Jak już się wysprzęgliłam ze starych tekstów, wrzucam te bardziej bieżące. W moim odczuciu jest mniej mrocznie, ale zobaczymy :)
Jak już się wysprzęgliłam ze starych tekstów, wrzucam te bardziej bieżące. W moim odczuciu jest mniej mrocznie, ale zobaczymy :)
Pięćdziesięcioletnia siostra Brygida spędziła ponad ćwierć wieku w klasztorze boromeuszek. Od kiedy pamiętała, dyżur przy oknie życia wyzwalał w niej dreszcz emocji. Marzyła o tym, aby to właśnie ona była pierwszą, którą w tym nowym życiu zobaczy jakaś porzucona, mała istotka. Ganiła się w myślach za to, bo to przecież oznaczało, że kolejna matka porzuciłaby swoje dziecko. Zawsze spowiadała się z tych grzesznych, pełnych pychy myśli. Tym razem jednak było inaczej.
Po wydarzeniach z ostatniej nocy czuła się zbrukana i niegodna tego świętego, pełnego miłosierdzia miejsca. Bała się, że jeśli usłyszy dzwonek, to w okienku nie znajdzie maleńkiego dziecka, tylko kałużę krwi. Będzie to świadectwo jej niegodnego uczynku. Siostra Brygida zdawała sobie sprawę z tego, że nie może się wyspowiadać ze swojego grzechu. Każda jej kolejna spowiedź będzie grzechem ciężkim. Jej miejsce jest teraz w piekle i tego już nic nie zmieni.
Bo tak, pora nazwać rzeczy po imieniu. Siostra Brygida dokonała aborcji. Przez miesiące współżyła z samym diabłem, a gdy okazało się, że w jej łonie rozwija się owoc tego grzesznego związku, użyła wszystkich znanych sobie metod, by tego problemu się raz na zawsze pozbyć.
Wiosną zeszłego roku siostra Brygida otrzymała list z rodzinnego domu. Nadawcą była jej matka, ale w dużej kopercie znajdowała się druga, mniejsza, a w niej zaproszenie. „Urszula Kopycka i Maciej Madeński mają zaszczyt zaprosić Sz.P. Magdalenę Wysocką na uroczystość zawarcia związku małżeńskiego…” Dopiero po chwili zakonnica przypomniała sobie, że Magdalena Wysocka to ona sama. Już tak dawno nie używała tego imienia i nazwiska.
– Urszula, Maciej…
Powtórzyła na głos imiona zakochanych, ale nie potrafiła ich znaleźć we wspomnieniach. Zamyśliła się, trzymając piękne zaproszenie.
– No nic, porozmawiam o tym z mamą.
Był już wieczór. Po kolacji i wspólnej modlitwie siostry udały się do swoich cel. Teraz miały czas wolny. Siostra Brygida zwykle oddawała się wtedy lekturze. W jej celi można było znaleźć dzieła Sienkiewicza, Prusa, traktaty teologiczne, trochę poezji. Oczywiście wszystko zgodne z wytycznymi klasztoru.
Zakonnica miała jednak swój grzeszek na sumieniu. W wakacje spędziła dwa tygodnie u swojej siostry na wsi. Weronika, córka tejże siostry, miała w pokoju spory regał z książkami i z ogromną pasją zachwalała swojej cioci Franka Herberta. Już sama okładka napawała przykładną boromeuszkę trwogą. Bała się myśleć, co jest w środku. Siostrzenica nalegała, by jej ciocia dała temu dziełu szansę i spróbowała przeczytać chociaż kilkadziesiąt stron. Wzięła więc książkę, choć czuła, że parzy w dłonie. Wieczorem, z ogromną rezerwą, ale jednak zaczęła czytać. Na początku z dystansem, ale potem przepadła. Kiedy książę Leto zmarł, rozgryzając kapsułkę z trucizną, zakonnica wybuchła płaczem. Na ranem zasnęła. W czasie pobytu u siostry doczytała jednak pierwszy tom „Diuny”, potem kolejny. Na więcej jej nie starczyło czasu. Wiedziała natomiast, że w klasztorze taka literatura byłaby traktowana jak ciężki grzech.
Tego wieczoru jednak to nie bezbożne powieści były najcięższym grzechem skromnej siostry Brygidy. To wtedy bowiem do jej przewinień doszła samoświadomość.
