Kolejne opowiadanie. Bardzo dla mnie ważne. W sumie do tej pory ulubione. Zaprzyjaźniłem się dość mocno z głównym bohaterem. Fabularnie jest chyba lepiej niż w niejednym moim tekście. Ale sami oceńcie, co będę się rozpisywał...
Kolejne opowiadanie. Bardzo dla mnie ważne. W sumie do tej pory ulubione. Zaprzyjaźniłem się dość mocno z głównym bohaterem. Fabularnie jest chyba lepiej niż w niejednym moim tekście. Ale sami oceńcie, co będę się rozpisywał...
1
Feliks odwiedził ponownie Salon Gier Video Nemo. Po raz pierwszy zadał sobie pytanie, czemu ktoś użył tak archaicznego określenia. Nikt tu przecież nie gra, tylko szuka ukojenia duszy. W dodatku nie siada przed ekranem konsoli, tylko w cyberprzestrzennej warstwie bez zarysowanych ram.
Jednodniowy zarost nadawał Felixowi wygląd gryzonia. Zapadnięte policzki, wąski, wydatny nos tylko potęgowały podobieństwo. Sporadyczna konsumpcja paliwa sprawiała, że nie musiał dbać o linię. Zapominał o sprawach drugorzędnych, mając nadzieję, że konstrukt, w którym przyszło mu żyć, da mu coś więcej niż zaspokojenie potrzeb z samego dna piramidy.
Obok automatów z wołowiną pędzoną na chińskich plantacjach białka stały podobne maszyny z najtańszymi i najbardziej funkcjonalnymi akcesoriami. Na przykład okulary Feliksa kosztowały pięć jednostek korporacji Mex, co dziś było równoważne jednemu halowi, walucie kartelu Ying. Takie cacka oczywiście są dość stylowe, ale i użyteczne.
Tak więc dwudziestoparoletni haker miał dziś na sobie zaawansowane lustra i polimerową kurtkę z mnóstwem kieszeni.
Sięgnął po stabilizujący układ nerwowy listek, przegryzł i pozwoliłby miętowy smak podrażnił podniebienie. Stanął przed szafą i czekał, aż wyjdzie z niej aktualny pielgrzym.
Z pomieszczenia wyłoniła się rudowłosa kobieta. Pomimo atrakcyjnej urody pierwszym skojarzeniem jakie wywoła jej twarz była jaszczurka. Patrzyła bezdusznie przed siebie na zniecierpliwionego mężczyznę w błyszczącym garniturze. Wychodząc otarła się ramieniem o Feliksa. Okulary natychmiast zasygnalizowały próbę przebicia się przez filtr przeznaczony dla pasma inwigilacyjnego. “Czego ona ode mnie chciała?” – pomyślał.
Udał, że niczego nie zauważył i wszedł do symulatora. Nie zdejmował szkieł, podobnie jak większość graczy. Przykleił do karku elektrodę z interfejsem do neuralinku. Minęła sekunda. Potem druga i poleciał na sam szczyt Instasylum. Poczucie czasu zniknęło całkowicie. Chwilowo został pozbawiony pojmowania pojęć i odcięty od wszystkich zmysłów. To, czego doznał, przynosiło ulgę. Konsumpcja usługi starczała na kilka dni, nie podlegała żadnemu opisowi i kazała wrócić po kolejną dawkę.
Feliks wyszedł z szafy. Miał poczucie, że dostał to czego potrzebował, ale był nadal trochę roztrzęsiony. Nerwowo przeszukał kieszenie. Chciał sięgnąć po listek, ale żadnego nie znalazł. Za to w prawej, dolnej, trafi na mały, metalowy przedmiot. Ustandaryzowane SXT. Na tym się dzisiaj rejestrowało każdy format. Szczególnie zapis myśli. Tyle, że zwykli śmiertelnicy rzadko wchodzili w posiadanie takich urządzeń.
Już chciał wybiec na ulicę i szukać rudej kobiety, ale w ostatniej chwili się opanował. “Jeszcze haracz!” – przypomniał sobie. Usługa w symulatorze była darmowa, ale firma w zamian chciała dostać feedback: zawiesinę odczuć z fazy lotu. Konkurencja nie śpi, więc produkt trzeba ulepszać. Jeśli nie chciałeś dać feedbacku, to mogłeś zapłacić trzydzieści halów.
Naprzeciwko szafy stał fotel. Feliks usiadł na nim, założył słuchawki i podłączył jednokierunkowy interfejs.
Wszyscy użytkownicy wierzyli, że nikt z mózgu, bez udziału świadomości, niczego nie wyniesie. Ponoć nie istniała jeszcze taka technologia. Firma Grix zapewniała też, że nie ma żadnego interesu w podsłuchiwaniu klientów.
Feliks rozluźnił się. Ze słuchawek płynęła muzyka pozbawiona metrum. Hymn rozpisany na arytmiczną perkusję, powolny bas i przestrzenne pady. Sprzęt Grix rejestrował doznania. Trwało to kilka minut.
Felix zdjął słuchawki i przyjrzał się przedmiotowi. Przez wyobraźnię przeleciały mu wszystkie możliwe konsekwencje prawne za posiadanie go. Rozejrzał się po sali i innych stanowiskach. Jedno z nich było nieużywane. Klapka osłaniająca nośnik była wyłamana.
Zainstalował STX i założył słuchawki. Po chwili usłyszał kobiecy głos – “Słyszysz mnie, więc żyjesz. Żyjesz, więc nie jesteś głupi. To nagranie może być odtworzone tylko raz, zostaw nośnik w kasetce.” – Feliks wyprostował się na fotelu i skoncentrował. “Nie mogę ci powiedzieć kim jestem. Na pewno to rozumiesz. Domyślasz się też, że grozi mi niebezpieczeństwo. Pilnuje mnie facet, którego nazywają Maratończykiem. Nie mogę ci więcej wyjawić, ale myślę, że ci to wystarczy. Zapewne jesteś szczurem tak jak ja, więc znajdziesz wyjście z labiryntu”.
Hacker osunął się w fotelu i przymknął oczy. Czy naprawdę tego potrzebował? Angażować się w problemy obcej kobiety? Ryzykować dla niej życie? Cóż… To napewno lepsze niż pożeranie słodkiej masy na fotelu przed tanimi, synastetycznymi rozrywkami.
Wyszedł na ulice West Angel. Neon świeciły na tle ciemności. Jeden z nich nawoływał wszystkie korporacje do rozbrojenia. Za produkcją stało Ying.
Hacker przecisnął się przez pokryte wodą nawierzchnie i dostał do suchego jak na slumsy pawilonu.
Generator energii z biomasy, nie tylko pozwalał na ocieplenie klitki, ale potrafił też zasilić bardziej zaawansowany hardware. W czasach, gdy energia była marnowana na trenowanie milionów agentów ai, których zadaniem było jedynie pilnowanie kluczy do software, było dużym sukcesem.
Rozebrał się i wszedł do lodówki o gabarytach wanny. Zamkną klapę i pozwoliłby temperatura ciała obniżyła się o dwa stopnie. Tyle potrzebował adapter zmieniający mózg człowieka w klucz, a raczej wytrych.
Felix podłączył elektrody i zrobił pierwszy krok w kierunku banku notowanych. Klucz aplikacji nawet go nie sprawdził. Wchodził tu prawie codziennie, więc wzorzec jego synaps był traktowany jako “swój”. Optymalizacja i buforowanie, jak widać, ma też swoje wady.
Wysłał do bazy kilka tokenów zawierających słowo Maratończyk z dodanym atrybutem policyjnym czy wojennym. Po kilku iteracjach kwerendy system pokazał mu hologram przedstawiający mężczyznę o podobnym wzroście i szerokości barków co facet z salonu. Kości policzkowe zostały zmienione, podobnie karnacja skóry. Hologram poruszył się. Awatar kulał nieco na prawą nogę. “Znalazłem go” – Felix żałował, że nie ma się z kim podzielić sukcesem. Ostatnia przyjaźń z darmowym chatem omal nie doprowadziła go do wpadki.
Paski informacyjne przesuwały się jak gałęzie w potoku. Ujawniały kolejne fakty: Maratończyk pracował jako snajper na misjach pokojowych kartelu Ying i opuścił pracodawcę trzy lata temu. Jest teraz poszukiwany za porwania grubych ryb ze świata biznesu. Aktualnie zamieszany także w sprawę zniknięcia Hagi May.
Hologram Hagi wyłonił się łagodnie z rejestrów bazy. Przedstawił kilka jej wizerunków: blondynki o zachodniej, nieco pucołowatej urodzie, szczupłej azjatki czy kędzierzawej brunetki. Wszystkie wersje kobiety patrzyły uważnie przed siebie i kontrolowały precyzyjnie każdy grymas. May pracowała na stanowisku menadżera outsourcingu najmniej strategicznych obszarów działalności kartelu.
“Pora udać się do archiwum Ying” – pomyślał Feliks, przestroił pasmo strumienia i popłynął w kierunku strzeżonej bramy.
Ten klucz był bardziej zaawansowany. Feliks znał mechanizm, ale nie chciał być lekkomyślny. Wybudził się na pięć minut i pozwolił schłodzić swoje ciało o jeszcze jeden stopień.
Gdy ponownie zanurkował, otworzył synapsy na system zabezpieczeń archiwum. Jego mózg zaczął przetwarzać serie obrazów, a intruza miały zdradzić jego pragnienia. Hacker pozostał niewzruszony, dzięki skutecznemu sposobowi, który opracował. Powtarzał w kółko wymyśloną przez siebie mantrę. Wyobraźnia nie miała wpływu na jego heartware.
Kiedyś wpadł podczas jednej z takich akcji. Zdradziła go nieopanowana pogoń za uznaniem. System wziął go pod włos i zaczął wygłaszać peany na cześć tych, którym udało się pokonać system. O mało się wtedy nie usmażył. Zdążył się wynurzyć w ostatniej chwili.
Nagle natknął się na nietypowy ruch strażnika. Dostrzegł coś jakby prośbę. Klucz odsłonił
własną potrzebę w postaci menzury z chłodnym destylatem. Sprytne. Liczą na wykrycie resztek empatii u potencjalnego nurka. Felix zareagował natychmiast uruchamiając
wspomnienie pustki, którą często odczuwał. Udało się. Archiwum Ying otwarte.
Po chwili sągi informacji sunęły z nurtem tamując go, co wymagało sporadycznego resetu. Dane były jednoznaczne. Ying pracowało nad nową bronią niekonwencjonalną. Wzory chemiczne niczym wymyślne ornamenty wirowały na schemacie ukazującym mechanizm blokowania receptorów kortyzolu, wzmacniając o kilka rzędów wielkości receptory oksytocyny. Symulator chlapnął hologramem srebrnej substancji, która mogła zamienić miliony ludzi w niezdatnych do niczego Morfeuszy.
“Co mają z tym wspólnego Maratończyk i Hagi?” – zastanowił się Felix. Hacker dopraszał się wyjaśnienia, ale udało mu się dojrzeć jedynie kompleks parterowych budynków na południowych peryferiach West Angel.
System otagował osiedle jako “targ rybny”. Spotykali się tu głównie ludzie, którzy mają w tym świecie naprawdę dużą strefę wpływu i sprawczość. Wymieniali się tu wszystkim co mogło zmienić entropię informacyjną jednej lub drugiej strony. Ostatni raz widziano Hagi właśnie tutaj. Felix zobaczył znajomy wizerunek kobiety, o której nie mógł już od tej pory przestać myśleć.
Wypłynął trochę zbyt szybko. Otworzył oczy. Termometr pokazywał o wiele więcej niż stan podgorączkowy. Pozostał jeszcze chwilę w adapterze i wyciągną z kasetki tabletkę na obniżenie temperatury. Teraz mógł sobie pozwolić na szczerość. Pragnął odnaleźć Hagi.
Wychylił głowę z chromowanej skrzyni i rozejrzał się po oświetlonym purpurowym neonem azylu. Uwielbiał poczucie bezpieczeństwa jakie daje. Niewielki budynek mieszczący się wśród stu podobnych, postawionych nieregularnie niczym na kartce przedstawiającej grę w statki. I oto właśnie chodziło. Na wypadek kłopotów, jego mieszkanie nie będzie prędko “trafione i zatopione”. Był szczurem i mieszkał jak szczur. W plątaninie przejść. W anonimowości biedoty i królestwie przebiegłości.
Był dumny z interfejsu, który łączył go z zewnętrznym światem informacji. Ręczna rzemieślnicza robota. Żadnego ai. Znikomy pobór mocy procesora ośmiobitowego z algorytmem pieczołowicie zaprojektowanym w asemblerze, rozkaz po rozkazie. Nie do złamania przez dzisiejszych inżynierów.
Ostatecznie głód przedostał się do świadomości hackera. W izolowanej termicznie szafce na paliwo znalazł świeże wodorosty. Ostatnie naturalne jedzenie dostępne dla śmiertelników. Otworzył styropianowe pudełko i dał się uwieść zapachowi morza. Na pomarańczowe puszki ze słodkimi energetykami nawet nie spojrzał. Po posiłku udał się na spoczynek, mając nadzieję, że sen dziś przyjdzie bez stawiania trudnych warunków.
2
Obudził się z poczuciem, że noc posortowała dane w umyśle do najbardziej korzystnej konfiguracji. Wyjął ze skrytki w ścianie kulę wielkości pięści i przyłożył palec do czytnika linii papilarnych. Klapki odsłoniły sferyczny obiektyw, a przedmiot zaczął lewitować.
Spojrzał w stronę soczewek i przywołał wyobraźnią obraz kobiety z salonu. Mechaniczne oko przymknęło na sekundę przesłonę niczym źrenica porażona ostrym światłem. Kula zatrzymała nagranie, a Felix założył lustrzanki ponownie.
Wyszedł na zabłoconą, pozbawioną nawierzchni alejkę. Obok sąsiedniego, opuszczonego pawilonu stał automat z miętowymi listkami. Za jedną setną hala Felix zaopatrzył się w całą paczkę przysmaku, którą schował od razu do kieszeni, częstując się porcją na dobre rozpoczęcie dnia.
Kierował się na południe. Korzystanie z komunikacja miejskiej wiązało się pozostawianiem za sobą pyłu cyfrowego, więc Felix wybrał spacer. Naciągnął kaptur na czoło i szedł ocierając się niemal o elewację.
Miały go opływowe, przeszklone ciemnymi szybami taksówki, które mogłyby dostarczyć Feliks do celu w dwadzieścia minut. Zapewne przecisnęłyby się przez małe centrum, tunel, aż do kompleksu na peryferiach. Hacker dotarł tam znacznie później.
Ujrzał eleganckie, ceglaste budyneczki. Mnóstwo restauracji i klubów strzeżonych przez bramkarzy nieposiadających nawet dziesięciu procent ciała bez wszczepów. Baraki sterylne cyfrowo, umożliwiające prawdziwą rozmowę bez świadków. Choć miejscem dla zakochanych nikt by ich nie nazywał.
Feliks znalazł się w samym środku kompleksu. Przechodnie nie zwracali na siebie uwagi i zachowywali się bardzo spokojnie. Tutejsze systemy wychwytywały każdą próbę użycia promieni inwigilacyjnych. Oczywiście nikt nie zabraniał patrzeć, bo latencja takiego wycieku była wystarczająca. Feliks wczuł się w tutejsze standardy, wyjął z kieszeni kulę i potoczył ją dyskretnie po chodniku. Obiekt poturlał się kilka metrów, po czym uniósł się w powietrzu i wleciał do pierwszego otwartego okna.
Hacker postanowi dla zabiciu czas wbić się do najtańszej w okolicy restauracji.
Na straży stała obojętna maszyna. Hacker wszedł bez większych komplikacji. Zajął pojedynczy stolik i szarpnął się na małża z ryżem. Spod kaptura i okularów zerknął na klientelę.
W restauracji siedziało dwóch łysych biznesmenów i grali ze sobą w powidokowe zgadywanki. Lasery z niewielkiej kostki leżącej na stoliku migały niemiłosiernie.
Feliks wyjrzał przez okno i ujrzał kulejącego mężczyznę w świecącej marynarce. Szedł w kierunku wschodniego wyjścia z kompleksu. Hacker ledwo powstrzymał gwałtowną reakcję. Porzucił napoczętą porcję, zostawił ćwierć hala w systemie i wyszedł na zewnątrz.
Maratończyk zniknął mu z oczu. Za to kulisty zwiadowca właśnie wrócił i sygnalizował, aby iść za nim w przeciwną stronę.
Heartware Felixa rozkołysał się jak nigdy dotąd. Podążał za urządzeniem przez tyły gospodarcze “targu rybnego”. Latający szperacz wleciał przez otwór szybu wentylacyjnego, zmuszając hackera do przejścia przez drzwi w słabo oświetlony korytarz.
Hagi musiała być gdzieś w pobliżu. Znowu ujrzał kulę. Skręcił za nią w prawo wprost na drzwi. Wszedł do środka bez żadnego problemu.
W pokoju stała May i patrzyła w zakryte żaluzjami okno. Gdy usłyszała szelest otwieranych drzwi powoli odwróciła się w kierunku Feliks. Na jego widok zdjęła srebrne okulary.
3
– Poznaję cię – powiedziała.
Felix zatrzymał się na środku pokoju zalany ciepłem krwiobiegu i rumieńcem na twarzy. To co zaprzątało jego wyobraźnię stało się rzeczywistością. Podszedł bliżej
.
– Pokonałeś go i przyszedłeś po mnie.
Felix chciał coś powiedzieć, ale ugryzł się w język. Zbliżył się do Hagi na tyle blisko by ją objąć. Patrzył jej prosto w oczy, z mieszanką lęku i radości. Chciał pogłaskać jej rude włosy i zapomnieć o całym konstrukcie. Kobieta instynktownie podeszła pół kroku i położyła głowę na jego piersi.
– Jak masz na imię? – spytała.
– Felix.
Hackera zaskoczyło jak wiele czułości miał w sobie. Dał temu upust przyciskając rudą głowę trochę śmielej. Hagi spojrzała chłopakowi w oczy i wplotła palce w jego włosy. Felixi znieruchomiał i poczuł, że May delikatnie zdejmuje mu okulary.
Felix przeczuwał, że wszystko potoczyło się trochę za szybko i chyba nie w tym kierunku, w którym się spodziewał. Ich oczy spotkały się. Spojrzenie rudej było natarczywe i wnikliwe. W ułamek sekundy przypomniał sobie wzór chemiczny widziany w archiwum Ying. Hagi natychmiast odskoczyła i chwyciła się za nadgarstek. Zamek w drzwiach zgrzytnął.
– Dzięki mały. – May założyła ponownie srebrne lustra. – Johny zaraz tu będzie. Jak się domyślasz nie jesteś już nam potrzebny.
Felix zrobił krok w kierunku May i chciał ją chwycić za rękę. Kobieta odwróciła się do niego plecami.
– Zrozum, że życie przypadkowych jednostek trzeba czasem poświęcić. Ying bardzo mocno zaburzyło równowagę sił. Ktoś musiał dokonać tego ruchu. Chwała Grix.
Felix zrezygnował z próby walki z May i podbiegł do drzwi. Nadzieja w nim jeszcze nie umarła. Nigdy wcześniej nie wplątał się w taki syf, choć bywało już nieraz gorąco.
– Wiesz, dlaczego nazywają Johna Maratończykiem? – powiedziała kobieta. – To ironia. On często chwyta sedno zbyt późno. Ale jest skuteczny w tym do czego został wyszkolony. Pewnie zaraz tu będzie. Oszczędź sobie szarpaniny. Zrelaksuj się.
Felix otrząsnął się z uczucia rezygnacji i postanowił wykrzesać z siebie trochę agresji. Walìł pięściami w metalowe wejście tak, że w całym budynku rozległ się głuchy łomot. Po kilku uderzeniach zrezygnował.
Jeszcze raz spojrzał na Hagi. Zawahał się, ale nie chciał jej skrzywdzić.
Rozległ się dźwięk tłuczonego szkła w kanale wentylacyjnym. Okruchy dźwięcznie zarezonowały za ścianą. Najwyraźniej kula znalazła jakiś awaryjny przełącznik i postanowiła się poświęcić. Zamek ustąpił. Felix zdecydowanym ruchem pchnął drzwi.
Korytarz był pusty, ale słychać było w oddali nierówne kroki. Hagi stanęła przy drzwiach.
– Johny szybciej!
Felix rzucił się do ucieczki bocznym korytarzem. Miał przewagę fizyczną. Słyszał za sobą nierówny stukot. Dźwięk cichł, aż zamilkł kompletnie. Snajper najwyraźniej zrezygnował z pościgu. Hacker zwolniłby nabrać tchu.
Usłyszał za sobą bzyknięcie serwo mechanizmu. Tego tylko brakowało drona – kuli znacznie większej niż ta, którą strącił. Ruszył przed siebie na oślep. Wyrosły przed nim szklane drzwi prowadzące na ulicę. Przyspieszył i całym ciałem uderzył w przeszkodę. Na szczęście szyba nie była kuloodporna. Kryształki szkła niczym cukier rozsypały się po podłodze. Włączył się alarm, wyjąc pulsującą, charczącą syreną. Wybiegł na otwarty teren.
Przebiegł przez opustoszały placyk, zwolnił i usłyszał świst pocisku. Trafił w róg budynku w momencie, w którym Felix skręcił gwałtownie w boczną uliczkę. Polowanie z użyciem ostrych naboi najwyraźniej rozpoczęte. Określenie snajper, którym ochrzczono Johna, teraz stało się jasne.
Feliks uciekł na środek alejki pomiędzy dwoma przecznicami. Dron znajdował się kilkadziesiąt kroków za nim. Nie było już odwrotu. Z przodu zabiegł mu drogę Maratończyk. Felix dostrzegł dla siebie szansę w postaci otwartych drzwi do restauracji. Przyspieszył i wbiegł do środka, potem do windy. Usłyszał brzdęk szkła, a za chwilę metaliczny rykoszet tuż przy nodze.
Oba skrzydła drzwi zasunęły się. Feliks uciekł windą piętro niżej. O mały włos nie potknął się o półtora metrową beczkę. Decyzja zapadła szybko. Wskoczył w papkę wodorostów i rozgotowanego ryżu zaprawioną aromatem alkoholu. Po kilkunastu sekundach musiał się wynurzyć by nabrać powietrza. Wyglądał jak ziemniak ociekający gotowanym szpinakiem z jajkiem. Obrócił głowę i zamarł. Dron kręcił się w koło tuż przy jego głowie, ale go nie rozpoznał. Odleciał w kierunku schodów. Feliks usłyszał kroki, więc ponownie zanurkował.
Beczka zadrżała i zrobiło się ciemno. Ktoś zakrył wieko i nieświadomie dał Felixowi szansę na ucieczkę. Hacker znów się wynurzył i został w tej pozycji. Kołysało co tylko pogłębiało odruch wymioymtny.
Stanęli w miejscu. Ledwo znalazł się znów pod powierzchnią, gdy poczuł ostry przechył. Momentalnie poleciał w przepaść razem z zawartością beczki. Wysiadka ekspresowa wprost do kanału ściekowego. Natychmiast porwał go nurt.
Po kilku minutach uznał, że nie musi już się kryć, więc wyszedł z wody na betonowy brzeg. Ciemność rozpraszało niewielkie światełko kilkadziesiąt metrów dalej.
Stanął pod włazem, wymacał drabinkę i udał się ku górze. Otworzył pokrywę i znalazł się w wąskim zaułku tuż przy południowym centrum West Angle.
Spojrzał na gęstniejące chmury i na rozświetlone neonami drapacze chmur. “Co tu się wydarzyło?” – pomyślał.
Emocje wywołane pościgiem trochę opadły. Na duszy zrobiło się ciężko. Chwilę dusił to w sobie, ale to tylko potęgowało cierpienie i pchało w rozpacz. Wziął głęboki oddech i poddał się. “Jestem szczurem… Ok niech już tak będzie. Szczur, szczur, szczur. Przynajmniej to wiem. O mały włos, a skosztowałbym trutki. Chciałem zostać bohaterem, więc mam za swoje.”
Ruszył przez miasto odstraszając wszystkich swoim zapachem. Pomyślał o suchym, ciepłym domu i o porcji energetyków, które chyba czekały na tę okazję.
Wyciągnął z kieszeni opakowanie listków i wytarł je znalezionym na ulicy papierem. Miętowy smak przypomniał mu, że jutro będzie kolejny dzień. Kolejna szansa na złoty medal albo na awans w szambo. Niesmak po przygodzie pozostał, ale przyszedł spokój.