- Opowiadanie: Pejot - Szukając tropu

Szukając tropu

Oceny

Szukając tropu

Rex stała na krawędzi dachu obserwując młodego mężczyznę idącego ulicą poniżej.

Kosmyk jej zielonych włosów wystawał spod czarnego kaptura ozdobionego wielokolorowymi szwami. Jej szmaragdowo zielone oczy skupione na celu. Pomimo wielobarwnego stroju przylegającego ciasno do jej smukłej sylwetki, nikt jej nie zauważył.

Kopuła nad miastem ponownie symulowała słoneczny dzień bez wiatru. Rex miała już dosyć tej nudnej pogody. Liczyła, że technik, z którym rozmawiała zaprogramuje burzę tak jak prosiła.

Niestety zawiódł ją i dostała kolejny, nudny słoneczny dzień.

Dla nieświadomej osoby nic nie wskazywało na sztuczność rozciągającego się nad głowami nieba, ani powietrza, które w rzeczywistości było przefiltrowanym, wielokrotnie każdego dnia, gazem uzupełnianym o tyle ile ludzie, zwierzęta i rośliny go nie oddawali spowrotem.

Tłum na dole przesuwał się leniwie. Jednakowe stroje naukowców, techników i inżynierów zlewały się w rzekę szarobrązowych ciał. Gdyby nie jej wyszkolenie, młody mężczyzna, którego śledziła już dawno stał by się częścią tej rzeki. Ona jednak potrafiła skupić uwagę wystarczająco dobrze aby odróżnić go od reszty tła.

Kiedy mężczyzna skręcił w boczną alejkę, Rex natychmiast zsunęła się po ścianie na ulicę wywołując niewielkie zamieszanie swoim lądowaniem. Nie zważając na spojrzenia i komentarze wokół, wyciągnęła niewielkiego drona spod kurtki i trzymała go na otwartej dłoni.

– Leć za nim Ważka.

Gdy wydała komendę dron uniósł się w powietrze a na wyświetlaczu pojawiła się animowana głowa psa, która kiwnęła tylko zanim dron ruszył za mężczyzną, którego śledziła.

Rex ruszyła zaraz za swoim, zasilanym ograniczoną AGI o inteligencji dobrze wytresowanego psa, towarzyszem. Przedzierała się przez tłum tak jakby widziała między ludźmi drogę, którą znała tylko ona. Ważka dotarł już do alejki, którą wybrał mężczyzna i po chwili przestał wysyłać sygnał.

Przyspieszyła aż zaczęła biec. Kiedy dotarła do alejki skręciła w nią i zaczęła się rozglądać. To była ślepa uliczka, prawdopodobnie używana wyłącznie przez techników. Na końcu, pod ścianą stał, plecami do niej, śledzony mężczyzna a Ważka leżał rozbity obok jego stóp.

Dobyła swojej broni z kabur na biodrach. Dwa identyczne, dobrane do jej dłoni pistolety, różniące się jedynie wzorem jaskrawych, kolorowych malunków na lufach.

W szybkim tempie skróciła dystans do mężczyzny gotowa zaatakować w przypadku jakiegokolwiek gwałtownego ruchu z jego strony.

Stanęła za nim obie lufy wymierzone w głowę.

– Skąd wiedziałeś, że cię śledzę?

Mężczyzna obrócił się powoli, od niechcenia.

– Cześć, Lucy.

Na dźwięk tego imienia, zamarła. Nie dlatego, że rozpoznała twarz bądź głos swojego celu. Zamarła bo nikt nie miał prawa używać tego imienia. Należało tylko do niej i do jej przybranego ojca, którego nazywała Szefem bo bała się powiedzieć wprost tata.

Błyskawicznie odzyskała równowagę ale moment zawahania nie umknął uwadze mężczyzny.

– Zastanawiasz się skąd znam twoje imię? – powiedział – Wiem o tobie znacznie więcej niż ten twój… Szef.

Ponownie straciła panowanie po tym jak zaakcentował ostatnie słowo. Ręce zaciskały się na rękojeściach.

– Nic nie wiesz.

Gdy tylko to powiedziała niewielki przedmiot spadł na ziemię tuż pod nogami mężczyzny, który skierował wzrok w jego stronę. Przypominał głowę smoka z kreskówki, z namalowanymi łuskami i oczami. Pysk nagle otworzył się a ze środka wystrzeliły strumienie farby i brokatu prosto w jego twarz.

Rex wybuchnęła śmiechem, nie okrutnym ale pełnym rozbawienia. Zataczała się kiedy mężczyzna próbował wytrzeć farbę z oczu.

–Niespodzianka! – rzuciła, po czym wykonując teatralny piruet znalazła się obok niego.

– Dobranoc, –  dodała tuż przed odebraniem mu przytomności jednym uderzeniem rękojeści pistoletu w potylicę.

Gdy mężczyzna osunął się na ziemię, lądując w plamie farby i brokatu schowała broń do kabur i podniosła głowę smoka.

– Dobra robota, Pip.

Podeszła potem do rozbitego drona, wyświetlacz wciąż ukazywał psią głowę, która zwróciła się w jej stronę ze smutną miną. Podniosła go.

– Nie martw się Ważka. Naprawię cię.

W alejce pojawili się żołnierze w mundurach z plakietką symbolizującą coś na kształt asteroidy. W szybkich zgranych ruchach otoczyli mężczyznę a jeden z nich spojrzał na nią.

– Jest wasz chłopaki, – rzuciła w jego stronę po czym ruszyła do wyjścia z alejki.

– Dobra robota Rex. – zdążyła usłyszeć z ust jednego z mundurowych zanim wróciła na ruchliwą ulicę.

W drodze powrotnej do bazy rozmyślała nad całą tą sytuacją. Trzy dni spędziła na wytropieniu tego mężczyzny, on okazał się tylko płotką rzucającą oklepane frazesy, które mają ja wyprowadzić z równowagi.

Szef zniknął już miesiąc temu, a ona wciąż nie trafiła na żaden obiecujący trop.

Bała się. Nie okazywała tego na zewnątrz ale w głębi czuła lęk. Lęk przed tym, że zostanie sama ale także głębszy lęk. Przed czymś znacznie gorszym. Przed tym, że znowu straci kontrolę i stanie się potworem, którego tylko Szef potrafił powstrzymać.

Koniec
Nowa Fantastyka