- Opowiadanie: aloerr - Obce Uczucia

Obce Uczucia

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Obce Uczucia

Jestem osobą racjonalną, która szczyci się zdroworozsądkowym podejściem do życia.

 

Choć zazwyczaj unikam tak ostrych słów, to od zawsze gardziłam wszystkim, co związane z zjawiskami paranormalnymi i czymkolwiek nadprzyrodzonym. Odrzucałam to jako głupie i dziecinne.

 

Gdy rówieśnicy ekscytowali się duchami i nawiedzonymi posiadłościami, osobiście śmiałam się w duchy z ich głupoty, w które tak szczerze wierzyli. Z perspektywy czasu oczywiście dostrzegam w tym własną zarozumiałość i przemądrzalstwo. 

 

Dzieci często na to cierpią. Uważają się za lepszych od innych i mają przekonanie o własnej wyższości. 

 

Było to dość ironiczne. Zazwyczaj to właśnie ci, którzy najbardziej się czemuś sprzeciwiającą, robią rzeczy o których tak sami głośno mówią. Miałam coś, co można by określić mianem dysonansu poznawczego.

 

Empat. Słowo to pochodzi od słowa empatia i oznacza osobę, która potrafi odczuwać emocje i uczucia innych osób. I ja byłam jedną z nich, choć tak bardzo sama temu przeczyłam.

 

Wiele osób może uniosło brew ze zdziwieniem, jako iż w końcu większość osób potrafi to samo. Nie brzmi to jak coś nadprzyrodzenego i niezbadanego. 

 

To co odróżnia mnie od innych, jest to, że czuję dokładnie to co inna osoba, nie potrzebuję słów, mimiki, ruchów ciała, czy nawet widzieć danej osoby, aby czuć się dokładnie jak ona.

 

Wiedziałam kto skrycie się w mnie kochał, a kto nienawidził. Czułam depresję zawsze uśmiechniętych i radość tych, którzy udawali smutek. Wiedziałam, kiedy mama była zła, aby uniknąć jej gniewnu i kiedy o coś ją poprosić, gdy miała dobry humor.

 

Bycie empatem nie ogranicza się tylko do emocji, ale także innych doznań. Czułam przeszywający ból dziadka, który powoli umierał, gdy nowotwór powoli go zabijał. Gdy moja przyjaciółka spadła ze schodów, razem z nią zwijałam się z bólu.

 

Brzmi jak idealna zdolność dla psychologa, albo lekarza, czyż nie? 

 

Tylko idiota by tak pomyślał.

 

Zawsze posługiwałam się wymówką cierpienia na agorafobię, lecz w rzeczywistości nie mogłam wytrzymać dziesiątek mieszających się i walczących uczuć tłumów ludzi. 

 

Uczucia pojedynczych osób nie były często lepsze. Dlatego starałam się unikać większej ilości osób i zachowywałam kontakt tylko z garstką przyjaciół i rodzinny, aby nie oszaleć.

 

– To na dzisiaj wszystko – powiedział lider jej projektu, pewnym siebie głosem. – Nie zapomnijcie o obowiązkowym spotkaniu.

 

Praca zdalna była perfekcyjna dla osoby takiej jak ja. Empat musiał mieć bezpośredni kontakt z osobą, aby móc ją ‘wyczuć’. Widok przez ekran po prostu nie działał.

 

– Cholera, będę musiała udać się do biura…

 

Wyszeptałam sama do siebie cicho. Zawsze było tam pełno osób, co oznaczało natłok emocji i było gwarantem godzinnych migren po powrocie.

 

Było to i tak lepsze, niż inne możliwości. Ciężko byłoby o inną tak dobrze płatną pracę, która wymagałaby tak mało kontaktów osobistych.

 

Następnego dnia udałam się prosto do biura. Już sam fakt, że znajdowało się w samym centrum doprowadzało mnie do szału. Ciągle jednak powtarzałam sobie w głowie, jak mantrę, że był to tylko ten jeden, mały dzień.

 

Skierowałam się do tego samego miejsca, co zawsze, aby złożyć raport. Zastała mnie jednak niemiła niespodzianka. Był tam ktoś inny, niż zazwyczaj. Nie przepadałam za poznawaniem nowych osób.

 

– Och, ty musisz być Anna, jeśli mnie pamięć nie myli? – Zapytał z uśmiechem, elegancko ubrany wysoki mężczyzna, przypominający jej nieco jej starego nauczycieli z podstawówki. – Jestem tu na zastępstwo Piotra.

 

Przełknęłam ślinę. 

 

– Miło mi… – Odrzekłam niepewnie.

 

Uśmiechnął się i zaprosił mnie do stołu. 

 

Nic od niego nie czułam. Ani grama emocji.

 

– Psychopata – pomyślałam cierpko.

 

Nie był to pierwszy taki przypadek, lecz było to dla mnie dość rzadkie, nieczęsto widywało się ten typ osób. to Osoba nie odczuwają empatii, jej przeciwieństwo. Natychmiast zdecydowałam, iż nie powinnam zadawać się z nim więcej niż potrzebne.

 

Rozmowa przebiegała metodycznie i gładko. Jak w szwajcarskim zegarku.

 

Nienawidziłam swojej zdolności i bycia emptatem. Wolałabym urodzić się bez niej. Jednak kiedy moja zdolność nie działała… To mimo wszystko…

 

Czułam się jak ryba wyjęta z wody. Nie potrafiłam odczytać osoby, siedzącej naprzeciwko mnie. Bezradność ogarnęła mnie całkowicie. 

 

Bycie psychopatą nie oznaczało bycie złym człowiekiem. Wiedziałam o tym dobrze. Ale podświadomie obawiałam się tego człowieka. 

 

Spotkanie minęło szybko. Mężczyzna imieniem Artur działał niczym komputer, z zawrotną, nadludzką prędkością.

 

Z radością wróciłam do siebie i mogłam cieszyć się chwilą wolności od innych osób.

 

 

3 dni później

 

 

Burczenie w brzuchu było zbyt silne, aby móc je ignorować. Spojrzałam do pustej lodówki i westchnęłam. Było już zbyt późno, aby zamówić jedzenie, więc musiałam udać się do osiedlowego sklepu.

 

Szczęśliwie w tak późnych godzinach nie powinno być tam wiele osób.

 

Była zimna, lodowa noc. Z drżeniem weszłam do sklepu, nawet nie spoglądając w stronę kas. 

 

Koszyk szybko napełnił się produktami i szczęśliwie zgodnie z oczekiwaniami nie było tam nikogo innego oprócz mnie. Z uśmiechem samozadowolenia udałam się, aby zapłacić.

 

– Dobry wieczór. 

 

Kasjer powiedział do mnie pusto. 

 

– Tak… Dobry…

 

Jakie było prawdopodobieństwo spotkania dwóch osób niezdolnych do odczuwania uczuć jeden po drugim? Nie znałam statystyk jednak nie wydawało mi się to zbyt prawodpodobne. 

 

Po chwili zorientowałam się, że zaiste w trakcie zakupów nic nie odczuwałam. W tak małym sklepie, z pewnością wyczułabym emocję kasjera, nawet stojąc na samym końcu tego budynku.

 

Kasował produkt jeden po drugim, a ja uważnie go obserwowałam. Pracował mechanicznie i sprawnie. 

 

– 129,99. Karta, gotówka?

 

 

15 dni później

 

 

Moja zdolność nie znikała. To było pewne. Potwiedziłam to przy spotkaniu z moimi przyjaciółkami, a także z mamą.

 

Czułam smutek matki po stracie mojego taty, która tak usilnie próbowała ukryć. Wiedziałam także, o tym, że Maja dalej cierpiała na ból zęba. 

 

Jednak od czasu do czasu spotykałam więcej ‘pustych’. Dostawca jedzenia… Listonosz… W ciągu paru dni zauważyłam coraz większą ilość osób, które nic nie czuły. Zbieg okoliczności? A może moja moc przestała działać wobec specyficznych osób? W ciągu 25 lat mojego życia nigdy nie spotkałam się z taką sytuacją…

 

 

10 dni później

 

 

Coś się wydarzyło. Albo coś ciągle się działo.

 

Coraz więcej osób przestawało odczuwać emocje. Czy to była jakaś dziwna choroba? Epidemia?

 

Po raz pierwszy od lat wyszłam do samego centrum miasta i pomijając sporadyczne uczucia osób, nie czułam nic. 

 

Stałam pośrodku tłumu dziesiątek osób obserwujących pokaz uliczny, a także w tramwaju tak zatłoczonym, że ledwo dało się oddychać, lecz mimo to moja głowa nie pękała mi od nadmiaru emocji i uczuć.

 

Zaczęłam wątpić w samą siebie, pomyślałam że to nie chodzi o innych ludzie. Może moja zdolność naprawdę zaczęła znikać?

 

 

X dni później

 

 

Ha. Kto by pomyślał. Moja izolacja była jedyną dalej chroniącą mnie rzeczą. Skończyłabym już jak reszta. Stałabym się obca, tak jak inni.

 

Moja intuicja kazała mi zrobić zapasy i porzucić pracę. Zabarykadowałam się i z własnego domu zrobiłam twierdzę… A raczej własne więzienie. 

 

Usłyszałam pukanie do drzwi. Zawsze wiedziałam o wiele wcześniej, gdy ktoś się zbliżał, lecz tym razem dźwięk nadszedł niespodziewanie.

 

– Córciu… – Usłyszałam zaniepokojony głos własnej matki. – Jesteś tam? Martwimy się o ciebie. Proszę wyjdź do nas…

 

Oparłam się o drzwi, po raz pierwszy czując tylko i wyłącznie swoją własną rozpacz. Po raz pierwszy moja matka nie czuła już ani żalu, ani rozpaczy. Była tylko tak obca pustka.

 

Koniec

Komentarze

Cześć. Sam pomysł ciekawy. Empata, który zaczyna zauważać, że coraz mniej ludzi czuje cokolwiek. Technicznie słabo. Miałem trudność w doczytaniu do końca, a opowiadanie nie jest długie. Sam mistrzem interpunkcji nie jestem, więc ten aspekt pomijam. Co mi nie pasowało:

 

“wszystkim, co związane z zjawiskami” > “wszystkim, co związane ze zjawiskami”

 

“paranormalnymi i czymkolwiek nadprzyrodzonym.” > to “czymkolwiek” dziwnie brzmi.

 

“osobiście śmiałam się w duchy z ich głupoty, w które tak szczerze wierzyli.” > to jest do przepisania. Chodziło o śmianie się w duchu i śmianie się z ich głupoty?

 

Z perspektywy czasu oczywiście dostrzegam w tym własną zarozumiałość i przemądrzalstwo. > To “przemądrzalstwo” jest okropnie nienaturalne. 

 

Było to dość ironiczne. Zazwyczaj to właśnie ci, którzy najbardziej się czemuś sprzeciwiającą, robią rzeczy o których tak sami głośno mówią. Miałam coś, co można by określić mianem dysonansu poznawczego. > Kilka rzeczy mi nie pasuje. Mamy informację, że bohaterka “gardzi” wszystkim, co nadprzyrodzone itp. Tutaj wspominasz o ironii, bo bohaterka ma jednak jakieś “nadprzyrodzone” umiejętności. W samym tekście nie mamy jednak momentu, w którym bohaterka odkrywa te umiejętności. Brakuje mi tutaj jakiejś logiki. To całe zdanie do przepisania : “Zazwyczaj to właśnie ci, którzy najbardziej się czemuś sprzeciwiającą, robią rzeczy o których tak sami głośno mówią.”

 

Empat. Słowo to pochodzi od słowa empatia i oznacza osobę, która potrafi odczuwać emocje i uczucia innych osób. I ja byłam jedną z nich, choć tak bardzo sama temu przeczyłam. > Empat brzmi, jak angielskie Empath. Nie lepiej: Empata albo Empatyk?

 

 

Wiele osób może uniosło brew ze zdziwieniem, jako iż w końcu większość osób potrafi to samo. Nie brzmi to jak coś nadprzyrodzenego i niezbadanego.

 

To co odróżnia mnie od innych, jest to, że czuję dokładnie to co inna osoba, nie potrzebuję słów, mimiki, ruchów ciała, czy nawet widzieć danej osoby, aby czuć się dokładnie jak ona. > nie potrzebuje widzieć osoby, żeby czuć to co ona, by kilka akapitów niżej przeczytać “Empat musiał mieć bezpośredni kontakt z osobą, aby móc ją ‘wyczuć’.”

 

Bycie empatem nie ogranicza się tylko do emocji, ale także innych doznań. > ogranicza się też do innych doznań?

 

Czułam przeszywający ból dziadka, który powoli umierał, gdy nowotwór powoli go zabijał. Gdy moja przyjaciółka spadła ze schodów, razem z nią zwijałam się z bólu.

 

Uczucia pojedynczych osób nie były często lepsze. Dlatego starałam się unikać większej ilości osób i zachowywałam kontakt tylko z garstką przyjaciół i rodzinny, aby nie oszaleć.

 

przypominający jej nieco jej starego nauczycieli

 

Dość. Jest tego sporo. Moim zdaniem tekst do przepisania. Najlepiej odłożyć go na chwilę i przeczytać za jakiś czas “jak obce”. Wtedy takie kwiatki rzucają się w oczy.

 

 

Witaj. :)

Gratuluję debiutu i to już w dniu rejestracji. ;) Zachęcam do zerknięcia w dział Publicystyka – są tam pomocne Poradniki, w tym Drakainy dla Nowicjuszy, a także: językowe, interpunkcyjne, dialogowe, myślowe itd. :)

 

Szanowny Przedmówca wspomniał już o kwestiach technicznych i wskazał liczne usterki językowe, zatem ja tylko poprę Jego zdanie – tekst wymaga bardzo starannego, samodzielnego poprawienia.

Opko z taką ilością znaków (7624) to na naszym Portalu SZORT, a nie OPOWIADANIE (więcej o tym: wspomniany Poradnik Drakainy), zatem zmień, proszę, tę kategorię. :)

Wszystkich akapitów nie oddzielamy pustymi wersami, bo to niepotrzebnie wprowadza Czytelników w błąd i utrudnia śledzenie fabuły. :)

Zapisy myśli i dialogowe – do generalnej poprawy wedle wskazanych Poradników.

Drugi wyraz w tytule – małą literą.

 

Ogólnie szort wydaje się być zarysem, szkicem tworzonego dopiero opowiadania. Za mało treści, za mało wyjaśnień i wiążących się ze sobą, spinających całość wątków.

 

Pozdrawiam serdecznie, życzę powodzenia w dalszym pisaniu. ;) 

Pecunia non olet

Witam,

Zaciekawił mnie tytuł, zwłaszcza w połączeniu z gatunkiem. Początek jest intrygujący, naprawdę byłam ciekawa, jak historia się rozwinie, niestety szybko zaczęła mnie “tracić”. Jak wspomniano w poprzednich komentarzach – zbędne są odstępy między akapitami. Nie ukrywam, że to w połączeniu z tym, jak krótkie były akapity bardzo mi utrudniało skupienie na treści ;’). 

Rzuciło mi się w oczy jeszcze kilka drobiazgów, postaram się nie powtarzać rzeczy już wspomnianych.

pewnym siebie głosem.

Czy "tonem" nie pasuje bardziej, jeśli mowa o sposobie mówienia?

Wyszeptałam sama do siebie cicho

Nie sądzę, żeby "cicho" było potrzebne, skoro już szepcze.

był to pierwszy taki przypadek, lecz było

Warto przeredagować, bez "był" i "było" w jednym zdaniu.

Wydaje mi się też, że trochę mało tych paranormalnych wydarzeń, jak początkowe przemyślenia bohaterki.

Pomimo tego całkiem przyjemna lektura. Ciekawy pomysł i mocne zakończenie.

Pozdrawiam.

Przybyłam Was nawiedzać

Cóż, Aloerrze, przykro mi to mówić, ale „Obce uczucia” czytałam z największym trudem, a przeczytawszy nie umiem się domyślić, co miałeś nadzieję opowiedzieć.

Szort jest bardzo źle napisany – poza masą błędów, usterek i literówek zastanawia mnie, czemu służą odstępy po każdym akapicie, a nierzadko i po jednym zdaniu, że o źle zapisanych dialogach i marnej interpunkcji nie wspomnę.

Na tym portalu opowiadania zaczynają się od dziesięciu tysięcy znaków, więc bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na SZORT!

Masz przed sobą mnóstwo pracy, ale ufam, że z czasem opanujesz zasady rządzące językiem polskim, a Twoje opowiadania będą ciekawsze i zdecydowanie lepiej napisane.

Powodzenia

 

oso­bi­ście śmia­łam się w duchy z ich głu­po­ty… → Zbędne dookreślenie – czy mogła śmiać się za czyimś pośrednictwem? Literówka.

Wystarczy: …śmia­łam się w duchu z ich głu­po­ty

 

do­strze­gam w tym wła­sną za­ro­zu­mia­łość i prze­mą­drzal­stwo. → …do­strze­gam w tym wła­sną za­ro­zu­mia­łość i prze­mą­drzałość

 

mają prze­ko­na­nie o wła­snej wyż­szo­ści. → …są przekonane o wła­snej wyż­szo­ści.

 

Empat. → W języku polskim nie ma takiego słowa. Jeśli już musiałabym jakoś nazywać bohaterkę, użyłabym określenia empatyczka/ empatyk.

Uwaga dotyczy wyrażenie „empat”, kilkakrotnie pojawiającego się także w dalszej części tekstu.

 

To co od­róż­nia mnie od in­nych, jest to… → Tym, co od­róż­nia mnie od in­nych, jest to

 

aby unik­nąć jej gniew­nu… → Literówka.

 

Czu­łam prze­szy­wa­ją­cy ból dziad­ka, który po­wo­li umie­rał, gdy no­wo­twór po­wo­li go za­bi­jał. Gdy moja przy­ja­ciół­ka spa­dła ze scho­dów, razem z nią zwi­ja­łam się z bólu. → Powtórzenia.

 

za­cho­wy­wa­łam kon­takt tylko z garst­ką przy­ja­ciół i ro­dzin­ny, aby nie osza­leć. → Literówka.

 

– To na dzi­siaj wszyst­ko – po­wie­dział lider jej pro­jek­tu, pew­nym sie­bie gło­sem. → Czyjego projektu?

 

Praca zdal­na była per­fek­cyj­na dla osoby ta­kiej jak ja. → Można jakąś pracę wykonać perfekcyjnie, ale nie wydaje mi się, aby praca mogła być perfekcyjna.

Proponuję: Praca zdal­na była najlepsza dla osoby ta­kiej jak ja.

 

aby móc ją ‘wy­czuć’. → Słowo ujęte w cudzysłów zapisuje się tak: …aby móc ją „wy­czuć”.

 

– Cho­le­ra, będę mu­sia­ła udać się do biura…

Wy­szep­ta­łam sama do sie­bie cicho. → Didaskalia zapisujemy po wypowiedzi, nie w oddzielnuym wierszu. Zbędny zaimek. Zbędne dookreślenie – szept jest cichy z definicji. Winno być:

– Cho­le­ra, będę mu­sia­ła udać się do biura… – wy­szep­ta­łam do sie­bie.

Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.

 

Cięż­ko by­ło­by o inną tak do­brze płat­ną pracę… → Trudno by­ło­by o inną tak do­brze płat­ną pracę

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Ciezko-a-trudno;19058.html

 

Już sam fakt, że znaj­do­wa­ło się w samym cen­trum do­pro­wa­dza­ło mnie do szału. → Do szału doprowadzał ją fakt, który jest rodzaju męskiego, więc: Już sam fakt, że znaj­do­wa­ło się w samym cen­trum do­pro­wa­dza­ł mnie do szału.

 

Cią­gle jed­nak po­wta­rza­łam sobie w gło­wie… → Zbędny zaimek.

 

– Och, ty mu­sisz być Anna, jeśli mnie pa­mięć nie myli? – Za­py­tał z uśmie­chem, ele­ganc­ko ubra­ny wy­so­ki męż­czy­zna, przy­po­mi­na­ją­cy jej nieco jej sta­re­go na­uczy­cie­li z pod­sta­wów­ki. Je­stem tu na za­stęp­stwo Pio­tra. → Brzmi to fatalnie. Piszesz w pierwszej osobie, więc bądź konsekwentny. Winno być:

– Och, ty jesteś Anna, jeśli mnie pa­mięć nie myli? – za­py­tał z uśmie­chem ele­ganc­ko ubra­ny wy­so­ki męż­czy­zna, przy­po­mi­na­ją­cy mi nieco sta­re­go na­uczy­cie­la z pod­sta­wów­ki. – Zastępuję Piotra.

 

– Miło mi… – Od­rze­kłam nie­pew­nie. → – Miło mi… – od­rze­kłam nie­pew­nie.

 

Uśmiech­nął się i za­pro­sił mnie do stołu. → Zaproszenie do stołu jest równoznaczne z zaproszeniem do posiłku, a tu chyba nie oto chodzi.

Proponuję: Uśmiech­nął się i wskazał miejsce przy stole/ stole konferencyjnym

 

– Psy­cho­pa­ta – po­my­śla­łam cierp­ko. → Zbędna półpauza przed myśleniem. Przed myśleniem nie stawia się półpauzy.

Proponuję: Psy­cho­pa­ta – po­my­śla­łam cierp­ko.

Tu znajdziesz wskazówki, jak można zapisywać myśli bohaterów.

 

Nie był to pierw­szy taki przy­pa­dek, lecz było to… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: To nie pierw­szy taki przy­pa­dek, lecz było to

 

nie­czę­sto wi­dy­wa­ło się ten typ osób. to Osoba nie od­czu­wa­ją em­pa­tii, jej prze­ci­wień­stwo. → Postawiwszy kropkę, nowe zdanie rozpoczynamy wielką literą. Dlaczego osoba jest napisana wielką literą? Podkreślone zdanie jest pozbawione sensu.

 

nie po­win­nam za­da­wać się z nim wię­cej niż po­trzeb­ne. → …nie po­win­nam za­da­wać się z nim wię­cej niż to konieczne.

 

Nie­na­wi­dzi­łam swo­jej zdol­no­ści i bycia emp­ta­tem. → Czym???!!!

 

Nie po­tra­fi­łam od­czy­tać osoby, sie­dzą­cej na­prze­ciw­ko mnie. → Zbędny zaimek.

 

Bez­rad­ność ogar­nę­ła mnie cał­ko­wi­cie. → A może: Poczułam całkowitą bezradność.

 

Bycie psy­cho­pa­tą nie ozna­cza­ło bycie złym czło­wie­kiem. -> Bycie psy­cho­pa­tą nie ozna­cza­ bycia złym czło­wie­kiem.

 

Bur­cze­nie w brzu­chu było zbyt silne, aby móc je igno­ro­wać. Spoj­rza­łam do pu­stej lo­dów­ki i wes­tchnę­łam. Było już zbyt późno, aby za­mó­wić je­dze­nie, więc mu­sia­łam udać się do osie­dlo­we­go skle­pu.

Szczę­śli­wie w tak póź­nych go­dzi­nach nie po­win­no być tam wiele osób.

Była zimna, lo­do­wa noc. Z drże­niem we­szłam do skle­pu, nawet nie spo­glą­da­jąc w stro­nę kas. 

Ko­szyk szyb­ko na­peł­nił się pro­duk­ta­mi i szczę­śli­wie zgod­nie z ocze­ki­wa­nia­mi nie było tam… → Lekka byłoza.

 

– Dobry wie­czór. 

Ka­sjer po­wie­dział do mnie pusto. → Na czym polega puste powiedzenie? A może miało być:

– Dobry wie­czór – po­wie­dział kasjer bezbarwnym tonem

 

Jakie było praw­do­po­do­bień­stwo spo­tka­nia dwóch osób nie­zdol­nych do od­czu­wa­nia uczuć jeden po dru­gim? → Nie brzmi to najlepiej. Piszesz o osobach, a te są rodzaju żeńskiego, więc: Jakie było praw­do­po­do­bień­stwo spo­tka­nia dwóch osób nie­zdol­nych do doznawania uczuć, jedna po dru­giej?

 

nie wy­da­wa­ło mi się to zbyt pra­wod­po­dob­ne. → Pewnie miało być: …nie wy­da­wa­ło mi się to zbyt pra­wdo­po­dob­ne

 

129,99. Karta, go­tów­ka? → Sto dwadzieścia dziewięć dziewięćdziesiąt dziewięć. Karta, go­tów­ka?

Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w dialogach.

 

Po­twie­dzi­łam to przy spo­tka­niu z moimi przy­ja­ciół­ka­mi… → Literówka. Zbędny zaimek.

 

Czu­łam smu­tek matki po stra­cie mo­je­go taty, która tak usil­nie pró­bo­wa­ła ukryć. → Mama ukrywała smutek, który jest rodzaju męskiego, więc: Czu­łam smu­tek matki po stra­cie mo­je­go taty, który tak usil­nie pró­bo­wa­ła ukryć.

 

spo­ty­ka­łam wię­cej ‘pu­stych’. → …spo­ty­ka­łam wię­cej „pu­stych”.

 

za­uwa­ży­łam coraz więk­szą ilość osób… → Osoby można policzyć, więc: …za­uwa­ży­łam coraz więk­szą liczbę osób

 

W ciągu 25 lat mo­je­go życia nigdy nie spo­tka­łam… → W ciągu dwudziestu pięciu lat życia nigdy nie spo­tka­łam…

Zbędny zamek – czy mogła kogoś/ coś spotkać w cudzym życiu?

 

po­mi­ja­jąc spo­ra­dycz­ne uczu­cia osób, nie czu­łam nic. → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …po­mi­ja­jąc spo­ra­dycz­ne doznania innych osób, nie czu­łam nic

 

mimo to moja głowa nie pę­ka­ła mi od nad­mia­ru emo­cji i uczuć. → Zbędne zaimki.

 

Ha. Kto by po­my­ślał. → Ha, kto by po­my­ślał!

 

Moja in­tu­icja ka­za­ła mi zro­bić za­pa­sy i po­rzu­cić pracę. → Zbędny zaimek.

 

Usły­sza­łam za­nie­po­ko­jo­ny głos wła­snej matki. → Jak wyżej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka