- Opowiadanie: MadPilgrim - Praktyka czyni mistrza

Praktyka czyni mistrza

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Praktyka czyni mistrza

Zeus grzał się w słońcu na samym szczycie Olimpu. Opity nektarem z brzuchem wypełnionym ambrozją był całkiem ukontentowany, jednak mimo to ogarniało go coraz większe znudzenie. Co prawda Dionizos zawitał z grupą satyrów do pałacu, ale nawet jego najlepsze sprośne dowcipy nie pomagały w walce ze zblazowaniem ojca bogów. Jedna z rzuconych anegdot o twardym jak kamień członku Priapa uruchomiła ciąg skojarzeń w głowie Zeusa prowadzący do Syzyfa.

 Nie myślał o starym gadule od tysięcy lat, ponieważ zbyt był zajęty zdradzaniem Hery z niezliczonymi zastępami śmiertelniczek. I paroma innymi sprawami. Najwyższa pora zobaczyć jak mu idzie praca. Po tylu latach pewnie dopchał skałę na sam wierzchołek, więc trzeba będzie mu znaleźć inne zajęcie.

 Zeus wymknął się do Sali Światów, gdzie znajdowało się magiczne lustro pozwalające zobaczyć każde miejsce na ziemi. Nawiązał połączenie i przed jego oczami ukazał się Syzyf, który wtaczał głaz bez najmniejszego wysiłku. Twarz miał wykrzywioną uśmiechem, a nie cierpieniem. Na jego ciele nie było ani jednej kropelki potu. Nucił jakąś wesołą piosenkę pod nosem. Równie dobrze mógł pchać wydmuszkę.

 Zeus nie mógł uwierzyć własnym oczom.

 – Tak nie może być! – zagrzmiał bóg piorunów. – Zaraz coś wymyślę…

 Podrapał się po brodzie w zadumie, po czym pstryknął palcami.

 W mgnieniu oka głaz powiększył się dwukrotnie. Zaskoczony Syzyf stanął jak wryty. Zaczął napinać mięśnie z całej mocy, by oprzeć się bezlitosnemu naporowi skały. Wyglądało na to, że siła ludzka oraz siła natury równoważyły się idealnie. Kara znowu stała się nieprzyjemna, więc wszystko było tak, jak powinno być. Zadowolony z siebie bóg miał już przerwać połączenie i wrócić do braku obowiązków, kiedy spostrzegł rzecz niebywałą. Powoli, milimetr po milimetrze, Syzyf znowu pchał głaz pod górę.

 – Widzę, że uodporniłeś się na wysiłek – stwierdził ze swego rodzaju podziwem Zeus. – Ciekawe jak wygląda u ciebie tolerancja na ból.

 Bóg wyczarował orła kaukaskiego, który podleciał do Syzyfa i zaczął gryźć go w ścięgno Achillesa. Były król Koryntu zawył, odskakując od gigantycznego kamienia. Z komicznym przerażeniem na twarzy zaczął od razu biec za szybko oddalającą się skałą.

 Zeus śmiał się tak mocno, łzy pociekły mu po policzkach. Przetarł oczy złotą chusteczką utkaną z włosów nimf. Kiedy odzyskał ostrość widzenia, dobry humor minął mu bezpowrotnie.

 Więzień dogonił głaz. Orzeł rzucił się do ponownego ataku, ale Syzyf złapał go wolną ręką za gardło, łamiąc kark z trzaskiem. Rzucił truchło na bok jak zużytą szmatę. Krew dosłownie zagotowała się w żyłach Zeusa.

– Miarka się przebrała – krzyknął w pustkę sali. – Pokażę ci, jak ma wyglądać prawdziwe cierpienie!

 Klasnął w dłonie, po czym głaz pokrył się płaskorzeźbami przedstawiającymi bliskich Syzyfa. Żona, dzieci, przyjaciele, rodzice. Ludzie, których nie widział od tysięcy lat, których nie zobaczy już nigdy. Skazaniec odwrócił twarz, zaciskając powieki.

 – Możesz zamykać oczy, ile chcesz – powiedział Zeus. – I tak poczujesz ich podobizny pod skórą.

 Mściwy bóg czekał na kolejny ruch więźnia, kiedy Hermes zajrzał do sali. Poinformował go, że Dionizos ze swoją świtą szykują się do wyjścia, więc wypada, by gospodarz ich pożegnał. Ledwo kryjąc irytację, Zeus udał się do gości.

 Gdy powrócił do lustra, głazu nigdzie nie było widać. Na zboczu góry leżało jedynie ciało Syzyfa. Tam gdzie była kiedyś jego głowa teraz znajdowała się krwawa miazga. Postanowił zakończyć udrękę, podkładając kark pod narzędzie tortur.

 Mieszanka przykrych uczuć uderzyła Zeusa jak fala. Wstyd, poczucie winy, żal zalały mu umysł na moment, odbierając zdolność myślenia. Potrząsną głową z gniewem (jedyna emocja, na którą sobie pozwalał).

 – Syzyf sam jest sobie winien – próbował się przekonać. – Powinien trzymać język za zębami…

 Nie ma sensu płakać nad rozlanym nektarem.

 Poza tym ma inne rzeczy do roboty.

 Ciekawe, co robi teraz Tantal?

Koniec

Komentarze

Hej!

Zacznę od tego, że opowiadanie wymaga bardzo dużej pracy nad interpunkcją.

Bardzo spodobało mi się zagrzmiał bóg piorunów – ładne! :) 

Przykuło moją uwagę – i nie wiem, czy na plus – że Syzyf ma ścięgno Achillesa. Nieco wybiło to z lektury i uruchomiło myślenie o chronologii i wsobnej frazeologii. :D 

Podobała mi się przewrotność tego, że utrudnianie życia syzyfowi stało się dla Zeusa, nomen omen, syzyfową pracą. I chyba przez to poczułem ukłucie żalu (zawodu?), że całość kończy się tak gwałtownie i jednoznacznie.

 

Hej!

Dziękuję za ciepłe słowa. Jeśli chodzi o ścięgno Achillesa to nie myślałem o chronologii. Użycie części ciała nazwanej po postaci z mitologii greckiej w stosunku do Syzyfa po prostu uznałem za zabawne. Achilles nie jest wspomniany w dialogach tylko w narracji, więc myślę, że nie będzie to wielką obelgą dla miłośników mitologii :)

Interpunkcja (mam nadzieję) została poprawiona.

Zeus w roli diabolicznego demona, cieszącego się cierpieniem. Zupełnie nieortodoksyjne podejście. Miejmy nadzieję, że nie ma żadnych praktykujących “Hellenów”, którzy mogliby to poczytać za obrazę majestatu!:)

Pozdrawiam!

Ta interpretacja Zeusa została zainspirowana Epic the Musical :)

Hej, MadPilgrim,

 

Widzę, że uodporniłeś się na wysiłek – stwierdził ze swego rodzaju podziwem Zeus. – Ciekawe jak wygląda u ciebie tolerancja na ból.

Brakuje tutaj półpauzy na początku.

Krew dosłownie zagotowała się żyłach Zeusa.

Chyba umknęło ci w.

 

Tekst mi się spodobał, ale po za tym nie mam nic do powiedzenia.

 

Pozdrawiam!

Kapibara

No proszę, nawet władcy piorunów, gdy znudzon śmiertelnie (choć nieśmiertelny), zwyczajnie i po ludzku przewraca się w boskiej głowie.

A u Tantala, jak mniemam, po staremu – nie je, nie pije, wciąż cierpi i żyje.

 

spo­strzegł rzecz nie­by­wa­łą. Po­wo­li, mi­li­metr po mi­li­me­trze… → Czy Zeus na pewno widział milimetry??? 

 

Zeus śmiał się tak mocno, łzy po­cie­kły mu po po­licz­kach. → Czy tu aby nie miało być: Zeus śmiał się tak mocno, że łzy po­cie­kły mu po po­licz­kach.

 

Prze­tarł oczy złotą chu­s­tecz­ką zro­bio­ną z wło­sów nimf. → A może: Prze­tarł oczy złotą chu­s­tecz­ką utkaną z wło­sów nimf.

 

Syzyf zła­pał go wolną ręką za gar­dło, ła­miąc mu kark z trza­skiem. → Drugi zaimek jest zbędny.

 

od­bie­ra­jąc zdol­ność do my­śle­nia. → …od­bie­ra­jąc zdol­ność my­śle­nia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuje wszystkim za cenne uwagi. Zmieniłem “ponad tysiąc lat” na “tysiące lat” w ten sposób, mam nadzieję, usprawiedliwię milimetry i ścięgno Achillesa. Opowieść dzieje się bliżej naszych czasów niż czasów mitycznych.

Bardzo proszę, MadPilgrimie. Miło mi, że mogłam się przydać. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Z utęsknieniem czekam na tekst, w którym Zeus nie będzie %$#@. :P

Jedna rzecz mnie zastanawia – Syzyf odbywał karę w Tartarze, czyli tak jakby po śmierci. Jak mógł się tam zabić?

Big Room Never Dies

Prometeuszowi odrastała wątroba, więc Syzyfowi odrośnie kiedyś głowa :) Nie wiadomo tylko kiedy.

Hejka!

Bardzo ciekawie wykorzystany motyw Syzyfa. Podobało mi się, że nie poszedłeś w wierne odtworzenie mitu, tylko pokazałeś go z zupełnie innej strony.

Pozdrawiam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Opity nektarem z brzuchem wypełnionym ambrozją był całkiem ukontentowany, jednak mimo to ogarniało go coraz większe znudzenie.

Opity nektarem, z brzuchem wypełnionym ambrozją, był całkiem ukontentowany, jednak ogarniało go coraz większe znudzenie.

Dionizos zawitał z grupą satyrów do pałacu

Dionizos zawitał do pałacu z grupą satyrów; albo: Dionizos z grupą satyrów zawitał do pałacu.

jego najlepsze sprośne dowcipy nie pomagały w walce ze zblazowaniem ojca bogów

Hmmmm.

Jedna z rzuconych anegdot o twardym jak kamień członku Priapa uruchomiła ciąg skojarzeń w głowie Zeusa prowadzący do Syzyfa.

To wszystkie były o tym samym, czy jednak: Jedna z anegdot, ta o twardym jak kamień członku Priapa, uruchomiła w głowie Zeusa ciąg skojarzeń prowadzący do Syzyfa.

ponieważ zbyt był zajęty zdradzaniem

Tekst komediowy, więc wysoki ton powinien być przekłuty dużą szpilą. Albo zniknąć: ponieważ był zajęty zdradzaniem.

Najwyższa pora zobaczyć jak mu idzie praca. 

Ostatnim "nim" był Zeus: Najwyższa pora zobaczyć, jak Syzyfowi idzie praca. 

trzeba będzie mu znaleźć inne zajęcie

Enklityki nie powinny być akcentowane (jest też minimalny rym): trzeba mu będzie znaleźć inne zajęcie.

znajdowało się magiczne lustro pozwalające zobaczyć każde miejsce na ziemi

Z lekka jakby angielskawe.

Twarz miał wykrzywioną uśmiechem

Jak wiedźmin? :D

Na jego ciele nie było ani jednej kropelki potu.

Hmmm.

Nucił jakąś wesołą piosenkę pod nosem

Nucił pod nosem jakąś wesołą piosenkę. Trochę te zdania takie niepowiązane.

Podrapał się po brodzie w zadumie

W zadumie podrapał się po brodzie, ale wtedy znowu będzie aliterować…

Zaczął napinać mięśnie z całej mocy, by oprzeć się bezlitosnemu naporowi skały. 

Purpurowe.

Wyglądało na to, że siła ludzka oraz siła natury równoważyły się idealnie.

C.t.: równoważą. Ale coś mi tu nie gra… hmmm.

 Powoli, milimetr po milimetrze, Syzyf znowu pchał głaz pod górę.

Przecież tak miało być. On ten głaz pcha, pcha i pcha, głaz spada, i da capo, i w nieskończoność.

– Widzę, że uodporniłeś się na wysiłek – stwierdził ze swego rodzaju podziwem Zeus. 

…? 

 Bóg wyczarował orła kaukaskiego, który podleciał do Syzyfa i zaczął gryźć go w ścięgno Achillesa. 

Orzeł nie ma zębów (i jest zajęty Prometeuszem): Bóg wyczarował orła kaukaskiego, który podleciał do Syzyfa i zaczął go dziobać w ścięgno Achillesa. 

Z komicznym przerażeniem na twarzy zaczął od razu biec za szybko oddalającą się skałą.

Byłoby śmieszniej, gdybyś to pokazał, a nie tylko nazwał. I warto użyć jednego, a jędrnego czasownika, zamiast słabiaczka podtrzymywanego przez określenia. "Pognał" mówi o wiele więcej niż "zaczął od razu biec".

 Zeus śmiał się tak mocno, łzy pociekły mu po policzkach.

Znikło "że".

Orzeł rzucił się do ponownego ataku

Orzeł ponownie rzucił się do ataku.

Syzyf złapał go wolną ręką za gardło, łamiąc kark z trzaskiem

Imiesłów nie oznacza przyczynowości: Syzyf złapał go wolną ręką za gardło i z trzaskiem złamał ptaszysku kark.

jak zużytą szmatę

W przeciwieństwie do szmaty nieużywanej?

Krew dosłownie zagotowała się w żyłach Zeusa.

Znaczy, osiągnęła temperaturę wrzenia i Zeus wybuchł? XD Krew dosłownie zagotowała się Zeusowi w żyłach.

Klasnął w dłonie, po czym głaz pokrył się

Tu akurat jest przyczynowość: Klasnął w dłonie, a głaz pokrył się.

Tam gdzie była kiedyś jego głowa teraz znajdowała się krwawa miazga.

Tam, gdzie była kiedyś jego głowa, teraz znajdowała się masa krwawej miazgi.

 Mieszanka przykrych uczuć uderzyła Zeusa jak fala.

Jakoś… nie przekonuje mnie to.

Wstyd, poczucie winy, żal zalały mu umysł na moment, odbierając zdolność myślenia.

To też, zwłaszcza, że jest purpurowe i melodramatyczne. Zeus najpierw się wyzłośliwia, a potem żałuje – to można zrobić dobrze, ale przy takiej długości tekstu?

Potrząsną głową

Potrząsnął głową.

 – Syzyf sam jest sobie winien – próbował się przekonać.

Jaśniej: – Syzyf sam jest sobie winien – powiedział.

 Poza tym ma inne rzeczy do roboty.

Lepiej: Poza tym są inne rzeczy do roboty.

 

Okeeej… to jest dowcip? Bo jakoś… nie bardzo mnie rozśmieszył. A głębi przemyśleń też tu raczej nie widzę, ot, olimpijczycy wredni są. Ale nad tym płaczą, dlaczegoś. Bo Nolan im kazał? Nie wiem, o co chodzi.

Podobała mi się przewrotność tego, że utrudnianie życia syzyfowi stało się dla Zeusa, nomen omen, syzyfową pracą.

Hmmm, tylko że Zeus utrudnia Syzyfowi życie przez jakieś pół godziny, a nie przez wieczność… Poza tym Syzyf chyba został unieśmiertelniony, inaczej kara by nie działała.

Z utęsknieniem czekam na tekst, w którym Zeus nie będzie %$#@. :P

Może jakiś napisz? XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Może jakiś napisz? XD

Gdyby to było takie proste… XD

Big Room Never Dies

Nowa Fantastyka