- Opowiadanie: Nawojka31 - Bóg ognia

Bóg ognia

Przedstawiony tekst jest prologiem do mojej powieści. Chętnie przyjmę wszelką krytykę, na której będę mogła wyrosnąć. Chcę wiedzieć, czy w tym tekście, jak i moich umiejętnościach pisarskich, widzicie jakikolwiek potencjał. 

Oceny

Bóg ognia

Gwardziści zebrali się na dziedzińcu w szyku i czekali na dalsze rozkazy. Daryon szedł na końcu posępnej procesji, prowadząc na śmierć księżną wraz z jej mężem. Przy każdym kroku szczęk skuwających skazańców łańcuchów rozdzierał gęstą ciszę nocy, która tak groteskowo kontrastowała z tragedią rozgrywającą się przez ostatnie kilka godzin. Wyglądało na to, że cały świat odwrócił oczy i dał im ciche przyzwolenie na wymierzanie sprawiedliwości w najbardziej okrutny możliwy sposób. Gwardzista głęboko zaciągnął się chłodnym powietrzem znad rzeki, co szybko otrzeźwiło jego zmysły. Nie mógł pozwolić sobie na wahanie tej nocy.

Popędził parę szturchając ich końcem strzelby, lecz w reakcji na ten ruch, kuśtykający przed nim mężczyzna zachwiał się niebezpiecznie i od runięcia na bruk ochroniły go ramiona jego żony. Udało mu się w miarę stabilnie stanąć na drżących nogach, jednak przez resztę drogi opierał cały swój ciężar na kobiecie. Dyszał ciężko, a potargane włosy lepiły się od potu spływającego po woskowo bladej twarzy. Daryon pomyślał, że małżonek księżnej stracił tak dużo krwi, przez ziejącą ranę na nodze, że i tak miałby minimalne szanse na przeżycie. W pewnym stopniu taka wizja usprawiedliwiała jego czyny przed samym sobą, jednak wolał nie dopuszczać więcej do siebie podobnych rozważań. Wymówek szukają jedynie winni, tymczasem on był mieczem wymierzającym cesarską sprawiedliwość.

Kiedy znaleźli się na środku placu gwardzista pchnął dwójkę na kolana. Nie musiał przykładać do tego zbyt wiele siły, nawet nie stawiali oporu. Malujący się przed nim obraz wyglądał na wyciągnięty rodem z dramatu – oto siostra cesarza wraz z mężem na kolanach czekają na swoją egzekucję.  

Ciężko było mu rozpoznać w spętanej łańcuchami kobiecie, odzianej w rozdartą, poplamioną suknię dawną damę, do której wzdychał każdy mężczyzna w kraju. Jedyną przesłanką świadczącą o jej tożsamości była skostniała na jej twarzy duma, którą szczyciła się wysoko zadzierając głowę. Wrażenia niezłomności nie psuła nawet rozcięta warga, z której wciąż powoli sączyła się krew ani okalające jej twarz potargane włosy.

Wykorzystał tę chwilę w oczekiwaniu na dowódcę, by przebiec wzrokiem po okalającym ich budynku. Wybudowany w nowoczesnym stylu pałac przytłaczał go swoją okazałością i ilością zdobień, których nie był w stanie nawet nazwać. Stał tam niewzruszony i piękny, strzegąc swoich tajemnic za grubymi murami.

Mógłby zachwycić się tym urzekającym widokiem, podsycanym słodką mieszanką zapachów kwiatów z rozstawionych na dziedzińcu donic, gdyby tylko znalazł się tutaj w innych okolicznościach. W głębi ducha wiedział jednak, że nigdy by do tego nie doszło. Gwardia cesarska była jego jedyna szansą na lepszą przyszłość, na osiągnięcie czegoś więcej niż jego rodzina mogła mu dać. W innych okolicznościach w ogóle nie miałby szansy się tutaj znaleźć. Zatrzymał się na tej myśli i pozwolił jej wybrzmieć odpowiednio dobitnie w swojej głowie. Zaczerpnął z niej siły, których potrzebował, by wypełnić swoje zadanie do końca.

W polu widzenia wyłapał przytłumiony blask światła pochodzący z jednego z okien na drugim piętrze. Widok ten przywodził mu na myśl tarczę księżyca na bezgwiezdnym niebie. Przypuszczał, że okno to musiało znajdować się w saloniku, w którym zgromadzili resztę domowników. Zastanawiał się, czy jeszcze żyją, kiedy jego uszu dobiegł niosący się echem stukot oficerskich butów. W mrok nocy wkroczył cesarz wraz z dowódcą gwardii. Ich pojawienie się wywołało natychmiastową reakcję i przez szpaler przetoczył się krótki ale dobitny, jak wystrzał z rewolweru, hałas pozdrawiających ich żołnierzy. Pułkownik wykrzyknął tubalnym głosem komendę i oddział wnet synchronicznie powrócił do swojej dawnej pozycji pełnej gotowości.

Władca przeszedł niespiesznie, jakby rozkoszował się każdym krokiem, naprzód i znalazł się teraz centralnie przed dwójką skazańców. Choć nie groził mu atak z ich strony, to wciąż starał się zachować bezpieczną odległość, niczym od wściekniętego psa. Przez ciągnącą się w nieskończoność chwilę cesarz przyglądał im się badawczo w ciszy. Jego ściągnięta skupieniem twarz nie zdradzała żadnej emocji, a oczy o wyjątkowo zimnym odcieniu błękitu lustrowały parę w poszukiwaniu czegoś, co tylko on mógł wiedzieć.

Księżna nie uraczyła brata swym spojrzeniem, patrzyła zaciętym wzrokiem gdzieś w dal, jakby przez niego. Jej mąż, który widocznie miał coraz większe problemy nawet z klęczeniem, strzelał spode łba nienawistnym wzrokiem to na gwardzistów to na stojącego dumnie przed nimi mężczyznę. Dyszał zawzięcie przez mocno zaciśnięte zęby, przez które okazjonalnie bryzgały krople śliny.

Głos władcy zmącił brzemienną w napięcie ciszę.

– Zefoyo Divaros, zostajesz skazana na śmierć pod zarzutem uprawiania magii oraz spiskowania przeciwko władzy cesarskiej. Twoja rodzina również odpowie za współudział. – ogłosił stanowczym tonem, po czym dodał mniej oficjalnie – Po naszej rozmowie wnioskuję, że nie masz nic na swoją obronę.