Kiedy odkładała list wraz z zaproszeniem na biurko, kątem oka ujrzała swoje odbicie w znajdującym się na drzwiach szafy małym lusterku. Widziała twarz w czarnym welonie, szyję i ramiona, ale nic więcej. Odłożyła list i spokojnie stanęła przed lusterkiem. Odsunęła się o krok, żeby widzieć więcej siebie, ale z marnym skutkiem. Teraz mogła zobaczyć tylko czarną plamę habitu. Stanęła więc spokojnie i spojrzała na swoją twarz. Kiedy ostatnio tak naprawdę spojrzała sobie w oczy? Jako zakonnica starała się nie rzucać w oczy, nie skupiać na wyglądzie. To jej wyszło. Z trudem już mogła rozpoznać Magdalenę. To była siostra Brygida. Zawsze miała jasne brwi, ale teraz stały się wręcz przezroczyste. Ile ich jest? Dziesięć lichych włosków? Jasne oczy. Zmarszczki wokół nich, ale za to gładkie policzki. Usta ma teraz wąskie, ale przecież nie zawsze tak było. Boromeuszka zdjęła welon z głowy. Włosy miała ścięte bardzo krótko. Kiedyś były w odcieniu jasnego blondu, ale teraz trudno powiedzieć. Jeszcze nie siwe, ale już nie takie piękne.
– Piękne? Czy kiedyś były piękne?
Zdumiała się, słysząc swój własny głos. Ale już była zupełnie zaskoczona i przerażona, gdy usłyszała głos dochodzący z lustra:
– Maciek zawsze mówił, że są piękne. Że twoje oczy są piękne. Że odbija się w nich błękit nieba.
Wystraszona siostra Brygida zrobiła jedyne, co uważała za stosowne w takiej sytuacji. Rzuciła się na kolana i zaczęła gorliwie modlić do świętego Judy Tadeusza o przywrócenie jasności umysłu.
Kolejnego dnia zakonnica dyżurowała w ogrodzie. Tak po prawdzie to miała po prostu pilnować nowicjuszek, które przekopywały grządki truskawek, by przygotować je na sezon. Jej zadaniem było więc siedzenie na ławce i obserwowanie młodych kandydatek na oblubienice Boga. Dziewczęta pracowały w powolnym tempie. Zresztą w klasztorze wszystko odbywało się właśnie tak – powoli. Tu się nikt nie spieszył. Doświadczona już zakonnica słyszała, że nowicjuszki rozmawiają, co chwila wybuchają śmiechem. A niech tam mają. W pewnym momencie jedna z nich – zdaje się, że Aleksandra – zdjęła welon, przeczesała palcami włosy i założyła go ponownie. Kiedy siostra Brygida zobaczyła, co robi młoda nowicjuszka, w pierwszej chwili miała krzyknąć, że tak nie wolno, ale mimo to zamarła. Jakiś głos w jej głowie powiedział:
– Poczekaj.
I na Boga Jedynego, warto było poczekać. Aleksandra miała krótko ścięte włosy, ale w tak intensywnym brązowym kolorze, jakiego zamknięta na długie lata w klasztorze zakonnica nigdy nie widziała. W dziennym świetle, w nieśmiałych promieniach słońca włosy te błyszczały delikatnie i jakby prosiły się o choćby lekkie ich dotknięcie. W pewnym momencie największym marzeniem Brygidy było to, żeby wsunąć w nie dłoń, a może nawet poczuć ich zapach. Kiedy nowicjuszka założyła znowu welon, z gardła zakonnicy wydobył się cichy jęk. To był zwyczajny, czysty zawód.
Popołudniowa rozmowa z mamą jeszcze bardziej zaburzyła równowagę siostry Brygidy.
– Córko, jak możesz nie pamiętać Maćka. To przecież twój chłopak z liceum.
– Mamo, to było ponad trzydzieści lat temu. Mogłam zapomnieć.
– No już bez przesady. Maćka oboje z ojcem bardzo lubiliśmy. Porządny chłopak. Ożenił się najpierw z tamtą Kasią Bolkową. Różne plotki chodziły, ale wiesz, jak to z plotkami. W każdym razie z Kasią się rozwiódł dwa lata temu. Teraz jest z tą Ulką, ale ja ci mówię dziecko, ona z nim tylko dla pieniędzy. Bo wiesz, on dobry gospodarz…
– Rozumiem, mamo. Raczej nie będę mogła się pojawić na ślubie.
– Ale poproś chociaż o pozwolenie na wyjście. Spotkasz przyjaciół ze szkoły. Wszyscy mają już rodziny, dzieci…
Tego dnia siostra Brygida nie mogła doczekać się wieczoru. Będąc już w swojej celi, nawet nie pamiętała, co było na kolację. Potrzebowała samotności, ciszy i spokoju. Zdjęła welon i stanęła przed lusterkiem.
– Magda?
Dziwnie się czuła, mówiąc do szafy, ale przecież od ponad ćwierćwiecza regularnie mówiła do obrazów i nawet dostawała czasem odpowiedzi.
– Jestem tutaj.
Zakonnica widziała w lustrze swoje odbicie. Takie niby-swoje, bo coś się nie zgadzało. Była tam ona, to pewne. Tylko w tych oczach tliło się coś więcej. Życie? Postać w lustrze, Magda, patrzyła żywym, śmiałym wzrokiem. Siostra poczuła, że dotyka czegoś nieznanego. Magda podniosła rękę i przeczesała dłonią krótkie włosy dokładnie tak, jak robiła to nowicjuszka. Przesunęła smukłą dłoń od czoła, przez całą głowę. Potem dotknęła swojej szyi. Tam się zatrzymała i spojrzała zakonnicy prosto w oczy. Dłoń opadła na dekolt. Z transu wyrwało zakonnicę pukanie do drzwi. Niezwykłe o takiej porze. Za drzwiami stała siostra Leokadia.
– Brakuje nam jednej nowicjuszki.
Siostra Brygida nałożyła welon i szybko wyszła z celi. Miała nadzieję, że nie widać jej rumieńców na policzkach. W korytarzu panował w końcu półmrok. Razem dotarły do cel nowicjuszek. W tym czasie siostra Leokadia pokrótce przedstawiła sprawę:
– Wróciła z ogrodu i była na obiedzie. Potem miała iść razem ze wszystkimi na modlitwę, ale nie dotarła. Dziewczęta były całe popołudnie w kaplicy. Nie widziały jej na kolacji. Dopiero po powrocie do swojej celi, ta, która z nią mieszkała, Aleksandra, zorientowała się, że coś nie tak. Przybiegła wprost do przełożonej. Na miejscu zastały spłakaną nowicjuszkę.
– Ja nie wiedziałam, że ona tak na poważnie. Mówiła, że ma straszne sny w tym pokoju, ale ja nie wiedziałam.
Biedna Aleksandra szlochała, wycierała ręką łzy i trzęsła się na całym ciele. Na szczęście na miejsce przyszła już siostra przełożona.
– Skontaktuję się z rodzicami Gabrieli. Teraz rozejdźcie się do swoich cel i idźcie spać. Z Panem Bogiem.
Kiedy odeszła, Aleksandra nadal płakała. Nie chciała zostać sama. Siostra Brygida, zaskakując najbardziej siebie, powiedziała:
– Ja przenocuję dziś z tobą.
Zakonnica wróciła do swojej celi. Umyła zęby, wzięła koszulę nocną i udała się do części dla nowicjatu. Kiedy weszła do celi Aleksandry, ta była już w łóżku, przykryta prawie cała kołdrę. Wystawały jedynie brązowe kosmyki włosów, na których widok siostrę Brygidę przeszedł dziwny dreszcz. Przebrała się, weszła do łóżka, przeżegnała i próbowała zasnąć, gdy usłyszała głos nowicjuszki:
– Gabrysia mówiła, że ma straszne sny. Że on przychodzi do niej w nocy. Że ją dusi. Ja mówiłam, żeby się wtedy modliła do Michała Archanioła. Ale ona płakała, że na zmorę to nic nie da.
– Długo to trwało?
– Na pewno od kiedy ja tu jestem, czyli dwa miesiące i trzynaście dni.
Boromeuszce nie umknęło to, z jaką dokładnością Aleksandra policzyła swój pobyt w klasztorze. Próbując uspokoić młodą dziewczynę, powiedziała tylko:
– Spróbuj zasnąć. Będę się modlić. Nie martw się teraz o nic. Zostawię zapaloną lampkę.
Aleksandra w końcu zasnęła, a siostra Brygida długo słuchała jej równego oddechu. Kiedy upewniła się, że tamta już śpi mocno, wstała z łóżka i po cichu podeszła do jej łóżka. W delikatnym świetle widziała, jak jasna twarz odbija się na tle ciemnych, rozrzuconych po poduszce włosów. Nie odważyła się dotknąć policzka, ale lekko pogładziła pasma, po czym wróciła do siebie. Przykryła się dokładnie cienką kołdrą, położyła w pozycji embrionalnej i przyłożyła dłoń do nosa, by poczuć zapach włosów nowicjuszki. W końcu, czując słodkie zmęczenie i lekkość na sercu, i ona zasnęła.
Kolejne dni mijały siostrze Brygidzie normalnie. Sprawa zaginionej nowicjuszki całkiem szybko się zamknęła. Gabriela pod osłoną nocy wróciła najpierw do swojego dawnego chłopaka, a potem do rodziców. Ci, nieco zawiedzeni postawą córki, przyjęli ją do domu i więcej nie wracali do tematu boromeuszek. Aleksandra została przeniesiona do trzyosobowego pokoju.
Siostra Brygida wykonywała swoją pracę w klasztorze. Miała dyżury w schronisku dla bezdomnych kobiet, w domu samotnej matki. Wieczorami czytała znowu „Lalkę”. I to właśnie w trakcie tej lektury pierwszy raz poczuła, że jej ciało chce coś powiedzieć. Nagle złapały ją tak silne bóle w podbrzuszu, że po prostu zgięła się wpół. Ból był krótki, acz bardzo intensywny. Po chwili zupełnie minął, by po kilku minutach pojawić się ponownie. Po kilku takich turach przeszedł zupełnie. Dziwne, bo przypominał dawne bóle owulacyjne, których jednak siostra Brygida nie miała od kilku lat. Ogromnym szokiem było więc krwawienie, które dopadło zakonnicę w trakcie porannej modlitwy jakieś dwa tygodnie później. Skupiona na godzinkach poczuła jedynie wilgoć, a potem zimno w majtkach. Biorąc pod uwagę wiek, stwierdziła, że to na pewno nietrzymanie moczu, więc czym prędzej udała się do swojej celi, by zmienić bieliznę. Widoku krwi się jednak nie spodziewała. Pięćdziesięcioletnia siostra Brygida boromeuszka miała okres.
Podpaski wzięła z łazienki dla nowicjuszek, ale nikomu nie przyznała się do swojego stanu. Ktoś jednak się dowiedział. Przyszedł do niej w nocy, gdy już zasypiała.
Była w tym przyjemnym stanie między jawą a snem. Czuła, że ktoś leży za nią, wtulając się w jej plecy. Czuła mocną dłoń na swoim ramieniu, potem talii i pośladkach. Chciała się na początku ruszyć, ale nie mogła. Jej ciało jakby zdrętwiało. Dłoń zaczęła schodzić niżej, wzdłuż ud, potem łydek. Tam złapała jej nocną koszulę i mocno podciągnęła do góry. Siostra Brygida była teraz od piersi w dół zupełnie odsłonięta. Miała na sobie majtki, ale dłoń bardzo szybko, jednym ruchem je zerwała. Zakonnica usłyszała trzask materiału. Dłoń złapała ją mocną za pośladek, wbiła w niego paznokcie i nagle puściła. Zakonnica złapała głęboki oddech, wysunęła się spod kołdry prosto na podłogę. Przeczołgała się pod ścianę i spojrzała na łóżko. Nikogo tam nie było. Jej koszula nocna była cała, tak samo majtki.
W ciągu dnia siostrze Brygidzie przypadł dyżur w kuchni na zmywaku. Lubiła to zajęcie. Było spokojne, monotonne. Myła i płukała talerze, a następnie podawała je stojącej obok nowicjuszce Aleksandrze, by ta je wycierała. W pewnym momencie usłyszała:
– Dzisiaj też do ciebie przyjdę.
Zakonnica podskoczyła i upuściła talerz do zlewu.
– Wszystko dobrze?
To pytała nowicjuszka. Miała zmartwione spojrzenie i takie naprawdę szczere.
– Tak, talerz mi się po prostu wyślizgnął z ręki.
Siostra była pewna, że słyszała dobrze. Po skończonym zmywaniu nie patrzyła już na nikogo i poszła do swojej celi. Krwawienie miała tak duże, że musiała całkowicie zmienić bieliznę.
