- Opowiadanie: maciekzolnowski - Hej, sokoły o świcie

Hej, sokoły o świcie

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Użytkownicy

Oceny

Hej, sokoły o świcie

Działo się to pod koniec lipca, po trzech dniach na Przysłopie Potóckim. Baza namiotowa, wysoko w Worku Raczańskim – zasięgu zero, lipcowe złoto w dzień, a w nocy po burzach mokro i zimno jak w listopadzie.

Żeby zdążyć na pociąg z Rycerki, musiałem wstać o trzeciej trzydzieści. Wieczorem spakowałem plecak i rozliczyłem się z chatkowym. Nowa ekipa przy ognisku jeszcze hałasowała, ale ja poszedłem spać wcześniej. Ostatnie, co pamiętam – złote światło na Praszywce Wielkiej i cisza.

Obudziłem się w smole. Ognisko ledwo tliło się czerwonymi oczkami. Zimno wchodziło pod kurtkę. Włączyłem czołówkę, zarzuciłem plecak i ruszyłem szlakiem w dół – przez Pawliki, Gajówkę Majów, na asfalt.

Ścieżka zamieniła się w rwący strumień. Buty natychmiast pełne wody. Po jakichś dziesięciu minutach dotarłem do stromego wąwozu, gdzie szlak schodził zygzakiem. I wtedy to usłyszałem.

Ciężkie, chrapliwe sapanie. Jakby ktoś dmuchał w papierową torbę, tylko głośniej i niżej.

Zatrzymałem się. Poświeciłem.

W stożku światła, może piętnaście metrów przede mną – masywny, ciemny grzbiet. Niedźwiedź stał bokiem, łeb lekko opuszczony, uszy do tyłu. W świetle latarki mignęły dwa żółto-zielone odbicia – oczy. Patrzył w bok, nie na mnie. Jeszcze nie.

Tętno waliło mi w uszach. Zimny pot momentalnie oblał plecy. Nogi wrosły w ziemię, jakby ktoś wylał beton.

Przypomniałem sobie wszystko, co czytałem: nie uciekać, nie patrzeć w oczy, mówić spokojnie, cofać się powoli. Ale tu nie było jak się cofnąć – stroma skarpa za mną, wąwóz przede mną. Stałem jak wryty.

Sekundy się wlokły. Zwierzę nie ruszało się, tylko oddychało. Głęboko. Głośno.

I wtedy – nie wiem, skąd – przyszedł mi do głowy refren, który zawsze śpiewałem pod prysznicem, jak byłem wkurzony albo zmęczony. Głośno, donośnie, bez zastanowienia: „Hej, sokoły, z gór wyleciały, krzyczały, płakały, za Polską tęskniły…”

Głos mi się załamał na początku, ale po pierwszych słowach złapałem siłę. Śpiewałem dalej, wolno, krok po kroku schodząc w głąb wąwozu. Przeszedłem na gwizdanie, bo gardło mi się zacisnęło. Kątem oka cały czas widziałem ten ciemny kształt – nie ruszył się. Ani razu.

Sto metrów. Potem jeszcze kawałek.

W pewnym momencie sapanie ucichło. Zniknęło. Jakby rozpłynęło się w zielonym oceanie.

Dotarłem do pierwszych zabudowań na Pawlikach. Asfalt. Pusta droga. Ludzkie światło gdzieś daleko.

Oparłem się o znak drogowy, nogi miałem jak z waty. Wyciągnąłem z bocznej kieszeni ciemne piwo, które schowałem na drogę. Otworzyłem. Wypiłbym je duszkiem, ale piłem powoli, małymi łykami. Toast.

Za to, że żyję. Za ciszę. I za te sto metrów, na których życie wisiało na refrenie starej piosenki.

Dwie i pół godziny później siedziałem w pociągu do Bielska. Młody konduktor słuchał, kręcił głową i mówił: „Albo pan kłamie, albo ma pan szczęście jak cholera”.

Ja wiem swoje.

Drapieżnik odwrócił wzrok pierwszy i puścił mnie wolno. A ja do dzisiaj, jak idę sam nocą, czasem cicho pogwizduję „Hej, sokoły”. Na wszelki wypadek.

Koniec

Komentarze

Zabrakło mi trochę fantastyki, mimo to poczułem lekkie napięcie. Krótki tekścik, ale nawet dał radę i pobudził wyobraźnię.

Myśląc realistycznie, gdybym znalazł się na miejscu bohatera prawdopodobnie byłaby to moja ostatnia wyprawa. 

Cześć maciekzolnowski,

Ależ jesteś ostatnio tekstopłodny – jeden kawałek za drugim.

Ten tekst, choć fajny, to jednak ani fantastyka, ani horror.

Trzeba jednak przyznać, że leżą Ci krótkie formy, takie jak „Zapiski na biletach”, „Złote przesunięcie” czy ten utwór. Cokolwiek by nie mówić, czyta się je dobrze.

Pozdrawiam

rr

Bardzo fajny shrocik ale jak zaznaczone wyżej fantastyki mało. Niedźwiedź miał trochę dziwne zachowanie ale ja na niedźwiedziach się nie znam. 

Maćku

nie wiem dlaczego, ale zawsze wrzucasz w mój dyżur i nie mogę udowodnić, że nie potrzebuję dyżuru, by sięgać po Twoje teksty laugh

Niemniej, znakomicie zbudowane napięcie. Oj czuje się tego niedźwiedzia. Może nawet chciałoby się scenę przechodzenia obok niego dłuższą, podkręconą, ale i tak wybrzmiewa.

Ja fantastykę / magiczność dostrzegam w relacji natura-człowiek-melodia. Może nawet bardziej “magiczność” niż “fantastykę”. I bardzo mi to pasuje!

 

Pozdrawiam i klikam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Zaiste, Maćku, zdarzenie mrożące krew w żyłach, ale jestem przekonana, że nie odwiodło Cię od kolejnych wędrówek po leśnych ostępach. :)

 

do stro­me­go wą­wo­zu, gdzie szlak zyg­za­kiem scho­dził w dół. → Masło maślane – czy mógł schodzić w górę?

Proponuję: …do stro­me­go wą­wo­zu, gdzie szlak zyg­za­kiem obniżał się.

 

Serce wa­li­ło mi w uszach. → A może: Tętno wa­li­ło mi w uszach.

Nie widzę i nie czuję serca w uszach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Okazuje się, że jednak można tutaj publikować teksty bez fantastyki ;) 

 

Szort bardzo w Twoim stylu, więc czego chcieć więcej? Dla mnie zawsze wartością dodaną będą jakiekolwiek wspomnienia o moich okolicach, chociaż sama jestem raczej mało “górowa” :)

OldGuard, dziękuję bardzo za miłe słowa. Piękne są te Twoje tereny. :)

Okazuje się, że jednak można tutaj publikować teksty bez fantastyki.

Fantastyka powinna być i była – mam na kompie wersję z kosmitą miast niedźwiedzia, tylko gdzieś mi się zawieruszyła. ;)

 

Dzięki Reg za łapankę i za przeczytanie. :)

 nie mogę udowodnić, że nie potrzebuję dyżuru, by sięgać po Twoje teksty.

Beeeecki, nie musisz udowadniać, dzięki za przeczytanie, skomentowanie i kliknięcie. :)

Dzięki, Czarna. Ja też na niedźwiedziach się nie znam, ale wiem, że: 1) przechodzą ze Słowacji do Polski okresowo, 2) od lat żyje i ma swoją gawrę pod Romanką niedźwiedzica. Wiem też, że głupi ma zawsze szczęście. Pozdrawiam. MZ:) 

Witaj, Robercie.

Bardzo dziękuję za przeczytanie i skomentowanie. O tak, leżą mi szorty. Piszę sporo, ale są tutaj tacy, co piszą i lepiej, i więcej. Tutaj, na naszym forum. Wiem też, że taki – dajmy na to – S. King ma dzienną swoją normę 10 stron formatu A4. To się dopiero nazywa tempo. 

Chciałoby się więcej czytać. Pracuję nad tym. ;)

Pozdrawiam – MZ

gdybym znalazł się na miejscu bohatera prawdopodobnie byłaby to moja ostatnia wyprawa. 

Storm, odwagi! Do odważnych świat należy! ;-) 

Dziękuję i pozdrawiam – MZ

Piękne są te Twoje tereny. :)

A jakie inspirujące, dla tych, którzy się na tę inspirację otworzą :)

 

Fantastyka powinna być i była – mam na kompie wersję z kosmitą miast niedźwiedzia, tylko gdzieś mi się zawieruszyła. ;)

Hmm, to w takim razie nie wiem, czy jednak nie wolę tej wersji bez fantastyki, bo spotkanie z kosmitą mogłoby jednak wybić mnie z tego przyjemnego rytmu.

 

Piszę sporo, ale są tutaj tacy, co piszą i lepiej, i więcej. Tutaj, na naszym forum. Wiem też, że taki – dajmy na to – S. King ma dzienną swoją normę 10 stron formatu A4. To się dopiero nazywa tempo. 

Miesięcznie piszę +/– 200k zzs, czyli mogłabym tworzyć książkę co 1,5 miesiąca. Niestety większość takich tekstów jest mało kreatywna, więc gdy po pracy nie odrzuca mnie jeszcze od klawiatury, to sobie stukam coś swojego. Kiedyś dużo rzadziej niżbym chciała, teraz staram się utrzymać jakąś regularność. 

Fantastyka powinna być i była – mam na kompie wersję z kosmitą miast niedźwiedzia, tylko gdzieś mi się zawieruszyła. ;)

O! To się wyjaśniło. Myślę, że szort zawieruszył się gdzieś na tym portalu, bo byłem przekonany, że już to czytałem. Nie pamiętałem tylko, o jakie zwierzę wtedy chodziło.

No właśnie, AP. Jest tego dużo, w sensie opowiastek jest dużo i chyba zaczynam się już w tym gubić. Było coś na portalu, kiedyś, gdzieś i w gorszej odsłonie, ale ja tego już nie widzę. Chochlikowe sprawy. Pozdrawiam przy okazji serdecznie. :)

Guard, piszesz zawodowo? Też masz niezłe tempo. 

teraz staram się utrzymać jakąś regularność. 

Ja piszę kiedy chcę i co chcę, ale staram się, by dzień – każdy jeden – nie był stracony, jeśli Wiesz, co mam na myśli. Jeśli nie skrobię, to czytam, jeśli nie czytam, to komponuję, a i tak mam wyrzuty sumienia, że robię za mało. 

Mieszkasz w samym Bielsku? Czy jakoś pod? Jeśli można spytać…

Pochwalę Ci się: 6 lat spędziłem w słynnych Górkach W., gdzie tworzyli: Z. Kossak i W. Krząszcz. 

Tak, zajmuję się copywritingiem, więc piszę dość dużo. A Ty grasz jeszcze na czymś, czy wyłącznie skrzypce? :) Mi słoń nadepnął na ucho, więc w tym bym się w ogóle nie odnalazła.

 

Bliżej mi do Wadowic niż do Bielska. Górek nie miałam okazji jeszcze odwiedzić, ale pogooglałam i interesujące otoczenie. Czy duch takiego miejsca działa jakoś inspirująco? ;)

 

 

Super zajęcie. 

Gram na klawiszach i skrzypach. 

Wadowice? Beskid Mały? Super sprawa. 

Tak, Górki inspirują, to tam zacząłem pisać. :)

Czy super to zależy od tematu. Czasami jest interesujący, czasami mniej.

 

O widzisz, to tym bardziej muszę odwiedzić, może to jakieś miejsce mocy ;)

Koniecznie. Do zwiedzenia jest muzeum i dworek. Będziesz mogła, bo ona zawsze jest, pogadać z wnuczką pani Kossak. Zawsze to jakiś temat, na który można potem pisać… :)

Szkoda, że już tam nie mieszkam i nawet nie bywam. :(

Nowa Fantastyka