- Opowiadanie: George Hornwood - Pisarz

Pisarz

Pewien pisarz chciał pisać i być sławny, ale... No właśnie, zawsze jest jakieś “ale”

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

beeeecki

Oceny

Pisarz

Jonathan Reed był pisarzem przeciętnym. Nie miał talentu na miarę wielkich klasyków literatury, ale pisał codziennie żywiąc nadzieję, że pewnego dnia stworzy coś, co zostanie zapamiętane. Rok wcześniej jego opowiadanie opublikowane w Dark Matter Digest, spotkało się z dość przychylnym odbiorem. Wkrótce potem pojawił się dziennikarz z lokalnej gazety, pytając o dalsze plany. Reed odpowiedział, że zamierza pisać, ma wiele pomysłów, a także całkiem sporo tekstów kurzących się w szufladzie. Łudził się, że nadejdzie zmiana, jakiś przełom. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Zaistniał na moment i zgasł, jak kawałek kosmicznej skały spalający się w atmosferze.

Pewnego wieczoru, siedząc na podłodze pośród pudeł pełnych starych szpargałów, odnalazł swoje dawne notatki. Gruby plik pożółkłych kartek śmierdział starością, musiały leżeć tam od lat. Jonathan w młodości zapełnił słowami dziesiątki zeszytów i luźnych kartek. Najpierw były to pamiętniki młodego chłopca, potem, pierwsze opowiadania niepewnego siebie nastolatka.

Zapisywał pomysły, które przychodziły mu do głowy, z nadzieją, że kiedyś do nich wróci i stworzy na ich podstawie coś wyjątkowego. Lata mijały, a z jego pisaniny nie było wielkich kokosów. Choć czasem udawało mu się coś opublikować, trudno było z tego wyżyć. Nie zdobył renomy na rynku pisarzy, znało go jedynie kilku ludzi z branży. Mimo tego nie tracił nadziei.

Pracował w różnych miejscach: stawiał domy wraz z ekipą budowlańców, roznosił pizzę, tankował samochody na stacji paliw, był nocnym stróżem na budowie i kosił trawę na lokalnym stadionie. Czasem miał pracę na stałe, innym razem tylko dorywczo. Nie był zbyt wymagający. Nigdy nie założył rodziny; mieszkał sam w domu rodziców, których już z nim nie było. Dorósł, ale starych przyzwyczajeń nie zmienił. Pisanie było tym, co zawsze kochał.

Zaciekawiony zaczął przeglądać odnalezione kartki. Nie pamiętał, kiedy to napisał. Pierwszą maszynę do pisania kupił, gdy skończył osiemnaście lat. Wszystkie wcześniejsze teksty zapisywał długopisem albo ołówkiem, który łatwiej było poprawiać. Kilka lat później tworzył już na komputerze. Zapiski, które trzymał w dłoniach, były odręczne. Pismo, jego własne, równo wykaligrafowane długopisem. Nie było żadnych dat ani przypisów. Jakby pisał od razu na czysto.

Miał dobrą pamięć. Jeśli coś stworzył, cokolwiek by to było, powinien pamiętać. Zaczął czytać.

Miasto wypełniała mgła. Człowiek bez oczu przemierzał ulice, szukając tych, którzy o nim zapomnieli. Kiedy odnajdzie ich wszystkich, świat zniknie. Podążający ulicami ludzie, zapominali kim są. Ich imiona rozpływały się w powietrzu, jakby nigdy nie istniały.

 

To było dziwne. Towarzyszyło mu przeczucie, graniczące z pewnością, że nigdy czegoś takiego nie napisał. A jednak pismo na kartkach niewątpliwie należało do niego. Jak to możliwe, że tego nie pamiętał?

 

*

Poranna kawa przyjemnie pachniała. Jej aromat roznosił się po całej kuchni. Jonathan nocami potrafił siedzieć do późna, a rano miał problem, żeby zwlec się z łóżka. Śniadanie zawsze brał ze sobą do pracy i jadł dopiero podczas przerwy. Ale kawy, tej nigdy nie odpuszczał. To był jego mały poranny rytuał: kawa i wczesne wiadomości w telewizji.

Prezenter mówił zdenerwowanym głosem:

Dziwna mgła pojawiła się nad miastem. Z tego powodu odwołano poranne loty nad Heathrow. Duże utrudnienia występują na autostradzie S18. W okolicy węzła Hollowcroft Interchange doszło do zderzenia ciężarówki z samochodem osobowym, które całkowicie zablokowało wszystkie pasy ruchu w kierunku Londynu. Widoczność spadła poniżej dwudziestu metrów. Władze zalecają ostrożność, a jeśli to możliwe, pozostanie w domach.

Kubek z kawą zawisł w połowie drogi między ustami a stołem. Prezenter przekazywał kolejne informacje:

Nasilenie przypadków amnezji. Szpitalne oddziały ratunkowe odnotowują rekordową liczbę pacjentów z objawami niepamięci. Większość z nich nigdy wcześniej nie leczyła się na tego typu schorzenia. Sądząc po liczbach sięgających setek, możemy mówić o początkach epidemii. W trybie pilnym zebrał się dziś Sztab Kryzysowy pod przewodnictwem burmistrza Londynu. Wszystkie służby miejskie zostały postawione w stan najwyższej gotowości. Podobną sytuację obserwujemy również w innych regionach kraju. Specjaliści na razie nie łączą tajemniczej mgły z przypadkami utraty pamięci. Jednak, jeżeli nie musisz, nie wychodź dziś z domu. Dla własnego bezpieczeństwa nie otwieraj okien!

Zadzwonił telefon.

Reed razem z grupą mężczyzn, od kilku tygodni pracował przy rozbiórce starych, opuszczonych domów. Jego ekipa, robiła miejsce pod nowe apartamentowce. Wpadała z tego całkiem niezła kasa.

– Widzisz, co się dzieje? – Szef grupy osobiście dzwonił po swoich chłopakach.

– Jakieś szaleństwo. Mówią, żeby nie wychodzić z domów – powiedział Reed, niepewny, co o tym wszystkim myśleć.

– Dzisiejsza robota odwołana. Przynajmniej do czasu, aż ta cholerna mgła opadnie.

– Rozumiem.

– Dam znać, jak coś się zmieni. Trzymaj się.

 

*

Jonathan wyjrzał przez okno. W gęstych, kłębiących się oparach mgły, dostrzegł człowieka wykonującego dziwne, chaotyczne ruchy. Mężczyzna kręcił się w kółko, wyginał, machał rękami, co chwila chwytał za głowę. Wydawał z siebie, szybkie warczące odgłosy. Nagle znieruchomiał, zastygł w przygarbionej pozie. Przez dłuższą chwilę tak trwał, a potem błyskawicznie się odwrócił. Spojrzał w kierunku okna. Przestraszony Reed, natychmiast cofnął się za firankę.

Mgła gęstniała coraz bardziej, zlewając się z ciemnością i utrudniając widzenie. Synoptycy się mylili, nie ustąpiła. Dzień minął jak mrugnięcie oka. Nadeszła noc, a z nią, budzące grozę przerażające krzyki za oknem. Reed nie pamiętał co działo się przez ostatnie godziny. Kawa nadal stał na stole nie wypita i zimna.

O co tu chodzi, do cholery?

Pobiegł do szafy. Wyciągnął notatki ze starego pudła i ponownie zaczął je czytać. Miał wrażenie, że są za to wszystko odpowiedzialne. Tylko jak to możliwe? W pospiechu przeglądał stare kartki, usiłując zrozumieć zapisane na nich zdania.

Człowiek bez oczu stał we mgle, uśmiechał się. W małym oknie paliło się światło, gospodarz kimkolwiek był jeszcze nie spał…

– Kim był człowiek bez oczu?

Nagłe walenie do drzwi wyrwało go z zadumy. Zerwał się nerwowo upuszczając kartki, które z szelestem rozsypały się po dywanie. Stanął skamieniały ze strachu. Drzwi wolno otworzyły się na oścież. Człowiek bez oczu, wielką głową, niemal zahaczał o futrynę. Na pustej, bladej twarzy miał tylko usta, szerokie i nienaturalne.

– Musisz zacząć pisać. Jesteś ostatnim, który pamięta. – Jego słowa zabrzmiały, jak szelest porwanych przez wiatr, niedokończonych opowieści.

– Co takiego?

– Pisz! – ponagliło monstrum głosem niezanoszącym sprzeciwu.

Jonathan przerażony pobiegł do komputera. Trzęsącymi się dłońmi, gorączkowo zaczął wystukiwać na klawiaturze wyraz za wyrazem.

Człowiek bez oczu zatrzymał się w drzwiach, odwrócił i odszedł we mgłę. Kiedy odchodził, mgła odchodziła razem z nim, znikała…

Nie zadziałało. Nic się nie zmieniło, było nawet gorzej. Reed patrzył jak olbrzym przestępuje próg i wchodzi do mieszkania. Jego usta rozciągają się w uśmiechu prawie od ucha do ucha.

Jonathan poczuł ból. Spojrzał na swoje ręce. Pod skórą zaczęły pojawiać się świecące litery. Przesuwały się w kierunku dłoni, paląc go żywym ogniem. Zaczął biegać po pokoju, krzycząc przeraźliwie. Ból był nie do zniesienia. Upadł, skamląc jak męczony pies. Litery rozcinały mu skórę otwierając krwawe rany. Wydobywały się z niego w boleściach, tworząc zdania. Patrzył, jak prosto z jego krwawiących dłoni spadają na pożółkły papier leżący na dywanie. Uzupełniają i poprawiają tekst na starych kartkach, jego własnym pismem, budują nową historię. Narrację, nad którą nie miał żadnej kontroli.

To nie powinno się dziać. To nie ja! – dudniło mu w głowie.

Bolało coraz mocniej. Chwycił kartkę, ochlapując ją krwią. Dokładnie tę, która zapisała się jako ostatnia. Przeczytał końcowe zdanie czując, że…

 

*

 

W wiadomościach uśmiechnięta pogodynka zapowiadała kolejny piękny dzień. Wśród promieni wschodzącego słońca Londyn budził się do życia.

Na stole, w kubku, parowała poranna kawa. Jej aromat wypełniał całe pomieszczenie. Spakowana kanapka czekała na włożenie do torby.

Na podłodze w kałuży krwi, leżało ciało młodego mężczyzny. Dokoła walało się, wiele niechlujnie zabazgranych kartek…

*

Pisarz odsunął krzesło od biurka i wstał. Przez pokryte delikatnymi mroźnymi wzorami okno widać było padający śnieg. Mężczyzna wyjął z paczki papierosa i przypalił, długą chwilę patrzył na krajobraz za oknem, jakby nad czymś się zastanawiając. Po cichej chwili zadumy, zdusił niedopałek w popielniczce, złożył gęsto zapisane kartki w grubą ryzę i wyszedł. W wydawnictwie czekali.

Koniec

Komentarze

Intrygujące całkiem dobrze się czytało, ale obawiam się, że nie zrozumiałam, co przydarzyło się pisarzowi. 

 

– Pisz! – po­na­gli­ło mon­strum gło­sem nie za­no­szą­cym sprze­ci­wu. ->– Pisz! – po­na­gli­ło mon­strum gło­sem niez­no­szą­cym sprze­ci­wu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg:)

 

Jakby to napisać, aby nie spoilerować. Pisarz pojawia się na samym końcu, a Jonathan Reed był…

Nie istnieje ani dobro, ani zło. Są tylko czyny i ich konsekwencje.

Pisarz pojawia się na samym końcu, a Jonathan Reed był…

…a jakoby go nie było… George'u, też nie chcę spoilerować. Przeczytałam ponownie i chyba pojęłam. Dziękuję. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Miłego dnia Reg :)

Nie istnieje ani dobro, ani zło. Są tylko czyny i ich konsekwencje.

Dziękuję, George'u.

Pojąwszy, uznałam, że mogę udać się do klikarni :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej.

Ja, obawiam się, nie zrozumiałem nawet i po dwóch lekturach. Napisane jest nieźle, choć momentami tracisz kontrolę nad przecinkami, ale sedno mi umyka. Szkoda, bo czuję, że mogłoby mi się spodobać dużo bardziej. 

Wymagające, ale i wciągające. Musiałem nad tym nieco podumać…

Pozdrawiam!:)

barniusz i Mehiko, dzięki za poświęcony czas. Pozdro:)

Nie istnieje ani dobro, ani zło. Są tylko czyny i ich konsekwencje.

Interesujący i wymagający tekst, który bardzo mi się podobał.

Czołem!

Lekką incepcję zafundowałeś!

Ale czytało się bardzo dobrze, fajnie zbudowane napięcie i kreatywny pomysł.

Klikam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Fajny początek – niby prosty, ale od razu wzbudza zainteresowanie. Opisy ładnie budują poczucie niepokoju, są zgrabnie napisane. Samo zakończenie przeczytałam dwa albo trzy razy, bo tak mi się spodobało.

Pozdrawiam.

Przybyłam Was nawiedzać

Bardzo wciągające i interesujące już od początku, dobrze mi się czytało. Z początku nie do końca zrozumiałam, co właściwie się wydarzyło, i czytałam zakończenie drugi raz, ale dzięki temu chyba jeszcze bardziej doceniłam tekst. Czasami przecinki były w złych miejscach, ale i tak czytało się dobrze.

CZARNA2 – Dzięki za dobre słowo :)

 

beeeecki – Incepcja to film ponadczasowy, chyba znowu go obejrzę. Dziękuję za odwiedziny.

 

L.Keller – Nie musiałeś. Pozdrawiam :)

 

Melancholia… – Obawiałem się czy nie przesadziłem z tym zakręceniem, ale widać nie. Bardzo dziękuję za Twoje słowa. Co do przecinków, to zawsze jakiś jest tam, gdzie nie powinien :) 

 

 

 

Nie istnieje ani dobro, ani zło. Są tylko czyny i ich konsekwencje.

Nowa Fantastyka