Ta noc wyglądała inaczej. Pogrążona w modlitwie do świętego Judy Tadeusza siostra zakonna zasnęła bez przeszkód. Obudziło ją natomiast poczucie unieruchomienia. Leżała na plecach, a ręce miała nad głową. Nogi mocno rozrzucone na boki, coś ją trzymało za kostki. Po chwili zorientowała się, że jest naga. Podniosła głowę i z przerażeniem zobaczyła, że nad jej kroczem coś jest. W tej ciemności niewiele mogła dostrzec. Widziała czerwone ślepia, okrągły kształt. To coś wpatrywało się w nią. Zakonnica bała się potwornie, ale nie krzyczała. Nie powiedziała „nie”, bo sama nie wiedziała, co jest silniejsze: strach czy ciekawość. Głowa opadła na poduszkę, wzięła głęboki wdech. Jeszcze raz spojrzała w dół, ale tam już nic nie było. Tylko ona w tej koszuli, pod cienką, klasztorną kołdrą. Wydała z siebie jęk i znów był to zawód.
Następny dzień był dla Brygidy prawdziwą katorgą. Obudziła się z cudownym, lekkim uczuciem, ale gdy tylko zobaczyła pozostałe siostry, wyrzuty sumienia i długie lata skromnego wychowania przypomniały o sobie. W czasie godzinek czuła się zbrukana, bezwstydna i niegodna. Nie chciała później z nikim rozmawiać. Nie miała na ten dzień wyznaczonych żadnych dyżurów. Pozwoliła sobie więc na spacer po klasztornych ogrodach. Przysiadła w altanie i odmawiała różaniec. Czuła się zdezorientowana. Obserwowała nowicjuszki, które przycinały młode jabłonki. Była tam też Aleksandra. Dziewczyna zauważyła zakonnicę i jej szybko pomachała.
Siostra Brygida bała się nocy. Najbardziej ją jednak przerażało, że to coś nie przyjdzie. Kiedy się więc położyła, powiedziała na głos:
– Czekam na ciebie.
I zasnęła. Obudził ją potworny ból. Otworzyła oczy. Znowu leżała na plecach, nogi i ręce miała rozrzucone. Widziała nad sobą wielką, ciemną postać. W ciemności czerwone oczy tej postaci wyglądały jak kule ognia. Czuła, że jakaś ogromna część tej postaci jest w niej. Czuła ból, pieczenie, rozrywanie. Nagle to wyszło z niej i zaczęło się to, co wczoraj. Widziała jego głowę nad swoim łonem. Czuła wszechogarniające ciepło i kiedy już miała krzyczeć, straszliwa, koścista dłoń zakryła jej usta. Potem znów to coś w nią weszło. Bolało już mniej. Zakonnica nie wiedziała, ile to wszystko trwało. Czas jakby stanął w miejscu. Obudziła się rano ubrana, bez żadnych śladów na ciele.
Tak było przez kolejne trzy noce. Potem się skończyło tak jak i okres pięćdziesięcioletniej siostry Brygidy.
Zakonnica próbowała odzyskać równowagę. Udzielała się w domu samotnej matki, pomagała dużo na kuchni. Chciała zapomnieć o swoich koszmarnych snach. Bo tak, uznała, że to wszystko to był po prostu sen. Tylko okres był realny.
Po czterech tygodniach miesiączka wróciła, a wraz z nią nocne odwiedziny. Sześć nocy w murach klasztoru boromeuszek siostra Brygida przeżywała wielokrotne orgazmy, o których większość kobiet może co najwyżej pomarzyć. Choć nie znała takich terminów, jak „strefa erogenna”, to wiedziała już, że jej szyja, uszy, brzuch to bardzo wrażliwe i spragnione dotyku miejsca. Robiła rzeczy, z których nie mogła się wyspowiadać. Wiedziała, że żyje w grzechu, ale o ironio, dopiero teraz czuła, że naprawdę żyje.
Kiedy więc po kilku miesiącach okres nie wrócił, zakonnica nie tyle była przerażona, ile zawiedziona. Z jednej strony wiedziała, że w jej wieku miesiączka i tak była anomalią. Z drugiej, czy te nocne przeżycia były zupełnie normalne? Nie mogła z nikim porozmawiać o spóźniającym się okresie. Była w klasztorze. Tu się nie mówiło o ciele. Ale była jedna jedyna osoba, która by jej nie odtrąciła. Aleksandra. Przecież widziała rzucane przez nią spojrzenia. Pamiętała, co powiedziała przy zmywaniu naczyń.
Jako doświadczona siostra zakonna mogła zarządzać czasem nowicjuszek wedle potrzeb. Po obiedzie podeszła więc do Aleksandry i poprosiła ją o pomoc przy przenoszeniu kwiatów z tarasu do holu. Oczywiście młoda dziewczyna chętnie się zgodziła. Brygida nie wiedziała tylko, jak zacząć taką rozmowę. Przyszło jej do głowy najbardziej pragmatyczne rozwiązanie.
