Krótkie opowiadanie poprzedzające “Paszczaka”; akcja dzieje się w tej samej “nawiedzonej” szkole, w której uczniom i nauczycielom przytrafiają się różne dziwne przygody. Tym razem w ciepłej konwencji (a przynajmniej takie było założenie).
Krótkie opowiadanie poprzedzające “Paszczaka”; akcja dzieje się w tej samej “nawiedzonej” szkole, w której uczniom i nauczycielom przytrafiają się różne dziwne przygody. Tym razem w ciepłej konwencji (a przynajmniej takie było założenie).
Część 1: Biedronki
Pani Iza zadała dzieciom napisanie bajki. Obowiązkowo z morałem. Jaś nie był zbyt biegły w pisaniu i ogólnie uchodził w klasie za tępego matołka. Wszyscy byli więc ciekawi, jaką bajkę ułożył.
– Jasiu, przeczytaj nam swoją bajkę – poprosiła pani Iza.
– Dobrze, proszę pani – odrzekł Jaś i z kartką w ręku poczłapał na środek klasy. – Dałem tej bajce tytuł „Biedronki”.
– To bardzo ładnie, Jasiu – powiedziała pani Iza – słuchamy więc.
I Jaś zaczął czytać: „Był słoneczny dzień. Na łące zebrały się biedronki, aby policzyć swoje kropki. Wszystkie miały po siedem. Tylko jedna miała sześć. Myślała, że jest wyjątkowa.
– Ha, ha! – wyśmiały ją koleżanki. – Brak ci siódmej kropki! Głupia jesteś, czy co?
I wszystkie bardzo się tym ubawiły. Poczuły się lepsze i miały dobry dzień”.
W klasie na chwilę zapadła cisza, którą przerwała pani Iza:
– Czy to już koniec bajki, Jasiu?
– Tak, proszę pani.
– A jaki z niej morał płynie?
– No, taki, że jak się ma więcej kropek, to znaczy tyle, ile trzeba, to jest fajnie, prawda?
– A co z biedronką o sześciu kropkach? Jak ona się czuła?
– Ona była głupia, proszę pani. Bo miała tylko sześć kropek. To przecież głupie, no nie?
Klasa parsknęła śmiechem. Pani Iza spojrzała na Jasia, pomyślała „Sam jesteś głupi, tępy kretynie” i powiedziała:
– Jasiu, nie mogę ci zaliczyć tej bajki.
– A to dlaczego, proszę pani?
– Bo ona źle się kończy. Napisz inną albo zmień zakończenie w tej. Masz czas do jutra.
I Jaś powlókł się smętnie do swej ławki zachodząc w głowę, co też takiego mogło się pani Izie nie spodobać. Przecież to świetna bajka. I ma morał: trzeba być jak inni, wtedy jest fajnie. A nawet git. Zajebiście, powiedziałby Bartek, ale Jasiowi nie wolno tak mówić, bo jest dopiero w trzeciej klasie. W czwartej jest już zajebiście. W trzeciej co najwyżej fajnie. A Jasiowi było teraz niefajnie. I Gnom mu za to zapłaci.
Część 2: Za szafą
– Wyłaź z tej dziury, wredny Gnomie, ale to już!
– Oho, a któż to tak brzydko się odzywa do swego najlepszego przyjaciela? Jedynego nawet!
– Wrobiłeś mnie z tą twoją bajką! Pani się na mnie pogniewała.
– Jak to możliwe?
– A tak to! Kazała mi się zastanowić, jak się czuła biedronka o sześciu kropkach!
– A kogo to obchodzi?
– No właśnie! Nikogo! Oprócz pani Izy! A teraz musi obchodzić mnie. A skoro mnie, to i ciebie.
– Jak to? Do czego zmierzasz?
– Masz mi natychmiast podyktować inną bajkę albo zmienić zakończenie. Inaczej powiem o tobie rodzicom.
Gnom wylazł zza szafy. Był mały, pokraczny i zdaniem Jasia zupełnie do niczego. Jednak, odkąd Jaś wprowadził się z rodzicami do tego domu i znalazł Gnoma w mysiej dziurze za szafą, był zadowolony z jego towarzystwa. Gnom miał zawsze kupę fajnych pomysłów i potrafił wybrnąć z każdej sytuacji. Jaś cenił to sobie. Nie wątpił więc, że i teraz Gnom sobie poradzi.
– To jak, piszemy nową, czy zmieniamy starą?
– Szkoda czasu na nową – odparł Gnom. – Czekaj, zaraz coś wymyślę. Już mi nawet coś chodzi po głowie. Pisz!
Część 3: Bajka – ostateczne rozwiązanie kwestii biedronkowej
– I jak tam Jasiu, masz dla nas nową bajkę? – zagaiła pani Iza na początku lekcji.
– Tak jakby, proszę pani.
– To znaczy?
– Dokończyłem starą. Mogę przeczytać.
– Prosimy – rzekła pani Iza i Jaś wystąpił znów przed klasą.
„Kiedy wszystkie biedronki o siedmiu kropkach świetnie się bawiły, biedronka sześciokropka postanowiła dać im nauczkę. Nie wolno się śmiać z kogoś, kto ma tylko sześć kropek! Poleciała do gospodarza i zaczęła mu się naprzykrzać, latając wokół głowy i szczypiąc w ucho. Wreszcie pan gospodarz się zdenerwował i powiedział, że musi zrobić porządek z tymi biedronkami. Wziął środek owadobójczy i zaczął gonić biedronkę. Ta uciekała mu tak, że naprowadziła go na miejsce, gdzie biesiadowały inne biedronki, co się z niej śmiały.
– O, jest tu więcej tego paskudztwa! – powiedział gospodarz.
I rozpylił środek owadobójczy, zabijając złe biedronki. Sześciokropka siedziała wtedy na drzewie, patrzyła i cieszyła się. Sprawiedliwości stało się zadość. Złe biedronki już nigdy nikogo nie wyśmieją tylko dlatego, że jest inny niż one”.
– To już koniec, proszę pani – rzekł Jaś.
I z dumą czekał na pochwałę.
– To bardzo zła bajka, Jasiu – oceniła surowo pani Iza.
– A dlaczego, proszę pani?
– Bo nie wolno się mścić, a tym bardziej zabijać kogoś tylko dlatego, że się z ciebie śmieje.
– To co miała zrobić ta biedronka o sześciu kropkach?
– Powinna porozmawiać z koleżankami, wyjaśnić im, jak jej przykro i one na pewno by ją przeprosiły i na przyszłość by się poprawiły – orzekła pani Iza. – Takiego zakończenia tej bajki oczekiwałam.
Jaś, choć był tępym matołkiem, gdy popatrzył na kolegów ujrzał w ich oczach zrozumienie – co za brednie plecie pani Iza! Tylko koleżanki kiwały głowami, jakby zgadzały się z panią. „Pewnie się podlizują – pomyślał Jaś. – A zresztą, kto by się przejmował dziewczynami! One są jakieś dziwne”.
Część 4: Na parapecie.
Gnom popijał lemoniadę, którą Jaś przyniósł mu z kuchni i wyglądał przez okno. Minęła połowa września, ale wciąż było pięknie i ciepło. Tylko Jaś znów wrócił markotny ze szkoły i udawał, że nie widzi swego przyjaciela.
– Widzę, że mnie widzisz – zagaił Gnom.
– Przecież przyniosłem ci lemoniadę, więc widzę – odparł Jaś z urażoną miną.
– To czemu się nie odzywasz?
– Bo dostałem pałę!
– Pałę?
– Lufę! Dwóję! I to przez ciebie!
– Jak to przeze mnie?
– Pani Izie nie spodobało się zakończenie bajki. A kiedy powiedziałem jej, że to, które sama wymyśliła, jest beznadziejne, to koledzy zaczęli się śmiać, dziewczyny płakać, a pani Iza zrobiła się czerwona, potem sina i już myślałem, że wezwie karetkę, by ją zabrali do szpitala jak matkę Bartka z czwartej klasy.
(„Było zajebiście – opowiadał wtedy Bartek – pierwszy raz byłem w karetce, gdy jechaliśmy ze starą i mówię wam, chętnie bym jej jeszcze raz taki numer wykręcił, żeby znów ją nerw chwycił i żebyśmy mogli przejechać się karetką”; Jaś był ciekaw, co to za numer Bartek wykręcił swojej mamie, ale bał się zapytać).
– No i? – zagadnął Gnom, bo Jaś przerwał i jakoś jakby się zawiesił. Gnom zauważył, że coraz częściej zdarza się to Jasiowi i zachodził w głowę, co może być tego przyczyną.
– Postawiła mi pałę i wezwała rodziców na wywiadówkę! – wypalił Jaś.
– No, oni z pewnością wezmą cię w obronę – zauważył Gnom.
– Mama się wkurzy o zakończenie bajki, bo wszystkim dziewczynom się nie podobało, a ona też jest dziewczyną, prawda? – Jaś wolał się upewnić, bo z dziewczynami to nigdy nie wiadomo.
„Bystry chłopak” – pomyślał Gnom i powiedział:
– Przede wszystkim jest twoją mamą i będzie cię bronić, choćbyś był winien jak sam Parzygęba.
– O, a kto to jest? – zaciekawił się Jaś.
– Taki jeden typek. – Gnom spochmurniał na samo jego wspomnienie.
– Opowiedz mi o nim! – poprosił Jaś.
– Kiedy indziej.
– A kiedy?
– W grudniu po południu.
– To aż tak długo mam czekać? – Jaś wydawał się zmartwiony.
– Dobra, w sobotę ci opowiem – zgodził się Gnom.
Część 5: Wygnanie.
– Jak długo już się znamy? – zaczął Gnom swoją opowieść, siedząc na krawędzi biurka w pokoju Jasia.
– Odkąd tu mieszkamy! – odrzekł Jaś.
– A wiesz, skąd ja się tu wziąłem?
– Niby skąd? Zawsze byłeś w mysiej dziurze.
– Nie zawsze tak było – odrzekł Gnom. – Kiedyś wiodłem szczęśliwe życie w Skrzacim Lesie.
– Kurde, ale fajna nazwa! – ucieszył się Jaś i pomyślał: „Zajebista!”; ale bał się powiedzieć.
– Pewnie że fajna. Zajebista – zgodził się Gnom.
– Wiedziałem! – wykrzyknął Jaś.
– Co wiedziałeś?
– No, to drugie. Że to takie megafajne. Turbofajne. No wiesz!
– Zajebiste?
– Tak!
– O-ka, niech ci będzie – zgodził się Gnom. – Mieszkałem więc w zajebistym Skrzacim Lesie i wiodłem tam zajebiste życie. Chcesz posłuchać?
– Aha!
– No to słuchaj.
I Gnom zaczął opowieść. Jaś dowiedział się, że w równoległym świecie – nie wiedział co prawda, co to jest, chyba coś z matmy, ale bał się spytać – nie ma takich wielkoludów jak Jaś i jego rodzice, i wszyscy wokół. Żyją krasnale, zwane skrzatami. Ich siedzibą jest Skrzaci Las. W środku Lasu rośnie drzewo, które korzeniami sięga środka ziemi, a konarami nieba. Na szczycie drzewa żyją dobre duchy i dusze krasnali, którzy już umarli. Drzewo nazywa się Obajt. Jest to wielki dąb, którego żołędzie dają mądrość i krzepę. Raz w roku, w dzień krzywonocy jesiennej, w cieniu konarów Obajta zbiera się wielka rada leśnych drwali i krasnali. Ustala ona, jakie chore i stare drzewa wolno wyciąć drwalom i gdzie nowe sadzonki wolno posadzić krasnalom. To główny temat obrad. Poza tym odbywa się kosztowanie miodu z leśnych barci, po którym wszyscy smacznie śpią i nazajutrz wracają do swoich zajęć.
„Nudna ta opowieść – pomyślał Jaś, ale bał się przerwać. – Nic dziwnego, że Gnom uciekł stamtąd do mysiej dziury”.
– Pewnego dnia – ciągnął swą opowieść Gnom – siedziałem nad brzegiem strumienia i usłyszałem cichy płacz. Zaciekawiony podszedłem bliżej i zobaczyłem małego, pokurczonego skrzata o ciemnej skórze, jakiegom dotąd w życiu nie widział.
– Kim jesteś? – zapytałem.
– Nikt mnie nie kocha – odpowiedział, nawet nie spoglądając na mnie.
– Kim jesteś? – powtórzyłem.
– Zwą mnie Parzygęba Przeklętnik – odrzekł i odwrócił się do mnie. Zdrętwiałem na ten widok. Był szpetny jak przegniły grzyb, a oczy miał jak ropucha. I w ogóle był wstrętny. Mimowiednie krzyknąłem i odskoczyłem.
– No widzisz! – powiedział Parzygęba – i ty mnie nie cierpisz!
„Ciekawe, co znaczy mimowiednie? – zastanawiał się tymczasem Jaś. – Muszę zapytać, gdy skończy. Jak nie zapomnę”.
– Widzę, że mnie nie słuchasz – wyrwał go z zadumy głos Gnoma.
– Słucham! – rzekł szybko Jaś, trochę zawstydzony.
– To skup się! – zgromił go Gnom.
Dalej Jaś dowiedział się, że Gnom postanowił zaprzyjaźnić się z Parzygębą, bo mu się go szkoda zrobiło. Umówili się zatem na spotkanie nazajutrz w tym samym miejscu. Im częściej i dłużej się spotykali, tym mniej szpetny wydawał się Parzygęba Gnomowi, a nawet w jakiś sposób interesujący. Wreszcie Gnom ośmielił się zapytać nowego przyjaciela o przyczynę jego smętnego stanu.
– Byłem kiedyś taki jak ty – odrzekł mi Parzygęba – tylko bardziej ciekawski niż inne skrzaty. I wierzyć mi się nie chciało, by nasz święty dąb Obajt sięgał korzeniami środka ziemi, a konarami nieba. Wspiąłem się zatem nań i poznałem, że choć jest wysoki i widać z niego Las, nie sięga do nieba. Chciałem też sprawdzić, jak głęboko zapuszcza korzenie. Zacząłem kopać, ale pochwycili mnie na tym strażnicy dębu. Oddano mnie pod sąd wielkiej rady leśnych drwali i krasnali. Ta zaś obłożyła mnie klątwą i skazała na wieczne wygnanie.
– To jeszcze nie tłumaczy twojego wyglądu – rzekłem mu na to.
– Zakazano mi też jeść żołędzi z tego dębu, które dają zdrowie i urodę. I tak mnie oszpecono. I za co? Że chciałem zgłębić prawdę?
Dalej Gnom opowiadał, jak to żal mu się zrobiło Parzygęby i postanowił przynieść mu nieco żołędzi z dębu Obajta. Zjedli je razem, a wtedy Gnom poczuł się dziwnie źle. Zaczął patrzeć na świat oczami Parzygęby, rozumieć go i czuć niechęć do skrzatów, które go tak skrzywdziły. Parzygęba zaś nabrał otuchy i prosił o więcej żołędzi. Z każdym posiłkiem Gnom upodabniał się w swym sercu do Parzygęby i patrzeć już nie mógł na zarozumiałych i świętoszkowatych skrzatów, którzy zbierali się co rok w dzień krzywonocy jesiennej pod dębem i spożywali złocisty miód.
– Oczywiście – dodał Gnom – im bardziej przyjaźniłem się z Parzygębą, tym bardziej oddalałem się od moich braci. Wreszcie zauważono moją przemianę.
– I co było dalej? – zaciekawił się Jaś.
– Zwołano nadzwyczajne zebranie skrzaciej starszyzny, która postanowiła wygnać mnie z Lasu. Wstawiła się za mną jedynie polna wróżka, skrzydlata Róża Kalina. Obiecała mnie uzdrowić.
Po czym Gnom opowiedział, jak to Róża Kalina odwiedziła go nad strumieniem, gdzie zwykł spotykać się z Parzygębą. Ów na sam widok wróżki czmychnął w zarośla na drugim brzegu strumienia. Gnom zaś wysłuchał dobrych rad Róży Kaliny, która tłumaczyła mu, że Parzygęba nie dlatego cierpi wygnanie i szpetny wygląd, iż ośmielił się poddać w wątpliwość świętość Obajta, ale dlatego, że nigdy za to nie przeprosił i trwa w swym uporze.
Po odwiedzinach wróżki Gnom zapytał o to Parzygębę, a ten przyznał, że istotnie, nie przeprosił, bo i nie miał za co. Chciano go tylko upokorzyć i zmusić do życia w kłamstwie. A gdy Gnom wskazywał, że wszak brak żołędzi obajtowych wyraźnie ujemnie wpływa na wygląd Parzygęby, a zatem coś musi być na rzeczy z tą świętością dębu, Parzygęba rozsierdził się i zaczął krzyczeć:
– To już ci się nie podobam? Jestem szpetny, tak? Mówiłem, że nikt mnie nie kocha! A ty okazałeś się fałszywym przyjacielem!
Zaskoczony i speszony Gnom porzucił ten temat i przeprosił Parzygębę. Ten zaś powiedział mu, że gniewa się nań śmiertelnie i jeśli Gnom chce go przeprosić naprawdę, musi zwabić Różę Kalinę do jamy pod jesionem, w której Parzygęba pomieszkuje. Gdy tam ją zamknę – przekonywał Gnoma – rada drwali i krasnali zdejmie ze mnie klątwę. Ja wrócę do grona skrzatów, a ty z Różą Kaliną zrobicie dobry uczynek, przyczyniając się do mego uwolnienia i pojednania z braćmi.
Naiwny Gnom dał się namówić i zwabił wróżkę do jamy Parzygęby. Tam Przeklętnik rzucił się na nią z wściekłością, ale niczego nie mógł wskórać. Była dlań nietykalna. Roześmiała się tylko i ulotniła z jamy. Gnom zaś za tę zdradę został skazany na wygnanie ze Skrzaciego Lasu.
– I tak oto – dokończył – chcąc się przysłużyć temu nikczemnemu Parzygębie, znalazłem się tutaj.
– To smutna historia – zauważył Jaś. – A jak właściwie tu się znalazłeś?
– Wróżka Róża Kalina wstawiła się za mną i uprosiła, by nie okładać mnie klątwą i nie wydawać w ręce Parzygęby. Wyrzucono mnie zatem ze świata skrzatów i przesłano do waszego świata.
– To ładnie z jej strony – rzekł Jaś. – A możesz wrócić do siebie?
– Tak, gdy skończy się czas mego wygnania.
– A kiedy to będzie? – dopytywał Jaś.
– Gdy przejdzie tysiąc krzywonocy jesiennych.
– To strasznie dużo! – zmartwił się Jaś (słyszał już o tysiącu i wiedział, że to więcej niż sto, a nawet dwieście i w ogóle to megawielka liczba). – A nie można tego jakoś skrócić?
– Można, jeśli ktoś weźmie na siebie moją karę. W sumie – Gnom popatrzył na Jasia – ty mógłbyś to zrobić.
– Ja?
– No tak! Przecież moja kara polega na przebywaniu w twoim świecie. Ty i tak w nim jesteś, więc tobie wszystko jedno. A ja wrócę do siebie.
– To kto mi będzie układał bajki na lekcje? – zaniepokoił się Jaś.
– Ostatnio słabo mi to idzie, nie zauważyłeś?
– Fakt.
Po czym Jaś dowiedział się od Gnoma, że muszą wspólnie wymówić tajemną formułę przy pełni księżyca, która wypadnie w równonoc jesienną („Dobrze się składa – powiedział Gnom – że to akurat pojutrze”). Wtedy Gnom wróci do siebie, a Jaś zrobi dobry uczynek.
I Jaś zgodził się. Bo czego nie robi się dla przyjaciela? Jedynego w dodatku?
Część 6: Powrót
Pierwszego dnia jesieni Jaś przyszedł do szkoły dziwnie odmieniony. Cały wręcz promieniał.
– Jasiu, masz dla nas nową bajkę? – zapytała pani Iza.
– Tak, złotko.
Nauczycielkę tak zamurowało, że zdołała wykrztusić tylko:
– A o czym?
– O wielkim dębie Obajcie, skrzatach i dobrych wróżkach.
– Słuchamy zatem.
Jaś opowiedział swoją bajkę i wszyscy byli zachwyceni. Oczywiście dostał piątkę. Wzruszona pani Iza orzekła nawet, że słuchając bajki czuła się tak, jakby Jaś opowiadał jej prawdziwą historię.
– Bo tak było, proszę pani – rzekł Jaś.
Tymczasem w Skrzacim Lesie:
– Kim jesteś? – zapytała Róża Kalina.
– To ja, Jaś. Ale tu ładnie!
Niejasno czuł, że miał jakieś lepsze słowo na wyrażenie swego zachwytu, ale nijak nie mógł sobie przypomnieć…
– A ty jesteś pewnie dobrą wróżką? – zapytał.
– Skąd wiesz?
– Gnom opowiedział mi o tobie.
– Gnom? To ciekawe. Dawno go nie widziałam. Co u niego?
– Gdzieś mi się zapodział – powiedział Jaś. „Mam nadzieję, że nie narobi mi kłopotów w szkole” – pomyślał.
Cześć, Mehiko
Przyznam, że czytałem duszkiem. Wciągnąłeś mnie w opowieść. Prawdziwy to gnom, podstępny :-) Czy dobrze zrozumiałem, że tym razem magia okazała się niewystarczająca lub – o, zgrozo! Zadziałała odwrotnie?
Klik!
Pozdrawiam
Witaj. :)
Wątpliwości oraz sugestie co do kwestii językowych (zawsze – tylko do przemyślenia):
Czekaj, zaraz coś wymyślę. Już mi nawet coś chodzi po głowie. – powtórzenie?
Jaś, choć był tępym matołkiem, gdy popatrzył na kolegów (przecinek?) ujrzał w ich oczach zrozumienie – co za brednie plecie pani Iza!
– Pewnie (i tu?) że fajna.
W środku Lasu rośnie drzewo, które korzeniami sięga środka ziemi, a konarami nieba. Na szczycie drzewa żyją dobre duchy i dusze krasnali, którzy już umarli. Drzewo nazywa się Obajt. Jest to wielki dąb, którego żołędzie dają mądrość i krzepę. – powtórzenia?
Zaczął patrzeć na świat oczami Parzygęby, rozumieć go i czuć niechęć do skrzatów, które go tak skrzywdziły. Parzygęba zaś nabrał otuchy i prosił o więcej żołędzi. Z każdym posiłkiem Gnom upodabniał się w swym sercu do Parzygęby i patrzeć już nie mógł na zarozumiałych i świętoszkowatych skrzatów, którzy zbierali się co rok w dzień krzywonocy jesiennej pod dębem i spożywali złocisty miód. – tu mam dylemat, pojawiający się przy kilku fragmentach – „skrzaty” raz są jako „one”, a raz – jako „oni” – trzeba to w całym opowiadaniu ujednolicić
– Zwołano nadzwyczajne zebranie skrzaciej starszyzny, która postanowiła wygnać mnie z Lasu. Wstawiła się za mną jedynie polna wróżka, skrzydlata Róża Kalina. Obiecała mnie uzdrowić. – powtórzenia? – nie wypisuję reszty, ale powtórzeń (być może celowych?) jest w tekście znacznie więcej i warto im się przyjrzeć oraz część usunąć
Fajna baja, taka „familijna i pełna dziecięcego, dobrodusznego humoru”; klikam za jej klimacik. ;)
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Cześć. Tekst czyta się samoistnie. Masz ucho do dialogów. Brzmią naturalnie, a zestawienie dziecięcego toku rozumowania z cynicznym Gnomem robi świetną robotę. Satyra na szkołę w punkt. Postać pani Izy, która nie szuka u ucznia kreatywności, a jedynie potwierdzenia własnych schematów myślowych przypomniała mi młode lata. Czytając Gnoma przyszły mi do głowy dawne baśnie braci Grimm, które bywały mroczne i niesprawiedliwe, bo miały uczyć o prawdziwym świecie. W kontrze do współczesnych bajek często są „wykastrowane” z realizmu i brutalności na rzecz wymuszonych, cukierkowych morałów. Pozdrawiam :)
Świetna bajka, wręcz zajebista. Czyta się ją jednym tchem, ale gdy zwolnić, można się w niej doszukać wielu cennych spostrzeżeń, które nie są podane wprost, jak moralizatorskie uwagi pani Frau.