- Opowiadanie: haishi - ZAGROŻENIE ZLIKWIDOWANE

ZAGROŻENIE ZLIKWIDOWANE

Mój de­biut. Mam na­dzie­ję że nie jest tak źle.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

ZAGROŻENIE ZLIKWIDOWANE

In­ży­nier Gło­wac­ki wraz z tech­ni­ka­mi koń­czył pakowanie drew­nia­nej skrzy­ni w ła­dow­ni Ar­te­mi­sa-3, lek­kie­go frach­tow­ca, na sta­cji Au­ro­ra w ukła­dzie Pa­toz-3 w trze­cim sek­to­rze ga­lak­ty­ki. W doku obok kil­ku­dzie­się­ciu prze­mę­czo­nych gór­ni­ków z czwar­te­go sek­to­ra wła­śnie wy­sia­da­ło z trans­por­tow­ca. Gło­wac­ki po­my­ślał o tym, jakim jest szczę­ścia­rzem, że miesz­ka w pierw­szym sek­to­rze i że nie musi co­dzien­nie ry­zy­ko­wać swo­je­go życia, aby za­ro­bić. 

– Ostroż­nie z tym to­wa­rem! – krzyk­nął na­uko­wiec do in­ży­nie­ra. – Za­wie­ra wraż­li­we ele­men­ty pół­prze­wod­ni­ko­we! 

– Ach… pół­prze­wod­ni­ko­we, tak? – za­py­tał z nie­chę­cią Gło­wac­ki. – A co do­kład­niej? 

– Ła­du­nek plom­bo­wa­ny. Czym­kol­wiek by to nie było, ma zo­stać do­star­czo­ne w nie­na­ru­szo­nym sta­nie. 

Gło­wac­ki nie był pe­wien, czy chce w ogóle wie­dzieć, jaki towar znaj­du­je się na po­kła­dzie. Ła­du­nek był za­plom­bo­wa­ny, co ozna­cza­ło, że miał ja­kieś zna­cze­nie dla Syn­dy­ka­tu, a za­zwy­czaj ozna­cza­ło to kło­po­ty, któ­rych wolał unik­nąć. 

– Wszyst­ko go­to­we – po­wie­dział in­ży­nier, sia­da­jąc do sta­no­wi­ska na­wi­ga­cyj­ne­go. 

– Okej, star­tu­je­my – oznaj­mił ka­pi­tan Wi­śniew­ski. – Rut­kow­ska, od­pa­laj sil­ni­ki, Gło­wac­ki, kurs na Kal-Zo, pla­ne­ta trze­cia – roz­ka­zał ka­pi­tan, zer­ka­jąc na swoje no­tat­ki. 

– Re­gion woj­sko­wy? – zdzi­wił się in­ży­nier. 

– Kon­trakt rzą­do­wy – od­parł ka­pi­tan. 

Gło­wac­ki od­pa­la­jąc sprzęt, usły­szał cha­rak­te­ry­stycz­ny, wy­so­ki pisk, który za­dzwo­nił w uszach. Wska­zów­ki na pa­ne­lu za­czę­ły wa­rio­wać, a ekran ki­ne­sko­po­wy po­wo­li się roz­świe­tlał. In­ży­nier mu­siał chwi­lę od­cze­kać, zanim sprzęt się uspo­ko­ił, po czym od razu wziął się do wy­ta­cza­nie trasy. Usta­wił od­po­wied­nio po­krę­tła i su­wa­ki, aby wy­zna­czyć kurs. Następnie, na­grał go na ka­se­tę au­to­pi­lo­ta, a na­stęp­nie prze­ka­zał ka­pi­ta­no­wi, aby umie­ścił ją w czyt­ni­ku. Sta­tek wy­star­to­wał, a po wyj­ściu z at­mos­fe­ry prze­szedł w lot trans­kwan­to­wy. 

Frach­to­wiec sunął w prze­strze­ni mię­dzy­kwan­to­wej od trzech go­dzin. Gło­wac­ki, sie­dząc w fo­te­lu na­wi­ga­to­ra, pil­no­wał przy­rzą­dów, kiedy nagle na pa­ne­lu na­wi­ga­cyj­nym za­pa­li­ła się czer­wo­na ża­rów­ka ostrze­gaw­cza. 

– Ka­pi­ta­nie… mamy… mamy jakiś pro­blem – za­alar­mo­wał Gło­wac­ki. 

– Co się dzie­je? – za­py­tał za­nie­po­ko­jo­ny ka­pi­tan. 

– Zdaje mi się, że… – Na­wi­ga­tor bacz­nie przy­glą­dał się pa­ne­lo­wi. – Tak… zba­cza­my z kursu. 

– Czemu? 

– Naj­praw­do­po­dob­niej coś za­kłó­ca sys­tem na­wi­ga­cyj­ny – od­parł Gło­wac­ki, wsta­jąc ze sta­no­wi­ska. – Je­że­li tego nie na­pra­wi­my, jest duże ry­zy­ko, że zbo­czy­my z kursu na tyle, że wpad­nie­my w pole gra­wi­ta­cyj­ne ja­kie­goś ciała nie­bie­skie­go. 

– Za­krzew­ski, zaj­mij miej­sce na­wi­ga­to­ra – wydał roz­kaz ka­pi­tan. – Rut­kow­ska, idź z Gło­wac­kim spraw­dzić pro­blem. 

Gło­wac­ki wy­cią­gnął z szaf­ki la­tar­kę i ma­syw­ny ana­li­za­tor widma. Idąc ko­ry­ta­rzem, wpa­try­wał się w zie­lo­ne linie na wy­pu­kłym ekra­nie, pró­bu­jąc zna­leźć źró­dło za­kłó­ce­nia. Nie­ste­ty speł­ni­ła się jego naj­więk­sza obawa - sy­gnał po­cho­dził z ła­dow­ni. 

– Co teraz? – za­py­ta­ła Rut­kow­ska, wcho­dząc do ła­dow­ni. 

– Zo­ba­czy­my, może te za­kłó­ce­nia nie są takie złe – wes­tchnął Gło­wac­ki. Pod­szedł do te­le­fo­nu wi­szą­ce­go na ścia­nie i wy­krę­cił numer do swo­je­go sta­no­wi­ska. 

– Halo? Jakie mamy od­chy­le­nie kursu? 

– Ponad trzy dziesiąte stop­nia. 

– Szlag… – prze­klął gło­śno in­ży­nier. – Coś wy­kom­bi­nu­ję – po­wie­dział, od­kła­da­jąc słu­chaw­kę. 

– Nie można wziąć po­praw­ki na te za­kłó­ce­nia? 

– Nie… są nie­li­nio­we. 

Nagle cały sta­tek za­drżał i zga­sło świa­tło. Po chwi­li w ła­dow­ni roz­bły­sły czer­wo­ne lampy awa­ryj­ne. 

– Cho­le­ra, pew­nie prze­le­cie­li­śmy przez pole gra­wi­ta­cyj­ne ja­kiejś aste­ro­idy – za­nie­po­ko­ił się Gło­wac­ki. – Miej­my na­dzie­ję, że żaden duży obiekt nie sta­nie stat­ko­wi na dro­dze… 

– Może po­win­ni­śmy ją otwo­rzyć? – za­pro­po­no­wa­ła Rut­kow­ska. 

– Osza­la­łaś? – zde­ner­wo­wał się in­ży­nier. – Prze­cież za ze­rwa­nie plomb grozi od dziesięciu lat cięż­kich robót w sek­to­rze czwar­tym. 

– A jest ja­kieś inne wyj­ście? 

– Nie wiem, ale wolę umrzeć niż gnić w tej… 

Nagle w skrzy­ni roz­legł się huk. Obaj tech­ni­cy za­drże­li. Po chwi­li nie­po­ko­ju Gło­wac­ki zbli­żył się ostroż­nie do ła­dun­ku. Po­chy­lił się nad nim, kiedy nagle wy­brzmiał drugi, gło­śniej­szy trzask, przez który pudło za­drża­ło. Gło­wac­ki gwał­tow­nie pod­sko­czył i raptownie się od niego od­su­nął. 

– Mu­si­my ją otwo­rzyć! – pod­nio­sła głos Rut­kow­ska – Jak ty tego nie zro­bisz, ja to zro­bię! 

– Mó­wi­łem ci już, wolę umrzeć… 

– Jak tego nie otwo­rzy­my i tak naj­pew­niej wpad­nie­my w ja­kieś pole aste­ro­id! – krzyk­nę­ła Rut­kow­ska, wy­cią­ga­jąc łom z po­bli­skiej szaf­ki. Zbli­ży­ła się do kon­te­ne­ra. Ze środ­ka do­biegł trze­ci, naj­gło­śniej­szy ło­skot. Po­jem­nik pod­sko­czył, a plom­by na jego wieku się ze­rwa­ły. Rut­kow­ska upu­ści­ła na­rzę­dzie. Wieko skrzy­ni nagle się pod­nio­sło. Ze środ­ka wy­ło­ni­ła się człekokształtna syl­wet­ka, ale nie był to czło­wiek. Całe ciało po­kry­te było me­ta­licz­nym ma­te­ria­łem, a za­miast twa­rzy miał czar­ną, szkla­ną po­wierzch­nię. W ła­dow­ni za­pa­dła cisza. 

– Co to do cho­le­ry jest? – wy­szep­ta­ła prze­ra­żo­na Rut­kow­ska. 

Głowa urzą­dze­nia po­wo­li ob­ró­ci­ła się w ich stro­nę. 

– Czego od nas chcesz? – wy­krzyk­nął Gło­wac­ki. 

– R. P. SIER­RA. PAUZA. ZERO. TRZY. – wy­do­by­ły się skrze­czą­ce słowa z ma­szy­ny. – ZLI­KWI­DO­WAĆ. ZA­GRO­ŻE­NIE. 

Me­ta­licz­ne słowa ma­szy­ny od­bi­ły się echem w ła­dow­ni. 

– Co masz na myśli? – za­py­ta­ła nie­pew­nie Rut­kow­ska – “Zli­kwi­do­wać za­gro­że­nie”? 

– ZLI­KWI­DO­WAĆ. ZA­GRO­ŻE­NIE. – od­par­ło urzą­dze­nie 

Gło­wac­ki pod­szedł szyb­ko do te­le­fo­nu. Wy­krę­cił numer na mo­stek, ale sły­szał tylko szum. Czuł, że coś jest nie tak. 

– Jakie mamy opcje? 

– Cho­le­ra… – wy­mam­ro­tał in­ży­nier. – Idź na mo­stek i po­wiedz ka­pi­ta­no­wi o zaj­ściu. Ja tego po­pil­nu­ję. 

Podwładna Gło­wac­kie­go wy­szła kilka chwil wcze­śniej. In­ży­nier bacz­nie, ale z od­le­gło­ści wpa­try­wał się w ma­szy­nę. Nigdy w życiu nie wi­dział cze­goś po­dob­ne­go. Urzą­dze­nie miało ręce, głowę, nogi, a do tego mó­wi­ło. Ale ta mowa nie brzmia­ła jak na­gra­nie. Wy­da­wa­ła się być praw­dzi­wa, ludz­ka, ge­ne­ro­wa­na w cza­sie rze­czy­wi­stym, ale brzmią­ca ostro, nie­na­tu­ral­nie. 

– ANA­LI­ZA. KOM­PLET­NA. ZA­GRO­ŻE­NIE. ZLO­KA­LI­ZO­WA­NE. – wy­brzmiał ko­mu­ni­kat urządzenia. Urzą­dze­nie wysunęło się ze skrzy­ni i udało się w stro­nę wyj­ścia z han­ga­ru. Gło­wac­ki bacz­nie po­dą­żał za obiek­tem, ale za­cho­wy­wał dy­stans. Każdy krok wy­da­wał gło­śne, me­ta­lo­we stuk­nię­cie. ”Cho­le­ra, gdzie ta Rut­kow­ska…” – po­my­ślał za­nie­po­ko­jo­ny. Gdy urzą­dze­nie na­po­tka­ło skrzy­żo­wa­nie dróg, za­trzy­ma­ło się na środ­ku i jed­nym, me­cha­nicz­nym ru­chem skrę­ci­ło w prawo i po­szło dalej pro­sto. Gło­wac­ki na pa­mięć znał układ stat­ku i wie­dział, że ta droga pro­wa­dzi do ste­row­ni. Ma­szy­na po­de­szła do drzwi i ener­gicz­nym ru­chem je otwo­rzy­ła. Ste­row­nia była pełna elek­tro­nicz­nych ma­szyn, umiesz­czo­nych w me­ta­lo­wych sza­fach, każda od­po­wie­dzial­na za inną rzecz. Przy jed­nej z nich ka­pi­tan cze­muś się przy­glą­dał, a po usły­sze­niu, że ktoś wcho­dzi od­wró­cił się. 

– Gło­wac­ki, co to kurwa jest?! – za­py­tał drżą­cy ka­pi­tan. 

– Nie mam po­ję­cia. Może być nie­bez­piecz­ne – od­po­wie­dział nie­pew­nie Gło­wac­ki. 

Ma­szy­na zmie­rza­ła w stro­nę ka­pi­ta­na, sta­wia­jąc cięż­kie kroki. 

– ZA­GRO­ŻE­NIE. OD­NA­LE­ZIO­NE. CEL: ZLI­KWI­DO­WAĆ ZA­GRO­ŻE­NIE. – Roz­niósł się echem głos ma­szy­ny. Z pra­wej ręki ma­szy­ny wy­su­nął się roz­grza­ny me­ta­lo­wy pręt. In­ży­nier i ka­pi­tan za­mar­li. Urzą­dze­nie po­wo­li ru­szy­ło w stro­nę szafy. Ka­pi­tan pró­bo­wał nie­udol­nie za­sło­nić się jej drzwia­mi. 

– Gło­wac­ki, zrób coś do cho­le­ry! – krzyk­nął ka­pi­tan. 

In­ży­nier rozejrzał się po ste­row­ni, ale nie do­strzegł ni­cze­go, co mo­gło­by pomóc. Rzu­cił się na ma­szy­nę ła­piąc ją od tyłu za szyję, ale ta ani drgnę­ła. Dalej szła pew­nym kro­kiem. Gło­wac­ki za­czął szar­pać ją za głowę, kiedy nagle ma­szy­na się za­trzy­ma­ła. 

– NIE. PRZE­SZKA­DZAĆ. CEL: ZLI­KWI­DO­WAĆ. ZA­GRO­ŻE­NIE. – po­in­for­mo­wa­ło urzą­dze­nie, po czym zro­bi­ło mocny za­mach całym cia­łem, co spo­wo­do­wa­ło od­rzu­ce­nie in­ży­nie­ra do drzwi ste­row­ni. Gło­wac­ki pró­bo­wał wstać z podłogi, ale ból spo­wo­do­wa­ny upad­kiem go unie­ru­cho­mił. Ma­szy­na nie­ubła­ga­nie zbli­ża­ła się do prze­ra­żo­ne­go ka­pi­ta­na. Za­mknął oczy i był przy­go­to­wa­ny na naj­gor­sze. Urzą­dze­nie otwo­rzy­ło lewą ręką drzwi szafy, za któ­ry­mi cho­wał się drżą­cy ka­pi­tan. Czuł cha­rak­te­ry­stycz­ny za­pach roz­grza­ne­go me­ta­lu. Był na tyle bli­sko pręta, że mógł po­czuć jego pro­mie­niu­ją­ce cie­pło.

– NIE. PRZE­SZKA­DZAĆ. CEL: ZLI­KWI­DO­WAĆ. ZA­GRO­ŻE­NIE. – po­wtó­rzy­ła ma­szy­na. Zdzi­wio­ny ka­pi­tan otwo­rzył oczy i spoj­rzał nie­pew­nie na urzą­dze­nie. Ma­szy­na prze­su­nę­ła go lewą ręką, a na­stęp­nie za­czę­ła ma­ni­pu­lo­wać w elek­tro­nicz­nym ob­wo­dzie. Gło­wac­ki otrzą­snął się i pod­szedł do ka­pi­ta­na. 

– Więc… damy mu skoń­czyć? – za­py­tał in­ży­nier. 

– Mamy ja­kieś inne wyj­ście? Pra­wie wy­ki­to­wa­łeś jak pró­bo­wa­łeś to za­trzy­mać! – od­po­wie­dział ka­pi­tan. 

Więk­szość per­so­ne­lu tech­nicz­ne­go ze­bra­ła się wokół pra­cu­ją­cej ma­szy­ny. Tech­ni­cy szep­ta­li mię­dzy sobą przy­pa­tru­jąc się dziw­nej isto­cie. Ma­szy­na pew­nie wy­ko­ny­wa­ła swój cel. Co jakiś czas pod­cho­dzi­ła do szaf­ki z czę­ścia­mi i brała po jed­nej czę­ści, wy­mie­nia­ła ją, i wy­rzu­ca­ła starą do kosza. Nagle, po kilku cy­klach swo­jej pracy, ma­szy­na za­trzy­ma­ła się. Po­de­szła do głów­ne­go prze­łącz­ni­ka za­si­la­nia, wy­łą­czy­ła go i włą­czy­ła z po­wro­tem. Po chwi­li ciszy nagle świa­tło głów­ne po­now­nie roz­bły­sło. 

– ZA­GRO­ŻE­NIE. ZLI­KWI­DO­WA­NE. – wy­brzmia­ły słowa ma­szy­ny. Ru­szy­ła w stro­nę drzwi, gro­ma­dząc za sobą tłum za­cie­ka­wio­nych tech­ni­ków. 

– Za­krzew­ski, sprawdź zmia­ny w tam­tym ukła­dzie – roz­ka­zał ka­pi­tan. 

– Tak jest… – roz­cza­ro­wał się tech­nik. 

Urzą­dze­nie kro­czy­ło ko­ry­ta­rzem stat­ku, sta­wia­jąc pewne, wy­kal­ku­lo­wa­ne kroki. Po tym jak do­tar­ło do ła­dow­ni z jego brzu­cha wy­su­nę­ły się ja­kieś czte­ry, po­dłuż­ne, bor­do­we, ka­wał­ki ma­te­ria­łu, które spa­dły na zie­mię. Ma­szy­na po­ło­ży­ła się w skrzy­ni a na­stęp­nie za­mknę­ła za sobą wieko. Gło­wac­ki pod­szedł do obiek­tów po­zo­sta­wio­nych na podłodze i oka­za­ło się, że zo­sta­wił plom­by Syn­dy­ka­tu. In­ży­nier po­pa­trzył na ka­pi­ta­na, po­ka­zu­jąc zna­le­zi­sko, a ten kiw­nął tylko głową w stro­nę kon­te­ne­ra. Tech­ni­cy po­mo­gli przy­bić wieko z po­wro­tem, a in­ży­nier usu­nął po­zo­sta­ło­ści sta­rych plomb i sta­ran­nie przy­kle­ił nowe. 

Trzy dni póź­niej, lot do­bie­gał końca. Wśród za­ło­gi wciąż krą­ży­ły plot­ki i nie­po­kój na temat prze­wo­żo­ne­go ła­dun­ku. Więk­szość trzy­ma­ła się od ła­dow­ni z da­le­ka, a nie­któ­rzy cie­kaw­scy spo­glą­da­li tylko na ta­jem­ni­czy ła­du­nek. Na most­ku pa­no­wa­ła na­pię­ta at­mos­fe­ra. Przed przy­lo­tem do portu ka­pi­tan za­rzą­dził spo­tka­nie naj­waż­niej­sze­go per­so­ne­lu tech­nicz­ne­go w swoim biu­rze. Ka­pi­tan cho­dził w kółko, spo­glą­da­jąc co jakiś czas przez okno. Gło­wac­ki za­pu­kał i wszedł do po­miesz­cze­nia. Chwi­lę póź­niej przy­by­ła Rut­kow­ska. Ka­pi­tan wes­tchnął. 

– Gło­wac­ki, na­pi­sa­łeś ra­port z in­cy­den­tu? – za­py­tał ka­pi­tan.

– Tak jak pan kazał, ka­pi­ta­nie – od­parł prze­ka­zu­jąc do­wód­cy kart­kę. 

– ”W wy­ni­ku prze­grza­nia kom­po­nen­tów do­szło do awa­rii sys­te­mów au­to­pi­lo­ta” … – czy­tał cicho ka­pi­tan – “Jed­nak dzię­ki szyb­kiej re­ak­cji po­rucz­ni­ka in­ży­nie­ra Gło­wac­kie­go i cho­rą­ży Rut­kow­skiej udało się wy­kryć awa­rię i na­pra­wić wa­dli­wy sys­tem”… 

– Jest pan pewny, że nie po­win­ni­śmy tego zgło­sić? – za­pro­te­sto­wał Gło­wac­ki, marsz­cząc brwi. 

– Ab­so­lut­nie! – sprze­ci­wi­ła się gło­śno Rut­kow­ska. 

Ka­pi­tan wyj­rzał przez okno prze­dłu­ża­jąc czas od­po­wie­dzi. 

– Marzą ci się wa­ka­cje w czwar­tym sek­to­rze? – zi­ro­ni­zo­wał ka­pi­tan. 

Gło­wac­ki od­wró­cił wzrok od ka­pi­ta­na i za­milkł. Po do­kład­niej­szym przej­rze­niu ra­por­tu ka­pi­tan od­pra­wił pod­wład­nych. Udał się na mo­stek, aby przy­go­to­wać się do po­dej­ścia do celu. 

– Wy­cho­dzi­my z mię­dzy­kwan­to­wej za trzy…dwa…jeden… – od­li­czy­ła Rut­kow­ska, po czym przez sta­tek prze­szła mocna fala ude­rze­nio­wa. Przez okno widać było or­bi­tu­ją­cą wokół pla­ne­ty ogrom­ną sta­cję z le­gio­nem my­śliw­ców i stat­ków woj­sko­wych.

– Iden­ty­fi­ka­cja – roz­legł się na most­ku głos nada­wa­ny ze sta­cji. 

– Ar­te­mis-3, ze­zwo­le­nie 4A57O – od­po­wie­dział ofi­cer ko­mu­ni­ka­cji. 

– Mo­że­cie lą­do­wać w doku siód­mym – po­in­for­mo­wał głos ze sta­cji. 

Po wy­lą­do­wa­niu ka­pi­tan oka­zał woj­sko­wym ze­zwo­le­nie i list prze­wo­zo­wy, a tech­ni­cy z Gło­wac­kim na czele po­szli roz­ła­do­wać towar. 

– Czy lot prze­biegł zgod­nie z pla­nem? – za­py­tał woj­sko­wy oglą­da­jąc do­ku­men­ty. 

– Tak – skła­mał ka­pi­tan. 

– Czy ła­du­nek nie zo­stał uszko­dzo­ny? 

– Nie – od­parł ka­pi­tan po krót­kiej chwi­li mil­cze­nia. 

– Świet­nie… – Woj­sko­wy coś za­pi­sał. – Po roz­ła­dun­ku mo­że­cie od­la­ty­wać. 

Ka­pi­tan udał się na mo­stek i wkrótce po tym sta­tek wy­star­to­wał. 

– Dok­to­rze, oby­wa­te­le nie zgło­si­li za­strze­żeń do­ty­czą­cych pań­skie­go ła­dun­ku. – za­ra­por­to­wał woj­sko­wy na­ukow­co­wi. – Jed­nak plom­by na skrzy­ni nie są ory­gi­nal­ne. 

– Nie­do­brze… – po­wie­dział ba­dacz spo­glą­da­jąc przez okno na od­da­la­ją­cy się sta­tek. – Ale fakt, że frach­to­wiec tu do­tarł, świad­czy o tym, że jed­nost­ka spi­sa­ła się do­brze. Za do­brze. Sama wy­bu­dzi­ła się z uśpie­nia. Trze­ba bę­dzie to po­pra­wić… – wy­mam­ro­tał na­uko­wiec za­pi­su­jąc coś w no­tat­ni­ku. 

– Dok­to­rze, pro­szę nie za­po­mi­nać, że pro­jekt jest ści­śle tajny. 

– Do­sko­na­le o tym wiem – od­parł oschle ba­dacz. – Nie mo­że­my zo­sta­wić żad­nych świad­ków. Zro­zu­mia­no? 

Żoł­nierz kiw­nął twier­dzą­co głową. Pod­niósł te­le­fon, wy­krę­cił jakiś numer i wydał roz­kaz. 

– Ka­pi­ta­nie… na ra­da­rze widać dwie jed­nost­ki zbli­ża­ją­ce się w naszą stro­nę – po­in­for­mo­wał Gło­wac­ki. 

– To nie może ozna­czać nic do­bre­go. Pełna moc na… – Nie zdą­żył do­koń­czyć ka­pi­tan, kiedy ośle­pia­ją­ca wiąz­ka prze­bi­ła sta­tek na wylot, a ciała za­ło­gi zo­sta­ły we­ssa­ne przez próż­nię.

– Cel zli­kwi­do­wa­ny. Wra­ca­my do bazy – po­in­for­mo­wał przez radio jeden z pi­lo­tów.

Koniec

Komentarze

Witam i gratuluję debiutu :]

 

No i cóż, jak to z debiutami bywa, nie mogę powiedzieć, żeby ów debiut mnie zachwycił.

 

Po pierwsze jest tu całkiem sporo błędów. Niektóre, choć z pewnością nie wszystkie, pozwoliłem sobie wypisać pod kreseczką. Spora część z nich to techniczne usterki (”-“ zamiast “–” w dialogach), mimo wszystko utrudnia to czytanie.

 

Fabuła też nie zmiotła mnie z planszy. Pomysł, że tajemnicza maszyna zamiast niszczyć statek, naprawia go, jest fajny, natomiast nie udało się zbudować poczucia zagrożenia potrzebnego, żeby taki twist zadziałał – żadne z zaprezentowanych zagrożeń nie jest szczególnie bezpośrednie (zbaczamy z kursu i co? Umrzemy od tego? Nie możemy skręcić albo nadać S.O.S? A jeśli faktycznie umrzemy – to kiedy? Za rok?), dodatkowo czytelnik niewiele wie o postaciach, są one tylko nazwiskami, nie ma więc szczególnej motywacji, by przejmować się ich losem.

 

Zakończenie jest zaskakujące, ale niestety kompletnie dla mnie niezrozumiałe – na czym miałby niby polegać ten eksperyment? Puszczamy robota naprawczego samopas i właściwie po co? Żeby zobaczyć, jak zareaguje załoga? Zabiliśmy stado ludzi, żeby sprawdzić, czy robot jest straszny?

 

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!


4 sektora

Liczebniki w beletrystyce zapisujemy zazwyczaj słownie: czwartego sektora.

 

W doku obok, kilkudziesięciu przemęczonych górników z 4 sektora, właśnie wysiadało z transportowca.

Oba przecinki niepotrzebne.

 

-Ostrożnie z tym towarem! – krzyknął naukowiec do inżyniera. – To wrażliwe elementy półprzewodnikowe! 

Na początku wypowiedzi powinna być półpauza (–), a po niej spacja (prawdopodobnie zresztą nie pozmieniało Ci się w edytorze właśnie dlatego, że tych spacji nie ma). Ten błąd jest w każdej wypowiedzi zasadniczo.

 

rozkazał kapitan[,] zerkając na swoje notatki. 

Przecinek między “rozkazał” a “zerkając”.

 

Idąc korytarzem[,] wpatrywał się w zielone linie na wypukłym ekranie[,] próbując znaleźć źródło zakłócenia.

Tak samo. Imiesłów przysłówkowy tworzy równoważnik zdania, więc musi być wydzielony przecinkami.

Dodatkowo ten drugi imiesłów (”próbując”) określa tu cel czynności, czego się nie powinno robić imiesłowem. Proponowałbym całe zdanie zmienić: “Szedł korytarzem i wpatrując się w zielone linie na wypukłym ekranie, próbował znaleźć źródło zakłócenia”, albo jakoś tak.

 

odpowiedział Głowacki[,] wzdychając

Przecinek, ponownie gdyż imiesłów. A najlepiej “westchnął Głowacki”.

 

Głowacki wpatrywał się w skrzynie[,] rozważając możliwe wyjścia z tej sytuacji. 

powiedziała Rutkowska[,] wyciągając łom z pobliskiej szafki.

 

Niestety spełniła się jego największa obawa, kiedy okazało się, że sygnał pochodzi z ładowni.

To jest trochę wedle uznania, ale tu nie chodzi o konkretny moment/czas, więc zamiast “kiedy” dałbym po prostu myślnik.

 

Coś wykombinuje.

Literówka.

 

Urządzenie powoli ruszyło w stronę szafy. Kapitan próbował nieudolnie zasłonić się drzwiami szafy

Nagle cały statek zadrżał i zgasło światło. Po chwili w ładowni zapaliło się czerwone światło.

Powtórzeń warto unikać.

 

asteroidy. – zaniepokoił się

Skoro małą, to bez kropki.

 

a zamiast twarzy, miał czarną

Nieuzasadniony przecinek.

 

poinformowało urządzenie[,] po czym zrobiło mocny zamach całym ciałem[,] co spowodowało odrzucenie inżyniera do drzwi sterowni

Przecinki między orzeczeniami.

 

Urządzenie otworzyło lewą ręką drzwi szafy, za którymi schował się drżący kapitan. 

Nie jest to zasadniczo błąd, ale IMO lepiej “chował” – on się schował przed chwilą, teraz się chowa.

 

Po wylądowaniu kapitan okazał wojskowym zezwolenie i list przewozowy, a technicz z Głowackim na czele. 

Coś tu się skićkało.

 

 

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Czołem!

Zakapior zakapiorzył już powyżej, zatem u mnie krócej.

Faktycznie popraw ten zapis dialogów na półpauzy zamiast dywizów i daj spacje przed, usuń kropki, gdzie nie potrzebne. W sekcji “Hyde Park” znajdziesz serię poradników, które są ogromnie przydatne w zakresie dialogów i innych. Polecam skorzystać.

Masz sporo powtórzeń czasowników. Warto to zmienić. Polecam czytanie na głos, łatwiej wyłapać.

Podobnie zaimki, nie wszystkie są potrzebne. Dobrze zadać sobie pytania, czy dany zaimek, zwłaszcza dzierżawczy, faktycznie coś wnosi.

 

Historia jest o czymś, to na plus. Równocześnie jednak nie wiemy do końca, o czym, brakuje jednoznacznego wyjaśnienia. Jakiś eksperyment, jakieś poświęcenie materiału ludzkiego. Wszystko jakieś, ale nigdzie nie wiem, co to dokładnie znaczy. Niedopowiedzenia są super, ale nie mogą być większością.

Storytelling też trochę kuleje, bo masz miejsca, gdzie zdecydowanie należałoby podbudować napięcie, zrobić krótsze zdania, wpleść mroczne szczegóły.

 

No i liczebniki. Zapisujemy słownie.

 

Gratuluję debiutu, fajnie, że przybyłeś na Portal. Czytaj, pisz i korzystaj!

 

Pozdrawiam!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

GalicyjskiZakapior, beeeecki – dzięki za wizyty!

