- Opowiadanie: ŻmijaTeutońska - Konflikt w Pasie Kuipera - Wspomnienia nurka.

Konflikt w Pasie Kuipera - Wspomnienia nurka.

Poniższy tekst nie jest zamkniętą całością, tylko początkiem dłuższej historii. 

Oceny

Konflikt w Pasie Kuipera - Wspomnienia nurka.

Szkolenie Jednostek FOR, Nereida, 2126

 

 Krople lodowatego deszczu uderzały wściekle pokrywę kombinezonu, parując niemal w momencie kontaktu. Wyciągnąłem przed siebie rękę i przez chwilę obserwowałem rozwiewające się obłoki gazu. Wyglądałem jakbym się dymił. Szaro-granatowe maskowanie skafandra tylko potęgowało ten efekt. 

 Wszechobecny chłód był niemal nie do zniesienia. Strój EVA który nosiłem, praktycznie nie różnił się od modelu sprzed pięćdziesięciu kilku lat. Nie był w stanie uchronić przed uczuciem zimna, ani wilgocią, która tworzyła się w środku, pod wpływem różnicy temperatur. Spróbowałem przetrzeć przyłbicę, ale bez jakiegokolwiek efektu. Zaparowała od wewnątrz. 

To nawet nie była wina przestarzałego sprzętu, na którym nas szkolono. Nereida była pierwszym księżycem Neptuna, który poddano terraformacji. Była też jedynym, którego nie dokończyli. Wieże telluralne wciąż unosiły się ku czarnemu niebu, ale już dawno przestały działać. Pozostała po nich tylko niestabilna pogoda i atmosfera, która nawet w dobre dni zasługiwała na miano wrogiej. Z powodu zmiennej orbity, temperatury wahały się od -50°C, do bliskich zeru absolutnemu. “Powietrze” nie nadawało się do oddychania ze względu na zbyt duże stężenie metanu. Ale największym problemem był wiatr. To właśnie na niego czekaliśmy.

W normalnych warunkach, komfortowa użyteczność naszych skafandrów kończyła się po mniej więcej godzinie. Tkwiliśmy w nich już sześć. Izolacja stroju chroniła przed śmiercią, ale to w zasadzie wszystko, co robiła. Zaschnięty na plecach pot, mieszał się z chłodem, powodując dreszcze. Zaparowana pokrywa coraz bardziej ograniczała widoczność, a zmęczone wysiłkiem i zimnem mięśnie promieniowały bólem. Nie mogliśmy jednak wrócić. Jeszcze nie teraz. Próbowałem nie zamykać oczu.

Sen też był niebezpieczny. Słyszałem o żołnierzach, których złapała burza. Musieliśmy być zawsze przytomni, bo warunki pogodowe mogły pogorszyć się w każdej chwili. Nie zmieniało to faktu, że nie spałem już od prawie osiemnastu godzin i każda sekunda bezczynności stanowiła ryzyko. Zmusiłem się do spojrzenia na Neptun. Błękitny olbrzym przebijał się przez chmury, a pokrywający go gazowy ocean zdawał się poruszać. Przypominało to oddychanie. 

Głos oficera wyrwał mnie z odrętwienia. 

– Ruszamy.

Próbowałem się podnieść, ale ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Tonąłem po kolana w mokrym piasku. Poczułem, że chyba odpłynęła mi też krew z nóg. 

– Natychmiast! – rozkaz wybrzmiał zdenerwowaniem.

Wtedy to usłyszałem. Świst. Podobny do dźwięku coraz głośniej wydychanego powietrza. Nadchodził huragan. Poczułem jego siłę, zanim zdążyłem się na dobre odkopać. Z karabinem w ręku, stawiając niezdarnie kroki ruszyłem za pozostałymi, kiedy otoczyła nas chmura czarnego piasku. Czerwone diody na kombinezonie idącego przede mną Andreassena, były ledwo widoczne. Próbowałem go chwycić, ale był dalej niż mi się wydawało. Straciłem równowagę i przewróciłem się na piach. Ręka zaczęła się zapadać. 

Poczułem panikę. 

Poderwałem się z ziemi, pomagając sobie karabinem. Nikogo przede mną nie było. 

Nie.

 Ruszyłem w kierunku, w którym wydawało mi się że szedłem wcześniej. Nadal nic. Brnąłem dalej, ale rosnąca panika coraz bardziej odbierała mi nadzieję. Poczułem palenie w żołądku. Spływający po twarzy pot podrażniał oczy, a ostatnie centymetry wizjera pokrywały się parą. Kolana uginały się pode mną. Brakowało mi powietrza. Czułem się jakbym tonął. 

Wtedy uderzył huragan. 

W pierwszej chwili pomyślałem, że się przewracam, ale nie przestawałem koziołkować. Przez sekundę w mojej głowie pojawiła się obawa, że jeśli pokrywa w coś uderzy i pęknie, to jestem martwy. 

I tak jestem martwy.

W pewnym sensie, dodało mi to otuchy. Ryczący wiatr, rozpędzony do kilkudziesięciu kilometrów na godzinę rzucał mną, a ja starałem się kurczowo chronić głowę i karabin. Sam nie wiem, dlaczego, ale w tamtej chwili wydawał mi się najważniejszy. Trwało to może kilka minut, ale ciągnęło się w nieskończoność. 

Wiatr urwał się równie nagle, jak rozpoczął. 

Przez chwilę leżałem na ziemi, zastanawiając się czy naprawdę żyję. Palce zbielały mi od zaciskania lufy broni, wszystko bolało od uderzeń, ale wciąż oddychałem. Podniosłem się na nogi, rozglądając dookoła. Mój oddział został porozrzucany na przestrzeni kilkuset metrów. Kilka osób powoli wstawało. Okolica wyglądała jak po nalocie. 

Nie wiem ile nam to zajęło, ale wszystkich udało się znaleźć – całą dwunastkę. Andreassen nie przeżył. Na jego kombinezonie było rozdarcie. Położyliśmy ciało na rozkładanych noszach i wracając do bazy, ciągnęliśmy je na zmiany. W drodze powrotnej znowu zaczęło padać. Piasek zmienił się w czarne błoto, w którym brnęliśmy, idąc z trudem. Powoli, coraz bardziej oddalałem się od rzeczywistości. Kroki stawiałem machinalnie, w zasadzie nie patrzyłem nawet przed siebie. Obserwowałem jedynie licznik tlenu, mając nadzieję, że dotrzemy na miejsce zanim stracę przytomność. 

Dopiero w koszarach, zauważyłem pęknięcie na szybie mojego hełmu.

 

Koniec

Komentarze

Cześć :) Przeczytane, niezbyt długie i nie stanowiło wyczynu bo czytało się sprawnie.

 

Piszesz, że to początek większego tekstu. Skoro jest to początek to wydaje się, że trochę mało emocjonujący. Przynajmniej mi jakoś tętno nie skoczyło. Akcja z huraganem jest (jak i cała reszta) napisana językiem totalnego raportu. Zdania są rozważne, świetnie wszystko opisują tylko brak tam jakiegokolwiek wzburzenia. Wszystko jest (może być to wyłącznie moje subiektywne odczucie!) jednolite. 

 

Kwestia rzetelności: 

 

Czy na obiekcie tak małym, gdzie grawitacja jest mniejsza (wielokrotnie!) niż na Księżycu może w ogóle kiedykolwiek panować atmosfera? Rozumiem, że jakaś w Twoim opowiadaniu atmosfera istnieje (efekt terraformacji?), ale w jaki sposób się tam utrzymuje? 

 

Całość mnie nie przekonała realizmem. Zdania są poprawne. I to pęknięcie na szybie hełmu – co ono oznacza? Jeśli ma wywołać jakiekolwiek “ojej!” to w moim odczuciu jest to próba chybiona. Tracił tlen już wiele zdań wcześniej i spoko. Nie zastanawiał się “cholera! Dlaczego powietrze ucieka! Obejrzałem skafander dwukrotnie, ale nie znalazłem żadnej mgiełki sugerującej wyciek. Nie było nic. Wskaźnik tlenu niebezpiecznie zbliżał się do czerwonego pola oznaczającego 5%. Do habitatu zostały trzy długie kilometry, a ja wciąż nie znalazłem miejsca, w którym powłoka skafandra uległa przerwaniu. ” – trochę dramatyzmu, trochę też logiki – skoro grawitacji jest tam prawie żadna to nie musieli nieść kolegi na zmianę. Wystarczyło też wziąć od niego tlen. Poprosić o pomoc z przepięciem pojemnika kolegę obok, a ponadto czemu oni chodzą zamiast skakać na 10 metrów bez najmniejszego wysiłku? Damn… dla mnie za wiele nielogiczności, ale może jestem zbyt zaślepiony i nie widzę po prostu rozwiązań, które w tekście są (w domyśle) tylko zbyt dla mnie słabo widoczne. 

 

Drake

Cześć!

Tekst przeczytałem z przyjemnością i ciekawością. Dramatyczna sytuacja astronautów została przedstawiona autentycznie. Podobało mi się to :)

 

Mam kilka uwag bardziej koncepcyjnych:

– Już obecnie stosowane skafandry astronautów radzą sobie z problemem wilgoci. Raczej trudno uwierzyc, że przy postępie technologicznym, pozwalającym terraformować planety/księżyce, kwestia parowania szybki (i innych niedogodności) nie zostałaby rozwiązana :P

– Na księżycu pada deszcz. Pierwsze, co się nasuwa, to że to zwykły deszcz/woda. Czy też coś innego? W takiej temperaturze woda powinna zamarzać. Dlaczego ciecz paruje po zetknięciu się z kombinezonem?

– Ogólnie wydaje mi się, że wytworzenie atmosfery na tak małym ciele niebieskim nie byłoby możliwe ze względu na zbyt niską grawitację. Jak sprawdziłem, to ma średnicę 10x mniejszą od Księżyca i 1000x mniejszą masę. Czy jest jakiś powód, dla którego podjęto się terraformacji takiego kurdupla? :P

 

Te uwagi bardziej z pozycji hard sf robię, więc sam oceń jak bardzo zależy ci na naukowej autentyczności. 

 

Inne uwagi

 

Zaschnięty na plecach pot

Pot raczej nie wyschnąłbym w warunkach, które panowały w skafandrze.

 

Świst. Podobny do coraz głośniej wydychanego powietrza.

Podobny do dźwięku?

 

Pozdrawiam i powodzenia! 

@ chyba mamy podobny pociąg do merytoryki i logiki. O parowaniu szybki jednak nie wspominałem stwierdzając, że: “a niech to, terraformujemy planety, księżyce, ale przynajmniej jedno się nie zmieniło… no dobra, dwa – woda dalej kondensuje na szkle, a skafandry wciąż się beznadziejne”.

Drake

Dla mnie to jest kwestia gustu. Ja piszę, co mi się rzuciło w oczy, co mi przeszkadza. Myślę, że SF ma dosyć szerokie spektrum i nauka nie musi stanowić fundamentu utworu. Może stanowić tło. Luźne podejście znajdzie też swoich entuzjastów, pod warunkiem, że inne walory przysłonią ewentualne niedostatki ;)

Jeśli coś ma elementy realizmu, a potem nagle “sztorm” przy zero G (zapewne również zerowej atmosferze) to zaczyna zgrzytać. A jak tryby okazują się być plastikowe, czy wręcz papierowe to znaczy, że maszyna nie działa. Więc nie zgadzam się, że to kwestia gustu sensu stricte – to bardziej kwestia tego, że większość ludzi nie lubi konfliktów i woli przymykać oko. Poza tym jeśli “ja oceniam” to też “mogę być oceniony”. Mój obraz świata i samego mnie nagle zaczyna się destabilizować. Większość ludzi nie potrafi tego znieść. Wolą udawać (i są w tym naprawdę świetni), że jest git. “Nic się nie stało, brawo, oby tak dalej!”

No chyba, że ktoś czyta nie dla fabuły, jako całości opisującej świat. Jeśli ktoś czyta szczerze zachwycając się błahością. Wtedy można coś takiego wywyższać z czystym sumieniem. 

Drake

No szkoda, że fragment ;) Do dodania nic mam bo co miałem rzucić dodałem ;) Bardzo fajnie ci wychodzą szorciaki, chociaż pamiętam głównie Twoje dłuższe opki ;) Czekam na kontynuację;) 

Świst. Podobny do coraz głośniej wydychanego powietrza

@khomniac, akurat gdyby było np. Świst podobny do dźwięku to by było masło maślane. Tutaj tego nie ma, więc raczej to dość plastyczne porównanie. 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

Gwiezdne Wojny też zgrzytają na tym poziomie, ale opowiadaną historią, rozmachem i realizacją przykrywają takie problemy. Nikt się raczej nie zastanawia skąd na Hoth wziął się tlen ;)

Uchodzę za osobę bardzo krytyczną, np. w pracy. Ale punktem wyjścia dla mnie jest pomóc komuś, a nie być napastliwym. Zgłaszam swoje wątpliwości, niech sobie autor robi z tym co chce, zgodnie ze swoją decyzją artystyczną :)

Z mojej strony EOT, bo nie chcę rozwijać dyskusji, która niekoniecznie odnosi się już bezpośrednio do opowiadania.

@melendur88

Tak, to nie jest pełne rozwiązanie, ale "świst", podobny do "wydychanego powietrza", poprostu mi zgrzyta.

Hej, dzięki za uwagi! Nie mam problemów z przyjmowaniem krytyki, więc nie czujcie się zobowiązani do przesadnego dbania o moje uczucia. 

Przede wszystkim cieszę się, że tekst jest zjadliwy językowo. Wracam do pisania po prawie dziesięciu latach przerwy i walczę jeszcze z rdzą. 

 

Czy na obiekcie tak małym, gdzie grawitacja jest mniejsza (wielokrotnie!) niż na Księżycu może w ogóle kiedykolwiek panować atmosfera? Rozumiem, że jakaś w Twoim opowiadaniu atmosfera istnieje (efekt terraformacji?), ale w jaki sposób się tam utrzymuje? 

Przyjąłem założenie, że nadanie sztucznej grawitacji może być w ten czy inny sposób możliwe, jako element terraformacji. W innym przypadku faktycznie o jakiejkolwiek atmosferze ciężko mówić.

 

 Całość mnie nie przekonała realizmem. Zdania są poprawne. I to pęknięcie na szybie hełmu – co ono oznacza? Jeśli ma wywołać jakiekolwiek “ojej!” to w moim odczuciu jest to próba chybiona. 

Absolutely fair enough. 

 

– Już obecnie stosowane skafandry astronautów radzą sobie z problemem wilgoci. Raczej trudno uwierzyc, że przy postępie technologicznym, pozwalającym terraformować planety/księżyce, kwestia parowania szybki (i innych niedogodności) nie zostałaby rozwiązana :P

Obecne skafandry nie zakładają dużego wysiłku fizycznego. Zakładam, że problem może być trudniejszy do rozwiązania w warunkach wielogodzinnego wysiłku. 

 

– Na księżycu pada deszcz. Pierwsze, co się nasuwa, to że to zwykły deszcz/woda. Czy też coś innego? W takiej temperaturze woda powinna zamarzać. Dlaczego ciecz paruje po zetknięciu się z kombinezonem?

Ciecz nie jest wodą. Chciałem pokazać miejsce na tyle odległe, że nawet znajome elementy działają nieco inaczej. Ale i tak słuszna uwaga. 

 

Zaschnięty na plecach pot

Pot raczej nie wyschnąłbym w warunkach, które panowały w skafandrze.

Masz rację. Zastanowię się nad tym zdaniem. 

 

Świst. Podobny do coraz głośniej wydychanego powietrza.

Podobny do dźwięku?

Możliwe. 

 

No szkoda, że fragment ;) Do dodania nic mam bo co miałem rzucić dodałem ;) Bardzo fajnie ci wychodzą szorciaki, chociaż pamiętam głównie Twoje dłuższe opki ;) Czekam na kontynuację;) 

Dzięki!

 

Drake6

Piszesz, że to początek większego tekstu. Skoro jest to początek to wydaje się, że trochę mało emocjonujący.

Chyba czytałeś inny tekst, bo w tym jest sporo emocji i akcji. Cały czas coś się dzieje, opisy są bardzo ładne, sprawnie napisane.

Całość mnie nie przekonała realizmem. Zdania są poprawne. I to pęknięcie na szybie hełmu – co ono oznacza? 

Pęknięcie w szybce hełmu, nie koniecznie może oznaczać, że automatycznie uchodzi powietrze. Bo mogło być na tyle małe, że nic się nie dzieje. Może też oznaczać, że bohater miał szczęście. 

Mam wrażenie, że nie wgłębiasz się w tekst na tyle żeby go zrozumieć i czepiasz się żeby czepiać.

 

Dla mnie jest to dobry tekst, który czytało się przyjemnie i miło. 

Nowa Fantastyka