale wkrótce szuranie znów przebiło się do jego świadomości, dlatego pozwolił sobie na leciutkie rozchylenie powiek jednego oka. Przez wąską szparę dostrzegł innego starca, ciągnącego po ziemi dużą zużytą walizkę.

Przybysz przysiadł na murku obok starego, wziął walizkę na kolana, przytulił do niej twarz i przysnął. Stary mógł mu się teraz przyjrzeć i ze zdumieniem zauważył, że to kobieta. Stara kobieta ubrana w męskie, zbyt duże ubranie.

Stary odchrząknął i zaczął mówić:

– Świat się zmienił tak bardzo od moich czasów, paniusiu. No, zobacz pani sama, co się porobiło. Stary człowiek to nawet głowy nie ma gdzie złożyć. Facet to facet, ma się rozumieć, wiele mu nie trzeba, ale kobieta co innego. Pewnie ciuchy w tym pudle ciągniesz, co?

Nie doczekawszy się odpowiedzi, kontynuował:

– Mnie tam wystarcza reklamówka. Mam w niej żarcie, butelkę wody do picia i mydło. A tak, mydło! Jak gdzie znajdę czystą kałużę, to się nawet umyć mogę. Samowystarczalny jestem. Nic na to nie poradzę, że młodzi wszystkie lepsze dziury zajęli. Niedawno znalazłem nawet fajną piwnicę. Czysta, wygodna, coś w rodzaju wyrka w niej stało. I już, już chciałem się uwalić, gdy wpadł taki jeden chudy i dawaj na mnie naskakiwać, że to jego dom i mam… No, żebym spadał. Spadaj, powiedział!

Starzec zamilkł na chwilę, pokiwał ze smutkiem głową i ciągnął:

– A ja mu na to, że to nie dom, tylko zwykła dziura w ziemi pod wieżowcem, a domy to były za moich czasów. Jak dzieckiem byłem. To jemu rura zmiękła, usiadł koło mnie na wyrku i prosi: Opowiedz dziadku o tych swoich czasach, bo ja to się urodziłem już po Katastrofie. Popatrzyłem na niego zdziwiony. Nie wyglądał tak młodo, ale chudy był i zabiedzony, więc może starzał się szybciej niż ja w jego wieku. Teraz jak się rozejrzeć, to wszyscy jacyś tacy zużyci. A ten to nawet szary był i powolny, jak mechanizm, w którym piach zatarł ostatnie tryby.

W zamyśleniu patrzył niewidzącym wzrokiem na otaczające ich ruiny, po czym opowiadał dalej:

– No to zacząłem bajać, jak to cudownie było przed Blackoutem. A on nic, tylko gębę rozdziawił i pyta, co to takiego ten blekałt. Głupi jakiś czy co, myślę. Przecież to rzeczy znane – mało to gazet i książek wala się po ulicach? Niby już teraz mniej niż kiedyś, bo ludzie co lepsze biorą na podpałkę, ale te marne, na kredowym papierze i z obrazkami to czasem leżą i pleśnieją, bo do nich to dobrze rozpalonego ogniska trzeba. Inaczej zgasną. Więc pytam go, gdzieś ty był, kiedy rozum dawali? Nie zrozumiał żartu, gębę jeszcze bardziej rozdziawił, więc mu tłumaczę, chłopie, weź książkę, poczytaj, będziesz wiedział, jak było. Mnie ślina w gębie zasycha od gadania, a u ciebie wody do picia nie widzę. A on na to, że jego nikt czytać nie uczył! Widzisz, paniusiu, nie dość, że niekumaty, to jeszcze niepiśmienny!

