A taki pomysł.
A taki pomysł.
Kiedyś byłem piękny. Istotą czystości, nienaruszalnym kryształem, uosobieniem ideału. Ale przytrafiło się życie, a życie to czas. Jest on torturą wiecznych doświadczeń. To dobrze, że wszystkie te bóle przychodzą jeden za drugim, bo gdyby zwaliły się na mnie za jednym razem, pewnie z miejsca skruszyłby mnie na proch. Ale ponoć w proch się obrócę. Wszystko obróci się w proch, tak mówią. Nawet gówno.
Kiedyś byłem pięknym monolitem, ale te czasy dawno minęły. Skóra na mnie stwardniała, rosła zacierając pierwotne kształty, maskując wszelkie piękno. Z czasem, stałem się już tylko tym osadem. Owszem, w środku wciąż mam kryształ, lecz z zewnątrz jestem już tylko skorupą. Historia okrywa piękno warstwą niemożliwą do przeniknięcia.
Kiedyś byłem delikatny, ale to już minęło. Teraz jestem twardy. Takie są wymogi świata. Wszystkie rany i pęknięcia bliźnią się, przekształcając w zbroję. Przeżyłem burze, susze i powodzie. Wszystko to odciskało swe piętno, rysowało, aż w końcu doznałem oderwania. Zdrada ta była fizycznym naruszeniem mojej integralności. Porzucony, zraniony tak bardzo, że mogę myśleć już tylko o rozpadzie. Czy może być coś gorszego, od utraty połówki samego siebie? Patrzałem, jak odeszła, widziałem, co się z nią dzieje.
Co gorszego może mnie jeszcze spotkać?
Mężczyzna zdjął kask i podrapał się po spoconych, czarnych kudłach. Ręką otarł słone krople z oczu. Westchnął.
– O ja jebię – powiedział do siebie, chociaż był otoczony kolegami.
Rozejrzał się, po czym ubrał okrycie głowy.
– Lont jest? – spytał.
– Lont jest, tak jest!
– No i dobra. Pomóż mi z tą wiertnicą i odpalamy! Trzeba się pozbyć tego kloca.
– Może najpierw lunch, John?
– Nie! Coś czuję, że tym razem znajdziemy fortunę! Tuż pod tym brudnym skurwysyństwem!
Cześć,
Kiedyś byłem piękny. Istotą czystości, nienaruszalnym kryształem, uosobieniem czystego ideału
Przeczytałam i w sumie tyle mogę o tym powiedzieć. Pierwsza część podobała mi się bardziej od drugiej ;)
Those who don't believe in magic will never find it
Dzięki, poprawiam.
Pierwsza część podobała mi się bardziej od drugiej ;)
Nie dziwię się. Pomyślałem sobie, że warto przełamać te jęki na wstępie czymś pozbawionym przemyśleń.
Hej,
Spocone, czarne kudły przywołały w mojej wyobraźni Orka przebrzydłego, sama nie wiem dlaczego, może też ta skorupa, ten zewnętrzny chłód, a w środku złamane serce. Przeciez tak być może… nikt raczej nie opisał historii miłosnych Orków. Ale to moja interpretacja, chyba kiepska i nietrafiona. Przyznam, że nie wiem, gdzie podąża tekst, ale śledzę z zainteresowaniem. Pozdrawiam