Gdy tak na nią patrzył, zastanawiał się, czy jest prawdziwa.
Jej włosy falowały smagane przez wiatr, tworząc małą kasztanową burzę. Promienie zachodzącego słońca odbijały się na jej twarzy, nadając jej żywego błysku.
Wpatrywała się w morze, zaciągając się jednocześnie powietrzem wypełnionym jodem. Karol czuł się coraz mniej pewien. Była taka piękna. Jakim cudem udało mu się z nią zajść tak daleko? Pamiętał jeszcze pierwsze spotkanie, które w tamtym momencie wydawało mu się równie nierealne jak ta chwila. Pamiętał swoje obawy, że to będzie ostatnie spotkanie.
Tak się jednak nie stało i Pola była tu z nim. A on miał dla niej niezwykłą niespodziankę.
– No dobra. – odezwała się, zwracając ku niemu spojrzenie swoich figlarnych brązowych oczu. – Z jakiej to okazji przejechaliśmy sto kilometrów, by posiedzieć sobie nad morzem?
Jej ton zdradzał rozbawienie. Karolowi jednak do śmiechu nie było. Myślał, że zaraz zwymiotuje. Żołądek związał się w jeden wielki supeł.
Dobra, raz się żyje.
Sięgnął do kieszeni.
– Polu, długo już ze sobą jesteśmy, prawda?
– No tak. – odpowiedziała. – A do czego zmierzasz?
– Bo ja… – cholera, zapomniał. Mimo że ćwiczył tę kwestię przed lustrem przez trzy dni, nagle jego głowa stała się pusta. – Tak sobie myślałem. Dużo myślałem. I chyba doszedłem do pewnego wniosku.
– Do jakiego? – była wyraźnie ciekawa.
– Czy uszczęśliwisz mnie i spędzisz ze mną resztę naszego życia? – spytał, klęcząc na jednym kolanie i unosząc przed nią pierścionek.
Spojrzała to na niego, to na pierścionek.
– Ty tak na poważnie?
– T-tak. – odparł, lekko się jąkając. – Czy coś nie tak?
– Nie tak? – prychnęła, po czym pokręciła głową. W jej oczach dostrzegł zbierające się łzy. – Ty matole, oczywiście.
– Co oczywiście…
– Oczywiście, że z… a… cie… bie… wyj…
Zmarszczył brwi. Odniósł wrażenie, jakby rozmawiali przez telefon, a Pola zgubiła nagle zasięg.
Wtem ujrzał, że coś się dzieje za jej plecami. Drzewa zaczęły jarzyć się dziwnym białym światłem, podobnie molo i ludzie przechadzający się plażą. Wszystko stało się takie jakieś niewyraźne.
– Pola?
– T… ak, Ka… rol… – spytała z wyraźnymi przerwami.
– Chodźmy stąd. – odparł. Co tu się działo?!
– A… le… prze… cież… piero… szliśmy…
– Nie ma czasu… – chwycił ją za rękę.
Biała fala niewyraźności zbliżała się do nich, połykając kolejne metry plaży. Podnieśli się i ruszyli przed siebie wzdłuż wybrzeża.
-… pierw… nie… u… ciągasz… a… ter… az.. war… jesz…
– Przepraszam, kochanie. – odpowiedział, nie oglądając się za siebie. Musieli wiać. Tylko dokąd?
Pas bieli dostrzegł również przed sobą. Zostali otoczeni. Jedyną drogą była woda. Odwrócił się w tamtą stronę.
– Do… dy?! – spytała zszokowana Pola. – Ka… l… nie… ch… cę… bru… dzić… brań…
– Nie martw się. Zaufaj mi, dobrze, Pola? – złapał ją za barki. – Zaufaj mi.
Spojrzała na niego, jak na szaleńca, ale skinęła głową.
– Dobrze. – ku jego zaskoczeniu wypowiedziała to słowo bez wszelkich zakłóceń.
Wkroczyli do chłodnego Bałtyku. Czuł, jak buty przesiąkają mu zimną wodą, a potem to samo dzieje się z nogawkami. Przeszedł go dreszcz. Cały czas trzymali się za ręce.
– Ka… rol… zim… a… jest… – powiedziała Pola.
– Tak, wiem, skarbie. Wiem. – potwierdził. – Wytrzymaj jeszcze troszkę. Proszę.
Umilkła, jakby faktycznie postanowiła, że weźmie udział w tej dziwnej grze. Tymczasem serce Karola waliło niczym więzień w kraty celi. Pragnęło wyskoczyć. Odwrócił się za siebie i wtem ujrzał, że brzeg praktycznie zniknął. Nie mieli za sobą już plaży, tylko gigantyczny mur złożony z nieprzeniknionej, gęstej jak mleko bieli.
Gdy zwrócił swe oczy w stronę Poli, zobaczył, że dłoń, którą ściskał, również stała się biała. Po chwili, mimo że jej nie puścił, przestał ją czuć. Spojrzał na Polę, która dopiero teraz jakby zdała sobie sprawę z tego, co się dzieje.
– Ka… ol.. Co… się… zieje? – spytała, gdy ogarniała ją biel.
– Ja… Kochanie… musimy uciekać. – powiedział. – Już…
Lecz ona się nie ruszyła. Biel oplotła jej całe ramię, potem szyję, rozlewając się po jej ciele, jakby wylano na nią sok. W końcu została tylko jej głowa.
– Karol… – wyszeptała, a po tym zniknęła, zostawiając go sam na sam z rozciągającą się zewsząd bielą.
Miał ochotę krzyczeć, lecz krzyk uwiązł mu w gardle.
Potem nastała ciemność.
***
Podniósł się z fotela, biorąc głęboki wdech. Chwilę musiało mu zająć, aż dotarło do niego, gdzie jest. Ściągnął gogle i zamiast plaży przykrytej bielą, dostrzegł swój pokój zapełniony walącymi się śmieciami, głównie butelkami po piwie i opakowaniami po papierosach. Tuż obok siebie miał stolik, na którym znajdowała się konsola, do której podłączone były gogle.
Na jej ekraniku widniał napis: SESJA ZAKOŃCZONA. DOŁADUJ MONETY, ABY SKORZYSTAĆ Z NIEJ PONOWNIE.
Wziął głęboki oddech, przecierając jednocześnie obolałe od bieli oczy. Podniósł się z fotela, po czym nachylił się nad słoikiem przytwierdzonym do wierzchu konsoli. W środku znajdowało się zdjęcie Poli i pierścionek.
Wyciągnął zdjęcie i spojrzał na nie. Konsola naprawdę dobrze sprawiła się w oddaniu jej urody, lecz i tak zdaniem Karola na fotografii wypadła lepiej. Zapalił papierosa. Nie wiedział już którego z kolei. Ostatnio tracił rachubę.
Minęły już trzy lata, odkąd zabrał mu ją rak. Zabrał mu jej uśmiech, jej dotyk i śmiech.
Pod koniec nie wyglądała już tak żywo. Była okropnie wychudzona, a jej kasztanowe loki wypadły w związku z chemią. Nie chciał jej pamiętać w takim stanie. Chciał zachować w myślach jej wizerunek z tamtego dnia na plaży.
Ciągle przerabiał ten sam dzień i ciągle kończył się tak samo. Całe szczęście konsola oferowała opcję, aby on sam w trakcie sesji nie zdawał sobie sprawy, że to jedynie symulacja. Świadomość o tym pewnie nie pozwoliłaby mu się cieszyć z tych paru godzin spędzonych z Polą. Z drugiej strony nie przeżywałby koszmaru związanego z nagłym wyparowywaniem krajobrazu.
Ale w końcu wszystko miało swoją cenę.
Odłożył fotografię, po czym wziął portfel i opuścił mieszkanie, by zakupić w sklepie doładowanie do sesji. Może następnym razem dojdą do końca zaręczyn…
Witaj. :)
Gratuluję dwóch debiutanckich tekstów tak szybko po rejestracji. :)
Taka ilość znaków (6324) to u nas SZORT, zatem zmień kategorię, proszę. ;)
Wszystkie zawiłości znajdziesz w dziale Publicystyka – w Poradniku Drakainy dla Nowicjuszy. :)
Są tam też poradniki na temat poprawnego zapisu dialogów (u Ciebie trzeba go zmienić, bo jest błędny), myśli, a także – językowe, interpunkcyjne itp. :)
Dobrze zamieszczać teksty nieco rzadziej, aby należycie skupić się na poprawkach, sugerowanych przez Czytelników co do opowiadań/szortów wcześniejszych. :)
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)
Pecunia non olet
Dziękuję za porady, również pozdrawiam!
Całkiem zgrabne! Trochę zbyt słodkie jak na mój gust i bardziej podobałby mi się finał idący w inną stronę, ale dobrze wykorzystałeś klasyczny motyw żałoby i nie godzenia się ze stratą. Ładnie to wybrzmiewa na tematycznych kontrastach.