Dialogi poprawiłem, przecinki powstawiałem, liczebniki pozmieniałem. Czasowniki postarałem się nieco zróżnicować, a zaimki w miarę zredukować. Zakończenie też trochę zmieniłem, bo poprzednie było niejasne. Więcej grzechów nie pamiętam, a za krytykę serdecznie dziękuję.

Zdecydowanie przyjemniej się na to patrzy. Aczkolwiek ja końcówki wciąż nie łapię na tyle, by mnie to satysfakcjonowało. Ale to może być moja wyjątkowa ułomność, bynajmniej nie wykluczam laugh

 

Dodam jeszcze, że mamy na Portalu takie coś jak “betalistę”. Polecam sobie w Hyde Parku doczytać, bo to bardzo przyjazna rzecz dla poprawy tekstów przed publikacją :)

 

Powodzenia!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Dzień dobry, haishi.

Również gratuluję debiutu i podzielenia się swoim opowiadaniem na portalu.

Utwór niestety mnie nie zachwycił, ale nie można też powiedzieć, że jest zły.

Plusem i to dużym jest ciekawy pomysł z „wyposażeniem” statku. Kaseta, telefon, drewniane skrzynie, ekran kineskopowy – brzmi to nieco lemowsko, ewentualnie jak coś w rodzaju Battlestar Galactica. Ten element naprawdę mi się podoba. yes

 

Niestety w tekście pojawia się sporo zdań z powtórzeniami (choćby takich jak poniżej), co nieco psuje odbiór – zwłaszcza częste użycie słowa „skrzynia”.

 

Głowacki odpalił swój sprzęt, który wydał charakterystyczny, wysoki pisk, który zadzwonił w uszach. Wskazówki na panelu zaczęły wariować, a ekran kineskopowy zaczął się powoli rozświetlać. Inżynier musiał chwilę odczekać, zanim sprzęt się uspokoił, po czym od razu zaczął wytyczać trasę. Ustawił odpowiednio pokrętła i suwaki, aby wytyczyć trasę. Po ustawieniu kursu, nagrał go na kasetę autopilota, a następnie przekazał kapitanowi, który umieścił ją w czytniku.”

 

„Nagleskrzyni rozległ się głośny huk, przez który obaj technicy zadrżeli. Po chwili niepokoju Głowacki zbliżył się ostrożnie do skrzyni. Pochylił się nad nią, kiedy nagle rozległ się drugi, głośniejszy huk, przez który skrzynia zadrżała. Głowacki gwałtownie podskoczył i odsunął się ostrożnie od skrzyni.”

 

„– Jak nie otworzymy tej skrzyni i tak najpewniej wpadniemy w jakieś pole asteroid! – krzyknęła Rutkowska, wyciągając łom z pobliskiej szafki. Zbliżyła się do skrzyni. Ze środka dobiegł trzeci, najgłośniejszy huk. Skrzynia podskoczyła, a plomby na jej wieku się zerwały”

 

Pozdrawiam i powodzenia z dalszymi tekstami.

rr

beeeecki – Święty granat ręczny z Antiochii – dobre laughyes

beeeecki – dzięki za info! Rzeczywiście betalista brzmi na bardzo pomocne narzędzie.

Robert Raks – dzięki za wizytę! Celowałem w technologię analogową w stylu lat 50/60, ale w kosmosie i cieszę się, że klimat ci się spodobał. Postarałem się zredukować te powtórzenia i faktycznie, z tą “skrzynią” trochę przesadziłem.

Inż Głowacki i ska zakończyli ŁADOWANIE czegoś. Ładunek to było to, co załadowali. 

Baaardzo mi się spodobała ta międzykwantowa przestrzeń. Jeśli rozumieć ją, przez analogię do międzyplanetarnej i międzygwiezdnej, jako przestrzeń między kwantami, to jest to SF przez BAAARDZO duże F. Gratuluję.

Robercie, dzięki! Skoro ktoś wyłapał, to znaczy, że warto było :). A przy okazji, to akurat zgodzę się w tym z przedmówcami – haishi dałeś zalążek czegoś, co może być faktycznie SF, a nie tylko je udawać (co częste).

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

SPW – Dzięki za wizytę! Cieszę się, że spodobał ci się mój pomysł.

beeeecki – Zobaczymy, jak ten zalążek wyrośnie. laugh

Mój debiut. Mam nadzieję że nie jest tak źle.

Haishi, jak na debiut nie jest źle, ale już wcześniej komentujący zauważyli, że dobrze też nie jest. Podpisuję się pod ich opiniami i od siebie dołączam łapankę.

Mam wrażenie, że może zainteresować Cię ten wątek: http://www.fantastyka.pl/loza/17

 

koń­czył za­ła­du­nek drew­nia­nej skrzy­ni w ła­dow­ni Ar­te­mi­sa-3… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …koń­czył pakowanie drew­nia­nej skrzy­ni w ła­dow­ni Ar­te­mi­sa-3

 

po­wie­dział in­ży­nier, sia­da­jąc do swo­je­go sta­no­wi­ska na­wi­ga­cyj­ne­go. → Czy zaimek jest konieczny? Czy siadałby do cudzego stanowiska? 

 

Gło­wac­ki od­pa­la­jąc swój sprzęt… → Zbędny zaimek.

 

usły­szał cha­rak­te­ry­stycz­ny, wy­so­ki pisk, który za­dzwo­nił w jego uszach. → Czy zaimek jest konieczny? Skoro usłyszał, to wiadomo, że osobistymi uszami.

 

od razu wziął się za wy­ta­cza­nie trasy. → …od razu wziął się do wytyczania trasy

http://filologpolski.blogspot.com/2016/11/brac-siewziac-sie-za-cos-brac-siewziac.html

 

Usta­wił od­po­wied­nio po­krę­tła i su­wa­ki, aby wy­zna­czyć drogę lotu. Po usta­wie­niu kursu… → Czy to celowe powtórzenia?

 

– Ka­pi­ta­nie… mamy… mamy jakiś pro­blem – za­alar­mo­wał nie­pew­nie Gło­wac­ki. → Skoro alarmował, to chyba nie mógł być niepewny.

 

– Zdaje mi się, że… – nawigator bacznie przyglądał się panelowi. → – Zdaje mi się, że… – Nawigator bacznie przyglądał się panelowi.

Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.

 

od­parł Gło­wac­ki, wsta­jąc ze swo­je­go sta­no­wi­ska. → Czy zaimek jest konieczny?

 

Pod­szedł do te­le­fo­nu wi­szą­ce­go przy po­bli­skiej ścia­nie… → Czy telefon wisiał przy ścianie, czy na ścianie?

 

– Ponad 0.3 stop­nia. → – Ponad zero trzy dziesiąte stop­nia.

Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w dialogach. 

https://bookowska.pl/jak-zapisywac-liczby-w-tekstach/

 

– Prze­cież za ze­rwa­nie plomb grozi od 10 lat cięż­kich robót w sek­to­rze czwar­tym. → – Prze­cież za ze­rwa­nie plomb grozi od dziesięciu lat cięż­kich robót w sek­to­rze czwar­tym.

 

Nagle w skrzy­ni roz­legł się gło­śny huk. → Zbędne dookreślenie. Huk jest głośny z definicji. 

Wystarczy: Nagle w skrzy­ni roz­legł się huk.

 

Gło­wac­ki gwał­tow­nie pod­sko­czył i ostroż­nie się od niego od­su­nął. → Nie wydaje mi się, aby po gwałtownym podskoku Głowacki odsuwał się ostrożnie. Przypuszczam, że odsunął się równie nagle.

Proponuję: Gło­wac­ki gwał­tow­nie pod­sko­czył i raptownie/ przezornie się od niego od­su­nął

 

Ze środ­ka wy­ło­ni­ła się ludz­ka syl­wet­ka, ale nie był to czło­wiek. → Ludzka sylwetka sugeruje, że to był człowiek.

Proponuję: Ze środ­ka wy­ło­ni­ła się istota człekokształtna, ale nie był to czło­wiek.

 

– R. P. SIER­RA. PAUZA. ZERO. TRZY. – wy­do­by­ły się skrze­czą­ce słowa z ma­szy­ny. – ZLI­KWI­DO­WAĆ. ZA­GRO­ŻE­NIE. → Czy maszyna mówiła wielkimi literami i po każdym słowie było słychać kropkę?

 

Kom­pan­ka Gło­wac­kie­go wy­szła kilka chwil wcze­śniej. → Nie wydaje mi się, aby Rutkowska była kompanką Gło­wac­kie­go.  

 

Urzą­dze­nie wy­szło ze skrzy­ni i udało się w stro­nę wyj­ścia z han­ga­ru. → Nie brzmi to najlepiej.

 

In­ży­nier roz­gląd­nął się po ste­row­ni… → In­ży­nier rozejrzał się po ste­row­ni

 

Gło­wac­ki pró­bo­wał wstać z ple­ców… → Z czyich pleców próbował wstać?

A może miało być: Gło­wac­ki pró­bo­wał wstać z podłogi

 

Gło­wac­ki pod­szedł do obiek­tów po­zo­sta­wio­nych na ziemi… → Gło­wac­ki pod­szedł do obiek­tów po­zo­sta­wio­nych na podłodze

 

ka­pi­tan od­pra­wił swo­ich pod­wład­nych. → Zbędny zaimek.

 

– Wy­cho­dzi­my z mię­dzy­kwan­to­wej za 3…2…1… – od­li­czy­ła Rut­kow­ska… → – Wy­cho­dzi­my z mię­dzy­kwan­to­wej za trzy… dwa… jeden… – od­li­czy­ła Rut­kow­ska

 

– Po roz­ła­dun­ku mo­że­cie od­la­ty­wać. 

Ka­pi­tan udał się na mo­stek i po roz­ła­dun­ku sta­tek wy­star­to­wał. → Czy to celowe powtórzenie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – Dzięki za wizytę!

– R. P. SIERRA. PAUZA. ZERO. TRZY. – wydobyły się skrzeczące słowa z maszyny. – ZLIKWIDOWAĆ. ZAGROŻENIE. → Czy maszyna mówiła wielkimi literami i po każdym słowie było słychać kropkę?

W taki sposób chciałem zaznaczyć że po każdym słowie maszyna robi przerwę.

Błędy poprawiłem, dziękuję za ich wskazanie.

Bardzo proszę, Haishi. Miło mi, że mogłam się przydać.

 

W taki sposób chciałem zaznaczyć że po każdym słowie maszyna robi przerwę.

Rozumiem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka