Fantastyki brak. Życie mnie przytłoczyło. Za dużo naczytałem się o Epsteinie. Ciężki tekst. Ciężki tekst i trudny temat. Dla niektórych może być zbyt ciężki. Wybaczcie mi, proszę. Ja tylko staram się zrozumieć.
Fantastyki brak. Życie mnie przytłoczyło. Za dużo naczytałem się o Epsteinie. Ciężki tekst. Ciężki tekst i trudny temat. Dla niektórych może być zbyt ciężki. Wybaczcie mi, proszę. Ja tylko staram się zrozumieć.
Nie jestem pedofilem. Powtarzam to tak często, że zdanie straciło sens. Powtarzam też: patrzenie to jeszcze nie czyn.
Ostatni przystanek sto piętnaście. Dalej pola, asfalt i rozstaj: w prawo Kamieniec, w lewo Dobrzykowice i mój dom.
Zobaczyłem ją przy ścieżce. Tornister. Śmiech bez rachunku strat. Słowa lecące szybciej niż czas. Wiatr uniósł spódnicę na ułamek sekundy. Jasność rajstop mignęła i zgasła.
Mogłem skręcić w lewo. Nie skręciłem.
Zostawałem cztery–pięć kroków z tyłu. Wmawiałem sobie: bezwiedne zatrzymanie oka – to nic złego. Odruch. Ciekawość.
W lustrze wciąż widzę siebie sprzed lat. Jestem młody.
Przykucnąłem, niby wiążąc sznurówkę. Świat zawęził się do kolan, ud i kostek. Usłyszałem własny oddech. Obcy. Zbyt głośny. Dłonie drżały w powietrzu, jakby nie moje.
I wtedy zobaczyłem siebie – mężczyznę w średnim wieku, klęczącego przy drodze. Obcego. Zbyt uważnego. Zbyt długo patrzącego.
Wstałem. Odwróciłem się w stronę Dobrzykowic. Dom wygrał.
Czasem nie wraca jej sylwetka. Wraca tamto zawieszenie na rozstaju – chwila, w której wzrok przestał być niewinny.
Granica nie biegnie między wsiami. Biegnie o całe centymetry bliżej. Pod skórą.
Wersja TURBO:
„Rozstaje”
Nie jestem pedofilem. Jestem podglądaczem, który wie, gdzie kończy się dziecko, a zaczyna ciało gotowe do grzechu. Podglądacz, tylko tyle – to moja linia obrony.
Lubię je dokładnie w tym wieku – szesnaście, siedemnaście, osiemnaście. Jeszcze pachną szkołą, już pachną sobą. Lolity, które nie wiedzą, jak bardzo są niebezpieczne.
Ostatni przystanek sto piętnastki. Pętla. Dalej tylko pola, asfalt i rozstaj: w prawo Kamieniec, w lewo Dobrzykowice. Dom po lewej. Dom – to potem.
Zobaczyłem ją przy ścieżkach. Sukienka w drobną kratkę, rajstopy czterdzieści DEN, tornister zsunięty z jednego ramienia i zahaczony o rąbek – tak, że materiał podjechał prawie do pasa. Tyłek jak dwa małe, jeszcze nie w pełni uformowane jabłuszka. Koleżanka w spodniach była niewidzialna. Kto lubi spodnie?
Mogłem skręcić w lewo. Nie skręciłem.
Szedłem za nimi. Kilkaset metrów. Wzrok wbity w nogi. Wiatr raz podniósł sukienkę – DEN-y błysnęły bielą. Przykucnąłem, udając, że wiążę but. Z tej wysokości wszystko stało się obsceniczne: linia majtek, delikatne wgłębienie między pośladkami, ciepło, które niemal czułem na twarzy. Nosiła rajstopy bazmajtkowe. Widzialem detale. Linie, szwy, siateczkę rajstop.
I wtedy zobaczyłem siebie. Mężczyznę w średnim wieku, przydrożnego wilka, który właśnie przekroczył granicę nie między wsiami, tylko między „patrzeć” a „nie patrzeć”.
Coś we mnie pękło czysto i głośno. „Dość!”
Wstałem. Zawróciłem w stronę Dobrzykowic. Dom wygrał. Dziś wygrał. Nie wiem, czy wygra jutro, czy wygra pojutrze.
Żałuję jednego: że nie wyciągnąłem telefonu. Że nie zrobiłem zdjęcia. Że nie zatrzymałem tego widoku na zawsze.
Nie mam prywatnej wyspy. Nie mam łodzi Epsteina. Mam tylko wspomnienie i to gorąco, które czasem wraca tak mocno, że muszę zacisnąć zęby.
Granica nigdy nie biegła między Kamieńcem a Dobrzykowicami. Ona biegnie tuż pod skórą. I jest cieńsza, niż by się wydawało.
Mam z tą tematyką problem. Podwójny.
Z jednej strony – krzywdy na dzieciach są obecne też u mnie, w moich dark fantasy wiedźmińskich, ale nie żeby pisać w sposób tak przejmujący jak to zaprezentowałeś. Rozumiem też, też tematyka uderzyła w ciebie i zainspirowała, ale jednak nie spodziewałem się tak mocnego i dość kontrowersyjnego wejścia w temat. Za to podziwiam
Z drugiej strony, co wejdę na portale to temat Epstein. No i temat – zaznaczam, moim zdaniem – uważam za bardzo odważne i ryzykowne posunięcie :) W sensie różnie to ludzie mogą odebrać.
Co do samego tekstu – nie moje klimaty, ale dość dobrze i sugestywnie przekazujesz emocje targane tym mężczyzną, że tak to ujmę, o skłonnościach pedofliskich.
Rzeczy techniczne :
Jeszcze pachną szkołą
Jak pachnie szkoła?
Trochę nie umiem sobie tego wyobrazić. Może pachniała tornistrem? Whatever. (dziwnię się czuję, nawet to komentując).
Widziałem twoje poprzednie teksty i są naprawdę dobre(nawet zazdroszczę pokaźnej biblioteki!) ale wybacz, że za tematykę nie zagłosuję do biblioteki, lecz nie wynika z warsztatu a wybranego tematu.
Melendur88
melendur, jak możesz nie wiedzieć jak pachnie szkoła. To przecież taki specyficzny zapach kurzu, łez uczniów i środkiem do linoleum. Maciek, tekst jest poprostu porażający i mimo tego, że jest świetny, to postąpie jak kolega wyżej.
Dzięki za, jeśli można tak powiedzieć, miłe słowa. Ja też bym nie zagłosował. Nie dziwię Wam się.
No a jak pachnie szkoła? Dokładnie nie pamiętam, ale pamiętam zapach sali gimnastycznej i peerelowskich trampek – zapach specyficznie suchy.
specyficzny zapach kurzu, łez uczniów i środkiem do linoleum – no i tak bym to napisał :) no, ale może za bardzo się dowalam :)
Melendur88
Z tym PDF-em Epsteinem to święta racja. Mam wrażenie, że facet – nie-świętej pamięci – siedzi u mnie w lodówce, w kiblu, w pralce, w kompie, nie mówiąc już o telewizorze.
Melendur88, ja dokładnie tak to napiszę. Jutro to poprawię, bo dziś już nic nie piszę, tylko ew. czytam. Dzięki.
…i najśmieszniejsze, @maciekzolnowski, że gość jest we wszystkich aktach, każdy miał go znać, a nikt sie nie do niego przyznaje.
Melendur88
Widziałem zdjęcie J.E. z naszym papą JPII. Kontakty miał, ale co z tego – słabo skończył. Trzeba wiedzieć, że wśród więźniów nie ma litości dla PDF-ów. Gdyby nie wykończyły go służby (Izrael, USA – kto to wie?), więźniowie by to zrobili.
Witaj. :)
Maćku, w komentarzu, uzupełniającym szort, masz literówkę:
Nie wiem, czy wygra jutoro, czy wygra pojutrze.
Temat trudny. Kiedyś pewien mój znajomy pisał, że ma żal za uprzedzenia. Ot, taka sytuacja: idzie ze sklepu, spotyka na chodniku uroczą kilkulatkę, uśmiecha się do niej serdecznie, a tu od razu biegnie jej matka i krzyczy, że to gwałciciel i pedofil. Odchodzi ze smutkiem. Nie miał złych zamiarów, po prostu lubi dzieci.
Twój szort jednak opowiada o innym problemie. Tu ewidentnie widać i czuć podtekst. Biorąc pod uwagę skalę tego problemu, ciężko się to czyta. Piszesz w Przedmowie, że starasz się zrozumieć. Ale – co? Zafascynowanie dziewczynami? To zwyczajna sprawa. Chyba że przekracza pewne granice. W Twoim tekście wydaje mi się, że już je przekracza i to bardzo niebezpiecznie. Trudno mi postawić się w roli – że tak to ujmę – zwyczajnego, przeciętnego mężczyzny – jak patrzy na kobiety, dziewczyny, na kobiecość ogólnie. Jednak każda fascynacja powinna mieć pewien umiar. I myślę, że Wy, Panowie, patrzący zwyczajnie na kobiety, go rozumiecie – czujecie, co to umiar w tej materii, w tym temacie. Narrator z Twojego szorta moim zdaniem nie ma owego umiaru.
A szkoła pachnie dla mnie nade wszystko kredą tablicową. Makabrycznym pyłem kredy, sypiącym się na ubranie przy próbach starcia ogromnej tablicy ściennej… :))
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Jednak każda fascynacja powinna mieć pewien umiar. I myślę, że Wy, Panowie, patrzący zwyczajnie na kobiety, go rozumiecie – czujecie, co to umiar w tej materii, w tym temacie. Narrator z Twojego szorta moim zdaniem nie ma owego umiaru.
Zgodzę się, stąd moja opinia też o tym taka, że bardzo odważnie Maciek podszedł do tematu, ktoś mógłby uznać to za spowiedź pedofila :) Odwagę cenię i widzę, że temat epsteina (pewnie oglądałeś zapewne dokument netfixa, bo żonę bardzo to poruszyło) cię poruszył, i warsztat.
Co do fascynacji owszem, umiar mieć winna, jak najbardziej. Ja sam w swoich wiedźmińskich opowieściach zwłaszcza tym co niedługo poprawię, tym moim pierwszym zaznaczam, że potwór czai się w każdym z nas.
A szkoła pachnie dla mnie nade wszystko kredą tablicową. Makabrycznym pyłem kredy, sypiącym się na ubranie przy próbach starcia ogromnej tablicy ściennej… :))
Mi plastikowymi okładkami główne, szatni i trampek :)
Melendur88
Maćku,
kurczę, tak krótko, a tak dużo. Doceniam odwagę poruszenia tego tematu. Nie wiem, czy wiernie oddałeś, to co dzieje się w głowie ludzkiej, pociągając za najniższe instynkty, które ma każdy. Być może. Powiedziałbym, że “bardzo ciekawe”, ale nie wydają się to właściwe słowa.
Po prostu nie wiem, czy lepiej mówić, rozmawiać, czy lepiej zostawić choć w pewnym zakresie milczenie wobec strasznych krzywd.
Nie podejmę się oceny.
Co do biblioteki, tak jak przedmówcy.
Ale jeszcze raz, odważny tekst. Z mojej strony ważny, ale nie mnie to oceniać.
Pozdrawiam!
NIE, NIE, NIE!
Ten tekst budzi sprzeciw i to nie dlatego, że „porusza trudny temat”, lecz dlatego, że robi to w sposób skrajnie nieodpowiedzialny. Autor wchodzi w głowę bohatera i z niepokojącą drobiazgowością celebruje jego spojrzenie, jego pożądanie, jego detale obserwacji. Narracja nie zatrzymuje się na analizie moralnego upadku, lecz chwilami brzmi jak współuczestnictwo. To przekracza granicę między krytyką zjawiska a jego estetyzacją.
Największym problemem nie jest sama obecność mrocznej myśli, lecz sposób jej podania. Myśl bohatera mogłaby zostać pokazana przez skrót, przez dystans, przez chłodny opis mechanizmu, a nie przez plastyczne, niemal zmysłowe detale. W tym tekście język nie potępia, tylko nasyca obraz. A to tworzy niebezpieczną dwuznaczność. W literaturze o takiej tematyce odpowiedzialność autora jest ogromna: łatwo przekroczyć cienką linię między demaskowaniem patologii a jej niezamierzonym wzmacnianiem.
Końcowa deklaracja „dziś wygrał” nie równoważy wcześniejszego natężenia obrazów. Moralny hamulec jest słaby, a żal, że nie zrobił zdjęcia, całkowicie podważa jakikolwiek katharsis. Zamiast wyraźnego potępienia dostajemy półcień wahania. To nie jest wystarczające. Jeśli tekst miał być ostrzeżeniem, powinien boleć bohatera, a nie czytelnika obrzydzeniem wobec samej formy narracji.
Granica rzeczywiście „biegnie pod skórą”, ale tu została przekroczona nie tylko przez postać. Autor powinien zastanowić się, czy chce analizować mechanizm zła, czy nieświadomie dostarczać mu języka. W obecnej formie tekst balansuje zbyt blisko tej drugiej strony.
https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta
Maćku, do napisania szorta skłoniły Cię sprawy paskudne, wręcz obrzydliwe. Czy musiałeś napisać „Zawieszenie wzroku”?
Widocznie tak, skoro napisałeś. I nie mogę Cię za to potępiać, choć zgadzam się, że zdecydowałeś się na przedstawienie sprawy w sposób mocno drastyczny.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Czy musiałeś napisać „Zawieszenie wzroku”?
Nie musiałem i zawsze mogę ten szort usunąć. Myślisz, że powinienem go usunąć?
Dziękuję i przepraszam, Reg; co złego, to nie ja. :)
Bruce, dzięki.
Zafascynowanie dziewczynami? To zwyczajna sprawa. Chyba że przekracza pewne granice. W Twoim tekście wydaje mi się, że już je przekracza i to bardzo niebezpiecznie.
Mam kolegę, pedofila. Muchy by nie skrzywdził. Ale czemu jest jaki jest, nie wiem. Szort napisałem z pozycji PDF-a, bo chcę, staram się zrozumieć. To tak, jakby napisać z pozycji sępa mit o Prometeuszu. Tutaj jest z pozycji PDF-a, mogłoby też być z pozycji dziewczynki – niedoszłej ofiary. Rzecz “prosta”: wejść jako autor komuś do głowy, a potem to opisać.
Dzięki za małą łapankę. Pozdrawiam. :)
To przekracza granicę między krytyką zjawiska a jego estetyzacją.
W punkt. To z całą pewnością estetyzacja. Chciałem napisać o pedofilii i zrobić to w sposób ładny, estetyczny, elegancki. I wyszło, co wyszło. Język zdaje się bronić PDF-a-bohatera.
Dzięki, Beeeecki. Kurcze, nigdy nie wiem, ile masz w niku literek “e”. ??? ;)
Kurcze, taki krótki tekst, a tyle a nim (i w duskucji nad nim) emocji.
Mam kolegę, pedofila. Muchy by nie skrzywdził.
Bycie pedofilem nie oznacza bycia zoofilem.
https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta
Mam kolegę, pedofila. Muchy by nie skrzywdził. Ale czemu jest jaki jest, nie wiem. Szort napisałem z pozycji PDF-a, bo chcę, staram się zrozumieć. To tak, jakby napisać z pozycji sępa mit o Prometeuszu. Tutaj jest z pozycji PDF-a, mogłoby też być z pozycji dziewczynki – niedoszłej ofiary. Rzecz “prosta”: wejść jako autor komuś do głowy, a potem to opisać.
Dzięki za małą łapankę. Pozdrawiam. :)
Ok, rozumiem, że chciałeś spróbować. Twoja wola, Twoja decyzja. :) Wyobraź sobie, że Twoje Dziecko zostało tak skrzywdzone. I teraz postaw się w roli komentatora takiego szorciaka. Wtedy zrozumiesz. :) Oczywiście piszę o skrajnej sytuacji, ale tak najłatwiej wyjaśnić emocje, o których potem wspominasz:
Kurcze, taki krótki tekst, a tyle a nim (i w duskucji nad nim) emocji.
Maćku, i “jednowyrazowy tekst” można napisać tak, że wywoła lawinę komentarzy, ręczę. ;) Nie ilość znaków jest ważna, a – przekaz. :)
Pozdrawiam, dzięks. :)
Pecunia non olet
Nie musiałem i zawsze mogę ten szort usunąć. Myślisz, że powinienem go usunąć?
Maćku, chyba mnie nie zrozumiałeś – wszak napisałam, że rozumiem, dlaczego szort powstał, a bulwersujący jest powód, który Cię skłonił do jego napisania. No i zauważyłam, że tekst nie przez wszystkich szostał/ zostanie przyjęty ze zrozumieniem, że chyba nie wszyscy dostrzegli intencję.
Owszem, Twój szort jest kontrowersyjny, ale czy to powód, by spraw kontrowersyjnych nie tykać, czy może pisać o nich, ale tak, by nie dać nikomu powodu do niezadowolenia czy odczucia niesmaku?
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.