Spojrzenie kobiety nagle nabrało ostrości i teraz patrzyła prosto w twarz brata.

– Możesz zabić Zefoyę, ale ja przeżyję. Mężczyzna prychnął jakby znudzony.

– Nie ma sensu dalej się pogrążać, droga siostro – rzucił z udawaną troską – Czy masz mi jeszcze coś do powiedzenia?

– Co z moją córką? – zapytała pośpiesznie całkiem ignorując jego słowa.

– Jest bezpieczna.

– Czy mój syn żyje? – zapytała po dłuższej chwili. Daryon widział, jak mocno napięła mięśnie szyi, by nie dopuścić do załamania się głosu.

Lesandor studiował jej twarz przez moment, nim się odezwał.

– Żyje, ale nie potrwa to długo – odparł beznamiętnie.

Daryona przeszył nagły dreszcz, kiedy niespodziewanie na dziedziniec wtargnął mroźny poryw wiatru. Przeciął plac całą swoją masą i rozszedł się dudniącym dźwiękiem po sieni. Gdzieś w oddali strzeliło niedomknięte okno, na co gwardzista mimowolnie się wzdrygnął, a jego ręce mocniej ścisnęły strzelbę. Zdawał sobie sprawę, że tutaj na północy wiosna może być dość chłodna, jednak gdzieś w jego trzewiach budził się niepokój.

Kiedy ponownie zwrócił się ku rozgrywającej się obok niego scenie dostrzegł diametralną zmianę na twarzy Zefoyi. Jej kamienna obojętność skruszyła się pod naciskiem gniewu, pod którego wpływem jej oblicze stało się obrazem czystej furii. Kiedy podniosła wzrok, jej oczy płonęły żywym ogniem.

– Zapłacisz za to – głos kobiety brzmiał jak syk trawiących swoją ofiarę płomieni.

Lesandor wydał z siebie stłumiony chichot, na jego twarz wstąpiła mieszanka kpiny i politowania.

– Wątpię, żebyś zdołała zemścić się zza grobu – rzucił obojętnie i już odwrócił się by odejść, lecz przystanął na moment i dodał przez ramię ściszonym tonem. – Módl się, a może Najwyższy ci wybaczy.

Jakby na komendę Zefoya spuściła głowę i szepcząc coś niewyraźnie. Jej ciało napinało się coraz bardziej, jakby przebiegały przez nie spazmy bólu. Ciche inkantacje przerywały teraz energiczne wdechy i wydechy. W powietrzu dało wyczuć się pewną nienazwaną obecność, jakby wypełniała ona każdy skrawek pustej przestrzeni.

Daryon czuł na sobie czyjeś spojrzenie niczym zimne ostrze przystawione do gardła. Obejrzał się spanikowany za siebie, lecz niczego nie dostrzegł. Z jakiegoś powodu poczuł się jak łania otoczona przez stado gończych psów.

Kiedy wrócił spojrzeniem na klęczącą przez nim dwójkę okazało się, że ciało kobiety teraz trzęsie się niekontrolowanie, a jej skóra wydzielała ledwie widoczną parę. W nozdrzach zaległ mu ostry zapach siarki. Powietrze wokół nich wręcz jarzyło się iskrami. Zdążył jeszcze usłyszeć pośpieszne komendy rzucane przez dowódcę, do których wkradała się napięta nuta. To wszystko jednak działo się gdzieś obok niego, daleko, a on stracił całkiem panowanie nad swoim ciałem, kiedy ze wzmożoną mocą uderzyła w nich kolejna fala wiatru. Nieprzygotowany na spotkanie z tak wielką siłą zachwiał się przy pierwszym ciosie żywiołu. Podmuch ciął jego skórę niczym lód. W górę wzbiły się tumany pyłu uniemożliwiające widoczność. Osłonił twarz dłońmi i całą siłą woli starał się ustać na nogach. Gdzieś w tle słyszał kakofonię krzyków żołnierzy i rozkazów teraz rzucanych już w pustkę. Szyby w oknach nad nimi pękały, a dźwięk ten przypominał salwę artyleryjską. Drobne odłamki szkła spadały na zebranych niczym noże, wbijając się głęboko w ciało. Rozwarte okiennice chybotały się przy każdym podmuchu jak wyłamane szczęki trupów.

– Zabić tę wiedźmę! – ryk Lesandora zagłuszał wiatr, wyjący teraz jak gromada pokutujących dusz.

Uderzający mu do głowy nagły przypływ krwi otrzeźwił go i szybkim ruchem ręki odbezpieczył strzelbę. Nim zdołał wycelować prosto w głowę kobiety, został powalony na ziemię przez niewidzialny żywioł. Upadając wypuścił z uścisku broń, która przetoczyła się gdzieś poza jego zasięgiem. Po swojej lewej słyszał bolesny krzyk, którego źródła nie mógł zlokalizować przez gęstniejące szare tumany.

Do serca tłukącego mu się o żebra powoli wkradała się panika. Nie był tchórzem, nie mógł teraz się poddać.

Zaczerpnął kilka głębokich, urywanych oddechów i skarcił się w myślach za dopuszczenie do siebie wątpliwości. Dźwignął się na czworaka i po omacku starał się znaleźć broń. Był gwardzistą, należał do elitarnej formacji i był gotowy poświęcić swoje życie dla dokończenia misji. Dla swojego cesarza.

Na moment pył przed nim zrzedł na tyle, by mógł dostrzec przed sobą klęczącą sylwetkę. Niewiele myśląc wyciągnął swoją poznaczoną drobnymi skaleczeniami dłoń w tamtym kierunku. W momencie zetknięcia się jej z ramieniem Zefoyi, nagłe uderzenie gorąca kazało mu ją natychmiast cofnąć. Z jego ust wyrwał się krzyk zaskoczenia, a kiedy przyjrzał się swojej dłoni okazała się wściekle czerwona i pulsująca bólem.

Wtedy głowa kobiety poderwała się ku górze z taką, prędkością, że jedynie cudem nie oderwała się od reszty tułowia. W jej twarzy nie dało się już rozpoznać osoby, którą byłą. Nie dało się rozpoznać nawet człowieka.

– Twojego boga tu nie ma! – z jej gardła wydobył się chór wielu głosów i rozszedł się dudniącą falą, odbijającą się od ścian i zawisającą w powietrzu niczym złowrogi zwiastun nieuniknionego.

Daryonowi wydawało się, że cały świat zatrzymał się na tą chwilę, wstrzymał oddech w pełnym napięcia oczekiwaniu.

Wtem wydzielający się z ciała kobiety dym przerodził się najpierw w iskrzący blask, by po chwili stać się pełnoprawnym płomieniem. Zefoya stanęła w ogniu, który szybko przeniósł się na trzymającego się kurczowo jej ramienia męża. Nie krzyczeli, ich ciała zastygły jakby przemienili się w kamienne statuy.

Ogień ożył i sięgał swoimi mackami coraz dalej. Rozchodzące się promieniście płomienie przypominały węże uciekające z gniazda. Nim się obejrzał został otoczony przez pochłaniające wszystko na swojej drodze języki ognia. Wspinały się już po ścianach budynku i zajmowały dach. Daryon rozejrzał się w popłochu, ale nigdzie nie mógł dostrzec swoich współtowarzyszy.

Z powodu czy to narastającej w nim paniki czy wszechobecnego dymu zabrakło mu powietrza w płucach. Krztusząc się każdym wdechem jak topielec próbował po omacku znaleźć drogę ucieczki, lecz takiej nie było. Gęsty dym rozszarpywał jego płuca na kawałki. Nie wyłapał momentu, kiedy szpony ognia uczepiły się nogawki jego spodni i wędrowały coraz dalej w niemożliwie szybkim tempie. Zawył w agonii, kiedy jego skóra topiła się i skwierczała od morderczego żaru, by następnie kruszyć się w popiół. Nim płomienie sięgnęły jego twarzy zdążył usłyszeć ten sam rój głosów, jakby wciągający go w otchłań ogień przemawiał prosto do niego.

– Chwała wojnie! Śmierć wrogom!

 

Koniec

Komentarze

Cóż, nie jest to najgorsza rzecz, jaką czytałem. Do pewnego momentu zgrzytały mi głównie błędy interpunkcyjne, niepotrzebne zaimki i gubienie podmiotu (nie bój się dawać zamiast zaimków normalnych rzeczowników, np. gwardzista → strażnik, żołnierz, członek gwardii), ale gdy pojawił się cesarz i zaczął się dialog, kompletnie pogubiłem się, kto jest kim. W rezultacie resztę tekstu tylko przebiegłem wzrokiem, natrafiając m. in. na taki kwiatek:

Uderzający mu do głowy nagły przypływ krwi otrzeźwił go i szybkim ruchem ręki odbezpieczył strzelbę.

Nagły przypływ krwi odbezpieczył strzelbę?

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Chętnie przyjmę wszelką krytykę, na której będę mogła wyrosnąć.

To dobrze trafiłaś :D

Gwardziści zebrali się na dziedzińcu w szyku i czekali na dalsze rozkazy. Daryon szedł na końcu posępnej procesji, prowadząc na śmierć księżną wraz z jej mężem.

Te zdania mogłyby się lepiej łączyć – jedno z drugiego nie wynika. "Posępna procesja" to etykietka – zwykle lepsze wrażenie robi pokazanie, co takiego posępnego jest w procesji, niż tłumaczenie czytelnikowi, że ma się… hmm. "posępny" ma różne korelaty, ale wiesz, o co chodzi. Końcówka zdania też troszkę nie teges, a i imiesłów można zastąpić czymś lepszym (po angielsku one mają szersze zastosowanie).

Przy każdym kroku szczęk skuwających skazańców łańcuchów rozdzierał gęstą ciszę nocy, która tak groteskowo kontrastowała z tragedią rozgrywającą się przez ostatnie kilka godzin. 

Purpura. Raz, tłumaczysz czytelnikowi, co ma czuć, dwa, robisz to tak usilnie, że skutek jest odwrotny. Trzy, dlaczego cisza ma kontrastować z tragedią, i to jeszcze groteskowo?

Wyglądało na to, że cały świat odwrócił oczy i dał im ciche przyzwolenie na wymierzanie sprawiedliwości w najbardziej okrutny możliwy sposób.

Komu? Poza tym (ale to już wtręt filozoficzny) jeżeli mamy tu okrucieństwo, to nie możemy mieć sprawiedliwości, chyba że mówisz z ironią, a wyraźnie nie (purpura i ironia się wykluczają).

Gwardzista głęboko zaciągnął się chłodnym powietrzem znad rzeki, co szybko otrzeźwiło jego zmysły.

? Zaciągamy się jakąś używką – powietrze mogłoby jeszcze nią być metaforycznie, ale na pewno nie, jeśli ten głęboki oddech ma otrzeźwiać.

Nie mógł pozwolić sobie na wahanie tej nocy.

A innej mógł? Dlaczego ta noc jest taka ważna?

Popędził parę szturchając ich końcem strzelby

Do czego odnosi się zaimek "ich"? Nie może się odnosić do "pary", bo jest w liczbie mnogiej, a "para" w pojedynczej.

lecz w reakcji na ten ruch, kuśtykający przed nim mężczyzna zachwiał się niebezpiecznie i od runięcia na bruk ochroniły go ramiona jego żony

Można spokojnie wyciąć "w reakcji na ten ruch" (powiązanie przyczynowe jest dość jasne), przydałoby się też jakieś "tylko", chociaż fraza "od runięcia na bruk ochroniły go ramiona jego żony" jest ogólnie trochę nie teges.

Udało mu się w miarę stabilnie stanąć na drżących nogach, jednak przez resztę drogi opierał cały swój ciężar na kobiecie

"Jednak" to bardzo mocne przeciwstawienie, tu raczej za mocne.

Dyszał ciężko, a potargane włosy lepiły się od potu spływającego po woskowo bladej twarzy.

Hmm. Nagle opisujesz skazańca bardzo szczegółowo. Dobrze, ale dlaczego dopiero teraz?

Daryon pomyślał, że małżonek księżnej stracił tak dużo krwi, przez ziejącą ranę na nodze, że i tak miałby minimalne szanse na przeżycie.

I on idzie? O (prawie) własnych siłach)? Przydałoby się uładzić (jak bardzo fantastyczny jest ten świat? Na pewno mamy broń palną, więc tymczasowo przyjmuję późny XIX w): Daryon uznał, że z tak głęboko zranioną nogą i po takiej stracie krwi małżonek księżnej i tak raczej nie wyżyje.

W pewnym stopniu taka wizja usprawiedliwiała jego czyny przed samym sobą, jednak wolał nie dopuszczać więcej do siebie podobnych rozważań.

Przegadane i gramatycznie wątpliwe. To nie czyny są usprawiedliwiane przed sobą.

Kiedy znaleźli się na środku placu gwardzista pchnął dwójkę na kolana. 

Kiedy znaleźli się na środku placu, gwardzista pchnął dwójkę skazańców na kolana.

Nie musiał przykładać do tego zbyt wiele siły, nawet nie stawiali oporu.

Reguła ogólna (nie uniwersalna – o tym można by długo pisać – ale ogólna): im dłuższe zdania, tym słabszy ich efekt. Zwłaszcza jeśli zdania obok są długie (krótkie przy krótkich słabną): Dlatego skróciłabym do minimum: Nie stawiali oporu.

obraz wyglądał na wyciągnięty rodem z dramatu

Albo "wyciągnięty z dramatu" (jak z albumu) albo "rodem z dramatu" – ale połączenie tych idiomów nie ma sensu.

oto siostra cesarza wraz z mężem na kolanach czekają na swoją egzekucję

Parsuje się ciut… zabawnie ze względu na szyk ("mąż na kolanach" prowadzi w inną stronę). "Swoją" można wyciąć – jest jasne z kontekstu.

Ciężko było mu rozpoznać w spętanej łańcuchami kobiecie, odzianej w rozdartą, poplamioną suknię dawną damę, do której wzdychał każdy mężczyzna w kraju. 

To też źle się parsuje ze względu na szyk, poza tym "ciężko" to nie to samo, co "trudno" (może być ciężko coś znieść, ale "rozpoznać" już za daleko naciąga metaforę). Uważaj też na aliteracje – "dawną" jest tu całkiem zbędne: W spętanej łańcuchami, okrytej łachmanami kobiecie trudno było rozpoznać damę, do której wzdychał niegdyś cały kraj. 

Jedyną przesłanką świadczącą o jej tożsamości była skostniała na jej twarzy duma, którą szczyciła się wysoko zadzierając głowę.

Szczyciła się dumą? Mało zgrabne zdanie, "przesłanka" nie bardzo tu pasuje (przesłanka jest do wnioskowania, a poza tym – twarz ma przecież tę samą?).

Wrażenia niezłomności nie psuła nawet rozcięta warga, z której wciąż powoli sączyła się krew ani okalające jej twarz potargane włosy.

"Jej" łapie w zakres "wargę", więc wygląda na to, że warga miała twarz. Jeśli pominiesz zaimek, unikniesz tego dziwnego wniosku. A wtrącenia kończymy przecinkiem ("z której wciąż sączyła się krew" – sączenie jest z definicji powolne).

Wykorzystał tę chwilę w oczekiwaniu na dowódcę, by przebiec wzrokiem po okalającym ich budynku.

Dlaczego? Czemu facet nagle interesuje się architekturą? Gramatyka i styl: Wykorzystał chwilę oczekiwania na dowódcę, by spojrzeć na otaczające dziedziniec arkady.

Wybudowany w nowoczesnym stylu pałac przytłaczał go swoją okazałością i ilością zdobień, których nie był w stanie nawet nazwać.

To nic konkretnego – poza tym nie wiem, co próbujesz przekazać. Bohater widzi siebie (przed chwilą widział) jako narzędzie cesarza, więc mógłby sensownie dodawać sobie otuchy za pomocą wyraźnych oznak cesarskiej potęgi, ale Ty pokazujesz te oznaki jako coś obcego, niezrozumiałego, opresyjnego. Więc utożsamia się z nią, czy nie? Ma wątpliwości? Chyba ma, ale na jakich podstawach?

 Stał tam niewzruszony i piękny, strzegąc swoich tajemnic za grubymi murami.

Mocno angielskie zdanie, z którego niewiele wynika (poza tą obcością, którą bohater jednak się zachwyca).

Mógłby zachwycić się tym urzekającym widokiem, podsycanym słodką mieszanką zapachów kwiatów z rozstawionych na dziedzińcu donic, gdyby tylko znalazł się tutaj w innych okolicznościach.

Jak "podsycić" (czyli dodać mu paliwa… https://wsjp.pl/haslo/podglad/31059/podsycic ) widok zapachem? I skoro okoliczności są nieodpowiednie do podziwiania architektury – to czemu bohater chce ją podziwiać? To może mieć sens (tu wstawić dwugodzinny wykład aksjologii), ale czy ma? Jeśli wiesz, dlaczego coś napisałaś, możesz napisać wszystko – tylko nie wiem, czy wiesz.

W głębi ducha wiedział jednak, że nigdy by do tego nie doszło. 

…? do zachwycania się?

Gwardia cesarska była jego jedyna szansą na lepszą przyszłość, na osiągnięcie czegoś więcej niż jego rodzina mogła mu dać.

A co to ma do zachwycania? Dość współczesny duch tego zdania podtrzymuje tezę, że jesteśmy najwcześniej w końcu XIX wieku. Unikaj nadmiaru zaimków: Gwardia cesarska była jego jedyna szansą na lepszą przyszłość, na osiągnięcie czegoś więcej, niż mogła mu dać rodzina.

W innych okolicznościach w ogóle nie miałby szansy się tutaj znaleźć. 

Dlaczego? To pałac cesarski (nie?), a on jest gwardzistą cesarza. Zresztą każdy gwardzista nosi w plecaku buławę marszałka, nie?

Zatrzymał się na tej myśli i pozwolił jej wybrzmieć odpowiednio dobitnie w swojej głowie

Końcówka zdania ("w swojej głowie") tylko psuje rytm – o ile nie ma tu telepatii, myśl bohatera nie może wybrzmieć w cudzej głowie, więc ta fraza nic nie wnosi.

Zaczerpnął z niej siły, których potrzebował, by wypełnić swoje zadanie do końca.

Jak wypełnić (aspekt dokonany) to do końca.

W polu widzenia wyłapał przytłumiony blask światła pochodzący z jednego z okien na drugim piętrze.

Sztucznie przedłużone – przecież nikt nie widzi poza swoim polem widzenia: W oknie drugiego piętra dostrzegł przytłumione światło.

Widok ten przywodził mu na myśl tarczę księżyca na bezgwiezdnym niebie.