– Siostro, wiem, że w zakonie trudniej rozmawiać na takie tematy. Czy w waszej łazience macie wszystkie niezbędne wam środki? Wie siostra, papier czy coś?
– Czasem brakuje większych podpasek.
Zakonnica była nieco zaskoczona tak bezpośrednią odpowiedzią.
– Dobrze, porozmawiam z siostrą odpowiedzialną za te zakupy.
– Byłoby świetnie. Mam czasem tak obfite miesiączki, że muszę co dwie godziny chodzić co naszej łazienki. Sama siostra wie, jak to jest.
Wzrok Aleksandry, do tego jej ton głosu sprawiły, że Brygidzie zrobiło się nagle strasznie wstyd. Wydawało jej się, że dziewczyna przejrzała ją na wylot.
Odpowiedź na jej wątpliwości przyniosła mama. Było już po ślubie Maćka i Urszuli. Para spodziewała się dziecka.
– Już na tym weselu ta Ula wydawała się jakaś taka spuchnięta na buzi. Mówiła, że okres spóźnia się jej ze stresu, a to ciąża była.
Zakonnicy zrobiło się ciemno przed oczami. Wieczorem nie mogła długo zasnąć. Musi być w ciąży, to pewne. Tylko co teraz zrobić? Sen nie nadchodził, za to zaczęła myśleć o Maćku. Wspominała lata liceum, koleżanki, potańcówki. Przypominała sobie plotki podsłuchane u rodziców i szeptem przekazywane dziewczynom w klasie.
Dużo ważnych rzeczy przypomniała sobie wówczas siostra Brygida. Kolejnego dnia miała mieć dyżur przy oknie życia. To będzie z jej strony splugawienie tego pięknego miejsca. Rozebrała się do naga. Wyjęła z szafy jeden z dwóch wieszaków, ten metalowy. Będzie musiała jakoś po kryjomu wynieść z klasztoru zakrwawione prześcieradło, które rozłożyła na podłodze.
W oknie życia tego dnia nie rozległ się dźwięk dzwonka. Słychać było tylko głuchy łoskot, a potem nerwowe bieganie.
– Siostro Brygido, słyszy mnie siostra? Jest nieprzytomna.
– Spójrzcie na jej habit. Zakrwawiony.
– Ile krwi. Dzwońcie szybko na pogotowie i do siostry przełożonej.
Siostra Brygida została przewieziona do szpitala, ale już nie odzyskała przytomności. Straciła dużo krwi, a do tego wdarło się zakażenie od starego wieszaka. Kiedy bliscy zakonnicy zastanawiali się, co się stało, jak do tego wszystkiego doszło, jej zagubiona dusza odnalazła ukojenie. Obudziła się jako Magdalena w ciemnym miejscu, gdzie czekał na nią ukochany z oczami jak kule ognia.
Witaj. :)
Jak widzę, opublikowałaś jeszcze jeden tekst w tym samym dniu, przybywam zatem jako dyżurna. :)
Sprawy techniczne, które mnie zatrzymały, i sugestie oraz wątpliwości co do nich (zawsze – tylko do przemyślenia):
Po kolacji i wspólnej modlitwie siostry udały się do swoich cel. Teraz miały swój czas wolny. – powtórzenie?
Kiedy odkładała list wraz z zaproszeniem na biurko, kątem oka ujrzała swoje odbicie w znajdującym się na drzwiach szafy małym lusterku. Widziała swoją twarz w czarnym welonie, szyję i ramiona, ale nic więcej. – to samo?
W jej celi można było znaleźć dzieła Sienkiewicza, Prusa, traktaty teologiczne, trochę poezji. Oczywiście wszystko zgodne z wytycznymi klasztoru. Zakonnica ma jednak swój grzeszek na sumieniu. W wakacje spędziła dwa tygodnie u swojej siostry na wsi. – czemu nagle, niespodziewanie, wśród zdań o zakonnicy, wyrażanych w czasie przeszłym i opowiadających o tym samym ciągu wydarzeń, pojawia się jedno w teraźniejszym?
Teraz mogła zobaczyć tylko czarną plamę jej habitu. – zbędne?
Stanęła więc spokojnie i spojrzała na swoją twarz. Kiedy ostatnio tak naprawdę spojrzała sobie w oczy? – powtórzenie?
Włosy miała ścięte bardzo krótko. Kiedyś miały odcień jasnego blondu, ale teraz trudno powiedzieć. – i tu?
Czy kiedyś były piękne?
Zdumiała się, słysząc swój własny głos. Ale już była zupełnie zaskoczona i przerażona, gdy usłyszała inny głos dochodzący z lustra:
– Maciek zawsze mówił, że są piękne. Że twoje oczy są piękne. – i tu?
Kolejnego dnia zakonnica miała wyznaczony dyżur w ogrodzie. Tak po prawdzie to miała po prostu pilnować nowicjuszek, które przekopywały grządki truskawek, by przygotować je na sezon. – i tu?; czy ta (i inne) aliteracja jest celowa?
Dziewczęta robiły swoją robotę w powolnym tempie. – czy celowo taki zabieg stylistyczny?
I (przecinek?) na Boga Jedynego, warto było poczekać. Aleksandra miała krótko ścięte włosy, ale w tak intensywnym (i tu?) brązowym kolorze, jakiego zamknięta na długie lata w klasztorze zakonnica nigdy nie widziała.
W dziennym świetle, w nieśmiałych promieniach słońca (i tu?) włosy te błyszczały delikatnie i jakby prosiły się o choćby lekkie ich dotknięcie.
– Córko, jak możesz nie pamiętać Maćka. – czy to nie zdanie pytające?
To był przecież twój chłopak z liceum.
– Mamo, to było ponad trzydzieści lat temu. – powtórzenie?
– No (przecinek?) już bez przesady.
Teraz jest z tą Ulką, ale ja ci mówię dziecko, ona z nim tylko dla pieniędzy. – przecinek przy Wołaczu?
Była tam ona, to pewne. Tylko w tych oczach było coś więcej. – powtórzenie?
Nie chciała zostać sama. Zdumiona sama sobą siostra Brygida powiedziała: – i tu?
– Na pewno (myślnik lub przecinek?) od kiedy ja tu jestem, czyli dwa miesiące i trzynaście dni.
Będę się modlić, dopóki nie będziesz spać. – powtórzenie?
Kiedy upewniła się, że tamta już śpi mocno, wstała z łóżka i po cichu podeszła do jej łóżka. W delikatnym świetle widziała, jak jej twarz odbija się na tle ciemnych, rozrzuconych po poduszce włosów. Nie odważyła się dotknąć policzka, ale lekko pogładziła pasma, po czym wróciła do łóżka. Przykryła się dokładnie cienką kołdrą, położyła w pozycji embrionalnej i przyłożyła dłoń do nosa, by poczuć jej zapach. W końcu, czując słodkie zmęczenie i lekkość na sercu, i ona zasnęła. – powtórzenia?
Leżała na plecach, a ręce miała nad głową. Nogi miała mocno rozrzucone na boki, coś ją trzymało za kostki. Po chwili zorientowała się, że nie ma na sobie zupełnie nic, jest naga. Podniosła głowę i z przerażeniem zobaczyła, że nad jej kroczem coś jest. W tej ciemności niewiele mogła dostrzec, ale wiedziała, że tam coś jest. Widziała czerwone ślepia, okrągły kształt. To coś wpatrywało się w nią. – powtórzenia?
Ale była jedna jedyna osoba, która chyba (przecinek?) by jej nie odtrąciła.
Sama siostra wie, jak to jest.
Wtedy właśnie siostra Brygida doszła do wniosku, że Aleksandra o wszystkim wie. – powtórzenie?
Tylko (przecinek?) co teraz zrobić?
Kiedy zdezorientowana rodzina i siostry z klasztoru zastanawiali się, co się stało, jak do tego wszystkiego doszło, jej zagubiona dusza odnalazła ukojenie. – czemu rodzaj męski?
Cóż, dość dziwaczne opowiadanie, z szokującym pomysłem. Czytałam to lekko zażenowana, bo znam akurat wiele zakonnic i jakoś tak nie bardzo pasowało mi zachowanie Twojej bohaterki… Samo krwawienie i brak możliwości podzielenia się informacją o nim jako objawie poważnego schorzenia, także jest zdumiewające, przecież ludzie chorują na rozmaite przypadłości. Krwawić można z wielu powodów. Menstruacja u kobiet także pojawia się czasem nagle i niespodziewanie, i to w różnym wieku. Bardzo dziwne zdarzenia i pomysły na fabułę, naprawdę…
Miejscami odnosiłam wrażenie, że czytam scenariusz znakomitego horroru „Dziecko Rosemary”.
Wstawiasz sporo tekstów, czasem nawet w tym samym dniu, ale miło by było, gdybyś też szerzej podyskutowała z Komentatorami poprzednich. :)
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Pecunia non olet
Dzięki, bruce, za komentarz.
Wprowadziłam poprawki, usunęłam powtórzenia, niektóre rzeczywiście strasznie niezgrabne :)
Co do Brygidy – od momentu otrzymania zaproszenia i rozmowy z lustrem wszystkie jej zachowania były irracjonalne. Zamknęła się w swojej samotności na cztery spusty, a nie widziała, że na każdym etapie tego szaleństwa pomogłaby jej rozmowa, być może spowiedź. Ewentualnie zwyczajny zdrowy rozsądek.
Zaczęłam od doświadczonej, zamkniętej od lat w klasztorze zakonnicy przy oknie życia. Potem sama mnie tak jakoś poprowadziła w to szaleństwo :)
Postaram się aktywniej dyskutować z Komentatorami :)
Pozdrawiam ;)
Zajrzałem, przyzwyczajony do Twoich krótkich tekstów. A tu znowu bomba :)
Jest długo. Jest też klamra kompozycyjna, powrót do wątku z początku, która spina całość, Dobrze, bo na początku jest nieco dygresyjnie (żeby nie napisać chaotycznie). Miałem poczucie, że walczysz z wejściem we właściwy wątek, czyli “opętania” Brygidy. Czym ono jest, do końca nie wiemy.
Po przeczytaniu miałem poczucie, że całość zyskałaby na mniejszej dosłowności. Mogłabyś zostawić czytelnika niepewnego, czy pewne rzeczy się rzeczywiście wydarzyły, czy są wynikiem obłędu. Bo przecież mogła próbować zrobić aborcję nie będąc wcale w ciąży. Całość mogła być ułudą, która prowadzi do samookaleczenia i śmierci – lub prawdą, zależnie od interpretacji.
Przez pewien czas historia jest tak prowadzona, i ta część najbardziej mi się podobała. Fascynacja ciałem Aleksandry jest dobrze opisana – może szkoda, że tylko ciałem/włosami, ale każdy wybiera to, co lubi i do gustów Brygidy się nie wtrącam xD. W środku opowiadania narastało napięcie.
W końcu pojawia się potrojona scena erotyczna – w drugiej odsłonie pojawia się diabeł, w trzeciej już mamy ostry seks. Napięcie również narasta, ale brakowało mi nieco wrażeń bohaterki. W drugiej scence bohaterka czuje zawód, choć nie widziałem tam nawet “gry wstępnej” – dosłownej lub w przenośni. Z kolei w trzeciej bohaterka odzyskuje przytomność w trakcie penetracji, i wcale nie jest to dla niej przyjemne. Opisałaś to w taki sposób, że gdybym był Brygidą, spędziłbym cały miesiąc na klęczkach, prosząc, żeby to się nie wydarzyło, a nie za tym tęsknił. Owszem, w tej samej scenie mamy “wszechogarniające ciepło”, ale potem ją “mniej boli”. Zaś dalej w opowiadaniu są tylko streszczenia kolejnych spotkań.
Nie odczytuj tego proszę jako prowokację do pisania “mocniejszych” scen, bo ogólnie erotyka dla wielu osób chyba jest tematem trudnym. I tak Twoja scena jest odważna (zaraz ktoś napisze, że wcale nie jest, każdy ma inny próg :) ). Mam na myśli wyrażanie tego, że bohaterce jest “dobrze” – ech, te eufemizmy, że umiera z rozkoszy :) Nie potrzeba do tego mocnych słów, tylko przekonujących. Nie wiem, w którą stronę chciałaś rozwijać Brygidę i co ją “kręci” – w każdym razie pod tym względem jest dość nijako. Znowu – nie oczekuję wdawania się w szczegóły, tylko opisania towarzyszących uczuć. Albo napisania, że ich nie było, i właśnie to ją kręciło, czysto mechaniczna stymulacja. Tylko że na końcu nazywa go ukochanym.
Widzę, że łamie reguły zakonne, ale nie widzę wyraźnie, co jest na drugiej szali.
Nawet komentowanie erotyki jest trudne, bo to jak pisanie o humorze – każdego śmieszy coś innego.
I jest dobry temat na wyzwania tygodniowe :)
UnaBomba, rozumiem; i ja bardzo dziękuję. :)
Pecunia non olet