- Opowiadanie: Atrament - Wisząc

Wisząc

Wrzucam na Nową Fantastykę, bo choć swoista, jwst to fantastyka. Powiedzmy, że fantastyka obyczajowa.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Wisząc

Podczas gdy tamten rozwinął był swój pergamin i rozpoczął uroczyste czytanie, mężczyzna stojący wraz z innymi, z kobietą u boku, powiedział do niej uspokajająco: – Nie zwracaj uwagi. Tego właśnie chcą: uwagi. Kobieta, skądinąd nader piękna, w odpowiedzi wtuliła się w pierś swego lubego. Oni i pozostali, to znaczy ci wszyscy, którzy stali w pewnej odległości od odczytującego pismo, podjęli głośne modlitwy dedykowane morzu – stali bowiem na szczycie klifu. Wiatr piździł jak odkurzacz z Pepco. Tamten, nazwany już wcześniej "tamtym", jakby w opozycji do chóralnie artykułowanych modlitw czytał dalej ze swego zwoju: – Gf khfgh kfffhkfffkhg. Gfffkhgfffk! – Proszę cię – znów odezwał się mężczyzna do swojej lubej. Był ubrany w zwierzęcą sierść; odrobina naturalnego, ciemnego włosia wystawała zza odzienia; broda, którą nosił, także była ciemna. Kobieta jego jeszcze mocniej wtluliła się w męską pierś. Tamten kontynuował: – Gfkhfkg kfhgh, gfkhlfghk; kkkkkh fghguty! Khgu kfffghu! – Nie wytrzymam! – Jedna z kobiet stanowczo wystąpiła z tłumu; poprawiła kaptur i pośpiesznie oddaliła się od tłumu. Tamten – który był czytał ciężkozgłoskowe pismo – przestał wreszcie; zwinął zwój, zamilkł. Ten, z powodu którego przeczytał uroczyste przemówienie, był już martwy; był siny na twarzy, z językiem wywnętrznionym, całkiem nieruchomy. Zawisł na śmierć. Modlący się tymczasem kobtynuowali modlitwę: o dobrobyt, o nowe potomostwo, o nowe zbiory. O wszystko, co niesie życie.

Koniec

Komentarze

Moja próbka.

Moja próbka.

Nowa Fantastyka