Starzec potrząsnął głową i ze smutkiem kontynuował:

– Znaczy analfabeta, rozumiesz? A dlaczego? Bo szkół już nie ma! Znaczy, niby są, ale obowiązku szkolnego – nie ma. A i te, co są, to raczej takie przechowalnie, gdzie dzieciaki przychodzą, jak im rodzice każą. A jak nie każą, to nie przychodzą. Obowiązku szkolnego nie ma, rozumiesz? Ech, zmienił się ten świat, zmienił. Mnie to jeszcze jakoś żyć łatwiej, ale tym młodym to nie zazdroszczę. Chcieliby jak ludzie, a tu jak szczury żyją. Ziemia ludzi nie chce już na grzbiecie nosić. Dojedli jej, zniszczyli.

Stary zaczął czegoś szukać po kieszeniach, wreszcie zajrzał do reklamówki i z triumfem wyciągnął plik kartek.

– A wiesz, paniusiu, kiedyś, ot tu gdzieś niedaleczko, taką książkę znalazłem, dobra była, kartki z papieru z recyklingu, na podpałkę się nada. Alem ją sobie wcześniej postanowił poczytać. O Medei jest. Niby że nasza Ziemia jak Medea jest. Ale ty, paniusiu, to pewnie nie wiesz, kim była Medea. A ja wiem, bo przed Katastrofą, znaczy Wielkim Blackoutem, nauczycielem byłem. Historii dzieciaki uczyłem. Ano była to taka starożytna czarodziejka, co wszystko dla Argonautów poświęciła. Niby dla Jazona i jego kumpli. A ten ją wykorzystał i za nową się rozglądać zaczął. To się ta czarodziejka wkurzyła i tę drugą otruła. A do tego, żeby kochankowi jeszcze bardziej dopiec, swoim dzieciom, co z nim miała, mieczem po gardle przejechała.

Stary przeciągnął palcami po nieogolonej grdyce, zadrżał, ale mówił dalej:

– Musi znielubiła go bardzo. I tak sobie myślę, że ta nasza Ziemia jak Medea jest. Wszystko dla nas poświęciła, a my jak ten Jazon, nie dość, żeśmy ją do cna wykorzystali, to jeszcze w Kosmos chcieliśmy lecieć, drugiej szukać. Ech, co tam gadać, sama pani widzisz, co znaczy gniew tej naszej Ziemi. Gorszy od gniewu tamtej okrutnicy. A my żyć tu musimy, bo teraz już nikt o Kosmosie nie myśli, nowej Ziemi nie szuka. 

Spojrzał na niebo i na chwilę zamilkł zapatrzony w zachodzące za domami słońce. Potem znów wrócił do swej opowieści:

– A może i myśli? Jak młody byłem, to myślałem. Ale teraz młodzi o gwiazdach nie myślą, bo i po co – nikt ich tam nie zabierze. Ten mój chudzielec myślał, że to białe kropki są na niebie poprzyczepiane. Co chcieć, przecie analfabeta.

Po chwili kontynuował:

– Patrz tylko pani na to miasto: ruiny, ruiny, a na nich drzewa rosną, kwiaty. Nie dawniej jak wczoraj dziką jabłonkę wypatrzyłem, w betonie szczelinę znalazła i rosła, i to jak! Cała w kwiatach była. I pszczoły w niej bzyczały, uwierzysz? Jak za mojej młodości. Wiem, gdzie rośnie, to jak będzie miała owoce, może do niej pójdę, jabłek narwę, młodemu zaniosę, niech witaminy je. Bo szary taki i chudy, że strach patrzeć. Długo nie da rady.

Głowa kobiety powoli osunęła się na ramię starca, a on delikatnie oparł ją o ścianę. Zaraz się ściemni, trzeba iść, pomyślał, ale ciągnął dalej:

– Jak wyschła rzeka, to jeszcze jakiś czas z innych ujęć wodę ciągnęli. Ale wtedy oszczędzanie wody zarządzono i podlewać sadów ani działek nie było wolno. Ludzie burzyli się z początku, ale jak im wyłączyli światło, to każdy, co miał jakie drzewko, ucieszył się, że ma czym w piecu napalić. No i poszły sady z dymem. Uch, poszły!

Zabłąkany promień gasnącego słońca padł na twarz jego towarzyszki. Starzec przyjrzał się kobiecie i zapytał:

– Ej, paniusiu, słuchasz? Bo mi się widzi, że ja tu po daremnicy język strzępię, a ty śpisz, zamiast pogadać. Z młodego też taki pożytek, słuchać chce, ale sam słowa nie powie, tylko szepcze: – Mów, staruszku, mów, o tej jabłonce mi opowiedz, i o lasach. Jakie one były… Jak pachniały…

Stary odsunął się od kobiety i przyjrzał się jej dokładniej.

Nie była wcale stara, pewnie też jak ten chudzielec, co niepiśmienny, zestarzała się zbyt szybko. A teraz – ot, wzięła i umarła. Pewnie też witamin nie jadła – pomyślał.

Pokręcił głową ze smutkiem, rozejrzał się i powiedział:

– No to i koniec tego twojego szarpania się z walizką. Zostawię cię tu, ale walizkę to wezmę, zaciągnę do młodego. Może mu się co przyda, ciężka jest. Tobie i tak już wszystko jedno.

Ciało kobiety bezwładnie osunęło się na ziemię. Stary pokiwał głową, z pewnym wysiłkiem wyszarpnął walizkę z rąk zmarłej, złapał reklamówkę i ruszył w swoją drogę, naciągnąwszy kaptur głębiej nad oczy.

Jeszcze długo między ścianami martwych domów słychać było szuranie ciągniętej walizki. 

Koniec

Komentarze

Witam ponownie przy Twoim tekście o walizce. :) 

Popoprawiaj jeszcze dialogi, bo taki zapis świadczy, że co drugą kwestię wypowiada ktoś inny, a tak nie jest – to w sumie monolog staruszka. I popraw zapis myśli, także według wskazanego Ci poprzednio Poradnika. Dodaj więcej tagów i fragment reprezentacyjny. 

I nie usuwaj tekstu, kiedy go edytujesz! Pomyśl o nas – Dyżurnych! Nam każdy czytany tekst wlicza się w obowiązkowy grafik (więcej – podany Ci poprzednio Poradnik Drakainy). :)

 

Sprawdź jeszcze starannie detale, jak np. ten:

“I już, już chciałem się uwalić, gdy wpadł taki jeden chudy i dawaj na mnie naskakiwać, że to jego dom i mam… No, żebym spadał. Spadał, powiedział!” – tu np. dopytam: czy tam nie ma być: “Spadaj”?

 

Pomysł na świat postapo bardzo ciekawy. :) Opowieść głównego bohatera – smutna i nostalgiczna. 

 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Hej, myślę że to lepszy tekst niż poprzedni, bardziej wiadomo o co chodzi. Świat po apokalipsie raczej standardowy, ale nie przeszkadza. Konstrukcyjnie przeszkadzało mi, że z jednej strony metafora jest trochę za bardzo wyłożona wprost, a z drugiej w działaniu starca brakuje czegoś nie wiem nawet czego jednego bądź dwóch akapitów albo może wskazanie co jest w walizce i jak to wpływa na niego? Takie mam wrażenie po przeczytaniu.

 

Moim zdaniem bardzo dobrze, że zabierasz się za krótsze formy przed napisaniem czegoś dłuższego.

 

oparł plecy o ścianę

Oparł głowę o ścianę domu

Powtórzenie tej samej konstrukcji moim zdaniem do zmiany.

Tymczasowy lakoński król

@bruce– poprawiłam, jak umiałam. Dzięki za zwrócenie uwagi na mój tekst.

@OneTwo – to duży odstęp między obydwoma stwierdzeniami. Mnie nie razi, w sumie głowa raz starca, a raz kobiety. 

Dzięki za poświęcenie czasu!

MisEn

Dziękuję, pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka