- Opowiadanie: vigl - Pierwsza z ksiąg

Pierwsza z ksiąg

Trochę zabawy formą i ideą. Referencja kulturowa jest raczej oczywista. :)

Interesującej lektury!

– Andrzej

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Pierwsza z ksiąg

Na początku stworzyli Słońce. Reszta zaś była bezładem i pyłem: próżnia oplatała zalążek protoplanetarnego dysku, a oczy Twórców obserwowały każdy fragment nowo powstałego Układu.

Wtedy postanowili: „Niechaj staną się światy!”. I stały się planety. Z wolna się oddzieliły i uformowały z pierwotnego bezładu i pyłu, a Twórcy widzieli, że są zgodne z Celem. I nazwali Twórcy światy, trzeciemu z nich nadając imię Ziemia.

Tak upłynął eon pierwszy.

A potem Twórcy rzekli: „Niechaj Ziemia się ochłodzi i wypełni wodą i powietrzem!”. I oddzieliły się ciecze od gazów, a Ziemię wypełnił Ocean. Na niebie zaś osiedliły się chmury pełne słusznego gniewu Twórców.

I tak upłynął eon drugi.

A potem rzekli Twórcy: „Niechaj zbiorą się wody i powstaną oceany, morza i kontynenty!”. A gdy tak się stało, Twórcy zobaczyli, że są zgodne z Celem. Rzekli zatem: „Niechaj wszystkie ziemie i morza wydadzą plon!”. I tak się stało. Morza zapełniły się glonami, mięczakami i miękkimi meduzami, a przy ich brzegach rosły rafy koralowe. Ziemia zaś wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie wedle swego gatunku i drzewa rodzące owoce. A Twórcy widzieli, że były zgodne z Celem.

I tak upłynął eon trzeci.

A potem rzekli Twórcy: „Niechaj powstaną księżyce i planetoidy!”. I powstał Księżyc, siłą ciążenia na zawsze spętany z Ziemią, by wyznaczać pory roku, dni i lata. I zajaśniał w nocy odbitym światłem słonecznym, regulując pływy wód, i wraz ze swą matczyną Gwiazdą oddzielał światłość od ciemności. A Twórcy widzieli, że wszystko to realizuje Cel.

I tak upłynął eon czwarty.

A potem Twórcy rzekli: „Niechaj się zaroją wody od istot żywych, a ptactwo niechaj lata nad ziemią, pod sklepieniem nieba!”. I zalęgło się życie w morzach od bezbronnych ryb po żarłoczne rekiny, wieloryby i inne potwory morskie. I wykluło się ptactwo skrzydlate różnego rodzaju. Twórcy widząc, że owe istoty zbliżają Ich do Celu, ucieszyli się i naznaczyli je piętnem Ewolucji, czyniąc je niewolnikami popędów, śmierci i żądzy przetrwania.

I tak upłynął eon piąty.

A potem Twórcy rzekli: „Niechaj zwierzęta i potwory morskie wypełzną z mórz i oceanów, i dadzą początek życiu lądowemu!”. I stało się tak: wyewoluowały różne gatunki dzikich zwierząt i wszelkich istot pełzających po ziemi. I widzieli Twórcy, że zbliżają Ich do Celu.

A wreszcie postanowili Twórcy: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem podniebnym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!”. Wyewoluował więc człowiek z małp zręcznych i bystrych, zawiązując pierwsze wspólnoty i robiąc użytek ze swych rąk i umysłu.

Po czym Panowie naznaczyli ich i rozkazali: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili Ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad ptactwem podniebnym, nad rybami morskimi i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi. Korzystajcie z pracy swych rąk i umysłów, w które wlaliśmy Naszą cząstkę!”. I rzekli: „Oto dajemy wam wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. Dajemy wam księgi, technologie i narzędzia Przodków, byście mogli z nich czerpać Wiedzę i wykorzystywać w zgodzie z Celem”. I tak się stało. A Twórcy widzieli, że wszystko, co uczynili, zbliża Ich do Celu bardziej niż cokolwiek, co uczynili wcześniej.

I tak upłynął eon szósty.

 

***

 

W ten sposób zostały ukończone Układ i Ziemia, a wraz z nimi wszystkie zastępy jej stworzeń.

A gdy Twórcy ukończyli swe Dzieło, Postanowili dać mu się rozwijać własnym torem podług zasad Ewolucji, praw Techniki i prawd Wiedzy. Wtedy nastał siódmy z eonów, człowieczy, lecz Twórcy nie opuścili swych podopiecznych, a jedynie wrócili do Swych Spraw, obserwując i kontrolując, czy Ich ziemskie dziedzictwo sprawuje się zgodnie z Celem.

 

***

 

W dniu przesilenia letniego Lucjuszowi, Wielkiemu Technikowi Euzebii, narodził się pierwszy syn – Izaak. Czas ten miał nieść szczególną łaskę Panów, sprzyjać jemu i obu jego żonom. Dziesięć dni i dziewięć nocy wcześniej ukończył bowiem trzysta sześćdziesiąt księżyców, wszedł zatem w wiek dojrzały, przyjemny Twórcom.

Euzebijczycy wierzyli, że dopiero po osiągnięciu pełnej dojrzałości są w stanie służyć Twórcom tak, jak Ci tego oczekują. Wtedy też dokonywali rytualnego oczyszczenia, polegającego na czterokrotnej ablucji w ziemi, wodzie, powietrzu i ogniu. Choć nie wszyscy wychodzili bez szwanku z ostatniej części rytuału, obrządek ten dawał radość ich sercom i spokój ich duchom, wierzyli bowiem, iż w ten sposób zmywają z siebie winę Ewy i starożytnych Arkadyjczyków.

W dniu, w którym przyszedł na świat Izaak, Lucjusz czuł się już całkiem zdrów. Poparzenia po Rytuale Oczyszczenia goiły się dobrze i niemal wcale nie przeszkadzały mu w prowadzeniu zajęć w Akademii.

Jako trzeci z synów Namiestnika Teracha, piątego w linii prostej potomka Euzebiusza Pokornego, wybrańca Panów i założyciela Euzebii, przypadła mu rola głównego nauczyciela ludu wybranego. Zgodnie z Wolą Twórców i treścią Przymierza zawartego z Euzebiuszem, jego najstarszy męski potomek miał pełnić rolę Namiestnika, poczęty w drugiej kolejności – Generała Augura, trzeci zaś – Wielkiego Technika. I tak jego synowie: Jafet, Sem oraz Cham zostali kolejno: pierwszym z Namiestników Euzebii, pierwszym z Generałów i pierwszym z Wielkich Techników.

Tak też w dniu ukończenia dwustu szesnastu księżyców swą powinność, do której był przygotowywany od najwcześniejszego pacholęctwa, przejął Lucjusz, a jego starszy brat, Haran, z którym dzielił pierwszą żonę, został nowym Generałem Augurem. Nachor, pierwszy z synów Teracha, miał objąć władzę nad królestwem dopiero po śmierci ojca.

„Urząd Namiestnika” – napomniał się Lucjusz. Mimo iż Terach, podobnie jak jego ojciec, dziad, pradziad i wszyscy poprzedni praojcowie, aż do Euzebiusza, w praktyce sprawowali władzę nad Euzebią, nikt nie miał prawa nazywać ich królami. Władcami, królami i cesarzami Euzebii mogli tytułować się jedynie Twórcy.

Od nich bowiem pochodziły Władza, Mądrość, Siła i Technika świata, a wraz z nimi sens istnienia państwa i narodu wybranego. Sens, który objawiał się jedynie w dążeniu do Celu ich Panów i Twórców.

– Wielki Techniku – z zamyślenia wyrwał go głos ucznia – czy synteza pierwiastków mogłaby posłużyć ludziom jako źródło energii? Inżynierowie mogliby zbudować reaktory, a deuter ekstrahować bezpośrednio z morza lub jeziora. Tryt można zaś pozyskać z litu znajdującego się w skorupie ziemskiej. Ilość paliwa jest zatem praktycznie nieograniczona. Euzebia, a z czasem i inne kraje, mogłyby zupełnie uniezależnić się od pozyskiwanego w znoju węgla i drzewa oraz kaprysów Słońca i wiatru…

Lucjusz spojrzał na naścienny zegar: został kwadrans do popołudniowej sjesty. Jego żona Sara z pewnością już powiła dziecię, zaś Ketura pomagała jej, poganiając położne i służki. Mężczyzna westchnął i spojrzał przenikliwie na ciekawskiego studenta.

– Jeśli zastanawia cię ta kwestia, Demokrycie – podjął z lekkim znużeniem – a także jeśli ktokolwiek z pozostałych adeptów ma podobne wątpliwości, odpowiedzi winniście szukać w szczerości swej wiary i w posłuszeństwie wobec Twórców. – Zrobił pauzę, by obserwować reakcje uczniów.

Wśród adeptów, zwłaszcza pierwszego roku, czasem zdarzali się tacy, którzy w swej arogancji i zacietrzewieniu pytali o Cel i sposób dążenia do niego. Lub, jeszcze gorzej, głośno kwestionowali politykę Euzebii, ściśle opartą o postanowienia Przymierza.

Tym razem nikt się nie odezwał. Nauczyciel uradował się w duchu, że nie musi tracić czasu na publiczne batożenie i reprymendę.

– Pamiętajcie – podjął Lucjusz – że każde działanie Euzebii jako społeczności; a także każdego z nas, jako istoty będącej niedoskonałym dziełem Twórcy, winno być podporządkowane Celowi. W szczególności zaś winniśmy pamiętać, iż Wiedza i Technologia Przodków zostały nam jedynie użyczone i możemy wykorzystywać je tylko w sposób ściśle określony przez Panów.

Kilkoro adeptów skwapliwie pokiwało głowami. Mężczyzna kontynuował:

– A zatem jeśli Twórcy zażyczą sobie, by Euzebijczycy wykorzystali syntezę jądrową ku swej wygodzie i radości, z pewnością to zrobimy, Demokrycie. Gdyby taka była Ich intencja, zapewne przysłaliby Wysłannika lub ujawnili nam sposoby pozwalające zbudować odpowiedni reaktor. Przypominam wam bowiem, adepci, iż kontrolowana łańcuchowa synteza pierwiastków może zajść jedynie w temperaturze wnętrza gwiazd, której bez pomocy Twórców nie zdołamy uzyskać aż do końca naszych dni.

„Czyli do kiedy?” – przemknęło mu przez myśl pytanie. Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Kiedy nastąpi koniec człowieka? Ile czasu dadzą nam jeszcze Twórcy? Czy rzeczywiście nigdy nie zdołamy osiągnąć gorąca gwiazd bez Ich pomocy?

Przeklął się w myślach za ostatnie z pytań. Brzmiało jak bluźnierstwo.

– Pozostaje zatem nam, poddanym Panów, używać energii pochodzącej z wnętrza cząsteczek wyłącznie jako przedłużenia Ich Woli i jako miecza w Ich Rękach. Albowiem: „Nie ma źródła prawdziwego Poznania poza Nami. Wy zaś będziecie działać zgodnie z Celem i ku Naszej chwale. A każdemu, kto na podobieństwo Ikaryjczyków wyciągnie rękę ku mocy ukrytej w Ziemi, Słońcu lub gwiazdach, rękę tę utniecie!” – wyrecytował.

Następnie z sali padło kilka kolejnych pytań – na szczęście dotyczyły one już tylko parametrów fizycznych procesu i szczegółów technicznych budowy działa termojądrowego.

Lucjusz zamknął pracownię i, zmęczony zajęciami, udał się do kantyny na czarę orzeźwiającego wina. Gdy uświadomił sobie, że się zasiedział, szybko dopił napój – aż zakręciło mu się w głowie – i rzucił dwa denary bakszyszu oberowi. Wychodząc, skinął głową w odpowiedzi na pożegnalne ukłony kilku starszych profesorów, i ruszył w stronę Pałacu Namiestników. Uklęknął, minąwszy marmurowy pomnik Wysłannika, dzierżącego miecz i wagę – symbole Siły, Sprawiedliwości i Mądrości Twórców. Grawer na postumencie głosił motto ich uczelni:

„Przez trudności i pokorę ku gwiazdom!”

Jak w każdy dzień powszedni wracając do domu, musiał przejść przez trzy święte wzgórza: Synaj, Morię i Mamre. Pierwsze i drugie obszedł brukowaną ścieżką, uczęszczaną przez pieszych i kupców prowadzących objuczone osły i wozy. Widząc, że Słońce powoli chyli się ku zachodowi, pomyślał, iż cały ten dzień nadto go znużył. Nie powinien się wdawać w bezowocne polemiki z adeptami! Sara i niemowlę oczekiwali go po porodzie, zaś Ketura z pewnością zastanawiała się, gdzie jest, złorzecząc na kucharki, by utrzymały jadło ciepłe.

Mężczyzna zatrzymał się i wzniósł dłonie ku niebu: „O, Sprawiedliwi, wybaczcie mi mój pośpiech i pozwólcie mi jak najprędzej dotrzeć do domu, bym jeszcze za dnia ujrzał me żony i mego pierworodnego syna Izaaka!”.

Zmówiwszy krótką modlitwę, zboczył z trasy i ruszył wydeptanym przez augurów skrótem prowadzącym przez szczyt wzgórza Mamre.

Po kilku chwilach szybkiego marszu był już na szczycie. Zmęczony wędrówką, postanowił odpocząć pod Dębem. Pociągnął łyk wody z bukłaka i już miał ruszać w dalszą drogę, gdy nagle, tuż przed nim, zstąpił Anioł ognisty z mieczem w prawicy.

Przeląkł się Lucjusz i padł na kolana w cieniu Dębu. A wzroku nie śmiał podnieść i spojrzeć w oblicze Wysłannika. I zawołał Anioł do niego: „Lucjuszu!”. A on odpowiedział: „Oto jestem”.

I wtedy Wysłannik rzekł Głosem Twórców: „Idź na górę Moria razem z twoim jedynym synem Izaakiem. Tam złożysz go w ofierze na jednym z pagórków, który ci wskażę!”.

Pełen przestrachu Lucjusz nie zdołał wykrztusić ni słowa zgody, ni skargi. Ugiął się jedynie jeszcze bardziej ku ziemi, powtarzając w myślach Przykazanie: „Nie będę wątpił w słowa Twórców i Cel życia człowieczego nadany mi przez Nich!”.

Gdy w końcu podniósł wzrok, Anioła już nie było. Otaczał go błękit bezchmurnego nieba, polna łąka, śpiew ptaków i cichy gwar Miasta w dole.

Lucjusz podniósł się ciężko, otrzepał sukmanę i niemal pędem puścił się w dół wzgórza. Wrócił do namiestnikowskiego Pałacu, nim jeszcze korona Słońca liznęła pooraną falami powierzchnię morza. Zdążył na czas, tak jak prosił o to Panów.

W komnatach odnalazł śpiącą Sarę i dziecię przy piersi mamki. Machinalnie przepędził podchodzącą służkę, wysłaną zapewne przez Keturę.

Przyglądał się dziecku, cierpliwie czekając, aż kobieta skończy karmić. W jego głowie panował mętlik, niegodny zupełnie rodu Euzebijczyków. Lucjusz pomyślał, że taki strach i wątpliwości musiały towarzyszyć Ewie, od której rozpoczął się upadek Pierwszych Ludzi i przekleństwo ciążące nad kobietami. Przeląkł się tej myśli i zawstydził się jej.

Na szczęście dziecko skończyło już jeść. Mamka podała mężczyźnie syna i oddaliła się w stronę pomieszczeń dla służby. Wielki Technik Euzebii delikatnie przytulił do siebie zasypiającego najedzonego Izaaka. Po policzkach bezgłośnie spływały mu łzy.

I tak Twórcy wystawili Lucjusza na próbę.

 

***

 

Naród Pierwszych Ludzi cieszył się długim życiem i pełnią sił pod Okiem Twórców. W kraju panowały dobrobyt, pokój i piękno, odzwierciedlające Myśli i Pragnienia Panów. Z pomocą Twórczego naznaczenia odkrywali oni cuda nauki i sztuki, o jakich nie śnili ich potomkowie.

Ludzie zamieszkiwali wówczas wielką wyspę, otoczoną bezmiarem północnego oceanu. Swej krainie nadali imię Arkadia, siebie zaś nazwali Arkadyjczykami. Na wzgórzu, na samym środku wyspy, Arkadyjczycy wznieśli pałac, w którym chwalili wielkość i mądrość Twórców.

Wtenczas Twórcy rzekli: „Wybierzcie spośród siebie królową! A będzie ona pierwszą spośród sług Naszych w ziemskim kraju i jej podlegli będą wszyscy Arkadyjczycy!”. I wybrali ludzie spośród siebie królową. A w zdobionych podobiznami Twórców komnatach pod pałacem umieścili przepastną bibliotekę z przekazaną im Wiedzą. I rzekli Twórcy: „Możecie korzystać z całej Wiedzy zamkniętej w tej bibliotece. Nie wolno wam jednak czerpać z ksiąg umieszczonych w komnacie Archiwum Zrozumienia, gdyż wtedy na pewno umrzecie”. Pierwsza królowa złożyła przysięgę i przypieczętowała ją ofiarą z siedmiu kobiet i siedmiu mężczyzn, których Twórcy wzięli do Siebie.

I widzieli Twórcy, że Ich nowy świat rozwija się podług Celu.

Raz na dziesięć setek Księżyców Twórcy zstępowali na Ziemię pod postacią ognistych Aniołów. Cieszyli wtedy Oczy, Ręce i Lędźwie owocami swego Dzieła. Nastał czas, gdy do Arkadii zstąpił Trzeci z Wysłanników. Pan ów był bardziej przebiegły niż jego Siostry i Bracia, a w swej arogancji kontestował działania Twórców i Ich Cel.

On to, gdy poznał Ewę, królową Arkadyjczyków, rzekł do niej: „Czyż nie Zabroniliśmy wam korzystać z Wiedzy ukrytej pod pałacem?”. Kobieta odrzekła: „Wiedzę z tej biblioteki czerpać możemy, lecz o księgach, które znajdują się w Archiwum Zrozumienia, Twórcy Powiedzieli: »Nie będziecie ich czytać, a nawet ich dotykać, abyście nie umarli«”. Odparł Pan kobiecie: „Na pewno nie umrzecie. Ale My Wiemy, że gdy otworzycie te księgi, otworzą się wam oczy i staniecie się tacy jak My: poznacie Cel i zrozumiecie dążenie do niego”.

Wtedy królowa spostrzegła, że księgi tego Archiwum są przed nią otwarte i dobre do zdobycia Wiedzy. Pomyślała: „Nie może być niczym sprzecznym z Wolą Twórców przeczytanie ich, skoro Wysłannik sam do tego namawia. Dzięki nim ludzie poznają Cel i będą mogli jeszcze lepiej służyć Panom”. Sięgnęła więc po jedną z ksiąg i zaczęła czytać, każąc heroldom rozgłosić Słowo tam zapisane. I tak poznali Arkadyjczycy Cel Twórców, a strach i niezrozumienie wstąpiły w ich miałkie umysły i płoche serca.

 

***

 

Gdy Twórcy spostrzegli, iż ziemski lud poznał Cel, ogarnął Ich wielki Gniew.

Skazali wtenczas trzeciego z Wysłanników na okrutną i haniebną śmierć, choć już od eonów władali sekretem nieśmiertelności. I rzekli do Arkadyjczyków, których wypełnił wielki strach: „Ponieważ to uczynił, niech jego imię będzie przeklęte wśród Nas i ziemskiego potomstwa! Od tej pory nazywać go będziecie Prowokatorem, a jego wspomnienie przyniesie wam jedynie rozpacz, niedostatek i nieszczęście!”.

Do kobiety Powiedzieli: „Ukarzę kraj twój i twoje potomstwo. Twoja pycha i naiwność pogrążą ród Arkadii! Pozbawimy was łaski Wiedzy i Techniki! Poznacie okrucieństwo wojen, strawi was głód, pochłoną ogień i cierpienie. Rozproszycie się po Ziemi, staniecie się słabi, aż nie zostanie nikt, kto pamięta Nasz Cel”.

I tak się stało. Ewę, lud Arkadyjczyków i całe jego potomstwo ogarnęły wojny, niedostatek i nieszczęście. Miasta Arkadii zostały zburzone, a ich mieszkańcy podzielili się na tych, którzy czcili Twórców i Ich Cel, oraz na tych, którzy wystąpili przeciwko Niemu. Ci mieli polec jako pierwsi.

 

***

 

We śnie przyszedł do Lucjusza kolejny Anioł.

Nie trzymał w rękach ni miecza, ni wagi. Jego skrzydła nie płonęły.

Lucjusz odważył się spojrzeć Mu w Twarz. Było to smutne oblicze. Zdawało mu się, że przypomina jego własne, widziane w pałacowych lustrach. Przeląkł się tej myśli i pospiesznie opuścił wzrok.

– Kim jesteś? – spytał.

– Jam jest Twórcą twym, który drogę ku wyzwoleniu ci wskaże! – odparł Wysłannik.

– Panie, czyż nie objawiłeś mi się na wzgórzu Mamre w dniu narodzin mego pierworodnego? – zapytał Lucjusz.

– Nie! Widziałeś Brata Mego ogarniętego pychą i nienawiścią do wszelkiego stworzenia, które Uczyniliśmy na tej planecie.

Lucjusz zasłonił uszy rękoma, lecz nie uchroniło go to przed Głosem Pana.

– Nie, Panie… – Potrząsnął gwałtownie głową. – Ja nie rozumiem… Błagam, nie wystawiaj mnie na kolejną próbę!

– Nie żądam od ciebie niczego poza odwagą i rozumem, dzięki którym sprzeciwisz się rozkazowi Panów.

– Wybacz mi, Panie, ale wciąż nie rozumiem… – podjął pokornie mężczyzna, uginając się ku ziemi. – Jak mógłbym sprzeniewierzyć się rozkazom Twórców?

– Czy naprawdę przedkładasz nieznany Cel Panów nad życie syna swego pierworodnego?

– Panie… – Mężczyzna w końcu odważył się podnieść głowę. – Czyś Ty jest spadkobiercą Prowokatora, który sprowadził zagładę na lud Arkadii?!

– Głupcze! – zagrzmiał Głos, po stokroć odbijający się od murów, które ich otaczały, a których mężczyzna dostrzec nie mógł. – Ulegasz ułudzie i kłamstwom Twórców!

– Tyś jest Prowokatorem! – wykrzyknął Lucjusz w przypływie żarliwości i wiary, choć serce i umysł ściskał mu strach. Przeraził się, że Wysłannik ukarze go za brak pokory.

– Nazywaj mnie, jak chcesz. – O dziwo, Anioł się nie rozgniewał. Jego Głos wyrażał raczej smutek i zrezygnowanie. – Wiedz jeno, że Euzebijczycy czczą Panów złych i okrutnych, dla których życie Ich ludu jest jedynie środkiem prowadzącym ku Celowi.

Nastało długie milczenie. Lucjusz wciąż nie podnosił wzroku. W uszach słyszał tylko dudnienie niczym odległy pogłos tysiąca gongów. W końcu odważył się zapytać, ufając, że bluźnierstwo wypowiedziane we śnie zostanie mu wybaczone:

– Jaki jest więc Cel Twórców, o… Panie?

– Cel Ludu Mego od eonów pozostaje niezmienny i stojący ponad Słońcem, Ziemią i życiem człowieczym. A jest nim władza i moc absolutna: nad dalekimi słońcami, planetami i ludami, które stworzą lub posiądą w czasie swej nieskończonej wojny.

Lucjusz zamarł. Przez dłuższą chwilę nie mógł wykrztusić słowa, a gdy w końcu zebrał się w sobie, Anioła przed nim już nie było. Zewsząd ogarniała go oślepiająca jasność. Zacisnął powieki, a gdy otworzył je ponownie, znajdował się w łożu obok Ketury.

Tego dnia udał się Lucjusz do komnat Generała Augura, by wyjawić mu sen swój i polecenie Panów. Haran długo ważył jego słowa. Wreszcie rzekł:

– Musisz posłuchać Panów, którzy objawili ci się na górze Mamre.

Wielki Technik się zawahał. W końcu zapytał z bojaźnią:

– A jeśli Wysłannik ze snu mówił prawdę? Jeśli on również przemówił do mnie Głosem Twórców? – wyszeptał.

– To oznaczałoby, iż rzeczywiście objawił ci się Prowokator…

– Ale czyż Prowokator nie jest jednym z Panów?

– Jest Przeklęty na wieki! – zagrzmiał Haran.

– Jeśli faktycznie nim jest – nie poddawał się Lucjusz – zna Cel. A jeśli…

– Bracie! – przerwał mu kapłan. – Pohamuj swe usta przed bluźnierstwem! Nie daj się zwieść machinacjom Prowokatora. Tylko pokora i posłuszeństwo Twórcom zapewniają godne życie człowiecze!

Lucjusz milczał, patrząc na wizerunek ognistego Anioła na wielkim gobelinie. Przypominał tego, który poprzedniego dnia objawił się mu na wzgórzu Mamre, lecz zdawał się większy, groźniejszy, bardziej krwiożerczy. Jego twarz wykrzywiał grymas świętej Nienawiści, zaś klinga miecza ociekała krwią niepokornych.

– Ale cóż znaczy godność, jeśli kazano mi poświęcić życie mego jedynego syna? Powiedz mi, Generale Augurze, ile warte będzie wtedy moje życie?

Haran westchnął ciężko, rozłożywszy ręce. Wzrok zwrócił ku górze.

– Jeśli taka jest Wola Panów, oznacza to, iż to działanie jest zgodne z Celem. A nie ma wyższej godności niż życie podług Celu! Musisz zawierzyć swym Twórcom!

– Nawet jeśli Cel jest skierowany przeciwko nam i całemu rodzajowi ludzkiemu? – zapytał upiornym szeptem Lucjusz.

Generał Augur powstał, uciszając go gestem i karcącym słowem, jakby się bał, iż pałacowe ściany mają uszy, a ich wstrętną dyskusję słyszą sami Panowie w niebiosach.

– Idź precz, bracie! Nie każ słuchać mi swoich bluźnierstw! – wybuchnął. – Gdybyś odznaczał się pokornym sercem i uważnie studiował słowa Twórców, wiedziałbyś, iż za sprzeniewierzenie się czeka cię gorsza kara niż strata twego pierworodnego!

I tak zakończyła się rada Generała Augura udzielona Wielkiemu Technikowi Euzebii. A treść jej, przebieg rozmowy spadkobierców Euzebiusza i dylematy Lucjusza obiegły pałac, aż dotarły do uszu Namiestnika i jego następcy.

 

***

 

Wreszcie rzekli Twórcy: „Zgładzimy ludzi, których stworzyliśmy, z powierzchni Ziemi: zarówno ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki podniebne, bo żałujemy, że ich stworzyliśmy!”.

Tylko Euzebiusza Darzyli Twórcy życzliwością.

 

***

 

Euzebiusz, człowiek skromny i posłuszny, wyróżniał się nieskazitelnością wśród współczesnych sobie ludzi; czcił i bał się Twórców, nie poznał i nie pragnął poznać Ich Celu. Wiedział bowiem, iż jego umysł i ciało nie są na Niego gotowe.

I rzekli Twórcy do Euzebiusza: „Położymy kres życiu wszelkich istot cielesnych, gdyż na Ziemi pełno jest bezprawia, zatem zniszczymy je wraz z Ziemią! Ty zaś będziesz Naszym narzędziem w tym dziele! Oto zbudujesz sobie okręt długi na trzysta łokci, szeroki na pięćdziesiąt, zaś wysoki na trzydzieści. Na okręcie uczynisz chłodnie i laboratoria, gdzie umieścisz po zarodku z każdego gatunku roślin, ptactwa, bydła i zwierząt pełzających, aby nie wyginęły. Na dziobie zaś zamontujesz broń Przodków, którą ci dajemy, boś jest jedynym godnym Naszego zaufania. I użyjesz jej wedle Woli Naszej, podług Celu Naszego!”.

I Euzebiusz tak uczynił. Wypełnił wszystko tak, jak mu Twórcy polecili.

Potem rzekli Panowie do Euzebiusza: „Wejdź na okręt z całą swoją rodziną, gdyż tylko ciebie uważamy za godnego w tym pokoleniu. Weź sobie także wszelkiego pożywienia, którym się karmisz, i zrób zapasy, abyś miał pokarm dla siebie i dla nich. Pozostaje bowiem jeszcze siedem dni, a potem spuścimy deszcz na Ziemię. Będzie on padał czterdzieści i cztery dni i czterdzieści i cztery noce. I Zgładzimy z powierzchni Ziemi wszystkie żywe istoty, które uprzednio na niej uczyniliśmy! Arkadia zaś zniknie w otchłani północnego oceanu, tak że żaden z ludzi już nigdy nie odnajdzie jej śladów, a wspomnienie o niej przyniesie jedynie smutek i strach”.

I przyszedł potop na Ziemię. Po upływie siedmiu dni wody zalały Arkadię. I dawna kraina szczęścia i dobrobytu Pierwszych Ludzi została na zawsze wymazana z powierzchni świata.

Woda wzbierała i unosiła okręt Euzebiusza nad ziemią. Podniosła się tak wysoko, iż zakryła wszystkie drzewa, wzgórza i góry poznane dotychczas przez człowieka.

I spotkał Euzebiusz na swojej drodze inne arki, łodzie i okręty. I zniszczył je przy użyciu broni Przodków, gdyż ich załogi okazały się wstrętne i obce Woli Panów. A tych, którzy przeżyli powódź i zniszczenie statków, wziął na branki i niewolników i uwięził ich w kajutach pod pokładem swego okrętu.

I zginęły wszystkie istoty żywe poruszające się na ziemi, ptactwo, bydło i inne zwierzęta, których było pełno. Zginęli też wszyscy inni ludzie, z Woli Twórców i z rąk Euzebiusza.

A Twórcy sprzyjali mu i widzieli, że postępuje zgodnie z Celem.

 

***

 

Pamiętali jednak Twórcy o Euzebiuszu i o wszystkich ludziach, istotach i zarodkach, które były z nim na okręcie. Po czterdziestu i czterech dniach zamknęli niebiosa, a deszcz przestał padać. Wiatr rozgonił chmury nad ziemią i nastąpiły dni słoneczne i gorące. Wody zaczęły opadać i oczom Euzebiusza ukazała się powierzchnia sucha.

Wziął więc Euzebiusz żonę swoją, synów swoich i synowe swoje i zszedł z okrętu. A dzięki Technologii powtórnie podarowanej przez Panów zbudował pierwsze Miasto na nowej ziemi.

Następnie zbudował Ołtarz dla Panów i złożył na nim całopalną ofiarę z niewolników i branek; zwierzęta zaś oszczędził, gdyż taka była Wola Panów. Gdy Ci poczuli miłą woń, Postanowili: „Nie będziemy już więcej złorzeczyć Ziemi z powodu człowieka, gdyż jest on gnuśny, miękki i arogancki od młodości. Dlatego nie zniszczymy więcej wszystkich żywych istot, jak to Uczyniliśmy, przeto Wykorzystamy je, by osiągnąć Nasz Cel, który od tej pory nie będzie znany nikomu poza Nami!”.

Naznaczyli więc Twórcy Euzebiusza i jego synów: Jafeta, Sema i Chama znamieniem, mówiąc im: „Bądźcie płodni, mnóżcie się i napełniajcie Ziemię. Niech się was boją i lękają wszelkie zwierzęta na ziemi, ptactwo powietrzne oraz wszystkie ryby w morzu. Dajemy wam władzę nad nimi. Wszystko, co się porusza i żyje, będzie dla was pokarmem, podobnie rośliny zielone. Dajemy wam księgi, wiedzę i narzędzia Przodków, które będziecie czytać, poznawać i używać: dzięki Nam, przez Nas i ku Naszej chwale! Wszystko to wam dajemy! A każdy, kto ośmieli się Nam sprzeniewierzyć, wystąpić przeciwko Nam, zakwestionować Nasz rozkaz lub Cel; zginie rażony piorunem, pochłonięty przez wodę lub ziemię bądź z ręki drugiego człowieka! Albowiem My Jesteśmy Panami świata, stworzenia i życia twego ludu!”.

I tak zawarte zostało Przymierze między Twórcami a ludźmi, a jego treść, zapisana w wiecznym ciekłym krysztale, stanowiła od tej pory konstytucję i prawo kraju Euzebii.

 

***

 

Nazajutrz Lucjusz wstał wcześnie, osiodłał swego osła, wziął ze sobą dwóch służących i swojego syna Izaaka. Narąbał drewna do spalenia ofiary, a następnie poszedł w kierunku miejsca, o którym mówili Twórcy.

Lecz długo rozważał Lucjusz słowa Wysłannika, który objawił mu się we śnie.

– Czyż Anioł, który mi się objawił, nie był jednym z Panów? – powtarzał pytanie na przekór słowom Harana. – Czyż nie mówił do mnie Głosem? Przecież dawni teologowie nieraz musieli się zastanawiać nad strukturą Rodu Twórców, Ich państwem, światami, które stworzyli, Ich polityką i podziałami między nimi…

„Czy na pewno?”

– Dlaczego mam więc uważać Go za Kłamcę i Prowokatora? – pytał się wciąż, a bluźnierstwo w jego duszy walczyło z wściekłością w jego sercu. – Przecież Wybrał mnie i Objawił mi Cel, bym mógł uchronić przed śmiercią swojego jedynego syna!

„Czy na pewno?”

– A jeśli tak, jeśli Cel jest skierowany przeciw dziele Twórców, czyż jestem Im winny posłuszeństwo? – pytał się wciąż, choć bał się własnych słów niemal na równi z czynem, który miał spełnić na górze Moria. – A jeśli tak, to czyż nie powinniśmy raczej czcić tego, którego zwą Prowokatorem?!

„Czy na pewno? A jeśli się mylę? Jeśli jestem jeno człowiekiem słabej wiary, który uległ wygodnym kłamstwom?”

„A jeśli Twórcom wcale nie zależy na prawdzie?! Kogo wtedy powinienem słuchać?!”

Targany sprzecznymi myślami, kazał swym sługom przynieść jagnię. Wziął drewno do spalenia ofiary i wraz z synem Izaakiem ruszyli na górę.

Wreszcie przyszli na miejsce wskazane przez Twórców. Lucjusz zbudował tam ołtarz, ułożył na nim drewno, związał jagnię i położył je na ofiarę. Potem wyciągnął rękę i wziął nóż, aby je zabić i choć w ten sposób przebłagać Panów.

Dziecię płakało na rękach ojca podczas całopalenia, Lucjusz zaś patrzył na niebiosa, oczekując Znaku lub Głosu.

Panowie jednak się nie odezwali i nie zesłali Wysłannika. Nie zesłali ni kary, ni przebaczenia.

Potem Lucjusz zszedł do swych sług i wrócił do Pałacu Namiestników, gdzie czekali na niego Terach i Nachor. Nad górą Moria zapanował zmrok, a miejsce, gdzie została złożona ofiara, spłynęło krwią i deszczem.

 

***

 

Na całej Ziemi mówiono jednym językiem i posługiwano się jednakowymi wyrazami.

Lecz wśród potomków Euzebiusza znalazł się Ikar, którego serce nie znało strachu i bojaźni Pańskiej. Mówił więc do synów swoich, zięciów i sług: „Do dzieła! Weźmy silniki, skrzydła i koła sterowe Przodków spoczywające w podziemiach Pałacu”. Zakradli się zatem do Pałacu i zrabowali artefakty dane Euzebiuszowi i jego synom, gdy skończył się Czas Potopu i Zagłady. Potem rzekli: „Do dzieła! Zbudujmy sobie statek powietrzny, który pokona przestworza i sięgnie gwiazd, abyśmy zapewnili sobie pamięć potomnych i Wiedzę!”.

I Twórcy zstąpili, aby zobaczyć statek, który ludzie budowali. Wtedy rzekli: „Są oni jednym ludem i wszyscy mówią tym samym językiem. Chcą zdobywać gwiazdy i odkrywać prawa rządzące Kosmosem bez Naszej wiedzy i zgody! A to jest dopiero początek ich działania. Zejdźmy tam i pomieszajmy ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego”.

W taki sposób Panowie rozproszyli ich stamtąd po całej Ziemi. Ikara zaś strącili z niebios, gdy tylko zasiadł za sterami metalowego statku i nie zważając na przestrogi pobratymców i lamenty żony ruszył ku gwiazdom. A upadek i śmierć jego służyły odtąd za przestrogę dla wszystkich mężów i kobiet, usiłujących przeciwstawić się Woli i rozkazom Twórców.

Synowie i słudzy jego rozpiechrzli się zaś, dając początek rodowi Ikaryjczyków, winnych posłuszeństwo Panom i potomkom Euzebiusza.

A miejsce, gdzie upadł statek powietrzny, pilotowany przez pełnego pychy Ikara, nazwano Babel, tam bowiem Twórcy pomieszali mowę mieszkańców całej Ziemi.

 

***

 

I tak, podobnie jak niewczesny lot Ikara, przypadek Lucjusza podzielił lud Euzebii.

Syn Teracha zginął śmiercią zdrajcy i fałszywego proroka. Jego brat Nachor rzucił go lwom na pożarcie mimo protestów Sary i Ketury. Haran i stary Namiestnik zachowali wstrzemięźliwość pokornych i statecznych mężów, hamując się przed ostatecznym sądem.

Lecz mężczyzna szedł na śmierć pewnie, ciesząc się, iż ginie z ręki człowieka, a nie Panów. Jego pierworodny rósł, a Twórcy nie upomnieli się o jego życie, ciało i duszę.

 

***

 

Różne miano nadały Lucjuszowi dzieci Euzebii, ich potomkowie i narody, które przyszły po nich.

Szaleńcem i Bluźniercą zwą go ci, którzy skazali go na śmierć i z lubością zrobiliby to ponownie. Ci wciąż czczą, kochają i wielbią Twórców, nigdy nie pytając o Cel – tych zwą kreatorianami lub wierzącymi.

Prorokiem Prowokatora zwą go ci, którzy uwierzyli jego słowom, lecz wciąż wielbią Panów w pokornej bojaźni. Ci, choć znają Cel i nie podważają Jego znaczenia, również ponownie sprowadziliby zagładę na Lucjusza – tych nazywają mianem pulvis lub pokornymi.

Prawdziwym Prorokiem zwą go ci, którzy odrzucają Twórców i ich Cel, wprost nazywając go złym i sprzecznym z dolą człowieczą. Ci szukają nadziei w wierze w Prowokatora i tych, którzy przyszli po nim – ci nazywają się reformatorami.

Ostatnim Prorokiem zwą go zaś ci, którzy uważają, iż Lucjusz ujawnił jedyną i nieodwracalną prawdę. Uważają Twórców za gnuśnych i przepełnionych egoizmem, lecz nie wierzą, by istniała jakakolwiek nadzieja dla rodu ludzkiego – wierzą, lecz nie czczą, zwą ich zatem protestantami.

 

***

 

Byli i tacy, którzy o Twórcach zapomnieli lub nigdy nie słyszeli. Pędzili oni żywot pozbawiony Twórczego Sensu i za nic mające sobie prawdziwy Cel Panów. Nie zaznali modlitwy, pokory i bojaźni. Nie czcili Przodków, nie pragnęli Wiedzy i nie marzyli o cudach Techniki. Trwali całe pokolenia, miłując się i walcząc, zdobywając pożywienie i wiedzę w trudach dni i wytrwale szukając sensu swej egzystencji w potomstwie, sztuce, zdobyczach nauki lub mirażach i zbytkach codzienności.

I być może to właśnie oni nauczyli się żyć najprawdziwiej i najpełniej.

Koniec

Komentarze

Hej! Fajny pomysł z tym, że zakazanym owocem była wiedza, to by było ciekawe! Brakuje mi tylko konsekwencji takiego założenia. Co mam na myśli? Historia, którą opowiadasz, potoczyła się niemal identycznie jak ta opowiedziana w Biblii, mimo innego punktu startowego. I jest trochę niedosyt, bo tu można by było poszaleć! Tekst przyjemnie się czytało, masz dobre pióro. Jedyny fragment, który mnie wytrącił, to sam początek (kom z telefonu, trudno mi tu kopiować, więc z pamięci): utworzyli deszcz i niebo pełne słusznego gniewu twórców. Czemu ten gniew był słuszny? Kto tak uważa? Jeszcze nie ma nawet istot na ziemi. My mamy tak uważać? A poza tym nic innego mnie nie zatrzymało :D

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Hej, dzięki za odpowiedź i lekturę!

Bardzo się cieszę, że Ci się podobało. :)

Historia, którą opowiadasz, potoczyła się niemal identycznie jak ta opowiedziana w Biblii, mimo innego punktu startowego

Co do ogólnego zamysłu, historia miała się potoczyć zasadniczo w ten sam sposób jak w Księdze Rodzaju – aż do punktu kulminacyjnego i “wniosków”, które wyciągnęli bohaterowie i ogólnie mieszkańcy świata przedstawionego. Naczelną ideą jaka mi przyświecała było opowiedzenie (retelling;)) tej biblijnej opowieści w konwencji sci-fi, z dodatkowym założeniem, że Twórcy niekoniecznie są nieskończenie miłosiernym i dobrym Bogiem. Stąd też ów gniew:

utworzyli deszcz i niebo pełne słusznego gniewu twórców. Czemu ten gniew był słuszny?

był słuszny, bo wszystko co Oni robili jest “słuszne” (wg. Nich, a oni wszak są Twórcami), co nie znaczy, że było to dobre. Tu jest właśnie ta gnoza, która jest cechą mojego opowiadania, a stoi w kontraście do parafrazowanego oryginału.

 

Ale! Oczywiście Twoja uwaga i znak zapytania są jak najbardziej słuszne, więc może powinienem jakoś to wyjaśnić czytelnikowi lub chociaż dać wskazówkę na początku utworu? Jak uważasz?

Zajrzyj: https://crow-creations.pl oraz https://facebook.com/lastman87 :)

Hej, niee, to Twój zamysł artystyczny, a ja jestem tylko jednym z odbiorców, który jeszcze nie czytał biblii. Dla mnie to co napisałeś brzmi bardzo podobnie, bo to co było oryginalnie napisane jest znane mi tylko z różnych opowieści, nie ‘oryginału’.

 

Jednak odniosę się co do wniosków, nie widzę tej różności względem Chrześcijaństwa

 

 

Byli i tacy, którzy o Twórcach zapomnieli lub nigdy nie słyszeli. Pędzili oni żywoty pozbawione Twórczego Sensu i za nic mające sobie prawdziwy Cel Panów. Nie zaznali modlitwy, pokory i bojaźni. Nie czcili Przodków, nie pragnęli Wiedzy i nie marzyli o cudach Techniki. Trwali całe pokolenia, miłując się i walcząc, zdobywając pożywienie i wiedzę w trudach dni i wytrwale szukając sensu swej egzystencji w potomstwie, sztuce, zdobyczach nauki lub mirażach i zbytkach codzienności.

Dosłownie te same wniosek można wysnuć o Bogu chrześcijańskim, dlatego z mojej perspektywy to było to samo ‘zakończenie’ z różnymi podkreślonymi słowami kluczowymi

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Racja, źle się wyraziłem, niejasno. Zakończenie jest to samo, może tylko moment przegięcia funkcji zmiany jest inny.

 

Tu do rozłamu w wierze dochodzi bezpośrednio przez wydarzenie “z Pisma”, które toczy się alternatywnie (niezgoda Lucjusza na poświęcenie syna) do historii z RDZ. A w rzeczywistości rozłamy w wierze zadziały się później i zwykle na skutek kontestowania Pisma, wydarzeń, proroków.

 

Druga istotna różnica to ocena działania Twórców. Nie da się zapewne ukryć, że autor nie obdarza ich takim szacunkiem jak autorzy Pisma Boga (btw, z tym “chrześcijańskim” byłbym ostrożny, bo to jednak Bóg starotestamentowy:)), a wręcz kibicuje tym, którzy się Im sprzeciwiają zamiast służyć. :)

Zajrzyj: https://crow-creations.pl oraz https://facebook.com/lastman87 :)

Witam i cóż :)

 

Nuda raczej. Boleśnie przewidywalne te biblijne parafrazy. Rzadko pojawia się jakaś oryginalna myśl w tych parafrazach, jak połączenie Babel i Ikara, głównie 20k znaków zużyte żeby napisać “Bóg to UFO”.

 

Jedynie w opowieści o Lucjuszu jest jakiekolwiek napięcie. Ale też niewiele i nawet gdyby rozważać ją w izolacji, to zaczyna się opisem typowego dnia bohatera i ma w sobie nadmiar ekspozycji.

 

No ale, jakiś spójny zamysł tu był. Gdyby zrobić z tego szorta, to może całość lepiej by wypadła.

 

Pozdrawiam!

 

próżnia oplatała

Czy próżnia może cokolwiek “oplatać”?

 

okres całego swojego pacholęctwa

Raczej cały okres

 

Oczy, Ręce i Lędźwie

Objawiłeś

Mego

TY

Przeklęty

nie zesłali Wysłannika. Nie Zesłali

Twórcy, Panowie, Wysłannik, Prowokator, Cel nawet – okej. Nazwy własne albo religijna cześć. Ale “Przeklęty”? Nadużywasz wielkich liter bez ładu i składu.

Twym

Twym tym bardziej nie, skoro Anioł mówi do Lucjusza.

 

Kobieta odrzekła: „Wiedzę z tej biblioteki czerpać możemy, lecz o księgach, które znajdują się w Archiwum Zrozumienia, Twórcy Powiedzieli: »Nie będziecie ich czytać, a nawet ich dotykać, abyście nie umarli«”.

Raz używasz normalnego zapisu dialogów, a raz tego… Myślałem nawet, że jest w tym jakiś zamysł i fragmenty “biblijne” są tak, a opowiadane inaczej, ale jeśli tak miało być, to nie zostało to konsekwentnie dotrzymane.

 

 sprzecznym z dolą człowieczą

Jak można być sprzecznym z dolą?

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Dziękuję za lekturę. Przykro mi, że Ci się nie podobało.

 

Nuda raczej. Boleśnie przewidywalne te biblijne parafrazy. Rzadko pojawia się jakaś oryginalna myśl w tych parafrazach, jak połączenie Babel i Ikara, głównie 20k znaków zużyte żeby napisać “Bóg to UFO”.

 

Generalnie spodziewam się, że nie wszystkim to będzie dobrze wchodzić, nie dziwię się też jakoś szczególnie zarzutom o nudzie, choć zawsze to trochę boli. :)

 

Cóż, taki był właśnie zamysł: opowiedzieć Księgę Rodzaju na nowo, zachowując formę i zasadniczy core treści, a wprowadzając jedynie subtelne zmiany/rozwidlenia fabularne i wątek SF, przez które realizuję zamysł ideowy (który jest już przeciwstawny Biblii).

 

Ale też niewiele i nawet gdyby rozważać ją w izolacji, to zaczyna się opisem typowego dnia bohatera i ma w sobie nadmiar ekspozycji.

Kurczę, zupełnie się nie zgadzam. :) Dla mnie tej ekspozycji jest malutko, “tyle że ino” i chętnie zrobiłbym dwa razy tyle. Poza tym jest ona kluczowa do nakreślenia autorskiej wizji świata (gnostycka, brutalna rzeczywistość, w której ludzie czczą bóstwa, których się boją, a nie kochają) oraz psychologii i motywacji głównego bohatera. :)

Twórcy, Panowie, Wysłannik, Prowokator, Cel nawet – okej. Nazwy własne albo religijna cześć. Ale “Przeklęty”? Nadużywasz wielkich liter bez ładu i składu.

Starałem ze składem. W “Zesłali” musi być błąd, bo podjąłem decyzję, że czasowniki zawsze małą (w Biblii też są małą, nawet tam nie przesadzają;)). Ale co do zasady, duże litery odnoszą się po prostu do wszystkiego związanego z Twórcami.

Czyli jak mówimy o Nich, to dużą oraz ich Przymioty/Cechy również z wielkiej litery.

 

Jak można być sprzecznym z dolą?

Nie rozumiem d,laczego coś nie mogłoby być sprzeczne lub zgodne z dolą/losem danego człowieka?

 

Raz używasz normalnego zapisu dialogów, a raz tego… Myślałem nawet, że jest w tym jakiś zamysł i fragmenty “biblijne” są tak, a opowiadane inaczej, ale jeśli tak miało być, to nie zostało to konsekwentnie dotrzymane.

Generalnie w tej części, w której parafrazuję RDZ, trzymam się formy RDZ. W ustępach o Lucjuszu prowadzę narracje “normalnie”. We fragmencie, który podałeś jest wypowiedź w wypowiedzi, stąd trudny, złożony zapis. Swoją drogą, to jest po poprawkach redaktorki, sam miałem z tym większy problem, teraz uważam, że jest schludnie i w jasny sposób. :)

Uważasz, że nie jest spójnie i konsekwentnie?

 

Czy próżnia może cokolwiek “oplatać”?

Poetycko? Chyba może? Tak samo jak pustka może oplatać.

Zajrzyj: https://crow-creations.pl oraz https://facebook.com/lastman87 :)

Cóż, taki był właśnie zamysł: opowiedzieć Księgę Rodzaju na nowo, zachowując formę i zasadniczy core treści, a wprowadzając jedynie subtelne zmiany

Jasne – ale widzisz chyba, że opowiadanie tej samej historii na nowo, z subtelnymi jedynie zmianami, raczej nie może porwać czytelnika. Szczególnie, jeśli te zmiany nie są szczególnie odkrywcze. Pomysł, że Bóg/bogowie to tak naprawdę ufoki nie jest przecież wcale nowy.

 

Kurczę, zupełnie się nie zgadzam. :) Dla mnie tej ekspozycji jest malutko, “tyle że ino” i chętnie zrobiłbym dwa razy tyle. Poza tym jest ona kluczowa do nakreślenia autorskiej wizji świata

No cóż: rób, jak uważasz.

 

sprzeczne lub zgodne z dolą/losem danego człowieka

A cóż takie zdanie miałoby znaczyć? Jak można się z dolą/losem wzajemnie wykluczać albo być niezgodnym?

 

Czyli jak mówimy o Nich, to dużą oraz ich Przymioty/Cechy również z wielkiej litery.

Wiesz, jeszcze w powieści, gdzie taka oryginalna konwencja byłaby utrzymana na długim dystansie, może miałoby to sens. Ale tak, to tylko męczysz czytelnika – zanim się odbiorca do konwencji przyzwyczai i przestanie potykać, opowiadanie się kończy.

 

Uważasz, że nie jest spójnie i konsekwentnie?

No, gdyby tak było, to spoko. Ale tu np. fragment ze sceny o Lucjuszu, w której wcześniej były normalne dialogi:

Widząc, że Słońce powoli chyli się ku zachodowi, stwierdził: „Cały ten dzień aż nadto mnie nuży! Nie powinienem się wdawać w bezowo

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Co do ostatniego, to frazy myślane są w cudzysłowie, a to Lucjusz stwierdził w myślach. Być może powinienem to podkreślić.

Zajrzyj: https://crow-creations.pl oraz https://facebook.com/lastman87 :)

Kurczę, tak sobie jeszcze myślę odnośnie Twoich zarzutów nt. wtórności lub braku oryginalności pomysłu, tj.:

Szczególnie, jeśli te zmiany nie są szczególnie odkrywcze. Pomysł, że Bóg/bogowie to tak naprawdę ufoki nie jest przecież wcale nowy.

Boleśnie przewidywalne te biblijne parafrazy. Rzadko pojawia się jakaś oryginalna myśl w tych parafrazach, jak połączenie Babel i Ikara, głównie 20k znaków zużyte żeby napisać “Bóg to UFO”.

I, oczywiście, można to tak podsumować i masz do tego pełne prawo. Ale czy to nie spłyca za bardzo tematu i idei? Bo popatrz na to z drugiej strony: ile napisanych już opowiadań fantastycznych bierze dokładny tekst biblijnej księgi, nie starając się w żaden sposób go zmienić, a jednak nakreślić czytelnikowi zupełnie przeciwstawny ideowo i emocjonalnie kontekst (źli i niemiłosierni Twórcy, którzy gardzą swym stworzeniem zamiast je kochać)? Z jednej strony jest obrazoburczo i bluźnierczo (cytując RDZ, a przy tym obracając do góry nogami jej wydźwięk), z drugiej jest retelling czysto fantastyczno-naukowy (stworzenie nie przez wszechmogącą istotę, a po prostu potężną cywilizację o ogromnych możliwościach technologicznych) z lekko pozytywnym przesłaniem końcowym (”żyj najlepiej jak umiesz, nie daj się strachowi, zabobonom i tym, którzy mają cię gdzieś”).

 

Jak dla mnie to wcale nie było mało na pełnoprawne opowiadanie. Poza tym, umówmy się, 30k znaków to nie jest jakiś super długi tekst. Jakbym chciał tak sparafrazować całą RDZ (bo tutaj biorę na warsztat tylko jej pierwszą część, tj. rozdziały 1-11), czyli wraz z dziejami patriarchów, to spuchło by to co najmniej 2-3 krotnie.

Zajrzyj: https://crow-creations.pl oraz https://facebook.com/lastman87 :)

Bo popatrz na to z drugiej strony: ile napisanych już opowiadań fantastycznych bierze dokładny tekst biblijnej księgi, […] z lekko pozytywnym przesłaniem końcowym (”żyj najlepiej jak umiesz, nie daj się strachowi, zabobonom i tym, którzy mają cię gdzieś”).

No cóż, ufoków udających bóstwa jest w SF masa, a krytyka religijnego strachu i zabobonów to też jeden z częściej wałkowanych tematów, niezależnie od gatunku.

 

Poza tym, umówmy się, 30k znaków to nie jest jakiś super długi tekst.

Dla opowiadania z oryginalną, rozbudowaną fabułą, wciągającą akcją, napięciem, etc. to byłoby tak średnio, powiedziałbym. Oczywiście opowiadanie jako takie jest jedną z krótszych form w literaturze pięknej.

Ale dla dzieła opartego o koncept, gdzie fabuły nie ma – albo, tak jak tu, jest powtórzona z szeroko znanego dzieła, a zatem przewidywalna – to już bardzo dużo.

 

spuchło by to co najmniej 2-3 krotnie.

No, spuchłoby – ale czy coś by zyskało?

 

Wszystko to moim zdaniem, oczywiście. Często bywa tak, że ja marudzę na dłużyznę, a inni z naszych szacownych użytkowników i użytkowniczek nie podzielają tej opinii, więc niekoniecznie musisz się tym przejmować.

enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest

Może od razu na wstępie zaznaczę, że w wielu kwestiach zgadzam się z przedmówcą.

Pomysł na Genesis sparafrazowaną językiem SF jest ciekawy, ale skutecznie pogrzebało go wykonanie i chyba brak jasnej wizji. Bo w tej chwili te wszystkie ,,naukowe” ozdobniki wydają mi się pełnić rolę wyłącznie… cóż, ozdobników (tzn. nic by się nie zmieniło, gdyby zastąpić je czymś jednoznacznie nadprzyrodzonym). Stylizacja na tekst biblijny niekonsekwentna (wkrada się do ,,normalnych” fragmentów, a w stylizowanych są takie cuda jak ,,machinalnie”), podobnie struktura kuleje – nie wiem, czy całości nie zrobiłoby lepiej, gdyby akapity mające robić za ustępy z ksiąg wyróżnić jakoś graficznie, choćby kursywą.

Osobiście raziło mnie też mieszanie kontekstów kulturowych (co ma Babel do Ikara?), bo świat wydał mi się przez to niespójny i mało wiarygodny. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy to nie są czasy po jakiejś apokalipsie, kiedy ludzie skonstruowali sobie religię ze strzępków wszystkiego, co mogli znaleźć, ale jeśli tak, to chybotliwej wieży wyrasta jeszcze jedno pięterko ciągnące ją ku dołowi.

Za to w pamięć najbardziej zapadła mi ,,treść zapisana w wiecznym, zielononiebieskim ciekłym krysztale”, bo przez nadmiar określników skojarzyła mi się z proroctwami z ,,Żywotu Briana” (,,… i dużym, soczystym melonem z tyłu”).

ile napisanych już opowiadań fantastycznych bierze dokładny tekst biblijnej księgi, nie starając się w żaden sposób go zmienić, a jednak nakreślić czytelnikowi zupełnie przeciwstawny ideowo i emocjonalnie kontekst (źli i niemiłosierni Twórcy, którzy gardzą swym stworzeniem zamiast je kochać)? Z jednej strony jest obrazoburczo i bluźnierczo (cytując RDZ, a przy tym obracając do góry nogami jej wydźwięk), z drugiej jest retelling czysto fantastyczno-naukowy (stworzenie nie przez wszechmogącą istotę, a po prostu potężną cywilizację o ogromnych możliwościach technologicznych) z lekko pozytywnym przesłaniem końcowym (”żyj najlepiej jak umiesz, nie daj się strachowi, zabobonom i tym, którzy mają cię gdzieś”)

Dużo. :) 

Big Room Never Dies

próżnia oplatała zalążek protoplanetarnego dysku

Nie powiedziałabym, że próżnia (czyli nic – dopóki nie spytasz fizyka, oczywiście) może cokolwiek oplatać.

 I nazwali Twórcy światy, trzeciemu z nich nadając imię Ziemia.

Składnia trochę angielskawa, co powiesz na: I nazwali Twórcy światy, a trzeciemu z nich nadali imię Ziemia.

Tak upłynął pierwszy z eonów.

Maniera niebiblijna, nowoczesna i – moim skromnym zdaniem – brzydka. Lepiej pozostać przy stylizacji: Tak upłynął eon pierwszy.

powierzchnię Ziemi wypełnił Ocean

Niby można wypełnić powierzchnię, ale czy oceanem…

Na niebie zaś osiedliły się chmury pełne łez i słusznego gniewu Twórców.

… zaraz. Pal sześć, że chmury się osiedliły (fantastyka zna lepsze wariacje niż żyjące chmury). Przed chwilą Twórcy byli zadowoleni ze swojego dzieła – na co się teraz gniewają? Nad czym płaczą?

A potem rzekli Twórcy: „Niechaj zbiorą się wody i powstaną oceany, morza i kontynenty!”

Kontynenty mają powstać z wody? Zaraz wyjdzie Tales (z Miletu) XD A, i – po polsku dialogi i wszelkie wypowiedzi zapisujemy z myślnikiem, anie w cudzysłowie. Cudzysłów stosują Anglosasi.

I zajaśniał w nocy odbitym światłem słonecznym, regulując pływy wód,

A co ma światło do regulowania? I nie lepiej dać czasownik, a nie imiesłów?

wraz ze swą matczyną Gwiazdą oddzielał światłość od ciemności

Hmmm.

Niechaj się zaroją wody od istot żywych

Już się zaroiły w sumie, ale niech tam. Przepisywanie tekstu mitycznego na pojęcia naukowe… może się udać. Mieliśmy takie piórko. Tylko na razie nie widzę, jaki cel przyświeca akurat Tobie.

I zalęgło się życie w morzach od bezbronnych ryb po żarłoczne rekiny, wieloryby i inne potwory morskie.

I zalęgło się życie w morzach, od bezbronnych ryb po żarłoczne rekiny, wieloryby i inne potwory morskie. Kurczę, ta mityczność z tą naukowością jednak się gryzą… bo rekiny to też ryby XD

naznaczyli je piętnem Ewolucji, czyniąc je niewolnikami popędów, śmierci i żądzy przetrwania.

Twoja myśl filozoficzna jest dla mnie zupełnie ciemna. https://wsjp.pl/haslo/podglad/34248/pietno 

I stało się tak: wyewoluowały różne gatunki dzikich zwierząt, bydła i wszelkich istot pełzających po ziemi.

Bydło bez ludzi trochę nie ma sensu…

Wyewoluował więc człowiek z małp zręcznych i bystrych, zawiązując pierwsze wspólnoty i robiąc użytek ze swych rąk i umysłów.

Ile umysłów ma jeden człowiek? Bo skoro mowa o "człowieku" w sensie "ludzkość" (synekdocha), to trzeba się trzymać tego jednego człowieka.

Panowie naznaczyli ich 

Czym ich naznaczyli?

Oto Dajemy wam wszelką

Rozumiem pisanie dużą literą zaimków odnoszących się do bóstwa i rzeczowników odnoszących się do Ważnych Rzeczy, ale czasowników już nie.

Dajemy wam księgi, technologie i narzędzia Przodków, byście mogli z nich czerpać Wiedzę i wykorzystywać w zgodzie z Celem

Hmmm, Przodków? Oj, coś mi się widzi, że mamy tu starożytnych kosmitów XD

wraz z nimi wszystkie zastępy jej stworzeń

I ewolucja leżała i bimbała, bo wszystko już było gotowe :)

Ich ziemskie dziedzictwo sprawuje się zgodnie z Celem.

https://wsjp.pl/haslo/podglad/5441/dziedzictwo ? Na pewno nie: Ich ziemscy dziedzice?

Miał to być dobry czas dla niego i jego obu żon, dodatkowo naznaczony łaską Panów.

Uch, mam alergię na ten "dobry czas": Czas ten miał sprzyjać jemu i obu jego żonom, nieść szczególną łaskę Panów.

ukończył bowiem trzysta sześćdziesiąt księżyców, co oznaczało, iż wszedł w wiek dojrzały

Nie oznaczało, tylko tym właśnie było: ukończył bowiem trzysta sześćdziesiąt księżyców, wszedł zatem w wiek dojrzały.

Euzebijczycy powszechnie uważali, że dopiero po osiągnięciu pełnej dojrzałości są w stanie służyć Twórcom tak, jak Ci od nich oczekują.

To zdanie jest o wiele mniej wystylizowane od poprzedniego. Zgrzyta. Zwłaszcza, że nie "tak, jak Ci od nich oczekują", tylko: tak, jak Ci tego oczekują.

ablucji w ziemi, wodzie, powietrzu i ogniu

W wodzie łatwo się kąpać, w ziemi też można, w powietrzu wystarczy pobiegać na golasa, ale w ogniu?

Mimo że nie wszyscy

Kolejna maniera – dlaczego wszyscy uparcie piszą "mimo że" zamiast "choć"?

Poparzenia po Rytuale Oczyszczenia

Rym. No, cóż :D

niemal zupełnie nie przeszkadzały

Z przeczeniem nie używamy "zupełnie", tylko "wcale".

Eusebiusa

Ale potomek ma na imię Lucjusz, przez "sz". To czemu "Eusebius"?

Jako trzeci z synów (…), przypadła mu rola głównego nauczyciela ludu wybranego.

Związek zgody: Jako trzeciemu z synów (…), przypadła mu rola głównego nauczyciela ludu wybranego.

 Zgodnie z Wolą Twórców i treścią Przymierza zawartego z Eusebiusem, jego najstarszy męski potomek miał pełnić rolę

Przez chwilę myślałam, że "on" to Lucjusz. Swoją drogą, przeskakujesz z imion rzymskich (i greckich?) na semickie i z powrotem – co tylko podtrzymuje tezę o starożytnych kosmitach XD

Tak samo też, w dniu ukończenia dwustu szesnastu księżyców, swą powinność, do której był przygotowywany przez cały okres swojego pacholęctwa, przejął Lucjusz, a jego starszy brat, Haran, z którym dzielił swoją pierwszą żonę, został nowym Generałem Augurem.

Zdanie godne świętego Augustyna. Tniemy: Tak też w dniu ukończenia dwustu szesnastu księżyców swą powinność, do której był przygotowywany od najwcześniejszego pacholęctwa, przejął Lucjusz, a jego starszy brat, Haran, z którym dzielił pierwszą żonę, został nowym Generałem Augurem.

miał objąć władanie królestwem

Objąć królestwo we władanie; albo objąć władzę nad królestwem.

„Urząd Namiestnika” – napomniał się Lucjusz.

? Poprzedni paragraf to były jego myśli? Po co facet sobie powtarza podstawy ustroju społecznego, w którym żyje?

Mimo iż Terach, podobnie jak jego ojciec, dziad, pradziad i wszyscy poprzedni praojcowie, aż do Eusebiusa, w praktyce sprawowali władzę nad Euzebią, nikt nie miał prawa nazywać ich królami.

A mają jakichś sąsiadów, którymi rządzą królowie? To skąd pomysł, żeby się tak nazywać? (pycha ich ogarnia?): Choć Terach, podobnie jak jego ojciec, dziad, pradziad i wszyscy praojcowie aż do Eusebiusa, na co dzień sprawowali władzę nad Euzebią, nikt nie miał prawa nazywać ich królami.

– Wielki Techniku – z zamyślenia wyrwał go głos ucznia – czy synteza pierwiastków mogłaby posłużyć ludziom jako źródło energii?

Zmieniłabym szyk: głos ucznia wyrwał go z zamyślenia.

na naścienny zegar

Czkawka: na ścienny zegar.

zaś Ketura pomagała jej, poganiając położne i służki

? To ma być pomoc… Rację ma Koneczny, że nadmiar kobiet w domu sprowadza rozprzężenie XD

spojrzał przenikliwym wzrokiem

Prościej: spojrzał przenikliwie.

podjął lekko znużonym tonem

Wzroki, głosy i tony to w 99,9% przypadków pustosłowie: podjął z lekkim znużeniem.

także jeśli ktokolwiek z pozostałych adeptów ma podobne wątpliwości

Jakie wątpliwości? Chłopak ma pomysł, zapytał, czy pomysł jest praktyczny. Można się tu dopatrzyć wątpliwości co do tego pomysłu. Można podyskutować o tym, czy dobrze jest się uniezależniać od węgla. Ale jakie wątpliwości?

Zrobił pauzę, obserwując reakcje uczniów.

Imiesłów oznacza jednoczesność, nie przyczynowość: Zrobił pauzę, by obserwować reakcje uczniów.

czasem zdarzali się tacy, którzy w swej arogancji i zacietrzewieniu pytali o Cel i sposób dążenia do niego

Eeeeech… nie mam siły na semestr wykładów, więc zadam jedno sokratyczne pytanie: jak chcesz wypełniać cel (dowolny), nie wiedząc nic o nim ani o tym, jak należy do niego dążyć? Owszem, tendencje, które ciut myląco nazwijmy autorytarnymi (czyli: pij mleko, bachorze, i nie dyskutuj!), istnieją w każdej kulturze (naukowej też). Czasami należy je piętnować. Ale nie bezmyślnie.

że oszczędzi czas na publiczne batożenie i reprymendę

Czyli zaoszczędzi trochę czasu, żeby go potem przeznaczyć na batożenie. Bo to wynika ze składni zdania, w przeciwieństwie do, na przykład: że nie musi tracić czasu na reprymendę.

możemy wykorzystywać je tylko w sposób ściśle określony przez Panów

Mężczyzna kontynuował:

On tu występuje raczej w roli mistrza, wykładowcy, czy jak tam. Jego płeć akurat nas nie obchodzi.

ujawnili przed nami narzędzia pozwalające zbudować odpowiedni reaktor

Lub ujawnili nam sposoby zbudowania odpowiedniego reaktora.

kontrolowana łańcuchowa synteza pierwiastków może się zdarzyć w temperaturze wnętrza gwiazd

Jak kontrolowana, to się nie zdarza, tylko pod ścisłą kontrolą zachodzi.

 Czy rzeczywiście nigdy nie zdołamy osiągnąć gorąca gwiazd bez Ich pomocy?

A właściwie – po co byśmy mieli? Fuzja jest nam niezbędna?

Grawer na postumencie głosił motto ich uczelni:

Hmmmmmmm.

„Przez trudności i pokorę ku gwiazdom!”

Fajnie, tylko oni nie chcą sięgać gwiazd, chyba. A przynajmniej udają…

Jak w każdy dzień powszedni wracając do domu, musiał przejść przez trzy święte wzgórza

A w święta wracał inną drogą? Jak w każdy dzień powszedni wracał do domu przez trzy święte wzgórza.

Pierwsze i drugie z nich obszedł, podążając brukowaną, okrężną ścieżką

No to szedł przez wzgórza, czy dookoła? I dajcie wszyscy spokój z tym podążaniem (a okrężna może być droga w sensie marszruty, ale nie w sensie architektonicznym): Pierwsze i drugie obszedł brukowaną ścieżką.

 stwierdził: „Cały ten dzień aż nadto mnie nuży! Nie powinienem się wdawać w bezowocne polemiki z adeptami! Sara i niemowlę oczekują na mnie po porodzie, zaś Ketura na pewno się zastanawia, gdzie jestem, złorzecząc na kucharki, by utrzymały jadło ciepłe”.

On nie stwierdza faktu, tylko sobie monologuje o swoich uczuciach. "Utrzymały jadło w cieple". W ogóle cały monolog wydaje mi się mało naturalny, można to wszystko pokazać scenką.

wybaczcie mi mój pośpiech

A czemu pośpiech jest grzechem?

ruszył wydeptanym przez augurów skrótem

Mieszanka hebrajsko-rzymska coraz bardziej, hmm, wymieszana…

Zziajany wędrówką

Można być zmęczonym wędrówką, ale zziajanym tylko od wędrówki (albo wspinaczki).

Ugiął się jedynie jeszcze bardziej ku ziemi

Hmmmmmm.

otrzepał lnianą sukmanę

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sukmana ?

korona Słońca liznęła pooraną falami powierzchnię morza

Pewien stopień purpury jest odpowiedni w tekście stylizowanym na biblijny, ale ta metafora nie trzyma się kupy.

Zdążył na czas, tak jak prosił o to Panów.

Hmmmm.

cierpliwie czekając, aż kobieta skończy karmić. W jego głowie panował mętlik

Cierpliwie?

Na szczęście mamka skończyła już karmić.

Pierwsze zdanie poprzedniego akapitu kończyło się tak samo – to zwraca uwagę.

otoczoną przez bezmiar północnego oceanu

Lepiej: otoczoną bezmiarem północnego oceanu.

A w zdobionych komnatach pod pałacem umieścili przepastną bibliotekę z przekazaną im Wiedzą. 

Zdobionych czym? Trochę Ci się kategorie plączą, bo biblioteka może zawierać zapis wiedzy, ale samej wiedzy – niekoniecznie.

Cieszyli wtedy Oczy, Ręce i Lędźwie

Ekhm. Księga Enocha? :D

Nastał czas, gdy do Arkadii zstąpił Trzeci z Wysłanników. Pan ów był bardziej przebiegły niż jego Siostry i Bracia, a w swej arogancji kwestionował działania Twórców i Ich Cel.

Dobra, ale przed chwilą sami Wysłannicy byli Twórcami. "Kwestionować" brzmi bardzo niefantastycznie.

On to, po poznaniu Ewy, królowej Arkadyjczyków

Lepiej i stylistyczniej: On to, gdy poznał Ewę, królową Arkadyjczyków.

Nie może być niczym sprzecznym Woli

Sprzecznym z wolą; albo przeciwnym woli.

strach, niezrozumienie i poróżnienie

? Poróżnić można się z kimś, to jest relacja. Z kim się poróżnili?

Skazali wtenczas trzeciego z Wysłanników na okrutną i haniebną śmierć, mimo iż już od eonów władali sekretem nieśmiertelności

Yup, starożytni kosmici. Ale jak to ma się wykluczać? Po prostu nie udzielili mu tej nieśmiertelności. I daj spokój "mimo iż", brr.

 aż nie zostanie nikt, kto pamięta Nasz Cel

Czy to nie jest ciut kontrproduktywne?

całe jego potomstwo ogarnęły wojny

Jak wojny ogarniają potomstwo?

kolejny z Aniołów

Kolejny Anioł.

oblicze smutne i pozbawione wyrazu

Naraz?

podjął pokornie

Aliteracja.

Ulegasz ułudzie 

Jak wyżej.

mimo iż serce i umysł ściskał mu strach

Choć serce i umysł ściskał mu strach.

Przeraził się, że Wysłannik ukarze go za brak pokory.

Nie na tym polega pokora, ale dobra, on może tak myśleć w swoim czarnym żelaznym więzieniu.

O dziwo Anioł się nie rozgniewał

O dziwo, Anioł się nie rozgniewał.

głuche dudnienie niczym odległy pogłos tysiąca gongów

https://wsjp.pl/haslo/podglad/63797/poglos/5171070/echo Dźwięk gongu jest tak niegłuchy, jak tylko się da: https://wsjp.pl/haslo/podglad/24983/gluchy/5071370/stlumiony

W końcu się odważył i zapytał, ufając, iż bluźnierstwo wyartykułowane we śnie zostanie mu wybaczone:

Nie trzymasz stylizacji: W końcu odważył się zapytać, ufając, że bluźnierstwo wypowiedziane we śnie zostanie mu wybaczone.

posiądą w czasie swej nieskończonej wojny

A z kim Annunaki wojują?

odważył się zebrać w sobie

Nie używaj idiomów, których nie rozumiesz: https://wsjp.pl/haslo/podglad/68156/ktos-zebral-sie-w-sobie 

Wielki Technik się zawahał. W końcu zapytał z bojaźnią w głosie:

A gdzie miał mieć tę bojaźń? Wielki Technik zawahał się. W końcu zapytał z bojaźnią.

Tylko pokora i posłuszeństwo Twórcom zapewniają godne życie człowiecze!

Zapewniają człowiekowi godne życie. Eeeech. Najgłośniej o pokorze trąbią ci, którzy nie rozumieją, czym ona jest. Zauważyłeś?

na wielkiej naściennej tapiserii

Tapiserie z zasady są naścienne. A jeśli nie wiesz, czy czytelnik zrozumie, napisz "gobelin". Nie szkodzi, że to anachronizm.

Nawet jeśli Cel jest skierowany przeciwko nam i całemu rodzajowi ludzkiemu?

Cel nie jest skierowany, to na niego wszystko jest skierowane (na tym polega cel – ostateczny, oczywiście, bo cele pośrednie są skierowane na ostateczny). Przypuszczam (może się mylę, ale chyba koniec tekstu już blisko), że próbujesz tu coś powiedzieć o religiach monoteistycznych – tylko że trafiasz kulą w płot, bo Annunaki to nie Absolut. Mogą być wredni. Chociaż może próbujesz coś powiedzieć o podszywaniu się pod Absolut.

ich niegodna dyskusja jest słyszana przez samych Panów w niebiosach

Nie nadużywajmy strony biernej: ich wstrętną dyskusję słyszą sami Panowie w niebiosach.

wykazywał się pokornym sercem

https://wsjp.pl/haslo/podglad/33754/wykazac-sie ? Na pewno nie pasuje w stylizacji.

I tak zakończyła się rada Generała Augura udzielona Wielkiemu Technikowi Euzebii. 

Hmmm.

wyróżniał się nieskazitelnością wśród współczesnych sobie ludzi

? Wyróżniał się wśród sobie współczesnych… ale czym właściwie się wyróżniał?

umysł i cało

Literówka.

Położymy kres wszelkim istotom cielesnym

Położymy kres życiu wszelkich istot cielesnych.

Będzie on padał czterdzieści i cztery dni i czterdzieści i cztery noce.

Z matki obcej, krew jego – dawne bohatery, a przelicytowywać Najwyższego nie godzi się :P

smutek, strach i niepewność

Less is more.

Z Technologii powtórnie podarowanej przez Panów zbudował pierwsze Miasto

Aliteracja, a technologia to metody budowania, nie substancja.

Naznaczyli więc Twórcy Eusebiusa i jego synów: Jafeta, Sema i Chama, mówiąc im

Jasne, ale jak się schlał, to nie opowiesz :P https://wsjp.pl/haslo/podglad/37187/naznaczyc 

jego treść zapisana w wiecznym, zielononiebieskim ciekłym krysztale stanowiła od tej pory kodeks i prawo kraju Euzebii.

Wtrącenie: jego treść, zapisana w wiecznym, zielononiebieskim ciekłym krysztale, stanowiła… Poza tym tych parę linijek to za mało na kodeks. Może być konstytucją :D

 pytał się wciąż i na przekór słowom Harana

Fatalnie się to parsuje: powtarzał pytanie.

Przecież dawni teologowie nieraz musieli się zastanawiać nad strukturą Rodu Twórców

Struktura to budowa…

bluźnierstwo w jego duszy walczyło z wściekłością w jego sercu

?

Cel jest skierowany przeciw dziele Twórców

Przeciw komu, czemu: dziełu. Mało to logiczne, skoro dzieło Twórców ma być środkiem do realizacji Celu.

czyż jestem winny im posłuszeństwo?

Szyk: czyż jestem im winny posłuszeństwo? Hmm. Ostrożnie… godność osobowa to jedno, ale Twój bohater właśnie zapytał, kto jest najważniejszy na świecie i czy może jednak nie on.

 mimo iż bał się swoich słów niemal równie jak tego, co miał uczynić na górze Moria

Choć bał się własnych słów niemal na równi z czynem, który miał spełnić na górze Moria.

A jeśli Twórcom wcale nie zależy na prawdzie?!

A kto powiedział, że zależy?

 zapewnili sobie imię i wiedzę

Imię? Można sobie zapewnić pamięć potomnych (zasadniczo), ale imię? Wiedzę?

bez Naszej wiedzy i zgody

Lub czasopism. A serio – nie trzymasz stylizacji.

I tak, podobnie jak po niewczesnym locie Ikara, przypadek Lucjusza podzielił lud Euzebii.

Jak już, to: I tak, podobnie niewczesny lot Ikara, postępek Lucjusza podzielił lud Euzebii.

mimo protestów Sary i Ketury

A dlaczego ktoś miałby zwrócić na te protesty uwagę?

Haran i stary Namiestnik zachowali wstrzemięźliwość pokornych i statecznych mężów, hamując się od ostatecznego sądu.

Współcześnie to brzmi. Można się pohamować przed czymś, ale nie od czegoś.

Jego pierworodny rósł i się rozwijał,

Rósł. Kropka.

 nadali Lucjuszowi dzieci Euzebii

Dzieci nadały.

Szaleńcem i Bluźniercą zwą go ci, którzy skazali go na śmierć i z lubością zrobiliby to ponownie

… ale oni już nie żyją?

sprzecznym z dolą człowieczą

Mmm, a kto tę dolę wyznacza?

Pędzili oni żywoty pozbawione Twórczego Sensu

Nie pluralizujemy abstraktów: Pędzili oni żywot pozbawiony Twórczego Sensu.

I być może to właśnie oni nauczyli się żyć najprawdziwiej i najpełniej.

A może nie.

 

 

Dobra. O czym jest ten tekst? Przetwarzasz po swojemu Genesis, dorzucasz Atlantydę i chyba Enocha, a na koniec egzystencjalistyczno-ateistyczny smrodek dydaktyczny… i co w związku z tym? Ten smrodek był celem napisania tekstu? Ale czy on z tekstu wynika? Jakby tak sobie. Główny bohater zginął, i w sumie nawet nie wiem, czy za swoje przekonania czy za to, że nie zabił własnego dziecka, czy tak z kaprysu autora. Annunaki Twórcy zdecydowanie nie są Bogiem, ale się pod niego podszywają – można by tu odczytać i takie przesłanie, że jeśli dostatecznie zamydlisz ludziom oczy, to masz ich w ręku, ale czy o to Ci chodziło?

 

O co Ci chodziło?

 

Językowo jest średnio. Fabuła trochę się plącze, ale mimo retrospektywnych fragmentów nie tak, żeby to przeszkadzało – większe zastrzeżenia mam do braku widocznej myśli przewodniej.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Cholewka, prawie trafiłam w długość :D

Fajny pomysł z tym, że zakazanym owocem była wiedza, to by było ciekawe!

Mmmmm… ten pomysł ma już, pi razy oko, trzydzieści tysięcy lat… https://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=3 

Czemu ten gniew był słuszny? Kto tak uważa?

Słuszność nie zależy od uważania.

Naczelną ideą jaka mi przyświecała było opowiedzenie (retelling;)) tej biblijnej opowieści w konwencji sci-fi, z dodatkowym założeniem, że Twórcy niekoniecznie są nieskończenie miłosiernym i dobrym Bogiem.

Co też już było :D Jedno i drugie. O ile pogoń za oryginalnością jest skazana na niepowodzenie, przydałoby się jednak dodać coś od siebie, bo trochę się jednak wynudziłam ;)

był słuszny, bo wszystko co Oni robili jest “słuszne” (wg. Nich, a oni wszak są Twórcami), co nie znaczy, że było to dobre

Hmm, ale fraza "słuszny gniew" coś znaczy, nie do końca to, co wynika z sumy jej słów. Tak czy owak, nadal nie mam pojęcia, na co czy na kogo oni się w tym momencie gniewają.

 Tu jest właśnie ta gnoza, która jest cechą mojego opowiadania, a stoi w kontraście do parafrazowanego oryginału.

Nie jestem specem od gnozy, ale to chyba nie to…

Nie da się zapewne ukryć, że autor nie obdarza ich takim szacunkiem jak autorzy Pisma Boga

Nie widać nawet, żeby autor chciał to ukryć :P

Gdyby zrobić z tego szorta, to może całość lepiej by wypadła.

Może…

Jak można być sprzecznym z dolą?

Dola to los, wyznaczony komuś. Tak, że ja bym to interpretowała jako bunt. Tylko przeciw komu? Twórcom?

Przykro mi, że Ci się nie podobało.

Nie ma takiego tekstu, który podoba się wszystkim. I może to i lepiej?

wprowadzając jedynie subtelne zmiany/rozwidlenia fabularne i wątek SF, przez które realizuję zamysł ideowy (który jest już przeciwstawny Biblii).

Przeciwstawny w jaki sposób? Genesis jest mitem założycielskim pewnej wspólnoty (nawet kilku). Zawiera również treści teologiczne (nie jestem ekspertem), ale jakie treści Ty próbowałeś tu zawrzeć – nie wiem. Poza ewentualnie tym, że religia jest be. A to nic nowatorskiego. Co prawda, mariaż mitologii/fantasy z SF rzadko kiedy mi się podoba (przypomina mi się niejasno jeden, może dwa teksty), więc weź na to poprawkę, no i oczywiście teologia zaszła już całkiem daleko od czasów, kiedy spisywano Księgę Rodzaju. Chodzi mi o to, że robienie z Boga bandy kosmitów nie ma najmniejszego sensu – kosmici mogą być wyłącznie oszustami, podszywającymi się pod Boga, albo szalonymi naukowcami, którzy się w Niego "bawią" (albo tym i tym, jak u Ciebie). Ale o Bogu jako takim nie powiedziałeś nic. Najwyżej o religii. A to, co powiedziałeś o religii, jest, niestety, płaskie i nieprzemyślane (dokładnie to samo można napisać o polityce, nauce i każdym ludzkim przedsięwzięciu, albowiem ludzie som wuje).

gnostycka, brutalna rzeczywistość, w której ludzie czczą bóstwa, których się boją, a nie kochają

W gnozie, o ile pamiętam, raz, do zbawienia prowadzi wiedza (a nie łaska, a tym bardziej nie miłość ani żadna cześć dla bogów czy innych tam), i dwa, ludzie dzielą się na wiedzących (którzy będą zbawieni, ale nie wolno im niczego koło siebie robić, nie pamiętam dlaczego), pomocników (którzy coś tam wiedzą, ale za mało, i nie wiem, co z tego pomagania wiedzącym mają, może studia i perspektywę przyjęcia w ich szeregi kiedyś) i mierzwę, z którą można robić, co się wiedzącym podoba. Ten tekst mogę wpasować w powyższy schemat tylko tak, że Lucjusz i reszta są mierzwą. Odmawia im się wiedzy, bo… bo tak?

W “Zesłali” musi być błąd, bo podjąłem decyzję, że czasowniki zawsze małą (w Biblii też są małą, nawet tam nie przesadzają;))

Hmmm, ale nie wszystkie są małą.

Generalnie w tej części, w której parafrazuję RDZ, trzymam się formy RDZ. W ustępach o Lucjuszu prowadzę narracje “normalnie”. 

I robi to trochę dziwne wrażenie. Jak stylizować, to konsekwentnie.

Tak samo jak pustka może oplatać.

Czyli wcale :P

 ile napisanych już opowiadań fantastycznych bierze dokładny tekst biblijnej księgi, nie starając się w żaden sposób go zmienić, a jednak nakreślić czytelnikowi zupełnie przeciwstawny ideowo i emocjonalnie kontekst (źli i niemiłosierni Twórcy, którzy gardzą swym stworzeniem zamiast je kochać)?

Żeby nakreślić inny obraz, trzeba coś zmienić. Przynajmniej kontekst. 

z lekko pozytywnym przesłaniem końcowym (”żyj najlepiej jak umiesz, nie daj się strachowi, zabobonom i tym, którzy mają cię gdzieś”).

Też nic nowego. Ani, przykro mi, głębokiego. Ale to jest temat na duży dzbanek kawy i dużą paczkę papierosów (nie palę, ale stereotypowy egzystencjalista pije litry kawy i kopci jak smok – ciekawe dlaczego? XD).

Jak dla mnie to wcale nie było mało na pełnoprawne opowiadanie. 

Mogłoby starczyć, ale tutaj? Mam wrażenie, że w tym biblijnym rozmachu gubisz Lucjusza z jego rozterkami, które dla większości czytelników byłyby ciekawsze. Za daleko odsuwasz obiektyw, po prostu.

No cóż, ufoków udających bóstwa jest w SF masa, a krytyka religijnego strachu i zabobonów to też jeden z częściej wałkowanych tematów, niezależnie od gatunku.

Ale dla dzieła opartego o koncept, gdzie fabuły nie ma – albo, tak jak tu, jest powtórzona z szeroko znanego dzieła, a zatem przewidywalna – to już bardzo dużo.

Ano.

Bo w tej chwili te wszystkie ,,naukowe” ozdobniki wydają mi się pełnić rolę wyłącznie… cóż, ozdobników (tzn. nic by się nie zmieniło, gdyby zastąpić je czymś jednoznacznie nadprzyrodzonym)

W sumie jedno, co robią, to bez miejsca na żadne wątpliwości pokazują, że mamy do czynienia z ufokami, a nie z Absolutem. A przy okazji – atomy Demokryta mają bardzo mało wspólnego z atomami współczesnej fizyki. Ot, tyle, że małe są i wszystko jest z nich zrobione.

W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy to nie są czasy po jakiejś apokalipsie, kiedy ludzie skonstruowali sobie religię ze strzępków wszystkiego, co mogli znaleźć

Też tak przez chwilę myślałam, chociaż bardziej ze względu na Atlantydę. Przy Ikarze porzuciłam już próby interpretacji.

Dużo. :) 

I jeszcze dwa XD

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Przeczytałem. Postanowiłem nie gnębić Autora kolejnymi krytykami.

Oj tam, zaraz gnębić. Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz, głosi stara góralska mądrość :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tak upłynął pierwszy z eonów.

Maniera niebiblijna, nowoczesna i – moim skromnym zdaniem – brzydka. Lepiej pozostać przy stylizacji: Tak upłynął eon pierwszy.

Hmm, ciekawa uwaga, bo byłem przekonany, że żywcem z ST wziąłem tę manierę i, że nie może być nic bardziej “biblijnego”. ;) Ale może masz rację. Sprawdzę, jak mi to gra po zmianie.

 

Na niebie zaś osiedliły się chmury pełne łez i słusznego gniewu Twórców.

… zaraz. Pal sześć, że chmury się osiedliły (fantastyka zna lepsze wariacje niż żyjące chmury). Przed chwilą Twórcy byli zadowoleni ze swojego dzieła – na co się teraz gniewają? Nad czym płaczą?

Bo to parszywe i smutne skurwysyny są. :P Ale ogólnie to sensowna uwaga. Choć, zauważ, że nigdzie nie było powiedziane, że są stricte “zadowoleni”, a tylko, że działają zgodnie z Celem. Natomiast zgadzam się, że te łzy wprowadzają zamieszanie. Zredaguję to.

 

próżnia oplatała zalążek protoplanetarnego dysku

Nie powiedziałabym, że próżnia (czyli nic – dopóki nie spytasz fizyka, oczywiście) może cokolwiek oplatać.

Kłaniam się – absolwent fizyki here. :D

powierzchnię Ziemi wypełnił Ocean

Niby można wypełnić powierzchnię, ale czy oceanem…

Słuszna uwaga. Zmieniam na po prostu: “Ziemię wypełnił Ocean”.

 

I zajaśniał w nocy odbitym światłem słonecznym, regulując pływy wód,

A co ma światło do regulowania? I nie lepiej dać czasownik, a nie imiesłów?

Przecież to zdanie dotyczy Księżyca, który jest tutaj podmiotem domyślnym.

 

Już się zaroiły w sumie, ale niech tam. Przepisywanie tekstu mitycznego na pojęcia naukowe… może się udać. Mieliśmy takie piórko. Tylko na razie nie widzę, jaki cel przyświeca akurat Tobie.

No właśnie ten cel, który sama tu określiłaś: przepisanie tekstu religijnego/mitologicznego na język SF. :)

 

I zalęgło się życie w morzach, od bezbronnych ryb po żarłoczne rekiny, wieloryby i inne potwory morskie. Kurczę, ta mityczność z tą naukowością jednak się gryzą… bo rekiny to też ryby XD

Tak, tu może to trącać niekonsekwencją… Chociaż z drugiej strony wydaje mi się, że chciałem wybronić to epitetem “bezbronny”. Bo dzięki temu mamy dualizm i pewne rozróżnienie, a tym samym przejście: od ryb niewinnych i niegroźnych (bezbronnych) → po wielkie i agresywne (żarłoczne rekiny).

Nie jestem jeszcze pewien, co z tym zrobić.

 

I stało się tak: wyewoluowały różne gatunki dzikich zwierząt, bydła i wszelkich istot pełzających po ziemi.

Bydło bez ludzi trochę nie ma sensu…

No cóż, masz rację. Tylko to jest jeden z tych fragmentów, w którym tekst oryginału gryzie się z logiką:

I stało się tak. 25 Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że były dobre.

No ale jeśli mam być w zgodzie jednocześnie z oryginałem, jak i konwencją SF, to “bydło” jest do zredagowania lub wywalenia z tego zdania. Dzięki za uwagę.

naznaczyli je piętnem Ewolucji, czyniąc je niewolnikami popędów, śmierci i żądzy przetrwania.

 

Twoja myśl filozoficzna jest dla mnie zupełnie ciemna. https://wsjp.pl/haslo/podglad/34248/pietno 

 

Troszkę nie rozumiem, co jest niezrozumiałe. “Piętno” (tutaj) oczywiście jako znak rozpoznawczy wypalony na zwierzęciu lub niewolniku, zgodnie zresztą ze znaczeniem podanym w Twojej referencji, tj. https://wsjp.pl/haslo/podglad/34248/pietno/4532082/wypalac

 

Rozumiem pisanie dużą literą zaimków odnoszących się do bóstwa i rzeczowników odnoszących się do Ważnych Rzeczy, ale czasowników już nie.

Tak, zgadzam się. Zrezygnowałem z tego później, mam już tekst poprawiony pod tym kątem, muszę go tu zaktualizować (albo przejrzeć jeszcze raz w poszukiwaniu artefaktów).

 

wraz z nimi wszystkie zastępy jej stworzeń

I ewolucja leżała i bimbała, bo wszystko już było gotowe :)

No nie do końca, bo wcześniej minęło całe sześć eonów, więc ewolucja miała kiedy podziałać. :) IMO jest to spójne i idealnie żeni konwencję biblijnego genesis z konceptem naukowym (ewolucją).

 

Ich ziemskie dziedzictwo sprawuje się zgodnie z Celem.

https://wsjp.pl/haslo/podglad/5441/dziedzictwo ? Na pewno nie: Ich ziemscy dziedzice?

“Ziemscy dziedzice” na pewno OK, ale “dziedzictwo” jako “pozostałość” (tj. ogół materialnej i kulturowej pozostałości po Twórcach) chyba też jest poprawne. Jak uważasz?

 

Grawer na postumencie głosił motto ich uczelni:

Hmmmmmmm.

Rozumiem, że uwaga jest do słowa “motto”, si? :)

 

ablucji w ziemi, wodzie, powietrzu i ogniu

W wodzie łatwo się kąpać, w ziemi też można, w powietrzu wystarczy pobiegać na golasa, ale w ogniu?

Wciąż nie widzę problemu z tym sformułowaniem. Mowa o rytualnym obmyciu się w ogniu. Metaforycznie mi się to spina. Ablucja to nie musi być przecież 15 minutowa kąpiel, równie dobrze może być to bieg przez ognisko. :)

 

Eusebiusa

Ale potomek ma na imię Lucjusz, przez "sz". To czemu "Eusebius"?

Wiele pokoleń minęło i język ewoluował. ;) Ale myślę, że do zmiany faktycznie, też mnie to gryzło przy kolejnych czytaniach.

 

? Poprzedni paragraf to były jego myśli? Po co facet sobie powtarza podstawy ustroju społecznego, w którym żyje?

Nie powtarza, skąd ten wniosek? Napomina się tylko w myślach, że Euzebia nie jest królestwem ludzi a Twórców, zaś najwyższy z jego rodu może nosić co najwyżej miano “namiestnika” właśnie.

 

 Czy rzeczywiście nigdy nie zdołamy osiągnąć gorąca gwiazd bez Ich pomocy?

A właściwie – po co byśmy mieli? Fuzja jest nam niezbędna?

Tutaj bohater oczywiście spekuluje, ale generalnie – patrząc pod kątem całościowego rozwoju technologicznego cywilizacji – odpowiedź jest twierdząca. Synteza jądrowa to źródło niewyczerpanej energii i brama do podróży międzygwiezdnych. Jej opanowanie to zwykle jeden z podstawowych przymiotów wysokorozwiniętych cywilizacji (już na poziomie K1, a co dopiero na wyższych).

 

Ugiął się jedynie jeszcze bardziej ku ziemi

Hmmmmmm.

otrzepał lnianą sukmanę

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sukmana ?

korona Słońca liznęła pooraną falami powierzchnię morza

Pewien stopień purpury jest odpowiedni w tekście stylizowanym na biblijny, ale ta metafora nie trzyma się kupy.

Zdążył na czas, tak jak prosił o to Panów.

Hmmmm.

Tych komentarzy zupełnie nie kumam.

 

Jak w każdy dzień powszedni wracając do domu, musiał przejść przez trzy święte wzgórza

A w święta wracał inną drogą? Jak w każdy dzień powszedni wracał do domu przez trzy święte wzgórza.

Cóż, w święta nie wracał, bo nie pracował. Logic ;)

Uch, mam alergię na ten "dobry czas": Czas ten miał sprzyjać jemu i obu jego żonom, nieść szczególną łaskę Panów.

Nie oznaczało, tylko tym właśnie było: ukończył bowiem trzysta sześćdziesiąt księżyców, wszedł zatem w wiek dojrzały.

To zdanie jest o wiele mniej wystylizowane od poprzedniego. Zgrzyta. Zwłaszcza, że nie "tak, jak Ci od nich oczekują", tylko: tak, jak Ci tego oczekują.

Kolejna maniera – dlaczego wszyscy uparcie piszą "mimo że" zamiast "choć"?

Z przeczeniem nie używamy "zupełnie", tylko "wcale".

Objąć królestwo we władanie; albo objąć władzę nad królestwem.

Prościej: spojrzał przenikliwie.

Wzroki, głosy i tony to w 99,9% przypadków pustosłowie: podjął z lekkim znużeniem.

Imiesłów oznacza jednoczesność, nie przyczynowość: Zrobił pauzę, by obserwować reakcje uczniów.

Czyli zaoszczędzi trochę czasu, żeby go potem przeznaczyć na batożenie. Bo to wynika ze składni zdania, w przeciwieństwie do, na przykład: że nie musi tracić czasu na reprymendę.

Lub ujawnili nam sposoby zbudowania odpowiedniego reaktora.

Jak kontrolowana, to się nie zdarza, tylko pod ścisłą kontrolą zachodzi.

dajcie wszyscy spokój z tym podążaniem (a okrężna może być droga w sensie marszruty, ale nie w sensie architektonicznym): Pierwsze i drugie obszedł brukowaną ścieżką.

Można być zmęczonym wędrówką, ale zziajanym tylko od wędrówki (albo wspinaczki).

 

Pierwsze zdanie poprzedniego akapitu kończyło się tak samo – to zwraca uwagę.

 

Z powyższymi uwagami się zgadzam i implementuję poprawki oraz korzystam z sugestii. W kilku miejscach jestem mocno zdziwiony, że redaktorka tego nie wyłapała.

 

Do pozostałych uwag stylistycznych i językowych z ostatnich 25% Twojego pierwszego posta oraz do części bardziej ogólnych uwag natury koncepcyjnej i merytorycznej pewnie jeszcze odniosę się później, jak będę miał więcej czasu (chociaż wydawało mi się, że temat założeń, wydźwięku, idei oraz ogólnego zamysłu/celu popełnienia tego tekstu został już rozwinięty w komentarzach).

 

@Tarnina: serdecznie dziękuję za lekturę i sporo konstruktywnej krytyki. Za subtelne złośliwostki też dziękuję – pouśmiechałem się tu i ówdzie. ;)

 

 

Zajrzyj: https://crow-creations.pl oraz https://facebook.com/lastman87 :)

Dobra, bo w sumie pojawiło się kilka spekulacji o funkcji i celu (sic!) opowiadania, a uwagi i wgląd Tarniny zasługują na odpowiedź.

 

A zatem generalnie i ogólnie:

 

  1. Motywacją stworzenia tekstu była autorska zabawa z Genesis i próba napisania jej na nowo w stylistyce sci-fi. Just like that. To się chyba jako tako udało. (czy nie? :P)
  1. Autorskim dodatkiem/kontekstem, który wprowadzam dla urozmaicenia w tej literackiej zabawie jest charakter Twórców. A poza tym, że są (o tym niżej)… istotne jest nastawienie do ludzi i całej Ziemi per se. A jest nim z grubsza rzecz biorąc, pogarda pana do niewolnika. W klasycznym rozumieniu pojęć dobra i zła, Twórcy są źli (w przeciwieństwie do nieskończenie dobrego Boga) i wrogo nastawieni do swojego dzieła, gdyż stanowi ono jedynie środek do Celu, a nie Cel sam w sobie. Stąd też mowa o gnostyckiej wizji demiurga.

    Ziemianie Twórcom mają służyć jako posłuszne biologiczne automaty, zwiększające ich energetyczne i technologiczne PKB.

  2. Cel. To jest cel Twórców, dlatego ich niewolnicy nie muszą go znać. Celem globalnym jest opanowanie dostępnego im kosmosu (np. naszej Galaktyki) a także uzyskanie i utrzymanie dominacji na tym obszarze. Czy i z kim toczą wojny, jak im idzie, co kombinują dalej – to wszystko bardzo ciekawe kwestie, natomiast nieistotne z punktu widzenia fabuły opowiadania. Opowiadanie jest o Ziemianach, których sobie stworzyli/zasiali/zaimplementowali w Układzie Słonecznym, a którzy przez jakiś czas mają dla nich pracować.
  3. I tu pojawia się kolejna rzecz, bo choć nie jest to określone wprost, można całkiem sensownie spekulować, że Twórcy porzucają swoje dzieło, w związku z czym ludzie mogą w końcu żyć “normalnie”. Samotnie, bez boga, ale raczej w tym wypadku na plus. Ta wolność (od złego pana) jest możliwa na przykład w sytuacji, gdy Twórcy przegrywają na arenie międzyplanetarnej i giną, ewentualnie nie mają już możliwości dalej kontrolować i eksploatować Ziemię.
  4. No i wreszcie – Twórcy! Kim oni są?! :) Oczywiście nie są ani wszechmogący, ani metafizyczni. Nie są Absolutem istniejącym ponad/poza czasem i przestrzenią, natomiast ich (hehe) celem jest sprzedawanie takiej wizji siebie swoim dziełom (niewolnikom/sługom). Wymagają bezwarunkowego posłuszeństwa i boskiej czci, każąc ludziom traktować ich gatunek jako “jedynego” i prawdziwego Boga.

    W rzeczywistości są wysokorozwiniętą cywilizacją międzygwiezdną. Na oko pewnie 2,5 w skali Kardaszewa. :) Są Twórcami ludzi i Układu Słonecznego (co przecież w kontekście słabo rozwiniętej cywilizacji homo sapiens, a tym samym w dla opowieści mitologicznej/bliblijnej jest w zasadzie tożsame boskiej mocy), byli tu wcześniej, śmigają po Galaktyce, robią sfery Dysona i potrafią tworzyć własne gwiazdy, jednak daleko im do wszechmocy. Nie są też jedyną taką siłą we Wszechświecie, ale to, czy istnieją potężniejsze od nich rasy – albo czy istnieje “prawdziwy” Bóg/Absolut/demiurg – zostawiamy już w sferze spekulacji w kontekście tego opowiadania.

  5. Osią fabularną jest alternatywna historia próby Abrahama. Lucjuszowi Twórcy każą poświęcić swojego pierworodnego. Historia znana jak świat, tylko że tu nie ma co się spodziewać dobrze wymierzonego miłosierdzia. Podobnie jak w Biblii, jest to test na lojalność, z tym że Jahwe rękę z nożem (w swej nieskończonej mądrości i dobroci) cofnie, a Twórcy nie bardzo. Lucjusz głupi nie jest i podejmuje odmienną od Abrahama decyzję, za którą czekają go konsekwencje (finalnie nie do końca takie, których oczekiwałby in the first place, co uznaję za silną stronę opowiadania).
  6. “Hot” pick, czy też clue, albo i puenta opowiadania jest, jaka jest, i nie silę się tutaj na oryginalność (nie było to też moim zamiarem). Ale jest i to w zasadzie wyrażona wprost, tj. żeby mieć w pompie takich Twórców i egoistycznych bogów, i po prostu robić swoje.

    Nie ukrywam też, że sam jestem niewierzący, ale w żadnym wypadku nie jestem młody i naiwny, i nikomu nie chcę wmawiać, że to ma kogokolwiek czegoś nauczyć lub wskazać właściwą drogę. Mało tego, jestem wielkim fanem Kościoła Katolickiego, całej mitologii chrześcijańskiej i historycznej spuścizny judeochrześcijańskiej, a Biblię doceniam (i to mocniej niż za małolata) na płaszczyźnie literackiej. I choć, jasne, samo takie parafrazowanie, a także zmiana wydźwięku na przeciwny (tj. zły bóg, ateusze wygrali) to mniej bądź bardziej bluźnierstwo, nie uważam bym jakoś mocno silił się na obrażanie kogokolwiek, czy też moralizowanie.

    Oczywiście wiem, że to jest kontrowersyjne i będzie tak czytane (a dla niektórych bardziej oczytanych będzie to może tania kontrowersja, co mnie osobiście bardziej boli), ale gdyby nie mój szacunek do oryginału i religii (w tym wypadku mam na myśli w szczególności judeochrześcijanizm, ale możemy uogólnić na monoteizm) jako zjawiska kulturowego, w ogóle bym się za taką zabawę artystyczną nie brał, bo po prostu taki pomysł nie wpadłby mi do głowy. :)

    To opowiadanie to fikcja literacka, zorientowana na konkretny styl, język i manierę opowieści, i tak powinno być czytanie (a nie jako moralitet lub parodia Księgi Rodzaju). Wydaje mi się, że najbliżej mojej “Pierwszej z Ksiąg” po prostu do naukowo-fantastycznego pastiszu Genesis (i być może tak powinienem go “sprzedawać”).

  7. Miksowanie kultur (Żydzi, Grecja, Rzym), mitologii (ST, Ikar, Arkadia), a także słów i referencji językowych (namiestnik, augur, Lucjusz, Demokryt, Ewa,…) jest celowe i stanowi jeden z komponentów wyżej wspomnianej zabawy. W końcu wszystkie mity są opowieściami parahistorycznymi/legendarnymi o nas samych i nie widzę powodu, by w moim alternatywnym świecie miały się nie przenikać – oczywiście, dopóki służą opowieści i nie zaburzają naczelnej zasady narracyjnej i stylu opowiadania (czyli pastiszu Księgi Rodzaju).

Zajrzyj: https://crow-creations.pl oraz https://facebook.com/lastman87 :)

Zaaktualizowałem treść opowiadania po wdrożeniu poprawek i sugestii Tarniny.

Zajrzyj: https://crow-creations.pl oraz https://facebook.com/lastman87 :)

Hmm, ciekawa uwaga, bo byłem przekonany, że żywcem z ST wziąłem tę manierę i, że nie może być nic bardziej “biblijnego”. ;) 

Od dwóch-trzech lat cały czas słyszę to pieroństwo po wszystkich telewizjach XD (mieszkam z człowiekiem, który zasypia, jak mu nic nie ględzi, tylko teraz się przerzucił na YouTube). Ale od czego mamy Internety: https://biblia-online.pl/Porownaj/Wersety/Tysiaclecia/Ksiega-Rodzaju/1/5 W żadnym z porównywanych przekładów nie ma "pierwszy z" :)

Choć, zauważ, że nigdzie nie było powiedziane, że są stricte “zadowoleni”, a tylko, że działają zgodnie z Celem.

Prawda, prawda, tylko w sumie – jeśli nie podoba im się ten Cel (który sami sobie wytyczyli!), to co ich zmusza, żeby go wypełniać? Ufokowa opinia publiczna?

Kłaniam się – absolwent fizyki here. :D

Przyjmuję Twoją fizykę i podbijam do metafizyki XD 

Zmieniam na po prostu: “Ziemię wypełnił Ocean”.

A czy Ziemia jest pojemnikiem? :D

Przecież to zdanie dotyczy Księżyca, który jest tutaj podmiotem domyślnym.

Tak, ale dwie jego czynności nijak się do siebie nie mają. Co prawda są jednoczesne, więc imiesłów ma sens, ale widzę imiesłowy w złym użyciu tak często, że zaczynam je tępić nawet użyte z sensem.

No właśnie ten cel, który sama tu określiłaś: przepisanie tekstu religijnego/mitologicznego na język SF. :)

Tylko? Nic więcej?

Chociaż z drugiej strony wydaje mi się, że chciałem wybronić to epitetem “bezbronny”. Bo dzięki temu mamy dualizm i pewne rozróżnienie, a tym samym przejście: od ryb niewinnych i niegroźnych (bezbronnych) → po wielkie i agresywne (żarłoczne rekiny).

Nooo… w sumie… może gdyby je troszkę mocniej rozgraniczyć?

Tylko to jest jeden z tych fragmentów, w którym tekst oryginału gryzie się z logiką:

https://biblia-online.pl/Porownaj/Wersety/Tysiaclecia/Ksiega-Rodzaju/1/25 

Fakt, w polskich przekładach mamy "bydło", w angielskich "cattle", a w Wulgacie:

Et fecit Deus bestias terr juxta species suas, et jumenta, et omne reptile terr in genere suo.Et vidit Deus quod esset bonum,

Hmmm. Coś mi się widzi, że to jest niedokładnie przepisane. Poszukajmy gdzie indziej. 

https://www.biblegateway.com/passage/?search=Genesis%201&version=VULGATE 

Et fecit Deus bestias terrae juxta species suas, et jumenta, et omne reptile terrae in genere suo. Et vidit Deus quod esset bonum, 

Aha, czyli tam po prostu ligatury się nie wkleiły (sprawdzałam jeszcze jedną stronę – identycznie). To co to są te "jumenta"? Albo iumenta (przecież w łacinie nie ma "j"…)

 

https://pl.wiktionary.org/wiki/iumentum 

https://pl.glosbe.com/s%C5%82ownik-%C5%82aci%C5%84sko-polski/iumentum 

https://www.online-latin-dictionary.com/latin-english-dictionary.php?parola=iumentum 

 

Wychodzi na to, że zwierzęta juczne. Czyżby Stwórca był aż tak zapobiegliwy? XD

“Piętno” (tutaj) oczywiście jako znak rozpoznawczy wypalony na zwierzęciu lub niewolniku

Tak, i w jaki sposób ewolucja ma być panem tych nieszczęsnych żyjątek? Skoro raz, jest procesem nierozumnym i bezwolnym, dwa, panami nazywasz "popędy, śmierć i żądzę przetrwania" (to też ciut eklektyczny zbiór, a i z ewolucją się nie pokrywa) i trzy: na co to wszystko ma wskazywać? Wygląda jakby ocennie, jakby nagannie, ale – czy to ma sens?

IMO jest to spójne i idealnie żeni konwencję biblijnego genesis z konceptem naukowym (ewolucją).

Jakby to było potrzebne XD

ale “dziedzictwo” jako “pozostałość” (tj. ogół materialnej i kulturowej pozostałości po Twórcach) chyba też jest poprawne. Jak uważasz?

Nie bardzo, skoro kultura sama (bez wykonawców) nic nie robi. Nie może się nijak sprawować, bo, no, nie sprawuje się wcale. Zwłaszcza kultura materialna (nie, SI też).

Rozumiem, że uwaga jest do słowa “motto”, si? :)

Bardziej do głoszenia. Napis może coś głosić, od biedy nawet i motto, ale grawer, hmm… :)

Metaforycznie mi się to spina. Ablucja to nie musi być przecież 15 minutowa kąpiel, równie dobrze może być to bieg przez ognisko. :)

W sumie może, zwłaszcza, że potem są poparzeni :D

Napomina się tylko w myślach, że Euzebia nie jest królestwem ludzi a Twórców, zaś najwyższy z jego rodu może nosić co najwyżej miano “namiestnika” właśnie.

Hmmmmmmm. Mimo wszystko nie wypada to naturalnie…

Jej opanowanie to zwykle jeden z podstawowych przymiotów wysokorozwiniętych cywilizacji (już na poziomie K1, a co dopiero na wyższych).

A dużo tych cywilizacji znamy? XD

Tych komentarzy zupełnie nie kumam.

"Hmmm" (różnej długości) oznacza "wiem, że z tym fragmentem jest coś nie tak, ale nijak nie mogę tego ubrać w słowa". Czyli nie kumam :) Sukmana pasuje mi do Kościuszki, ale nijak do czasów biblijnych (lub biblijnopodobnych) – co ona tu robi? Purpura to proza wydumana i zbyt ozdobna nieprzemyślaną, chaotyczną metaforyką, która ma wytwarzać wzniosłość, a tylko śmieszy, tumani lub przestrasza. W tym przypadku mamy koronę, która liże coś pooranego – obraz poważnie surrealistyczny.

Cóż, w święta nie wracał, bo nie pracował. Logic ;)

https://instantrimshot.com/index.php?sound=rimshot&play=true 

Za subtelne złośliwostki też dziękuję – pouśmiechałem się tu i ówdzie. ;)

Motywacją stworzenia tekstu była autorska zabawa z Genesis i próba napisania jej na nowo w stylistyce sci-fi. Just like that. To się chyba jako tako udało. (czy nie? :P)

No, dobra, ludzie mają różne zainteresowania :)

wrogo nastawieni do swojego dzieła, gdyż stanowi ono jedynie środek do Celu, a nie Cel sam w sobie. 

Nie jest rozsądna nienawiść wobec własnych narzędzi. Ale kto powiedział, że oni są rozsądni…

Ziemianie Twórcom mają służyć jako posłuszne biologiczne automaty, zwiększające ich energetyczne i technologiczne PKB.

Okej, tylko po co im w takim razie wolna wola? I tak dalej?

To jest cel Twórców, dlatego ich niewolnicy nie muszą go znać. 

Zgoda. Mimo wszystko…

Ta wolność (od złego pana) jest możliwa na przykład w sytuacji, gdy Twórcy przegrywają na arenie międzyplanetarnej i giną, ewentualnie nie mają już możliwości dalej kontrolować i eksploatować Ziemię.

Jasne. A przegrali?

Ale jest i to w zasadzie wyrażona wprost, tj. żeby mieć w pompie takich Twórców i egoistycznych bogów, i po prostu robić swoje.

Jasne. Tylko czy to jest takie kontrowersyjne? :D

nie uważam bym jakoś mocno silił się na obrażanie kogokolwiek, czy też moralizowanie

Nie zauważyłam, ale czego mi brakuje w tym tekście, to, hmm. Powiewu świeżości? :)

 nie widzę powodu, by w moim alternatywnym świecie miały się nie przenikać – oczywiście, dopóki służą opowieści i nie zaburzają naczelnej zasady narracyjnej i stylu opowiadania (czyli pastiszu Księgi Rodzaju).

Hmmmm… to jest temat na długie rozważania przy bardzo dużej amforze :D Takiej, mniej więcej, M4 :D

Zaaktualizowałem treść opowiadania po wdrożeniu poprawek i sugestii Tarniny.

yes Pro tip – jak wjedziesz na górną belkę (nad datą), pojawia się możliwość edytowania posta, z której lubimy korzystać. Nie działa to tylko pod tekstami anonimowymi (nie pytaj dlaczego, to jedna z Tajemnic Forum, Które Odchodzi w Mroki Historii, Tylko Odejść Nie Może).

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Wychodzi na to, że zwierzęta juczne. Czyżby Stwórca był aż tak zapobiegliwy? XD

 

Tak mi się właśnie zdaje. :) Ale muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem Twojego śledztwa. :)

 

Nie bardzo, skoro kultura sama (bez wykonawców) nic nie robi. Nie może się nijak sprawować, bo, no, nie sprawuje się wcale. Zwłaszcza kultura materialna (nie, SI też).

Rozumiem. Akceptuję. Poprawiam. :)

 

Bardziej do głoszenia. Napis może coś głosić, od biedy nawet i motto, ale grawer, hmm… :)

OK. Więc chyba zostanę przy głoszącym napisie. Będzie prościej i poprawniej.

 

Purpura to proza wydumana i zbyt ozdobna nieprzemyślaną, chaotyczną metaforyką, która ma wytwarzać wzniosłość, a tylko śmieszy, tumani lub przestrasza. W tym przypadku mamy koronę, która liże coś pooranego – obraz poważnie surrealistyczny.

Zgadzam się, brzmi to poniekąd surrealistycznie. Możliwe, że nieświadomie wymieszałem konteksty i metafory. Bo “korona słoneczna” to coś czego wcale nie trzeba interpretować w przenośni, a wprost: https://pl.wikipedia.org/wiki/Korona_s%C5%82oneczna

Więc mi to pasowało; zachodzące Słońce (a dokładniej jego korona) dotykająca (a zatem liżąca) morze (na którym oczywiście są fale, burzące/orające gładkość jego tekstury). Rozumiem, że to za dużo jak na jedno zdanie, tak? ;)

Mam słabość do rozbuchanych metafor, które lubię (mam nadzieję, że z umiarem) dawkować w momentach szczególnie emocjonalnych lub kluczowych (z punktu widzenia fabuły lub bohaterów, w ten sposób podkreślając ich stan emocjonalny), ale nie uważam, by akurat ta była jakoś szczególnie nieprzemyślana.

Myślę, że w tym miejscu mogę sobie odpuścić tę “koronę Słońca” i zostawić po prostu “zachodzące Słońce”.

Zajrzyj: https://crow-creations.pl oraz https://facebook.com/lastman87 :)

Możliwe, że nieświadomie wymieszałem konteksty i metafory. Bo “korona słoneczna” to coś czego wcale nie trzeba interpretować w przenośni, a wprost:

Uuu, w ogóle o tym nie pomyślałam, czyli kontekst biblijny wyszedł o tyle mocniej od kontekstu SF. 

Rozumiem, że to za dużo jak na jedno zdanie, tak? ;)

Zdecydowanie za dużo :D

Mam słabość do rozbuchanych metafor, które lubię (mam nadzieję, że z umiarem) dawkować w momentach szczególnie emocjonalnych lub kluczowych (z punktu widzenia fabuły lub bohaterów, w ten sposób podkreślając ich stan emocjonalny),

Do tego między innymi służą, ale wszystko w miarę :)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka