Droubble dla odprężenia.
Droubble dla odprężenia.
Doczekałem się! Na moich nogach lśnią czarne oksfordy od Crockett & Jones. Buty moich marzeń. W zasadzie nie lśnią, tylko czarują powabnym matem cielęcej skóry. Lniane sznurówki opinają skrzydełka cholewek na stopach tak mięciutko, że wcale ich nie czuję.
Ile lat na nie czekałem? Dwadzieścia? A może trzydzieści?
Ale po kolei.
* * *
Tydzień temu mój syn Marek otrzymał od babci zadanie, by kupić mi prezent na pięćdziesiąte urodziny.
– Ja dam fundusze, a ty coś tacie kup, wnusiu – powiedziała do niego.
Marek niezwłocznie zadzwonił do mnie, żeby zapytać co bym chciał. Nie cierpię wybierać sobie prezentów. Nie ma niespodzianki – nie ma przyjemności.
– Niech mi kupi oksfordy – odpowiedziałem. – Czarne. Od Crockett & Jones. Są do dostania w galerii na Otrzewnej.
Zdawałem sobie sprawę, że kwota za buty przekracza budżet mojej teściowej, ale chciałem dać jej nauczkę.
Skończyło się kolejnym krawatem, który dla jej przyjemności musiałem założyć, idąc z nią na zakupy do Biedronki dwa dni później. Pech chciał, że luźny krawat wciągnęła taśma przy kasie. Personel próbował pomóc, ale pętla zaciągnęła się na mojej szyi tak mocno, że mnie udusiła. Teściowa, dręczona wyrzutami sumienia, kupiła mi te czarne oksfordy.
Pośmiertnie.
* * *
Widzę ją teraz, jak stoi nad otwartą trumną i chlipie, mocząc łzami moje nowe buty.
