- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Podano do stołu

Podano do stołu

John Edward Jones w listopadzie  2009 roku utknął głową w dół w korytarzu jaskini Nutty Putty w stanie Utah. Pomimo trwającej  27 godzin  dramatycznej akcji ratunkowej, mężczyzny nie udało się uratować. Ostatecznie jaskinie zalano betonem, tworząc tam jego grobowiec.

Historia, która jest tutaj przedstawiona jest bardzo luźno zainspirowana tymi wydarzeniami.

Dlaczego?

Bo życie pisze najlepsze historie.

 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Użytkownicy, Użytkownicy II, OldGuard, Finkla

Oceny

Podano do stołu

Ciemność szepcze.

Miażdży. Wciska się w umysł, wlewając strach w ciało. Paraliżując wolę.

– Karol? – Mój głos jest przytłumiony i obcy. Szorstki, niczym wszystko wokół. – A co, jeśli nas nie znajdą?

– Na pewno nas szukają. – Usłyszałam zapewnienie z przodu. Głos był pełen troski i spokoju, jakby chłopak absolutnie w to wierzył.

Nic nie widziałam, ale musiałam wierzyć, że narzeczony nadal tam jest, że nie zniknął w mroku.

Spróbowałam się przesunąć do przodu, poruszając biodrami i ramionami. Ciężkie skały natychmiast na mnie naparły, ściskając boleśnie, powodując gwałtowne dudnienie w uszach i jasne plamy przed oczami. Rozgniatały z każdej strony. Walczyłam o oddech, połykając łapczywie krótkie, zatęchłe hausty. Gdzieś z daleka słyszałam kojący głos.

– Oddychaj. Oddychaj ze mną, Beata.

Uczepiłam się tego jak ostatniej deski ratunku. Karol stał się kotwicą ciągnącą ku powierzchni. Skały powoli odsunęły się ode mnie, jednak ciasno trzymając w zimnych objęciach.

– Przepraszam, że cię tu przyciągnąłem – dobiegło po dłuższej chwili. Słowa przebiły się przez głuche uderzenia, które, jak sobie uświadomiłam, były biciem mojego serca.

Po ścianie, ledwo słyszalnie, spływała słaba strużka wody. Zlizałam ją łapczywie, zdzierając język, smakując szorstką powierzchnię skały.

– Gdybym nie chciała poznać twojej pasji, nie poszłabym – powiedziałam po chwili, uśmiechając się w ciemności.

Marzyłam o zmianie pozycji, bo cała zdrętwiałam. Nie czułam rąk, nóg. Przez moment zastanawiałam się, czy w ogóle istnieją. Czy ja istnieję, czy nie jestem czasem tylko szaloną myślą.

Latarki, które dawały tak niewiele światła, zgasły, grzebiąc nas w ciemności. Było to tak dawno temu, że mogłam już zauważyć ciemniejszy zarys stopy Karola. Słyszałam, jak burczy mu w brzuchu.

– Na pewno zaraz nas wyciągną. Myślę, że są już na górze i rozkładają sprzęt – mruknął z przekonaniem, a ja zaczęłam wątpić.

Nikt nie przyjdzie, bo nikogo nie poinformowaliśmy, dokąd się wybieramy. Utknęliśmy w wąskim korytarzu, który stanie się naszym grobem. Zamiast ślubu będzie pogrzeb. Zamiast ziemi przykryje nas tona skał.

Jęknęłam.

Bolała mnie głowa i nie wiedziałam, co jest prawdą, a co złudzeniem. Nie miałam nawet pojęcia, czy zamknęłam oczy. Czas w tym miejscu był mierzony uderzeniami serca. Całkiem możliwe, że nie istniał.

Piękna sala, w której nagle się znalazłam, była otulona ciepłym światłem świec. Długi stół zastawiony wyśmienitym jedzeniem. Potrawami, których nazw nie znałam, a na ich widok ciekła mi ślinka. Pomieszczenie urządzone z barokowym przepychem i stylem. Podłoga była z marmuru w czarno-białą kratę, lśniła czystością. Gdzieś w rogu orkiestra grała „Dla Elizy”. Uwielbiałam Beethovena.

Obok ktoś stał. Tylko kątem oka widziałam zarys sylwetki odzianej w czerń, otulonej w ciężką pelerynę. Byłam pewna, że to mężczyzna.

– Podano do stołu – powiedział głębokim głosem, wskazując na rzeźbiony stół. Zrobiłam krok w tamtym kierunku.

– Beata?! Co robisz? Przestań natychmiast.

Zamrugałam. Znowu otaczał mnie mrok. Byłam w ciemnym tunelu, nie mogąc się ruszyć. Świadomość tego bolała.

– Beata, mam pomysł. Spróbuj się cofnąć. Wcześniej widziałem odnogę tunelu, może damy radę wyjść sami. Tylko zrób to ostrożnie, dobrze?

– Spróbuję – odparłam, choć nie miałam ochoty się poruszać. Pragnęłam wrócić do sali jadalnej, zasiąść na rzeźbionym, ciężkim krześle o pozłacanych poręczach.

Próbowałam jednak zrobić to, o co prosił Karol. Efekt był taki, że ugrzęzłam jeszcze bardziej.

– I co? – Usłyszałam z ciemności.

– Utknęłam jeszcze bardziej.

– Musisz coś zrobić – powiedział natarczywie.

– Nie mogę. – Czułam, jak pod powiekami zbierają się łzy.

– Nie. Po prostu ci się nie chce. Jesteś leniwa, jak wszystkie baby. Tylko czekasz, żeby wszystko za ciebie zrobić. Nic od siebie – warknął wściekły. – Ani nie umiesz gotować, ani nawet do seksu się nie nadajesz.

– Czy ty się słyszysz? – zapytałam zbolałym głosem. – Czy w ogóle wiesz, co mówisz?

Prychnął zły i wierzgnął nogą, prawie trafiając mnie w twarz.

Nie znałam Karola od tej strony. Może to i lepiej, że tu utknęliśmy. Teraz wiem, że wcale nie chcę za niego wychodzić.

Zamilkłam, nie mając ochoty rozmawiać ani słyszeć go. Czułam się skopana. Jak ktoś, komu się ufało, mógł powiedzieć coś takiego. Cisza się przedłużała.

– Czy nie chcesz mi czegoś powiedzieć? – zapytał wreszcie.

Przemogłam kulę w gardle, która nie wiadomo kiedy urosła, i szepnęłam:

– Czego?

– Przeprosić mnie na przykład – powiedział.

Czułam, jak ogarnia mnie złość. Wściekłość napierała na wąskie ściany. Miałam wrażenie, że cała skała drży.

– Nie – z gardła wydobył się obcy głos, a jednak myśl była moja. – Nie mam za co.

– Głupie baby.

Zamknęłam oczy, usiłując opanować nerwy.

W ciemności nigdy nie wiadomo, czy zrobiło się to naprawdę. Cisza, przerywana dudnieniem. Gdzieś w oddali słychać było kapanie wody, a przez ten dźwięk przebijała się delikatna muzyka. Znów byłam w sali, przy zastawionym stole.

Byłam tak potwornie głodna, że nie trzeba było mnie zapraszać.

Wątróbka, nereczki, serce, wszystko pięknie podane na złotych tacach. Półmiski pełne owoców. Sery, o których nie miałam pojęcia, że istnieją.

Wgryzłam się w pyszną wątróbkę. Lepka, gęsta krew trysnęła. Spływała po brodzie, gdy wciskałam jeszcze ciepłe kawałki do ust. Nie przeszkadzał nawet metaliczny posmak. Orkiestra grała, a ja jadłam. Wpychałam w siebie wszystko, co było w zasięgu rąk. Ucztowałam i nie chciałam, żeby to się zakończyło.

 

 

 

---

 

 

Ocknęłam się z zasłoniętymi oczami. Obok równomiernie, w rytm serca, pikała aparatura. Zapach szpitalnego powietrza rozpoznałabym wszędzie, wszak gdy byłam dzieckiem, miałam operację serca, potem wycięto mi nerkę. Do dwunastego roku życia szpital mogłam nazwać swoim drugim domem.

Napór ścian gdzieś zniknął. Wyczuwałam jednak, że ktoś był w pomieszczeniu. Odwróciłam głowę w stronę, skąd napływał chłód skał i zatęchłe powietrze.

– Ocknęłaś się. – Rozpoznałam głęboki głos z sali jadalnej. – To dobrze. Ciężko było utrzymać cię przy życiu. A teraz słuchaj, o czym mówią.

Z oddali dobiegał dźwięk rozmowy. Kroki zbliżały się:

– Musieliśmy zrobić czyszczenie żołądka, bo zjadła sporo kamieni. Teraz dostaje środki na uspokojenie, kroplówki wzmacniające. Kilka dni na pewno tu zostanie.

– Ale wyjdzie z tego? – Nadstawiłam ucha, słysząc matkę.

– Przez dziewięćdziesiąt dwie godziny była całkowicie odcięta od jakichkolwiek bodźców. Nie wiemy, jak to wpłynęło na jej psychikę. Na pewno nie obejdzie się bez psychologa, może psychiatry. Dodatkowo jest odwodniona i wygłodzona…

Prychnęłam. Czułam się syta.

– A co z jej narzeczonym?

– Przykro mi.

Zmarszczyłam brwi. Co się stało z Karolem?

– Jesteś głodna? – zapytał Kania.

Zaskoczona pokręciłam głową, bo jego imię samoistnie wypłynęło na powierzchnię, jakby zawsze było znane, jedynie schowane gdzieś w podświadomości. Na samym dnie w mroku, z którego pochodził.

– W sali obok jest jedzenie – powiedział swobodnie. – Musisz tylko tam dotrzeć.

Podniosłam się.

– Spokojnie, córciu. Spokojnie. Już jesteś bezpieczna. – Ciepły dotyk na czole wyzwolił we mnie dziwny głód, pragnienie wbicia się w miękką, spracowaną dłoń zębami. Skosztowania ciepłego mięsa i krwi. – Karol… tak mi przykro, kochanie. Znaliście się tyle lat… – słyszałam w jej głosie ból i żal.

– Co się z nim stało?

– Karol zmarł.

Kania usiadł z zupełnie innej strony, niż stała mama. Chwycił moją dłoń w lodowaty uścisk.

– Nie mów, że nie wiedziałaś. Byłaś tam i smakował ci posiłek – wyszeptał do mojego ucha. Zimny oddech owiał moją szyję. Skrzywiłam się i spróbowałam wyrwać dłoń, ale to on ją puścił z drapieżnym chichotem.

– Córciu? Co ci jest? – Głos mamy był kojący.

– Nic. – Czułam, jak łzy zbierają się w oczach i wsiąkają w czarną opaskę.

– Już niedługo będziemy w domu – ciągnęła kobieta.

– Nie mogę się doczekać – mruknął Kania. Słyszałam, jak siada w fotelu. Byłam pewna, że zakłada nogę na nogę i patrzy na wszystko z poczuciem wyższości.

– Czy jesteśmy tu same? – zapytałam.

– Tak, kochanie – odpowiedź przyszła niemal natychmiast. – Pójdę do pielęgniarki.

Skinęłam głową zmęczona.

– Oj joj, nie dąsaj się tak. Beze mnie byś umarła, a tak… masz nowe życie, nowe możliwości i umiejętności. Uratowałem cię. Za kilka dni stąd wyjdziemy. Napełnimy brzuchy i dopiero wtedy ujrzysz, jaki świat jest piękny i wspaniały. Ocalimy wszystkich.

– A Karol?

– Chyba przyznasz mi rację, że nie był ciebie wart – odparł Kania.

Milczałam, nie mogąc się nie zgodzić, to jednak nie usprawiedliwiało zjedzenia go.

– Wytęż słuch – powiedział nagle mój rozmówca. – Słyszysz ten dźwięk?

Nawet przez ścianę dochodził pisk aparatury.

– Możesz ją uratować, a ja pokażę ci, jak. Dziś w nocy rozpoczniemy nasze dzieło. Wszystkiego cię nauczę i razem ocalimy świat.

Zamknęłam oczy, nie chcąc go słuchać. Utonęłam w morzu mroku. Znów byłam w ciasnym tunelu, nie mogąc się ruszyć. Strach był obezwładniający.

Obudził mnie w środku nocy. Byłam potwornie głodna. Kania prowadził do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie spała młoda kobieta. Powłóczyłam za nim odrętwiałymi nogami, czepiając się palcami zimnej ściany, aby utrzymać równowagę. Otworzył przede mną drzwi. Już nie było suto zastawionego stołu, ale stałam przed jedzeniem. Wystarczyło tylko sięgnąć, wbić zęby i poczuć, jak krew spływa wzdłuż przełyku. Ciepła, życiodajna i wieczna.

Nagle wszystko nabiera barw, staje się piękne. Czuję, jak serce kobiety zwalnia, kiedy nie ma siły już walczyć. Przerzucam na nią swoją samotność i rozpacz. Niechęć do Kani zmienia się nagle w uwielbienie i już wiem, że nigdy go nie opuszczę. Niedługo zaczniemy nasze dzieło, a świat wejdzie w nową erę. Pod naszą władzą będzie pięknie i wspaniale. Nowa Ewa i Prometeusz niosący nowy ład i rzeczywistość

Mówią, że Mrok szepcze bezustannie, że zmienia i wypacza na swoje podobieństwo. Mówią też, że kto raz zakosztuje ludzkiego mięsa, ten zawsze będzie go pragnął. Mówią, że prawdziwe życie zaczyna się po śmierci, ale ja nie umarłam, prawda? Prawda?

 

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

 

Zgaduję, że jesteś Kobietą, Szanowny Anonimie. :) Jeśli się mylę, serdecznie przepraszam. :)

 

Przy czytaniu mignęły mi pewne kwestie techniczne (wszystkie poniższe sugestie i wątpliwości są zawsze tylko do przemyślenia):

Jak ktoś, komu się ufało, mógł powiedzieć coś takiego. – czy to nie zdanie pytające?

Jak ktoś, komu się ufało, mógł powiedzieć coś takiego. Cisza się przedłużała.

– Czy nie chcesz mi czegoś powiedzieć? – zapytał wreszcie. – powtórzenie?

 

Gdzieś w oddali słychać było kapanie wody, a przez ten dźwięk przebijała się delikatna muzyka. Znów byłam w sali, przy zastawionym stole.

Byłam tak potwornie głodna, że nie trzeba było mnie zapraszać. – powtórzenia?

 

Byłaś tam i smakował ci posiłek – wyszeptał do mojego ucha. Zimny oddech owiał moją szyję. – powtórzenie?

 

Tytuł od razu skojarzył mi się z horrorem „Delikatessen”, który znam na razie tylko z opisów, bo nie mam odwagi go obejrzeć. :)) Niewiele się pomyliłam. :) Bardzo podoba mi się nawiązanie do prawdziwej historii, której zresztą nie znałam – jest makabryczna!

Inne skojarzenia to moje wspomnienia wycieczek z Mężem, który uwielbiał pakować się do niebezpiecznych jaskiń bez jakiegokolwiek sprzętu czy zabezpieczeń, aby „tylko zobaczyć widoki i poczuć adrenalinę”. Ja czegoś takiego pojąć nie mogłam. :) 

Dodatkowo dwie osoby, czekające na pomoc w jaskini, przypomniały mi oglądane przed wieloma laty filmy (odcinki serialu „Opowieści z krypty”? – nie pamiętam) – jeden o młodym Presley’u, który spotkał tam sobowtóra o całkiem odmiennym charakterze, drugi – o dwóch górnikach – jednym z bodajże XVIII wieku i drugim, który ugrzązł współcześnie – ten pierwszy zdawał sobie sprawę, że nie ma szans, lecz zostawił wiadomość o poznanym tu przyjacielu na kartce; kiedy go znaleziono, już nie żył, lecz dzięki przetrzymywanej przez dziesięciolecia wiadomości wiedziano, gdzie szukać owego drugiego, gdy doszło do zawalenia. :)

 

Twój horror jest znakomity. :) Ogromnie przypadł mi do gustu. :) Niby bez morza krwi, a i tak leje się ona tu i ówdzie. :) Do tego BARDZO MOCNE zakończenie. Suuuper! :)

Przeplatasz między wierszami ważne przestrogi dla każdej dziewczyny – w sytuacji ekstremalnej dowiadujemy się, jaki naprawdę jest „nasz luby”, jak nas traktuje i – za kogo uważa. :) Wobec tego wniosku, jakoś niespecjalnie żal mi mojego imiennika. :) A owo „przemycanie zakamuflowanych, często – bolesnych treści” wskazuje mi nieco dokładniej na Autorkę. :))

Ta „prawdziwa twarz Karola”, ujawniona w obliczu śmiertelnego zagrożenia, przyniosła mi kolejne skojarzenie – z genialnym wierszem Mickiewicza „Przyjaciele”. :) I, wspominanym przeze mnie wielokrotnie, wierszem Wysockiego “Piesnia a drugie” – “Opowieść/pieśń/piosenka o przyjacielu”. :) 

 

Klik, pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w Konkursie. :)

Nic dodać nic ująć, w zasadzie Bruce wypowiedziała wszystko co trzeba w tej kwestii.

 

Z mojej strony dodam jedynie, ze bardzo fajne, naturalne dialogi aż czuć, jakbym siedział obok u słuchał tych tekstów Karola obok.

 

 

Klikam :) 

Hej! 

Część w jaskini bardzo mi się podobała – doceniam, że cała narracja była bardzo blisko Beaty, pozbawiona opisów całej sceny. Podbiło to klaustrofobiczne okoliczności. Przemiana Karola z opoki w chama także przypadła mi do gustu, choć nie jest to najbardziej fortunne wyrażenie.

Z drugą sceną mam właściwie tylko jedną zagwozdkę – zapewne z mojej, nie Twojej, winy. Podskórnie czuję, że Beata już w jaskini podjadła nieco Karola. A jednak nikt o tym nie mówi, wspomina się tylko o zjedzonych kamieniach. Czy ja po prostu sobie za dużo dopowiedziałem? :) 

Lekarze zazwyczaj nie mówią całej prawdy. W tym wypadku, nie chciał straszyć matki, bo faktycznie oprócz kamieni, dziewczyna miała tam sporo ludzkiego mięsa. W końcu jak się domyśliłeś zjadła Karola.

bruce, inspirowałam się też twoimi szortami, mimo że ten nie jest taki strikte o Johnie Jonesie.

bruce, inspirowałam się też twoimi szortami, mimo że ten nie jest taki strikte o Johnie Jonesie.

 

To dla mnie zaszczyt. heartkiss

Wciąga… Muszę przyznać, że jak nie lubię horrorów, to ten mnie przekonuje. 

To co uważam za wyjątkowo dobre, to przekazanie czytelnikowi poczucia ciasnoty. Osobiście mam klaustrofobię i powiem szczerze, czytając to opowiadanie czułem niepokój związany z tym uciskiem skał.

Nie przypadła mi jednak do gustu kwestia pożerania ciał, ale pewnie dlatego, że nie jestem fanem horrorów.

Język jest przyjemny. Nie zwalnia, nie zgrzyta. Trzyma w napięciu

Ciekawie ukazujesz jaki Karol okazał się w obliczu śmierci. Szkoda, że trochę nie pociągnęłaś/pociągnąłeś tematu, bo teraz nie wiemy, czy on taki faktycznie był, czy lęk przed śmiercią wypaczył jego naturalne reakcje. Mam na myśli: Czy zwykle w życiu kamuflował się, a teraz wyszło jaki był na prawdę, czy może w życiu był na prawdę w porządku, ale odwodnienie, lęk, głód wywołały u niego te myśli i słowa. Mnie by tu pasowało jeszcze jakieś dopowiedzenie z jego strony, gdzie zdradza, że teraz nie musi się już z tym kryć itp. 

 

Kim jest Kania? Czy to jakiś duch który nawiedził i opętał Beatę, czy może jej drugie ja, skrywane dotychczas?

Świetnie że zostawiasz niepewność co do tego, czy Beata umarła, tylko jeśli umarła, to czy ona mogła zjadać kolejną osobę? To mi trochę zgrzyta, ale jak już wspomniałem nie rozumiem horrorów. ;)

Ogólnie tekst mi się bardzo spodobał. Gratulacje

Przybywam!

 

Początek wciągnął, ponieważ sporo czasu spędziłem przeciskając się przez jaskinie.

Latarki, które dawały tak niewiele światła, zgasły, grzebiąc nas w ciemności. Było to tak dawno temu, że mogłam już zauważyć ciemniejszy zarys stopy Karola.

Logika: jak mogła zauważyć zarys stopy, skoro jest w jaskini? Skoro nie ma źródła światła, nic nie widać. Pomijam to, że z zewnątrz jest kalosz, który trudno opisać jako stopę.

 

– Na pewno nas szukają. – Usłyszałam zapewnienie z przodu

To jeden z tych dyskusyjnych zapisów dialogu, podobny do “Gdzie jesteś? – doszedł do mnie głos”. Jak widzisz, startuję didaskalia małą literą, bo choć mowa o słuchu, to słychać mowę. Kiedyś nawet dawałem do tego odnośniki słownikowe i przykłady z książek w komentarzu.

 

Ciężkie skały natychmiast na mnie naparły, ściskając boleśnie, powodując gwałtowne dudnienie w uszach i jasne plamy przed oczami.

Ciężar czujemy, kiedy coś chcemy unieść, albo kiedy coś ruchomego nas zgniata. Tutaj bohaterka jest wewnątrz nieruchomego górotworu. Reszta opisu brzmi w miarę dobrze (początek omdlenia), ale ten początek nie jest dobry. “Twarde skały” nie kłóci się z logiką.

 

Walczyłam o oddech, połykając łapczywie krótkie, zatęchłe hausty.

Dlaczego zatęchłe? Zatęchłe są nory i piwnice, ze względu na pleśń. Każda jaskinia pachnie inaczej, ale rzadko jest to typowa stęchlizna – chyba że coś tam zdechło, albo przez szczeliny wpadły liście i humus. Wtedy istotnie jest to zapach rozkładu, ale nie pakowałbym wszystkich zapachów do jednego worka.

 

spływała słaba strużka wody. Zlizałam ją łapczywie, zdzierając język, smakując szorstką powierzchnię skały.

Bohaterka ma delikatny język, nie pamiętam, żebym miał wrażenie zdzierania przy zlizywaniu wody ze skał. Tam, gdzie cały czas po nich cieknie, pojawia się taki śliski nalot (z minerałów, w Polsce zwykle wapień), więc nie są aż tak szorstkie. Ale niech zostanie, dodaje dramatyzmu :)

 

Efekt był taki, że ugrzęzłam jeszcze bardziej.

– I co? – Usłyszałam z ciemności.

– Utknęłam jeszcze bardziej.

Dialog powtarza wcześniejszy opis. Czyli opis nie jest potrzebny.

 

Prychnął zły i wierzgnął nogą, prawie trafiając mnie w twarz.

Prychnął ze złości

 

– Przez dziewięćdziesiąt dwie godziny była całkowicie odcięta od jakichkolwiek bodźców. Nie wiemy, jak to wpłynęło na jej psychikę. Na pewno nie obejdzie się bez psychologa, może psychiatry.

Niewiele wpłynęło. Znacznie większe znaczenie ma tu trauma wynikająca z samego wypadku i na nią położyłbym nacisk. Odcięcie od bodźców w sytuacji, w której bohaterka jest głodna, odwodniona i sama traci świadomość przynosi tylko ulgę. Psycholog będzie potrzebny, ale raczej by pomóc dziewczynie poradzić sobie z tym, co się zdarzyło, niż z tym, że była pozbawiona bodźców.

 

– Chyba przyznasz mi rację, że nie był ciebie wart – odparł Kania.

Milczałam, nie mogąc się nie zgodzić, to jednak nie usprawiedliwiało zjedzenia go.

Tutaj nagle się dowiadujemy, że bohaterka zjadła chłopaka. Nie jest to zaakcentowane i wyskakuje jak królik z kapelusza. Owszem, czytelnik może czegoś podejrzewać po tych scenach wgryzania się, ale tutaj brzmi to jak twist bez twistu.

 

Końcówka mnie rozczarowała. Szczególnie, że na tym etapie już walczyłem z logiką wcześniejszych scenek – skoro była uwięziona i nie mogła się ruszyć, czy mogła go zjeść dosłownie? A jeśli w przenośni, w zaświatach, jaki jest sens tekstu o skosztowaniu ludzkiego mięsa?

Technicznie, żeby dobrać mu się do nogi, musiałaby się przegryźć przez kalosz. Nie wspominam o tym, że w głębszych jaskiniach raczej nosi się kombinezon z cordury lub PVC. Ok, załóżmy, że weszli tam zupełnie bez sprzętu, w krótkich butach, i mogła mu się wgryźć w łydkę… Robi się to zagmatwane. No i jaki problem w tym, że na wpółprzytomna kobieta zjadła kawałek już martwego partnera? Jesteśmy ssakami wszystkożernymi, nie ufoludkami, staramy się sobie jakoś radzić :)

 

Początek, mimo kilku drobiazgów, brzmiał obiecująco. Była w nim jakaś psychologia – choć tekst, który rzuca chłopak, żeby ona się ruszyła, jest tak żałosny i skrajny, że z psychologicznego punktu widzenia też bardzo to razi. Najpierw jest opanowany i wspierający, później nagle miesza ją z błotem (i to dosłownie :) ). Żeby to było wiarygodne, oczekiwałbym pokazania, jak stopniowo się załamuje – brakowało mi stadium pośredniego. Teksty o gotowaniu i seksie są bardzo sztampowe – oczywiście mogły się pojawić, ale oczekiwałbym czegoś jeszcze.

 

Więc, hm, historia miała potencjał. To bardzo odległe skojarzenie, ale w tekście https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34983 też odniosłem podobne wrażenie – dopóki nie pojawił się diabeł, całość jeszcze brzmiała, ale wraz z nim coś się załamało (we mnie czytelniczo). Tutaj było podobnie. Diabeł jest slapstickowy i nachalny, jak wycięty z komiksu. A powinien być subtelną wątpliwością, robakiem, który stopniowo drąży myśli.

 

Dzięki za temat jaskiniowy, który jest mi bliski, konsekwencje psychiczne sytuacji też brzmiały ciekawie, nawet gdyby rzeczywiście zjadła mu kawałek łydki. Zaświaty do momentu pojawienia się diabła były ciekawe, głód jest pierwotnym instynktem.

 

Pozdrawiam!

Ambush, wybacz, ale ten stockowy obrazek pocięty liniami trochę mnie razi. Ktoś go tak oznaczył, żeby za niego zapłacić, więc wklejanie go, hm…

Wiem, że jesteś w Jury i niby nie warto się narażać, ale szczerość tym razem zwyciężyła

jfrydr dzięki za komentarz. Cieszę się, że horror mimo wszystko spodobał się

marzanie, śpieszę z odpowiedzią. Nie wiem czy byłeś Kotlinie Klodzkiej, jeśli nie, to serdecznie polecam Błędne Skały. Są to dość wąskie przejścia pomiędzy skałami, do tego stopnia, że puszysta osoba jest w stanie utknąć. W moim wypadku też tak było. Pierwsze co się dzieje, to panika, błyskawicznie podnosi się ciśnienie, a przy każdym oddechu, wiedząc że to żebra się rozszerzają, masz i tak wrażenie, że to skały napierają zdaje się to tak autentyczne, że wypiera wiedzę. Druga sprawa to woda na ścianie. Absolutnie zgadzam się z tobą ale… jeżeli ktoś przez cały czas liże skałę, zdziera z niej wszystko, aż do gołego. Stąd tekst, że zdarła język. Bo przecież oboje są tam przez 92 godziny, to prawie 4 doby i tu dochodzimy, do przedostatniego zagadnienia. Po takim czasie braku pożywienia organizm zaczyna pożerać siebie, już nie wspomnę, że chudnie się gwałtownie, a skoro tak to pomiędzy skałami robi się na tyle miejsca, że można podpełznąć do przodu. Kolejna sprawa, kobiety mają mniejszą gęstość kości, ale też luźniejsze ścięgna i możliwość wygięcia stawów w niemożliwym dla mężczyzny kątem. I ostatnia rzecz. Ludzki wzrok, jest w stanie przyzwyczaić się do absolutnej ciemności w ciągu dłuższego przebywania w niej. Jeżeli ktoś siedzi w nieǰ przez kilka dni, naturalnym jest, że przyzwyczaisz się. Były badania na ten temat, ale czytałam je dość dawno temu. Dziękuję za komentarz i mam nadzieję, że wyjaśniłam wszystko. Jaskinie są jednym z tematów, który z jednej strony mnie fascynuje, a z drugiej przeraża. Ciężko mi zrozumieć osoby, które lubią przeciskać się przez wąskie szczeliny.

