- Opowiadanie: vigl - Pierwsza z ksiąg

Pierwsza z ksiąg

Trochę zabawy formą i ideą. Referencja kulturowa jest raczej oczywista. :)

Przyjemnej lektury!

– Andrzej

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Pierwsza z ksiąg

Na początku stworzyli Słońce. Reszta zaś była bezładem i pyłem: próżnia oplatała zalążek protoplanetarnego dysku, a oczy Twórców obserwowały każdy fragment nowo powstałego Układu.

Wtedy postanowili: „Niechaj staną się światy!”. I stały się planety. Z wolna się oddzieliły i uformowały z pierwotnego bezładu i pyłu, a Twórcy widzieli, że są zgodne z Celem. I nazwali Twórcy światy, trzeciemu z nich nadając imię Ziemia.

Tak upłynął pierwszy z eonów.

A potem Twórcy rzekli: „Niechaj Ziemia się ochłodzi i wypełni wodą i powietrzem!”. I oddzieliły się ciecze od gazów, a powierzchnię Ziemi wypełnił Ocean. Na niebie zaś osiedliły się chmury pełne łez i słusznego gniewu Twórców.

I tak upłynął drugi z eonów.

A potem rzekli Twórcy: „Niechaj zbiorą się wody i powstaną oceany, morza i kontynenty!”. A gdy tak się stało, Twórcy zobaczyli, że są zgodne z Celem. Rzekli zatem: „Niechaj wszystkie ziemie i morza wydadzą plon!”. I tak się stało. Morza zapełniły się glonami, mięczakami i miękkimi meduzami, a przy ich brzegach rosły rafy koralowe. Ziemia zaś wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie wedle swego gatunku i drzewa rodzące owoce. A Twórcy widzieli, że były zgodne z Celem.

I tak upłynął trzeci z eonów.

A potem rzekli Twórcy: „Niechaj powstaną księżyce i planetoidy!”. I powstał Księżyc, siłą ciążenia na zawsze spętany z Ziemią, by wyznaczać pory roku, dni i lata. I zajaśniał w nocy odbitym światłem słonecznym, regulując pływy wód, i wraz ze swą matczyną Gwiazdą oddzielał światłość od ciemności. A Twórcy widzieli, że wszystko to realizuje Cel.

I tak upłynął czwarty z eonów.

A potem Twórcy rzekli: „Niechaj się zaroją wody od istot żywych, a ptactwo niechaj lata nad ziemią, pod sklepieniem nieba!”. I zalęgło się życie w morzach od bezbronnych ryb po żarłoczne rekiny, wieloryby i inne potwory morskie. I wykluło się ptactwo skrzydlate różnego rodzaju. Twórcy widząc, że owe istoty zbliżają Ich do Celu, ucieszyli się i naznaczyli je piętnem Ewolucji, czyniąc je niewolnikami popędów, śmierci i żądzy przetrwania.

I tak upłynął piąty z eonów.

A potem Twórcy rzekli: „Niechaj zwierzęta i potwory morskie wypełzną z mórz i oceanów, i dadzą początek życiu lądowemu!”. I stało się tak: wyewoluowały różne gatunki dzikich zwierząt, bydła i wszelkich istot pełzających po ziemi. I widzieli Twórcy, że zbliżają Ich do Celu.

A wreszcie postanowili Twórcy: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem podniebnym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!”. Wyewoluował więc człowiek z małp zręcznych i bystrych, zawiązując pierwsze wspólnoty i robiąc użytek ze swych rąk i umysłów.

Po czym Panowie naznaczyli ich i rozkazali: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili Ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad ptactwem podniebnym, nad rybami morskimi i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi. Korzystajcie z pracy swych rąk i umysłów, w które wlaliśmy Naszą cząstkę!”. I rzekli: „Oto Dajemy wam wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. Dajemy wam księgi, technologie i narzędzia Przodków, byście mogli z nich czerpać Wiedzę i wykorzystywać w zgodzie z Celem”. I tak się stało. A Twórcy widzieli, że wszystko, co uczynili, zbliża Ich do Celu bardziej niż cokolwiek, co uczynili wcześniej.

I tak upłynął szósty z eonów.

 

***

 

W ten sposób zostały ukończone Układ i Ziemia, a wraz z nimi wszystkie zastępy jej stworzeń.

A gdy Twórcy ukończyli swe Dzieło, Postanowili dać mu się rozwijać własnym torem podług zasad Ewolucji, praw Techniki i prawd Wiedzy. Wtedy nastał siódmy z eonów, człowieczy, lecz Twórcy nie opuścili swych podopiecznych, a jedynie wrócili do Swych Spraw, obserwując i kontrolując, czy Ich ziemskie dziedzictwo sprawuje się zgodnie z Celem.

 

***

 

W dniu przesilenia letniego Lucjuszowi, Wielkiemu Technikowi Euzebii, narodził się pierwszy syn – Izaak. Miał to być dobry czas dla niego i jego obu żon, dodatkowo naznaczony łaską Panów. Dziesięć dni i dziewięć nocy wcześniej ukończył bowiem trzysta sześćdziesiąt księżyców, co oznaczało, iż wszedł w wiek dojrzały, przyjemny Twórcom.

Euzebijczycy powszechnie uważali, że dopiero po osiągnięciu pełnej dojrzałości są w stanie służyć Twórcom tak, jak Ci od nich oczekują. Wtedy też dokonywali rytualnego oczyszczenia, polegającego na czterokrotnej ablucji w ziemi, wodzie, powietrzu i ogniu. Mimo że nie wszyscy wychodzili bez szwanku z ostatniej części rytuału, obrządek ten dawał radość ich sercom i spokój ich duchom, wierzyli bowiem, iż w ten sposób zmywają z siebie winę Ewy i starożytnych Arkadyjczyków.

W dniu, w którym przyszedł na świat Izaak, Lucjusz czuł się już całkiem zdrów. Poparzenia po Rytuale Oczyszczenia goiły się dobrze i niemal zupełnie nie przeszkadzały mu w prowadzeniu zajęć w Akademii.

Jako trzeci z synów Namiestnika Teracha, piątego w linii prostej potomka Eusebiusa Pokornego, wybrańca Panów i założyciela Euzebii, przypadła mu rola głównego nauczyciela ludu wybranego. Zgodnie z Wolą Twórców i treścią Przymierza zawartego z Eusebiusem, jego najstarszy męski potomek miał pełnić rolę Namiestnika, poczęty w drugiej kolejności – Generała Augura, trzeci zaś – Wielkiego Technika. I tak jego synowie: Jafet, Sem oraz Cham zostali kolejno: pierwszym z Namiestników Euzebii, pierwszym z Generałów i pierwszym z Wielkich Techników.

Tak samo też, w dniu ukończenia dwustu szesnastu księżyców, swą powinność, do której był przygotowywany przez okres całego swojego pacholęctwa, przejął Lucjusz, a jego starszy brat, Haran, z którym dzielił swoją pierwszą żonę, został nowym Generałem Augurem. Nachor, pierwszy z synów Teracha, miał objąć władanie królestwem dopiero po śmierci ojca.

„Urząd Namiestnika” – napomniał się Lucjusz. Mimo iż Terach, podobnie jak jego ojciec, dziad, pradziad i wszyscy poprzedni praojcowie, aż do Eusebiusa, w praktyce sprawowali władzę nad Euzebią, nikt nie miał prawa nazywać ich królami. Władcami, królami i cesarzami Euzebii mogli tytułować się jedynie Twórcy.

Od nich bowiem pochodziły Władza, Mądrość, Siła i Technika świata, a wraz z nimi sens istnienia państwa i narodu wybranego. Sens, który objawiał się jedynie w dążeniu do Celu ich Panów i Twórców.

– Wielki Techniku – z zamyślenia wyrwał go głos ucznia – czy synteza pierwiastków mogłaby posłużyć ludziom jako źródło energii? Inżynierowie mogliby zbudować reaktory, a deuter ekstrahować bezpośrednio z morza lub jeziora. Tryt można zaś pozyskać z litu znajdującego się w skorupie ziemskiej. Ilość paliwa jest zatem praktycznie nieograniczona. Euzebia, a z czasem i inne kraje, mogłyby zupełnie uniezależnić się od pozyskiwanego w znoju węgla i drzewa oraz kaprysów Słońca i wiatru…

Lucjusz spojrzał na naścienny zegar: został kwadrans do popołudniowej sjesty. Jego żona Sara z pewnością już powiła dziecię, zaś Ketura pomagała jej, poganiając położne i służki. Mężczyzna westchnął i spojrzał przenikliwym wzrokiem na ciekawskiego studenta.

– Jeśli zastanawia cię ta kwestia, Demokrycie – podjął lekko znużonym tonem – a także jeśli ktokolwiek z pozostałych adeptów ma podobne wątpliwości, odpowiedzi winniście szukać w szczerości swej wiary i w posłuszeństwie wobec Twórców. – Zrobił pauzę, obserwując reakcje uczniów.

Wśród adeptów, zwłaszcza pierwszego roku, czasem zdarzali się tacy, którzy w swej arogancji i zacietrzewieniu pytali o Cel i sposób dążenia do niego. Lub, jeszcze gorzej, głośno kwestionowali politykę Euzebii, ściśle opartą o postanowienia Przymierza.

Tym razem nikt się nie odezwał. Nauczyciel uradował się w duchu, że oszczędzi czas na publiczne batożenie i reprymendę.

– Pamiętajcie – podjął Lucjusz – że każde działanie Euzebii jako społeczności; a także każdego z nas, jako istoty będącej niedoskonałym dziełem Twórcy, winno być podporządkowane Celowi. W szczególności zaś winniśmy pamiętać, iż Wiedza i Technologia Przodków zostały nam jedynie użyczone i możemy wykorzystywać je tylko w sposób ściśle określony przez Panów.

Kilkoro adeptów skwapliwie pokiwało głowami. Mężczyzna kontynuował:

– A zatem jeśli Twórcy zażyczą sobie, by Euzebijczycy wykorzystali syntezę jądrową ku swej wygodzie i radości, z pewnością to zrobimy, Demokrycie. Gdyby taka była Ich intencja, zapewne przysłaliby Wysłannika lub ujawnili przed nami narzędzia pozwalające zbudować odpowiedni reaktor. Przypominam wam bowiem, adepci, iż kontrolowana łańcuchowa synteza pierwiastków może się zdarzyć w temperaturze wnętrza gwiazd, której bez pomocy Twórców nie zdołamy uzyskać aż do końca naszych dni.

„Czyli do kiedy?” – przemknęło mu przez myśl pytanie. Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Kiedy nastąpi koniec człowieka? Ile czasu dadzą nam jeszcze Twórcy? Czy rzeczywiście nigdy nie zdołamy osiągnąć gorąca gwiazd bez Ich pomocy?

Przeklął się w myślach za ostatnie z pytań. Brzmiało jak bluźnierstwo.

– Pozostaje zatem nam, poddanym Panów, używać energii pochodzącej z wnętrza cząsteczek wyłącznie jako przedłużenia Ich Woli i jako miecza w Ich Rękach. Albowiem: „Nie ma źródła prawdziwego Poznania poza Nami. Wy zaś będziecie działać zgodnie z Celem i ku Naszej chwale. A każdemu, kto na podobieństwo Ikaryjczyków wyciągnie rękę ku mocy ukrytej w Ziemi, Słońcu lub gwiazdach, rękę tę utniecie!” – wyrecytował.

Następnie z sali padło kilka kolejnych pytań – na szczęście dotyczyły one już tylko parametrów fizycznych procesu i szczegółów technicznych budowy działa termojądrowego.

Lucjusz zamknął pracownię i, zmęczony zajęciami, udał się do kantyny na czarę orzeźwiającego wina. Gdy uświadomił sobie, że się zasiedział, szybko dopił napój – aż zakręciło mu się w głowie – i rzucił dwa denary bakszyszu oberowi. Wychodząc, skinął głową w odpowiedzi na pożegnalne ukłony kilku starszych profesorów, i ruszył w stronę Pałacu Namiestników. Uklęknął, minąwszy marmurowy pomnik Wysłannika, dzierżącego miecz i wagę – symbole Siły, Sprawiedliwości i Mądrości Twórców. Grawer na postumencie głosił motto ich uczelni:

„Przez trudności i pokorę ku gwiazdom!”

Jak w każdy dzień powszedni wracając do domu, musiał przejść przez trzy święte wzgórza: Synaj, Morię i Mamre. Pierwsze i drugie z nich obszedł, podążając brukowaną, okrężną ścieżką, uczęszczaną przez pieszych i kupców prowadzących objuczone osły i wozy. Widząc, że Słońce powoli chyli się ku zachodowi, stwierdził: „Cały ten dzień aż nadto mnie nuży! Nie powinienem się wdawać w bezowocne polemiki z adeptami! Sara i niemowlę oczekują na mnie po porodzie, zaś Ketura na pewno się zastanawia, gdzie jestem, złorzecząc na kucharki, by utrzymały jadło ciepłe”. Po czym wzniósł dłonie ku niebu: „O, Sprawiedliwi, wybaczcie mi mój pośpiech i pozwólcie mi jak najprędzej dotrzeć do domu, bym jeszcze za dnia ujrzał me żony i mego pierworodnego syna Izaaka!”.

Zmówiwszy krótką modlitwę, zboczył z trasy i ruszył wydeptanym przez augurów skrótem prowadzącym przez szczyt wzgórza Mamre.

Po kilku chwilach szybkiego marszu był już na szczycie. Zziajany wędrówką, postanowił odpocząć pod Dębem. Pociągnął łyk wody z bukłaka i już miał ruszać w dalszą drogę, gdy nagle, tuż przed nim, zstąpił Anioł ognisty z mieczem w prawicy.

Przeląkł się Lucjusz i padł na kolana w cieniu Dębu. A wzroku nie śmiał podnieść i spojrzeć w oblicze Wysłannika. I zawołał Anioł do niego: „Lucjuszu!”. A on odpowiedział: „Oto jestem”.

I wtedy Wysłannik rzekł Głosem Twórców: „Idź na górę Moria razem z twoim jedynym synem Izaakiem. Tam złożysz go w ofierze na jednym z pagórków, który ci wskażę!”.

Pełen przestrachu Lucjusz nie zdołał wykrztusić ni słowa zgody, ni skargi. Ugiął się jedynie jeszcze bardziej ku ziemi, powtarzając w myślach Przykazanie: „Nie będę wątpił w słowa Twórców i Cel życia człowieczego nadany mi przez Nich!”.

Gdy w końcu podniósł wzrok, Anioła już nie było. Otaczał go błękit bezchmurnego nieba, polna łąka, śpiew ptaków i cichy gwar Miasta w dole.

Lucjusz podniósł się ciężko, otrzepał lnianą sukmanę i niemal pędem puścił się w dół wzgórza. Wrócił do namiestnikowskiego Pałacu, nim jeszcze korona Słońca liznęła pooraną falami powierzchnię morza. Zdążył na czas, tak jak prosił o to Panów.

W komnatach odnalazł śpiącą Sarę i dziecię przy piersi mamki. Machinalnie przepędził podchodzącą służkę, wysłaną zapewne przez Keturę.

Przyglądał się dziecku, cierpliwie czekając, aż kobieta skończy karmić. W jego głowie panował mętlik, niegodny zupełnie rodu Euzebijczyków. Lucjusz pomyślał, że taki strach i wątpliwości musiały towarzyszyć Ewie, od której rozpoczął się upadek Pierwszych Ludzi i przekleństwo ciążące nad kobietami. Przeląkł się tej myśli i zawstydził się jej.

Na szczęście mamka skończyła już karmić. Podała mężczyźnie syna i oddaliła się w stronę pomieszczeń dla służby. Wielki Technik Euzebii delikatnie przytulił do siebie zasypiającego najedzonego Izaaka. Po policzkach bezgłośnie spływały mu łzy.

I tak Twórcy wystawili Lucjusza na próbę.

 

***

 

Naród Pierwszych Ludzi cieszył się długim życiem i pełnią sił pod Okiem Twórców. W kraju panowały dobrobyt, pokój i piękno, odzwierciedlające Myśli i Pragnienia Panów. Z pomocą Twórczego naznaczenia odkrywali oni cuda nauki i sztuki, o jakich nie śnili ich potomkowie.

Ludzie zamieszkiwali wówczas wielką wyspę, otoczoną przez bezmiar północnego oceanu. Swej krainie nadali imię Arkadia, siebie zaś nazwali Arkadyjczykami. Na wzgórzu, na samym środku wyspy, Arkadyjczycy wznieśli pałac, w którym chwalili wielkość i mądrość Twórców.

Wtenczas Twórcy rzekli: „Wybierzcie spośród siebie królową! A będzie ona pierwszą spośród sług Naszych w ziemskim kraju i jej podlegli będą wszyscy Arkadyjczycy!”. I wybrali ludzie spośród siebie królową. A w zdobionych komnatach pod pałacem umieścili przepastną bibliotekę z przekazaną im Wiedzą. I rzekli Twórcy: „Możecie korzystać z całej Wiedzy zamkniętej w tej bibliotece. Nie wolno wam jednak czerpać z ksiąg umieszczonych w komnacie Archiwum Zrozumienia, gdyż wtedy na pewno umrzecie”. Pierwsza królowa złożyła przysięgę i przypieczętowała ją ofiarą z siedmiu kobiet i siedmiu mężczyzn, których Twórcy wzięli do Siebie.

I widzieli Twórcy, że Ich nowy świat rozwija się podług Celu.

Raz na dziesięć setek Księżyców Twórcy zstępowali na Ziemię pod postacią ognistych Aniołów. Cieszyli wtedy Oczy, Ręce i Lędźwie owocami swego Dzieła. Nastał czas, gdy do Arkadii zstąpił Trzeci z Wysłanników. Pan ów był bardziej przebiegły niż jego Siostry i Bracia, a w swej arogancji kwestionował działania Twórców i Ich Cel.

On to, po poznaniu Ewy, królowej Arkadyjczyków, rzekł do niej: „Czyż nie Zabroniliśmy wam korzystać z Wiedzy ukrytej pod pałacem?”. Kobieta odrzekła: „Wiedzę z tej biblioteki czerpać możemy, lecz o księgach, które znajdują się w Archiwum Zrozumienia, Twórcy Powiedzieli: »Nie będziecie ich czytać, a nawet ich dotykać, abyście nie umarli«”. Odparł Pan kobiecie: „Na pewno nie umrzecie. Ale My Wiemy, że gdy otworzycie te księgi, otworzą się wam oczy i staniecie się tacy jak My: poznacie Cel i zrozumiecie dążenie do niego”.

Wtedy królowa spostrzegła, że księgi tego Archiwum są przed nią otwarte i dobre do zdobycia Wiedzy. Pomyślała: „Nie może być niczym sprzecznym Woli Twórców przeczytanie ich, skoro Wysłannik sam do tego namawia. Dzięki nim ludzie poznają Cel i będą mogli jeszcze lepiej służyć Panom”. Sięgnęła więc po jedną z ksiąg i zaczęła czytać, każąc heroldom rozgłosić Słowo tam zapisane. I tak poznali Arkadyjczycy Cel Twórców, a strach, niezrozumienie i poróżnienie wstąpiły w ich miałkie umysły i płoche serca.

 

***

 

Gdy Twórcy spostrzegli, iż ziemski lud poznał Cel, ogarnął Ich wielki Gniew.

Skazali wtenczas trzeciego z Wysłanników na okrutną i haniebną śmierć, mimo iż już od eonów władali sekretem nieśmiertelności. I rzekli do Arkadyjczyków, których wypełnił wielki strach: „Ponieważ to uczynił, niech jego imię będzie przeklęte wśród Nas i ziemskiego potomstwa! Od tej pory nazywać go będziecie Prowokatorem, a jego wspomnienie przyniesie wam jedynie rozpacz, niedostatek i nieszczęście!”.

Do kobiety Powiedzieli: „Ukarzę kraj twój i twoje potomstwo. Twoja pycha i naiwność pogrążą ród Arkadii! Pozbawimy was łaski Wiedzy i Techniki! Poznacie okrucieństwo wojen, strawi was głód, pochłoną ogień i cierpienie. Rozproszycie się po Ziemi, staniecie się słabi, aż nie zostanie nikt, kto pamięta Nasz Cel”.

I tak się stało. Ewę, lud Arkadyjczyków i całe jego potomstwo ogarnęły wojny, niedostatek i nieszczęście. Miasta Arkadii zostały zburzone, a ich mieszkańcy podzielili się na tych, którzy czcili Twórców i Ich Cel, oraz na tych, którzy wystąpili przeciwko Niemu. Ci mieli polec jako pierwsi.

 

***

 

We śnie przyszedł do Lucjusza kolejny z Aniołów.

Nie trzymał w rękach ni miecza, ni wagi. Jego skrzydła nie płonęły.

Lucjusz odważył się spojrzeć Mu w Twarz. Było to oblicze smutne i pozbawione wyrazu. Zdawało mu się, że przypomina jego własne, widziane w pałacowych lustrach. Przeląkł się tej myśli i pospiesznie opuścił wzrok.

– Kim jesteś? – spytał.

– Jam jest Twórcą Twym, który drogę ku wyzwoleniu ci wskaże! – odparł Wysłannik.

– Panie, czyż nie Objawiłeś mi się na wzgórzu Mamre w dniu narodzin mego pierworodnego? – zapytał Lucjusz.

– Nie! Widziałeś Brata Mego ogarniętego pychą i nienawiścią do wszelkiego stworzenia, które Uczyniliśmy na tej planecie.

Lucjusz zasłonił uszy rękoma, lecz nie uchroniło go to przed Głosem Pana.

– Nie, Panie… – Potrząsnął gwałtownie głową. – Ja nie rozumiem… Błagam, nie wystawiaj mnie na kolejną próbę!

– Nie żądam od ciebie niczego poza odwagą i rozumem, dzięki którym sprzeciwisz się rozkazowi Panów.

– Wybacz mi, Panie, ale wciąż nie rozumiem… – podjął pokornie mężczyzna, uginając się ku ziemi. – Jak mógłbym sprzeniewierzyć się rozkazom Twórców?

– Czy naprawdę przedkładasz nieznany Cel Panów nad życie syna swego pierworodnego?

– Panie… – Mężczyzna w końcu odważył się podnieść głowę. – Czyś TY jest spadkobiercą Prowokatora, który sprowadził zagładę na lud Arkadii?!

– Głupcze! – zagrzmiał Głos, po stokroć odbijający się od murów, które ich otaczały, a których mężczyzna dostrzec nie mógł. – Ulegasz ułudzie i kłamstwom Twórców!

– Tyś jest Prowokatorem! – wykrzyknął Lucjusz w przypływie żarliwości i wiary, mimo iż serce i umysł ściskał mu strach. Przeraził się, że Wysłannik ukarze go za brak pokory.

– Nazywaj mnie, jak chcesz. – O dziwo Anioł się nie rozgniewał. Jego Głos wyrażał raczej smutek i zrezygnowanie. – Wiedz jeno, że Euzebijczycy czczą Panów złych i okrutnych, dla których życie Ich ludu jest jedynie środkiem prowadzącym ku Celowi.

Nastało długie milczenie. Lucjusz wciąż nie podnosił wzroku. W uszach słyszał tylko głuche dudnienie niczym odległy pogłos tysiąca gongów. W końcu się odważył i zapytał, ufając, iż bluźnierstwo wyartykułowane we śnie zostanie mu wybaczone:

– Jaki jest więc Cel Twórców, o… Panie?

– Cel Ludu Mego od eonów pozostaje niezmienny i stojący ponad Słońcem, Ziemią i życiem człowieczym. A jest nim władza i moc absolutna: nad dalekimi słońcami, planetami i ludami, które stworzą lub posiądą w czasie swej nieskończonej wojny.

Lucjusz zamarł. Przez dłuższą chwilę nie mógł wykrztusić słowa, a gdy w końcu odważył się zebrać w sobie, Anioła przed nim już nie było. Zewsząd ogarniała go oślepiająca jasność. Zacisnął powieki, a gdy otworzył je ponownie, znajdował się w łożu obok Ketury.

Tego dnia udał się Lucjusz do komnat Generała Augura, by wyjawić mu sen swój i polecenie Panów. Haran długo ważył jego słowa. Wreszcie rzekł:

– Musisz posłuchać Panów, którzy objawili ci się na górze Mamre.

Wielki Technik się zawahał. W końcu zapytał z bojaźnią w głosie:

– A jeśli Wysłannik ze snu mówił prawdę? Jeśli on również przemówił do mnie Głosem Twórców? – wyszeptał.

– To oznaczałoby, iż rzeczywiście objawił ci się Prowokator…

– Ale czyż Prowokator nie jest jednym z Panów?

– Jest Przeklęty na wieki! – zagrzmiał Haran.

– Jeśli faktycznie nim jest – nie poddawał się Lucjusz – zna Cel. A jeśli…

– Bracie! – przerwał mu kapłan. – Pohamuj swe usta przed bluźnierstwem! Nie daj się zwieść machinacjom Prowokatora. Tylko pokora i posłuszeństwo Twórcom zapewniają godne życie człowiecze!

Lucjusz milczał, patrząc na wizerunek ognistego Anioła na wielkiej naściennej tapiserii. Przypominał tego, który poprzedniego dnia objawił się mu na wzgórzu Mamre, lecz zdawał się większy, groźniejszy, bardziej krwiożerczy. Jego twarz wykrzywiał grymas świętej Nienawiści, zaś klinga miecza ociekała krwią niepokornych.

– Ale cóż znaczy godność, jeśli kazano mi poświęcić życie mego jedynego syna? Powiedz mi, Generale Augurze, ile warte będzie wtedy moje życie?

Haran westchnął ciężko, rozłożywszy ręce. Wzrok zwrócił ku górze.

– Jeśli taka jest Wola Panów, oznacza to, iż to działanie jest zgodne z Celem. A nie ma wyższej godności niż życie podług Celu! Musisz zawierzyć swym Twórcom!

– Nawet jeśli Cel jest skierowany przeciwko nam i całemu rodzajowi ludzkiemu? – zapytał upiornym szeptem Lucjusz.

Generał Augur powstał, uciszając go gestem i karcącym słowem, jakby się bał, iż pałacowe ściany mają uszy, a ich niegodna dyskusja jest słyszana przez samych Panów w niebiosach.

– Idź precz, bracie! Nie każ słuchać mi swoich bluźnierstw! – wybuchnął. – Gdybyś wykazywał się pokornym sercem i uważnie studiował słowa Twórców, wiedziałbyś, iż za sprzeniewierzenie się czeka cię gorsza kara niż strata twego pierworodnego!

I tak zakończyła się rada Generała Augura udzielona Wielkiemu Technikowi Euzebii. A treść jej, przebieg rozmowy spadkobierców Eusebiusa i dylematy Lucjusza obiegły pałac, aż dotarły do uszu Namiestnika i jego następcy.

 

***

 

Wreszcie rzekli Twórcy: „Zgładzimy ludzi, których stworzyliśmy, z powierzchni Ziemi: zarówno ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki podniebne, bo żałujemy, że ich stworzyliśmy!”.

Tylko Eusebiusa Darzyli Twórcy życzliwością.

 

***

 

Eusebius, człowiek skromny i posłuszny, wyróżniał się nieskazitelnością wśród współczesnych sobie ludzi; czcił i bał się Twórców, nie poznał i nie pragnął poznać Ich Celu. Wiedział bowiem, iż jego umysł i cało nie są na Niego gotowe.

I rzekli Twórcy do Eusebiusa: „Położymy kres wszelkim istotom cielesnym, gdyż na Ziemi pełno jest bezprawia, zatem zniszczymy je wraz z Ziemią! Ty zaś będziesz Naszym narzędziem w tym dziele! Oto zbudujesz sobie okręt długi na trzysta łokci, szeroki na pięćdziesiąt, zaś wysoki na trzydzieści. Na okręcie uczynisz chłodnie i laboratoria, gdzie umieścisz po zarodku z każdego gatunku roślin, ptactwa, bydła i zwierząt pełzających, aby nie wyginęły. Na dziobie zaś zamontujesz broń Przodków, którą ci dajemy, boś jest jedynym godnym Naszego zaufania. I użyjesz jej wedle Woli Naszej, podług Celu Naszego!”.

I Eusebius tak uczynił. Wypełnił wszystko tak, jak mu Twórcy polecili.

Potem rzekli Panowie do Eusebiusa: „Wejdź na okręt z całą swoją rodziną, gdyż tylko ciebie uważamy za godnego w tym pokoleniu. Weź sobie także wszelkiego pożywienia, którym się karmisz, i zrób zapasy, abyś miał pokarm dla siebie i dla nich. Pozostaje bowiem jeszcze siedem dni, a potem spuścimy deszcz na Ziemię. Będzie on padał czterdzieści i cztery dni i czterdzieści i cztery noce. I Zgładzimy z powierzchni Ziemi wszystkie żywe istoty, które uprzednio na niej uczyniliśmy! Arkadia zaś zniknie w otchłani północnego oceanu, tak że żaden z ludzi już nigdy nie odnajdzie jej śladów, a wspomnienie o niej przyniesie jedynie smutek, strach i niepewność”.

I przyszedł potop na Ziemię. Po upływie siedmiu dni wody zalały Arkadię. I dawna kraina szczęścia i dobrobytu Pierwszych Ludzi została na zawsze wymazana z powierzchni świata.

Woda wzbierała i unosiła okręt Eusebiusa nad ziemią. Podniosła się tak wysoko, iż zakryła wszystkie drzewa, wzgórza i góry poznane dotychczas przez człowieka.

I spotkał Eusebius na swojej drodze inne arki, łodzie i okręty. I zniszczył je przy użyciu broni Przodków, gdyż ich załogi okazały się wstrętne i obce Woli Panów. A tych, którzy przeżyli powódź i zniszczenie statków, wziął na branki i niewolników i uwięził ich w kajutach pod pokładem swego okrętu.

I zginęły wszystkie istoty żywe poruszające się na ziemi, ptactwo, bydło i inne zwierzęta, których było pełno. Zginęli też wszyscy inni ludzie, z Woli Twórców i z rąk Eusebiusa.

A Twórcy sprzyjali mu i widzieli, że postępuje zgodnie z Celem.

 

***

 

Pamiętali jednak Twórcy o Eusebiusie i o wszystkich ludziach, istotach i zarodkach, które były z nim na okręcie. Po czterdziestu i czterech dniach zamknęli niebiosa, a deszcz przestał padać. Wiatr rozgonił chmury nad ziemią i nastąpiły dni słoneczne i gorące. Wody zaczęły opadać i oczom Eusebiusa ukazała się powierzchnia sucha.

Wziął więc Eusebius żonę swoją, synów swoich i synowe swoje i zszedł z okrętu. Z Technologii powtórnie podarowanej przez Panów zbudował pierwsze Miasto na nowej ziemi.

Następnie zbudował Ołtarz dla Panów i złożył na nim całopalną ofiarę z niewolników i branek; zwierzęta zaś oszczędził, gdyż taka była Wola Panów. Gdy Ci poczuli miłą woń, Postanowili: „Nie będziemy już więcej złorzeczyć Ziemi z powodu człowieka, gdyż jest on gnuśny, miękki i arogancki od młodości. Dlatego nie zniszczymy więcej wszystkich żywych istot, jak to Uczyniliśmy, przeto Wykorzystamy je, by osiągnąć Nasz Cel, który od tej pory nie będzie znany nikomu poza Nami!”.

Naznaczyli więc Twórcy Eusebiusa i jego synów: Jafeta, Sema i Chama, mówiąc im: „Bądźcie płodni, mnóżcie się i napełniajcie Ziemię. Niech się was boją i lękają wszelkie zwierzęta na ziemi, ptactwo powietrzne oraz wszystkie ryby w morzu. Dajemy wam władzę nad nimi. Wszystko, co się porusza i żyje, będzie dla was pokarmem, podobnie rośliny zielone. Dajemy wam księgi, wiedzę i narzędzia Przodków, które będziecie czytać, poznawać i używać: dzięki Nam, przez Nas i ku Naszej chwale! Wszystko to wam Dajemy! A każdy, kto ośmieli się Nam sprzeniewierzyć, wystąpić przeciwko Nam, zakwestionować Nasz rozkaz lub Cel; zginie rażony piorunem, pochłonięty przez wodę lub ziemię bądź z ręki drugiego człowieka! Albowiem My Jesteśmy Panami świata, stworzenia i życia twego ludu!”.

I tak zawarte zostało Przymierze między Twórcami a ludźmi, a jego treść zapisana w wiecznym, zielononiebieskim ciekłym krysztale stanowiła od tej pory kodeks i prawo kraju Euzebii.

 

***

 

Nazajutrz Lucjusz wstał wcześnie, osiodłał swego osła, wziął ze sobą dwóch służących i swojego syna Izaaka. Narąbał drewna do spalenia ofiary, a następnie poszedł w kierunku miejsca, o którym mówili Twórcy.

Lecz długo rozważał Lucjusz słowa Wysłannika, który objawił mu się we śnie.

– Czyż Anioł, który mi się objawił, nie był jednym z Panów? – pytał się wciąż i na przekór słowom Harana. – Czyż nie mówił do mnie Głosem? Przecież dawni teologowie nieraz musieli się zastanawiać nad strukturą Rodu Twórców, Ich państwem, światami, które stworzyli, Ich polityką i podziałami między nimi…

„Czy na pewno?”

– Dlaczego mam więc uważać Go za Kłamcę i Prowokatora? – pytał się wciąż, a bluźnierstwo w jego duszy walczyło z wściekłością w jego sercu. – Przecież Wybrał mnie i Objawił mi Cel, bym mógł uchronić przed śmiercią swojego jedynego syna!

„Czy na pewno?”

– A jeśli tak, jeśli Cel jest skierowany przeciw dziele Twórców, czyż jestem winny im posłuszeństwo? – pytał się wciąż, mimo iż bał się swoich słów niemal równie jak tego, co miał uczynić na górze Moria. – A jeśli tak, to czyż nie powinniśmy raczej czcić tego, którego zwą Prowokatorem?!

„Czy na pewno? A jeśli się mylę? Jeśli jestem jeno człowiekiem słabej wiary, który uległ wygodnym kłamstwom?”

„A jeśli Twórcom wcale nie zależy na prawdzie?! Kogo wtedy powinienem słuchać?!”

Targany sprzecznymi myślami, kazał swym sługom przynieść jagnię. Wziął drewno do spalenia ofiary i wraz z synem Izaakiem ruszyli na górę.

Wreszcie przyszli na miejsce wskazane przez Twórców. Lucjusz zbudował tam ołtarz, ułożył na nim drewno, związał jagnię i położył je na ofiarę. Potem wyciągnął rękę i wziął nóż, aby je zabić i choć w ten sposób przebłagać Panów.

Dziecię płakało na rękach ojca podczas całopalenia, Lucjusz zaś patrzył na niebiosa, oczekując Znaku lub Głosu.

Panowie jednak się nie Odezwali i nie zesłali Wysłannika. Nie Zesłali ni kary, ni przebaczenia.

Potem Lucjusz zszedł do swych sług i wrócił do Pałacu Namiestników, gdzie czekali na niego Terach i Nachor. Nad górą Moria zapanował zmrok, a miejsce, gdzie została złożona ofiara, spłynęło krwią i deszczem.

 

***

 

Na całej Ziemi mówiono jednym językiem i posługiwano się jednakowymi wyrazami.

Lecz wśród potomków Eusebiusa znalazł się Ikar, którego serce nie znało strachu i bojaźni Pańskiej. Mówił więc do synów swoich, zięciów i sług: „Do dzieła! Weźmy silniki, skrzydła i koła sterowe Przodków spoczywające w podziemiach Pałacu”. Zakradli się zatem do Pałacu i zrabowali artefakty dane Eusebiusowi i jego synom, gdy skończył się Czas Potopu i Zagłady. Potem rzekli: „Do dzieła! Zbudujmy sobie statek powietrzny, który pokona przestworza i sięgnie gwiazd, abyśmy zapewnili sobie imię i wiedzę!”.

I Twórcy zstąpili, aby zobaczyć statek, który ludzie budowali. Wtedy rzekli: „Są oni jednym ludem i wszyscy mówią tym samym językiem. Chcą zdobywać gwiazdy i odkrywać prawa rządzące Kosmosem bez Naszej wiedzy i zgody! A to jest dopiero początek ich działania. Zejdźmy tam i pomieszajmy ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego”.

W taki sposób Panowie rozproszyli ich stamtąd po całej Ziemi. Ikara zaś strącili z niebios, gdy tylko zasiadł za sterami metalowego statku i nie zważając na przestrogi pobratymców i lamenty żony ruszył ku gwiazdom. A upadek i śmierć jego służyły odtąd za przestrogę dla wszystkich mężów i kobiet, usiłujących przeciwstawić się Woli i rozkazom Twórców.

Synowie i słudzy jego rozpiechrzli się zaś, dając początek rodowi Ikaryjczyków, winnych posłuszeństwo Panom i potomkom Eusebiusa.

A miejsce, gdzie upadł statek powietrzny, pilotowany przez pełnego pychy Ikara, nazwano Babel, tam bowiem Twórcy pomieszali mowę mieszkańców całej Ziemi.

 

***

 

I tak, podobnie jak po niewczesnym locie Ikara, przypadek Lucjusza podzielił lud Euzebii.

Syn Teracha zginął śmiercią zdrajcy i fałszywego proroka. Jego brat Nachor rzucił go lwom na pożarcie mimo protestów Sary i Ketury. Haran i stary Namiestnik zachowali wstrzemięźliwość pokornych i statecznych mężów, hamując się od ostatecznego sądu.

Lecz mężczyzna szedł na śmierć pewnie, ciesząc się, iż ginie z ręki człowieka, a nie Panów. Jego pierworodny rósł i się rozwijał, a Twórcy nie upomnieli się o jego życie, ciało i duszę.

 

***

 

Różne miano nadali Lucjuszowi dzieci Euzebii, ich potomkowie i narody, które przyszły po nich.

Szaleńcem i Bluźniercą zwą go ci, którzy skazali go na śmierć i z lubością zrobiliby to ponownie. Ci wciąż czczą, kochają i wielbią Twórców, nigdy nie pytając o Cel – tych zwą kreatorianami lub wierzącymi.

Prorokiem Prowokatora zwą go ci, którzy uwierzyli jego słowom, lecz wciąż wielbią Panów w pokornej bojaźni. Ci, choć znają Cel i nie podważają Jego znaczenia, również ponownie sprowadziliby zagładę na Lucjusza – tych nazywają mianem pulvis lub pokornymi.

Prawdziwym Prorokiem zwą go ci, którzy odrzucają Twórców i ich Cel, wprost nazywając go złym i sprzecznym z dolą człowieczą. Ci szukają nadziei w wierze w Prowokatora i tych, którzy przyszli po nim – ci nazywają się reformatorami.

Ostatnim Prorokiem zwą go zaś ci, którzy uważają, iż Lucjusz ujawnił jedyną i nieodwracalną prawdę. Uważają Twórców za gnuśnych i przepełnionych egoizmem, lecz nie wierzą, by istniała jakakolwiek nadzieja dla rodu ludzkiego – wierzą, lecz nie czczą, zwą ich zatem protestantami.

 

***

 

Byli i tacy, którzy o Twórcach zapomnieli lub nigdy nie słyszeli. Pędzili oni żywoty pozbawione Twórczego Sensu i za nic mające sobie prawdziwy Cel Panów. Nie zaznali modlitwy, pokory i bojaźni. Nie czcili Przodków, nie pragnęli Wiedzy i nie marzyli o cudach Techniki. Trwali całe pokolenia, miłując się i walcząc, zdobywając pożywienie i wiedzę w trudach dni i wytrwale szukając sensu swej egzystencji w potomstwie, sztuce, zdobyczach nauki lub mirażach i zbytkach codzienności.

I być może to właśnie oni nauczyli się żyć najprawdziwiej i najpełniej.

Koniec
Nowa Fantastyka