- Opowiadanie: CZARNA2 - Pomornik III

Pomornik III

Tagi nie spe­cjal­ne. Do na­pi­sa­nia aku­rat tego opka na­mó­wił mnie dawno temu me­len­dur

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Użytkownicy, Użytkownicy V

Oceny

Pomornik III

 

 

Stare, pa­skud­ne za­mczy­sko stało na kli­fie nad mo­rzem wiecz­nie roz­kołysanym przez sztor­my. Bez­dusz­ny wiatr z chę­cią zdarł­by skórę do kości temu, kto bez­czel­nie wszedł­by na skraj urwi­ska i ośmie­lił się kro­czyć wy­ło­żo­ną bia­łym ka­mie­niem drogą wzdłuż brze­gu – je­dy­ną pro­wa­dzą­cą do po­nu­rej wa­row­ni, wspar­tej o skały gdzieś na koń­cach Nawii.

Hu­ra­gan ude­rzył, roz­bi­ja­jąc fale o klify, z im­pe­tem sma­ga­jąc sło­ny­mi roz­bry­zga­mi cięż­ki wóz to­czą­cy się ścież­ką. Woły ryk­nę­ły w pro­te­ście gdy po­stać na koźle sma­gnę­ła je batem bez prze­ko­na­nia po­na­gla­jąc do dal­szej drogi. Tempo mar­szu nie zmie­ni­ło się. Zwie­rzę­ta nie­chęt­nie sta­wia­ły krok za kro­kiem.

Sie­dlisz­cze było nie­mal na wy­cią­gnię­cie ręki. Męż­czy­zna cie­szył się, że wresz­cie spo­koj­nie prze­śpi noc. Po­trzą­snął głową, kiedy so­lid­na, rzeź­bio­na brama otwo­rzy­ła się z głu­chym ło­sko­tem. Zo­sta­wił przed nią wóz, wy­przągł zwie­rzę­ta i pu­ścił je wolno. Za­brał ma­ho­nio­wy ko­stur ozdo­bio­ny róż­ne­go ro­dza­ju ko­ra­li­ka­mi, mi­ster­nie ople­cio­ny czar­ną dra­twą z me­ta­lo­wy­mi dro­bia­zga­mi i kru­czy­mi pió­ra­mi.

Po­wo­li prze­szedł pod ka­mien­nym łu­kiem, a wy­ry­te w nim znaki świe­ci­ły ła­god­nym zło­tym bla­skiem. Co chwi­lę zer­kał do tylu na po­zo­sta­wio­ny wóz. Przy­po­mniał sobie uciecz­kę z lo­chów, w któ­rych tkwił przez bar­dzo długi czas.

Czuł, jak moc prze­ni­ka ciało pod­czas tej po­wol­nej wę­drów­ki ni­skim przej­ściem. Ko­lej­ne znaki w ko­ry­ta­rzu roz­bły­ski­wa­ły, kiedy prze­cho­dził obok. Wie­dział, że wszyst­kie za­in­sta­lo­wa­ne pu­łap­ki uru­cho­mią się nagle, jeśli tylko moc go nie uzna za swo­je­go.

Na pu­stym dzie­dziń­cu tem­pe­ra­tu­ra było nieco wyż­sza niż na ze­wnątrz.

Spod od­rzu­co­ne­go kap­tu­ra uka­za­ło się chude ob­li­cze z cha­rak­ter­nym nosem. Twarz, na­zna­czo­na mnó­stwem drob­nych blizn, świe­cą­cych de­li­kat­nym, zło­tym bla­skiem, wy­glą­da­ła na sczer­nia­łą i z wy­ra­zu przy­po­mi­na­ła sępa. Naj­bar­dziej jed­nak przy­ku­wa­ło wzrok spoj­rze­nie po­dwój­nych, bursz­ty­no­wych tę­czó­wek.

– Gal-Sal

Za­marł, sły­sząc szept do­bie­ga­ją­cy ze­wsząd, wże­ra­ją­cy się w mózg, a jed­no­cze­śnie za­dzi­wia­ją­co mięk­ki i sub­tel­ny. Miał wra­że­nie, że jest wi­ta­ny w domu z ogrom­ną mi­ło­ścią. Bar­dzo chęt­nie by w to uwie­rzył­, gdyby nie na­ra­sta­ją­cy ból głowy. Po­wo­li od­wró­cił się w kie­run­ku ol­brzy­mie­go, bia­łe­go obe­li­sku ce­lu­ją­ce­go w niebo.

– Gal-Sal. – Ewi­dent­nie szept do­bie­gał wła­śnie stam­tąd.

Męż­czy­zna przez mo­ment pa­trzył na wi­ru­ją­ce wokół ka­mie­nia kro­ple wody, oświe­tla­ne lekko przez ostat­nie pro­mie­nie słoń­ca, skrzy­ły się bla­skiem. Czuł, jak ślepa moc prze­wa­la się przez niego obej­mu­jąc mac­ka­mi. Krew roz­sa­dza­ła żyły, kości sta­wa­ły się płyn­ną lawą, ścię­gna rwały jak sznur­ki, a mię­śnie pę­ka­ły ni­czym przej­rza­łe owoce, upa­da­ją­ce na ka­mie­ni­stą zie­mię.

– Je­stem – wy­char­czał wresz­cie przez za­ci­śnię­te zęby, nie­mal po­grą­ża­jąc się w ago­nii. Za­dzi­wia­ją­ce, że do tej pory nie znał swo­je­go imie­nia.

Cały ucisk i ból mo­men­tal­nie znik­nę­ły, a Gal­sal ode­tchnął spo­koj­niej. Po­wo­li spró­bo­wać pod­nieść się z po­zy­cji em­brio­nal­nej i wy­pro­sto­wać. Miał wra­że­nie, że znowu upad­nie, ale moc go pod­trzy­ma­ła. Po­pchnę­ła w kie­run­ku ko­lej­nych drzwi, roz­świe­tlo­nych zło­tym bla­skiem.

Prze­kro­czył próg. Przy­tul­ne wnę­trze roz­świe­tlało duże pa­le­ni­sko, do­oko­ła któ­re­go usta­wio­ne były ławy, kie­dyś za­ję­te przez po­mor­ni­ków dziś puste. Nagle za­tę­sk­nił za gło­śnym to­wa­rzy­stwem braci i ha­ła­śli­wy­mi chłop­ca­mi, któ­rych przy­gar­nę­li z ulicy. Na­miast­ka domu, jaką tu stwo­rzy­li wy­da­wa­ła się wtedy do­brym po­my­słem.

Po­krę­cił głową, od­py­cha­jąc po­nu­re myśli i za­brał się za je­dze­nie cze­ka­ją­ce na stole. Kto i jak je przy­go­to­wy­wał, nigdy nie dane było mu się do­wie­dzieć, zresz­tą chyba nawet nie in­te­re­so­wał się tym. Za­zwy­czaj na bla­cie po­ja­wia­ło się wszyst­ko, czego po­trze­bo­wa­li.

Późno w nocy Gal­sal piął się po scho­dach w wą­skim, ciem­nym ko­ry­ta­rzu, do­ty­ka­jąc zim­nych ścian po­prze­ci­na­nych zło­ty­mi świe­tli­sty­mi żył­ka­mi, nieco roz­praszały mrok.

Tam gdzieś, w któ­rymś z pokoi, był Ko­shim. Moc mil­cza­ła, kiedy otwie­rał po kolei po­miesz­cze­nia pełne dłu­gich prze­źro­czy­stych pudeł, w któ­rych spali po­mor­ni­cy. Było ich tak wiele, usta­wio­nych rzę­da­mi na me­ta­lo­wych re­ga­łach. Prze­mknę­ło mu przez myśl, że twier­dza stała się prze­cho­wal­nią zu­ży­tych i nie­po­trzeb­nych rze­czy, a moc która daw­niej była tak dobra, ule­gła wy­pa­cze­niu. W któ­rym mo­men­cie to się stało? Nie po­tra­fił okre­ślić.

Przy­glą­dał się każ­de­mu pudłu, czy­ta­jąc czer­wo­ne na­lep­ki z na­zwi­ska­mi i da­ta­mi, żad­ne­go z męż­czyzn nie roz­po­zna­jąc. Mieli dziw­ne ubra­nia niepa­su­ją­ce do żad­nej zna­nej mu epoki.

Wró­ci­ła do niego ta jedna myśl, która na­wie­dza­ła go ostat­nio upo­rczy­wie i na­chal­nie:

Co jeśli Adela miała rację? Co jeśli je­stem ostat­ni. Jeśli na mnie koń­czy się świat”.

Do­tar­ło do niego, że musi wy­bu­dzić nie tylko Ko­shi­ma, ale i całą resz­tę.

Błą­ka­jąc się po ko­ry­ta­rzach w końcu tra­fił na od­po­wied­nie drzwi. Otwo­rzył je i prze­szedł przez próg. Sala była pusta, nie li­cząc jed­ne­go, po­dłuż­ne­go pudła na samym środ­ku. Pod­szedł do niego po­wo­li, cho­ciaż wszyst­ko krzy­cza­ło w nim, żeby za­wró­cić.

Za oszklo­nym wie­kiem zo­ba­czył męż­czy­znę. Na­chy­lił się bli­żej, nie do­wie­rza­jąc wła­snym oczom.

– Co do cho­le­ry? – szep­nął, roz­po­zna­jąc we­wnątrz pudła sa­me­go sie­bie.

Uwię­zio­ny po­mor­nik nagle otwo­rzył oczy. Miały kolor bursz­ty­nu i z nie­sa­mo­wi­tą siłą wcią­ga­ły go w sie­bie.

Gal­sal usły­szał jesz­cze dźwięk za­trza­sku­ją­cych się drzwi ko­mo­ry. Potem ogar­nę­ła go ciem­ność i ude­rze­nie, które ode­bra­ło mu od­dech.

Prze­bu­dził się gwał­tow­nie. Przez chwi­lę na oślep macał do­oko­ła ka­mien­ne, wil­got­ne ścia­ny. Kiedy roz­po­starł ręce, mógł ich do­tknąć.

Smród, jaki wdarł się do jego noz­drzy, był nie do opi­sa­nia. Czuł gni­ją­ce od­pad­ki, kał, du­cho­tę zie­mi­ste­go odoru, a pod bo­sy­mi sto­pa­mi miał lepką maź.

Przez mo­ment za­sta­na­wiał się kiedy ścią­gnął buty i gdzie w ogóle jest. Ostat­nim, co pa­mię­tał, była twier­dza, do któ­rej wró­cił. Cał­kiem opusz­czo­na i zimna, więc skąd się tu wziął. Pró­bo­wał krzyk­nąć. ale głos uwiązł mu w gar­dle i wy­do­był się z niego je­dy­nie skrzek.

Gdzieś z od­da­li roz­le­gło się szu­ra­nie, a krata nad nim zo­sta­ła oświe­tlo­na sła­bym bla­skiem po­chod­ni. Ktoś sapał, tasz­cząc coś, krzyk­nął nie­wy­raź­nie i wia­dro z gni­ją­cy­mi reszt­ka­mi wlało się do stud­ni. Gal­sal ledwo usko­czył. Z góry do­biegł go śmiech i uj­rzał na­la­ną. tłu­stą twarz, którą miał wra­że­nie, że już kie­dyś wi­dział.

– Żryj, śmie­ciu. – Zda­nie do­peł­ni­ło splu­nię­cie w głąb jego wię­zie­nia.

 

Koniec

Komentarze

Używasz za dużo słów. O wiele za dużo. Skróciłbym go o połowę. Nie chodzi nawet o to, że nie wszystko wymaga określenia i opisu, ale o to, że cała dynamika opowieści grzęźnie. Dajmy na to takie zdanie:

 

“Smród jaki go otaczał był nie do opisania, gnijące odpadki, kał, duchota ziemistego odoru”.

 

Piszesz, ze smród był nie do opisania, a potem go opisujesz. Wspominasz, że otaczał protagonistę, ale to wiemy, bo narracja podąża za protagonistą od początku. Tworzysz kuriozalny zbitek “duchota ziemistego odoru”, który nie ma sensu, bo odór to przecież smród.

Cześć, Czarna2

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to: cieplejsza temperatura. 

Temperatura może być niższa lub wyższa. Jest tutaj trochę do poprawy, przecinki, budowa zdań, ale zaciekawiła mnie historia. Jako scenka wprowadzająca, bardzo dobrze. W takim razie czekam na rozwinięcie.

Pozdrawiam

Witaj. :)

 

Sprawy techniczne i moje sugestie oraz wątpliwości (zawsze jedynie do przemyślenia):

Stare (przecinek?) paskudne zamczysko stało na klifie nad wiecznie rozbujanym przez sztorm, (zbędny przecinek?) morzem. Bezduszny wiatr chciałby zedrzeć skórę do kości temu (przecinek?) kto bezczelnie wszedłby na skraj urwiska i ośmielił się kroczyć wyłożoną białym kamieniem drogą wzdłuż morza. – powtórzenie?

Huragan uderzył (przecinek?) rozbijając fale o skały, z impetem opluwając kropelkami, (zbędny przecinek?) ciężki wóz toczący się ścieżką.

Woły ryknęły w proteście, a postać na koźle smagnęła je batem (tu przecinek, jeśli chciałaś napisać, że „bez przekonania ponaglała”, albo….) bez przekonania (… albo tu przecinek, jeśli chciałaś napisać, że „smagnęła batem bez przekonania” – wybór należy do Ciebie, bo nie wiem, jaki był Twój zamysł :) )ponaglając do dalszej drogi.

Tempo marszu nie zmieniło się (przecinek?) bo zwierzęta niechętnie stawiały krok za krokiem.

Siedliszcze było niemal na wyciągnięcie ręki. Mężczyzna cieszył się, że wreszcie będzie mógł spokojnie przespać noc. – powtórzenie?

Potrząsnął głową (przecinek?) kiedy solidna, rzeźbiona brama otworzyła się z głuchym łoskotem.

Zostawił przed nią wóz (i tu?) wyprzęgając i puszczając zwierzęta.

Zabrał mahoniowy kostur ozdobiony różnego rodzaju koralikami, misternie opleciony czarną dratwą z przeplecionymi metalowymi drobiazgami i kruczymi piórami. – styl/powtórzenie?

Zabrał mahoniowy kostur ozdobiony różnego rodzaju koralikami, misternie opleciony czarną dratwą z przeplecionymi metalowymi drobiazgami i kruczymi piórami. Powoli przeszedł pod kamiennym łukiem, gdzie wyryte w nim znaki świeciły łagodnym złotym blaskiem.– czy aliteracja (ta i inne) celowa?

Powoli przeszedł pod kamiennym łukiem, gdzie wyryte w nim znaki świeciły łagodnym (przecinek?) złotym blaskiem.

Co chwilę zerkał do tylu na pozostawiony wóz, przypominając sobie swoją ucieczkę z lochów (przecinek?) gdzie przebywał bardzo długo.

Powoli przeszedł pod kamiennym łukiem, gdzie wyryte w nim znaki świeciły łagodnym złotym blaskiem. Co chwilę zerkał do tylu na pozostawiony wóz, przypominając sobie swoją ucieczkę z lochów gdzie przebywał bardzo długo. – powtórzenie?

Co chwilę zerkał do tylu na pozostawiony wóz, przypominając sobie swoją ucieczkę z lochów gdzie przebywał bardzo długo. – tu do przemyślenia, czy nie lepiej zabrzmi (?): Co chwilę zerkał do tylu na pozostawiony wóz, przypominając własną ucieczkę z lochów gdzie przebywał bardzo długo.

Czuł (przecinek?) jak moc penetruje ciało w tej powolnej wędrówce niskim przejściem.

Na pustym dziedzińcu temperatura było nieco cieplejsza niż na zewnątrz. – nieco wyższa/ było cieplej?

Twarz o mnóstwie drobnych blizn (przecinek?) świecących delikatnym (i tu?) złotym blaskiem (i tu?) wyglądała na sczerniałą i przypominała z wyrazu sępa.

Miał wrażenie, że witany jest z miłością w domu i bardzo chętnie uwierzyłby w to (i tutaj?) gdyby nie narastający ból głowy. Powoli odwrócił się w kierunku olbrzymiego (i tu?) białego obelisku, celującego w niebo.

Mężczyzna przez moment patrzył na wirujące wokół kamienia krople wody, oświetlane lekko przez ostatnie promienie słońca, skrzyły się blaskiem. – składniowy?, może tak zmienić kolejność (?): Mężczyzna przez moment patrzył na wirujące wokół kamienia krople wody – oświetlane lekko przez ostatnie promienie słońca, skrzyły się blaskiem/Mężczyzna przez moment patrzył na wirujące wokół kamienia krople wody; skrzyły się blaskiem, oświetlane lekko przez ostatnie promienie słońca.

Czuł (przecinek?) jak ślepa moc przewala się przez niego (i tu?) obejmując mackami.

Miał wrażenie, że znowu upadnie (i tu też?) ale moc go podtrzymała.

Popchnęła w kierunku ukazujących się kolejnych drzwi, rozświetlonych złotym blaskiem.

Przekroczył próg.

Przytulne wnętrze rozświetlone było przez duże palenisko, dookoła którego ustawione były ławy (przecinek?) kiedyś zajęte przez pomorników (i tu?) dziś puste. Zatęsknił nagle za głośnym towarzystwem braci i hałaśliwymi chłopcami (i tu?) których przygarnęli, bezdomnymi i porzuconymi. Namiastka domu, który tu dostali (i tu?) wydawała się wtedy dobrym pomysłem. – powtórzenia?

Kto i jak je przygotowywał (przecinek?) nigdy nie dane było mu się dowiedzieć, zresztą chyba nawet nie interesował się tym. Zazwyczaj na stole pojawiało się wszystko (i tu?) czego potrzebowali.

Późno w nocy Galsal piął się po schodach wąskim, ciemnym korytarzem (i tu?) dotykając zimnych ścian poprzecinanych złotymi (i tu?) świetlistymi żyłkami, nieco rozjaśniającymi mrok.

Tam gdzieś, w którymś z pokoi (i tu?) był Koshim.

Moc milczała (i tu?) kiedy otwierał po kolei pomieszczenia pełne długich (i tu?) przeźroczystych pudeł, w których spali pomornicy.

Było ich tak wiele (i tu?) ustawionych rzędami na metalowych regałach.

Przemknęło mu przez myśl, że teraz twierdza stała się przechowalnią zużytych i niepotrzebnych rzeczy, że moc (i tu?) która dawniej była tak dobra, sama stała się wypatrzona.

W którym momencie to się stało (i tu?) nie mógł powiedzieć. – powtórzenia?

Przemknęło mu przez myśl, że teraz twierdza stała się przechowalnią zużytych i niepotrzebnych rzeczy, że moc (i tu?) która dawniej była tak dobra, sama stała się wypatrzona. – ort. ? – tu nie miało być: „wypaczona”?

Przyglądał się każdemu pudłu (przecinek?) czytając czerwone nalepki z nazwiskami i datami (i tu?) żadnego z mężczyzn nie rozpoznając. Mieli dziwne ubrania (i tu?) nie pasujące do żadnej epoki (i tu?) jaką znał.

Mieli dziwne ubrania nie pasujące do żadnej epoki jaką znał. – ort.? – razem?

Co (przecinek?) jeśli Adela miała rację, co jeśli jest ostatni. Jeśli na nim kończy się świat”. – czy to nie zdania pytające?

Dotarło do niego, że musi wybudzić nie tylko Koshima (przecinek?) ale i całą resztę.

Podszedł do niego powoli, chociaż wszystko krzyczało w nim (i tu?) żeby zawrócić.

Nachylił się (i tu?) nie dowierzając.

Smród (i tu?) jaki go otaczał (i tu?) był nie do opisania, gnijące odpadki, kał, duchota ziemistego odoru, a pod bosymi stopami miał lepką maź.

Przez moment zastanawiał się (i tu?) kiedy ściągnął buty i gdzie w ogóle jest.

Ostatnim (i tu?) co pamiętał była twierdza, do której wrócił. Całkiem opuszczona i zimna, więc skąd się tu wziął. – czy to nie pytanie?

Próbował krzyknąć (przecinek?) ale głos uwiązł mu w gardle i wydobył się z niego jedynie skrzek.

Gdzieś z oddali rozległo się szuranie, a krata nad nim rozjaśniała się słabym blaskiem ognia z pochodni. – mocno mi tu zgrzyta styl (?)

Ktoś sapał (przecinek?) taszcząc coś, krzyknął niewyraźnie i wiadro z gnijącymi resztkami wlało się do studni.

Z góry dobiegł go śmiech i ujrzał nalaną (i tu?) tłustą twarz, którą miał wrażenie, że widział już. – końcówka nieco zgrzyta składniowo, może dać tam (?): Z góry dobiegł go śmiech i ujrzał nalaną tłustą twarz, którą miał wrażenie, że już kiedyś widział.

 

Szort wydaje mi się być swego rodzaju środkową częścią/rozdziałem/fragmentem większej powieści. Opisywane zdarzenia – niesamowicie realistyczne, wręcz czuje się, co tam spotkało bohatera. ;)

Pozdrawiam serdecznie. ;)

Pecunia non olet

Bardzo dziękuję za komentarze, które dały sporo do myślenia.

Przede wszystkim, dziękuję bruce za jej wnikliwą analizę i wytknięcie przecinków, które są dla mnie prawdziwym utrapieniem.

Hesket bardzo się cieszę, że zainteresowałeś się pomornikiem, to dla mnie zaszczyt.

jerry piszesz, że użyłam za dużo słów. Moim zdaniem słowa budują atmosferę i klimat, a niektóre to po prostu kwestia stylu. Zdanie, które wskazałeś faktycznie jest, jak na moje pisanie nieco niezręczne. 

Moim zdaniem słowa budują atmosferę i klimat, a niektóre to po prostu kwestia stylu.

yessmiley

Każda sugestia jest tylko propozycją, mogę się mylić. :)

I ja dziękuję, pozdro! :)

Pecunia non olet

@CZARNA2

Jeżeli mnożysz słowa świadomie, to nie ma problemu, a cała moja krytyka jest o kant kuli rozbić. Wspomniałem o tym, że używasz zbyt wielu słów nie tylko z wrodzonej złośliwości. Przede wszystkim dlatego, że początkujący autorzy często nawet nie wiedzą, że ich utwory cierpią na przymiotnikozę, dopóki ktoś im tego nie wytknie.

 

Powodzenia z kolejnymi tekstami!

Cześć,

Miło czytać kolejną część „Pomornika”, bo to ciekawy pomysł i intrygujący bohater. Jest tu potencjał na fajny, oryginalny świat i postać.

Podobnie jak Bruce mam wrażenie, że to jakiś fragment, bo niewiele się tu zadziało. Może się mylę, ale wygląda to jak opis pewnego zdarzenia wyrwany z kontekstu (nawet w nawiązaniu do poprzednich części nie widzę ciągłości).

Nie wiem, czy trafiłem na wersję przed, czy po korekcie (albo w trakcie), ale wpadły mi w oczy pewne niedociągnięcia. Zaznaczam jednak, że mogę się mylić, więc podchodź do tego z dystansem.

 

Huragan uderzył, rozbijając fale o klify, z impetem smagając słonymi rozbryzgami, [bez przecinka] ciężki wóz, [bez przecinka] toczący się ścieżką

 

Kto i jak je przygotowywał [przecinek] nigdy nie dane było mu się dowiedzieć, zresztą chyba nawet nie interesował się tym.

 

Zazwyczaj na blacie pojawiało się wszystko [przecinek] czego potrzebowali.

 

Tam gdzieś, w którymś z pokoi [przecinek] był Koshim. – ew. bez żadnych przecinków, też chyba będzie OK

 

Przyglądał się każdemu pudłu [przecinek] czytając czerwone nalepki z nazwiskami i datami [przecinek] żadnego z mężczyzn nie rozpoznając.

 

Mieli dziwne ubrania nie pasujące do żadnej znanej mu epoki. – hmm, w tym przypadku chyba bym zapisał niepasujące razem.

 

Przez moment zastanawiał się [przecinek] kiedy ściągnął buty i gdzie w ogóle jest.

 

Próbował krzyknąć [przecinek] ale głos uwiązł mu w gardle i wydobył się z niego jedynie skrzek.

 

pozdrawiam

rr

 

Edit:

jerry_gainer „…utwory cierpią na przymiotnikozę…” – „To prawda, ale mam wrażenie, że jest to choroba nie tylko nas, początkujących, lecz czasem dotyka także „prawdziwych” książek.

Kilka pierwszych akapitów daje poczucie, jakbym oglądał obraz, dostrzegając powoli coraz więcej szczegółów. Bardzo lubię takie opisy, zwłaszcza, kiedy się nie przedłużają, a tu jest w sam raz.

 

Mocny, ciężki klimat kojarzący mi się trochę z Karlem E Wagnerem. W pozytywnym sensie. 

 

Jedna uwaga techniczna:

Smród, jaki wdarł się do jego nozdrzy, był nie do opisania. Czuł gnijące odpadki, kał, duchota ziemistego odoru, a pod bosymi stopami miał lepką maź.

Nie powinno być duchotę?

Podobnie jak Bruce mam wrażenie, że to jakiś fragment, bo niewiele się tu zadziało. Może się mylę, ale wygląda to jak opis pewnego zdarzenia wyrwany z kontekstu (nawet w nawiązaniu do poprzednich części nie widzę ciągłości).

No to największy zarzut. Trochę się pośpieszyłaś co już mówiłem.

 

Nie mniej mimo wszystkich błędów itp – podoba mi się, że nie tracisz w żadnych tekstach tego co jest twoją siłą – plastyczne opisy i kreatywnie tworzenie tego świata Pomornika :) Karla Wegnera nie znam. Ale może czas, żeby zacząc czytać?:)

 

Kliknę. Na zachętę – za konsekwetne światłotwórstwo i plastyczne opisy.

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

Jeszcze raz dziękuję za komentarze. Poprawki już naniosłam ale znając życie jeszcze coś by się znalazło.

 

Robert Raks dzięki za zajrzenie i komentarz, oczywiście dostosowałam się do uwag.

 

Żmija Teutońska, właśnie zapoznaje się z Kainem i powiem, że zachwycił mnie. z przykrością muszę zaznaczyć, że w życiu nie osiągnę takiego mistrzostwa w opisach.

 

melendur88 wielkie dzięki za komentarz i kliczek. Twoje uwagi zawsze są warte przyjrzenia się.

 

Drogi jerry_gainger, naprawdę nie nie wiem czego nie zrozumiałeś w poprzednim komentarzu. Więc wyjaśnię jeszcze raz. Tak, miało tak być. Jeżeli nadmiar słów jest dla ciebie problemem, to zapraszam na wattpad. Tam dziewczyny mają rozdziały po 100 słów.

I nie, nie jestem początkującą autorką.

 

 

@CZARNA2

 

Zrozumiałem wszystko! Nawet wprost napisałem, że moja krytyka jest zupełnie do niczego! Owszem, nadmiar słów jest dla mnie problemem, ale teraz widzę wyraźnie, że w przypadku twojej twórczości to tylko i wyłącznie mój problem. Nie znam się i tyle. Z całą pewnością nie chciałem kwestionować twojego literackiego doświadczenia (nie to żeby w byciu początkującą autorką było coś nie tak).

Cześć,

 

na początek garść uwag – raz czy dwa (a może i więcej) zabrakło przecinka. Czasami to może umknąć, dlatego jak nie czujesz się mocno w przecinkach to sprawdzaj sobie z narzędziami takimi jak to lub choćby z AI

 

z charakternym nosem.

Nie charakterystycznym?

 

Późno w nocy Galsal piął się po schodach w wąskim, ciemnym korytarzu, dotykając zimnych ścian poprzecinanych złotymi świetlistymi żyłkami, nieco rozpraszały mrok.

Tu chyba czegoś zabrakło

 

ujrzał nalaną. tłustą twarz

kropka się tu wdarła

 

Już w opowiadaniu konkursowym podobały mi się opisy, są plastyczne, łatwo sobie wyobrazić to, co chcesz przekazać. Zgadzam się też z niektórymi komentarzami, że jesteśmy tu wrzuceni w środek jakiejś historii. Podejrzałam i widzę, że jest i Pomornik i Pomornik II – warto dać odnośniki w przedmowie, a nuż ktoś zajrzy tam, aby poznać całą historię. Ja tak zrobię na dniach :)

 

Klikam :)

 

OldGuard dzięki za odwiedziny i faktycznie chyba powinnam wstawić link do poprzednich historii. Jakoś nie przyszło mi to do głowy. Dzięki za kliczka.

 

jerry, po co te wykrzykniki. Masz specyficzny styl pisania komentarzy, a ja mam bardzo krótki lont. Wyszło jak wyszło i każdy napisał to co myślał.

Cześć, ja mam teraz chyba odwrotny problem co Ty, bo wszędzie bym wstawiał przecinki.

 

Przykładowo:

Stare, paskudne zamczysko(tu) stało na klifie nad morzem(tu) wiecznie rozkołysanym przez sztormy.

Woły ryknęły w proteście(tu) gdy postać na koźle smagnęła…

 

ujrzał nalaną. tłustą twarz, – Wkradła się kropka zamiast przecinka.

 

Sam jestem ciekaw tych przecinków. Pamiętam, że wszędzie tam, gdzie się zatrzymuję na wdech, zdaje się.

 

Naprawdę fajnie opisujesz krajobrazy. Pod koniec trochę się pogubiłem z fabułą. Nie wiem czy to nie przez szukanie błędów, ale musiałem powtórzyć czytanie :) Jest coś pociągającego w tych średniowiecznych klimatach.

tlok303, bardzo się cieszę, że zajrzałeś. Opisy bardzo lubię tworzyć, chociaż nie zawsze wychodzi mi to najlepiej, a średniowieczne klimaty, to faktycznie coś co lubie.

Nowa Fantastyka