Anonimie, rozczaruję Cię, ale w absolutnej ciemności nie widać nic. Receptor musi otrzymać foton, żeby ten go wzbudził. Nie ma fotonu – nic nie widzisz. Fizyka, medycyna, nie będę się powoływał na własne doświadczenia. Wybacz, ale to po prostu nie zadziała. W scence, w której prawie dostała kopniak butem podobnie – ona nie zobaczy buta. Trzeba ją opisać w ten sposób, że rzeczywiście ją kopnął.Jeśli to była jego pasja, oboje są w kaskach, więc tylko poczuje, że coś ją uderzyło.

 

Jeśli powołujesz się na badania – cytuj odnośniki. Chętnie podejmę polemikę również z autorami owych, jest tam zwykle corresponding author. Nie wiem, kto przepuścił taki badawczy bullshit przez recenzję.

 

Teza o tym, że chudną, to również bullshit. W ciągu 92 godzin nie nastąpi zauważalne chudnięcie. Pojawią się za to obrzęki, które utrudnią wyciągnięcie. Jest zatem odwrotnie do tego, co piszesz.

Poczytaj, proszę to:

https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC12139709/

Oraz sprawdź hasła:

Zastój żylny i limfatyczny

zespół ciasnoty przedziałów powięziowych

 

Uciśnięte tkanki puchną i osobę jest coraz trudniej wyciągnąć. Pojawiają się stany zapalne, w mięśniach wydzielą toksyny, co może nawet prowadzić do ich uszkodzenia.

I nie piszę tego ze złośliwości, czy z chęci pokazania, że lepiej zrobiłem search. W sumie nie musiałem go robić, wystarczą mi opowieści ludzi, których znałem. Zresztą jednego wieczora rozmawiałem z gościem w bazie, drugiego zapłakana rodzina przyjechała po jego rzeczy – takie doświadczenia też bywały.

 

Nie, Anonimie, nie wyjaśniłaś, tylko zagmatwałaś jeszcze bardziej, bo wyjaśnienie mnoży kolejne błędne tezy.

 

Może skupmy się na wątku psychologicznym, bo tam jest problem. Jaskinia to tylko dekoracja, większość czytelników tego nie zauważy.

Może jestem niepoprawną marzycielką fantastką, ale potrafię doskonale wyobrazić sobie, że w mroku widzę i to bardzo dużo. Podobnie – inni. 

Podchodzenie stuprocentowo naukowe to jedna rzecz, ale – podejście do danego opisu przy wyobrażeniu sobie, to całkiem inna sprawa. Tak uważam. :) 

To tak, jakbyśmy powiedzieli, że nie ma szansy, aby oglądać siebie umierającego, stercząc tuż pod sufitem. A potem jeszcze na dodatek wrócić do swojego ciała, jak gdyby nigdy nic. I pamiętać to wszystko! Mieć pełną świadomość, że się tam było, opisywać ze szczegółami, co robiono z nami (np. płacz rodziny, udzielanie pierwszej pomocy przez przechodnia na ulicy, dodatkowe leki serwowane w szpitalu itp.), zgodnie z prawdą. Czytałam przed laty, to chyba była książka “Życie po życiu”, i ludzie opisywali, że doświadczyli czegoś podobnego.

Brak naukowego dowodu niekoniecznie musi oznaczać, że danego zdarzenia nie było, lub – że nie mogło go być. :)

Nie używam tu argumentacji logicznej, absolutnie, po prostu z czysto ludzkiego podejścia w moim odczuciu wynika, że “w fantastyce wszystko stać się może”. :)

Ja pewne sprawy – na Portalu, jakby nie było, NF – odbieram jako hmmm… czucie/zachowanie/przemiany bohatera, wymykające się spod jakiejkolwiek kontroli i reguł stricte naukowych, metafizyczne, niezmierzalne, wyjątkowe, fantastyczne właśnie. :) 

Tu opisywane zdarzenia są – moim skromnym zdaniem – takimi właśnie przykładami. :) 

 

Pozdrawiam Was. heartkiss

Komentarz bruce akurat jest tutaj dość istotny, a i wypowiem się, bo to część dyskusji związanej z AI(bibliografia tekstów).

Przypisy w tekstach na portalu gdzie w nazwie jest fantastyka, to z natury w większości przypadku jest fikcją. Owszem, można wskazać autorowi drastyczne zmiany w logice, ale nie podchodziłbym tak dogmatycznie, by robić przypisy jak w pracy magisterskiej. Podziwam wiedzę marzanie :) Ale nie sądze, że celem wrzucania w opowiadań jest kłótnia na temat kosmetycznych kwestii, bo w tekście nie o to chodzi. Chodzi o fabułę i to, czy tekst był fajny czy nie fajny, czy wciągnął :)

 

Nie jestem specem z medycyny a ni fizyki, ale AI stwierdził jedno , a drugi model potwierdził.

 

Odpowiedź do tego badania co podesłałeś jest jedna. Cytując model Claude Opus 4.8, obecnie najlepszy, model płatny:

 

„Artykuł, na który się powołujesz, opisuje jednoczesne przesunięcie płynu do tkanek (obrzęk) i odwodnienie krwioobiegu. Bohaterka odczuwa oba skutki: ucisk tkanek w miejscu zablokowania i pragnienie wynikające z hipowolemii. Nie twierdzę, że schudła w sensie redukcji masy mięśniowej w 92 h – raczej, że utrata wody chwilowo ‘zluzowała’ ją w szczelinie. To efekt opisany w tej samej pracy (sekcje o przemieszczeniu płynu i hipowolemii).”

 

 

Jak trzeba mogę podesłać prompt/screen z czata.

 

Rozumiem słuszność co do riserczu itp, bo to będzie istotne, ale w tej kwestii jest to naprawdę kosmetczyne. Ergo nie kojarzę książek fantastycznych, gdzie były rozbudowane przypisy. To jest fikcja literacka, przypominam. 

Inna rzecz kiedy w tekśćie jest bardzo dużo tego typu błędów, to rozumiem – wtedy można wskazać pewne rzeczy, ale nie czynić z tego głównym zarzutem. Tutaj akurat to są małe detale. Uważam, że wręcz niewielkie.

 

 

Melendurze, jest to ciekawe spostrzeżenie SI o dwóch przeciwstawnych efektach, które jednak nijak nie ma się do obserwacji praktycznych ekip ratowniczych. Im dłużej ofiara była uwięziona, tym trudniej było ją wyciągnąć. Nie trzeba bić się na modele SI, tylko napisać do TOPR (tam jest najwięcej akcji, bo jaskinie są długie i mają sporo zacisków), co polecam czynić. 

Na hasło “piszę opowiadanie i mam kilka pytań” zwykle są w stanie odpowiedzieć, chyba że jest długi weekend ;)

Swego czasu obracałem się w tym środowisku i słyszałem dużo o akcjach ratowniczych – był to ulubiony temat rozmów, bo łatwo było przyciągnąć uwagę :) Również od osób, które w nich uczestniczyły i same wyciągały ludzi. Sporo chodziłem po jaskiniach, do tej pory wala mi się gdzieś legitymacja speleoklubu, tylko składki już nieopłacone XD

 

Wracając do meritum: celem nie jest wytknięcie komuś błędów, tylko nie powielanie bullshitów. Nasze słowa są czytane i działają na wyobraźnię kolejnych osób. Jaskinie występują w wielu opowiadaniach i często opisywane są po prostu źle. Więc nie wojuję tutaj z anonimką, tylko z tym, żeby opis miał coś wspólnego z rzeczywistością. A opowiadanie zaczyna się od nawiązania w przedmowie do konkretu.

 

Zauważ, że w pierwszym wpisie w ogóle nie wojowałem z tym, że bohaterka mogła go ugryźć – tylko z tym, że przez kalosz będzie jej trudno :) Cytuję:

weszli tam zupełnie bez sprzętu, w krótkich butach, i mogła mu się wgryźć w łydkę

Ale jeśli w drugim wpisie wciska mi się bullshit o tym, że bohaterka błyskawicznie chudnie, mam prawo stwierdzić, że jest to bullshit.

 

W sumie mogę sobie odpuścić. W dobie SI i tak wiemy, jak coś działa, bo SI nam powie. Więc piszmy sobie o jaskiniach takich, jak na filmach z Disney+.

 

P.S. Odnośników tym razem nie podaję, załączam obrazek. Niech Claude zweryfikuje. I to mój ostatni post odnośnie technikaliów.

Soro chodziłem po jaskiniach, do tej pory wala mi się gdzieś legitymacja speleoklubu, tylko składki już nieopłacone XD

 

No ja po górach łaziłem. Z południa jestem. Choć nie z Bielska :] Mieszkam tu tylko :] Ale po jaskniach zdarzyło mi się przejść, ale bez lin itp. Przeszedłem jako turysta po tych wszystkich tatrzańskich, które są udostepnione. W Mroźnej czułem zapach stechlizny, ale w Obłazkowej czy Mylnej już nie.

 

WIec tutaj – no wydaje mi się, że to kwestia jak nasz mózg sobie skatalogował, np pamiętam też, że śmierdziało również petami, bo jednemu amatorowi się tak zachciało, a nie mógł wytrzymać do wyjścia. Mroźną się idzie około 15-20 minut ;)

Zauważ, że w pierwszym wpisie w ogóle nie wojowałem z tym, że bohaterka mogła go ugryźć – tylko z tym, że przez kalosz będzie jej trudno :) Cytuję:

Nie no, relax. Ja lubię dyskusje, co z resztą zapewne zauważyłeś, a jak widzę pewną lukę która, luką mi się jawi w tym badaniu, albo wydaje mi się nie logiczna, to podnoszę dyskusje ;]

tylko składki już nieopłacone XD

Przypomniałeś mi właśnie, że muszę w końcu znowu podbić książeczką SEP, bo inaczej nie wpuszczą mnie do serwerowni, którymi administruję :]

 

Im dłużej ofiara była uwięziona, tym trudniej było ją wyciągnąć. Nie trzeba bić się na modele SI, tylko napisać do TOPR (tam jest najwięcej akcji, bo jaskinie są długie i mają sporo zacisków), co polecam czynić

Wiem do czego pijesz, tylko no SI się uczy na danych którymi został zasilony. Dodam, że w np. OpenAI istnieje dział prawie 500 programistów zatrudnionych tylko w celu trenowania SI pod kątem medycyny, stale współpracują oni z wieloma naukowcami z amerykańskich uniwersystetów medycznych.

 

https://www.youtube.com/watch?v=zJSBW-0Ds8E – tu nawet nasz polak tam pracujący dr. Aleksander Mądry, któremu nawet  zadałem mu pytanie na jednym spotkaniu oragnizowanym w mojej firmie. W wywiadzie również zadał to samo pytanie prowadzacy. Chodziło o medycynę i OpenAI dość skrupulatnie podchodzi do danych i tereningu SI w kwestii medycyny. Nie twierdzę, że GPT jest w 100% wiarygodny, ale można poprosić go dodatkowo o źródła medyczne.

 

Natomiast tę kwestię i badania po, bo po pierwsze:

– jestem magistrem historii pracujacym jako inżynier systemowy it, nie jestem lekarzem.

– nauczyłem się krytycznego myślenia od dziecka;

– … łącznie do samego siebie :) Wolałem zatem wziaść twoją tezę i badania i też spróbować zapytać ów SI by sprawdził czy twoja teza poparta badaniem ma sens. Pamietaj też – każdy organizm jest inny. Jest wiele zmiennych. 

Jeszcze go zasiliłem tym artykułem z badania i dopytałem:

 

Obrzęk mięśni rzeczywiście pojawia się szybko – już po 30 min niedokrwienia komórki chłoną wodę, a cały przedział powięziowy może być twardy i nabrzmiały po 4–8 godzinach .

Równocześnie dochodzi do odwodnienia i hipowolemii, bo płyn przenosi się z krwi do uszkodzonych tkanek; właśnie dlatego autorzy podkreślają agresywne nawadnianie ofiar nawet przed ewakuacją .

Czyli w jednej kończynie może narastać obrzęk, a cały organizm – tracić wodę. 

 

 Ale może pozwólmy autorce odpowiedzieć co miała na myśli :]

 

W sumie mogę sobie odpuścić. W dobie SI i tak wiemy, jak coś działa, bo SI nam powie. Więc piszmy sobie o jaskiniach takich, jak na filmach z Disney+.

Nie no, krytyczność jest pożadana, wywołuje dyskusje z ktorych możemy się nauczyć wiele dobrego. W tej kwestii (przede wszystkim chodzi mi o ten sporny temat związany z chudnięciem) wydaje mi się, że to temat w stylu “to zależy"a dwa, że mniej istotny w stosunku do tekstu. Bardziej bym się przyczepił odnośnie tego nagłej zmiany stany Karola, to mogło być mniej naturalne, ale w sumie można też sobie wyobrazić że był w nerwicy. Trudno rozsądzić :) Bardziej się skupiłem na fabule i spodobały mi się dość realistyczne dialogi.

Był jeszcze faki fajny film o jaskini, albo podobnej sytuacji. 127 godzin się nazywał. Niestety z różnych kwestii źle mi sie kojarzy. Ale to opowiadanie trochę przypomniało mi o tym filmie ;) Polecam jak coś.

 

P.S. Odnośników tym razem nie podaję, załączam obrazek. Niech Claude zweryfikuje. I to mój ostatni post odnośnie technikaliów.

@Szacun za legitymację :) Zawsze mnie kusiło pójść, ale po przejściu jako turysta, mi sie znudziło. Jako człek z symtomami ADHD (mimo, że badania temu zaprzeczyły), szybko łażenie po jaskiniach mnie znudziło. Znacznie bardziej wolę górki w deszczową pogodę :) 

 

Myślę, że każdy z nas ma inne podejście do pisania i inne fundamenty, na który stoi, stąd różne opinie.

 

Mnie chyba najlepiej streszcza coś, co napisałem kiedyś w komentarzu Holly:

 

Opowiadanie jest jak relacja z czytelnikiem. Wystarczy jedno fałszywe słowo, a staniesz się w jego oczach graczem, nie partnerem. Chcę widzieć w tym, co piszesz, czarodziejkę, nie iluzjonistkę.

 

Jeśli opowiadanie ma warstwę realną i fantastyczną, to w realnej wszystko ma być dopięte na ostatni guziczek, a w fantastycznej mogą sobie latać duchy i bóg wie co.

Przypomniało mi się, jak kiedyś Holly dostała głos na “nie” w piórkach m.in. za to, że u niej bohaterowie podpisywali akt kupna domu ze sobą, bez notariusza – a rzeczywistość tak nie działa. 

Oj, ta Holly mi po głowie chodzi :P

 

Jeśli opko ma warstwę fantastyczną, ale “Wiedźminowską”, to sprawdzam fizykę w scenach walki, w których nie używają magii, jakąś podstawową medycynę, oczywiście psychologię bohaterów, ale to wszystko. Jeśli świat jest zupełnie od czapki, to nie ma co go sprawdzać technicznie.

Jeśli widzę kategorię absurd, to tylko sprawdzam przecinki, bo nawet psychologii się nie da XD

Jeśli widzę twarde SF, to sprawdzam wszystko, co się da. A jeśli widzę space operę, tylko psychologię postaci.

 

Dla mnie pisarz jest detektywem, ale w ramach gatunku, w którym aktualnie pisze. Tutaj określiłem gatunek zgrubnie jako realizm magiczny i tak go sprawdzałem.

Motywy raczej znane (kanibalizm tak często ma szokować, że już przestał nawet zaskakiwać), ale ułożone we w miarę nowej konfiguracji. Na przykład jaskinia to rzadko stosowane środowisko.

W pewnym momencie skojarzyło mi się z “Dziewczynką z zapałkami”.

Chyba muszę nosić bardzo różowe okulary, bo przez jakiś czas łudziłam się, że chłopak specjalnie wkurza dziewczynę, żeby ją wyrwać z apatii. Ale jeśli ona wtedy już go przeżuwała, to też miał prawo być wredny.

No i też nie bardzo sobie wyobrażam, w jaki sposób ona mogła go nadgryźć, jeśli obydwoje utknęli w ciasnocie.

Nowa Fantastyka