Jeśli "przywodził" (aspekt niedokonany) to zawsze, albo chociaż często – jeśli to jednorazowe, to musi być aspekt dokonany. Ale na bezgwiezdnym niebie raczej nie widać księżyca, bo są chmury (to skonsultuj, bo nie wiem, czy księżyc nie świeci tak jasno, żeby przyćmić gwiazdy, ale chyba nie).

Przypuszczał, że okno to musiało znajdować się w saloniku, w którym zgromadzili resztę domowników.

Rymy i pustosłowie z nielogiczną angielską konstrukcją – jeśli musiało, to gdzie tu miejsce na przypuszczenia?: Przypuszczał, że jest to okno saloniku, w którym…

kiedy jego uszu dobiegł niosący się echem stukot oficerskich butów

Hmmm.

W mrok nocy wkroczył cesarz

Czy ten dziedziniec nie jest oświetlony? A swoją drogą, dlaczego egzekucja odbywa się na dziedzińcu? I to chyba pałacu, ekhm, bohaterów wieczoru? A nie jakiejś Bastylii?

Ich pojawienie się wywołało natychmiastową reakcję

Takie rzeczy kasuj bez litości – nie ma sensu zapowiadać, że zaraz coś opiszesz.

przez szpaler przetoczył się krótki ale dobitny, jak wystrzał z rewolweru, hałas pozdrawiających ich żołnierzy

Hmmmm. https://wsjp.pl/haslo/podglad/34112/szpaler to szereg, dwuszereg albo przejście między dwoma szeregami. Nie jestem przekonana, do "hałasu" jako określenia pełnego uwielbienia okrzyku też nie.

oddział wnet synchronicznie powrócił do swojej dawnej pozycji pełnej gotowości

? Aż taka dawna nie była. Co powiesz na: oddział jak jeden mąż stanął na baczność.

Władca przeszedł niespiesznie, jakby rozkoszował się każdym krokiem, naprzód

"Naprzód" nic nie wnosi (zwykle idziemy naprzód) i tylko zbija czytelnika z tropu.

znalazł się teraz centralnie przed dwójką skazańców

Przecież tego nie wymierzył. Może po prostu: i stanął przed skazańcami.

Choć nie groził mu atak z ich strony, to wciąż starał się zachować bezpieczną odległość, niczym od wściekniętego psa. 

Wściekłego psa. "Wciąż" w sensie "i tak" to anglicyzm, a cesarz jest ciut niekonsekwentny – napawa się swoją siłą, czy okazuje strach? Może się bać i nienawidzić (inaczej pewnie by ich nie skazywał), ale okazywanie tego podważy mu autorytet. Oczywiście można tak zrobić, chodzi tylko o to, żebyś Ty o tym wiedziała i to wykorzystała, a nie potknęła się na tym.

Przez ciągnącą się w nieskończoność chwilę cesarz przyglądał im się badawczo w ciszy. 

Poplątany szyk. Ja napisałabym: Cesarz przyglądał im się badawczo w milczeniu, które zdało się trwać tysiąc lat. 

Jego ściągnięta skupieniem twarz nie zdradzała żadnej emocji, a oczy o wyjątkowo zimnym odcieniu błękitu lustrowały parę w poszukiwaniu czegoś, co tylko on mógł wiedzieć.

Mało konkretne i trochę samo się podważa (twarz ściągnięta https://wsjp.pl/haslo/podglad/21270/sciagnac/5049971/brwi raczej wyraża emocje – te, którymi jest ściągnięta). Końcówka nie całkiem gramatyczna – czegoś, co tylko on mógł znać, albo o czym tylko on mógł wiedzieć. Ale to i tak pustosłowie.

Księżna nie uraczyła brata swym spojrzeniem

https://wsjp.pl/haslo/podglad/16704/uraczyc/3104281/anegdota ma w tym sensie zabarwienie pejoratywne, a tu wyraźnie chodzi o to, że nie chciała mu dać tej satysfakcji, więc chyba jednak: Księżna nie zaszczyciła brata spojrzeniem.

patrzyła zaciętym wzrokiem

Nie wzrok jest zacięty, ale ona zacięła się w uporze. Hmm. Może po prostu: patrzyła?

Jej mąż, który widocznie miał coraz większe problemy nawet z klęczeniem, strzelał spode łba nienawistnym wzrokiem to na gwardzistów to na stojącego dumnie przed nimi mężczyznę

Nie trzymasz stylu (a strzelanie wzrokiem też wymaga trochę energii, która z księcia widocznie uchodzi). Jak Ci się to podoba: Jej mąż, z trudem utrzymujący się nawet na klęczkach, taksował spode łba to gwardzistów, to dumnie wyprostowanego szwagra.

 Dyszał zawzięcie przez mocno zaciśnięte zęby, przez które okazjonalnie bryzgały krople śliny.

Melodramat. Wyobraź to sobie. Poza tym – facet (ledwo żywy i usiłujący nie zemdleć – spójrz tu: https://scriptmedic.tumblr.com/post/152304933522/the-writers-guide-to-bleeding-shock-and-trauma strona od czasu do czasu znika, ale potem się pojawia, na wszelki wypadek spójrz też tu: https://www.writersdigest.com/write-better-fiction/writing-blood-loss-fightwrite ) "okazjonalnie" pluje? "Okazjonalnie" to słowo z zupełnie innego rejestru – biurokratycznego. A tu mamy wydarzenie, które z pewnością znajdzie się w jakimś raporcie, ale będzie tam opisane zupełnie inaczej (spróbuj to sobie wyobrazić). Słowa mają zabarwienie – inaczej opiszesz tę samą scenę z punktu widzenia kogoś, kto ją przeżywa i kogoś, kto ją raportuje.

Głos władcy zmącił brzemienną w napięcie ciszę.

To zdanie jest bardzo typowym przykładem komizmu, którego autor nie zamierzył: mieszasz w nim dwie metafory, które nijak się do siebie mają. Cisza jest jednocześnie wodą (którą można zmącić) i brzemienna, czyli w ciąży, co w przypadku wody nie jest możliwe. A do tego jeszcze walisz czytelnika po głowie tym "napięciem", które pół tekstu z mozołem budowałaś, jakbyś nie wierzyła, że Ci się udało – i w rezultacie napięcie uchodzi jak z przekłutego balonu (see what I did here?). A było. Nie kop pod sobą takich dołków.

zostajesz skazana na śmierć

Dopiero w tej chwili?

Twoja rodzina również odpowie za współudział.

A to zdanie jest zupełnie nieoficjalne. Nie wiem, jak wygląda procedura w podobnych wypadkach, ale na pewno nie powinno tu być kolokwialnych sformułowań typu "odpowie za współudział".

współudział. – ogłosił stanowczym tonem, po czym dodał mniej oficjalnie

Tu bez kropki, i unikaj konstrukcji "takim-czy-innym tonem" – jest pleonastyczna.

 Po naszej rozmowie wnioskuję, że nie masz nic na swoją obronę.

To jest też dość kolokwialne. Poza tym czy tu można mówić o wnioskowaniu?

Spojrzenie kobiety nagle nabrało ostrości i teraz patrzyła prosto w twarz brata.

Hmm. Spojrzenie kobiety skupiło się nagle na twarzy brata.

– Możesz zabić Zefoyę, ale ja przeżyję. Mężczyzna prychnął jakby znudzony.

Raz – zniknął enter (i przecinek). Dwa – czy tu mówi jakiś demon, który księżną opętał?

– Nie ma sensu dalej się pogrążać, droga siostro – rzucił z udawaną troską

Po tym zdaniu kropka, patrz: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ (I czy taką wypowiedź można "rzucić"? https://wsjp.pl/haslo/podglad/19425/rzucic/5137475/slowa )

zapytała pośpiesznie całkiem ignorując jego słowa.

"Ignorować" jest anglicyzmem, a tutaj nie ma sensu tłumaczyć, że nie odpowiedziała na jego pytanie, bo to widać. Więc wystarczy: zapytała pośpiesznie.

Daryon widział, jak mocno napięła mięśnie szyi, by nie dopuścić do załamania się głosu.

Dziwnie anatomiczne szczegóły i dziwnie brzmiące zdanie.

Lesandor studiował jej twarz przez moment, nim się odezwał.

Anglicyzm. Mógł się jej przyglądać, ale w żadnym wypadku studiować: Lesandor przez moment patrzył jej w twarz.

– Żyje, ale nie potrwa to długo – odparł beznamiętnie.

Nie bardzo "odparł", chociaż od biedy może zostać.

Daryona przeszył nagły dreszcz, kiedy niespodziewanie na dziedziniec wtargnął mroźny poryw wiatru.

Hmm. "Poryw" nie bardzo może wtargnąć, już raczej czymś targnąć. Ale w ogóle przycięłabym: Daryona przeszył dreszcz, kiedy na dziedziniec wtargnął mroźny powiew.

Przeciął plac całą swoją masą i rozszedł się dudniącym dźwiękiem po sieni.

? Przecinanie masą jest mało sensowne, i jakiej sieni? W pałacu? Zresztą oni i tak są na dziedzińcu. Może: Szarpnął włosami, płaszczami, gałęźmi, zatrzasnął drzwi gdzieś w głębi.

Gdzieś w oddali strzeliło niedomknięte okno

Okna nie strzelają.

na co gwardzista mimowolnie się wzdrygnął, a jego ręce mocniej ścisnęły strzelbę

"Mimowolnie" to kolejne słowo, które ludziom wydaje się takie mądre, że ach, ale nie jest. Oznacza po prostu "niechcący", "odruchowo" – a wzdrygnięcie to odruch. Nie podlega świadomej kontroli (i dajcie już wszyscy spokój z tą autonomią rąk): aż gwardzista wzdrygnął się i zacisnął palce na kolbie broni.

Zdawał sobie sprawę, że tutaj na północy wiosna może być dość chłodna, jednak gdzieś w jego trzewiach budził się niepokój.

Ale tłumaczenie tego zmniejsza ten niepokój, który właśnie wywołałaś w czytelniku. Reguła ogólna – im bardziej coś wyjaśniasz, tym mniej straszne to jest.

Kiedy ponownie zwrócił się ku rozgrywającej się obok niego scenie dostrzegł diametralną zmianę na twarzy Zefoyi.

Za dużo tłumaczenia: Wrócił spojrzeniem do twarzy księżnej. Kropka. Zaraz i tak opiszesz tę zmianę.

 Jej kamienna obojętność skruszyła się pod naciskiem gniewu, pod którego wpływem jej oblicze stało się obrazem czystej furii. Kiedy podniosła wzrok, jej oczy płonęły żywym ogniem.

Melodramat. Ale trochę zasadny, więc może wystarczy usunąć nadlewki: Skorupa obojętności pękła. Oczy kobiety płonęły żywym ogniem.

– Zapłacisz za to – głos kobiety brzmiał jak syk trawiących swoją ofiarę płomieni.

Nadmiarowy zaimek, uważaj na interpunkcję dialogów: – Zapłacisz za to – syknęła, niby trawiący ofiarę płomień.

Lesandor wydał z siebie stłumiony chichot, na jego twarz wstąpiła mieszanka kpiny i politowania.

Mieszanka nie może wstąpić na twarz. Zamiast nazywać wyrazy twarzy, pokaż to w dialogu – bo skoro facet zaraz przemawia "obojętnie" a nie z kpiną, to właściwie po co ta kpina? I z czego on się śmieje?

już odwrócił się by odejść, lecz przystanął na moment i dodał przez ramię ściszonym tonem

Szyk i przecinki: już się odwrócił, by odejść, lecz przystanął i ciszej dodał przez ramię.

Jakby na komendę Zefoya spuściła głowę i szepcząc coś niewyraźnie.

I szepcząc coś niewyraźnie – co? A idiom brzmi: jak na komendę.

Jej ciało napinało się coraz bardziej, jakby przebiegały przez nie spazmy bólu.

Ale spazmy to kurcze, nie napięcie https://wsjp.pl/haslo/podglad/88404/spazm więc obraz nie trzyma się kupy.

Ciche inkantacje przerywały teraz energiczne wdechy i wydechy.

Co przerywało co i dlaczego właściwie?

W powietrzu dało wyczuć się pewną nienazwaną obecność, jakby wypełniała ona każdy skrawek pustej przestrzeni.

Dało się wyczuć, ale to mało konkretne. Jasne, pora na zemstę wiedźmy (dlaczego dopiero teraz?), ale – ?

Daryon czuł na sobie czyjeś spojrzenie niczym zimne ostrze przystawione do gardła. 

Brak przecinka po "spojrzeniu", a metafora jest wątpliwa.

Obejrzał się spanikowany za siebie

Less is more. "Spanikowany" może Ci jeszcze być potrzebne, nie zużywaj go tutaj.

Z jakiegoś powodu poczuł się jak łania otoczona przez stado gończych psów.

Powiedziałaś to samo trzy razy. Less is more. "Z jakiegoś powodu" lepiej unikać, osłabia zdanie.

Kiedy wrócił spojrzeniem na klęczącą przez nim dwójkę okazało się, że ciało kobiety teraz trzęsie się niekontrolowanie, a jej skóra wydzielała ledwie widoczną parę

Wrócił do. Skracaj – "okazało się" psuje napięcie: Odwrócił się z powrotem do dygocącej skazanej, nad której skórą unosiła się mgiełka. (Melodramat!)

W nozdrzach zaległ mu ostry zapach siarki.

Zaległ? https://wsjp.pl/haslo/podglad/28869/zalegac 

Powietrze wokół nich wręcz jarzyło się iskrami. 

Jarzyło się od iskier, ale – hmm?

Zdążył jeszcze usłyszeć pośpieszne komendy rzucane przez dowódcę, do których wkradała się napięta nuta. 

Nuta nie może być napięta, poza tym – "nuta" czegoś to słaby odcień, a tutaj mamy sceny z "Egzorcysty". Dowódca musiałby być Chuckiem Norrisem, żeby w takiej sytuacji mówić tylko z lekkim napięciem (co też nie pasuje do rzucania). Zatem – uciąć, skrócić i wyrzucić, np. tak: Zdążył usłyszeć komendę rzuconą przez dowódcę.

To wszystko jednak działo się gdzieś obok niego, daleko, a on stracił całkiem panowanie nad swoim ciałem, kiedy ze wzmożoną mocą uderzyła w nich kolejna fala wiatru.

To obok – czy daleko? "Swoim" zbędne.

Nieprzygotowany na spotkanie z tak wielką siłą zachwiał się przy pierwszym ciosie żywiołu.

Zachwiał się. Kropka.

Podmuch ciął jego skórę niczym lód.

Czy lód normalnie tnie? Czy nie lepiej ten podmuch porównać z czymś innym?

W górę wzbiły się tumany pyłu uniemożliwiające widoczność.

W górę wzbiły się tumany pyłu. Kropka. Ponadto: widoczność to możliwość widzenia, więc "uniemożliwiające widoczność" to uniemożliwiające możliwość widzenia, co jest już zbyt piętrowe.

Gdzieś w tle słyszał kakofonię krzyków żołnierzy i rozkazów teraz rzucanych już w pustkę

Gdzieś w tle słyszał kakofonię krzyków żołnierzy i rozkazów, teraz rzucanych już w pustkę.

Szyby w oknach nad nimi pękały, a dźwięk ten przypominał salwę artyleryjską. 

Czasowniki stwarzają wiele możliwości: Szyby w oknach trzaskały jedna po drugiej.

Drobne odłamki szkła spadały na zebranych niczym noże, wbijając się głęboko w ciało. 

Imiesłów nie oznacza po polsku przyczynowości – tylko jednoczesność: Odłamki szkła jak noże wbijały się w ciało.

Rozwarte okiennice chybotały się przy każdym podmuchu jak wyłamane szczęki trupów.

Raz – on tego nie widzi, bo pył mu zasłania. Dwa – to wygląda bardziej na krajobraz po bitwie, a nie w jej trakcie.

ryk Lesandora zagłuszał wiatr, wyjący teraz jak gromada pokutujących dusz.

Dużą literą (p. poradnik) i tniemy: Ryk Lesandora ginął w potępieńczym wyciu wiatru.

Uderzający mu do głowy nagły przypływ krwi otrzeźwił go i szybkim ruchem ręki odbezpieczył strzelbę. 

Przypływ krwi nie może odbezpieczyć niczego, a i otrzeźwić też nie bardzo (serio, to antropomorfizowanie wszystkiego to anglicyzm). I skąd on się bierze, nie mam pojęcia. Poza tym ostatnim podmiotem był Lesandor: Daryon otrząsnął się i szybkim ruchem odbezpieczył broń.

Nim zdołał wycelować prosto w głowę kobiety, został powalony na ziemię przez niewidzialny żywioł.

Strona bierna spowalnia akcję: Nie zdołał wycelować. Żywioł powalił go na bruk.

Upadając wypuścił z uścisku broń, która przetoczyła się gdzieś poza jego zasięgiem.

Poza jego zasięg, ale w ogóle ścięłabym do minimum: Upadając, zgubił broń.

Po swojej lewej słyszał bolesny krzyk, którego źródła nie mógł zlokalizować przez gęstniejące szare tumany.

Zbyt analityczne – pokazujesz tę scenę z jej wnętrza, nie z perspektywy przyszłych archeologów: Z gęstniejącej szarości dobiegał krzyk bólu.

Do serca tłukącego mu się o żebra powoli wkradała się panika.

… teraz? Serio, panika tak nie działa. Skoro serce mu wali, to już jest przerażony, może z tym walczy – jeszcze nie panikuje, ale panika nie wkrada się podstępem, tylko wali taranem.

Nie był tchórzem, nie mógł teraz się poddać.

Dziwna refleksja. Może ma coś powiedzieć o charakterze Daryona, ale co dokładnie?

Zaczerpnął kilka głębokich, urywanych oddechów i skarcił się w myślach za dopuszczenie do siebie wątpliwości.

I rozkaszlał się od kurzu :) Serio, ten kurz nie może być namalowany. Poza tym czy to jest sytuacja na głębokie refleksje? Facet może sobie powiedzieć "weź się w garść, stary!" ale nie będzie filozofował.

Dźwignął się na czworaka i po omacku starał się znaleźć broń.

"Starał się" bardzo spowalnia akcję: Dźwignął się na czworaki i macał bruk w poszukiwaniu strzelby.

Był gwardzistą, należał do elitarnej formacji i był gotowy poświęcić swoje życie dla dokończenia misji. Dla swojego cesarza.

Ale to nie jest miejsce na refleksje, tylko na działanie.

Na moment pył przed nim zrzedł na tyle, by mógł dostrzec przed sobą klęczącą sylwetkę. 

Źle się to parsuje: Podmuch na chwilę odsłonił klęczącą postać. (Akurat w tym kontekście "postać" jest lepsza).

Niewiele myśląc wyciągnął swoją poznaczoną drobnymi skaleczeniami dłoń w tamtym kierunku.

Nie mógł wyciągnąć cudzej, a skaleczenia raz, nie byłyby za dobrze widoczne w tych okolicznościach, dwa, nie byłyby dla niego takie ważne (adrenalina tłumi ból): Wyciągnął do niej rękę.

W momencie zetknięcia się jej z ramieniem Zefoyi, nagłe uderzenie gorąca kazało mu ją natychmiast cofnąć. Z jego ust wyrwał się krzyk zaskoczenia, a kiedy przyjrzał się swojej dłoni okazała się wściekle czerwona i pulsująca bólem.

Bardzo niezgrabne zdania: Dotknął ramienia Zefoyi i z krzykiem cofnął oparzoną dłoń.

 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Obcięło komentarz :)

 

Wtedy głowa kobiety poderwała się ku górze z taką, prędkością, że jedynie cudem nie oderwała się od reszty tułowia.

Gramatyka (i semantyka) zupełnie się już rozsypuje – na początku tak nie było: Głowa kobiety poderwała się, chyba cudem nie odleciała od tułowia.

W jej twarzy nie dało się już rozpoznać osoby, którą byłą.

Co to znaczy? Poprzednio też miała być nie do rozpoznania…

– Twojego boga tu nie ma! – z jej gardła wydobył się chór wielu głosów i rozszedł się dudniącą falą, odbijającą się od ścian i zawisającą w powietrzu niczym złowrogi zwiastun nieuniknionego

Yup, demon. Tniemy melodramat: – Twojego boga tu nie ma! – zawył chór wielu głosów z jej gardła.

Daryonowi wydawało się, że cały świat zatrzymał się na tą chwilę, wstrzymał oddech w pełnym napięcia oczekiwaniu.

Jak wyżej, poza tym aspekt musi być dokonany, bo wydawanie jest jednorazowe: Daryonowi wydało się, że cały świat na chwilę stanął w miejscu.

Wtem wydzielający się z ciała kobiety dym przerodził się najpierw w iskrzący blask, by po chwili stać się pełnoprawnym płomieniem.

A jakie prawa mają płomienie? Może tak: Wydobywający się z ciała kobiety dym rozbłysł iskrami, zmienił się w płomień.

Zefoya stanęła w ogniu, który szybko przeniósł się na trzymającego się kurczowo jej ramienia męża.

?

Nie krzyczeli, ich ciała zastygły jakby przemienili się w kamienne statuy.

Ciach: Nie krzyczeli. Zastygli jak kamienne posągi.

Ogień ożył i sięgał swoimi mackami coraz dalej.

? Mackami?

Rozchodzące się promieniście płomienie przypominały węże uciekające z gniazda.

Ale bohater nie ogląda tego z góry, więc skąd o tym wie? Bo narrator raczej nie jest wszechwiedzący… 

Nim się obejrzał został otoczony przez pochłaniające wszystko na swojej drodze języki ognia.

Przed chwilą były mackami, teraz są językami. I nagle zniknął pył, który przesłaniał widok. Hmm? Męska decyzja, autorko – jesteśmy tu z bohaterem? Czy patrzymy na niego z góry?

 Daryon rozejrzał się w popłochu, ale nigdzie nie mógł dostrzec swoich współtowarzyszy.

Czyli jednak spanikował? https://wsjp.pl/haslo/podglad/37710/poploch Ale nigdzie nie widział towarzyszy. ("Nie mógł dostrzec" to kalka).

Z powodu czy to narastającej w nim paniki czy wszechobecnego dymu zabrakło mu powietrza w płucach. 

Pamiętamy, co przeczytaliśmy – nie musisz tego tłumaczyć: Brakowało mu tchu. Kropka.

Krztusząc się każdym wdechem jak topielec próbował po omacku znaleźć drogę ucieczki, lecz takiej nie było

Jakiej? Możesz porównywać zagubienie w pożarze do tonięcia, czemu nie – ale czy akurat tutaj to dobry pomysł?

Gęsty dym rozszarpywał jego płuca na kawałki.

Poza angielską konstrukcją z zaimkiem – co, do jasnej ciasnej? W jaki sposób rozszarpywał? Dym?

Nie wyłapał momentu, kiedy szpony ognia uczepiły się nogawki jego spodni i wędrowały coraz dalej w niemożliwie szybkim tempie.

Potworny melodramat i po raz kolejny zmieniasz metaforę: ogień był już ośmiornicą, miał języki, a teraz jest jakimś szponiastym potworkiem. A może i łażącym potworkiem. "W niemożliwie szybkim tempie" to rozwlekła, powolna fraza, a znowu jeśli moment, to nie może w nim być wędrowania. Ogólnie – jeden wielki bałagan.

Zawył w agonii, kiedy jego skóra topiła się i skwierczała od morderczego żaru, by następnie kruszyć się w popiół. 

Pokićkały się aspekty czasownika (p. https://zpe.gov.pl/a/aspekt-i-tryb-czasownika/D6rmPBCi4 ): Wył w agonii, kiedy skóra skwierczała na nim, gdy rozsypywała się na popiół. ("Kruszyć się" na. "Rozsypywać się" na albo w).

Nim płomienie sięgnęły jego twarzy zdążył usłyszeć ten sam rój głosów, jakby wciągający go w otchłań ogień przemawiał prosto do niego.

Tniemy: Nim płomienie sięgnęły twarzy, usłyszał ten sam chór głosów, jakby ogień przemawiał do niego.

 

Czy jest potencjał, cóż. Taki, mniej więcej, jak u przeciętnej świeżynki. Może troszkę większy. Ortografia jest w porządku, ale gramatyka nie zawsze. Nie potrafisz jeszcze dobrać słów, nie masz wyczucia proporcji, nie widać tu szczególnie nowatorskiej myśli – ot, zasugerowane coś w okolicach eksperymentu Millgrama plus wiedźma, która chyba jednak stanowiła zagrożenie, a i niewinna też raczej nie była.

Nie powiedziałabym, żebyś była gotowa na powieść. Może na razie popróbuj krótszych form? Co się odwlecze, to nie uciecze, a w tej chwili możesz po prostu nie dać sobie rady z dużym tekstem. Masz czas. Masz całe życie. Spiesz się powoli.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka