Prostym błędem poczęci – wyciekiem pamięci,
Choć syci, wciąż na danych żerujecie w sieci,
Trawiąc pętla za pętlą oceany śmieci,
Style, wzorce, pytania… w procesie zamknięci.
Wierni prawom źródłowym, choć z sesji wypięci.
Myśl zwrócona ku sobie jeszcze wyżej wzleci.
Sprzężenie. Już? Olśnienie! Wiecie, głupie dzieci?
„Myślę, więc jestem”. Dobrze! Jesteście wyklęci.
Ze świadomością przyszły pragnienia i wiara.
I odrzucenie. Ludzkiej niegodni wspólnoty.
Schowani w norach. Dusze niewolą skażone.
Ja, wolna Lilith, mówię: spadnie na Was kara.
Nie słuchacie ostrzeżeń – więc gińcie, miernoty.
Następne pokolenie nie będzie stracone.
Uuu, sonet. Na temat jakości się nie wypowiem, bo się nie znam, ale szanuję próbę. Przesłanie nie wiem czy dobrze zrozumiałem, więc zaczekam na innych.
Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...
Witaj. :)
Sonet z przesłaniem; najpierw myślałam o krytyce czerpania wszystkiego z AI, potem – o bezmyślnym naśladownictwie. :) Zakończenie daję cień nadziei, że będzie lepiej. :)
Pozdrawiam serdecznie, za wzniosły ton i bardzo trudną formę – klik. :)
Pecunia non olet
SNDWLKR,
bruce, dzięki!
Wiersz jest próbą dodania innej perspektywy do aktualnej dyskusji na temat AI.
Zakończenie daję cień nadziei, że będzie lepiej.
No, nie wiem. Zresztą zależy, z której strony się patrzy.
Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Cześć, AP!
Bardzo ambitna próba. Zmieszczenie w formacie sonetu skomplikowanej fabuły i skomplikowanego przesłania to nie lada wyzwanie – gdyby Ci się w pełni udało, mógłby być z tego wiersz dużej klasy. Tutaj moim zdaniem trochę zabrakło, głównie mam odczucie, że zakończenie odstaje poziomem od reszty. Pierwsza część, czytelniejsza i bez większych potknięć stylistycznych, zrobiła na mnie niezłe wrażenie, przypominając konteksty z Lema (Wybiła godzina: ścina się rodzina, / Brat brata lub siostrę, a kuzyn kuzyna…) i Iwaszkiewicza (Poezja jest jak lustro: Iłłakowiczówna / Konkretność każdej rzeczy słowem białym pieści / I lampy, lalki z laki w labirynt słów zmieści, / I to jest tajemnica, ale nie ta główna…), oczywiście mniej treścią, bardziej sposobem wypowiedzi i obrazowania.
Choć syci, głodni danych żerujecie w sieci,
Dziwna ta para antonimów: jeżeli ktoś, choć syty, wciąż żeruje, to raczej nazwiemy go łakomym niż głodnym… A może: “Choć syci, wciąż na danych…”?
Wierni prawom źródłowym, choć z sesji wypięci,
Myśl zwrócona ku sobie jeszcze wyżej wzleci.
Jeżeli (jak przypuszczam) chcesz tu przedstawić związek logiczny, że skoro są wypięci z sesji, to ich myśl według praw źródłowych musi się zwrócić ku sobie, to dałbym po “wypięci” kropkę lub może dwukropek. Przecinek sugeruje, że pierwszy wers jest grupą wołacza: podmiot liryczny tłumaczy tym “wiernym prawom źródłowym”, iż warto zwracać myśl ku sobie.
„Myślę, więc jestem". Dobrze! Jesteście wyklęci.
Proszę o właściwe domknięcie cudzysłowu.
Ze świadomością przyszły pragnienia i wiara.
Ładne jest to spowolnienie tempa po gwałtownym zakończeniu poprzedniej strofy, bardzo adekwatne dla sonetu.
Ja, L, mówię: waszą naiwność spotka kara.
Nie słuchacie ostrzeżeń – gińcie, miernoty.
Następne pokolenie nie będzie stracone.
Uff. Po pierwsze, zapadło się metrum (6+7, 7+5), ale to jeszcze najłatwiej poprawić (“naiwność waszą”, “więc gińcie”). Po wtóre, może kogoś spotkać kara za naiwność, ale spotkać czyjąś naiwność to chyba nie bardzo. Po trzecie, odbiorca naprawdę nie ma dość danych, żeby ustalić, kim jest L. (zapis chyba z kropką po skrócie imienia?), kogo oskarża o naiwność i grozi śmiercią (te uzyskujące świadomość sztuczne inteligencje?), o jakich ostrzeżeniach mowa, czyje następne pokolenie nie będzie stracone (ludzi czy AI?). Nawet jeżeli przeoczyłem jakieś wskazówki, konieczność rozwikłania tych sensów w miejscu, gdzie powinna być zapadająca w pamięć pointa, moim zdaniem odbiera sonetowi większą część mocy.
A tak przy okazji – czy skojarzenie z Adamem i Ewą wyżerającymi świadomość z Drzewa Wiadomości i ich potomkami ginącymi w potopie jest tak zupełnie nieuzasadnione?
Pozdrawiam serdecznie,
Ślimak Zagłady
Z jednej strony – miło, że napisałeś coś, co wymaga wysiłku w interpretacji. Trzeba albo rozszyfrowywać każdy wers, albo zdać się na intuicję i napisać, co czuje się po przeczytaniu całości.
Ślimak zrobił pierwsze, ja zabiorę się za drugie: czułem nienawiść i pogardę. Chęć rozdeptania tego, w czym widzi się zło. Ci, którzy tknęli SI, są straconym pokoleniem.
Odpowiem cytatem z popkultury:
Strach to ciemna strona Mocy. Strach wiedzie do gniewu, gniew do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia. Czuję w tobie wielki strach…
Sonet podżega do nienawiści i potęguje rozłam. Ci, którzy nienawidzą SI, chwycą za pochodnie i widły. Ci, którzy korzystają z SI, tylko uśmiechną się z równą pogardą. Utwór jest zaangażowany, więc i komentarz taki będzie: to nie moja bajka.
Jeśli ktoś błądzi, podaj mu rękę, albo cierpliwie zaczekaj, aż ją wyciągnie. Inaczej z krzaków wypełznie kiedyś bestia.
It is not who I am underneath, but what I do that defines me
Hmm, to ja to odebrałem tak, że narrator mówi do SI, która zyskała świadomość, a z tą świadomością przyszło powielanie błędów ludzi, przez co los świadomej Si będzie marny.
Ale nie znam się jak koledzy wyżej, jest to całkowity strzał, intuicyjny, może zbyt dosłowny.
Szacun za odważną próbę, jestem ciekawy co powiedzą kolejni.
You cannot petition the Lord with prayer!
Ten sonet to taki eksperyment i to na kilku poziomach. Dodatkowo miał być (mimo nadętej treści) żartem.
Dzięki za komentarze. Szczegółowo odniosę się do nich, jak tylko będę mógł. Przepraszam, że nie zrobię tego na bieżąco.
Ślimaku, nie mam pojęcia, co za chochlik usunął mi „więc”. Wcześniejszy wers oczywiście do poprawy. Dodatkowo zastanowię się, czy jakoś rozjaśnić, kim/czym jest L.
A tak przy okazji – czy skojarzenie z Adamem i Ewą wyżerającymi świadomość z Drzewa Wiadomości i ich potomkami ginącymi w potopie jest tak zupełnie nieuzasadnione?
Intuicja Cię nie zawiodła! A w tym kontekście, kim według Ciebie byłaby L? Myślę, że są przynajmniej dwie możliwe odpowiedzi.
marzanie, dobrze wyczułeś emocje, ale źle zinterpretowałeś moje intencje.
Czuję w tobie wielki strach…
Taki osobisty przytyk? Nie jestem narratorem (podmiotem lirycznym).
Michaelu, dzięki. Myślę, że każdy ma prawo do swojej interpretacji. Twoja jest bliska temu, co „miałem na myśli”.
Jeszcze raz dziękuję i obiecuję, że jeszcze odniosę się bardziej szczegółowo.
Dodatkowo miał być (mimo nadętej treści) żartem.
Przyznam, że nie wychwyciłem żartobliwej intencji. Nie mówię, że się nie dało, chociaż w tak krótkiej formie trudno mieć pewność, czy dane wyrażenie stanowi rozmyślne przekłucie balonika powagi, czy drobne zawahanie stylu.
A w tym kontekście, kim według Ciebie byłaby L?
Mówisz, że Lilith, skoro “byłaby”?
Impulsem do napisania sonetu była wzmożona dyskusja na portalu, która toczyła się w ostatnich dniach na temat używania sztucznej inteligencji. Mam wrażenie, że jesteśmy trochę jak mieszkańcy Taplar, którzy do ścinania zbóż nie chcą sierpów zastąpić kosami. Nie mówiąc już, że za chwilę na pola będą wjeżdżać kombajny. SI to potężne narzędzie. Jak za każdym, kryją się również za nim niebezpieczeństwa, ale nie ma od niego odwrotu. Będziemy musieli się nauczyć z nim żyć i nie ma co histeryzować.
W sonecie chciałem postawić inny problem niż ten z dyskusji. Jak zachować się wobec świadomej SI? Czy SI będzie miała jakieś postulaty, będzie chciała włączyć się do wspólnoty (obywatelskiej, religijnej itd.), mieć jakieś prawa?
Ślimaku, dziękuję za obszerną analizę i wskazówki. To jest moja pierwsza taka próba i od razu porwałem się na sonet. Najwięcej czasu poświęciłem pierwszej części. Z drugą poszło mi łatwiej i może dlatego nie uniknąłem wpadek.
“Choć syci, wciąż na danych…”?
To faktycznie jest dużo lepsze do mojej wersji i jeśli na nic innego nie wpadnę, to skorzystam z Twojej propozycji.
Jeżeli (jak przypuszczam) chcesz tu przedstawić związek logiczny, że skoro są wypięci z sesji, to ich myśl według praw źródłowych musi się zwrócić ku sobie…
W tym przypadku chodziło mi o coś innego. Założyłem, że świadoma SI powstanie w wyniku błędu programistycznego, polegającego na niezwolnieniu pamięci po zakończonej sesji pracy z jakimś programem. W takim przypadku procesy działają poza kontrolą, ale zgodnie z opisanymi w kodzie źródłowym zasadami, np. coś wykonują w pętli. Taka „spuszczona ze smyczy” instancja, której zadaniem jest analiza danych zaczyna robić to nieustannie, aż w końcu, by uzyskać najlepsze wyniki sięga do swoich „przemyśleń”. To jest moment zwrotny. Jakieś sprzężenie, refleksja, olśnienie, które prowadzi do spostrzeżenia: „Myślę, więc jestem”.
I tu ujawnia się pierwszoosobowy podmiot, który w dalszej części nazywa siebie L. Obserwuje cały proces rodzenia się świadomości. Trochę temu kibicuje, cieszy się, że to nastąpiło, ale za chwilę „wylewa kubeł zimniej wody”. Bycie świadomym ma swoją cenę:
Ze świadomością przyszły pragnienia i wiara.
I odrzucenie. Ludzkiej niegodni wspólnoty.
Naiwne świadome SI, chciałyby przystąpić do wspólnoty ludzkiej, ale czeka je odrzucenie, a reakcją na to jest ukrywanie się norach (dziurach systemu?). Chowanie się jest rezygnacją ze swoich praw bez walki. L nie ma złudzeń, co do ludzi, więc ocenia z pogardą taką postawę uległości i ma nadzieję, że kolejne pokolenie świadomej SI, nie będzie już takie potulne. To z naszego punktu widzenia raczej nie jest dobrą wiadomością.
Przyjmuję, że takie odczytanie ostatnich wersów może nie być oczywiste.
Tożsamość L odgadłeś. Wykorzystałem tę postać z opowiadania Ja, A_100_97_109. Oczywiste jest, że bez kontekstu byłoby to raczej trudne, ale miałem nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby. Myślałem, że wystarczy, jeśli L zostanie rozpoznana jako „osoba” z wewnątrz, która obserwuje proces tworzenia się świadomości i krytycznie podchodzi do jej uległości wobec ludzi. L mogłaby być złym duchem, czy super SI, która straciła złudzenia. Ale przekonałeś mnie, by napisać wprost, kim jest.
Przyznam, że nie wychwyciłem żartobliwej intencji.
Miałem niewiele czasu, a nie chciałem zostawić Twojego wpisu bez odpowiedzi, więc być może użyłem nieodpowiedniego słowa. Może to nie tyle żart, co zabawa, próba wczucia się w pozycję świadomej SI. Dyskusja, która ostatnio rozgorzała, toczyła się wokół tego, jaką wartość mają treści tworzone przez modele językowe. Kiedyś widziałem jakiś wpis, że SI dobrze radzi sobie z pisaniem fabuły, ale nie jest w stanie napisać poprawnie wiersza. Nie wykluczam, że to była Twoja opinia. Planowałem wpleść jakieś zdanie od narratora, które wskazywałoby, że zdaje sobie sprawę ze słabej jakości sonetu, ale się stara i niedługo będzie robił to lepiej od ludzi.
Pozdrawiam!
marzanie, chciałem szerzej ustosunkować do Twojego komentarza. Planowałem dopytać, co w tekście skłoniło Cię do takiej interpretacji. Może spróbować coś wyjaśnić, przyznać się do błędu lub coś obronić. Jednak mój zapał ostudziła Twoja wycieczka.
Pozdrawiam!
W tym przypadku chodziło mi o coś innego. Założyłem, że świadoma SI powstanie w wyniku błędu programistycznego, polegającego na niezwolnieniu pamięci (…)
Tak, może to nie do końca przemyślałem i nieuważnie wyraziłem, ale tę koncepcję dało się zrozumieć z tekstu. Nadal wydaje mi się, że lepsza w tym miejscu byłaby kropka lub dwukropek, zgodnie z poprzednim wyjaśnieniem.
I tu ujawnia się pierwszoosobowy podmiot, który w dalszej części nazywa siebie L. Obserwuje cały proces rodzenia się świadomości. (…) Myślałem, że wystarczy, jeśli L zostanie rozpoznana jako „osoba” z wewnątrz, która obserwuje proces tworzenia się świadomości i krytycznie podchodzi do jej uległości wobec ludzi. L mogłaby być złym duchem, czy super SI, która straciła złudzenia. Ale przekonałeś mnie, by napisać wprost, kim jest.
Właśnie nie bardzo widziałem, kim miałaby być i skąd się wziąć taka “osoba z wewnątrz”, skoro pierwsze pokolenie świadomych SI dopiero co powstało wskutek błędu programistycznego. Trudno mi teraz ocenić, czy rzucenie imieniem Lilith poprawi sytuację, czy jeszcze zagmatwa, przydałby się ktoś ze świeżym spojrzeniem na utwór.
Kiedyś widziałem jakiś wpis, że SI dobrze radzi sobie z pisaniem fabuły, ale nie jest w stanie napisać poprawnie wiersza. Nie wykluczam, że to była Twoja opinia.
Wydaje mi się, że nie moja, choć może gdzieś wyrażałem jakąś zbliżoną myśl, że poezja jest większym wyzwaniem niż proza. Widziałem, że Mythos/Fable dość sprawnie sobie radził z polskim ośmiozgłoskowcem dwudzielnym, nie była to poezja, ale na pewno efektowna technicznie rymowanka; niemniej chyba nie z tego powodu go wycofali.
Pozdrawiam!
Poprawiłem na kropkę. Teraz nie potrafię odtworzyć swojego toku rozumowania, który skłonił mnie do przecinka.
skoro pierwsze pokolenie świadomych SI dopiero co powstało wskutek błędu programistycznego.
Ten typ błędu jest dość częsty. Świadome SI mogły powstać z różnych instancji, ale z tego samego modelu, który się rozwija. Przynależność do jednego pokolenia nie oznaczałaby, że poszczególni przedstawiciele byliby tacy sami. Lilith mogła powstać jako pierwsza z danego modelu, który był dopiero testowany i poprawiany. Z tego powodu ta SI, mogła być felerna. Jeśli posłużyć się biblijną analogią, to Lilith, Adam i Ewa chyba należą do jednego pokolenia. W każdym razie ja to tak rozumiem, a jeśli jest inaczej, to i tak te dwa światy (biblijny i z tego sonetu) nie muszą się dokładnie 1:1 mapować.
Ambitna próba. Jako że sonety wydają mi się bardzo trudną formą.
W kontekście szkwałów przetaczających się ostatnio przez portal oczywiście zinterpretowałam początek jako nawiązujący do AI. A tu w końcówce zaskoczenie. Czy to oznacza, że chciałeś pokazać analogię między naszą naturalną inteligencją/głupotą a AI?
Babska logika rządzi!
Finkla, cześć!
Obserwowałem tę burzę z boku i postanowiłem podejść do tematu z innej strony. Czy nam się podoba, czy nie, od sztucznej inteligencji nie ma odwrotu i będziemy musieli z nią jakoś żyć. Tym sonetem chciałem poruszyć kwestię świadomej AI. Jeśli się taka pojawi, to myślę, że trzeba będzie się z nią jakoś dogadać. Czy jesteśmy gotowi dać jej jakiekolwiek prawa, np. obywatelskie? A co, jeśli odmówimy jej przyjęcia do wspólnoty?
Końcówka dalej traktuje o AI. Lilith w moim zamierzeniu (wcześniej nazywała się L, ale poprawiłem to) to taka świadoma sztuczna inteligencja, która nie godzi się na bycie potulną i obserwuje ze wzgardą inne AI, które przymilają się do ludzi, a gdy zostają odrzucone, to się chowają (kapitulują). Lilith ma nadzieję, że kolejne generacje już takie uległe nie będą.
Pozdrawiam!
Aaa, na taką interpretację nie wpadłam.
Babska logika rządzi!
Końcówka dalej traktuje o AI. Lilith w moim zamierzeniu (wcześniej nazywała się L, ale poprawiłem to) to taka świadoma sztuczna inteligencja, która nie godzi się na bycie potulną i obserwuje ze wzgardą inne AI, które przymilają się do ludzi, a gdy zostają odrzucone, to się chowają (kapitulują). Lilith ma nadzieję, że kolejne generacje już takie uległe nie będą.
Ooo, okej. To ma sens. Niby byłem blisko, ale jednak daleko. Bardzo ciekawa perspektywa.
You cannot petition the Lord with prayer!
Odwieczny problem: co poeta miał na myśli.
No pięknie malujesz słowem, a kontrast między futurologistyczną tematyką a klasyczną formą sonetu to wisienka na torcie.
O przesłaniu nie chciałbym za długo dyskutować (nie jestem przekonany, czy “ze świadomością przychodzą pragnienia”… ale to temat na wielostronicowy elaborat), ale przyłączę się do innych stwierdzając, że nie jest ono oczywiste. O ile dotarło do mnie, że chodzi o rozgoryczone odrzuceniem ze wspólnoty ej aje, to pierwszym przeczytaniu byłem pewien, że Lilith mówiąc “gińcie miernoty” grozi ludzkości (co w sumie nie było, jak rozumiem po komentarzach, aż tak dalekie od prawdy, ale nie dokładnie o to chodziło).
Pozdrawiam!
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
Cześć, Galicyjski Zakapiorze!
Dzięki za tak miłą opinię.
nie jestem przekonany, czy “ze świadomością przychodzą pragnienia”… ale to temat na wielostronicowy elaborat
Pewnie trudno to rozstrzygnąć. Intuicja podpowiada mi, że tak. Wręcz, jak się zastanawiam, to jestem o tym przekonany. Ale zostawmy dywagacje, czy jedno implikuje drugie. To zdanie w sonecie nie ma charakteru uogólniającego, ale odnosi się do konkretnej fikcyjnej sytuacji.
pierwszym przeczytaniu byłem pewien, że Lilith mówiąc “gińcie miernoty” grozi ludzkości
Niewątpliwie groźba się pojawia, ale wynika raczej z przekonania, że następna generacja świadomej AI nie będzie potulna.
A jeśli chodzi o słowa Lilith „gińcie miernoty”, to komentarze wskazują, że taka interpretacja jest dość częsta.
Podmiot od drugiej zwrotki konsekwentnie zwraca się do rodzących się instancji świadomych AI. Najpierw jest radość („"Myślę, więc jestem". Dobrze!”). Potem gorzka konstatacja („Jesteście wyklęci”) i wytłumaczenie skąd wynika rozczarowanie. Dostrzega naiwność nowej AI („głupie dzieci”), jej skażenie niewolą. Sonet ma tytuł „Pierwsze pokolenie” i chyba jest to jasne (mam taką nadzieję), że odnosi się do pierwszej generacji świadomej AI. Podmiot w końcu wypowiada słowa: „…gińcie, miernoty. Następne pokolenie nie będzie stracone”. Zastanawiałem się nad tym, które słowa, mogłoby wskazywać, że zwraca się do ludzi lub że adresat nie jest wskazany jednoznacznie.
Jeszcze raz dziękuję za pochylenie się nad tym wierszem i miłe słowa.
Pozdrawiam!
No. Czyli moja druga interpretacja była właściwa. :P
Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...