Słońce wyłoniło się zza budynku szkoły. Jeszcze ty mnie dobij po tych trzech dniach – pomyślał. Orkowe święto Pierwszego Grohu, elfickie Beltane, a dla niego dni żałoby.
– Kurwa, ja pierdolę ten krasnoludzki pragmatyzm – wysyczał pod adresem murku, na którym spoczął jego zad.
Po co robić gładki murek, on nie służy do siedzenia. No i po co pędzić słaby bimber, on służy do uwalenia się.
Trzymał się za głowę tuż za okrągłymi uszami, ból doskwierał niemiłosiernie. Jeszcze te dzieciaki z tej elfickiej szkoły. Na myśl o elfach przypomniał sobie ją. Wydatny biust, pełne biodra i wąski w pasie, podkreślający kształt brzuszek. Oj, jaki piękny brzuszek. A te włosy wypalające oczy swą parzącą czerwienią. Chyba nigdy jej nie zapomni. Otworzył zaciśnięte powieki, widział bruk. To chyba gnomów robota.
– Dzieci, do mnie!
Ten głos znowu mu ją przypomniał. Podniósł wzrok. Burza czerwonych loków przesuwała się na tle ładnie wykończonych ścian. Zakręciło mu się w głowie, tracił przytomność. Ostatnie, co przyszło mu do głowy, było jasne. Po tym, co wyprawiała z nim w nocy, wiedział od razu, że nie powinna uczyć dzieci.
Witaj. :)
Przy publikacji zawsze warto dodać też kilka tagów oraz fragment reprezentacyjny.
Kwestie językowe i sugestie oraz wątpliwości co do nich (zawsze – tylko do przemyślenia):
Po co robić gładki murek, on nie służy do siedzenia. No i po co pędzić słaby bimber, on służy do uwalenia się. – czy to nie są zdania pytające?
Jeszcze te dzieciaki z tej elfickiej szkoły. – powtórzenie/stylistyczny?
Cóż, całość przypomina zaledwie fragment większej powieści. To na pewno samodzielny tekst?
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w dalszej twórczości. :)
Pecunia non olet
Cześć bruce. Dziękuję za celne uwagi. Mea culpa – zgrzyty stylistyczne i interpunkcję poprawię w wolnej chwili.
Co do samej formy: to celowy, krótki wycinek. Chciałem zarysować wielokulturowość mojego świata (do tej pory w tekstach skupiałem się głównie na samych orkach) i świadomie zostawić czytelnika z twardym niedopowiedzeniem w finale. Niech każdy sam dopowie sobie, do czego doszło tamtej nocy. Niewykluczone jednak, że w przyszłości rozbuduję ten motyw do pełnego opowiadania.
Rozumiem. :)
Błędów wcale nie jest dużo, zawsze powtarzam, że nie popełnia ich tylko ten, kto nic nie robi. :)
Trzymam kciuki za rozbudowanie pomysłu, bo podwaliny są ciekawe. :)
I ja dziękuje, pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet