- Opowiadanie: lucy_l - To nie był nasz dom

To nie był nasz dom

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

To nie był nasz dom

 

Każdemu zdarza się, że jedno wydarzenie zmienia kierunek życia. Rozglądam się i widzę świat, bez barw. Każda czynność wywołuje mdłości, zmęczenie i strach. Jedyny spokój odnajduję we śnie. Sukcesem jest prysznic. Nie uważam, że byłabym w stanie się zabić. Myślę o tym, ale za dużo ludzi chce abym żyła. Depresja jest chorobą naszych czasów. Aczkolwiek każdy dociera w to chore i pozbawione radości miejsce inaczej. Ja tu jestem. To co mnie tu sprowadziło, zdecydowanie nie było przeciętne.

Dziecko z dobrego domu. Rodzice, starsze rodzeństwo. Każdy dzień w moim życiu, był festiwalem miłości. Problemy nie istniały. Nie dlatego, że ich nie było, po prostu oszczędzono mi ich. Wszystko od pierwszej klasy podstawówki do ostatniego dnia liceum miałam zaplanowane. Nie byłam gotowa na dzień w którym szklana kopuła pęka.

Mając szesnaście lat, wiesz o miłości tyle, ile widzisz w filmach romantycznych. Michał był jak zabrany prosto z planu. Trochę starszy, przystojny, inteligentny i wybuchowy.  Kłócicie się, ale przecież to „miłość”. Świat poza nim nie istniał. Planowałam każdą wolną chwilę, i wiele wybaczałam. Wychowałam się na tym. W końcu doprowadziło nas to  przed ołtarz. Przez jedną krótką chwilę byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Potem wszystko się rozpadło. Dom miał być nowym początkiem, nie końcem.

– Jest idealny. – Uśmiechał się przez łzy.

– Jest piękny, ale stary. Będzie trzeba wydać na remont. Niewiele też wiemy o poprzednich mieszkańcach.

– Nie ma co narzekać kotek. Odbijemy się. Niedługo może się uda, że będziemy potrzebowali więcej miejsca.

Marzenie o dziecku traktowałam bardzo liniowo. Tak powinno wyglądać idealne życie.

Dom był mały, parterowy. Trzy pokoje, kuchnia i taras. Prawie żadnych mebli, nawet łóżka. Przechodząc po raz pierwszy przez drzwi wejściowe, czułam radość zmieszaną ze strachem. Budynek był stary, w powietrzu unosił się zapach stęchlizny. Dodatkowo ten chłód, mury nie były ogrzewane kilka lat. Każdy nacisk drewnianej podłogi odbijał się dźwiękiem pośród pustych ścian. Nie czułam się jak u siebie. Byliśmy tu obcy.

– Mam nadzieję, że nic tu nie straszy – rzucił Michał. Zaśmiałam się odruchowo. Wszystkie szmery i stukoty, oddaliłam od siebie. Zepchnęłam w otchłań bujnej wyobraźni.

 

– Rozkładam nam posłanie. Pisałam do Dominiki, mają materac. Pojadę po niego na dniach.

– To jest jakaś tragedia. Plecy mi zaraz wysiądą.

– Mnie też, ale nie stać nas teraz.

– Wiem o tym. Po prostu trzeba to ogarnąć.

Tradycyjnie spać chodziliśmy razem. Ułożyłam co tylko mogłam, żeby nie leżeć na gołej ziemi. Zignorowałam kolejne narzekania i wyzwiska męża za jego niedolę.

Jesteś dobrą żoną. Wszystko się ułoży. Powtarzałam w myślach.

 

Leżałam pośród ciemności, nie czując nic. Zupełna cisza. W takiej atmosferze pojawiła się ona. Chuda, szkaradna o ludzkich zgarbionych kształtach. Czarne włosy sięgały za kościste biodra. Jej obecność budziła lęk, cokolwiek bym chciała zrobić, nie mogłam poruszyć nawet palcem. Szła powoli i bezgłośnie, powłócząc nogami. Ja, wciąż nic. Usiadła na mnie w rozkroku. Jej ogromne dłonie i szponiaste pazury zacisnęły się na moim gardle. Wpatrywała się, nieludzkimi oczami, z wyraźnym głodem. Im mocniej ściskała, tym więcej nienawiści widziałam w jej oczach. Wciąż próbowałam wrzeszczeć. Gdy wreszcie, ona zaczęła. Ogromny ryk. Przyciskała tylko mocniej, a ja walczyłam o każdy oddech. W końcu, kilka ledwo słyszalnych odgłosów przerodziłam w krzyk.  Nagle odzyskałam władzę nad ciałem. Obudziłam się.

– Nic Ci nie jest? – spytał zszokowany.

– Nie wiem…nie. Miałam koszmar, ktoś mnie dusił. Sparaliżowało mnie całkowicie.

 

Kolejne dni rozmyły nocne mary. Nie były jednak w stanie zamazać tego, co działo się w rzeczywistości. Drobne zmiany w zachowaniu Michała zaczęły się od fizycznego zdrowia. Codziennie bolało go coś innego, głowa, kręgosłup, kolana. Budziłam się do nowej pracy, a on wymyślał kolejne wymówki. Dlaczego nie wstaje. Dlaczego weźmie zwolnienie. Dlaczego nie wyprowadzi psa. W zaledwie miesiąc zrobił się jak tykająca bomba. Ignorowałam to. Nie była to dla mnie nowość. Zawsze miał „krótki lont” i lekką hipochondrię. Nie dostrzegałam jednak tempa rozwoju tych wydarzeń.

Pierwszą jego utratę pracy, przyjęłam ze smutkiem. Płakałam, ale pocieszałam, miałam w sobie wiele wiary i nadziei. Winą obarczałam świat dookoła. Chciałam naprawić jego wierząc, że to co się dzieje jest zwyczajne i chwilowe. On zaś tego nie dostrzegał. Powoli zamykał się w jakimś innym świecie. Unikał mnie, godzinami spał, a w nocy wychodził nie dając znaku życia.

Z każdym dniem miałam tylko coraz więcej obowiązków. Michał znalazł nową pracę. Potem szukał kolejnej. Ciągle ten sam schemat. Jego obłęd rósł równomiernie z moim przerażeniem. Bałam się poranków, bałam się wracać do domu, bałam się kłaść spać a najbardziej bałam się wybudzać w środku nocy. W takich chwilach nigdy nie było go obok mnie. Siedział w ciszy, wpatrzony w ścianę albo ekran telefonu, bez żadnego źródła światła. Pytania dlaczego nie śpi, nie miały sensu. Albo nie odpowiadał nic, albo rzucał tylko proste „nie mogę”. Najbardziej przerażał mnie, gdy znajdowałam go na tarasie. Wpatrywał się w gwiazdy. Wtedy zaczynał mówić. Widział na niebie światła i istoty. Pokazywał mi. Gdy odpowiadałam, że nic nie widzę, wybuchał gniewem. Czasem był słaby i nieobecny. Innym razem w złości, nieprzewidywalny. Krzyczał, uderzał w ściany, aż rozbijał dłonie do krwi. Za każdym razem lądowałam skulona i roztrzęsiona w kącie sypialni, dłońmi zakrywając uszy i głowę.

Jezu, tak bardzo nienawidzę swojego życia. Pomyślałam, dławiąc łzy.

 

Wciąż szukałam wyjaśnień, namacalnych, fizycznych. Prowadziłam go do psychiatrów czy speców medycyny naturalnej. Żadna z tych metod nie pomogła. Michał widział i słyszał tylko coraz więcej. Głosy, postacie, teorie spiskowe, przekonanie, że sąsiedzi nas szpiegują. Wszystko tylko się pogarszało.

Tamtego dnia, gdy wróciłam z pracy, drzwi wejściowe były zamknięte. Wiedziałam więc, że mój mąż nie wstał od kilkunastu godzin. Większości nocy spędził na tarasie. Poczułam nienawiść. Mimo to wyprowadziłam psa, ugotowałam obiad i posprzątałam. Popołudnie wypruło mnie z reszty sił. W końcu obudził go nastający wieczór. Odpoczywałam w salonie, gdy stanął przede mną wyprostowany, cały napuchnięty i czerwony.

– Co robisz? – zapytał spoglądając z góry.

– Odpoczywam, nie mam już siły…

– No dobra… jest obiad?

– Jest. Jak zjesz, to proszę, żebyś zabrał psa na spacer.

Nastała cisza połączona z gęstniejącą atmosferą. Poszło jak zapałka upuszczona w kałużę benzyny.

– Dlaczego ja? Nie możesz ty? Jestem zmęczony, dopiero wstałem.

– Powiedziałam Ci. Nie mam już siły. Spałeś cały dzień!

– Czego ty nie rozumiesz?! Dopiero wstałem, jestem głodny! Już coś chcesz. Nie mogłem spać w nocy to spałem teraz. Tylko się czepiasz!

Wyglądał jak drapieżnik szukający pretekstu. Poczułam nienawiść. Do niego. Do tego domu. Do całej sytuacji. Momentalnie zerwałam się na równe nogi.

– Mam dość! Nic Ci nie pomaga. Nic nie robisz! Nie pracujesz, nie zajmujesz domem. Mnie i psa masz całkiem gdzieś. Gapisz się tylko w te gwiazdy, wszędzie teorii spiskowych doszukujesz! Nie na to się pisałam!

– No ładnie! Ale przysięga w zdrowiu i w chorobie dalej obowiązuje z tego co mi wiadomo!

– Jaka przysięga?! Jak ona widocznie tylko w Twoim przypadku działa!

– Ty myślisz, że mi jest tak dobrze!? Nie wiem co się dzieje, wszyscy robią ze mnie wariata. Nie mam już sił, nie rozumiesz!? Ciągle coś się dzieje, próbuje to ogarnąć. Chodzę do tych Twoich lekarzy, ale to nic nie daje! Mogłabyś mi pomóc. Odciążyć jakoś, a nie tylko ciągłe pretensje!

Oniemiałam. Nie wiedziałam, czy mam się śmiać czy płakać. Absurdalność jego słów prawie zwaliła mnie z nóg. Wtedy właśnie, wydało mi się, że znów ją zobaczyłam. Przez ułamek sekundy. Stała uśmiechnięta, jej długa dłoń zwisała na jego ramieniu. Wpierw wskazała mnie palcem, później szeptała. Michał chwycił stojący obok wazon i rzucił.

– Słuchasz Ty mnie w ogóle?!

Huk rozbitego szkła i uderzające resztki otrzeźwiły mnie. Gorąco uderzyło od stóp po głowę i całkowicie zalał pot.  

– Zwariowałeś?!

– Nie rób ze mnie wariata! – wrzasnął. W amoku ruszył na mnie. Nim się zorientowałam popchnął. Z impetem wylądowałam na regale z książkami. Poleciałam z całą półką, część grubszych tomów solidnie obiła mi głowę. Wiem, że coś krzyczał. Do mnie nic nie docierało. Chwycił mój nadgarstek i agresywnie ustawił do pionu. Przez chwilę widziałam jego oczy. Ich naturalny kolor pochłonęła czerń. Po raz kolejny mną rzucił, tym razem w kierunku kanapy. Upadłam na resztki porozbijanego szkła. Część powbijała mi się w dłonie, a ból ocucił zmysły na nowo. Próbowałam rzucić większymi kawałkami. Jakim cudem tak błaha sytuacja, urosła do takiego stopnia? On nie zrezygnował. Jeszcze bardziej rozwścieczony, jednym zamachem ręki zrzucił wszystkie zdjęcia i ozdoby ustawione na niższej komodzie. Rzuciłam się w kierunku drzwi.

– Nigdzie teraz nie idziesz! – wrzasnął – jeszcze nie skończyliśmy!

Niczym duch stanął w futrynie drzwi, wywołując dreszcze na całym moim ciele. To nie był mój mąż. Nim się zorientowałam, dostałam solidny policzek. Oczy zaszły łzami, a dłonie instynktownie dotknęły twarzy. Nie rozumiem, czemu nie zaczęłam krzyczeć. Mieszanka niedowierzenia, paniki i adrenaliny blokowały wszystkie reakcje.

– Po prostu mnie przepuść… – wydukałam, ledwo słysząc własny głos.

Przytrzasnął mnie do ściany. Ręką uciskał gardło blokując przepływ powietrza. Wiedziałam, że nie mam wiele czasu. Cała zalana potem machałam rękami. Nie słyszałam już kompletnie nic, oczy powoli zachodziły ciemnością. Został mi tylko strach i ciepło jego przyśpieszonego oddechu.

Nagle moja dłoń musnęła zimny i twardy przedmiot. Chwyciłam go mimowolnie, jakbym nie sterowała już ciałem. Uderzyłam go w głowę z całej siły. Gruchnął o ziemię. Momentalny dopływ powietrza mało nie spowodował wymiotów i nie zwalił mnie obok niego. Chwiejnie, jednak najsprawniej jak byłam w stanie, ruszyłam do wyjścia. Korytarz ciągnął się w nieskończoność. Nie odwracałam się. Nie wiedziałam, czy już po mnie idzie. Nie czułam już nic. Ocknęłam się, gdy klamka stawiła opór. Strach wrócił ze zdwojoną siłą. Wtedy odwróciłam się, zobaczyłam fragment nieruchomego ciała. Stała tam po raz ostatni. Po prostu, uśmiechnięta, głęboko wypatrująca moich oczu. Od razu cała zesztywniałam, a serce skoczyło do gardła. Ponownie szarpnęłam drzwi,  tym razem pamiętając o zamku. Wybiegłam w mrok.

Ogarnął mnie chłód. Całe poruszenie opadło, jakby nic się nie wydarzyło. Powietrze uleciało z moich płuc, a dreszcze i odrętwienie całkiem odpuściły. Stanęłam i poczułam jak wraca słuch i moje życie.

Tkwiłam tam, zanim nadjechała policja. Wpatrywałam się w ten chory budynek. Będąc na zewnątrz jakby coś się we mnie otworzyło. Nie był to stary domek dla młodej pary. Teraz wyglądał inaczej. Ściany wydały się popleśniałe, całe czarne. Jakby coś zjadało go od środka. Emanował mrokiem i złem. Byłam w szoku, że nie dostrzegłam tego wcześniej. Wszystko dookoła odstawało.  Zaznałam ulgę wiedząc, że nigdy więcej nie przekroczę tego progu. Nagle poczułam się bezpieczna.

Zrozumienie tych dni nie nadeszło od razu. Mój mąż przeżył, wyciągnęli go. Nie widzieli tam nic. Dla nich była to tylko przemoc i choroba. Dla mnie to było coś więcej. Wiem, co widziałam. Nic się nie skończyło. Dziś leżę i próbuję się pozbierać. Niemoc i gniew rosły we mnie na tyle długo bym zdążyła błagać o ból fizyczny. Gdy nadszedł, mało mnie nie zabił.

 

Koniec

Komentarze

Cześć, lucy_l

Tekst wymaga szlifu od strony technicznej, szczególnie interpunkcja, dlatego skupiłem się na fabule. Dobry pomysł z domem, pomimo że oklepany to zawsze on top w horrorach ;-) Troszkę szkoda, że nie rozwinęłaś motywu szkarady, widma, czy cokolwiek to było. 

Myślę, że byłby to dobry szkic do dłuższego opowiadania. W tak krótkiej formie trudno jest emocjonalnie związać się z bohaterem, bohaterką. W zasadzie los tej dziewczyny był mi obojętny. Zwróć uwagę, że horrory przerażają szczególnie, gdy można odczuwać to, co postać, wtedy wszystko wybrzmiewa mocniej :-)

Życzę wszystkiego dobrego w dalszej pracy twórczej.

Pozdrawiam

Nowa Fantastyka