- Opowiadanie: Jerzy Trzciński - Cywilizacja

Cywilizacja

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Cywilizacja

Co to się dzieje? Pomyślał oszołomiony. Próbował znaleźć jakieś rozsądne wyjaśnienie, lecz nic nie przychodziło mu do głowy.  Musieli mnie złapać. Tym razem nie udało mi się uciec. Lecz zaraz zdał sobie sprawę z tego, że nie miał pojęcia przed kim niby miał uciekać.

Za to boleśnie czuł, że jego ręce i nogi są skrępowane. Oczy były również czymś zasłonięte, uszy skutecznie zatkane, a na głowie miał śmierdzący i drapiący worek.

A może to coś innego? Lecz okropnie nieprzyjemne. Nic nie widział i nie słyszał. Ciągle odczuwał ucisk na nadgarstkach oraz w okolicach kostek nóg. Do tego to cholerne denerwujące drapanie i gryzienie w policzki i nos. W tym stanie rzeczy nie mógł nic zrobić. Czuł jedynie, że gdzieś go wiozą, a potem przenoszą i sadzają na twardym, a do tego mokrym siedzeniu. Był gotowy na wszystko, lecz w złym tego słowa znaczeniu. Ale co by nie miało się dziać, pragnąłby się to wszystko skończyło.

Gdy go uwalniano z krępujących więzów nie szamotał się. Chociaż nie wiedział co będzie się dalej działo, nie mogło być gorzej. Był zadowolony, że w końcu się dowie, o co

w tym wszystkim chodzi. A najważniejsze, żeby nareszcie zdjęli mu z głowy ten okropny worek. W napięciu oczekiwał kolejnych działań ze strony porywaczy. Gdy w końcu zdjęto mu z głowy jutowy, szorstki worek, a potem opaskę z oczu, ujrzał, a po wyjęciu stoperów z uszu usłyszał wiwatujących ludzi.

Był zdezorientowany, co było najdziwniejsze, ludzie na trybunach wiwatowali na jego cześć. Ta sytuacja zaskoczyła go, a jednocześnie w pewnym sensie wywołała pozytywne podniecenie. A może nawet coś w rodzaju szczęścia. Po chwili jego uwagę przykuły modulowane okrzyki konferansjera. Postawny mężczyzna ubrany w złoty smoking obdarzony był aksamitnym głosem. W tym momencie konferansjer stał na podwyższeniu, w samym środku sześciokątnej, dużej klatki, a w jego ręku widoczny był fantazyjny mikrofon.

Ten widok ogromnie go zaskoczył. Po co i dlaczego ten konferansjer? Lecz zreflektował się, bo dotarło do niego ważniejsze, a można powiedzieć zasadnicze pytanie: Co jest do cholery? Skąd ta klatka? Był zszokowany. Lecz cóż mógł zrobić, poza wsłuchaniem się w słowa złotego mężczyzny. Tak w myślach nazwał konferansjera.

– Xxaaawwweeeryyy Nnnaarruutttt! – modulowanym głosem za pośrednictwem nagłośnienia wydzierał się konferansjer.

– Bohater! Bohater! Bohater! – w interakcji odpowiadała rozentuzjazmowana publiczność.

Oszołomiony i ciągle jeszcze niepewny o co właściwie chodzi, rozważał. Czyżby to jednak chodziło o mnie? Przecież to ja jestem Xawery Narut.

– Nnnaaarrrruuuttt! Nnnaaarrrruuuttt! – Nawoływał konferansjer, który niewątpliwie był profesjonalistą i tak też wykonywał swoją pracę.

– Xxaaawwweeeryyyy! Xxaaawwweeeryyyy! – Na wykrzyczane przeciągle jego nazwisko, publiczność jeszcze głośniej wykrzyczała jego imię.

 – Ktooooooo bohaterrrrrr?! – pytał konferansjer.

– Xaweryyyyy! Xaweryyyyy! Xaweryyyyy! – gromko odkrzykiwała publika.

– Toooo waszzzz bohaterrrr?!  – perorował złoty mężczyzna.

–  Toooo onnnn. – entuzjastycznie potwierdzali ludzie znajdujący się na trybunach wokół klatki.

– To naród wybiera swoich bohaterów! – podniośle obwieścił konferansjer.

– Xawery! Xawery! Xawery! – nieomal w amoku skandowała publiczność.

Dopiero wtedy do jego uszu przebił się głos ludzi, którzy znajdowali się tuż za jego plecami. Byli to trzej mężczyźni w różnym wieku. Wszyscy ubrani w jaskrawożółte dresy, mówili jeden przez drugiego.

– Nic się nie bój. Stój nisko na nogach i czekaj. A gdy już na ciebie ruszy złap go za kark albo za kaganiec i przyciśnij do ziemi. Potem trzymaj mocno, tak długo, ile się da. – usłyszał to co mówili do niego mężczyźni. Pomyślał, że musieli to być jego sekundanci. Ta myśl uświadomiła mu, że gdzieś też musi być jego przeciwnik.

– Gdzieeeee wrrrrrróg? – słowa sekundantów mieszały się z okrzykami konferansjera, który wydawał się teraz podjąć inną kwestię.

– Bydleeee! Bydleeee! Bydleeee! – wrzeszczała rozentuzjazmowana publiczność.  

Usłyszane okrzyki spowodowały, że spojrzał na przeciwległy narożnik sześciokątnej klatki. A tam dostojnie, z wysoko podniesionym łbem siedział nienaturalnie wielki i dorodny biały pies. Wokół zwierzaka uwijali się ludzie ubrani w czerwono czarne dresy. Pomyślał, że to musieli być sekundanci tego pięknego czworonoga. Nie miał czasu się bardzo zdziwić. A biały pies siedział spokojnie i spoglądał w jego stronę. Oczy czworonoga wyrażały pogardę i absolutną pewność siebie.

Czyżby chodziło mu o mnie? Niepewnie pomyślał. Nie był całkowicie przekonany do tej myśli, lecz coś mogło być na rzeczy. Gdy zauważył, że zwierzak miał na pysku złoty, poprzetykany błyszczącymi kamieniami kaganiec, trochę się uspokoił. Natomiast dostrzeżona na solidnym, dobrze umięśnionym karku czworonoga kolczasta obroża, przeraziła go. Tym bardziej, że jej kolce skierowane były do zewnątrz. Obroża podobnie jak kaganiec, była również efektowna i bardzo ozdobna.

Widok tego białego psa, zrobił na nim duże wrażenie, a przy tym oszołomił go. Właściwie nie wiedział, dlaczego uspokoił się dopiero, gdy przypomniał sobie, że kilka dni wcześniej spierał się z właścicielem podobnego czworonoga o niezapłacony podatek. Lecz zaraz też pomyślał, że tamten pies był o wiele mniejszy.

– Białyyyyyyy Kiełłłłłłłłłł! – niestrudzony konferansjer śpiewnie intonował okrzyki.

– Bydleee! Bydleee! Bydleee! – wtórowała mu publiczność.

Niespodziewanie przypomniał sobie ulubioną w młodości powieść Jacka Londona

o takim tytule. Lecz w sytuacji, w której się znalazł nie miało to żadnego znaczenia.

– Białyyyyyyy. – ponownie usłyszał głos konferansjera

– Uuuuuuuuuuuuuuu! – wtórowała publiczność.

– Musisz go złapać za ogon i cisnąć na kraty. Ale pamiętaj, to bardzo zwinny zawodnik. Niejednego już załatwił na amen.  – tłumaczył jeden z jego sekundantów.

Tumult narastał. Przerażony uświadomił sobie, że zbliża się moment rozpoczęcia starcia. Sędzia, który pojawił się na środku klatki, gestem przywołał go, a także tego białego, pięknego psa do siebie.

– Teraz zapoznam was z zasadami walki. Aby wszystko odbyło się fair play. – powiedział w jego kierunku nobliwy mężczyzna pełniący rolę sędziego.

Gdy już miał podejść do niego, a Biały Kieł stanął na czterech łapach i również szykował się, aby ruszyć w to samo miejsce, rozległ się głos konferansjera. Lecz zabrzmiał jakoś inaczej. A publiczność ucichła.

Pomyślał, że coś się zmieniło. Gdy odwrócił głowę w kierunku miejsca, gdzie wcześniej z mikrofonem w ręku stał przystojny mężczyzna ubrany w złoty smoking, stwierdził, że teraz był tam zupełnie ktoś inny. Dostrzegł niewysokiego, pokracznego starca, który był ubrany w jakiś nieciekawy zielono – fioletowy uniform.

– Ta walka jest nielegalna. – usłyszał skrzekliwy, nieprzyjemny głos tamtego człowieka. 

– Jako Strażnik Praw i Obowiązków, na mocy posiadanych uprawnień, ja ją anuluję – a po chwili nie mniej stanowczo dodał – wszelkie walki psów i innych zwierząt w klatkach w cywilizowanych społeczeństwach od dawna są stanowczo zakazane. Takie widowiska są wbrew elementarnym zasadom człowieczeństwa i humanitaryzmu. Przed takim barbarzyństwem, a można powiedzieć dosadniej, wynaturzeniami, naszych braci mniejszych chronią międzynarodowe konwencje.

Ludzie na widowni byli skonsternowani. Ostatecznie zapłacili za bilety. Zaczęły się gwizdy i tumult. Może dlatego Strażnik Praw i Obowiązków dodał:

– Jak powszechnie wiadomo w klatkach mają prawo walczyć wyłącznie ludzie. Jako istoty wolne i myślące posiadają taki przywilej. – kontynuował urzędnik, a potem dodał– Według mnie, najlepsze są walki na gołe pięści, a do tego, gdy najważniejszą zasadą w trakcie takiego pojedynku, jest brak jakichkolwiek ograniczeń, a wszystkie chwyty są dozwolone.

Gdy klatkę opuścił Biały Kieł, w jego miejsce pojawił się człowiek, którego przodkiem musiał być King Kong.

– No to zmieniamy taktykę. – usłyszał słowa swojego sekundanta.

Koniec

Komentarze

Za zgodą Loży:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/poradniki/w/w/k

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka