Stacja badawcza Arkanuss dryfowała w pasie asteroid, rzucając długi, poszarpany cień na lodowe odłamki skalne. Wewnątrz jej sterylnych, chromowanych korytarzy nie było już słychać komunikatów o postępach w badaniach. Zastąpił je niski, rytmiczny dźwięk alarmu i syk ulatniającej się pary.
Thrax, elitarny honorowy łowca klanu Krwawej Klingi, kucnął na wsporniku pod sufitem, niemal całkowicie zlewając się z otoczeniem dzięki kamuflażowi optycznemu. Jego bio-maska pulsowała czerwienią, przełączając tryby wizji.
Zignorował trupy naukowców Weyland-Yutani leżące w kałużach krwi. Nie byli godną zdobyczą. Szukał czegoś, co jego klan nazywał Abominacją.
Thrax przełączył wizjer na tryb analizy śladów feromonowych. Zamiast czystego, zielonego śladu ksenomorfa, widział chaotyczną, pulsującą smugę błękitu i fioletu. To była Hybryda.
Wiedział o niej z przechwyconych transmisji: projekt „Prometeusz Odrodzony”. Ludzkie DNA miało nadać ksenomorfowi inteligencję i zdolność planowania, a czarna maziowa substancja – niezniszczalność. Rezultatem był potwór, który zabił swoich stwórców w mniej niż dziesięć minut po wyjściu z inkubatora.
Cel: Obiekt H-01.
Wzrost: 2 metry.
Cechy: Egzoszkielet ksenomorfa połączony z ludzką muskulaturą, brak wydłużonej czaszki (zamiast tego ludzka twarz pod chitynową maską).
Cichy warkot wydobył się z gardła Thraxa. To nie było trofeum. To była plama na honorze galaktyki, którą należało wypalić.
Thrax zeskoczył na metalową kratownicę. Nagle, czujnik ruchu w jego masce zawył. Z mroku, z szybkością, której nie posiadał żaden znany mu ksenomorf, wystrzeliła blada postać.
Thrax ledwo zdążył wysunąć nadgarstkowe ostrza. Hybryda nie uderzyła głową; uderzyła pięścią, z siłą, która odrzuciła Yautja na ścianę. Kamuflaż zamigotał i zgasł.
Stwór stanął w świetle awaryjnych lamp. Wyglądał przerażająco: czarna, lśniąca skóra ksenomorfa opinała potężne, ludzkie ramiona. Zamiast bezocznej czaszki, Thrax spojrzał w oczy, które miały źrenice. Potwór uśmiechnął się – był to grymas czystego sadyzmu.
„Jesteś… spóźniony” – wychrypiała Hybryda.
Thrax zamarł. Potwór nie tylko myślał, on potrafił modulować dźwięki na wzór mowy swoich ofiar. To ostatecznie przypieczętowało jego los.
Yautja rzucił dyskiem, który przeciął powietrze z charakterystycznym świstem. Hybryda zrobiła salto w tył, unikając dekapitacji, i zniknęła w szybach wentylacyjnych. Thrax nie gonił jej na oślep. Wiedział, że ta istota zna stację lepiej niż on.
Aktywował działko plazmowe, ale celownik nie mógł namierzyć celu – Hybryda zmieniała temperaturę ciała, dostosowując ją do otoczenia.
Gdy Hybryda zaatakowała ponownie, wyłaniając się z cienia niczym duch, Thrax nie użył ostrzy. Strzelił z działka plazmowego nie w potwora, lecz w zawory bezpieczeństwa nad jego głową.
Pomieszczenie wypełniła lodowata mgła. Hybryda, mimo ludzkiej tkanki, wciąż posiadała krew ksenomorfa, która gęstniała w ekstremalnym zimnie. Stwór zwolnił. Jego ruchy stały się ociężałe.
Thrax ruszył do przodu. Odrzucił działko – to była walka o honor. Wyciągnął włócznię i z potężnym okrzykiem bojowym wbił ją w klatkę piersiową potwora. Kwasowa krew trysnęła na zbroję Yautja, sycząc i przepalając metal ale szybkim ruchem Thrax zrzucił swą przepaloną przez kwas zbroję na podłogę.
Hybryda chwyciła włócznię, próbując ją wyrwać, ale Thrax był silniejszy. Przyciskając przeciwnika do ziemi, wyciągnął krótki sztylet i jednym, precyzyjnym cięciem oddzielił głowę Abominacji od reszty ciała.
Stacja Arkanuss zatrzęsła się – system autodestrukcji, uruchomiony przez Thraxa wcześniej, odliczał ostatnie sekundy. Yautja stanął nad truchłem. Spojrzał na ludzko-ksenomorficzną czaszkę. Nie zabierze jej jako trofeum. Była zbyt nieczysta.
Gdy statek łowcy oddalał się od stacji, za jego plecami rozbłysło drugie słońce. Arkanuss przestał istnieć, a wraz z nim grzechy Weyland-Yutani. Thrax zasiadł w fotelu pilota. Kolejne polowanie dobiegło końca, ale wiedział jedno – ludzie nigdy nie przestaną igrać z ogniem.
Hejka!
Tekst ma wyraźnie dynamiczny i mocno filmowy klimat. Pojedynek jest brutalny i trzyma w napięciu, a inteligentna Hybryda to ciekawy i groźny przeciwnik. Honor Thraxa dobrze podkreśla charakter postaci, a finał z autodestrukcją efektownie zamyka historię. Czytało się przyjemnie.
Pozdrawiam.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.