- Opowiadanie: Byczon - Żałoba o smaku bimbru

Żałoba o smaku bimbru

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Żałoba o smaku bimbru

Słońce wyłoniło się zza budynku szkoły. Jeszcze ty mnie dobij po tych trzech dniach – pomyślał. Orkowe święto Pierwszego Grohu, elfickie Beltane, a dla niego dni żałoby.

– Kurwa, ja pierdolę ten krasnoludzki pragmatyzm – wysyczał pod adresem murku, na którym spoczął jego zad.

Po co robić gładki murek, on nie służy do siedzenia. No i po co pędzić słaby bimber, on służy do uwalenia się.

Trzymał się za głowę tuż za okrągłymi uszami, ból doskwierał niemiłosiernie. Jeszcze te dzieciaki z tej elfickiej szkoły. Na myśl o elfach przypomniał sobie ją. Wydatny biust, pełne biodra i wąski w pasie, podkreślający kształt brzuszek. Oj, jaki piękny brzuszek. A te włosy wypalające oczy swą parzącą czerwienią. Chyba nigdy jej nie zapomni. Otworzył zaciśnięte powieki, widział bruk. To chyba gnomów robota.

– Dzieci, do mnie!

Ten głos znowu mu ją przypomniał. Podniósł wzrok. Burza czerwonych loków przesuwała się na tle ładnie wykończonych ścian. Zakręciło mu się w głowie, tracił przytomność. Ostatnie, co przyszło mu do głowy, było jasne. Po tym, co wyprawiała z nim w nocy, wiedział od razu, że nie powinna uczyć dzieci.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

 

Przy publikacji zawsze warto dodać też kilka tagów oraz fragment reprezentacyjny.

 

Kwestie językowe i sugestie oraz wątpliwości co do nich (zawsze – tylko do przemyślenia):

Po co robić gładki murek, on nie służy do siedzenia. No i po co pędzić słaby bimber, on służy do uwalenia się. – czy to nie są zdania pytające?

Jeszcze te dzieciaki z tej elfickiej szkoły. – powtórzenie/stylistyczny?

 

Cóż, całość przypomina zaledwie fragment większej powieści. To na pewno samodzielny tekst?

 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w dalszej twórczości. :)

Pecunia non olet

Cześć bruce. Dziękuję za celne uwagi. Mea culpa – zgrzyty stylistyczne i interpunkcję poprawię w wolnej chwili.

​Co do samej formy: to celowy, krótki wycinek. Chciałem zarysować wielokulturowość mojego świata (do tej pory w tekstach skupiałem się głównie na samych orkach) i świadomie zostawić czytelnika z twardym niedopowiedzeniem w finale. Niech każdy sam dopowie sobie, do czego doszło tamtej nocy. Niewykluczone jednak, że w przyszłości rozbuduję ten motyw do pełnego opowiadania.

Rozumiem. :)

Błędów wcale nie jest dużo, zawsze powtarzam, że nie popełnia ich tylko ten, kto nic nie robi. :)

Trzymam kciuki za rozbudowanie pomysłu, bo podwaliny są ciekawe. :) 

I ja dziękuje, pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka